Gość: gecko
IP: *.multimo.pl
15.07.09, 16:56
ZTM jest jednostką budżetową organu samorządowego, a nie spółką powołaną w celu osiągania zysków. Tym bardziej nie jest prywatnym przedsiębiorstwem. Ma pewną misję, powierzoną mu przez samorząd. Czyli nas wszystkich.
Jako jednostka organu samorządowego ZTM podlega ustawie o dostępie do informacji publicznej. Tymczasem zmiany w komunikacji często ogłasza z minimalnym wyprzedzeniem tylko na swojej stronie internetowej. Nie każdy ma obowiązek posiadać internet.
Do tego ZTM zawsze motywuje zmiany zupełnie arbitralnie. "W celu poprawy połączenia", "w celu lepszego skomunikowania", "w związku z postulatami mieszkańców". A kto mierzy poprawę? Jak się stwierdza, że nowe skomunikowanie będzie lepsze? Ile było postulatów mieszkańców, w jakiej formie, jaki odsetek mieszkańców dzielnicy je zgłaszał? Nidy się tego nie dowiadujemy.
Tymczasem wystarczy ogłaszać projekt zmiany na stronie internetowej, nakleić plakat na drzwiach ratusza danej dzielnicy, wystawić w hallu urnę i poczekać dwa tygodnie. To mieszkańcy dzielnicy, nie planiści, wiedzą najlepiej jak chcą gdzie dojechać, ZTM jest tylko jednostką budżetową samorządu - który wybierają mieszkańcy. Głosowanie nawet nie musi być imienne, przecież nikomu będzie się chciało jechać do Wawra, jak mieszka na Bemowie. Głosy z urny można przeliczyć i podać: 800 za, 1200 przeciw, projekt zmian przepadł. I to jest jakiś wymierny wynik.
Alternatywnie można zlecać badania opinii firmom badawczym i ogłaszać: badanie na reprezentatywnej próbie mieszkańców dzielnicy wykazały, że 40% jest za, 60% przeciw zmianom, wiec zmian nie będzie.
Jasne kryteria, pomiar, wynik, decyzja i jej ogłoszenie. Jawność i przejrzystość. Tak się to robi w cywilizowanym świecie, jak się operuje funduszami publicznymi. I lojalnie ostrzegam panów planistów z ZTMu, że ciągłe żonglowanie trasami na podstawie zupełnie niejasnych kryteriów denerwuje nie tylko mnie, ale i całkiem spory odsetek Warszawiaków.