klemens1
09.01.12, 09:24
warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34862,10930424,Wiecej_ofiar_wypadkow_przy_wylaczonych_fotoradarach.html
Policzmy: 1/3 więcej niż w 2010:
4/3 * 58 = 78 (przyjmijmy 80, bo może być więcej).
Czyli w porównaniu do statystyk od 2006 - był to rok drugi pod względem małej liczby ofiar, był jedynie gorszy od roku poprzedniego. Jest to więc powód do pierniczenia jak to kierowcy przekraczają prędkość, bo nie działają fotoradary (które są w miejscach gdzie i tak nie poprawiają bezpieczeństwa) i podniesiono prędkość na autostradach i ekspresówkach.
Gdyby rok 2010 był jednak gorszy niż był, czyli gdyby zginęło wtedy np. 90 osób, wtedy policja zapewne by chwaliła kierowców, że w 2011 zginęło jeszcze mniej osób. Ciekawe tylko, czy wtedy jako zasługę podaliby niedziałające fotoradary i podniesienie niektórych limitów prędkości. Czekam na krytykę ograniczeń na Wisłostradzie.
Tak czy owak, wniosek pozostaje jedynie słuszny. Nasi fachowcy, którzy widzą zabudowania tam gdzie ich nie ma, nie mogli wysnuć innego.