jorn
05.08.10, 16:29
Obejrzałem sobie wczoraj odcinek programu „Wypadek – Przypadek” (TVN-Turbo). Jako, że mamy środek wakacji, pewnie jakiś powtórkowy. Jeden z prezentowanych materiałów dotyczył wypadku na szerokiej i pustej z racji później pory ulicy (Bitwy Warszawskiej 1920 r. w Warszawie).
Wyglądał on tak: Po głównej jechał Mercedes, prawdopodobnie z nadmierną prędkością. Z jednej z poprzecznych uliczek wyjechał, wymuszając pierwszeństwo, Fiat Seicento. W efekcie doszło do wypadku, w wyniku którego Mercedesa obróciło i zatrzymał się przy przeciwległej krawędzi jezdni, a z Seicento wypadła przez okno kierująca nim kobieta i zginęła na miejscu.
Jak tak sobie obejrzałem ten materiał, to naszła mnie refleksja, że nadmierna prędkość mogła się faktycznie przyczynić do zaistnienia wypadku (i to po odrzuceniu demagogicznej konstatacji, że gdyby jechał wolniej, to byłby w innym miejscu), mogła też sprawić, że skutki były poważniejsze. Ale każdy, kto to oglądał i wyciągał logiczne wnioski jednoznacznie musiał stwierdzić, bezpośrednią przyczyna było nieustąpienie pierwszeństwa, a główną przyczyną śmierci kierowczyni były niezapięte pasy. A jak to przedstawiono w komentarzu? Kilka razy powtórzono, że Mercedes prawdopodobnie jechał z nadmierną prędkością i że gdyby jechał wolniej, to pewnie do wypadku by nie doszło, raz padło stwierdzenie, że Seicento wymusiło pierwszeństwo, a w ogóle lektor nie zająknął się na temat pasów bezpieczeństwa. A jeśli kierowca wypada z samochodu, to dla mnie oczywiste jest, że pas nie był zapięty.
I potem mamy ludzi pewnych, że powoli = bezpiecznie i że ograniczenia prędkości są jedyna metodą na poprawę bezpieczeństwa…