chaladia
19.03.06, 17:07
Tak można opisać sytuację komunikacyjną Warszawy. Gdyby to był pacjent, to
można by go położyć do łóżka, zakazać się ruszać, dać tlen i kroplówkę...
Tymczasem miasto musi żyć i funkcjonować. Póki co, medycy od miejskiej
komunkikacji aplikują nam dwa rodzaje terapii:
1. Terapia typu: jakiego pięknego i funkcjonalnego Mostu Północnego Wam NIE
ZBUDUJEMY? Niekończący się konkurs z odwołaniami. Myślę, że 99% mieszkańców
Pn-Wsch. Warszawy chce JAKIEGOKOLWIEK mostu drogowo-tramwajowego. Niechy yp
były cztery "belki" Baileya albo kratownica w stylu Mostu Kierbedzia, byle
były jak najszybciej. A tymczasem mamy w perspektywie wiele lat rozważań,
który projekt jest funkcjonalniejszy albo ładniejszy...
2. Terapia typu - misato jest i tak kompletnie zakorkowane, grozi zawalaenie
się wiaduktów Trasy Toruńskiej - więc najlepiej zacząć przebudowę sprawnego
jedynego by-pasu tejże Trasy Toruńskiej - tzn. Ronda Starzyńskiego.
Muszę przyznać, że to wszystko trąci sabotażem.
Wydaje mi się, że powinniśmy się raczej zastanowić, jak naprawić komunikację
w Warszawie w taki sposób, by te działania naprawcze nie powodowały, choćby
chwilowo, większej szkody, niż już jest. Z tej prostej przyczyny, że
następnej podobnej terapii Warszawa może po prostu nie przeżyć...
Oczekuję propozycji.