Na wyjazd do Chorwacji pożyczyłem od znajomego Renault Grand Espace, bo jechaliśmy w 6 osób. Auto nówka sztuka (7 lat) i w dobrym stanie. Tak przynajmniej zeznawał mój dwuleworęczny antytalent samochodowy. A zeznawał tak na podstawie zeznań mechanika, który auto oglądał dwa tygodnie wcześniej - panie, opony, to liche, ale jeszcze pojeżdżą, no i lekki luz na jednym drążku kierowniczym.
Opony, co jeszcze pojeżdżą wyglądały tak:
Po wymianie opon (w przeddzień wyjazdu) pojechałem na geometrie podejrzewając jakieś wady. Geometrii nie ustawiłem - luz na układzie kierowniczym widać było gołym okiem... Do wymiany (w dniu wyjazdu) poszły obie końcówki drążków kierowniczych i jeden drążek. Na jednej z końcówek luz miał pewnie z milimetr z hakiem...
Kolega od Renault strasznie się zasromał jak go opierd... Powiedział, że i owszem powiedział mechanikowi, że "tniemy koszty", ale nie do tego stopnia! O ile stan opon trudno mi zrozumieć (widać od razu - trzeba tylko schylić głowę), o tyle stuków w zawieszeniu w tym świetnie wygłuszonym aucie na prawdę nie było słychać ani czuć poprzez potężnie wspomagany układ kierowniczy. Mechanikowi trzeba ufać. Tylko jakiemu...? I ile takich samochodów co to panie, jeszcze pojeżdżą porusza się po naszych drogach wg. oficjalnych statystyk powodując znikomą liczbę wypadków...?