sloggi
14.02.06, 16:11
Nie ma odpowiedzialnych za fiasko programu dla osób bez pracy
Przez prawie rok z programu „Lokal dla przedsiębiorczych”, któremu patronują
miejskie biuro polityki lokalowej i warszawski urząd pracy, skorzystały
zaledwie dwie osoby.
Jedną z nich jest Dorota Szymańska. Kiedyś pracowała jako asystentka dyrektora
w firmie kosmetycznej. Może właśnie dlatego sobie poradziła. Pierwszego
kwietnia przy ul. Wołomińskiej 5 na Szmulkach otwiera sklep
warzywno-spożywczy. Przed nią jeszcze góra formalności, ale najgorsze ma już
za sobą.
– Niestety, nie jestem przykładem sprawnie działającego programu, tylko
własnego samozaparcia, cierpliwości i woli walki – przyznaje.
Prosty pomysł
Miała być aktywizacja bezrobotnych. Wyszła porażka. Założenia programu „Lokal
dla przedsiębiorczych”, który rozpoczął się w marcu zeszłego roku, są proste.
Pozostający bez pracy przez co najmniej sześć miesięcy warszawiak po odbyciu
kursu „ABC przedsiębiorczości” miał mieć możliwość uzyskania lokalu użytkowego
należącego do jednej z dzielnic. Następnie przez rok miasto płaciłoby za niego
czynsz w udostępnionym lokalu. Chętny do skorzystania z pomocy ma też prawo
ubiegać się o pieniądze na rozkręcenie swojego interesu. Do tego należało
dołożyć swój pomysł na biznes i zacząć wypełniać druczki.
Nie ma winnych
Szkopuł w tym, że z programu skorzystały do tej pory tylko dwie osoby i żaden
patronujący mu urząd nie widzi w tym swojej porażki.
– Program był pilotażowy. Nie wyszedł, bo stan oferowanych przez miasto lokali
jest tragiczny, a na to wpływu nie mamy – tłumaczy Jerzy Markowski
odpowiedzialny za realizację programu w urzędzie pracy.
– Modyfikacja i realizacja kolejnych etapów programu należy do urzędu pracy –
odbija piłeczkę Mirosława Wnuk z biura polityki lokalowej w Ratuszu.
Trzecim ogniwem, które jak dotąd najlepiej wywiązuje się z nałożonych przez
program obowiązków, są dzielnicowe zakłady gospodarowania nieruchomościami.
Ale i one niewiele mogą pomóc, bo lokale przeznaczone do programu są w
nieatrakcyjnych punktach dzielnic i wymagają generalnego remontu.
– Ale gdyby nie pomoc urzędniczki z Pragi Północ nie dałabym sobie rady. Nikt
niczego nie koordynuje. Terminy nakładają się na siebie i gdyby nie one
straciłabym albo dotacje, albo lokal – mówi Szymańska.
Ludzie nic nie wiedzą
– Ja o programie dowiedziałam się od znajomego, który przeczytał o nim w
internecie – opowiada Szymańska, choć wraz z około 300 osobami brała udział w
szkoleniu „ABC przedsiębiorczości” organizowanym przez urząd pracy.
Inną wiedzę na temat informowania bezrobotnych ma Jerzy Markowski. – Każdemu,
kto do nas przyjdzie, pracownicy naszego urzędu przedstawiają zasady programu
– twierdzi Markowski.
W innej rzeczywistości żyją chyba odwiedzający urząd pracy bezrobotni. – Coś
na ten temat wspominali mi kiedyś znajomi, ale nie urzędnicy – mówi 25-letnia
Bernadetta Nycz, którą wczoraj spotkaliśmy w urzędzie pracy przy Ciołka.
Po tym, jak zainteresowaliśmy się programem, Jerzy Markowski zapowiedział, że
w marcu UP zacznie monitoring całej akcji. Natomiast biuro polityki lokalowej
obiecało zwrócić się do urzędu pracy, aby ten lepiej propagował program wśród
bezrobotnych.
/ŻW/