Gość: vinc
IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl
16.11.01, 11:23
Przed wojną była to stała praktyka warszawskich restauracji: poszczególnym
dniom tygodnia przypisywano określone zestawy dań. Tak jest też i tutaj.
To było doświadczenie gruntownie odświeżające. Zwykle to właściciele
warszawskich knajp dzwonią do mnie, zapraszają do odwiedzenia swoich lokali,
namawiają na darmowe kolacyjki i czują się szczerze rozczarowani, gdy opieram
się przed takimi formami lobbingu. Tym razem było inaczej. Gdy wraz z grupą
przyjaciół wkroczyłem w ostatni weekend do hallu Utopii ujrzałem wyciągnięty w
moim kierunku palic: - Ty nie wejdziesz. Palic ów, mimo iż wieńczył dłoń
wzniesioną wysoko i z wyraźnym wysiłkiem, niemal na szczyt fizycznych
możliwości swego właściciela, i tak ledwo dosięgał mej brody. Ale był za to
władczy, podobnie jak skrzywienie ust ozdobionych kolczykiem i starannie
wymodelowana lakierem fryzura. Poczułem się trochę nieswojo. Polemika z palicem
wzrostu nikczemnego była poza zakresem moich możliwości, jednak honor
stołecznego gurmandzisty i hulaki nie pozwalał na zwykłe oddanie pola.
Szczęśliwie tłumnie przechodzący mimo towarzysze broni nie pozostawili mnie w
potrzebie, udali się w posły do właściciela klubu i po chwili nerwowych
konsultacji palic spuścił z tonu. A ja w ekstatycznym i tryumfalnym pochodzie
podążyłem ku trzewiom nowego warszawskiego klubu.
Bardzo ascetyczny i nowoczesny w formie utrzymany jest w tonacji różu i bieli.
Rankami i popołudniami jest sympatyczną kawiarnio-restauracją. W sobotę zjadłem
tu całkiem sympatyczne śniadanie-obiad: najpierw pyszną i świeżą bagietkę z
anchois, jajkiem i majonezem (6 zł), przegryzłem esencjonalną i maderową w
charakterze sałatką z czerwonej fasoli, rodzynków, szynki i słodkiej gruszki
(12 zł), popiłem delikatną zupą kalafiorową (6 zł) i jeszcze delikatniejszym
kremem z porów (6 zł). Z dań głównych sięgnąłem po zapiekankę z porów,
ziemniaków i beszamelu (11 zł), smaczną, oryginalną, choć może trochę zbyt mało
kontrastową oraz kawałeczki smażonego mintaja podane ze sparzonymi cząstkami
mintaja (16 zł). Ciekawie prezentuje się tutejszy tygodniowy obiadowy rozkład
jazdy. Przed wojną była to stała praktyka warszawskich restauracji:
poszczególnym dniom tygodnia przypisywano określone zestawy dań. Tak jest też i
tutaj: w poniedziałek Utopia zaprasza na rosół z domowym makaronem i pierś z
kurczak, we wtorek - barszcz czerwony i krokiety z mięsem, w środę - jarzynową
i spaghetti z sosem pomidorowym, czwartek - koperkową z kluskami lanymi oraz
rybę w ziołach, zaś w piątek - kalafiorową, naleśniki z pieczarkami i jajka na
twardo w sosie pieczarkowym. Cena tych zestawów waha się między 15 a 17 zł.
Pastelowa, impresjonistyczna wręcz kuchnia nie zapowiada, że nocami lokal ten
zamienia się w pełne dynamiki miejsce tańca i tajemnych rytuałów, wypełnione
głównie rozbawioną męską publicznością. Na tle kilku innych warszawskich lokali
tego typu ten w różach i bieli wyróżnia się przede wszystkim schludnością,
dopracowanym, estetycznym wystrojem oraz, co ważne, świetną lokalizacją.
Skrzyżowanie Jasnej i Zgody to prawdziwy pępuszek Warszawy i nietrudno sobie
wyobrazić, że wzorem innych wielkich stolic, branżowy z założenia klub stanie
się jedną z nocnych atrakcji miasta, ściągającą licznych gości z gęsto
rozlokowanych w okolicy modnych bawialni. Byleby tylko palic na bramce nie
tworzył z Utopii środowiskowych katakumb.
Nowa knajpa gości w podziemiach zachwycająco pięknego Gmachu pod Orłami,
tradycyjnej siedzibie władz polskiego ruchu spółdzielczego. Nad jego
monumentalną fasadą, niczym nad niezdobytym zamkiem, powiewa dumnie wielki
tęczowy sztandar. To godło światowej spółdzielczości. Ale i... międzynarodowego
ruchu estetów (że użyję nie po raz pierwszy określenia używanego w
wiktoriańskiej Anglii). Ciekaw jestem czy gdziekolwiek indziej na świecie te
dwa ważne zjawiska życia społecznego umieją żyć w podobnej symbiozie?
Maciej Nowak (25-10-01 16:54)
Utopia, ul. Jasna 1, tel. 8271540, czynne do późna, można płacić kartami
kredytowymi