Dodaj do ulubionych

Marszałkowska 122

23.02.08, 08:51
Marszałkowska 122, początek lat 30-tych XX w. Budynek szkoły na zdjęciu został
zaznaczony.
foto0.m.onet.pl/_m/72438bf32f3ad67ecd0b58263c75895c,21,19,0.jpg',0,1
A oto puste miejsce po szkole, około 30 lat później
foto1.m.onet.pl/_m/085426a039bb2d0d269dd61101c10475,21,19,0.jpg',0,1
Zdjęcia pochodzą ze Stolicy nr 93 (196) z 1960 r.
Pozdrawiam


Obserwuj wątek
    • andrzej_b2 Marszałkowska 122 – Mury i ludzie 23.02.08, 08:57
      Dzieje większości warszawskich szkół to nie tylko fragment biografii pokoleń ale także historia miasta a nawet kraju. Z pensją Pauliny Hewelke, poźniej IX Państwowym Liceum i Gimnazjum im. Klementyny z Tańskich Hoffmanowej, była zawiązana cała plejada zasłużonych dla nauki, kultury i sztuki postaci. Bolesław Prus, pracujący vis á vis, w księgarni Gebethnera i Wolffa, wykorzystał tę szkołę jako wzór do opisu pensji p. Latter w „Emancypantkach”. W szkole przez pewien czas pracowała jako nauczycielka matematyki Helena Szalayowa, siostra Marii Skłodowskiej, siejąc postrach wśród uczennic cosinusami i „regułą trzech”. Wychowankami szkoły były: Barbara Drapińska, aktorka filmowa i teatralna, znana z filmów telewizyjnych „Stawka większa niż życie” i „Wojna domowa”; Irena Kwiatkowska, znana chyba wszystkim współczesnym pokoleniom, aktorka filmu i estrady, której satyryczny humor i radość życia ujawniały się już w murach szkoły i na koloniach letnich; Eugenia Umińska, wybitna skrzypaczka, która karierę wirtuozowską rozwijała w Polsce i na terenie Europy, po wojnie profesor i rektor Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej w Krakowie – i wiele, wiele innych osób.
      Pozdrawiam

      Ps. Dziwna zasada, ale dopiero drugi post umożliwia wejście dyskusji na Forum, dlaczego?
      • ryszard.maczewski Obecnie E. Plater 29 23.02.08, 12:43
        Zgodnie z treścią artykułu od lat 60-tych szkoła działa przy E.Plater - w
        lokalizacji, na którą wielu deweloperów na wielką chrapkę. Pamiętam że już
        dwadzieścia lat temu, gdy wstępowałem w progi Hoffmanowej, mówiło się, że
        niedługo szkoła będzie musiała przenieść się w inny obszar miasta, bo na jej
        miejscu ma stanąć jakiś biurowiec.
        Na szczęście jak do tej pory szkoła wciąż mieści się w samym centrum miasta, w
        lokalizacji wprost rewelacyjnej pod względem komunikacyjnym zarówno z punktu
        widzenia autobusów, tramwajów, metra jak i podmiejskiej komunikacji kolejowej -
        linii średnicowej oraz WKD. Właśnie dzięki temu miałem koleżanki i kolegów z
        całej Warszawy oraz z Błonia, Brwinowa, Pomiechówka, Pruszkowa, Grodziska,
        Piastowa itd, a sam mieszkając 21 km od centrum dojeżdżałem kolejką WKD krócej
        niż niejeden Warszawiak :-)
        Hoffmanowa to wspaniali nauczyciele, uczący w niej "od zawsze", pedagodzy
        związani ze szkołą ponad dwadzieścia lat albo i dłużej. Nazwiska takie jak prof.
        Łucznik, prof. Wawrzyniak, prof. Holzer, prof. Ball, prof Natorf, prof. Jurylski
        (że wspomnę naprawdę tylko niektórych z którymi miałem lekcje) są znane wielu
        pokoleniom Hoffmaniaków - w niektórych rodzinach zarówno przez rodziców jak i
        ich dzieci.
        Hoffmanowa to także wspaniała drużyna harcerska - szczep 80 WDH im. B.
        Chrobrego, obecnie jak słyszałem przeżywający poważny kryzys , prawdopodobnie
        wynikający z faktu zmian społecznych wśród młodzieży, dla których harcerstwo nie
        jest już tak atrakcyjne. Dla mnie "Osiemdziesiątka" to wspaniałe wspomnienia
        czasu spędzonego z ciekawymi ludźmi, wspólnych rajdów, obozów, zimowisk, ognisk
        i zbiórek - możliwość wymiany myśli z ludźmi którzy zakładali drużynę w 1934 r.,
        brali udział w akcjach dywersyjnych w okresie wojny, w czasie których ginęli ich
        koledzy, walczyli w Powstaniu, z pokoleniami harcerzy lat 40-tych, 50-tych,
        60-tych, 70-tych, 80-tych, 90-tych - naprawdę niesamowite jest mieć tych "naście
        lat" i nagle wpaść w środowisko, w którym spotyka się ludzi, którzy mają własne
        wspomnienia z poprzednich 50 lat!
        Hoffmanowa to dla mnie głównie ludzie, z którymi wiążą mnie wspaniałe
        wspomnienia, i radość, że szkoła w nieustająco utrzymuje wysoki poziom nauczania
        mimo mijania kolejnych lat i zmian w ramach grona pedagogicznego - w tegorocznym
        rankingu miesięcznika Perspektywy uplasowała się, podobnie jak i w poprzednich
        latach, w pierwszej dziesiątce szkół warszawskich: www.perspektywy.pl/
        • fima Pocztą pantoflową, trochę późno ale zawsze 23.02.08, 15:09
          " Dzień Myśli Braterskiej to święto przyjaźni obchodzone w
          dniu 22 lutego każdego roku przez harcerzy i skautów na całym
          świecie. 22 lutego to dzień urodzin założyciela skautingu, sir
          Roberta Baden Powella i jego żony Olave Baden-Powell. Dlatego w ten
          dzień harcerze myślą o sobie, składają sobie życzenia, przesyłają
          kartki, organizują różne gry terenowe lub spotykają się przy
          ognisku.
          Składam serdeczne Zyczenia w Dniu Myśli Braterskiej."
          - od Bardzo Starych Żbików i Wiecznie Młodej Puszczy

          ryszard.maczewski napisał:

          > Hoffmanowa to także wspaniała drużyna harcerska - szczep 80 WDH
          im. B.Chrobrego, obecnie jak słyszałem przeżywający poważny kryzys ,
          prawdopodobnie wynikający z faktu zmian społecznych wśród młodzieży,
          dla których harcerstwo nie jest już tak atrakcyjne. Dla
          mnie "Osiemdziesiątka" to wspaniałe wspomnienia czasu spędzonego z
          ciekawymi ludźmi, wspólnych rajdów, obozów, zimowisk, ognisk i
          zbiórek - możliwość wymiany myśli z ludźmi którzy zakładali drużynę
          w 1934 r. brali udział w akcjach dywersyjnych w okresie wojny, w
          czasie których ginęli ich koledzy, walczyli w Powstaniu, z
          pokoleniami harcerzy lat 40-tych, 50-tych, 60-tych, 70-tych, 80-
          tych, 90-tych - naprawdę niesamowite jest mieć tych "naście
          lat" i nagle wpaść w środowisko, w którym spotyka się ludzi, którzy
          mają własne wspomnienia z poprzednich 50 lat!
        • andrzej_b2 Panna Hewelke i tradycje szkolne 24.02.08, 12:01

          ryszard.maczewski napisał:

          > Hoffmanowa to także wspaniała drużyna harcerska - szczep 80 WDH im. B.
          > Chrobrego,

          Ważną postacią w historii szkoły była Paulina Hewelke (1844 – 1924), córka Ottona, duchownego ewangelickiego parafii pułtuskiej, spokrewniona z Janem Heweliuszem, wielkim gdańskim astronomem. W 1883 r. przeniosła się do Warszawy i podjęła pracę nauczycielki w szkołach prywatnych, m.in.: na pensji Smulikowskiej przy ul. Marszałkowskiej 122. W 1896 odkupiła tę pensję i przez 24 lata ją prowadziła. Jako pierwsza w szkolnictwie żeńskim założyła pracownię fizyczną i chemiczną, organizowała wycieczki wakacyjne i była entuzjastką skautingu.
          Tradycje skautingu i wyjazdów wakacyjnych trwały w szkole w latach międzywojennych: „(...) Nie zasklepiałyśmy się w czterech ścianach naszego skromnego budynku przy ul. Marszałkowskiej. Co rok p. Jagminowa, ucząca nas historii wysyłała grupkę starszych dziewcząt na wieś kresową, którą miałyśmy pod swą opieką. Pamiętam gorączkowe, terminowe wykańczanie odzieży dla dzieci, szytej przez wszystkie uczennice pod kierunkiem p. Meringowej oraz zbiórkę przeróżnych prezentów dla tamtejszej ludności...”. Tak w 1960 r. Alicja Sokołowska, absolwentka szkoły z lat 30-tych wspominała szkolne wyjazdy na Kresy.

          W 1919 r., ze względu na zły stan zdrowia, panna Hewelke zrezygnowała z dalszej działalności pedagogicznej. Władze polskie wtedy odkupiły szkołę, przekształcając ją w gimnazjum państwowe.
          Pozdrawiam
          Ps. Paulina Hewelke spoczywa na cmentarzu ewangelicko-augsburskimw al. A nr 10.
          • ryszard.maczewski Panna Hewelke a 80-tka. 24.02.08, 21:23
            andrzej_b2 napisał:

            >
            > ryszard.maczewski napisał:
            >
            > > Hoffmanowa to także wspaniała drużyna harcerska - szczep 80 WDH im. B. Chrobrego,
            >
            > Ważną postacią w historii szkoły była Paulina Hewelke (1844 – 1924), [...] organizowała wycieczki wakacyjne i była entuzjastką skautingu. [...]
            > Tradycje skautingu i wyjazdów wakacyjnych trwały w szkole w latach międzywojennych [...]

            Jednakże wkład pani Pauliny Hawelke w istnienie przy Hoffmanowej "Osiemdziesiątki" jest prawdopodobnie żaden.
            Drużyna powstała 10 lat po jej śmierci i przy 3. gimnazjum męskim na Śniadeckich. Z "Hoffmanową" jest związana dopiero od 1963 r. (podobno dzięki zabiegom prof. Łucznika).
            videowall.com.pl/all/historia.htmlPozdrawiam
            • andrzej_b2 Re: Panna Hewelke a 80-tka. 25.02.08, 15:04
              ryszard.maczewski napisał:

              > Jednakże wkład pani Pauliny Hawelke w istnienie przy Hoffmanowej "Osiemdziesiąt
              > ki" jest prawdopodobnie żaden.
              > Drużyna powstała 10 lat po jej śmierci i przy 3. gimnazjum męskim na Śniadeckic
              > h. Z "Hoffmanową" jest związana dopiero od 1963 r. (podobno dzięki zabiegom pro
              > f. Łucznika).


              Wiele szkolnych drużyn harcerskich powstało na fali „Października’56”. Najszybciej zakorzeniały się one w szkołach, które wcześniej miały tradycje skautingu. Tak więc pozagrobowego udziału w tym dziele Panny Hewelke w sposób zdecydowany nie odrzucałbym. Organizatorami tych drużyn byli dawni instruktorzy ZHP i „Szarych Szeregów”, że wymienię choćby mojego kolegę z pracy, Stefana Mirowskiego, naczelnika ZHP w latach 90-tych, niestety przedwcześnie zmarłego.
              pl.wikipedia.org/wiki/Stefan_Mirowski
              Jak złudne były nadzieje wiązane z odradzającym się na przełomie lat 50/60-tych ruchem harcerskim społeczeństwo miało się niebawem przekonać.

              • ryszard.maczewski Re: Panna Hewelke a 80-tka. 25.02.08, 16:19
                andrzej_b2 napisał:

                > ryszard.maczewski napisał:
                >
                > > Jednakże wkład pani Pauliny Hawelke w istnienie przy Hoffmanowej "Osiemdz
                > iesiąt
                > > ki" jest prawdopodobnie żaden.
                > > Drużyna powstała 10 lat po jej śmierci i przy 3. gimnazjum męskim na Śnia
                > deckic
                > > h. Z "Hoffmanową" jest związana dopiero od 1963 r. (podobno dzięki zabieg
                > om pro
                > > f. Łucznika).
                >
                >
                > Wiele szkolnych drużyn harcerskich powstało na fali „Października’5
                > 6”. Najszybciej zakorzeniały się one w szkołach, które wcześniej miały tr
                > adycje skautingu. Tak więc pozagrobowego udziału w tym dziele Panny Hewelke w s
                > posób zdecydowany nie odrzucałbym. Organizatorami tych drużyn byli dawni instru
                > ktorzy ZHP i „Szarych Szeregów”, że wymienię choćby mojego kolegę z
                > pracy, Stefana Mirowskiego, naczelnika ZHP w latach 90-tych, niestety przedwcz
                > eśnie zmarłego.
                > pl.wikipedia.org/wiki/Stefan_Mirowski
                > Jak złudne były nadzieje wiązane z odradzającym się na przełomie lat 50/60-tych
                > ruchem harcerskim społeczeństwo miało się niebawem przekonać.
                >

                W przypadku 80-tki historia wyglądała podobnie - choć trochę inaczej.
                Pierwsza powojenna reaktywacja nastąpiła już w 1947 z inicjatywy przedwojennego
                drużynowego Tadeusza Lubańskiego. Drużyna zreaktywowała się przy szkole
                kontynuującego tradycje 3. gimnazjum męskiego - czyli przy 3 gimnazjum miejskim
                im. Kołłątaja.
                W związku z powstaniem tzw. "Czerwonego Harcerstwa" 80-tka w 1950 r. zawiesiła
                działalność. Jej członkowie spotykali się jednak na nieformalnych wyjazdach -
                dzięki temu już w 1956 r. Tadeusz Lubański ponownie zreaktywował 80-tkę, która
                tym razem działała przy Liceum Sztuk Plastycznych i Liceum Muzycznym, a od roku
                1959 w Technikum Geodezyjnym.
                Dopiero cztery lata później drużyna przeniosła się do Hoffmanowej.

                Z tego też powodu bardzo sceptycznie podchodzę do koncepcji pozagrobowego wpływu
                panny Hawelkę na istnienie 80-tki przy Hoffmanowej. 80-tka odradzała się dzięki
                determinacji jej przedwojennych harcerzy i przedwojennego drużynowego Tadeusza
                Lubańskiego i ich wiary w ideę harcerstwa, a po 1956 funkcjonowała przy innych
                szkołach. I niestety żadna z jej dwóch powojennych reaktywacji nie była związana
                z Hoffmanową.

                A jeżeli miałbym wskazywać postacie, które pozagrobowo wpływały na losy drużyny,
                to wskazałbym raczej:
                1) Tadeusza Rojka - pierwszego drużynowego, który tworzył drużynę w roku
                szkolnym 1934/35 i który zginął w czasie pierwszego obozu w lipcu 1935 r.
                spadając z trapezu, na którym wykonywał ćwiczenia gimnastyczne;
                2) Felka Pendelskiego, który zginął w 1943 r. w czasie odwrotu spod akcji
                wysadzenia mostu w Czarnocinie.
                3) Konrada Okolskiego („Kuba”) i Jerzego Gawina ("Słonia"), którzy zginęli w
                Powstaniu.

                Myślę że bez zadania bezpośredniego pytania panu prof. Łucznikowi - czy historia
                panny Hawełke w jakiś sposób zmotywowała go do ściągnięcia drużyny do
                Hoffmanowej, nie dowiemy się jak to było naprawdę :-)
        • andrzej_b2 Re: Obecnie E. Plater 29 25.02.08, 20:16
          ryszard.maczewski napisał:

          > Hoffmanowa to wspaniali nauczyciele, uczący w niej "od zawsze", pedagodzy
          > związani ze szkołą ponad dwadzieścia lat albo i dłużej

          Pewnie i moja „stara buda”, czyli LO XXIII – przez wiele lat znana jako „liceum Sparrowa” – nie jest gorsza. Była ona kontynuacją tradycji edukacyjnych B-ci Albertynów, którzy na Grochowie w 1936 r. utworzyli gimnazjum ogólnokształcące. Kierował nim wówczas dr Jan Mirwiński.
          Byłem pierwszym rocznikiem, który podjął naukę w nowej siedzibie szkoły na Gocławku. Po latach jawią mi się w zamglonej pamięci postaci moich pedagogów. Dyr Franciszek Sparrow – przyrodoznawca, groźny starzec, który mówił akcentem wschodnim (siostra jego Helena Sparrow, mikrobiolog, dr hab. med., doc. UW – o tym dowiedziałem się później). Przed wojną był nauczycielem, potem dyrektorem Liceum Władysława IV. Sylwetkę jego znał cały Grochów: bardzo wysoki i chudy, lekko pochylony, ubierał się zawsze w sportowy garnitur, którego charakterystycznym elementem były pumpy i pantofle noszone nawet zimą. Prof. Stanisław Niewiadomski, kochany polonista. Wnuk Gersona, siostrzeniec Cecylii Niewiadomskiej, autorki powieści dla dzieci, bratanek Eligiusza Niewiadomskiego, malarza, niechlubnej pamięci zabójcy Narutowicza. Po swych przodkach odziedziczył rozliczne talenty: był poetą, pisarzem i malarzem. Pięknie opowiadał o starej Warszawie, czytywał nam swoje wiersze. Pani Maria Matuszewska, nauczycielka geografii, sawantka i sufrażystka salonów intelektualnych Petersburga pocz. XX w. Podobno cały Kaukaz i Bajkał obeszła pieszo z wycieczkami szkolnymi. Syn jej, Ryszard Matuszewski – eseista, krytyk literacki. Jęz. franc. uczyła p. Marie Szypowska (autentyczna Francuska), żona płk. Jana Szypowskiego „Leśnika” – szefa Uzbrojenia Kom. Gł. AK, bohaterskiego obrońcy PWPW (ich prawnuk, C. Moreno – gwiazdor programu „Europa da się lubić”). Pani Marie męczyła nas czytaniem „L’Humanité, jedynej wówczas dostępnej gazety francuskiej i egzekwowała tę pracę domową. Łaciny uczył prof. Flack (nie pamiętam imienia), jowialny i dobroduszny staruszek. Opiekunem drużyny harcerskiej był dh Bojanowski (znów zapomniałem imienia), który z Andrzejem Kieruzalskim kładł podwaliny pod zespól „Gawęda’ Później Bojanowski gdzieś znikł.
          Inni nauczyciele już też znikają w pomrokach niepamięci, ale i oni równie mi są drodzy.
          Pozdrawiam :-)
          • erinna Re: Obecnie E. Plater 29 15.04.08, 08:01
            Panie Andrzeju! Czy ten pierwszy dyrektor Pańskiego gimnazjum, Jan Mirwiński,
            był poetą? Poszukuję informacji na jego temat,

            pozdrawiam
            erinna
            • andrzej_b2 Re: Obecnie E. Plater 29 15.04.08, 16:25
              > Czy ten pierwszy dyrektor Pańskiego gimnazjum, Jan Mirwiński,
              > był poetą?

              Dr Mirwiński był kierownikiem gimnazjum jeszcze przed moim urodzeniem. Poza
              jednozdaniową informacją, zaczerpniętą z książki J. Polińskiego. Grochów.
              Przedmurze Warszawy, przykro mi, ale nic o nim nie wiem.
        • andrzej_b2 Co na to panny? 26.02.08, 08:59
          ryszard.maczewski napisał:

          >Jednakże wkład pani Pauliny Hawelke w istnienie ...

          Jestem pewien, że użycie tytułu „pani” w przypadku Pauliny Hewelke było tylko
          przeoczeniem. W istocie nasza bohaterka pozostała „panną” przez całe życie. Było
          wtedy powszechną regułą, że nawet gdy panny miały siwe włosy, zawsze podkreślały
          swe „panieństwo”. Jeszcze przez kilkanaście lat po wojnie w kontaktach
          towarzyskich wyraźnie akcentowano ten stan cywilny. W miarę zakorzeniania się
          komuny, przynajmniej w urzędowych formach, zaczęły funkcjonować zwroty „wy” lub
          „obywatel” („obywatelka”), co eliminowało płeć, a w najlepszym wypadku stan
          cywilny. Choć czasy się zmieniły, ten brak rozróżnienia „panny” od „pani”
          pozostał, jakby po wieku dziecięcym dziewczynki od razu stawały się mężatkami.
          Są kraje europejskie, w których stan przejściowy u płci żeńskiej jest wyraźnie
          akcentowany, może i w tym szczególe warto wrócić do Europy?
          Pozdrawiam :-)
        • sqh Re: Obecnie E. Plater 29 26.02.08, 21:44
          ryszard.maczewski napisał:

          > Nazwiska takie jak prof. Łucznik, prof. Wawrzyniak, prof. Holzer,
          > prof. Ball, prof Natorf, prof. Jurylski

          Tudzież prof. Cywińska, która z niesłabnącym zapałem swój przedmiot
          wykładała, będąc już w wieku dalece poemerytalnym - dzięki czemu
          udało się jej wmówić jednej z klas pierwszych, że znała osobiście
          Klementynę Hoffmanową...

          Pozdrawiam Hoffmaniaków :-)
          • andrzej_b2 Profesorowie i „Paniutki" 27.02.08, 08:29
            ryszard.maczewski napisał:

            > Nazwiska takie jak prof. Łucznik, prof. Wawrzyniak, prof. Holzer,
            > prof. Ball, prof Natorf, prof. Juryls

            W żeńskich gimnazjach i liceach przedwojennej Warszawy panowała pewna zwyczajowa tytulatura w stosunkach: uczeń – nauczyciel. Wszyscy mężczyźni byli zawsze tytułowani profesorami, kobiety zasadniczo nie. Przypuszczam, że wynikało to trochę z innych funkcji jakie pełniły w procesie dydaktyczno-wychowawczym. Były one nie tylko nauczycielkami przedmiotów ale i przełożonymi, „damami klasowymi” (wychowawczyniami), mężczyźni w tej podwójnej roli prawie nie występowali w szkołach żeńskich. Między uczennicami a nauczycielkami bardzo często nawiązywały się bliskie relacje osobiste. Zwroty takie jak: „ Proszę Pani”, „Pani Klaro”, „Panno Karolino” i in. – a nie dzisiejsze „Pani Profesor” – były na porządku dziennym, np. w Szkole Anieli Wereckiej (Fokal 18) panował ciekawy zwyczaj używania formy „Paniutko”. Oto, co na ten temat pisze Maria Feldman-Bańkowska: „...Była [Aniela Werecka] naszą wychowawczynią w VIII klasie. Przed studniówką zagadnęła mnie któregoś dnia na korytarzu: „Oczywiście przyjdziesz?” „Nie wiem Paniutko – odpowiedziałam...”, zaś Irmina Czarska-Halicka odnotowuje: „...Jedno w tej szkole mi się podobało – to jak dziewczęta zwracały się do pań nauczycielek . Otóż nie „proszę Pani” – tylko „Paniutku”. Po niedługim czasie ja także mówiłam „Paniutku”, „Paniuteczku”..., bo w jakiż sposób inaczej pieszczotliwie i serdecznie zdrobnić słowo „Pani”?
            W Szkole Jadwigi Kowalczykówny i Jadwigi Jawurkówny (Wiejska 5), np. dla odróżnienia kompetencji przełożonych zwykło się mawiać: „...załatwisz to u Panny Jadwigi Białej” lub: „...załatwisz to u Panny Jadwigi Czarnej”. Jedna z przełożonych ubierała się bowiem w czarne suknie, druga w białe. Podobne formy nazewnicze funkcjonowały także w tej szkole w kontaktach między nauczycielami. A jak to było kiedyś u Hoffmanowej?
            Pozdrawiam :-)
        • andrzej_b2 Re: Obecnie E. Plater 29 28.02.08, 09:12
          ryszard.maczewski napisał:

          > Hoffmanowa to wspaniali nauczyciele, uczący w niej "od zawsze", pedagodzy
          > związani ze szkołą ponad dwadzieścia lat albo i dłużej. >Hoffmanowa to wspaniali nauczyciele, uczący w niej "od zawsze", pedagodzy
          związani ze szkołą ponad dwadzieścia lat albo i dłużej.

          A ja dziś chciałbym kilka słów o swoim pedagogu...
          Prof. Stanisław Niewiadomski, bez wątpienia największa osobowość ze wszystkich nauczycieli licealnych i ludzi w ogóle, których miałem szczęście spotkać na drodze swego życia.
          pl.wikipedia.org/wiki/Stanis%C5%82aw_Niewiadomski_(poeta)
          Był bardzo wyrazistą postacią Warszawy XX w. Szczupły, średniego wzrostu, w okularach do dali, z orlim nosem, z wydatną łysiną i krótko przystrzyżonym wąsem. Nosił się trochę de modé. Zawsze starannie ubrany, w chłodne dni w jasnych rękawiczkach, z nieodłączną „muszką” zamiast krawata. Na ulicy używał laski, choć ten sprzęt nie był mu potrzebny (lub parasola, w dni deszczowe). W stosunkach z uczniami zawsze energiczny, stanowczy i wymagający, bez uprzedzeń i sympatii, czasem sarkastyczny i kpiarski. Był nie tylko polonistą, ale nieprzeciętnym erudytą, człowiekiem renesansu, typem rzadko spotykanego inteligenta o bardzo szerokich horyzontach. Już sama jego postać wytwarzała pewien dystans u rozmówcy, do tego stopnia, że czasem w rozmowie z Profesorem zapominało się języka w ustach. A on z jednakowo dużą swobodą potrafił mówić o literaturze, muzyce, rzeźbie, malarstwie, poezji, teatrze, o patriotyzmie, moralności i polityce. Doskonale, znał historię, geografię, architekturę i jęz. obce: łacinę, francuski, rosyjski i niemiecki. Swe lekcje jęz. polskiego prowadził spontanicznie, płynnie, bez kartek i notatek. Mówił niezwykle poprawną polszczyzną, wyraźnym mocnym barytonem, wspomaganym sugestywną – ale nie przesadną – gestykulacją. Ulubioną manierą Profesora były dygresje, nawiązujące do różnych dziedzin wiedzy. Dla kontroli podążania słuchaczy za jego tokiem myślenia, często przerywał wykład w pół zdania i oczekiwał dokończenia przez audytorium. A słowa jego o historii, polityce i otaczającym nas świecie były inne, niż te które padały z radia, gazet, czy nawet w kręgach rodzinnych, przy tym mocne jak dynamit, prowokujące do myślenia. Tymczasem siermiężny socjalizm trzymał się jeszcze krzepko, choć symptomy „Października’56” były już widoczne. Wszystkie treści, które przekazywał chłonęły nasze młode, gorące głowy i rozpalały wyobraźnię. Dziś dopiero w pełni mogę docenić potęgę pięknie i z przekonaniem wypowiadanego słowa. Z pewnością był jednym z wielu cichych bohaterów, którzy poruszali serca i sumienia, czego akord końcowy miał nastąpić w 1989 r. Profesor miał szczęście dożyć tego momentu. Jakąż musiał mieć wtedy satysfakcję, widząc efekty pracy na niwie, którą przez całe życie uprawiał!
          Niechaj tych kilka słów o Nim będzie dowodem mojej serdecznej pamięci.
          Pozdrawiam :-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka