Gość: Przyjezdny
IP: *.aster.pl
02.06.05, 00:25
"Bez względu na to, co powiedzą sami zainteresowani, powód jest zwykle
podobny: odchodzą ci, którzy nie sprostali wymaganiom." - nie zgodze sie. W
wawie pracuje od kilku lat, w tym czasie zdazylem awansowac na wysokie
stanowisko kierownicze w duzej zachodniej korporacji, i mam ogromne mozliwosci
"pniecia sie" dalej, choc specjalnie o to nie zabiegam i nigdy nie zabiegalem.
Mimo to rozwazam przeprowadzke z Warszawy do malej, spokojnej miejscowosci,
najlepiej w poludniowej lub poludniowo-wschodniej czesci Polski. Pomimo
niektorych cennych walorow Warszawy (praktycznie dostep do wszystkiego),
nieodpowiada mi pogon, ktora da sie zauwazyc tutaj na kazdym kroku, natlok
ludzi, korki, karierowiczostwo - wszystko to w konsekwencji powoduje to, ze
zycie tutaj czesto jest stresujace, i czas ucieka w strasznym tempie. W malej
miejscowosci tez mozna sie odnalezc - za zaoszczedzone pieniadze mozna
otworzyc wlasna firme, wybudowac piekny domek po sprzedazy ciasnego 50m2
mieszkania w Wawie, i zyc majac mnostwo czasu dla siebie i rodziny. Spedzic w
Wawie pol zycia - po co? W imie "awansow" i zarabiania coraz wiekszej ilosci
pieniedzy?? Pieniadze to nie wszystko. A awans oznacza (oprocz wiekszych
pieniedzy) tylko jedno = mniej czasu prywatnego. A sama firma zapomni Cie pare
dni po twoim odejsciu. Moim zdaniem rodzina i duzo wolnego czasu sa najwazniejsze.
Pozdrawiam,
przyjezdny
PS. Pochodze z duzego miasta, wiec to nie to, ze mnie "ciagnie na stare
smieci". Bardziej przemawia rozsadek i system wartosci.