unsatisfied6
27.01.03, 18:57
Czasami dochodzi do przykrych incydentów , gdy brak komunikacji .
W potocznym języku "na ryby" np. znaczy po to , żeby tą rybę
złapać , ale w aptece "na grypę" znaczy by się jej pozbyć .
Byłem swiadkiem drugiej części opisanego epizodu .
Przychodzi starszy klient do apteki . Nogi wygięty w kszłt litery X .
Podchodzi do okienka i trzęsącym się głosem , przez zęby cedzi
-coś na zatwardzenie poproszę .
Farmacuetka podała mu lek i zanim wydała mu resztę ten zniknął
z apteki . Jako , że już było po godzinach otwarcia apteki , zamknęła
ją .
Następnęgo rana ten sam klient na jeszcze bardziej ugiętych nogach
i bardziej przygarbiony podchodzi do okienka i cedzi przez zaciśnięte
zęby .
- Cco ,ppani mi ddała . Ja całą noc nie schodziłem z ubikacji . Wziąłem
pierwszą dawkę i mnie pogoniło , to wziąłem następną a tu jeszcze gorzej .
Ja z tak okropną ssraczką a pani mi daje lek , że jeszcze gorzej ssram .
Pani mi dała lek na rozwolnienie .
weźcie więc niektórzy coś na rozwolnienie , bo już dosyć tutaj
narobiliście . Wasz smród mimo , że intelektualny , to tylko smród .