emes-nju
11.08.14, 10:51
No bo wczoraj i w piątek jechałem S8 między Mszczonowem, a Piotrkowem Trybunalskim i się "nie stosowałem". Znaczy do stojących co pół kilometra ograniczeń do 100 km/h z powodu zakrętu lub... wzniesienia.
Jak policzy się ile setek zignorowałem i jechałam z morderczą prędkością ~120 km/h, to powinienem pożegnać się z PJ. Ja i WSZYSCY ci, którzy ekspresówki nie traktowali jako zwykłego duktu lokalnego (jazda z prędkością 70-90 km/h) i próbowali jechać 120. NIKT z tych piratów i morderców nie zwalniał na zakrętach i podjazdach. Zdaje się też, że nikt z tego powodu nie zginął...
Złożyłem samokrytyką, ale nie do końca...
No bo kawałek jechałem A2. I tam z powodu budowy bramek (tych, które niebawem będą rozwalać) jest ograniczenie do 40 km/h. W stronę Poznania nie odwołane. Czyli po minięciu bramek przekraczałem prędkość o 100 km/h. I żyję...
Poza tym w Częstochowie jest remont tam, gdzie do niedawna z powodu kolein dało się jechać tylko czołgiem. Oczywiście jest 40 km/h. W stronę południową odwołane skrzyżowaniem, a w stronę północną... ktoś zapierd... nawet znak końca terenu zabudowanego, o odwołaniu 40-tki nie wspominając. Czy ktoś potrafi policzyć ile kilometrów jechałem ~100 km/h w terenie formalnie zabudowanym z ograniczeniem 40 km/h i nadal żyje ja oraz moje potencjalne ofiary?
To tylko tak w kwestii znakologii stosowanej i zgodności oznakowania z planem. Bo DK muszą mieć plan oznakowania i organizacji ruchu. Nie to co drogi niższej kategorii, gdzie znaki może sadzić młodsza pomocnica pomocnicy specjalistki od konserwacji powierzchni płaskich :P