rapid130
08.07.13, 19:32
Nie jestem idealnym kierowcą.
Staram się, ale czasem nie wychodzi.
Jednak w TYM PRZYPADKU poczułem się "wkręcony" w sytuację.
Przez organizację ruchu.
Oczywiście, przypada jej tylko część "zasług". Moich było więcej.
To był podręcznikowy close call - na szczęście bez ofiar i strat.
Ot, kierowca nadwymiaru miał atrakcję.
Ładnie obrazuje (wspomniany już dziś na forum) "syndrom plasterków dziurawego sera szwajcarskiego".
Bezpieczeństwo komunikacyjne składa się z wielu elementów. Musi uskładać się w tym samym czasie i miejscu kilka/naście/dziesiąt elementów, detali i okoliczności, żeby doszło do wypadku.
Żeby w kolejnych plasterkach leżących obok siebie powstała dziura na przestrzał.
U mnie na szczęście zabrakło tej kluczowej dziury. :P
Posypuję głowę popiołem. Adios, idę do Canossy...