Gość: Olgierd
IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl
23.06.02, 22:37
Oczywiście słowo dresiarz trochę straciło na celności, bo goście, których mam
na myśli ostatnio coraz częściej lansują skórę, dżins, koszulki z rozpiętymi na
górze trzema guziczkami itd.. Ach, i ten wystający zza tych guziczków "ryszard"
(dla niewtajemniczonych - tłumaczę, że ryszard oznacza włos męski na klacie też
męskiej kręcony, ciemny). Ale ja nie o tym..
Równie wielkie emocje budzą we mnie jednak kobiety opisanych wyżej osobników.
Stwórzmy ich portret pamięciowo – osobowościowy.
Po pierwsze – solar (nieustający heban na twarzy i ciele).
Po drugie – spodnie typu biodrówki (to ostatnio), do tego goły brzuch –
standard. Kolory – biel, róż, błękit. Włos - blond, czerń lub połączenia tych
obu (patrz: Barbie z Big Brothera). Figura – filigranowa, szczuplutka, niska.
Wiek – 16 – 17 lat. Fajka w pyszczku. Łapka w łapkę z takim jednym czy drugim
osiłkiem. Idą. Ona ze wszystkiego co jej Łysek powie się śmieje. On robi
poważną minę. Mówi do niej „mała”. Mała się cały czas pręży. Łysy cały czas na
wdechu, coby mięsień klatkowy widoczniejszy był.
Ach, te kobiety dresiarzy... Takie ładne, a tak się marnują...