myweb
25.04.06, 11:50
Witam!
1.5 roku temu kupiłem mieszkanie w W-wie (tu się urodziłem, mieszkałem pewien
czas poza stolicą, tu studiowałem, tu pracuję). Budynek stary (mieszkam na 4
piętrze), remontuję moje 50m sukcesywnie i mieszkanko jest naprawdę niczego sobie.
Jak się wprowadzałem (około 21.00 - przedostatni kurs) sąsiadka z parteru
zaczęła wrzeszczeć cyt.
Sąsiadka: -"ile razy jeszcze będę walił tymi drzwiami" (drzwi się zamykają
automatycznie ,ale nie trzaskają... standardowe z domofonem)
Ja: -"jeszcze tylko jeden raz"
Sąsiadka: -"bo zaraz ja cię pier...lne"
Ja: tu już nic nie odpowiedziałem tylko obładowany wszedłem na 4te piętro
Z wszystkimi sąsiadami żyję w zgodzie (są i starsi i młode małżeństwo), mówimy
sobie "dzień dobry". Z sąsiadką z parteru też starałem się żyć w zgodzie (na
moje "dzień dobry" nigdy nie odpowiedziała - więc po jakimś roku bez
odpowiedzi przestałem zwracać na nią uwagę i traktuję ją jak powietrze).
Sąsiadka przy każdej okazji (remont - np: układanie parkietu - zaznaczam, że
nigdy nie przekraczam magicznej bariery 22:00) dzwoni domofonem ile wlezie,
wygląda to mneij więcej tak:
Domofon: -"Kur.a, ile jeszcze będziesz zatruwał mi życie chamie! Dzieci chcą
spać!" (od siebie dodaje, że babka z parteru NIE MA DZIECI)
Ja: -"Zapraszam na górę, porozmawiamy jak ludzie"
Domofon: -"AAAAaaaaaa nie będę z Tobą rozmawiać gó..arzu"
Ja: -"Proszę Panią - cisza nocna obowiązuje od 22:00 - mamy 21:40, proszę
dzwonić na Policję, dowidzenia"
i masa podobnych dzwonków przy każdej nadarzającej się okazji. Raz szanowna
sąsiadka z parteru zaczęła "drzeć japę" na ekipę budowlańców, którzy znosili
swoje maszyny (wiedziała, że pracowali u mnie), zwyzywała ich od chamów,
gnojków itp. Nie wytrzymałem i podczas jej darcia zbiegłem z 4 piętra na dół.
Oczywiście usłyszała na klatce schodowej, że szybko się zbliżam, uciekła i
zamknęła za sobą drzwi. Darła sie za zamkniętymi drzwiami robiąc aferę. Moje
prośby aby otworzyła drzwi i porozmawiała o tym co ją boli spełzły na niczym.
Oczywiście sąsiedzi powychodzili z mieszkań zobaczyć co się dzieje (było już
około 22:10). Odpuściłem, wróciłem na górę.
Szanowna sąsiadka zwróciła uwagę, iż mój 10 letni wóz jest zarejestrowany na
lubelskich blachach - wygarnęła mi w ferworze walki przez domofon, żebym
wracał skąd przyjechałem, a nie zatruwał jej życie w Warszawie.
Moja ulubienica ma w zwyczaju wieszać pranie między 2 drzewami na przeciwko
wejścia do klatki schodowej (mieszkamy na osiedlu 4-piętrowych bloków i taki
widok jest ewenementem w tej okolicy). Wiesza również regularnie dywany na
poręczy klatki schodowej na zewnątrz budynku (naprawdę zabawny widok - tylko,
że przestaje mnie on już bawić). Na 4-tym piętrze jest zawsze sprzętnięte(na
innych piętrach również) - albo ja albo sąsiadka z naprzeciwka (życzę każdemu
takiego sąsiada - super babka) sprzątamy regularnie. Niestety parter to już
inna bajka - syf, bród, ulotki, sanki, buty, stare szafki itp.
Ostatnio szanowna sąsiadka zrobiła mi i mojej żonie awanturę na klatce
schodowej gdy wyjąłem jej wycieraczkę spod drzwi wejściowych do klatki, tak by
nie blokowała ich gdy samoczynnie się zamykają. Afera nie z tej ziemi. Znowu
wyzwiska od hołoty, gó..arzy, chamów itp...
Przestało to być dla mnie śmieszne. Starałem się jak mogłem ignorować takie
zachowania, ale ona skutecznie zatruwa mi życie (podobne historie zdarzały się
młodemu małżeństwu, które również mieszka w tej klatce). ZAMIERZAM WYKOPAĆ
TOPÓR WOJENNY.
PROSZĘ O OPINIE co w podobnym wypadku mam robić, aby mojej "ulubienicy"
odechciało się odzywać do mnie i mojej rodziny, aby przestała nas nękać
domofonami, awanturami na klatce i urządzać sceny. Pani ma psa (niedużego),
który jak go wypuści frywolnie lata sobie po osiedlu (bez kagańca i smyczy),
robi gdzie popadnie itp. Chyba od tego punktu wyjdę...
Czy mieliście (macie) podobne problemy?
Co w taki przypadku (robicie) zrobiliście?
Pozdarwiam