Gość: bolo
IP: *.centertel.pl
23.08.09, 21:44
Na przykład za pomocą czyjegoś samochodu.
Jechałem samochodem po rondzie Babka. Z Jana Pawła na Żoliborzu dalej w JP2 w
kierunku centrum. Zgodnie ze znakami zająłem lewy pas przed rondem i cały czas
się go trzymałem. Prędkość specjalnie nieduża - w końcu są tam ostre zakręty.
Miałem zielone, wjechałem na rondo na najbardziej wewnętrzny pas, przejechałem
połowę ronda, dalej miałem też zielone do zjazdu w JP2. W chwili zjeżdżania w
JP2 zobaczyłem, że jezdnię JP2 przecina rowerzysta - oczywiście na czerwonym.
Od razu ostro po hamulcach - ale to jest łuk! Hamowanie na łuku = automatyczne
zagrożenie poślizgiem. Czułem, że auto jest na pograniczu przyczepności i mogę
wylecieć z łuku - czyli wprost na pas między jezdniami JP2. A tam - 3 pieszych
oczekujących na zielone światło i jakieś słupy. Skoszenie pieszych bokiem auta
i przygniecenie do słupa lub rolowanie po nich = śmierć na miejscu. Jakoś się
wybroniłem, rowerzysta zdążył zjechać, ja mogłem dać gazu, piesi machali coś
do rowerzysty. Tym razem się udało.
A ilu kretynów dalej będzie jeździć na czerwonym, bo "przecież jeszcze zdążę,
a blachosmród najwyżej przyhamuje"?