Dodaj do ulubionych

Warszawska wojna samochodowo-rowerowa

    • Gość: Meezer Warszawska wojna samochodowo - rowerowa IP: *.colliers.pl 29.07.08, 11:41
      "Organizatorom masy udało się na razie wyjeździć: *darmowy transport rowerów
      komunikacją miejską*"

      Czyli za ten defekt pedałowania (rower nie nadaje sie na dluzsze trasy) placi
      miasto, bo przez wozenie roweru do metra / autobusu / tramwaju wcisnie sie
      mniej osob.

      Az sie prosi zacytowac: kiedy to jest dobry uczynek? Kiedy ktos Kalemu za
      darmo rowerek przewiezie, tak?
    • Gość: trekkk Warszawska wojna samochodowo - rowerowa IP: 80.55.2.* 29.07.08, 11:47
      Jestem ZA MASĄ.

      Dobra robota Panie i Panowie :)
    • nureczek MK szkodzi też pieszym 29.07.08, 11:48
      Kilka m-cy temu śpieszyłem się w piątek wieczorem z małym dzieckiem do lekarza.
      Wysiedliśmy z tramwaju na Placu Zawiszy i przez chyba 15 min. nie mogliśmy
      przejść przez jezdnię, bo właśnie nadjechała rowerowa banda oszołomów. A że nikt
      nad nimi nie panował więc jechali jak chcieli. W końcu zdesperowany postanowiłem
      przejść z dzieckiem przez ulicę, bo już byliśmy spóźnieni na wizytę. Oczywiście
      od razu znalazł się jakiś pedałowy aktywista, który wulgarnie zaczął mi
      wyrzucać, że stanowię zagrożenie i przeszkadzam MK. Do tamtej pory nie miałem
      nic przeciwko tej akcji, ale skoro szkodzi ona także pieszym, to przy
      najbliższej okazji będę zrzucał pacanów z tych rowerków - najlepiej na zakręcie!
    • princealbert rowery i samochody moga wspolistniec 29.07.08, 12:19
      Mieszkam w miescie w zachodniej Europie gdzie samochody
      przestrzegaja limitu 50 km/h mimo ze sporo tu drogich i sportowych
      wozow.

      Sa tez sciezki rowerowe, darmowe wypozyczalnie rowerow i szanuje sie
      rowerzystow. Czy w Polsce nie mogloby tak byc?
    • marini2 Nie lubię extremy 29.07.08, 12:35
      dojeżdżam do pracy 50 km w obie strony na rowerku. Lubię jeździć
      rowerem, dlatego każdą wolną chwilę spędzam w ten sposób, jeżdżąc to
      tu to tam, robiąc zdjęcia i delektując się przyrodą.
      Kiedy jadę rowerem do pracy, wtedy korzystam z drogi ogólnej, gdyż
      nie ma ścieżek rowerowych. Samochody z reguły muszą czekać na
      wyprzedzenie, aż z naprzeciwka nic nie będzie jechało, ale lubią się
      pchać na "żyletki". Wtedy robi się ciasno i z reguły zostaje
      pobocze. Przy skrętach w lewo często zajeżdżają drogę, no i te
      spaliny niemiłosierne. Poza tym już kilka razy zjeżdżałem do rowu w
      ucieczce przed hamującym za mną samochodem. Wolałem to niż szpital.
      Jeśli przy drodze jest tzw. pobocze, po którym można jechać, jadę po
      poboczu, właśnie ze względu na bezpieczeństwo. Niestety żyjemy w
      czasach kiedy rower nie jest w stanie zastąpić samochodu, więc
      czasem trzeba pojechać to tu to tam. I są różne powody że jedziesz
      samochodem - dziecko do lekarza, matkę do szpitala, po leki do
      apteki, po zakupy do domu itp. No nie da sie wszystkiego ogarnąć
      rowerem, nawet jak jesteś singlem. I wtedy zaczyna się problem, gdyż
      dróg i mostów w Warszawie też nie ma za dużo i są fatalne. Tworzą
      się korki, i o ile rowerem mogę wjechać na chodnik i ominąć korek,
      to samochodem już tak nie zrobię. I tu zaczyna się konflikt, gdyż o
      ile jestem zagorzałym bicecyklistą, to nie podoba mi się wcale że
      ktoś ma ambicję zatrzymać na dłużej samochodziaży, i napawać się ich
      dyskomfortem w piątkowy wieczór, kiedy najwięcej ludzi chce opuścić
      miasto, udając się na działki itp. To na pewno nie służy
      propagowaniu roweru, a wręcz przeciwnie takie akcje odstręczają . A
      wtedy kierowcy nie szanują rowerzystów , i dlatego można mieć obawy
      co do swojego bezpieczeństwa kiedy jadę rowerem. Dlaczego akcja
      przebiega w ten sposób?Dlaczego ktoś wymyslił wyrzywać się na bogu
      ducha winnych kierowcach? Nie rozumiem ludzi którzy mają w swojej
      fizjonomii utrudnić życie komus innemu, tylko dla swojej chorej
      ambicji.
      APEL - im więcej ścieżek dla rowerów, tym bardziej bezpieczne drogi!
    • Gość: Rycho Posłowie!Pozwólcie nam jeździć chodnikiem!Giniemy IP: 12.4.27.* 29.07.08, 13:29
      na jezdnich i drogach, a na chodniku nikomu krzywdy nie zrobimy!
      Problem zagrożenia dla pieszych jest wydumany (ile jest takich
      wypadków rocznie , a ilu rowerzystów ginie na jezdniach), zresztą
      można ograniczyć predkość rowerom do 20 km/h , a na przejściach
      nawet do 10km/h, byleby można jeździć LEGALNIE , a nie być
      tępionym przez Policję i Straż Miejska , która nigdy nie widzi
      zastawionych samochodami chodników , przejść dla pieszych i dróg
      dla rowerów ,zasłaniając znaki i widoczność na skzyzownaich , a
      także niszczących trawniki
      • Gość: lavinka z nielogu I to jest mądry post. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.08, 14:35
        Zgoda na jazdę po chodniku ale nie szybciej niż 20km/h. Przynamniej w okresie
        przejściowym dopóki nie utworzone zostaną pasy na jezdniach. Zresztą jest wiele
        miejsc w Warszawie (zwłaszcza blokowiska z lat 50tych i 60tych) gdzie nie można
        dojechać samochodem ni rowerem jezdnią. Trzeba wjechać na chodnik chocby po to
        by wrócić do domu, a prowadzenie roweru kilometrami mija się z celem. Myślę,też
        że rowerzyści powinni piętnować swych pobratymców, którzy za szybko mijają pieszych.

        Widzisz grupę pieszych przed sobą - zatrzymaj się lub zwolnij. Omijaj ich łukiem
        minimum 100cm i najlepiej dzwoń dzwonkiem ostrzegawczo, ale nie w ostatniej
        chwili ale kilkanaście metrów przed. Nawet jak idą środkiem ścieżki rowerowej :)

        Pozdrawiam

        lav

        ---
        warszavka.bloog.pl
      • Gość: abs na przejściach do 10 km/h! IP: *.mt.gov.pl 29.07.08, 14:36
        Człowieku! Czy ty w ogóle widziałeś kiedyś taka publikację zwaną
        kodeksem drogowym? jak cię nie stać to idź do Empiku, usiądź i
        poczytaj za darmo, poprawi to stan twojej wiedzy o ruchu drogowym i
        bezpieczeństwo innych użytkownikó dróg.
        • Gość: lopez Re: na przejściach do 10 km/h! IP: 195.117.118.* 29.07.08, 15:28
          Dokładnie, rowerzyści mają wiele pretensji do innych, a sami albo nie znają
          przepisów albo mają je za nic. Stary, na przejściu dla pieszych *nie* *masz*
          *prawa* przejeżdżać z żadną prędkością. Masz obowiązek zejść z roweru i
          przeprowadzić go przez ulicę. Przejechać możesz na przejeździe dla rowerów,
          który jest obok przejścia dla pieszych.
          • Gość: abs Re: na przejściach do 10 km/h! IP: *.mtib.gov.pl 29.07.08, 15:52
            Dzięki. Dokładnie o to mi chodziło. Uznałem jednak że jeśli nie
            podam wyjaśnienia to może ten młody człowiek sięgnie po kodeks,
            nauczy sie przy okazji kilku innych ważnych zasad, np. że znaki
            drogowe nie stoją po to żeby było bardziej kolorowo, że rowerzysta
            zobowiązany jest sygnalizować zmianę kierunku ruchu, że zakaz
            prowadzenia po alkoholu dotyczy również rowerzystów i wiele wiele
            innych.
    • Gość: gogenzola Warszawska wojna samochodowo - rowerowa IP: 195.205.151.* 29.07.08, 13:31
      KIEROWCY są chamscy i zachowują się jak królowie szos?
      Czyżby???
      To dlaczego rowerzysta, uczestnik ruchu drogowego, mija samochody
      stojące na światłach, żeby stanąć z przodu?? I potem zdziwiony, że
      ktoś go wyprzedza "na zapałkę".
      Dlaczego rowerzysta jadący chodnikiem nie przeprowadza roweru przez
      pasy, tylko niezgodnie z przepisami wjeżdza nie zwalniając "bo ma
      zielone". A potem zdziwienie, że kierowca skręcający w prawo nie
      zauważył. JAK MIAŁ ZAUWAŻYĆ, JEŚLI COŚ MU WYSKAKUJE Z KRZAKÓW PROSTO
      NA PASY?!?
      A przejazdy masy krytycznej w piątkowe godziny szczytu tylko
      zaostrzają konflikt kierowcy-rowerzyści. TEGO CHCIELIŚCIE??
    • mefissto Warszawska wojna samochodowo-rowerowa 29.07.08, 13:36
      Szanowni cyklisci, a nie mozecie sie przesiasc na skutery, bedzie
      dla was i szybciej i bezpieczniej. Na marginesie do rowerow nic nie
      mam o ile faktycznie nie blokuja pasa, bo ja rozumiem ze w duzych
      miastach sa korki ale troche zrozumienia z obu stron.
      • Gość: lavinka z nielogu Na skuterze? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.08, 14:29
        Od kiedy to skuter jest ekologiczny? :P Poza tym z ciążarówką ma takie same
        szanse jak rower czyli żadne. Po prostu go nie widać.Duże samochody mają martwe
        pole za sobą i przed sobą. Jeśli wjedzie tam czy rower czy motor czy skuter -
        wyjdzie na to samo. Pytanie czy skuter powinien jeździć po ścieżce rowerowej?
        Ostatnio często widuję taki obrazek... osobiście nie mam nic przeciwko,
        zwłaszcza jak prowadzi dziecko... ale lepiej by nie jechał 40km/h....
      • Gość: mdn Re: Warszawska wojna samochodowo-rowerowa IP: 77.88.177.* 04.08.08, 19:29
        to ty się przesiądź do tira. Bedziesz wtedy zajmował pas.

        Rower power! Gnijcie w swoich samochodach blachosmrodziarze!
    • cambrone Cham będzie chamem 29.07.08, 14:05
      Cham będzie chamem,czy to na bicyklu,czy w automoblilu!!!!!
      • Gość: lavinka z nielogu Na piechotę tym bardziej :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.08, 14:30
    • parazyd Masa Kretyniczna 29.07.08, 14:38
      A cała ta anarchia, bałagan i bezchołowie przy pełnej aprobacie
      leniwych i bezmyślnych urzędasów z warszawskiego ratusza. To już
      taka nasza nowa tradycja. Czy nie można by ich tak podciągnąć pod
      jakiś szybki sąd polowy?
    • Gość: dekk Warszawska wojna samochodowo-rowerowa IP: 217.150.175.* 29.07.08, 15:18
      korzystam z wszelkich srodkow transportu (miejskich, samochod, rower). rowerem
      nie jezdze po ulicy bo jako kierowca wiem ze jest to i uciazliwe dla innych i
      niebezpieczne dla mnie. jezdze chodnikiem i po niestety nielicznych trasach ale
      nie mam problemu ani z pieszymi bo jak sa to jade wolno i ostroznie ani z
      kierowcami. akcja bezsensowna a autorka artykulu slusznie odczytala intencje
      "manifestujacych" skoro akcja odbyla sie w piatek w godzinach szczytu. poza tym
      egoistom na dwoch kółkach przypominam ze nie kazdy ma mozliwosc (chodźby
      fizyczna) przestawienia sie na rower. nie wspominajac juz o zmiennej pogodowej.
      zrobcie sobie ta akcje zimą mondre guowy
    • Gość: Bladerunner Jestem biegaczem i popieram rowerzystów!!! IP: 212.160.172.* 29.07.08, 15:27
      Jestem biegaczem-amatorem i popieram rowerzystów w walce z chamskimi
      kierowcami. Ponieważ chamstwo czterokołowych użytkowników dróg jest
      widoczne nie tylko na co dzień w odniesieniu do rowerzystów. Daję
      przykład…

      Raz na jakiś czas odbywa się w Warszawie jakiś „bieg masowy”,. Czyli
      cała masa zapaleńców biegnie jak dzikie osły przez miasto przez 5,
      10, czasem 21 a czasem i 42 km. :) Dzieje się to latem, Zwykle w
      niedziele, w ładne, słoneczne przedpołudnia. Takie imprezy sa
      reklamowane szeroko (także na bilboardach, trafiają nie tylko do
      grup „niszowych”) Trasa biegu zabezpiecza policja i wolontariusze. W
      trakcie biegu zawodnicy biegną w różnym odstępie, w przerwach miedzy
      nimi z przecinających trasę biegu ulic przepuszczane sa przez
      policjantów samochody, wiec wyłączona jest trasa biegu, ale nie
      paraliżuje to zupełnie ruchu.. I co się dzieje!!?? Otóż wściekli
      kierowcy złorzeczą wszystkim dookoła (wyżywając się na policjantach)
      że „czemu oni pozwalają na takie cos w centrum miasta”. Pan Heniek w
      Lanosie z zoną i rodziną nie może pojechać tradycyjnie do
      supermarketu i czerwony na twarzy wykrzykuje do policjanta „czemu
      ich (tzn biegaczy) nie puszcza o tam, dookoła” (Jasne, specjalnie
      dla pana Henia przedłużymy maraton o 3,75 km). „Panie, przecież to
      skandal, żeby TACY blokowali ruch w centrum…” Wielokrotnie byłem
      świadkiem takich żenujących scen na trasach biegów…

      To co że taka impreza jest raz na jakiś czas? To co że to masowa
      impreza sportowa? To co że trąbili o niej wszędzie? To co że można
      było wyjechać wcześniej a nie rzucać się jak tygrys w klatce między
      zamkniętymi dla ruchu uliczkami. Przecież Pan Heniek MUSI tego dnia
      dojechać tam gdzie zaplanował…

      Sam jeżdżę rowerem do pracy, staram się jeździć po ścieżkach, po
      chodniku unikam a jeżeli jadę to powolutku, nie dzwoniąc na pieszych
      (to ich „droga”). Ale chamstwa kierowców na codzień się naoglądam,
      ze hoho…
    • Gość: y.y Jedni drugich nie szanują i stąd problemy IP: 195.117.118.* 29.07.08, 15:37
      I nie dotyczy to jedynie stosunków kierowcy-rowerzyści. Jedni kierowcy nie
      szanują innych kierowców, kierowcy nie szanują rowerzystów, kiedy Ci - nie mając
      ścieżki - muszą jechać jezdnią lub/i chodnikiem, rowerzyści nie szanują
      kierowców, wjeżdżając np. na przejście dla pieszych (stały numer, b.
      niebezpieczny, to wykroczenie, ale rowerzyści mają to gdzieś), rowerzyści nie
      szanują pieszych jeżdżac po chodnikach nawet jeżeli obok jest ścieżka, piesi nie
      szanują rowerzystów chodząc po ścieżkach, mimo że obok jest chodnik... i tak
      dalej, itp.

      To podstawowy problem, chamstwo i egoizm, ludzie patrzą tylko na czubek własnego
      nosa. Nastroje sie eskaluja i pojawia się agresa, radykalizm i awantura gotowa.
      Rowerzyści wymyślają kretyński pomysł, który zamiast przekonać do ich racji,
      tylko bardziej rozsierdzi innych, a Ci się będą później odgrywać na kretynach
      typu organizatorzy MK, którzy bez żenady przyznają sie do złośliwej chęci
      "dopieprzenia" kierowcy. Kierowcy sie wkurzaja i dopieprzają później
      rowerzystom, spirala sie nakręca, nic nie zostaje załatywione. Ani nie przybywa
      chęci do budowania jakże potrzebnych ścieżek rowerowych, ani nie zmienia sie
      mentalność kierowców, którzy dalej patrzą na czubek własnego nosa...
      Szkoda gadać, naprawdę.
    • Gość: abs Jazda po piwku albo dwóch... IP: *.mtib.gov.pl 29.07.08, 15:57
      Wystarczy pójść do baru, knajpy przy ścieżkach rowerowych żeby
      zobaczyć radośnie gaworzących przy piwku rowerzystów. Często na
      jednym sie nie kończy a 2 piwka to też jakoś mało jak na potrzeby
      niektórych. Zapominają, że jazda pod wpływem alkoholu jest
      zabroniona także dla rowerzystów. Żeby nie być gołosłownym polecam
      wycieczkę nad tzw. kanałek na Kępie Potockiej, tam tankują stada
      cyklistów ku uciesze właściciela baru :).
    • Gość: Andrzej Warszawska wojna samochodowo - rowerowa IP: *.shell.com 29.07.08, 15:58
      Mialem kiedys taka sytuacje. Na drodze wyminalem 2 kolarzy i chwile
      pozniej musialem sie zatrzymac za busem ktory wysadzal pasaerów
      (przerwa miedzy nami byla dosc spora ok 2m). Bus ruszyl i ja tez. W
      tym momencie z prawej strony (!!!) droge zajechalo mi tych dwoch
      kolarzy ktorzy zdazyli juz dojechac. Gdybym ostro nie zachamowal to
      bym ich potracil! Rowerzysci niech sie naucza jezdzic!!! Ile razy
      widzialem jak przeciskaja sie w korku lamiac wszelkie mozliwe
      zakazy. Wydaje im sie ze jak jada mniejszym pojazdem to sie wszedzie
      wcisna.
    • ksieciuniu1234 Warszawska wojna samochodowo - rowerowa 29.07.08, 16:08
      Na początek scenka rodzajowa z życia (niestety) wzięta: piątek
      popołudnie, około 19.30, chyba ze 2-3 miesiące temu, wracam z pracy
      i zajęć pozapracowych ul. Okopową w kierunku Żoliborza tramwajem,
      czyli chyba najekologiczniejszym środkiem komunikacji miejskiej,
      najmniej zajmującym i korkującym ulice. Niestety, kilkadziesiąt
      metrów przed Rondem Babka (przepraszam, ale nie mogę się przestawić
      na „Radosława”) tramwaj staje, podobnie jak kilka innych przed nim.
      Ja i inni pasażerowie ze mną jadący mieliśmy to „szczęście” spotkać
      na swojej drodze tłum rowerzystów którzy w asyście Policji i Straży
      Miejskiej postanowili pojeździć sobie po Warszawie. Piszę „pojeździć
      sobie”, bo nie dotyczyły ich żadne przepisy ruchu drogowego i temu
      podobne drobiazgi. Jechali, bo walczą o ścieżki rowerowe (podobno) i
      z samochodami (na pewno) – a całe frajerstwo, które akurat miało
      pecha nie być na rowerze musiało czekać. I to wcale nie 15 minut,
      ale dłużej. A kiedy wreszcie tramwaj przejechał przez rondo (dzięki
      wewnętrznej służbie porządkowej Masy) i mogłem wysiąść na przystanku
      za rondem (na pasie zieleni po środku ul. Słowińskiego), to okazało
      się, że muszę, podobnie jak i inni piesi, stać tam i czekać przez
      kolejne niewiadomo ile minut, bo szanowne rowerzystki i rowerzyści
      cały czas nieśpiesznie jechali. Światło zielone, czerwone – a co to
      kogoś obchodzi. Jeszcze mógłbym zrozumieć że to nie obchodziło tylko
      ich, ale piesi przed przejściem na zielonym świetle byli
      powstrzymywani przez strażników miejskich i służby porządkowe MS
      (niezbyt zresztą grzeczne). Całe szczęście, że tu miałem większy
      wpływ na przebieg wydarzeń niż w tramwaju i przy kolejnym zielonym
      świetle dla pieszych po prosu wszedłem na ulicę. Nie wiem, może
      miałem mord w oczach, ale nikt z ww. służb mnie nie zatrzymał.
      Zatrzymali się za to rowerzyści – nie wszyscy oczywiście, ale
      wystarczająco wielu (część mnie minęła) żebym niedraśnięty dotarł na
      drugą stronę ulicy. Jednak naśladowców za sobą nie widziałem. Koniec
      końców wściekły i mocno spóźniony dotarłem do domu.

      Tyle przydługiego wstępu, teraz kilka przemyśleń – dla jasności
      zaznaczę, że z samochodu korzystam średnio raz na dwa tygodnie w
      weekend, po mieście poruszam się komunikacją miejską, a rowerem nie
      jeżdżę, bo nie bardzo mam jak. Jestem jak najbardziej za sprawnym
      systemem ścieżek rowerowych (miałem możliwość korzystanie z nich w
      Holandii), ale jestem PRZECIW Masie Krytycznej – szczególnie po
      opisanym powyżej zdarzeniu.

      Piszecie dlaczego jeździcie, a ja się pytam dlaczego ja nie mogę
      jechać albo iść z powodu Waszego widzimisię? I to jako pasażer
      tramwaju albo pieszy! I to, co mnie chyba najbardziej
      wkurza „widzimisię” realizowanego przy aprobacie i ochronie Policji
      i Straży Miejskiej, za to wbrew przepisom Kodeksu ruchu drogowego i
      jeszcze paru innych ustaw (chociaż wiem, że sam przejazd MK jest
      zgłoszony i legalny). Dlaczego policjanci do których pensji ja
      również się dokładam mają mi uniemożliwiać przejście na zielonym
      świetle przez ulicę?

      Po pierwsze, bo to fajnie pojeździć w peletonie – wybaczcie, nie
      trafia do mnie (polecam sekcje kolarską Legii).

      Po drugie, bo jest za mało ścieżek rowerowych. Zgadzam się, też
      chciałbym żeby było więcej, ale jakby mi teraz ktoś dał do
      podpisania petycję w tej sprawie, to choćby z przekory i złości bym
      nie podpisał. Tak więc cel niespecjalnie osiągnięty - i w każdy
      ostatni piątek miesiąca tracicie sporo takich potencjalnych
      zwolenników. Zaś kolejnych nie zyskujecie, bo MK nie robi już
      żadnego wrażenia na decydentach z Ratusza – przecież oni wręcz
      pomagają ją organizować – ot, taki folklor albo wentyl
      bezpieczeństwa dla rowerowych aktywistów (żeby
      niepowiedzieć „koncesjowana opozycja”).

      Kolejny argument – Ci, którzy stoją w korkach spowodowanych przez MK
      są sami sobie winni, bo nie interesują się tym co się dzieje w
      mieście. Przepraszam, ale komunikacją miejską ciężko się dostać z
      Żytniej na Krasińskiego z ominięciem Ronda Babka, a z
      powodu „widzimisię” kilkuset czy kilku tysięcy współużytkowników
      miejskich ulic nie zamierzam rezygnować z zajęć albo jechać dwa razy
      dłuższą drogą. Co innego, gdybym jechał samochodem, wtedy miałbym
      większe pole manewru – skręciłbym w Powązkowską i przejazdem przy
      Arkadii wyjechałbym na rondem. Ale przecież nie o to chodzi
      organizatorom MK, żeby skłonić ludzi do zamiany tramwaju na
      samochód, prawda?

      Argument, że MK jest legalna, zgłoszona w odpowiednich urzędach,
      ochraniana przez Policję i nagłaśniana przez media. Tylko za czym to
      ma być argument – że warto w niej jechać, że jest słusznym
      rozwiązaniem ? Wiem że porównanie bez związku, ale drwale do Rospudy
      też mieli wkraczać w majestacie polskiego prawa, za zgodą władz, z
      ochroną Policji i z medialnym rozgłosem – i co z tego. Powiem
      więcej, jako osoba o lekko anarchistycznych ciągotach patrzyłbym
      dużo przychylniej na dziki, spontaniczny przejazd ludzi walczących o
      jakąś sprawę lub po prostu „pieprzących system”. Chcą, niech jadą,
      na własne ryzyko i ze wszystkimi tego konsekwencjami. Wtedy nie będę
      narzekał, że jechali wbrew sygnalizacji świetlnej, ale oni niech
      liczą się zarówno z reakcją służb porządkowych jaki i ludzi (np.
      kierowców lub pieszych), którzy w tym momencie mają inny pomysł na
      wypełnienie miejskiej przestrzeni. Bo pokazywanie „faków” kierowcom
      korzystając z policyjnej zasłony nie jest żadnym bohaterstwem.
      Albo „anarchistyczne korzenie” albo odcięcie się od nich i
      współtworzenie miejskiego happeningu przy współasyście Policji – nie
      można być trochę w ciąży. Oczywiście w tej kwestii mam pretensje nie
      tylko do organizatorów MK, ale także do władz miejskich i służb
      porządkowych, bo nie zgadzam się, żeby legitymizowali i wspomagali
      to „widzimisię’, ale to już zupełnie inna historia.

      Kompletnie nie trafia do mnie też argument, że samochody codziennie
      robią korki, więc rowerzyści też raz na miesiąc mogą. Po pierwsze,
      to, że samochody powodują korki jest w dużej mierze winą organizacji
      systemu drogowego, a nie samych kierowców (nie mówię oczywiście o
      tych wybitnych jednostkach, które wjeżdżając na dziesiątego przy
      żółtym świetle na skrzyżowanie liczą, że korek za nim się nagle
      rozpłynie). Po drugie kierowcy nie robią tego korka celowo, a wręcz
      przeciwnie raczej za nim nie przepadają (nie licząc oczywiście
      wcześniej wspomnianych indywiduów i masochistów). Po trzecie zaś
      tworzą korek poruszając się zgodnie z przepisami ruchu drogowego (z
      uwzględnieniem wcześniejszych zastrzeżeń), a w przypadku ich
      naruszenia powinni liczyć się z tego konsekwencjami. W przypadku MK
      żadna z powyższych okoliczności nie zachodzi, więc nie widzę żadnego
      związku. I na tym polega różnica pomiędzy codziennym blokowaniem
      miasta przez samochody, a comiesięcznym przez MK.

      Czystą demagogią są też stwierdzenia, że nikt nie musi jeździć
      samochodem do pracy i stać w korkach. Jak już napisałem, ja nie
      jeżdżę, ale ciężko nie zauważyć, że naprawdę wiele osób nie ma za
      dużego wyboru – zbyt duża odległość do pracy (chodzi mi o
      dojeżdżających daleko z poza Warszawy), stan zdrowia, konieczność
      chodzenia do pracy w określonym stroju czy choćby brak prysznica w
      pracy. Oczywiście można odpowiedzieć, że nie ma musu mieszkać lub
      pracować w określonym miejscu, ale przy tego typu argumentach można
      równie dobrze twierdzić, że Holandia stoi otworem na wszystkich
      spragnionych ścieżek rowerowych, więc po co je budować w Polsce.
      CDN...
    • jarekp666 Warszawska wojna samochodowo - rowerowa 29.07.08, 16:10
      Wszelkie manifestacje powinny byc w miastach zabronione w trakcie
      tygodnia pracy,

      w sobote niech beda happeningi i przemarsze.. ale nie w tygodniu...

      Warszawa to nie Amsterdam i nigdy nim nie bedzie...

      Nalezy duzo zainwestowac aby nasze miasto bylo przyjazne
      rowerzystom, jak na razie to nei ma gdzie roweru zostawic, a gdy
      pada zadnego dachu nie ma pod ktorym moglby rower stac...

      kicha..

      _________________________________
      Pępek Świata to Dziecko
      Dieta i ćwiczenia dla zdrowia i sylwetki
      Światła i reflektory samochodowe
    • ksieciuniu1234 Warszawska wojna samochodowo-rowerowa 29.07.08, 16:10
      CD...
      Czytając to co napisałem zastanawiam się po co tak naprawdę
      jeździcie w MK i co tak naprawdę chcecie osiągnąć. Nie nowych
      sprzymierzeńców dla idei Rzeczpospolitej Rowerowej, bo przyczyniacie
      się do tego tak, jak wandale w szalikach Legii demolujący Starówkę w
      ramach mistrzowskiej fety do szerzenia dobrego imienia klubu (ale
      ich przynajmniej nie ochraniają funkcjonariusze państwowi). Nie dla
      anarchistycznej zadymy, bo Policja i Straż Miejska pilnują, żeby Wam
      nic się nie stało i nikt wam nie przeszkadzał. Jeżeli po to, żeby
      pokazać ilu jest rowerzystów, to wybaczcie, ale niedługo w myśl
      zasady „niech nas zobaczą” Warszawę zablokują (oprócz górników i
      rolników) mańkuci, zielonoocy i miłośnicy akwarystyki. Jedyną
      odpowiedzią która mi się nasuwa (chociaż nie twierdzę oczywiście, że
      jedyną słuszną) jest: na złość (kierowcom, pieszym, władzom –
      ogólnie wszystkim „nierowerowcom”). Oczywiście nie zaprzeczam, że
      czysta złośliwość też może być ciekawą pobudką działania, ale w
      takim wypadku nie dorabiajcie do tego żadnych ideologii, nie
      wymagajcie społecznej aprobaty ani państwowej pomocy.
      I uważajcie, bo każdy kij ma podobno dwa końce. I może się zdarzyć,
      że w pewne słoneczne sobotnie przedpołudnie ścieżki rowerowe w
      Powsinie, wzdłuż Wisły lub w innych miejscach rowerowej rekreacji
      (wybaczcie, jeżeli nie trafiłem z tymi lokalizacjami, ale w tej
      kwestii nie mam rozeznania) zapełnią się złośliwie i powolnie
      maszerującymi grupkami pieszych (nie chodzi mi o tych wchodzących
      teraz na nie „bezideowo”), którzy będą protestować przeciwko np.
      rowerzystom jeżdżącym po chodnikach. I będzie i cel słuszny, i
      korzenie anarchistyczne i „na złość” innym.
    • Gość: pamiro Warszawska wojna samochodowo - rowerowa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.07.08, 16:40
      ROWERZYSTO! ZAINSTALUJ SOBIE TROCHĘ ROZUMU, CHOCIAŻ PRZY PEDAŁACH.
      TYSIĄCE LUDZI SIEDZI W SAMOCHODACH NIE DLA PRZYJEMNOŚCI ALE Z
      KONIECZNOŚCI. DLA WIELU Z NICH SAMOCHÓD TO WARSZTAT PRACY. INNI
      PRÓBUJĄ WRÓCIĆ DO DOMU PO DNIU CIEŻKIEJ PRACY, CZĘSTO DO INNYCH
      OBOWIĄZKÓW. ALE ROWERZYSTA, KTÓRY JUŻ NAJEŹDZIŁ SIĘ DLA
      PRZYJEMNOŚCI, SZUKA WIĘKSZYCH WRAŻEŃ - BĘDZIE USILNIE PRZESZKADZAŁ,
      ŻEBY PODKRĘCIĆ SOBIE ADRENALINĘ. MÓWI SIĘ O CHAMSTWIE KIEROWCÓW,
      KTÓREGO PRZYZNAM, ŻE NIE BRAKUJE NA ULICACH NIE TYLKO W WARSZAWIE
      ALE NA CAŁYM ŚWIECIE. JAK WIDAĆ ROWERZYŚCI ZNAKOMICIE ZNAJDUJĄ SIĘ W
      TEJ SYTUACJI I NIE ZAMIERZAJĄ ODDAĆ PRYMATU W CHAMSTWIE KIEROWCOM.
      ROWERZYŚCI GÓRĄ! - UPRZYKRZAJCIE KIEROWCOM ŻYCIE, NA PEWNO WSZYSTKIM
      BĘDZIE ŻYŁO SIĘ LEPIEJ. ZGRAJA SAMOLUBNYCH BURAKÓW - NIC INNEGO.
    • Gość: monopolak Jak jechać rowerem Okopową do Ronda Radosława? IP: *.gprs.plus.pl 29.07.08, 22:57
      Środkiem jezdni, bo ścieżka rowerowa to pic dla mięczaków! Zająć trzy pasy i wtedy misja się ziści. I wjeżdżać z pełną prędkością z chodnika na jezdnię, przejeżdżać na maxa przez skrzyżowanie. Piesi niech uciekają na boki a samochodziarze niech przykładają ucho do ziemi by nie być zaskoczonym i nie mieć potem kłopotów.,

      To mówiłem ja, kierowca samochodu, czasem rowerzysta (ale w terenie), dużo częściej piechur, którego wq...a to, że ścieżki rowerowe są tak często wykrojone z miejsca dla pieszych na chodnikach, ale i tak rowery jadą jezdnią (raczej to chodnikiem, to jezdnią). A jak który pojedzie już bliżej ścieżk, to z chodnika uciekaj na trawnik, bo Cię walkmaniarz z pedałami rozjedzie. Z poczuciem eko czy moralnej wyższości. Szczerze mówiąc - wolę motocyklistów. Przynajmniej nie są zawalidrogami, jak którego za bardzo poniesie fantazja, to płaci słono za skutki swoich czynów.
    • Gość: dr.zepsuj Warszawska wojna samochodowo-rowerowa IP: 193.35.132.* 30.07.08, 00:37
      ech. siedze sobie wygodnie w fotelu w kraju gdzie nie ma takich prolemow, i
      pieje ze smiechu. tu jakos jedni i drudzy sie poruszaja i nie stwarzaja
      problemow, nawet motocyklisci w wiekszosci przypadkow jada grzecznie za
      samochodami.
      sciezek rowerowych prawie nie ma. jada po skraju ulicy. na szczescie ulice sa
      tak szerokie ze nikomu to nie przeszkadza.
      owszem i tutaj sa rowerowi debile ktorzy staraja sie na sile udowodnic ze
      rowerem lepiej. dwom takim ktorym wydawalo sie ze auto moze zatrzymac sie w
      miejscu z przyjemnoscia udowodnilem ze nie, i s zatysfakcja patrzylem na ich
      geby zjezdzajace w dol po moich drzwiach. rzecz jasna nie zadalem sobie trudu na
      ominiecie rowerow ktore byly pod samochodem, zreszta nie mialem jak przy mojej
      predkosci. 2 palantow mniej :) innym razem jakos chamsko zajechal mi droge.
      troche dalej ogladalem w lusterku jak wbija sie w krzaki....
      nie mam nic do rowerow, sam jezdze. ale nie popieram debilizmu. jak widze
      jakiegos dzieciaka ktory kladzie sie na jezdni i czeka az sie zatrzymam, wciskam
      gaz w podloge. ale wtedy uciekaja :)))
      a rowerzystom w warszawie zycze zeby spelnily sie ich marzenia. zeby przegonili
      auta ze stolicy. za jakis czas rowery sie zepsuja, detki porzebjaja a nowych
      nikt rowerami nie dowiezie, i problem sam sie rozwiaze. juz widze polakow
      wiozacych lodowki i pralki na rowerach i matki targajace rowerem dziecko do
      szpitala. hehe...
    • Gość: dori Re: Warszawska wojna samochodowo-rowerowa IP: *.acn.waw.pl 30.07.08, 02:42
      Pytanie do MK. Dalczego nie jezdzice w piątkowe popołudnia przed
      ratuszem Warszawy?.Jezeli HGW i jej urzędasy miałyby probl;em z
      wyjazdem, może to byłoby skuteczniejsze. A może nie o to chodzi?
      MK odpwiedz
    • Gość: zmak Warszawska wojna samochodowo - rowerowa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.07.08, 13:26
      Ta wojna przypomina w założeniach wojnę o przestrzeń wyłącznie dla
      siebie. Wyraźnie w niej widać brak więzi społecznych, brak szacunku
      dla innych użytkowników, chęć zdobycia dominacji z pogwałceniem praw
      dla innych. Dziwne jest to, że często jedna i ta sama osoba jest
      jednocześnie i rowerzystą i kierowcą. Z chwilą zmiany miejsca,
      zapomina całkowicie jak ciężko poruszać się kierowcy/rowerzyście i
      hula po ulicach/chodnikach jakby był jedynym użytkownikiem drogi.
      Ot, taka prymitywna walka o przestrzeń wyłącznie dla siebie.
      I kierowcy i rowerzyści są dla siebie nieuprzejmi, naruszaja
      przepisy drogowe (prosze mi pokazac rowerzystę, który jadąc jezdnią
      nie przejeżdzał przejścia dla pieszych na czerwonym świetle, nie
      jeżdził pod prąd, przy ograniczonej widoczności włączał światła, nie
      jeździł chodnikiem). Zamiast wyzywać, ubliżać lepiej zacząc od
      siebie - zacznijmy patrzeć na innych nie na jak na konkurentów,
      wrogów ale ludzi, którzy też mają prawo korzystać z jezdni.
    • Gość: MCH Warszawska wojna samochodowo - rowerowa IP: 193.111.166.* 30.07.08, 15:06
      Promować rower można,ale ... Działania powinny byc kompleksowe ... i
      tu nie chodzi tylko o ścieżki rowerowe i parkingi ... chodzi jeszcze
      o tak banalna rzecz jak prysznice w biurze, bo wszystko fajnie p
      [ieknie - sport to zdrowie, ale jakos nie jestem fankom smrodku juz
      o 9:00 rano w biurze.

      Pozdrawiam
    • Gość: kk Warszawska wojna samochodowo-rowerowa IP: *.net.upc.cz 01.08.08, 03:46
      wy sie cieszcie, ze w ogole jakies sciezki w miescie macie. W Pradze
      np. w centrum nie ma nic, a jechanie jezdnia roznoznaczne jest z
      samobojstwem (podobno, mam zamiar to sprawdzic na wlasnej skorze,
      wlasnie zamowilam rower :)))))))) Ale najlepsze jest to, ze rowerow
      w ogole NIE WOLNO przewozic w autobusach ani tramwajach, a w metrze
      tylko w ostatnim wagonie, tylko jeden i tylko jezeli nie ma za duzo
      ludzi (co ma niby oceniac kierowca)!!! A wiadomo, ze malo kto nie
      dojezdza do domu autobusem albo tramwajem. To dopiero sie w glowie
      nie miesci. A wy w Warszawie macie przejazdy za darmo!!!!!!!!!
      • aron2004 Re: Warszawska wojna samochodowo-rowerowa 01.08.08, 06:52
        jeżeli rowerzystom przeszkadza to że w Warszawie jest za mało
        ścieżek rowerowych, to przecież mogą się wyprowadzić, czyż nie?
        Ktoś ich zmusza do mieszkania w Warszawie?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka