Dodaj do ulubionych

Przyznaję się do błędu.

03.12.14, 15:10
Mają rację narzekający na waaaaaaaaaaadzę. Waaaaaaaaaaadza nie bierze pod uwagę że polski kierowca to bezmózgie yeti, ameba nie potrafiąc przyswoić kilku prostych zasad. Trzeba dostawiać dodatkowe znaki, fizycznie utrudniać manewry na drodze, kolce na wjazdach poo prąd na S i A.
Tylko czy zadziała w przypadku takich
kontakt24.tvn24.pl/wiozla-dziecko-na-tylnej-polce-auta-skrajny-brak-odpowiedzialnosci,151470.html
zna ktoś odpowiednie słowo żeby określić drivera?
Obserwuj wątek
    • edek40 Re: Przyznaję się do błędu. 03.12.14, 17:27
      > Mają rację narzekający na waaaaaaaaaaadzę. Waaaaaaaaaaadza nie bierze pod uwagę
      > że polski kierowca to bezmózgie yeti,

      Mylisz sie. Waaaaaadz staje na glowie, aby tacy wlasnie byli.

      > Tylko czy zadziała w przypadku takich

      Moze jechala powolutku i bliziutko?
      • samspade Re: Przyznaję się do błędu. 03.12.14, 18:32
        Tak Edku wadza staje na glowie. Wadza przywieziona w teczkach przez wraze sily.
        Szkoda tylko ze tej wladzy wychodzi to tak latwo. Bez wysilku.
        • edek40 Re: Przyznaję się do błędu. 04.12.14, 09:40
          > Tak Edku wadza staje na glowie.

          No zeby tak nic nie robic, a stwarzac przy tym dobre wrazenie...
          • samspade Re: Przyznaję się do błędu. 04.12.14, 09:51
            Przyznaję rację. Wadza przywieziona w teczkach staje na głowie nic nie robiąc żeby bez mózgów za kierownicami było jak najwięcej. I nic nie robiąc dokonuje cudów.
            • edek40 Re: Przyznaję się do błędu. 04.12.14, 10:19
              > Przyznaję rację. Wadza przywieziona w teczkach staje na głowie nic nie robiąc ż
              > eby bez mózgów za kierownicami było jak najwięcej. I nic nie robiąc dokonuje cu
              > dów.

              Masz na mysli np. nowozbudowane wielopasmowe szosy? Rzeczywiscie sukces.

              Nie wpadli jednak na pomysl, ze zdecydowanie wielu rodakow takich szos na oczy nie widzialo. Efekty widac.
              • samspade Re: Przyznaję się do błędu. 04.12.14, 10:21
                edek40 napisał:

                > Nie wpadli jednak na pomysl, ze zdecydowanie wielu rodakow takich szos na oczy
                > nie widzialo. Efekty widac.

                To prawda. Ilość ofiar na drogach spada systematycznie.
                • edek40 Re: Przyznaję się do błędu. 04.12.14, 10:37
                  > To prawda. Ilość ofiar na drogach spada systematycznie.

                  Spada.

                  Uwazam, ze wobec pojawienia sie wielkiej ilosci nowych drog, mogloby spadac szybciej. Szczegolnie wtedy, gdyby wraz z budowa nowych drog waaaaaadza dostrzegla, ze wciaz istnieja stare.
                  • samspade Re: Przyznaję się do błędu. 04.12.14, 10:45
                    edek40 napisał:

                    > > To prawda. Ilość ofiar na drogach spada systematycznie.
                    >
                    > Spada.
                    >
                    > Uwazam, ze wobec pojawienia sie wielkiej ilosci nowych drog, mogloby spadac szy
                    > bciej.

                    Nikt nie zabrania Ci uważać.

                    >Szczegolnie wtedy, gdyby wraz z budowa nowych drog waaaaaadza dostrzegla
                    > , ze wciaz istnieja stare.

                    Zgodzę się z Tobą. Zdecydowanie za mało jest policji na drogach i zdecydowanie za rzadko karzą ameby.
                    • edek40 Re: Przyznaję się do błędu. 04.12.14, 10:51
                      > Nikt nie zabrania Ci uważać.

                      Czy cos mi umknelo? Nie!!! Spojrz na swoja wypowiedz nizej!!!

                      > Zgodzę się z Tobą. Zdecydowanie za mało jest policji na drogach i zdecydowanie
                      > za rzadko karzą ameby.

                      Ameby? No co? Dopoki "tylko" blokuja ruch tysiacom innych, kara jest niewielka, wiec nie mozna winic policji. Jednak zauwazylem, ze taka amega powoduje u wielu wzrost agresji, wiec policja, skoro czynnika wywolujacego agresje nie chce edukowac, moze zajac sie tymi, ktorym puszczaja nerwy i robia glupoty.

                      A jednak ich nie ma.
                      • samspade Re: Przyznaję się do błędu. 04.12.14, 10:57
                        Problem leży nie w tych co to rzekomo blokują ruch. Ale w tych amebach, które są niby blokowane. Tutaj jest problem. Dla wielu kretynów ciągle jest za wolno.
                        A pomysł żeby policja edukowała jadących prawidłowo jest delikatnie mówiąc nie najmądrzejszy
                        • edek40 Re: Przyznaję się do błędu. 04.12.14, 11:02
                          > Problem leży nie w tych co to rzekomo blokują ruch. Ale w tych amebach, które s
                          > ą niby blokowane. Tutaj jest problem. Dla wielu kretynów ciągle jest za wolno.

                          Wszystko jest kwestia umowna. Dla mnie jazda 40-50 km/h w miejscu, w ktory dozwolone jest 90 km/h to zwykly, bezmyslny egoizm. Nie przekonasz mnie, ze to nic zlego. Nawet nie probuj.

                          Jesli ktos nie umie jezdzic, to tak samo jak notoryczny pirat, powinien byc pozbawiony uprawnien.

                          > A pomysł żeby policja edukowała jadących prawidłowo jest delikatnie mówiąc nie
                          > najmądrzejszy

                          Jest paragraf o utrudnianiu ruchu. Jest paragraf o zatrzymywaniu sie w celu przepuszczenia. Za malo jest jednak dochodowy i wymaga patrolowania zza kierownicy, a nie krzakow.
                          • samspade Re: Przyznaję się do błędu. 04.12.14, 11:28
                            edek40 napisał:

                            > Wszystko jest kwestia umowna. Dla mnie jazda 40-50 km/h w miejscu, w ktory dozw
                            > olone jest 90 km/h to zwykly, bezmyslny egoizm.

                            Gdyby nie były to jednostkowe przypadki ale jakaś większa liczba to może i bym przyjął ten argument do wiadomości. Zdecydowanie częstszym zjawiskiem są ci dla których 60 czy 70 w OZ to za mało i muszą wyprzedzać.

                            > Jest paragraf o utrudnianiu ruchu.

                            Kiedyś czytałem że pod ten paragraf podpada jazda z przepisową prędkością.

                            >Jest paragraf o zatrzymywaniu sie w celu przepuszczenia.

                            Nie ma. Jest paragraf o omijaniu samochodu.

                            > Za malo jest jednak dochodowy i wymaga patrolowania zza kierownicy , a nie krzakow.

                            Więc nie piszesz jednak o omijaniu samochodu. Bo do tego nie potrzeba jeździć wystarczy stać za przejściem.
                            • edek40 Re: Przyznaję się do błędu. 04.12.14, 11:39
                              > Gdyby nie były to jednostkowe przypadki ale jakaś większa liczba to może i bym
                              > przyjął ten argument do wiadomości.

                              W ostatni poniedzialek, jak zwykle, odwozilem corke na basen (znaczy sie na przystanek). O swicie. Zdziwilo mnie, ze w ogole nie ma ruchu do miasta. Z reguly o tej godzinie nie bylo korka, ale ruch byl ciagly. Po jakichs 2-3 minutach nadjechal powod. Okolo 30 km/h. A potem za tym jednostkowym przypadkiem, powstal korek do ronda. Rozladowywal sie ponad 10 minut. A potem znowu byl spokoj. Dlugo czekalismy na autobus, bo z przeciwka (poza miasto) tez byl korek. Za innym jednostkowym przypadkiem. Potem nadjechaly 3 autobusy, ciagnace sie za tym jednostkowym przypadkiem. A ludzi juz sporo stalo na przystanku....

                              Nieomal codziennie natykam sie na takie "jednostkowe przypadki".

                              > Kiedyś czytałem że pod ten paragraf podpada jazda z przepisową prędkością.

                              Ale chyba nie w KD?
                              • samspade Re: Przyznaję się do błędu. 04.12.14, 11:53
                                Całe szczęście że nie trafiam na takie jednostkowe przypadki. Szczęściarz ze mnie. Widać cała ich populacja jeździ koło twojej wsi.
                                I lewopasmowcy jadący 70 po S też jeżdżą wyłącznie kiedy jedzie emes. Lucky me
                                • edek40 Re: Przyznaję się do błędu. 04.12.14, 11:59
                                  > Całe szczęście że nie trafiam na takie jednostkowe przypadki. Szczęściarz ze mn
                                  > ie. Widać cała ich populacja jeździ koło twojej wsi.

                                  Wystarczy porownac liczbe ludnosci Twoich i moich rejonow. Mozna rowniez pokusic sie o ocene ilosci przyjezdnych oraz ocenic "wezlowosc" komunikacyjna.

                                  Mi wychodzi, ze okolice Warszawy to jeden wielki kociol. Dlatego jedna niedojda potrafi wygenerowac calkiem potezny zator.
                                  • samspade Re: Przyznaję się do błędu. 04.12.14, 12:16
                                    Pamiętam. Niedojda jadąca 40 w OZ na 2 skutecznie blokuje Warszawę. A jadąc 60 - 70 po Jerozolimskich czy Krakowskiej jest szaraczkiem. To niedojda jedzie 50. Ale to nie okolice Warszawy to tylko centrum miasta.
                                    Chyba że się stoi w korku bo niedojdy wyszły z pracy i wracają do domu.
                                    • edek40 Re: Przyznaję się do błędu. 04.12.14, 12:22
                                      > Ale to nie okolice Warszawy to tylko centrum miasta.

                                      Ja pisze o okolicach. I to poza OZ.
                                      • samspade Re: Przyznaję się do błędu. 04.12.14, 12:26
                                        A biorąc poprawkę na bajkopisarstwo to okaże się że jechali 70 poza OZ i przerwy były na poziomie 500 metrów.
    • bimota Re: Przyznaję się do błędu. 03.12.14, 19:02
      ZLECIALO BY Z TEJ POLKI I TYLE...

      BANDA KAPUSIOW,... JEBNIETY KRAJ...
      • tbernard Re: Przyznaję się do błędu. 04.12.14, 10:06
        > ZLECIALO BY Z TEJ POLKI I TYLE...
        >
        > BANDA KAPUSIOW,... JEBNIETY KRAJ...

        Rozumiem, że pracujesz zupełnie poza systemem, czyli podatkami i NFZ i jak czasem potrzebujesz skorzystać z wizyty lekarskiej, to zawsze z własnej kieszeni. Ale większość jakoś w tym systemie funkcjonuje i generalnie takie zachowanie zbyt mocno zwiększa ryzyko, że inni będą się składać na leczenie/rehabilitację będące skutkiem bezmyślnego zachowania. To tylko tak w oderwaniu od łzawych uczuciowych wzdychań o biednym dziecku itp.
        • bimota Re: Przyznaję się do błędu. 04.12.14, 10:10
          1. pracuje "w systemie", a i tak place..
          2. Ryzyko wypadku jest tu minimalne.
          • divak2 Re: Przyznaję się do błędu. 04.12.14, 10:30
            > 2. Ryzyko wypadku jest tu minimalne.
            Ale czy jest konieczne?

            Czy uważasz, ze rodzic ma prawo do narażania dzieci na cokolwiek, bo ma kaprys/nie chce mu się dziecka do fotelika wkładać/nie chce mu się dziecka ubrać/iść z dzieckiem do lekarza itp. Ba, a może rodzic ma prawo zabić dziecko, gdy np. mu sie znudzi?
            • bimota Re: Przyznaję się do błędu. 04.12.14, 12:31
              Czy uważasz, ze rodzic ma prawo do narażania dzieci na cokolwiek

              POWINIEN MIEC, A PANSTWU WARA OD TEGO !

              Ba, a może rodzic ma prawo zabić dziecko, gdy np. mu sie znudzi?

              NIE
              • divak2 Re: Przyznaję się do błędu. 04.12.14, 14:22
                A co jeżeli narażanie zakończy się śmiercią?
                A co jeżeli twoje dziecko nie otzymałoby pomocy, bo np. płucoserce zajęte byłoby przez ofiarę podróżownia na tylnej półce?

                A wzasadzie dlacczego powinien mieć prawo do narażania na niebezpieczeństwo własnych dzieci a cudzych nie? A dlaczego nie może ponarażać losowo wybranych przechodniów?
                • bimota Re: Przyznaję się do błędu. 04.12.14, 15:16
                  > A co jeżeli narażanie zakończy się śmiercią?

                  WYPADEK

                  > A co jeżeli twoje dziecko nie otzymałoby pomocy, bo np. płucoserce zajęte byłob
                  > y przez ofiarę podróżownia na tylnej półce?

                  TO SAMO, CO WTEDY GDY ZAJETE BY BYLO PRZEZ KOGOS INNEGO

                  > A wzasadzie dlacczego powinien mieć prawo do narażania na niebezpieczeństwo wła
                  > snych dzieci a cudzych nie?

                  BO CUDZE SA CUDZE...

                  A dlaczego nie może ponarażać losowo wybranych prze
                  > chodniów?

                  MOZE I ROBI TO KAZDEGO DNIA

                  ZANIM ZADASZ KOLEJNA SERIE ABSURDALNYCH PYTAN POWIEM TO CO ZAWSZE... JAZDA ROWEREM CZY MOTOCYKLEM JEST BARDZIEJ NIEBEZPIECZNA...
                  • divak2 Re: Przyznaję się do błędu. 04.12.14, 23:30
                    > WYPADEK
                    jeśli wjadę z rozmysłem w pieszego przechodzącego przez ulicę w niedozwolonym miejscu, mając możliwość uniknięcia kolizji, to też wypadek?

                    > TO SAMO, CO WTEDY GDY ZAJETE BY BYLO PRZEZ KOGOS INNEGO
                    a jakby mogło być wolne, jakby tylko ktoś nie spowodował "wypadku" z rozmysłem?

                    > BO CUDZE SA CUDZE..
                    człowiek to człowiek. co za różnica.

                    > MOZE I ROBI TO KAZDEGO DNIA
                    czyli jednak można narażać cudze dzieci, jeśli tylko są przypadkowymi przechodniami?

                    >... JAZDA ROWE
                    > REM CZY MOTOCYKLEM JEST BARDZIEJ NIEBEZPIECZNA...
                    Powiedziałbym wypadek jest niebezpieczny. Jazda nie. Można jechać tak żeby mieć wypadki albo tak żeby nie mieć. Oczywiście, można jeździć najostrożniej i mimo to mieć wypadek, ale jeżdżąc jak wariat będziesz w większości przypadków miał go szybciej.

                    A teraz skup się:
                    Powtarzając pewną czynność (siekanie marchewki) mogącą się zakończyć wypadkiem (skaleczenie w palec) zwiększasz prawdopodobieństwo zajścia wypadku (to jest znane od XVIII wieku). Potem wyobraź sobie że z powodu czyjejkolwiek niefrasobliwości skutkiem tego skaleczenia jest zgon. Będziesz niefrasobliwy? Na złość rozmówcy z forum odmrozisz sobie mózg?
                    • bimota Re: Przyznaję się do błędu. 05.12.14, 07:50
                      > jeśli wjadę z rozmysłem w pieszego przechodzącego przez ulicę w niedozwolonym m
                      > iejscu, mając możliwość uniknięcia kolizji, to też wypadek?

                      NIEADEKWATNE..

                      > człowiek to człowiek. co za różnica.

                      CZYLI MAM CI DYKTOWAC JAK MASZ WYCHOWYWAC DZIECIAKA ?

                      > czyli jednak można narażać cudze dzieci, jeśli tylko są przypadkowymi przechodn
                      > iami?

                      TAK

                      > A teraz skup się:
                      > Powtarzając pewną czynność...

                      SKUPIAM I NIE WIEM PO CO KLEPIESZ TE BANALY..
                      • divak2 Re: Przyznaję się do błędu. 05.12.14, 09:38
                        bimota napisał:

                        > > jeśli wjadę z rozmysłem w pieszego przechodzącego przez ulicę w niedozwol
                        > onym m
                        > > iejscu, mając możliwość uniknięcia kolizji, to też wypadek?
                        >
                        > NIEADEKWATNE..

                        Jak to nie? Tu jest wypadek, kórego można było uniknąć (potrącenie pieszego) i tam jest groźba wypadku którego można by było uniknąć (rozwalenie nieprzypiętego dzieciaka o fotel)

                        >
                        > > człowiek to człowiek. co za różnica.
                        >
                        > CZYLI MAM CI DYKTOWAC JAK MASZ WYCHOWYWAC DZIECIAKA ?

                        A jakbym go maltretował w ramach metod wychowawczych? Co mogłoby grozić zejściem śmiertelnym? Ponoc nie wolno mi zabijać swoich dzieci?
                        >
                        > > czyli jednak można narażać cudze dzieci, jeśli tylko są przypadkowymi prz
                        > echodn
                        > > iami?
                        >
                        > TAK

                        Przed chwilą mówiłeś zę nie mogę narażać cudzych dzieci
                        >
                        > > A teraz skup się:
                        > > Powtarzając pewną czynność...
                        >
                        > SKUPIAM I NIE WIEM PO CO KLEPIESZ TE BANALY..

                        Nie, po prostu opis dłuższy niż jedna linijka nie mieści ci się między uszami.
                        • bimota Re: Przyznaję się do błędu. 05.12.14, 10:01
                          > Jak to nie? Tu jest wypadek, kórego można było uniknąć (potrącenie pieszego) i
                          > tam jest groźba wypadku którego można by było uniknąć (rozwalenie nieprzypięteg
                          > o dzieciaka o fotel)

                          KAZDEGO WYPADKU MOZNA UNIKNAC, CHOCBY POPRZEZ ZANIECHANIE JAZDY...

                          > A jakbym go maltretował w ramach metod wychowawczych? Co mogłoby grozić zejście
                          > m śmiertelnym? Ponoc nie wolno mi zabijać swoich dzieci?

                          MOZE NAJPIERW TY ODPOWIESZ... GEBERALNIE JEST TO KWESTIA UZNANIOWA...

                          > Przed chwilą mówiłeś zę nie mogę narażać cudzych dzieci

                          NIE WYDAJE MI SIE

                          > Nie, po prostu opis dłuższy niż jedna linijka nie mieści ci się między uszami.

                          JESLI NIC NIE WNOSI...

                          • divak2 Re: Przyznaję się do błędu. 05.12.14, 10:29
                            bimota napisał:

                            > > Jak to nie? Tu jest wypadek, kórego można było uniknąć (potrącenie piesze
                            > go) i
                            > > tam jest groźba wypadku którego można by było uniknąć (rozwalenie nieprzy
                            > pięteg
                            > > o dzieciaka o fotel)
                            >
                            > KAZDEGO WYPADKU MOZNA UNIKNAC, CHOCBY POPRZEZ ZANIECHANIE JAZDY...

                            Ale są wypadki, których można uniknąć nie rezygnując z jazdy,

                            >
                            > > A jakbym go maltretował w ramach metod wychowawczych? Co mogłoby grozić z
                            > ejście
                            > > m śmiertelnym? Ponoc nie wolno mi zabijać swoich dzieci?
                            >
                            > MOZE NAJPIERW TY ODPOWIESZ... GEBERALNIE JEST TO KWESTIA UZNANIOWA...


                            Och, pardon, myślałem że to tylko lekkie klapsiki i maluszek to bez problemu przeżyje.
                            Na co mam ci odpowiedzieć?

                            >
                            > > Przed chwilą mówiłeś zę nie mogę narażać cudzych dzieci
                            >
                            > NIE WYDAJE MI SIE

                            > A wzasadzie dlacczego [rodzic] powinien mieć prawo do narażania na niebezpieczeństwo wła
                            > snych dzieci a cudzych nie?

                            BO CUDZE SA CUDZE...


                            >
                            > > Nie, po prostu opis dłuższy niż jedna linijka nie mieści ci się między us
                            > zami.
                            >
                            > JESLI NIC NIE WNOSI...
                            >
                            Nie wnosi, bo nie kumasz analogii.
                            • bimota Re: Przyznaję się do błędu. 05.12.14, 11:15
                              > Ale są wypadki, których można uniknąć nie rezygnując z jazdy,

                              I WLASNIE Z TAKIM PRZYPADKIEM MAMY TU DO CZYNIENIA.

                              MOZE ZAMIAST BAWIC SIE W TA TWOJA "ANALOGE" SKUPMY SIE NA MERITUM, KTOREGO UNIKASZ, I ODPOWIESZ CZY NALEZY ZAKAZAC JAZDY ROWEREM CZY MOTOCYKLEM...
                              • divak2 Re: Przyznaję się do błędu. 05.12.14, 11:47
                                > > Ale są wypadki, których można uniknąć nie rezygnując z jazdy,
                                >
                                > I WLASNIE Z TAKIM PRZYPADKIEM MAMY TU DO CZYNIENIA
                                Ale nie wiemy czy bardzo średnio rozgarnięta kierowczyni wzmiankwanego na wstępie Fiata Seicento jest w stanie uniknąć jakiegokolwiek wypadku. Nie sprawia wrażenia żeby umiała.


                                > MOZE ZAMIAST BAWIC SIE W TA TWOJA "ANALOGE" SKUPMY SIE NA MERITUM, KTOREGO UNIK
                                > ASZ, I ODPOWIESZ CZY NALEZY ZAKAZAC JAZDY ROWEREM CZY MOTOCYKLEM...
                                A niby dlaczego? Czyżby było to bardziej niebezpieczne? Przytocz mi jakieś dane z któych to wynika.
                                Ale pewnych rzeczy nie wolno jednak rowerzystom - np jazda po autostradzie, przejeżdzanie poprzejściach dla pieszych w poprzek drogi. Tudzież wolno im jechac po chodniku w pewnych warunkach aby uniknąć nebezpieczeństw obecnych na jezdni. A motocykliści - ilu z nich przestrzega wszystkich ograniczeń prędkości, ilu absolutnie nie wyprzedza na skrzyżowaniach (por. np. kolizja mejsona)?
                                • bimota Re: Przyznaję się do błędu. 05.12.14, 14:06
                                  SKORO NIE WIESZ, TO SIE OD NIEJ ODCZEP...

                                  > A niby dlaczego? Czyżby było to bardziej niebezpieczne? Przytocz mi jakieś dane
                                  > z któych to wynika.

                                  JUZ PISALEM, ZE TAK. A JESLI UWAZASZ INACZEJ, TO TY PRZYTOCZ DANE, BO TO TY DOMAGASZ SIE ZAKAZOW...

                                  > Ale pewnych rzeczy nie wolno jednak rowerzystom - np jazda po autostradzie, prz
                                  > ejeżdzanie poprzejściach dla pieszych w poprzek drogi. Tudzież wolno im jechac
                                  > po chodniku w pewnych warunkach aby uniknąć nebezpieczeństw obecnych na jezdni.
                                  > A motocykliści - ilu z nich przestrzega wszystkich ograniczeń prędkości, ilu a
                                  > bsolutnie nie wyprzedza na skrzyżowaniach (por. np. kolizja mejsona)?

                                  I PO CO PODAJESZ PRZYKLLADY KOLEJNYCH ABSURDALNYCH ZAKAZOW ? NA POTWIERDZENIE, ZE MAM RACJE ?
                                  • divak2 Re: Przyznaję się do błędu. 05.12.14, 14:12
                                    Dlaczego zakaz jazdy rowerem po autostradzie jest absurdalny?
                                  • divak2 Re: Przyznaję się do błędu. 05.12.14, 14:25

                                    > SKORO NIE WIESZ, TO SIE OD NIEJ ODCZEP...

                                    Wiem za to, że przy przewożeniu pasażera na tylnej półce skutki zdrzenia lub wjechania sejczakowi w tył byłyby dla tego pasażera znacznie poważniejsze niż jakby siedział w fotelu przypięty pasami. Co pośrednio rzutowałoby na wysokość mojej składki jaką zabierają mi z pensji na ubezpieczenie zdrowotne, jeśli inne argumenty (typu że ktoś niepotrzebnie zrobi krzywdę dziecku) do ciebie nie docierają.
                                    • bimota Re: Przyznaję się do błędu. 05.12.14, 22:58
                                      SKLADKA BY CI WZROSLA O 0.0000001%... STRASZNE...
                                      • divak2 Re: Przyznaję się do błędu. 05.12.14, 23:58
                                        Jeśliby trzeba później płacić rentę inwalidzką temu dziecku to o parę rzędów więcej.
                                        • bimota Re: Przyznaję się do błędu. 06.12.14, 09:05
                                          RENTA 1 DZIECKA ZNACZACO WPLYWA NA SKLADKE ZDROWOTNA ??
                                          • divak2 Re: Przyznaję się do błędu. 06.12.14, 14:53
                                            Może się tak zdarzyć, kiedy wzrost wydatków wywołany wypłatą tej jednej konkretnej renty więcej spowoduje, że składka zostanie podniesiona. Jak jesteś taki szczodry, to wypłacaj rentę z własnej kieszeni.
                  • tbernard Re: Przyznaję się do błędu. 09.12.14, 10:48
                    > > A co jeżeli twoje dziecko nie otzymałoby pomocy, bo np. płucoserce zajęte
                    > byłob
                    > > y przez ofiarę podróżownia na tylnej półce?
                    >
                    > TO SAMO, CO WTEDY GDY ZAJETE BY BYLO PRZEZ KOGOS INNEGO

                    Jeśli przez kogoś innego, kto nie zawinił, to trudno. Jest kolejka i trzeba to uszanować. Ale ci potrzebujący, co zawinili powinni być zawsze na końcu kolejki. Dopiero jak nie będzie potrzebujących, którzy nie zawinili, to można udzielić pomocy tym lekkomyślnym albo niech szukają pomocy poza systemem w 100 procentach prywatnie ze swojej kieszeni, jeśli czekanie im nie pasuje.
                    • bimota Re: Przyznaję się do błędu. 09.12.14, 18:22
                      TAK... I TY BEDZIESZ DECYDOWAL KTORE PRZYPADKI BYLY LEKKOMYSLNE...

                      WSZYSCY NIECH PLACA I PO PROBLEMIE...
                      • divak2 Re: Przyznaję się do błędu. 09.12.14, 19:13
                        bimota napisał:


                        >
                        > WSZYSCY NIECH PLACA I PO PROBLEMIE...

                        A potem ci sami wszyscy pier..olą, że państwo ich dusi bandyckimi kosztami pracy
                      • tbernard Re: Przyznaję się do błędu. 10.12.14, 11:21
                        > TAK... I TY BEDZIESZ DECYDOWAL KTORE PRZYPADKI BYLY LEKKOMYSLNE...
                        >

                        Jeśli mi ktoś dostarczy dowody, że ofiara miała nie zapięte pasy pomimo obowiązku zapinania, to mogę zadecydować, że ona ma być leczona na końcu kolejki w ramach systemu lub też w trybie całkowicie odpłatnym.

                        > WSZYSCY NIECH PLACA I PO PROBLEMIE...
                        Ależ wszyscy płacą. Ale w ramach systemu ubezpieczeń. W takim systemie zawsze część osób korzysta więcej niż zapłaciła a inni mniej. Jednak żadna ubezpieczalnia nie jest w stanie pokryć świadczeń związanych z celowym powiększaniem ryzyka o ile składka nie była skalkulowana z uwzględnieniem skłonności ryzykanckich.
                        Dlatego też już w oderwaniu od tego przypadku uważam, że OC powinno być 2-składnikowe. Jedno na pojazd jak obecnie, drugie na kierowcę, który ma zamiar jakiś pojazd prowadzić. To drugie osobiste powinno być wyskalowane na podstawie stanu punktowego (który odzwierciedla skłonności do niebezpiecznych zachowań za kierownicą) w stosunku do składki bazowej.
                        • bimota Re: Przyznaję się do błędu. 10.12.14, 14:55
                          > Jeśli mi ktoś dostarczy dowody, że ofiara miała nie zapięte pasy pomimo obowiąz
                          > ku zapinania, to mogę zadecydować, że ona ma być leczona na końcu kolejki w ram
                          > ach systemu lub też w trybie całkowicie odpłatnym.

                          TO JUZ JAKAS LOGIKE MA... ALE JA BYM NAJPIERW CHCIAL BADANIA POKAZUJACE O ILE FAKTYCZNIE ROSNA KOSZTY LECZENIA W PRZYPADKU NIEZAPIECIA, Z PODZIALEM CHOCBY NA TEREN ZABUDOWANY I POZA...
                          • divak2 Re: Przyznaję się do błędu. 12.12.14, 00:17
                            Na początek masz opracowanie NHTSA (amerykański urząd bezpieczeństwa ruchu drogowego) na temat efektywności pasów bezpieczeństwa w autach i wpływie na redukcję zgonów i urazów lekkich i ciężkich
                            Generalnie redukcja zgonów i obrażeń cięższych jest rzędu 30-50% Przeliczenie na koszty to zadanie domowe dla ciebie.
                            Tu więcej danych I korelacja między liczbą zgonów oraz % podróżnych zapinających pasy
                            W innej części świata (Queensland w Australii), parę lat później, o dziwo publikowane są dane mówiące o redukcji zgonów/urazów o 50% przez używanie pasów bezpieczeństwa w samochodach: Seat belt fact sheet - Queensland Police Service. Na dole masz bibliografię, poczytaj sobie.


                            Nic tylko guglać
                            • divak2 PS. przeglądanie 1. materiału zacznij od 7. strony 12.12.14, 07:23
                              Zapomniałem napisać.
                            • bimota Re: Przyznaję się do błędu. 12.12.14, 11:38
                              1. Z PODZIALEM NA TEREN ZABUDOWANY I NIE (CZYLI NA PREDKOSCI) ? BO NP. W POZNANIU WYPADKOW SAM. NIE MA PRAWIE WCALE. GINA PRAKTYCZNIE TYLKO PIESI, ROWERZYSCI, MOTOCYKLISCI... WIEC JESLI TO ZREDUKUJEMY O 50%, TO NADAL BEDZIE 0.
                              2. TE DANE DOTYCZA TYLKO WYPADKOW DROGOWYCH. WPLYW NA OGOLNA WYPADKOWOSC JEST NAPEWNO ZNACZNIE MNIEJSZY. ZA MALO TU DANYCH BY TO OBLICZYC...

                              A JA WYGOOGLALEM INNE DANE:

                              blogi.ifin24.pl/trystero/2010/08/25/czy-obowiazek-jazdy-w-pasach-zwieksza-liczbe-ofiar-wypadkow/
                              • divak2 Re: Przyznaję się do błędu. 12.12.14, 13:30
                                GINA PRAKTYCZNIE TYLKO PIESI, ROWERZYSCI,
                                > MOTOCYKLISCI...
                                Kiedyś ty widział, żeby piesi, motocykliści i rowerzyści używali w pasów bezpieczeństwa?
                                Poznań... no zobacz a w takiej Łodzi jest inaczej...
                                We WRO też co rusz jakieś duszki odfruwają z A8...

                                > 2. TE DANE DOTYCZA TYLKO WYPADKOW DROGOWYCH.
                                A o czym my rozmawiamy?
                                > WPLYW NA OGOLNA WYPADKOWOSC JEST N
                                > APEWNO ZNACZNIE MNIEJSZY
                                A od kiedy pasy "wpływają na wypadkowość? Wpływają na to w jakim stopniu rozbijesz sobie facjatę z przyległościami w wyniku wypadku.

                                > A JA WYGOOGLALEM INNE DANE:
                                Tu masz coś co generalnie przeczy hipotezie Peltzmanna, do której odnosi się Trystero, autor linkowanego art., podobne dane pochodzące od NHTSA linkowałem w poście powyżej.
                                Dalej, on rozpatruje kwestię, ile ofiar oszczędzi zwiększenie użycia pasów o 10%. A NHTSA rozpatruje, ilu % zgonów i ciężkich obrażeń uniknięto dzięki pasom na podstawie danych z zaistniałych wypadków. Więc porównujesz śliwki z neutrinami.
                                Zwróć uwagę ponadto, że masz dane dla różnych pasów działających samodzielnie lub razem z poduszkami powietrznymi. Być może gdzieś dalej w opracowaniu NHTSA (pierwszy link w poprzednim poście) masz rozróżnienie "bulid up area" i "beyond bulid up area" czy jakoś tak.
                                Przeczytałem notkę trystero, ty się przebij przez paper NHTSA.
                                • bimota Re: Przyznaję się do błędu. 12.12.14, 13:56
                                  > We WRO też co rusz jakieś duszki odfruwają z A8...

                                  CO RUSZ, CZYLI ILU ROCZNIE ??

                                  > A od kiedy pasy "wpływają na wypadkowość? Wpływają na to w jakim stopniu rozbij
                                  > esz sobie facjatę z przyległościami w wyniku wypadku.

                                  NAJPIERW NALEZALO BY SPYTAC CO ROZUMIESZ POD TYM POJECIEM. ALE CHOCBY ODKAD WPROWADZONO DEF. WYPADKU WARUNKUJAC GO USZKODZENIEM CIALA...

                                  NIE ZNAM ANGIELSKIEGO... I TAK NIE MA TAM POTRZEBNYCH DANYCH, JAK JUZ WSPOMNIALEM... A JUZ CALKIEM NIJAK SIE MA DO ROBIENIA AFERY Z TEGO PRZYPADKU I ODBIERANIU PRAWKA...
                                  • divak2 Re: Przyznaję się do błędu. 12.12.14, 22:00
                                    Zazwyczaj co miesiąc jest info o jakimś dzwonie. Jak nie A8, to Legnicka, Kosmonautów, itp, ulic jest dosyć żeby robić dzwony.

                                    @Wypadkowość
                                    No jeśli rozpatrywać efekty użycia pasa w świetle definicji wypadku, to wiele zdarzeń drogowych zamiast wypadkiem jest kolizją dzięki temu że podróżujący samochodem używali pasów i ich obrażenia mają skutki trwające poniżej 7 dni.

                                    @angielski
                                    odwołuję się do anglojęzycznych danych, gdyż policja w Polsce sama przyznała, że jej protokoły powypadkowe mogą być nierzetelne, ponieważ w używanym programie statystycznym nie można właściwie opisać przyczyny wypadku.
                                    > NIE ZNAM ANGIELSKIEGO... I TAK NIE MA TAM POTRZEBNYCH DANYCH
                                    Skąd wiesz, skoro nie znasz języka?
                                    > A JUZ CALKIEM NIJAK SIE MA DO ROBIENIA AFERY Z TEGO PRZYPADKU
                                    Jest to właściwa analogia: przewożenie dziecka w strefie zgniotu jest nawet bardziej niebezpieczne w razie wypadku. niż nieprzypiętego na siedzeniu. Być może odbieranie prawka to zbyt surowa kara, może powinien być tylko solidny mandat, ale zdaje się odebranie PJ musi jeszcze potwierdzić sąd, a w sądzie można się zawsze tłumaczyć (zapięłam je przed wyjazdem, a wlazło mi 2 minuty temu i nie miałam gdzie stanąć żeby zrobić porządek) i kara może być złagodzona.
                                    • bimota Re: Przyznaję się do błędu. 12.12.14, 22:45
                                      ALE TO SA WSZYSTKO TWE WYNATURZENIA, A NIE BADANIA I STATYSTYKI...
                                      • divak2 Re: Przyznaję się do błędu. 13.12.14, 14:07
                                        > ALE TO SA WSZYSTKO TWE WYNATURZENIA

                                        LOL pisałem to trzecią ręką :D
    • ocala Re: Przyznaję się do błędu. 05.12.14, 23:15
      Moim zdaniem nie należy od razu skazywać kierowcy. Mi kiedyś zdarzyło się coś bardzo podobnego. Dzieciak usłyszał swoją ulubioną zabawkę w bagażniku, rozpiął się, wysiadł z "podupnika" i na kolanach zaczął szperać za oparciem tylnej kanapy. Trochę to trwało zanim mogłem bezpiecznie się zatrzymać i wlać mu w tyłek.
      • edek40 Re: Przyznaję się do błędu. 06.12.14, 16:06
        > Moim zdaniem nie należy od razu skazywać kierowcy.

        Przeciez nie masz pewnosci, ze jechala powoli, co usprawiedliwia kazda glupopte.
        • ocala Re: Przyznaję się do błędu. 06.12.14, 16:24
          edek40 napisał:

          > > Moim zdaniem nie należy od razu skazywać kierowcy.
          >
          > Przeciez nie masz pewnosci, ze jechala powoli, co usprawiedliwia kazda glupopte

          Oczywiście, że nie wiem jak szybko jechała. Im szybciej jechała tym większe stwarzała zagrożenie.
          • edek40 Re: Przyznaję się do błędu. 06.12.14, 16:30
            > Oczywiście, że nie wiem jak szybko jechała. Im szybciej jechała tym większe stw
            > arzała zagrożenie.

            Ale tak Ci sie wydaje, wiec nie wydajesz wyrokow "skazujacych".

            Co innego, jak ktos jedzie 10 za szybko i uderzy w pojazd wyjezdzajacy przepisowo bez patrzenia i do tego powolutku z podporzadkowanej. Tu winny jest jak na dloni.
            • ocala Re: Przyznaję się do błędu. 06.12.14, 16:36
              edek40 napisał:

              > > Oczywiście, że nie wiem jak szybko jechała. Im szybciej jechała tym więks
              > ze stw
              > > arzała zagrożenie.
              >
              > Ale tak Ci sie wydaje, wiec nie wydajesz wyrokow "skazujacych".

              Nic mi się nie wydaje tylko tak stanowią dwie najważniejsze z nauk - matematyka z fizyką. One mówią, że wraz ze wzrostem prędkości rośnie ryzyko oraz konsekwencje.
              • edek40 Re: Przyznaję się do błędu. 06.12.14, 16:39
                > Nic mi się nie wydaje tylko tak stanowią dwie najważniejsze z nauk - matematyka
                > z fizyką. One mówią, że wraz ze wzrostem prędkości rośnie ryzyko oraz konsekwe
                > ncje.

                W Szwecji, co podkreslal moj gospodarz, jest obowiazek zapiecia pasow zaraz po wejsciu do auta. Ciekawe czemu? Przeciez zaraz po wejsciu auto znajduje sie w stanie ulubiony przez naszych fahofcuf od BRD, czyli stoi.
                • ocala Re: Przyznaję się do błędu. 06.12.14, 16:55
                  edek40 napisał:

                  > > Nic mi się nie wydaje tylko tak stanowią dwie najważniejsze z nauk - mate
                  > matyka
                  > > z fizyką. One mówią, że wraz ze wzrostem prędkości rośnie ryzyko oraz kon
                  > sekwe
                  > > ncje.
                  >
                  > W Szwecji, co podkreslal moj gospodarz, jest obowiazek zapiecia pasow zaraz po
                  > wejsciu do auta. Ciekawe czemu? Przeciez zaraz po wejsciu auto znajduje sie w s
                  > tanie ulubiony przez naszych fahofcuf od BRD, czyli stoi.

                  Odpowiedź bez związku choć pytanie logiczne. Temu, że zapiąć trzeba gdy jeszcze nie jedziesz bo podczas jazdy masz się na niej skupiać.
                  • edek40 Re: Przyznaję się do błędu. 06.12.14, 16:59
                    > Odpowiedź bez związku choć pytanie logiczne. Temu, że zapiąć trzeba gdy jeszcze
                    > nie jedziesz bo podczas jazdy masz się na niej skupiać.

                    Jak zwykle zle zrozumiales. Ja mam miec zapiete pasy nawet wtedy, gdy siedze w aucie i flirtuje z jakas kobitka. Co wiecej absolutnie nie mam zamiaru ruszac przez najblizsza godzine z minutami, bo dopiero o 22.00 mam odebrac zone od fryzjera.
                    • bimota Re: Przyznaję się do błędu. 06.12.14, 17:12
                      TO JAKAS LICYTACJA NA PODAWANIE CO RAZ TO GLUPSZYCH NAKAZOW ?
                    • ocala Re: Przyznaję się do błędu. 07.12.14, 22:25
                      edek40 napisał:

                      Ja mam miec zapiete pasy nawet wtedy, gdy siedze w
                      > aucie i flirtuje z jakas kobitka. Co wiecej absolutnie nie mam zamiaru ruszac p
                      > rzez najblizsza godzine z minutami, bo dopiero o 22.00 mam odebrac zone od fryz
                      > jera.

                      To już jest bzdura. Nie musisz mieć zapiętych pasów siedząc w samochodzie na parkingu. Nawet w Szwecji.
                      • edek40 Re: Przyznaję się do błędu. 08.12.14, 11:15
                        > To już jest bzdura. Nie musisz mieć zapiętych pasów siedząc w samochodzie na pa
                        > rkingu. Nawet w Szwecji.

                        Stoi to w jawnej sprzecznosci z tym, co mowil mog gospodarz.
                        • samspade Rozwaliłeś system Edku 08.12.14, 13:35
                          edek40 napisał:

                          > Stoi to w jawnej sprzecznosci z tym, co mowil mog gospodarz.

                          Budzik miał pana z gazowni. Edek ma Stanisława Anioła

                          www.youtube.com/watch?v=3D6HyPRiNxQ
                          • edek40 Re: Rozwaliłeś system Edku 08.12.14, 13:46
                            > Budzik miał pana z gazowni. Edek ma Stanisława Anioła

                            Tiaaaa.

                            Jednak faktem jest, ze nie mowil mi, ze moge wchodzic na jezdnie bez patrzenia.
                        • ocala Re: Przyznaję się do błędu. 08.12.14, 16:53
                          Na Pewno ci nie powiedział, że siedząc w celach rekreacyjnych w samochodzie musisz mieć zapięte pasy. On ci mógł powiedzieć, że musisz je zapiąć tuż po wejściu mając na myśli natychmiastową jazdę. P.s. W języku polskim ci to mówił?
                          • edek40 Re: Przyznaję się do błędu. 09.12.14, 11:16
                            > Na Pewno ci nie powiedział, że siedząc w celach rekreacyjnych w samochodzie mus
                            > isz mieć zapięte pasy. On ci mógł powiedzieć, że musisz je zapiąć tuż po wejści
                            > u mając na myśli natychmiastową jazdę. P.s. W języku polskim ci to mówił?

                            Nie, nie zawsze!!! Nie musze na przyklad na podjezdzie mojego domu. Ale juz wzdluz ulicy owszem.

                            Mowil do mnie po angielsku, zagadniety o ulotke w jezyku polskim, ktora dostalem na promie. Stalo tam jak byk, ze mam miec zapiete jak tylko wsiade do auta. Ulotki byly na zgrabnym stojaczku, wiec wzialem rowniez w jezyku angielskim i rosyjskim, ktorymi wladam wystarczajaco, aby porownac. We wszystkich napisali to samo.

                            Nie napisali, ze jako pieszy moge w ogole nie patrzec na jezdnie i wlazic sobie wszedzie gdzie dusza zapragnie. Nie napisali nawet, ze jesli autostrada przebiega przez tereny zamieszkane, to stawiaja 50 km/h.
                            • ocala Re: Przyznaję się do błędu. 09.12.14, 21:37
                              Tak to jest gdy dwóch facetów porozumiewających się w dwóch innych językach ojczystych gada ze sobą w trzecim języku, nie będącym ojczystym dla żadnego z nich. W Szwecji nie musisz mieć zapiętych pasów jeśli siedzisz w samochodzie nie jadącym. Dopiero po uruchomieniu silnika musisz je mieć zapięte. Wyjątek stanowi korek lub inna przyczyna unieruchomienia pojazdu
                              • edek40 Re: Przyznaję się do błędu. 10.12.14, 15:02
                                > Tak to jest gdy dwóch facetów porozumiewających się w dwóch innych językach ojc
                                > zystych gada ze sobą w trzecim języku, nie będącym ojczystym dla żadnego z nich
                                > . W Szwecji nie musisz mieć zapiętych pasów jeśli siedzisz w samochodzie nie ja
                                > dącym. Dopiero po uruchomieniu silnika musisz je mieć zapięte.

                                W ulotce w jezyku polskim stalo inaczej. W tej po angielsku i rosyjsku rowniez. Szwed, po angielsku, potwierdzil. Czy uwazasz, ze jezyk polski stanowi dla mnie jakokolwiek bariere?
                                • ocala Re: Przyznaję się do błędu. 10.12.14, 20:42
                                  edek40 napisał:

                                  > W ulotce w jezyku polskim stalo inaczej.

                                  Bo pisał ja Hindus który w Polsce kiedyś studiował

                                  Nie ma w Szwecji przepisu który nakazywałby siedzenie w pojeździe rekreacyjnie z koniecznością zapięcia pasów. Ulotka mówi, ze [asy należy zapinać natychmiast po wejściu do samochodu w celu jazdy.
                                  • edek40 Re: Przyznaję się do błędu. 11.12.14, 10:31
                                    > Bo pisał ja Hindus który w Polsce kiedyś studiował

                                    Czy to rasizm?

                                    > Nie ma w Szwecji przepisu który nakazywałby siedzenie w pojeździe rekreacyjnie
                                    > z koniecznością zapięcia pasów. Ulotka mówi, ze [asy należy zapinać natychmiast
                                    > po wejściu do samochodu w celu jazdy.

                                    Czyli ten sam hindus (to nie rasizm, a odniesienie sie do rasistowskiej uwagi) tlumaczyl na angielski i rosyjski?

                                    Ale masz racje. Napisali, ze pasy zapiac niezwlocznie po wejsciu do auta. O jezdzie nie pisali.
                                    • ocala Re: Przyznaję się do błędu. 11.12.14, 13:15
                                      Moja uwaga jest rasistowska? W którym miejscu? Napisałem że Hindus ja tłumaczył z szwedzkiego na polski bo kiedyś w Polsce studiował i stad zna j polski ale słabo. Nie ma przepisu w Szwecji mówiącego, że słuchania muzyki w aucie zaparkiwanym na ulicy należy dokonywać w zapiętych
                                      • edek40 Re: Przyznaję się do błędu. 12.12.14, 10:17
                                        > Moja uwaga jest rasistowska? W którym miejscu? Napisałem że Hindus ja tłumaczył
                                        > z szwedzkiego na polski bo kiedyś w Polsce studiował i stad zna j polski ale s
                                        > łabo.

                                        Oczywiscie.
                                        • ocala Re: Przyznaję się do błędu. 12.12.14, 19:43
                                          edek40 napisał:

                                          > > Moja uwaga jest rasistowska? W którym miejscu? Napisałem że Hindus ja tłu
                                          > maczył
                                          > > z szwedzkiego na polski bo kiedyś w Polsce studiował i stad zna j polski
                                          > ale s
                                          > > łabo.
                                          >
                                          > Oczywiscie.

                                          Ale w którym miejscu? Napisałem, że ulotkę na język polski w Szwecji przetłumaczył Hindus bo w Polsce kiedyś studiował i zna język. Co w tym rasistowskiego?
                                          • edek40 Re: Przyznaję się do błędu. 15.12.14, 10:59
                                            > Ale w którym miejscu? Napisałem, że ulotkę na język polski w Szwecji przetłumac
                                            > zył Hindus bo w Polsce kiedyś studiował i zna język. Co w tym rasistowskiego?

                                            Podwazyles umiejetnosci opanowania wiedzy, wiazac to z nacja.

                                            Tak to bowiem juz jest, ze Hindus moze lepiej poslugiwac sie nasza mowa niz nie jeden rodowity Polak. Mamy wiec czlowieka (nie Hindusa czy Polaka), ktory umie i ktory nie umie.
                                            • ocala Re: Przyznaję się do błędu. 15.12.14, 21:53
                                              edek40 napisał:

                                              > > Ale w którym miejscu? Napisałem, że ulotkę na język polski w Szwecji prze
                                              > tłumac
                                              > > zył Hindus bo w Polsce kiedyś studiował i zna język. Co w tym rasistowski
                                              > ego?
                                              >
                                              > Podwazyles umiejetnosci opanowania wiedzy, wiazac to z nacja.

                                              Żebyś nie wiem jak długo studiował w Indiach nie opanujesz tak dobrze slangu jak miejscowi. Zatem Hindusi, żeby nie wiem jak długo studiowali polski też go opanować tak nie opanują. Ani nacja ani kolor skóry nie ma tu żadnego związku. Po prostu polska języka jest na tylę tródnom, żę najwet Polsacy niezaw szę romują com czytą.
                                              • edek40 Re: Przyznaję się do błędu. 16.12.14, 09:53
                                                > Żebyś nie wiem jak długo studiował w Indiach nie opanujesz tak dobrze slangu

                                                Ulotka nie byla napisana slangiem.
                                                • ocala Re: Przyznaję się do błędu. 16.12.14, 10:13
                                                  edek40 napisał:

                                                  > > Żebyś nie wiem jak długo studiował w Indiach nie opanujesz tak dobrze sla
                                                  > ngu
                                                  >
                                                  > Ulotka nie byla napisana slangiem.

                                                  No to poprawnym językiem. Poprawności jeszcze gorzej sie nauczyć w języku polskim co widać nawet na rodowitych postach a co dopiero po kilku latach studiowania. Skoro wysokie osobistości polskiej inteligencji potrafią w oficjalnym miejscu napisać "Łączymy się z Wami w bulu" to co może taki student z milionowego niemal Thiruvananthapuram.????
      • fitness66 bijesz dzieci? 11.12.14, 00:08
        ocala napisał(a):

        > Trochę to trwało zanim mogłem bezpiecznie się zatrzymać i wlać mu w tyłek.

        Dziecięcy bokser...
        • ocala Tak ja byłem wychowywany 11.12.14, 13:08
          I ja tak wychowuje. Nie uznaję bezstresowego modelu wychowywania dzieci.
          • edek40 Re: Tak ja byłem wychowywany 11.12.14, 13:14
            > I ja tak wychowuje. Nie uznaję bezstresowego modelu wychowywania dzieci.

            To bardzo duzo tlumaczy,

            Ja, calkiem niezle, rezultaty mam rowniez wtedy, gdy nie patrze. Sklaniam sie bowiem ku temu, ze moje dzieci maja mozg zdolny do przyjmowania innych bodzcow, niz tylko strachu.
          • samspade Re: Tak ja byłem wychowywany 11.12.14, 13:22
            ocala napisał(a):

            > I ja tak wychowuje. Nie uznaję bezstresowego modelu wychowywania dzieci.

            Czy dla ciebie nie bicie dzieci jest równoważne z wychowaniem bezstresowym?
            • ocala Re: Tak ja byłem wychowywany 11.12.14, 22:07
              samspade napisał:

              > ocala napisał(a):
              >
              > > I ja tak wychowuje. Nie uznaję bezstresowego modelu wychowywania dzieci.
              >
              >
              > Czy dla ciebie nie bicie dzieci jest równoważne z wychowaniem bezstresowym?

              Jeśli dziecko napiernicza babcię młotkiem a rodzic zamiast mu dać klapa mówi: przestań bic babcię po głowie bo się spocisz to jest to dla mnie wychowywanie bezstresowe i czekam tylko by rodzic stał się babcią.
              • samspade Re: Tak ja byłem wychowywany 11.12.14, 22:14
                Pomiedzy wychowaniem bezstresowym a biciem dzieci jest duze pole. To nie jest sytuacja 0-1. Zreszta twoj przyklad pokazuje ze bicie jest nieskuteczne. Bo co z tego ze dziecko jest bite skoro i tak bije kogos mlotkiem.
                • ocala Re: Tak ja byłem wychowywany 11.12.14, 22:59
                  samspade napisał:

                  > Pomiedzy wychowaniem bezstresowym a biciem dzieci jest duze pole. To nie jest s
                  > ytuacja 0-1. Zreszta twoj przyklad pokazuje ze bicie jest nieskuteczne. Bo co z
                  > tego ze dziecko jest bite skoro i tak bije kogos mlotkiem.

                  22:14 to chyba dla ciebie zbyt późna pora skoro nie zrozumiałeś. Moje dziecko nie bije po głowie babcię młotkiem bo dostałby w tyłek za próbę zrobienia tego. Bezstresowe wychowywanie oznacza przyzwolenie na takie rzeczy.
                  • samspade Re: Tak ja byłem wychowywany 12.12.14, 07:47
                    I kto tu nie zrozumial?
                    Moje dziecko tez nie bije mimo ze ani razu go nie uderzylem i nie uderze. Tyle ze ja nie wychowuje bezstresowo.
                    Musisz zrozumiec ze to ze dziecko nie jest bite nie oznacza ze jest wychowywane bezstresowo.
                    • bimota Re: Tak ja byłem wychowywany 12.12.14, 11:40
                      TO JEST PRZEMOC PSYCHICZNA :p
                    • ocala Re: Tak ja byłem wychowywany 12.12.14, 19:47
                      samspade napisał:

                      > I kto tu nie zrozumial?
                      > Moje dziecko tez nie bije mimo ze ani razu go nie uderzylem i nie uderze. Tyle
                      > ze ja nie wychowuje bezstresowo.
                      > Musisz zrozumiec ze to ze dziecko nie jest bite nie oznacza ze jest wychowywane
                      > bezstresowo.

                      To ty nie rozumiesz. Nie pisałem o grzecznych dzieciach (jak twoje) tylko o NIEGRZECZNYCH. Niegrzeczne dziecko, które wali babcie młotkiem w głowę, a mama mu mówi "nie rób tego bo się spocisz" jest wychowywane bezstresowo i kiedyś tym młotkiem mamie przy...ie.
                      • samspade Re: Tak ja byłem wychowywany 12.12.14, 22:06
                        Po raz ostatni.
                        To ze ktos nie bije dziecka nie oznacza ze wychowuje go bezstresowwo.
                        • ocala Re: Tak ja byłem wychowywany 12.12.14, 22:12
                          samspade napisał:

                          > Po raz ostatni.
                          > To ze ktos nie bije dziecka nie oznacza ze wychowuje go bezstresowwo.

                          Ostatni raz będzie wtedy gdy ja ci to powiem. To, że ktoś dzieciakowi w tyłek nie wali to nie znaczy, że dzieciak rozrabia.
                          • samspade Re: Tak ja byłem wychowywany 13.12.14, 15:11
                            Masz o sobie wysokie mniemanie. I patrz mimo twoich wymyslow jednak to byl ostatni raz kiedy to napisalem.
                            Ale widac tez pozytywy. Zauwazasz ze jednak mozna wychowac dziecko bez bicia. Tyle ze trzeba chciec i podjac trud, wysilek. A nie prostacko zadowolic sie biciem.
                            • ocala Re: Tak ja byłem wychowywany 13.12.14, 18:52
                              samspade napisał:


                              > Ale widac tez pozytywy. Zauwazasz ze jednak mozna wychowac dziecko bez bicia.

                              Dziecko które reaguje prawidłowo na słowa nie musi dostawać klapsa. dziecko do którego nie trafia mowa powinno go dostać.
                              • samspade Re: Tak ja byłem wychowywany 13.12.14, 19:46
                                A moze to kwestia rodzicow? Jeden zaklada ze bedzie bil dziecko i nie stara sie zbytnio.
                                A drugi jest normalny.
                                • ocala Re: Tak ja byłem wychowywany 14.12.14, 20:42
                                  samspade napisał:

                                  > A moze to kwestia rodzicow? Jeden zaklada ze bedzie bil dziecko i nie stara sie
                                  > zbytnio.


                                  Chyba na interpretujesz nawet własne słowa. Żaden normalny rodzic nie zakłada niczego takiego.


                                  > A drugi jest normalny.

                                  Też nie do końca skoro na widok własnego dziecka które wali młotkiem w głowę babcię mówi mu "przestań, bo się spocisz".
                                  • samspade Re: Tak ja byłem wychowywany 15.12.14, 13:44
                                    ocala napisał(a):

                                    > Chyba na interpretujesz nawet własne słowa.

                                    Czy mógłbyś wyjaśnić o co ci chodzi?

                                    >Żaden normalny rodzic nie zakłada niczego takiego.

                                    Przecież pisałem o rodzicach bijący7ch dzieci a nie normalnych.

                                    > > A drugi jest normalny.
                                    >
                                    > Też nie do końca skoro na widok własnego dziecka które wali młotkiem w głowę ba
                                    > bcię mówi mu "przestań, bo się spocisz".

                                    Tu już dyskutujesz sam ze sobą.
                                    • ocala Re: Tak ja byłem wychowywany 15.12.14, 21:55
                                      To proste. Żaden rodzić nie zakłada, że będzie klepał po tyłku własne dziecko . czego tu nie rozumieć?
                                      • samspade Re: Tak ja byłem wychowywany 16.12.14, 08:23
                                        bzdura. jest grono osób wychodzących z założenia że rodzice mnie bili i wyrosłem na porządnego człowieka wiec ja tez bede bil. To jest to zalozenie. Po co sie wiec starac?
                                        • ocala Re: Tak ja byłem wychowywany 16.12.14, 10:20
                                          To żadna bzdura. Ja wyrosłem w takim przekonaniu, że najpierw słowo potem czyny jeśli słowo nie daje rezultatów. Wyrosłem też w przekonaniu, że mniejszym złem jest klaps w tyłek niż znęcanie się nad dzieckiem emocjonalnie. Pytam: co robisz gdy dziecko mimo próśb i gróźb dalej bije babcie po głowie młotkiem?
                                          • samspade Re: Tak ja byłem wychowywany 16.12.14, 11:40
                                            Moje dziecko nie bije nikogo mlotkiem.
                                            • ocala Re: Tak ja byłem wychowywany 16.12.14, 11:44
                                              samspade napisał:

                                              > Moje dziecko nie bije nikogo mlotkiem.

                                              Bo twoje jest grzeczne. Są jednak dzieci niegrzeczne.
                                              • samspade Re: Tak ja byłem wychowywany 16.12.14, 11:52
                                                Ale na to zeby byl grzeczny potrzeba bylo pracy. Trzeba bylo wielokrotnie tlumaczyc dziecku ze niektorych rzeczy nie wolno robic. Mozna bylo isc na latwizne i bic. Ale wybralismy z zona trudniejsza droge.
                                                • ocala Re: Tak ja byłem wychowywany 16.12.14, 11:56
                                                  samspade napisał:

                                                  > Ale na to zeby byl grzeczny potrzeba bylo pracy. Trzeba bylo wielokrotnie tlum
                                                  > aczyc dziecku ze niektorych rzeczy nie wolno robic. \

                                                  No ale my właśnie w tym momencie jesteśmy. Rozmawiamy o tłumaczeniu które nie dociera do dziecka i ono cały czas robi to czego nie powinno.
                                                  • samspade Re: Tak ja byłem wychowywany 16.12.14, 13:08
                                                    Wymyśliłeś przykład bicia babci młotkiem po głowie. To jest przykład głębokich zaniedbań. Olewania dziecka, jego zachowania, itp.
                                                  • ocala Re: Tak ja byłem wychowywany 16.12.14, 21:14
                                                    samspade napisał:

                                                    > Wymyśliłeś przykład bicia babci młotkiem po głowie. To jest przykład głębokich
                                                    > zaniedbań. Olewania dziecka, jego zachowania, itp.

                                                    Wymyśliłem bicie babci młotkiem jako przykład. Załóżmy, że w tym momencie grzeczne do tej pory twoje dziecko robi właśnie to. Jak zareagujesz?
                                                  • samspade Re: Tak ja byłem wychowywany 17.12.14, 10:35
                                                    A czemu mamy takie coś zakładać? Przecież to nie ma szansy się zdarzyć.
                                                    Wymyśliłeś przykład od czapy. Przykład pokazujący olbrzymie zaniedbania w wychowaniu.
                                                    I remedium na to ma być bicie? Jeżeli już ot bicie rodziców że dopuszczają do takiej sytuacji
                                                  • edek40 Re: Tak ja byłem wychowywany 17.12.14, 11:01
                                                    > Wymyśliłeś przykład od czapy. Przykład pokazujący olbrzymie zaniedbania w wycho
                                                    > waniu.
                                                    > I remedium na to ma być bicie? Jeżeli już ot bicie rodziców że dopuszczają do t
                                                    > akiej sytuacji

                                                    Na drogach on nie jest od czapy.

                                                    I remedium na to jest wlasnie "bicie". Choc w pierwszej kolejnosci w d..pe powinni dostac faktyczni winni.
                                                  • samspade Re: Tak ja byłem wychowywany 17.12.14, 11:14
                                                    edek40 napisał:

                                                    > > Wymyśliłeś przykład od czapy. Przykład pokazujący olbrzymie zaniedbania w
                                                    > wycho
                                                    > > waniu.
                                                    > > I remedium na to ma być bicie? Jeżeli już ot bicie rodziców że dopuszczaj
                                                    > ą do t
                                                    > > akiej sytuacji
                                                    >
                                                    > Na drogach on nie jest od czapy.

                                                    przestań i ty pieprzyć głupoty.
                                                    Gdyby tylko u nas na drogach nie panowało wychowanie bezstresowe to może bym się zgodził.
                                                    A tak to nie rozśmieszaj mnie. Zaraz wyskoczysz z syndromem dziecka maltretowanego?
                                                    Zresztą wyskakuj z czym chcesz. Nawet z ciążącą szklanką wody, próbnym pożarem.
                                                    Jesteś całkowitym przeciwieństwem ocali. Choć w jednym jesteście identyczni. Jesteście 0-1. Świat jest albo czarny albo biały. Więc dyskutujcie sobie dalej.
                                                  • edek40 Re: Tak ja byłem wychowywany 17.12.14, 11:43
                                                    > Gdyby tylko u nas na drogach nie panowało wychowanie bezstresowe to może bym si
                                                    > ę zgodził.

                                                    Panuje w 100%.

                                                    A jedna z cech takiego "wychowania" jest wlasnie to, ze "rodzice" najpierw maja w d..pie, a potem, doraznie i bez planu, do tego akcyjnie, probuja rozwiazac jakis problem.

                                                    A cecha wychowania jest systematycznosc. Nawet w karaniu. Oraz w nakresleniu jasnych zasad obowiazujacych obie strony.
                                                  • ocala Re: Tak ja byłem wychowywany 17.12.14, 11:13
                                                    samspade napisał:

                                                    > A czemu mamy takie coś zakładać?
                                                    Bo taki rzeczy się zdarzają i nie są uzależnione od wychowania tylko charakteru


                                                  • samspade Re: Tak ja byłem wychowywany 17.12.14, 11:16
                                                    ocala napisał(a):

                                                    > Bo taki rzeczy się zdarzają i nie są uzależnione od wychowania tylko charakteru

                                                    Zdarzają się. Ale są poprzedzone ignorowaniem przez rodziców wychowania.

                                                  • ocala Re: Tak ja byłem wychowywany 17.12.14, 19:51
                                                    samspade napisał:

                                                    > ocala napisał(a):
                                                    >
                                                    > > Bo taki rzeczy się zdarzają i nie są uzależnione od wychowania tylko char
                                                    > akteru
                                                    >
                                                    > Zdarzają się. Ale są poprzedzone ignorowaniem przez rodziców wychowania.
                                                    >
                                                    Bzdura. Widziałeś by dziecko 3 letnie mówiło rodzicom ze właśnie zamierza stłuc ukochany wazon mamy?
                                                  • samspade Re: Tak ja byłem wychowywany 18.12.14, 10:13
                                                    Właśnie o tym mówię. Przed biciem babci młotkiem po głowie był stłuczony wazon w wieku 3 lat. Było dokuczanie zwierzętom. A wcześniej w wieku 1,5 roku było rzucanie zabawkami w złości.
                                                    Ale zamiast tłumaczyć dziecku że nie powinno niektórych rzeczy robić bo krzywdzi innych itd lepiej iść na łatwiznę i bić.
                                                    Bo mnie bili i wyrosłem na ludzi. Otóż nie. Bijesz słabszego od siebie, bezbronne dziecko. TO nie podchodzi pod definicję. Żeby to bicie było w jakiś poważnych sprawach typu bicie babci młotkiem po głowie. Ale bić dziecko za to ze odpięło się z pasów? Iście na łatwiznę i pokazywanie bezsilności.
              • edek40 Re: Tak ja byłem wychowywany 12.12.14, 13:42
                > Jeśli dziecko napiernicza babcię młotkiem

                Pacz pan. Nie bije swoich dzieci, a one nie bija babci. Ba, nie bija nawet kolegow/kolezanki w szkole i przedszkolu. Fenomen?
                • ocala Re: Tak ja byłem wychowywany 12.12.14, 22:34
                  edek40 napisał:

                  > Pacz pan. Nie bije swoich dzieci, a one nie bija babci. Ba, nie bija nawet kole
                  > gow/kolezanki w szkole i przedszkolu. Fenomen?

                  Bo ciapy też muszą i mogą żyć na tym świecie. W przedszkolu mojego dziecka jest kolega który nikogo nie bije, nikomu nic nie zrobi, nie przeklina, nie biega, nie krzyczy, nie kłóci się z kolegami a z koleżankami to już w ogóle nic nie robi. Tak w ogóle niewiele robi. Istny anioł - nie dziecko.
                  • edek40 Re: Tak ja byłem wychowywany 15.12.14, 11:01
                    > Bo ciapy też muszą i mogą żyć na tym świecie. W przedszkolu mojego dziecka jest
                    > kolega który nikogo nie bije, nikomu nic nie zrobi, nie przeklina, nie biega,
                    > nie krzyczy, nie kłóci się z kolegami a z koleżankami to już w ogóle nic nie ro
                    > bi. Tak w ogóle niewiele robi.

                    Nie jest to zatem moj synek. On w skore nie dostaje, nie jest ciapa, a mimo to jest zdyscyplinowany. To kwestia podejcia rodzicow. Ja daje rade bez oklepywania po tylku.
                    • ocala Re: Tak ja byłem wychowywany 15.12.14, 21:56
                      edek40 napisał:


                      > Nie jest to zatem moj synek. On w skore nie dostaje, nie jest ciapa, a mimo to
                      > jest zdyscyplinowany. To kwestia podejcia rodzicow. Ja daje rade bez oklepywani
                      > a po tylku.

                      Twoje dziecko jest zatem spokojne i reaguje na twoeje polecenia. Co zrobić gdy na nie nie reaguje?
                      • edek40 Re: Tak ja byłem wychowywany 16.12.14, 09:54
                        > Twoje dziecko jest zatem spokojne i reaguje na twoeje polecenia.

                        Nie jest spokojne i nie zawsze reaguje na polecenia.

                        > Co zrobić gdy na nie nie reaguje?

                        Zrobic tak, aby reagowal.
                        • ocala Re: Tak ja byłem wychowywany 16.12.14, 10:22
                          edek40 napisał:

                          > > Twoje dziecko jest zatem spokojne i reaguje na twoeje polecenia.
                          >
                          > Nie jest spokojne i nie zawsze reaguje na polecenia.

                          No to co wtedy robisz? Jak zmuszasz dziecko by babci nie biło?


                          > > Co zrobić gdy na nie nie reaguje?
                          >
                          > Zrobic tak, aby reagowal.

                          Konkretnie jak zrobić by posłuchało? Wyrywasz mu młotek?
                          • edek40 Re: Tak ja byłem wychowywany 16.12.14, 11:51
                            > No to co wtedy robisz? Jak zmuszasz dziecko by babci nie biło?

                            Moje zywe i nieco niesforne dzieci nie bija nie tylko babci, ale rowniez kolegow oraz siebie nawzajem.

                            > Konkretnie jak zrobić by posłuchało? Wyrywasz mu młotek?

                            Mam trojke dzieci. NIGDY nie popelnilem takich bledow, aby dziecko wzielo mlotek i zaczelo bic babcie lub chocby tylko w wazonik. To sie nazywa wychowanie.
                            • ocala Re: Tak ja byłem wychowywany 16.12.14, 11:55
                              edek40 napisał:

                              > > No to co wtedy robisz? Jak zmuszasz dziecko by babci nie biło?
                              >
                              > Moje zywe i nieco niesforne dzieci nie bija nie tylko babci, ale rowniez kolego
                              > w oraz siebie nawzajem.


                              Twoje dzieci może nie bija babci ale są inne dzieci również.


                              > > Konkretnie jak zrobić by posłuchało? Wyrywasz mu młotek?
                              >
                              > Mam trojke dzieci. NIGDY nie popelnilem takich bledow, aby dziecko wzielo mlote
                              > k i zaczelo bic babcie lub chocby tylko w wazonik. To sie nazywa wychowanie.

                              Nie masz wpływu na to jaki ma charakter dziecko. Tobie się poszczęściło i masz flegmatyczne dzieci ale są dzieci nadpobudliwe. Tak jak są flegmatycy tak i zdarzają się cholerycy i rodzic nie ma wpływu na charakter dziecka.
                              • edek40 Re: Tak ja byłem wychowywany 16.12.14, 12:48
                                > Twoje dzieci może nie bija babci ale są inne dzieci również.

                                To jest oczywiscie problem. Niektore dzieci maja nieodpowiednich wychowawcow.

                                > Nie masz wpływu na to jaki ma charakter dziecko.

                                Wcale nie maly.

                                > Tobie się poszczęściło i masz flegmatyczne dzieci ale są dzieci nadpobudliwe.

                                Jedno z nich ma na pismie stwierdzone ADHD, czego ja bardzo skrupulatnie nie przyjalem do wiadomosci. Podobnie z reszta jak na pismie potwierdzonej dysgrafii u kolejnego. Dziecko z ADHD ma od zawsze wzorowe, a ciezka praca nad ortografia zaczyna przynosic pierwsze efekty. W jednym i drugim przypadku szkola nie zostala poinformowana, wiec dzieci oceniane sa po efektach, a nie przez filtr zmiekczajacy.

                                I wszystko bez bicia!!!

                                > tak i zdarzają się cholerycy i rodzic nie ma wpływu na charakter dziecka.

                                Zgadza sie. Siebie predzej zaliczylbym do choleryka. Moze nie eksptemalnego, ale... Niemniej potrafie nad soba panowac na tyle, ze nigdy nikomu nie dalem w morde. Nawet jak jedzie bardzo powoli, albo probuje dyskutowac ze mna, jako ojcem.

                                Mnie rodzice tez nie bili. Nauczyli mnie za to pewnych form, czemu daje wyraz rowniez na tym forum.
                                • ocala Re: Tak ja byłem wychowywany 16.12.14, 21:21
                                  edek40 napisał:


                                  > To jest oczywiscie problem. Niektore dzieci maja nieodpowiednich wychowawcow.

                                  Niektóre pewnie tak ale nie wszystkie.


                                  > > Nie masz wpływu na to jaki ma charakter dziecko.
                                  >
                                  > Wcale nie maly.

                                  Na charakter masz wpływ? Nie masz żadnego.


                                  > > Tobie się poszczęściło i masz flegmatyczne dzieci ale są dzieci nadpobudl
                                  > iwe.
                                  >
                                  > Jedno z nich ma na pismie stwierdzone ADHD, czego ja bardzo skrupulatnie nie pr
                                  > zyjalem do wiadomosci. Podobnie z reszta jak na pismie potwierdzonej dysgrafii
                                  > u kolejnego.

                                  Dziecko z nadpobudliwością psychoruchową nie bije babci młotkiem po głowie bo ciężko mu się skupić na czynnością drugi raz powtórzoną. Uderzyłoby raz i zmieniło obszar zainteresowań. Tym się charakteryzuje ADHD i twoje dziecko pewnie tego nie ma. Czasami rodzice nie radząc sobie parafazją z własnymi dziećmi mówią że ma ADHD. To ich rozgrzesza. Tak samo zresztą jak dysleksja czy dysgrafia.
          • fitness66 Multiwiktymizacja 11.12.14, 17:39
            ocala napisał(a):

            > I ja tak wychowuje. Nie uznaję bezstresowego modelu wychowywania dzieci.

            Multiwiktymizacja (wielokrotne poddanie przemocy) podobno nie musi prowadzić do szkodliwych następstw, o ile poddane multiwiktymizacji dziecko ma oparcie w jakimś innym dorosłym (np. nauczyciel lub ktoś z bliższej lub dalszej rodziny).
            Jednak badania wskazują, ze przestępcy używający przemocy rekrutują się z osób, które w dzieciństwie były bite lub w inny sposób doświadczyły przemocy (gwałt, przemoc psychiczna). Osoby niebite w dzieciństwie i niepoddane innym formom przemocy bardzo rzadko zostają przestępcami.
            • ocala Re: Multiwiktymizacja 11.12.14, 22:13
              fitness66 napisał:

              > ocala napisał(a):
              >
              > > I ja tak wychowuje. Nie uznaję bezstresowego modelu wychowywania dzieci.
              >
              >
              > Multiwiktymizacja (wielokrotne poddanie przemocy)


              Jakiej przemocy? Co ty piep...sz? Klap w tyłek nie jest przemocą. Nasi pradziadowie tłukli swe dzieci drewnianym piórnikiem i powyrastały z nich wielcy ludzie, szanujący dorosłych. Stara dobra szkoła. Kiedyś na lekcji nie było mowy żebyś rzucił w kolegę papierkiem bo dostawałeś wpier...l a dziś możesz pani dyrektor wylać kubeł pomyj na głowę a ona i tak cię nawet ze szkoły nie wyrzuci bo "Multigłupcy" staną w obronie bandyty.

              >podobno nie musi prowadzić do
              > szkodliwych następstw,

              Nie prowadzi i nigdy nie prowadziło. Ilość młodocianych bandytów jest wprost proporcjonalna do ilości "Multigłupkowatych" sformułowań na które robi się medialny szum.


              • divak2 są sposoby 12.12.14, 00:03
                No niby tak, ale... niektórzy potrafią bez rękoczynów: kiedy odkryliśmy z żoną że nasza córka nauczyła się i rozpina sobie pas w trakcie jazdy, to wystarczył zdecydowany monolog jednego z nas, z uzasadnieniem. Teraz zawsze pyta się, czy już może się rozpiąć, bo zaciągnięty ręczny.
                • ocala Re: są sposoby 12.12.14, 19:50
                  divak2 napisał:

                  > No niby tak, ale... niektórzy potrafią bez rękoczynów: kiedy odkryliśmy z żoną
                  > że nasza córka nauczyła się i rozpina sobie pas w trakcie jazdy, to wystarczył
                  > zdecydowany monolog jednego z nas, z uzasadnieniem. Teraz zawsze pyta się, czy
                  > już może się rozpiąć, bo zaciągnięty ręczny.

                  Masz rację tylko problem w tym, że nie każde dziecko jest tak zdyscyplinowane jak twoje. Tak, tak, ja wiem, mówi się , że najwięksi geniusze byli niesfornymi dziećmi, ale ja wolę by moje było grzecznym a nie geniuszem. Geniusze statystycznie krótko żyją.
                  • edek40 Re: są sposoby 15.12.14, 11:03
                    > Masz rację tylko problem w tym, że nie każde dziecko jest tak zdyscyplinowane j
                    > ak twoje

                    Obawiam sie, ze problem zdecydowanie lezy po stronie rodzica. Metoda divaka jest trudniejsza, wymaga uwagi i powtorzen. Gwarantuje Ci jednak, ze jego corka pasow bedzie uzywac, rowniez jako dorosla. I to nie tylko wtedy, gdy widzi rodzicow czy radiowoz.

                    I to jest kardynalna roznica pomiedzy wychowywaniem przez strach, a.... wychowywaniem.
                    • ocala Re: są sposoby 15.12.14, 21:59
                      edek40 napisał:

                      > > Masz rację tylko problem w tym, że nie każde dziecko jest tak zdyscyplino
                      > wane j
                      > > ak twoje
                      >
                      > Obawiam sie, ze problem zdecydowanie lezy po stronie rodzica. Metoda divaka jes
                      > t trudniejsza, wymaga uwagi i powtorzen.

                      Ty powtarzasz, że nie wolno babci bić młotkiem po głowie a dziecko dalej to robi. Co zrobisz? Obierzesz mu młotek używając przewagi fizycznej? Połamiesz dziecku przy tym paluszki?
                      • divak2 Re: są sposoby 16.12.14, 08:22
                        > Ty powtarzasz, że nie wolno babci bić młotkiem po głowie a dziecko dalej to rob
                        > i
                        Jak przywołujesz taki drastik, że dziecko babcię młotkiem (sprawdzić czy wcześniej nie naparzało kota drewnianymi klockami i nikt nie zareagował), to ok, fizyczna pacyfikacja może być konieczna. Natomiast "ręczne tłumaczenie" czegoś tak elementernego jak pasy w aucie, uważałbym za swoje lenistwo i niechęć do prostego naświetlenia sprawy bachorowi. Dzieciak wie, że jak mówię poważnie i ostrzegam, to nie ma powodu sadzić, że jest inaczej. Ostrzegałem przed innymi rzeczami wcześniej i wychodziło, że mam rację.

                        Z drugiej strony widok dzieciaka wypiętego z pasów i grzebiącego w bagażniku, pomimo tego co usłyszał wcześniej, może zdenerwować. Z trzeciej strony, młoda w trakcie słuchania monologu nt bezpieczeństwa w aucie się zestresowała. Z czwartej strony nie wiem czy tak prosto pójdzie z drugim moim dzieckiem, z którego rośni szatan daleko sprawniejszy niż z młodej.
                        • edek40 Re: są sposoby 16.12.14, 09:57
                          > naparzało kota drewnianymi klockami i nikt nie zareagował),

                          I tyle w temacie
                      • divak2 Ale się Klub Tatusia zrobił :) 16.12.14, 08:23

                        • edek40 Re: Ale się Klub Tatusia zrobił :) 16.12.14, 09:59
                          Smiech smiechem, ale "wychowywanie" kierowcow i dzieci ma ze soba naprawde duzo wspolnego. Kluczowe jest to, aby zasady byly jasne, przestrzegane przez obie strony, a wtedy sa podstawy do dalszego wychowywania bez uzycia przemocy, czy z wykorzystaniem przewagi "urzedu".

                          Zawsze jestem ciekaw jakich efektow oczekuja rodzice, ktorzy pala papierosy, informujac jednoczesnie o ich niebywalej szkodliwosci.
                      • edek40 Re: są sposoby 16.12.14, 09:55
                        > Ty powtarzasz, że nie wolno babci bić młotkiem po głowie a dziecko dalej to rob
                        > i. Co zrobisz? Obierzesz mu młotek używając przewagi fizycznej? Połamiesz dziec
                        > ku przy tym paluszki?

                        Alez nie. Wale na oslep w leb!!!
                        • ocala Re: są sposoby 16.12.14, 11:43
                          edek40 napisał:

                          > > Ty powtarzasz, że nie wolno babci bić młotkiem po głowie a dziecko dalej
                          > to rob
                          > > i. Co zrobisz? Obierzesz mu młotek używając przewagi fizycznej? Połamiesz
                          > dziec
                          > > ku przy tym paluszki?
                          >
                          > Alez nie. Wale na oslep w leb!!!

                          Sarkazmem tu nic nie wywalczysz. Napisz mi co wówczas robisz.
                          • edek40 Re: są sposoby 16.12.14, 11:53
                            > Sarkazmem tu nic nie wywalczysz. Napisz mi co wówczas robisz.

                            Musialbym napisac, co wydaje mi sie, ze bym zrobil.

                            Na razie nie mialem okazj (od 12 lat), abym musial interweniowac w tak drastycznych przypadkach.
                            • ocala Re: są sposoby 16.12.14, 12:00
                              edek40 napisał:

                              > > Sarkazmem tu nic nie wywalczysz. Napisz mi co wówczas robisz.
                              >
                              > Musialbym napisac, co wydaje mi sie, ze bym zrobil.
                              >
                              > Na razie nie mialem okazj (od 12 lat), abym musial interweniowac w tak drastycz
                              > nych przypadkach.

                              No to się ciesz, że nie maiłeś wątpliwej takiej okazji. Są jednak dzieci które nie sa takie jak twoje. Syty głodnego nie zrozumie.
                              • edek40 Re: są sposoby 16.12.14, 13:09
                                > No to się ciesz, że nie maiłeś wątpliwej takiej okazji. Są jednak dzieci które
                                > nie sa takie jak twoje. Syty głodnego nie zrozumie.

                                Absolutnie nie wyobrazam sobie, aby dziecko agresywne potulnialo systemowo i po wsze czasy w wyniku lania. Raczej tylko wtedy, gdy patrzy rodzic.
                                • ocala Re: są sposoby 16.12.14, 21:27
                                  Systemowo potulnieje jak go pupa zaboli ale o wiele bardziej boli po latach wspomnienie że mamie czy tacie sprawiło się wielką przykrość. Nie każdy może sobie to później wybaczyć i oddałby wszystkie pieniądze za to by mamie i tacie przykrości nie robić tylko w tyłek dostać.
                                  To samo dotyczy kierowców. Tłumaczenie im, że nie wolno na czerwonym przejeżdżać skrzyżowania nic nie daje - bat jak najbardziej poprawia skuteczność zakazów. Bat w sensie oczywiście kary dotkliwej a nie chłosty.
                                  • edek40 Re: są sposoby 17.12.14, 10:31
                                    > Systemowo potulnieje jak go pupa zaboli ale o wiele bardziej boli po latach wsp
                                    > omnienie że mamie czy tacie sprawiło się wielką przykrość. Nie każdy może sobie
                                    > to później wybaczyć i oddałby wszystkie pieniądze za to by mamie i tacie przyk
                                    > rości nie robić tylko w tyłek dostać.

                                    Nawet niezle....
                                    • ocala Re: są sposoby 17.12.14, 11:11
                                      edek40 napisał:

                                      > > Systemowo potulnieje jak go pupa zaboli ale o wiele bardziej boli po lata
                                      > ch wsp
                                      > > omnienie że mamie czy tacie sprawiło się wielką przykrość. Nie każdy może
                                      > sobie
                                      > > to później wybaczyć i oddałby wszystkie pieniądze za to by mamie i tacie
                                      > przyk
                                      > > rości nie robić tylko w tyłek dostać.
                                      >
                                      > Nawet niezle....

                                      A pewnie, że tak.
                                      • edek40 Re: są sposoby 17.12.14, 11:44
                                        > A pewnie, że tak.

                                        Badania dowodza czegos zupelnie innego.
                                        • ocala Re: są sposoby 17.12.14, 20:00
                                          edek40 napisał:

                                          > > A pewnie, że tak.
                                          >
                                          > Badania dowodza czegos zupelnie innego.
                                          Skoro stwierdzono u twojego dziecka ADHD to znaczy, że byłeś z nim u psychologa a ten na 100% rozmawiał o karach i nagrodach dla dziecka jako metody wychowawczej. I również na 100% ci powiedział że dziecko najbardziej dotkliwie odbiera gniew i smutek rodzica. Dla malucha to wręcz trauma.
                                          • edek40 Re: są sposoby 18.12.14, 09:55
                                            > Skoro stwierdzono u twojego dziecka ADHD to znaczy, że byłeś z nim u psycholog
                                            > a a ten na 100% rozmawiał o karach i nagrodach dla dziecka jako metody wychowaw
                                            > czej. I również na 100% ci powiedział że dziecko najbardziej dotkliwie odbiera
                                            > gniew i smutek rodzica. Dla malucha to wręcz trauma.

                                            Skupil sie na zachowaniu stalego "cisnienia". Kazde bowiem poluzowanie, albo odejscie od zasad, rujnuje postrzeganie.
                                            • ocala Re: są sposoby 18.12.14, 10:01
                                              edek40 napisał:

                                              > > Skoro stwierdzono u twojego dziecka ADHD to znaczy, że byłeś z nim u psyc
                                              > holog
                                              > > a a ten na 100% rozmawiał o karach i nagrodach dla dziecka jako metody wy
                                              > chowaw
                                              > > czej. I również na 100% ci powiedział że dziecko najbardziej dotkliwie od
                                              > biera
                                              > > gniew i smutek rodzica. Dla malucha to wręcz trauma.
                                              >
                                              > Skupil sie na zachowaniu stalego "cisnienia". Kazde bowiem poluzowanie, albo od
                                              > ejscie od zasad, rujnuje postrzeganie.

                                              Pierdu, pierdu, a walizki po peronie. Z całą pewnością jako fachowiec kontra amator tłumaczył wam, że najbardziej dziecko zapamięta smutna minę, łzy czy gniew rodzica. To ich stara formułka.
              • fitness66 Multiwiktymizacja 12.12.14, 00:39
                ocala napisał(a):

                > fitness66 napisał:
                >
                > > ocala napisał(a):
                > >
                > > > I ja tak wychowuje. Nie uznaję bezstresowego modelu wychowywania dz
                > ieci.
                > >
                > >
                > > Multiwiktymizacja (wielokrotne poddanie przemocy)
                >
                >
                > Jakiej przemocy? Co ty piep...sz? Klap w tyłek nie jest przemocą.

                A czym?

                > Nasi pradziad
                > owie tłukli swe dzieci drewnianym piórnikiem i powyrastały z nich wielcy ludzie
                > , szanujący dorosłych.

                Hehehehehehehehehehehe!!! :) Hitler i Stalin byli wieeelcy.

                > Stara dobra szkoła. Kiedyś na lekcji nie było mowy żebyś
                > rzucił w kolegę papierkiem bo dostawałeś wpier...l a dziś możesz pani dyrektor
                > wylać kubeł pomyj na głowę a ona i tak cię nawet ze szkoły nie wyrzuci bo "Mul
                > tigłupcy" staną w obronie bandyty.

                Nie da się wyrzucić ze szkoły - w Polsce jest obowiązek szkolny. Mozna przenieść do innej.

                > >podobno nie musi prowadzić do
                > > szkodliwych następstw,
                >
                > Nie prowadzi i nigdy nie prowadziło. Ilość młodocianych bandytów jest wprost pr
                > oporcjonalna do ilości "Multigłupkowatych" sformułowań na które robi się medial
                > ny szum.

                Prowadzi i zawsze prowadziło. Młodociani bandyci rekrutują się niemal wyłącznie z dzieci, które były bite.

                >
                • bimota Re: Multiwiktymizacja 12.12.14, 11:43
                  Prowadzi i zawsze prowadziło. Młodociani bandyci rekrutują się niemal wyłącznie z dzieci, które były bite.

                  I PRAWIE WYLACZNIE Z TAKICH, KTORE POCHODZA Z NATURALNEGO POCZECIA, NALEZY WIEC WPORWADZIC NAKAZ PLODZENIA IN-VITRO...
                • ocala Re: Multiwiktymizacja 12.12.14, 19:58
                  fitness66 napisał:

                  > > Jakiej przemocy? Co ty piep...sz? Klap w tyłek nie jest przemocą.
                  >
                  > A czym?

                  Czymś znacznie łagodniejszym niż emocjonalne znęcanie się nad dzieckiem, siłą perswazji, szantażem emocjonalnym itp.


                  > > Nasi pradziad
                  > > owie tłukli swe dzieci drewnianym piórnikiem i powyrastały z nich wielcy
                  > ludzie
                  > > , szanujący dorosłych.
                  >
                  > Hehehehehehehehehehehe!!! :) Hitler i Stalin byli wieeelcy.

                  As an online discussion grows longer, the probability of a comparison involving Nazis or Hitler approaches 1.
                  wątek, w którym w jednej z wypowiedzi pojawia się porównanie do nazizmu lub Hitlera, uważany jest za skończony, a ponadto uznaje się, że osoba, która użyła tego porównania, „przegrała” dyskusję.
                  Jak widzisz - jestem tradycyjny.



                  > > Stara dobra szkoła. Kiedyś na lekcji nie było mowy żebyś
                  > > rzucił w kolegę papierkiem bo dostawałeś wpier...l a dziś możesz pani dy
                  > rektor
                  > > wylać kubeł pomyj na głowę a ona i tak cię nawet ze szkoły nie wyrzuci b
                  > o "Mul
                  > > tigłupcy" staną w obronie bandyty.
                  >
                  > Nie da się wyrzucić ze szkoły - w Polsce jest obowiązek szkolny. Mozna przenieś
                  > ć do innej.


                  Czyli z niej wyrzucić. Nie pij więcej za klawiaturą.


                  > > >podobno nie musi prowadzić do
                  > > > szkodliwych następstw,
                  > >
                  > > Nie prowadzi i nigdy nie prowadziło. Ilość młodocianych bandytów jest wpr
                  > ost pr
                  > > oporcjonalna do ilości "Multigłupkowatych" sformułowań na które robi się
                  > medial
                  > > ny szum.
                  >
                  > Prowadzi i zawsze prowadziło. Młodociani bandyci rekrutują się niemal wyłącznie
                  > z dzieci, które były bite.

                  Młodociani bandyci wywodzą się najczęściej z rodzin niepatologicznych - z nudów to robią.
    • ocala Re: Przyznaję się do błędu. 05.12.14, 23:16
      Nie wydaje mi się żeby matka celowo kazała się bachorowi położyć na półce wbrew jego woli.
      • divak2 Re: Przyznaję się do błędu. 06.12.14, 15:16
        Pytanie jak długo tak jechała i czy wiedziała, co się dzieje. No raz sam złapałem swoją córkę, że odpina pas, zanim zaparkuję pod domem. Z drugiej strony dzięki takim fakapom mamy jeden z najwyższych wskaźników ofiar śmiertelnych na wypadek w Europie.
      • bimota Re: Przyznaję się do błędu. 06.12.14, 17:15
        ZAGLOWKI SIEGAJA PRAWIE SUFITU, BARDZO WATPLIWE BY SIE KOMUS CELOWO TAM CHCIALO PAKOWAC DZIECIAKA. PODCZAS ZDERZENIA DZIECIAK BY SIE NA TYCH ZAGLOWKACH ZATRZYMAL. POZYCJA ZNACZNIE BEZPIECZNIEJSZA NIZ NP. W AUTOBUSIE, ZWLASZCZA STOJAC...

        OCZYWISCIE SZANSA ZDERZENIE TEZ MINIMALNA...

        TRZEBA MIEC NIEZLE PRZETRZEPANY MOZG, BY ROBIC Z TEGO AFERE...
        • divak2 Re: Przyznaję się do błędu. 07.12.14, 00:59
          Jak zagłówki sięgają do sufitu, to jak się tam dzieciak dostał? Ktoś otworzył klapę, wpuścił dziecko na półkę i zamknął? Z drugiej strony u mnie złożone zagłówki z tyłu wystają 1,5 cm nad krawędź siedzenia.Nie wiem jak jest w sejczaku. Obecność zagłówków o niczym nie świadczy.

          > OCZYWISCIE SZANSA ZDERZENIE TEZ MINIMALNA...

          Zależy jak się jeździ...
          • bimota Re: Przyznaję się do błędu. 07.12.14, 18:36
            WYSTARCZY SPOJRZEC NA ZDJECIE...
            • divak2 Re: Przyznaję się do błędu. 07.12.14, 23:10
              No zagłówki podniesione. Czyli wlazło przez tylną klapę? :)
              • hasch1 Re: Przyznaję się do błędu. 09.12.14, 18:32
                No może mamcia nigdzie nie przydzwoni, ale jak ktoś trafi w tyłeczek, autka, to mamcia jedyne co mogła by zrobić to starać się o nowego bachorka.
                • bimota Re: Przyznaję się do błędu. 09.12.14, 18:50
                  TAK, TAK... SAMI EKSPERCI OD WYPADKOW...
                  • divak2 Re: Przyznaję się do błędu. 09.12.14, 22:52
                    Oczekuj zawsze nieoczekiwanego :)
    • hasch1 Re: Przyznaję się do błędu. 08.12.14, 14:28
      > Mają rację narzekający na waaaaaaaaaaadzę. Waaaaaaaaaaadza nie bierze pod uwagę
      > że polski kierowca to bezmózgie yeti, ameba nie potrafiąc przyswoić kilku pros
      > tych zasad. Trzeba dostawiać dodatkowe znaki, fizycznie utrudniać manewry na dr
      > odze, kolce na wjazdach poo prąd na S i A.
      > Tylko czy zadziała w przypadku takich


      A powiedz kto dał tej amebie prawo jazdy ?
      Czy to nie system szkolenia, weryfikacji kursantów. Czy nadal twierdzisz że każdy może mieć PJ. Inną sprawą jest że gdyby napominany bachor stawiał opór, a matka uparła się że siedzieć ma w foteliku to waaadza właśnie nie pozwoli wdupić bachorowi parę klapów.
      • samspade Re: Przyznaję się do błędu. 08.12.14, 14:55
        hasch1 napisał:

        > A powiedz kto dał tej amebie prawo jazdy ?

        Może znalazła go w jajku niespodziance.

        > Czy to nie system szkolenia, weryfikacji kursantów.

        Tyle jest narzekań że trudne egzaminy itd. Że Polacy jeżdżą do innych krajów gdzie jest łatwiej. Że w tamtych krajach jest bezpieczniej na drogach. Czyli to nie wina szkoleń i egzaminów.

        >Czy nadal twierdzisz że każdy może mieć PJ.

        Nie przypominam sobie żebym tak twierdził. Choć jest różnica pomiędzy tym że ktoś może mieć PJ a powinien. Niektórym powinno się te uprawnienia odbierać.

        > Inną sprawą jest że gdyby napominany bachor stawiał opór, a ma
        > tka uparła się że siedzieć ma w foteliku to waaadza właśnie nie pozwoli wdupić
        > bachorowi parę klapów.

        O i mamy wielbiciela bicia. A powiedz żonę też bijesz kiedy zabraknie ci argumentów?
        • hasch1 Re: Przyznaję się do błędu. 08.12.14, 15:52
          No w ostatnim akapicie pojechałeś nieco demagogiem... więc zmilczę

          Ale....
          > Tyle jest narzekań że trudne egzaminy itd. Że Polacy jeżdżą do innych krajów gd
          > zie jest łatwiej. Że w tamtych krajach jest bezpieczniej na drogach. Czyli to n
          > ie wina szkoleń i egzaminów.

          Trudne egzaminy to wymysły takich właśnie ameb, co to nie potrafią ogarnąć więcej niż jedna czynność, włączenie kierunku, redukcja biegu, ogarnięcie wzrokiem drogi, dochamowanie, to już cyrkowa ekwilibrystyka. Dlatego twierdzę że jak się nie umie to albo trzeba się nauczyć albo odpuścić.
          Złem właśnie są bezmyślne egzaminy. Wyćwiczone, wytresowane, a wszystko co wybiega poza ten standart, to, pewnie, wymysły szatana.

          > Nie przypominam sobie żebym tak twierdził. Choć jest różnica pomiędzy tym że kt
          > oś może mieć PJ a powinien. Niektórym powinno się te uprawnienia odbierać

          Ja też nie twierdzę że to akurat TY, ale są tu tacy i odnosiłem sie bardziej ogulnie.
          • samspade Re: Przyznaję się do błędu. 09.12.14, 09:22
            hasch1 napisał:


            > Trudne egzaminy to wymysły takich właśnie ameb, co to nie potrafią ogarnąć więc
            > ej niż jedna czynność,

            Więc wymyślili trudne egzaminy ponieważ nie radzą sobie z łatwymi rzeczami.
            • tbernard Re: Przyznaję się do błędu. 09.12.14, 11:07
              > > Trudne egzaminy to wymysły takich właśnie ameb, co to nie potrafią ogarną
              > ć więc
              > > ej niż jedna czynność,
              >
              > Więc wymyślili trudne egzaminy ponieważ nie radzą sobie z łatwymi rzeczami.

              Trudne egzaminy są po to aby samoistnie wykształcił się system łapowniczy. W tym systemie oblewani będą ci co zdać powinni (zrobiono eksperyment z dyrektorem WORD, który oblał) ale haraczu nie chcą dać, a zdają kompletnie nieogarnięte miernoty które widujemy na drogach i nikt nie wie jakim "cudem".
        • tbernard Re: Przyznaję się do błędu. 09.12.14, 10:59
          > > Inną sprawą jest że gdyby napominany bachor stawiał opór, a ma
          > > tka uparła się że siedzieć ma w foteliku to waaadza właśnie nie pozwoli w
          > dupić
          > > bachorowi parę klapów.
          >
          > O i mamy wielbiciela bicia. A powiedz żonę też bijesz kiedy zabraknie ci argume
          > ntów?


          Napisałeś też na początku:
          "Tylko czy zadziała w przypadku takich
          kontakt24.tvn24.pl/wiozla-dziecko-na-tylnej-polce-auta-skrajny-brak-odpowiedzialnosci,151470.html
          zna ktoś odpowiednie słowo żeby określić drivera?"


          No to ja znam. Ten drajwer to zapewne ktoś kto zawsze słowami argumentuje i pewnie w tym momencie tłumaczy dziecku, że niewłaściwie postępuje, bo pasy powinny być zapięte, bo paragrafy tak mówią i dla bezpieczeństwa. Ale być może pociecha ma inne zdanie na ten temat i drajwer szuka właściwszych słów, które pociechę przekonają.
          • hasch1 Re: Przyznaję się do błędu. 09.12.14, 18:18
            Ale być może pociech
            > a ma inne zdanie na ten temat i drajwer szuka właściwszych słów, które pociechę
            > przekonają.

            Ja tam znam odpowiednie słowo, "siadaj". Fakt że działa dopiero wypowiedziane głosem sierżanta, ale działa. I to tak skutecznie że mój synek, 34 latka, zapina zanim siądzie. A spierał się jako pięciolatek, a do środków perswazji fizycznej nigdy się nie uciekałem.
    • bimota Re: Przyznaję się do błędu. 12.12.14, 20:38
      epoznan.pl/news-news-54222-Wypadek_na_Polance_sprawcy_grozi_15_lat_wiezienia

      TU NA SZCZESCIE STALI (I TO PODWOJNIE) W SUPERBEZPIECZNYM TRAMWAJU, W EKSTRABEZPIECZNEJ POZYCJI I MIEJSCU, WIEC NAWET BEZ PASOW, W TEJ WIELKIEJ KATASTROFIE OBYLO SIE BEZ OFIAR SMIERTELNYCH, LEDWO 20 RANNYCH, DLATEGO TYLKO 15 LAT...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka