rekrut1
16.09.10, 19:47
Jak zwykle jesienią coś ciągnie mnie w świat(może pogoń za latem?:) ). Przejechałem ładnych parę kilometrów po tym łez padole i.....
No właśnie,jazda po Polskich drogach,pełna napięcie,ciągłe wypatrywanie "gumisiów",radarów SM,skrzynek na słupach,wysepek w osi jezdni (niektóre na łukach drogi pozbawione oznakowania). Wszystko to znajduje się nie tam gdzie rzeczywiste zagrożenie które w tej sytuacji łatwo przeoczyć a w najdziwniejszych miejscach, w miejscach gdzie da się zaskoczyć kierowcę a nie tam gdzie powinno się go ostrzegać.
Opuszczam terytorium mojej kochanej ojczyzny i po jakimś czasie konstatuję że wszystko co powyżej opisałem gdzieś zniknęła,napięcie powoli opada,wszystko wraca do normalności a i oznakowanie jakby się poprawiło.
Czy o to chodzi na naszych rogach? O ciągłe napięcie stres o odwracanie uwagi kierowcy od czyhających na niego zagrożeń? O ciągłe przeciwstawianie budżetu domowego a budżetu państwa? To mają być starania o poprawę bezpieczeństwa? Kiedyś pisałem że bardzo lubię jazdę samochodem teraz powinienem napisać lubiłem.A może to jest właśnie ten sposób na poprawę statystyk,zniechęcenie do motoryzacji?
Też pewnie buszowaliście po drogach Europy, czy tak naprawdę jest czy może to tylko moja wyobrażnia?
Pozdr.