Dodaj do ulubionych

Pora na zasiedzenia gruntów

30.09.05, 08:35
A jeszcze ciekawiej jest na ul. Chłodnej. Tam, w pawilonach, prowadzi
działalność kilkanaście firm. Często są to małe firmy rodzinne, których
właściciele włożyli dosłownie wszystko, aby te firmy zadziałały. A teraz
miasto nie chce przedłużyć dzierżawy, od 15 lat właściciele próbują się
dogadać z miastem - bezskutecznie. Miasto najwyraźniej ma zamiar wyrzucić na
bruk wszystkie te rodziny. Bo zazwyczaj nie stać ich na likwidację firmy
(paranoidalne koszty), a z takiej działalności niejednokrotnie utrzymuje się
nie jedna rodzina, ale znacznie więcej osób. Nie uśmiecha mi się wylecieć na
bruk, zostać bez dochodów z wielodzietną rodziną, bo ktoś sobie wymyślił, że
Chłodna to będzie drugi Nowy Świat, po którym jeźdżą tramwaje konne.
Wystarczy, że Browary Warszawskie zostały przechandlowane na lewo: miała tu
być kontynuacja produkcji, a tymczasem Browary rozbierają, a Królewskie robi
się w Warce... I w ten sposób ktoś kupił "zgodnie z prawem" super teren w
centrum miasta za marne grosze. Produkcja przecież została utrzymana, co z
tego, że przez 2 miesiące?... I tak się w Warszawie załatwia sprawy - kradnie
się zgodnie z prawem a ludzi ciężko pracujących wyrzuca się na bruk, żeby
Żydy mogły przejechać się po Chłodnej tramwajem konnym. Super.
Obserwuj wątek
    • Gość: warszawiak Re: Pora na zasiedzenia gruntów IP: *.acn.waw.pl 30.09.05, 08:53
      >A teraz miasto nie chce przedłużyć dzierżawy,

      A to mało w Warszawie lokali do dzierżawy?

      >Browary rozbierają

      I chwała Bogu, zniknie wreszcie ten syf i smród.
    • Gość: ZB Re: Pora na zasiedzenia gruntów IP: *.bphpbk.pl 30.09.05, 09:50
      Myśle, że większość nieruchomości, o których mowa to działki objęte tzw.
      dekretem Bieruta czyli mówiąc prosto ... zabrane przedwojennym właścicielom
      w "majestacie" prawa, nieruchomości na których bez przerwy od okresu
      przedwojennego gospodaruja przedwojenni właściciele lub ich spadkobiercy,
      traktują je nadal z szacunkiem należnym swojej własności, ponoszą wszelkie
      nakłady, remonty, uiszczają należne podatki (a jakże Gmina nalicza je i pobiera
      od 1945 roku) a tymczasem Gmina ... no cóż jedyne co potrafi to pilnowanie by
      podatki były uiszczone i (jak wyjaśnia Pan Suchożebski) zdążyć złozyć wnioski o
      wydanie nieruchmości w ostatnich dniach takiej prawnej możliwości (!!!).
      Przy okazji serdeczna prośba do autorów artykułu o kontakt z działajacymi w
      Warszawie stowarzyszeniami byłych właścieieli nieruchomości (odebranych
      sławetnym dekretem)- myślę, że pozwoli to na rozpoznanie sprawy od drugiej
      strony (czytaj: innej niż urzędu) - szczególnie interesujące wydaje się także
      wyjaśnienie ile nieruchomości zostało zwróconych byłym właścielom pod rządami
      Pana Prezydenta Kaczyńskiego, jakie to nieruchomości (czy są wśród nich
      właścieiel małych działek z przedwojennymi domkami jednorodzinnymi a nie
      speklakularne zwroty nieruchmości np. kościołom czy gminom wyznaniowym) i na
      podstawie jakich dokumentów się to odbywa (nie wszystkie nieruchomości miały
      przed wojna ząłożone księgi wieczyste a dla Ratusza nie są ważne ani
      oświadczenia byłych właścieiel, ani zeznania świadków ani też dowody typu
      uiszczanie podatków, mapy i .... nawet przedwojenne akty kupna nieruchomości
      (!!!).
      Jeszcze jedno: z tytułu nabycia nieruchmości w drodze zasiedzenia uiścić należy
      podatek (7% wartości nieruchomości).
      Czyli Drogi Czytelniku przykład: kupiłeś samochód za 50.000 PLN, ktoś
      powiedział, że Ci go zabiera (w majestacie prawa, którego nikt nie chce zmienić
      przez 60 lat), po 30 latach mówi, że możesz go odzyskać ale na drodze sądowej
      (koszty wpisów: nie są to grosze, czas - sprawy tego typu ciągną się latami,
      koszty obsługi prawnej - przebrnięcie przez meandry prawnych zawiłości kosztują
      majątek, a na koniec jak (daj Ci Boże) sąd podejmie korzystną dla Ciebie
      decyzje musisz opłacił podatek w kwocie 3.500 PLN (7% od wartości rynkowej). I
      co Ty Drogi Czytelniku na to ???
      • Gość: W-wiak od pokoleń Re: Pora na zasiedzenia gruntów IP: *.aster.pl / *.aster.pl 30.09.05, 10:48
        Przykra sprawa, że nie wszyscy to widzą...
        Kaczyński to pogrobowiec PRL. Własnośc jest dla niego sprawą podejrzaną - sam
        jest gołodupcem. Wizja bogacenia się Polaków, rzeczywistej reprywatyzacji i
        uwłaszczania się jest mu obcą! Jedynie państwo (miasto) może się bogacić,
        obywatele nie mogą stanowić konkurencji! Socjalizm, etatyzm, komunizm... Jak
        zwał, tak zwał... Kiedyż wyborcy to zauważą?
        • Gość: kixx Re: Pora na zasiedzenia gruntów IP: *.acn.waw.pl 30.09.05, 11:03
          u nas nie ma mody na prace i bogacenie sie
          u nas jest moda na rownanie w dol-skoro ja nie mam to i niech jemu zabiora,a
          najbardziej nosnym haslem dla kandydatow jest "ROZLICZYMY"
          i dokad ta moda bedzie trwala dotad takie indywidua jak Kwasniewski , Kaczynski
          czy Lepper beda osiagac wysokie wyniki w wyborach
          • Gość: Zbyszek Re: Pora na zasiedzenia gruntów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.05, 16:02
            A co zrobią jak się nie wyrobią do soboty. Przedłużą czas pracy i zapłacą
            nadgodziny aby wszystkie papierki zdążyli złożyć w sądzie?
            Myślałem, że załatwianie spraw na ostatnią chwilę to domena studentów.
      • Gość: Ryszard Bill Re: Pora na zasiedzenia gruntów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.05, 14:32
        Prezydent Kaczyński kroczy dumnie śladami Bieruta


        Problem własności gruntów warszawskich liczy sobie już 60 lat. Komunistyczny
        dekret, znany pod nazwą Dekretu Bieruta, znacjonalizował grunty miasta w
        granicach z 1939 roku. Nacjonalizacja miała służyć odbudowie miasta ze
        zniszczeń wojennych, ale tak naprawdę była karą wymierzoną przez narzucone
        władze niepokornym mieszkańcom Stolicy.

        Potem bywało różnie, ale mieszkańcy siedzieli na swoich gruntach bardziej lub
        mniej „legalnie”. Cześć z nich otrzymała prawo wieczystego użytkowania gruntów
        za symboliczną opłatą, część za 1% wartości gruntów płaconych corocznie, a o
        pozostałych zapomniano na 60 długich lat. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych
        prezydent Marcin Święcicki rozpoczął procedury zwrotu nieruchomości prawowitym
        właścicielom. Zdążył zwrócić ponad 800 działek.

        Trzy lata temu mieszkańcy Stolicy wybrali zdecydowaną większością Lecha
        Kaczyńskiego na nowego prezydenta miasta. Wiązano z nim nadzieję, że rozpocznie
        na dużą skalę procedury zwrotu nieruchomości tak jak to obiecywał na
        przedwyborczych spotkaniach i ulotkach. Niestety zawiódł tych, którzy w te
        obietnice uwierzyli. Najpierw zaczął gnębić mieszkańców podnoszeniem opłat za
        wieczyste użytkowanie gruntów. Podwyżki o 500% były normą. Rekordzista otrzymał
        propozycję zwiększenia opłaty o 1380%. Teraz zabrał się za tych, którzy mają
        nie rozpatrzone wnioski dekretowe o użyczenie czasowe gruntu, którzy z różnych
        powodów tych wniosków nie złożyli, którym władze komunistyczne zwróciły jedynie
        część gruntów, a oni dalej władają częścią zagrabioną oraz za tych, którym
        odebrano paski ziemi wzdłuż ulic na ich poszerzenie a inwestycji mimo upływu
        dziesiątków lat nie wykonano.

        Były też pozytywne działania Kaczyńskiego, jako prezydenta miasta. Rada
        Warszawy uchwaliła zasady przekształcenia gruntów należących do spółdzielni
        mieszkaniowych z prawa wieczystego użytkowania gruntów w prawo własności z 99%
        bonifikatą. Podobnie uczyniono ze wspólnotami mieszkańców dając im 97%
        bonifikaty. W spółdzielniach proces uwłaszczania członków spółdzielni ślimaczy
        się i będzie się ślimaczył, ponieważ procedury są zawiłe i mało precyzyjne.
        Lepiej jest ze wspólnotami, gdzie te prężniej działające mogą w miarę szybko
        doprowadzić do tego aby ich dom stał na ich gruncie.

        Prezydent Kaczyński piętrzy natomiast trudności przed właścicielami małych
        domków jednorodzinnych, bliźniaków lub szeregowców. Im Kaczyński dał tylko 60%
        bonifikaty. Takich nieruchomości w Warszawie jest około 90.000 i mieszka w nich
        około 0,5 miliona osób. Czym ich sytuacja różni się od tych ze wspólnot
        mieszkaniowych i spółdzielni? Czy mieszkańcy domków są współczesnymi „kułakami”
        dla prezydenta? Czy tak jak za komuny należy ich traktować z całą surowości
        władzy, tym razem demokratycznie wybranej?

        Kaczyński wydaje bezsensownie pieniądze samorządowe na procesy w ramach „rugów
        warszawskich”. Jaki jest cel zakładania spraw sądowych, w których zaangażowana
        jest armia urzędników miejskich i tracony jest czas oraz nerwy tysięcy
        warszawiaków, aby następnie zawieszać procesy? A przykład pani Doroty
        Krzymowskiej. Czy nie warto było przed złożeniem wniosku o wydanie
        nieruchomości do sądu przejrzeć zasoby dokumentów dotyczących nieruchomości i
        odnaleźć wniosek z 1948 roku rodziny pani Krzymowskiej o użyczenie czasowe
        gruntów? Kto zwróci jej teraz stracone pieniądze na adwokata? Kto zwróci jej za
        zszargane nerwy i nieprzespane noce? Sąd w postępowaniu niejawnym dziesięć dni
        temu na wniosek Kaczyńskiego zawiesił proces. Czy urzędnicy miejscy lub sąd nie
        mógł wcześniej powiadomić, niesłusznie jak się okazuje, pozwaną, że sprawa
        ulega zawieszeniu?

        Urzędnicy miejscy nawołują do podpisywanie umów dzierżawy gruntów. Należy się
        wczuć w sytuację osób postawionych pod ścianą. Od pokoleń siedzą na swoich
        gruntach i w swoich domach, a teraz Kaczyński żąda od nich aby przyznali że
        nieruchomości do nich nie należą. Niektórzy z urzędników twierdzą,
        że: „Zawieramy umowy nie po to, żeby je wypowiadać”. Mieszkańcy odpowiadają na
        to, że tyle razy byli oszukiwani, że nie widzą powodu aby wierzyć w zapewnienia
        urzędników Kaczyńskiego, który notabene też nie dotrzymał obietnic wyborczych
        tak w sprawie gruntów warszawskich, jak i dwóch mostów oraz obwodnicy.

        Wysocy urzędnicy miejscy wprowadzają świadomie opinię publiczną w błąd
        twierdząc, że należy przygotować nową ustawę reprywatyzacyjną dla Warszawy i
        przeprowadzić ją w przyszłym Sejmie. Mieszkańcy zdają sobie doskonale sprawę,
        że obecne ustawy są wystarczające aby uporządkować 99,9% spraw nieruchomości w
        naszym mieście. Trzeba zabrać się do roboty, a nie mówić o tym że się coś
        zrobi. Ustawa o gospodarowaniu nieruchomościami z 1997r., ustawa o
        przekształceniach własnościowych z 1997r. i 2001r. oraz ustawa z 29 lipca
        2005r. są wystarczającymi aktami prawnymi aby grunty warszawskie wróciły do
        tych, których domy stają na tych gruntach. Piłka jest po stronie prezydenta
        miasta a nie Sejmu. To on władny jest przeprowadzić odpowiednie uchwały w
        radzie miasta. Dlaczego tego nie czyni?


        Ryszard Bill

    • jed67 Kaczyński jak Bierut 30.09.05, 13:04
      Kaczyński realizuje politykę swojego ideowego poprzednika B. Bieruta. Kłapie o
      IV Rzeczpospolitej, a tak w rzeczywistości ma mentalność bolszewika. Spodziewam
      się, że już niedługo usłyszymy o kolesiach Pana Prezydenta, którzy prowadzą
      lukratywne inwestycje na ziemi zagrabionej właścicielom. Włąśściciele zaś
      zakończą w komunalnych, zawilgoconych i zagrzybiałych kawalerkach. Niedobrze
      się robi patrząc na dwulicowość (dwulewicowość?)Kaczora.
    • Gość: Zenon Re: Troche z innej beczki IP: *.chello.pl 30.09.05, 14:11
      Bodajze poltora roku temu Milosiciwe Nam Panujacy Kaczor Wielki Dostojny ustami
      swych pretorian z Mokotowa zaproponowal m.in. naszej wspolnocie mieszkaniowej
      wydzierzawienie.....podworka, jako ze jest zbyt male aby mozliwe bylo
      wybudowanie na nim czegokolwiek. Coz by to oznaczalo m.in. dla nasze wspolnoty?
      Placenie oplaty za uzytkowanie wieczyste oraz ponoszenie kosztow utrzymania i
      sprzatania. Ot takie male ratuszowe cwaniactwo. Rzecz jasna MNPKWD wyslalismy do
      diabla wraz z jego pomyslami.
    • Gość: gość Re: Pora na zasiedzenia gruntów IP: *.atman.pl / *.atman.pl 30.09.05, 14:20
      No dobrze, tacy jesteście światli, to wytłumaczcie mi dlaczego ten jakiś Marek
      Chimiak z Mokotowa ma się stać właścicielem gruntu na Mokotowie, bo jego teść
      czy ktoś tam kiedyś "ogrodził sobie" "niczyją" działkę? "Chyba należała do
      Potockich", no to chyba Potocki ma do niej prawo, a nie Chimiak? No nie, drodzy
      stołeczni bolszewicy?
      • jed67 Re: Pora na zasiedzenia gruntów 30.09.05, 14:38
        Jeżeli Potocki nie upominał się o swój grunt przez tyle lat, to traktuje sięgo
        jak osobę, która go "porzuciła". Natomiast ów Chimiak się o to "zatroszczył" i
        po tylu latach traktuje jak swoje. Ale oczywiście jest problem czy Potocki mógł
        się upomnieć o swoje czy komuna mu nie pozwoliła. To jednak powinien być spór
        między owym Chimiakiem, a Potockim. Chyba nawet byłbym za Potockim. Problem
        polega na tym, że zabierze nie Potocki, Chimiak tylko prawem kaduka (Bieruta)
        miasto, a w jego imieniu Prezydent Miasta czyli L. Kaczyński. Jak można budować
        Iv RP w oparciu o dekret Bieruta? Tu jest problem.Ten który położy na tym łapę
        ma do tego gruntu najmniejsze prawa.
        • Gość: warszawiak Re: Pora na zasiedzenia gruntów IP: *.acn.waw.pl 30.09.05, 15:56
          > Jeżeli Potocki nie upominał się o swój grunt przez tyle lat, to traktuje sięgo
          > jak osobę, która go "porzuciła". Natomiast ów Chimiak się o to "zatroszczył" i
          > po tylu latach traktuje jak swoje.

          Co rozumiesz pod pojęciem "porzucić grunt"? W jakiej sytuacji można uznać, że
          ktoś "porzucił mieszkanie" i można się o nie "zatroszczyć" i "traktować jak swje"?
          • komagane Jak porzucić grunt? Proste 30.09.05, 20:51
            Dekret Bieruta to lata 40-te, ponad 55 lat temu. W tym czasie prywatnymi
            gruntami administrowało państwo, potem samorząd. Jak? W domach prywatnych
            narzucano lokatorów kwaterunkowych, którzy płacili symboliczny czynsz. Znam
            osobiście rodziny, które odziedziczyły taki obciążony lokatorami dom i zrzekły
            się spadku i kłopotów.
            Na innych nieruchomościach znowu zabroniono budowania, remontowania, dzielenia
            gruntów i stan taki trwał przez kilkadziesiąt lat. Tak własnie było na
            Siekierkach, na Dolnym Mokotowie, wreszcie na Ochocie i Okęciu, gdzie do dziś
            znajdują sie enklawy zabudowy iście XIX-wiecznej, sypiące się domy lub pola
            porośnięte kilkudziesięcioletnim chwastem.
            Są wreszcie grunty, których właściciele zginęli w czasie wojny lub wyemigrowali
            i nie upominali sie o nie przez lata. Są grunty, które zagospodarowało państwo,
            nie płacąc odszkodowania, i takie, których nikt nie zagospodarował.
            A natura nie znosi próżni. Zdarza sie na przykład, że na porzuconej działce
            okoliczna ludność robi sobie dzikie wysypisko. Wówczas lepiej, żeby ktoś
            działkę zagospodarował i uporządkował, a potem sobie ją zasiedział. Zdarza się,
            że samorząd lub społecznicy uporządkuja działke i zrobią tam skwer, park,
            boisko.

            A "porzucenie mieszkania" czy "porzucenie domu" oznacza najcześciej bezpotomną
            śmierć byłych właścicieli. W takiej sytuacji czasem dom czy mieszkanie przejmie
            gmina i potraktuje jak lokal komunalny, a czasem opuszczony dom zajmie ktoś
            bezdomny, uporządkuje go, zamieszka, a po trzydziestu latach może
            go "zasiedzieć". Usunąć go może legalny właściciel (spadkobierca właściciela),
            ale dlaczego gmina? Gmina, która domu nie wybudowała, nie kupiła, nie
            wyremontowała, tylko pobierała opłaty?
            W mojej okolicy są stuletnie domki, które przed I wojną postawił lokalny
            właściciel przedsiębiorstwa dla swoich robotników. Właściciele zginęli w czasie
            wojny, a w domkach mieszka już chyba piąte czy szóste pokolenie owych
            robotników, do tej pory bez prawa własności. Czy ci ludzie nie mają prawa do
            zasiedzenia?
            • Gość: warszawiak Re: Jak porzucić grunt? Proste IP: *.acn.waw.pl 30.09.05, 22:23
              > A "porzucenie mieszkania" czy "porzucenie domu" oznacza najcześciej bezpotomną
              > śmierć byłych właścicieli.

              No to trudno to nazwać "porzuceniem". I nigdy nie ma takiej sytuacji, że nie ma
              spadkobierców. Jeśli nie ma potomków, rodzeństwa czy innych krewnych,
              spadkobiercą jest państwo, a nie ten, kto pierwszy postawi siatkę i założy kłódkę.
    • Gość: jUSTY PIER....NA KACZKA CZUWA !!!!!!!!!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.10.05, 02:25
      JAK W TEMACIE

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka