Gość: były klient
IP: *.spray.net.pl
13.01.09, 14:48
Niedawno zorganizowałem małą imprezkę w Zielonej Chacie dla ok.
dwudziestu osób. Już na wstępie odniosłem niemiłe wrażenie po
pierwszym kontakcie z kierownikiem P. W sposób dość nachalny (jak
kiepski akwizytor) próbował mnie zmusić do zamówienia dań dla
wszystkich, co miało poprawić jakość obsługi i zapobiec sytuacji w
której czegoś brakuje. Mimo braku zainteresowania z mojej strony
(nie wiem przecież ile osób przyjdzie i co zechcą jeść, jeżeli w
ogóle coś) był nieustępliwy używając argumentów w stylu, że "on to
by wolał, on tamto". Nie miałem czasu na szukanie innych knajp i
tylko dlatego wtedy nie odszedłem. Udało mi się w końcu ustalić, że
jedzenia nie zamawiam i będzie w trakcie i że rezerwacja nie wiąże
się z dodatkowymi kosztami (impreza w czwartek więc gość się
zgodził).
Obsługa w trakcie imprezy taka sobie. Kelnerki z trudem ukrywały
zniecierpliwienie gdy ktoś dłużej szperał w karcie dań. Roboty nie
miały z pewnością zbyt wiele, gdyż był to czwartek, a nie sobota i
lokal pusty może nie był, ale dzikich tłumów też nie zauważyłem.
Najlepsze jednak, jak to zwykle bywa, było przy płaceniu rachunku.
Nie będę się rozwodził nad tym, że był wysoki - i tak nie udowodnię
czy coś mi dopisali czy nie (następnym razem proponuję jednak brać
od razu pragaony po każdej dostawie do stołu).
Moje zdziwienie wzbudziła opłata za obsługę 10%. Zajrzałem do karty,
a tam 5%. Przy takim rachunku różnica wynosiła kilkadziesiąt
złotych! Pytam kelnerki z czego wynika 10%. Ona mi ściemnia, że
zawsze tyle biorą od rezerwacji, że zostałem poinformowany przez
kierownika (przypominam, że ustaliłem z nim wcześniej ŻE ŻADNYCH
DODATKOWYCH KOSZTÓW) i że jest w karcie. Poprosiłem, żeby mi
pokazała gdzie w karcie. Przyniosła kartę i bezczelnie zasłaniając
wartość (5%) pokazuje mi że jest i płacić muszę. Mimo, że jej
pokazałem, że jest w karcie 5% a kierownik mi nie mówił o 10% były
aroganckie i nieustępliwe. Pomijam tu fakt, że nawet gdyby mówił
wcześniej kierownik o 10% to i tak wiążące byłoby to co mają w
pisemnej ofercie czyli w karci dań! Kierownik czywiście się do mnie
nie pofatygował, a panienki zaczęły się rzucać i gadać jak Lepper w
Sejmie, aby tylko ściemniać. Pewni chodziło o to, żeby klient, który
spożył parę kolejek wódki pogubił się lub dał się sprowokować do
jakiejś agresji (przynajmniej słownej) co byłoby argumentm, że
świruje. Poinformowałem panie, że wzywam Policję w celu spisania
protokołu i że spotkamy się w sądzie (kierownika ciągle nie ma).
Panie, mimo że się nieco przestraszyły, nie spuściły z aroganckiego
tonu.
Na szczęście Policja (o dziwo!) była po kilku minutach. Znudzeni
posłuchali, coś tam spisali, ale swoją obecnością zachęcili kelnerki
do obniżenia opłaty za obsługę do 5%. Żeby weselej było panie
drukowały ten sam paragon 4 (!) razy! Nie znam się może na tym, ale
korekty można chyba załatwiać w inny sposób. Skarbówka, chyba też
miałaby się czym zainteresować...
Mimo iż wydrukowały paragon z poprawną wartością obsługi, dalej były
niezadowolone i miały najwyraźniej poczucie krzywdy. Odnalazł się
także zaginiony kierownik P., który dopiero po załatwieniu sprawy po
mojej myśli chciał ze mną gadać. Ale za to jak gadać. Miał
pretensje, że w alkoholowym amoku uczyniłem mu krzywdę i nie
chciałem z nim rozmawiać (szukałem go cały czas, ale kelnerki w
mówiły że go nie ma!)! Jak dla mnie to ciąg dalszy próby
sprowokowania klienta.
A teraz dwa pytania: ogólne i szczegółowe.
Ogólne: czy w normalnym lokalu klient,po wykazaniu czarno na białym
że ma rację, traktowany byłby jako niebezpieczny natręt?
Szczegółowe: jak nazwać zachowanie kierownika który:
- znika, gdy jest jakiś problem z klientem (który ma zresztą rację w
tym przypadku) z którym coś wcześniej OSOBIŚCIE ustalał i załatwiają
to za niego niezbyt bystre kelnerki,
- pojawia się dopiero gdy Policja interweniuje,
- toleruje (albo nawet inspiruje) naciąganie klienta
przyprowadzającego 20 osób w dniu w którym ma stosunkowo niewielkie
obłożenie,
- na koniec po przyznaniu (pod naciskiem Policji) klientowi racji ma
do niego o to pretensje i zarzuca mu działanie w alkoholowym amoku?
Mało profesjonalnym? Chyba można to gorzej określić.
Oceńcie sami i jeżeli tam pójdziecie pamiętajcie, że Was ostrzegałem.