tomeck3145
20.07.12, 20:38
Panie i Panowie,
zwracam się do was z prośbą o pomoc. 10 lutego 2012 na A4 (odcinek bez pasa aw, ok 133 km) wydarzył się karambol, zginęły tam trzy osoby. Celowo nie wklejam linku do opisu prasowego, bo ma się on nijak do rzeczywistości, wskazuje również nieprawidłowo domniemanego sprawcę jako jednego z kierowców "środka" grupy. Nie ukrywam, że mam w tej prośbie osobisty interes, jeden z członków mojej rodziny w owym karambolu poniósł śmierć.
Oficjalnie, prokuratura nie znalazła winnego.
Nieoficjalnie + fakty: pewna ciężarówka jechała niesprawna po autostradzie, co dość szybko ustalono (nieoficjalnie), oraz co potwierdziły późniejsze ekspertyzy biegłych, ponieważ przez ostatnie 4 minuty jazdy co chwila ta ciężarówka zatrzymywała się, jadąc nie szybciej niż 50 km/h. W końcu doszło do eksplozji turbiny (ustalenie biegłego), w czego wyniku wydzieliła się ogromna ilość dymu, która skutecznie ograniczyła widoczność. Po 6 sek. od ostatniego zatrzymania tego samochodu nastąpiło pierwsze uderzenie. Kolejne samochody wpadały na siebie w odstępach czasowych sugerujących właściwe, ok 4 sekundowe odstępy między nimi (zostało to ustalone na podstawie zapisów tacho - ale jeśli uważacie je za niewłaściwe, to można to wskazać).
Ciężarówki wg. tacho jechały nie więcej niż 85 km/h; żaden z kierowców nie przekroczył czasu pracy (na podstawie tacho) osobowe wg. zniszczeń jechały z dozwoloną prędkością. Ofiary - kierowca ciężarowego, którego kabina uderzyła dość niefortunnie w naczepę innego ciężarowego; oraz dwie z osobowych (które uderzyły w cięzarowe); ranni - różnie. Śladów hamowania nie wyodrębniono, nie wskazano kolejności najeżdzania na siebie pojazdów, więc nie można wykluczyć, że jedne pojazdy pchały inne, jednak chciałbym skupić uwagę na pierwszym pojeździe.
Prokuratura uznała, że kierowcy pierwszego pojazdu nie mogli przewidzieć awarii, a w 6 sekund nie mogli ostrzec innych uczestników ruchu o niebezpieczeństwie, zatrzymali się w dość niefortunnym miejscu, gdzie nie było możliwości zjazdu z jezdni (była taka możliwość ok 200 metrów wcześniej, a następna za kolejne kilkaset metrów). Miejsce, w którym doszło do karambolu, stoimy na właściwej jezdni.
Mam nadzieję, że wyczerpująco opisałem to, do czego doszło, a teraz pytanie właściwe:
Co (niezgodnego z przepisami, a nie ze zdrowym rozsądkiem) zrobił kierowca pierwszego pojazdu (lub czego nie zrobił, bo w tym przypadku działaniem jest również zaniechanie). Co zmieniłoby się, gdyby np, hipotetycznie - samochód był wcześniej niesprawny (chodzi oczywiście o podzespoły funkcjonalnie bliskie turbinie, ew mogące mieć wpływ na jej eksplozję) i o czym byłoby wiadomo?
Pozdrawiam!
PS - mam nadzieję, że akurat tutaj nie rozpęta się dyskusja w temacie "jacy to kierowcy (rodzaj pojazdu) są głupi", ale jeśli macie na to ochotę, to proszę założyć odpowiedni wątek, obiecuję się wypowiadać. Zależy mi na tym, ponieważ jeśli padną tu bardzo wartościowe podpowiedzi, to będzie łatwiej je odnaleźć, a to forum średnio radzi sobie z długimi dyskusjami.