d.z
17.03.03, 09:31
W niedzielę ze znajomymi byłem na spacerze na Polu Mokotowskim.
To co tam zobaczyłem przerasta wszelkie wyobrażenia o brudzie, nędzy i
bałaganie.
Zdewastowane lampy oświetleniowe (chyba z 15% jest dobrych). Połamane ławki.
Totalny brak koszy na śmieci (te co są to jakieś nędzne resztki) a śmieci
walają się dookoła. Zasrane rachityczne trawniki i rozbiegane, gryzące się i
warczące na siebie bez smyczy i kagańców psy.
Alejki spacerowe gorsze niż niejedna dziurawa ulica - czasem wózkiem trudno
przejechać.
Na tyłach (opisanej niedawno bazy MPO) bród i ubóstwo (smrodu nie czuć na
szczęście) - jakieś pordzewiałe rozwalone częściowo ogrodzenie, za nim
walające się przedmioty jak po dawnym PGR, w oddali stojące kubły na śmieci i
śmieciarki.
To tak ma wyglądać miejsce spacerowe w Warszawie? Ta ekologiczna oaza, o
którą za każdym razem różne organizacje toczą boje (gdy tylko wspomina się o
jakiejś inwestycji w tym rejonie)?
Sądzę, że Piłsudski (którego imię Pole Mokotowskie nosi) w grobie by się
przewrócił gdyby wiedział jakie miejsce zostało uhonorowane przez wdzięcznych
Warszawiaków Jego nazwiskiem.
Wstyd, wstyd i jeszcze raz wstyd - do spacerów tego miejsca nie polecam
nikomu.