Dodaj do ulubionych

ja nie chcialem... biedny kotek...

IP: 217.153.131.* 09.02.05, 18:34
qrde, dlaczego on wybiegl wlasnie w tym momencie?
Cholera, jak ja sie zle z tym czuje.... jest mi cholernie przykro, pierwszy
raz nie udalo mi sie zatrzymac....wlecial prosto pod kolo.....
Musze sie chyba wieczorem napic...
Minelo tyle godzin a mnie to ciągle męczy....

Tez tak mieliscie???

....qrde........
Obserwuj wątek
    • agusiek0071 Re: ja nie chcialem... biedny kotek... 09.02.05, 20:24
      nie martw sie...ja jak potracilam psa, ktory wybiegl na jezdnie to tez mialam
      wyrzuty sumienia...ale w koncu jakos przeszlo.pomysl ze nie mogles/moglas nic
      zrobic i tak naprawde to to nie byla twoja wina...
    • Gość: alisia Re: ja nie chcialem... biedny kotek... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.05, 20:34
      taaaaak, nachlaj się i wyjedź na ulicę! Dziwne podejście - chyba alkoholika -
      jak jest kłopot - to trzeba się napić........odrobinę ludzkich uczuć, jakie w
      tobie są, zalejesz wódą.
      • Gość: olo Re: ja nie chcialem... biedny kotek... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.02.05, 21:29
        Aleś mu dowaliła, wow. Tylko gdzie chłopina napisał, że ma zamiar gdzieś po
        pijaku jechać samochodem?
        • Gość: alisia Re: ja nie chcialem... biedny kotek... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.05, 09:03
          Ja mu tak kazałam. Niech jedzie. Będa jeszcze większe klopoty. Będzie można się
          napić wódki!
          • Gość: ciptak Re: ja nie chcialem... biedny kotek... IP: *.ericsson.net 11.02.05, 16:24
            a moze by tak przeczytac jeszcze raz maila inicjujacego watek, a potem
            odpowiadac? Nawiedzona bojowniczka abstynentka??
            ciptak
            • Gość: alisia Re: ja nie chcialem... biedny kotek... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.05, 09:48
              Nie zrozumialeś, ciptak. Chodzi mi o szukanie powodu/pretekstu do napicia się,
              tu każdy powód jest dobry, bojowniczką nie jestem, alkoholu nie piję, bo nie
              widzę uroku w odurzaniu się chemią dla poprawy nastroju(?)
              Przecież mnie to ani ziębi, ani grzeje, czy pan opije śmierć kota, czy tez
              znajdzie inny powod, np. że na forum jakaś baba brzydko napisala.
              Chodzi o stosowanie alkoholu jako " leku na cale zlo ".
              I tego właśnie nie rozumiem. Bo to złe lekarstwo jest.
              • a_weasley Nawet z walką z alkoholizmem nie należy przesadzać 14.02.05, 00:40
                Alisia napisała:

                > Nie zrozumialeś, ciptak. Chodzi mi o szukanie powodu/pretekstu do napicia
                się,
                > tu każdy powód jest dobry, bojowniczką nie jestem,

                Nie? To może poprzednie notki podpisane "Alisia" napisała jakaś bojowniczka o
                tym samym nicku...

                alkoholu nie piję, bo nie
                > widzę uroku w odurzaniu się chemią dla poprawy nastroju(?)

                No to nie marudź. My widzimy. Pomaga nam to nie, jak mylnie sądzisz,
                przezwyciężyć trudności w sposób wadliwy, lecz nie myśleć o tym, o czym w danym
                momencie nie zależy.
                Można nie spać do czwartej, potem z trudem zasnąć, rano wstać niewyspanym i już
                o problemie nie myśleć. Można też strzelić sobie setę czy dwie, albo np. trzy
                piwa, i nie myśleć o tym już teraz, zasnąć jak Pan Bóg przykazał. Co kto lubi.
                Nikt Cię tu nie nawraca i bądź uprzejma nie nawracać innych.

                > Przecież mnie to ani ziębi, ani grzeje, czy pan opije śmierć kota, czy tez
                > znajdzie inny powod, np. że na forum jakaś baba brzydko napisala.
                > Chodzi o stosowanie alkoholu jako " leku na cale zlo ".

                Nadinterpretacja. Jest to sposób na to, by nie myśleć o tym, o czym w danym
                momencie myśleć nie należy - a przynajmniej myślenie o tym nic nikomu nie da.
                Nic nie gorszy od relanium, a na pewno mniej szkodliwy dla zdrowia.
                • Gość: alisia Re: Nawet z walką z alkoholizmem nie należy przes IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.02.05, 20:44
                  Relanium też nie żrę:))
                  Mam mocny charakter i jestem zrownoważona psychicznie.
                  W nocy śpię, choćby nie wiem co się działo.
                  Nie palę marychy, nie biorę lekarstw ani amfy.
                  Niepotrzebne mi takie wasze pomagacze. Współczuję poniekąd, ale tylko trochę.
    • Gość: 130rapid Re: ja nie chcialem... biedny kotek... IP: *.pila.cvx.ppp.tpnet.pl 09.02.05, 22:14
      Nie pierwszy i nie ostatni (niestety).

      Masz dwa skuteczne sposoby zakończenia biadolenia.
      Pomyśl:
      wersja 1 (łagodna) - Raczej nie cierpiał...
      wersja 2 (okrutniejsza) - Skoro wlazł pod samochód, był niezbyt rozgarnięty,
      czyli padł ofiarą selekcji naturalnej.
    • apodemus Re: ja nie chcialem... biedny kotek... 10.02.05, 09:42
      Nikt tego chyba nie chce...
      Mam na sumieniu, prócz kilku(nastu?) ptaszków, jednego psa i jednego kota. Za
      pierwszym razem (pies) gryzło mnie to potem przez całą drogę.
      W obydwu przypadkach pocieszałem (?) się tym, że zwierzak nie cierpiał,
      ponieważ zarówno pies jak i kot nie przeżył zdarzenia :(
      Swoją drogą, kiedy trafiłem kotka kołem (przy ok. 90 km/godz), to omal mi nie
      wyrwało kierownicy z ręki... głupie uczucie...
    • emes-nju Re: ja nie chcialem... biedny kotek... 10.02.05, 10:27
      Miej nadzieje, ze nie przezyl spotkania.

      Kilka lat temu widzilalem na Zakopiance potraconego malego pieska - tylne lapki z kawalkiem tulowia mial wklepane w asfalt, a przednie probowaly uciekac!!! Makabryczny widok! Mialem nawet impuls, zeby sie zatrzymac i... chyba dobic. Powstrzymaly mnie okolicznosci: za mna jechal TIR (jakos nie lubie przed nimi gwaltownie hamowac); na pokladzie mialem moja ukochana, ktora nie zauwazyla pieska (i bardzo dobrze!); i najwazniejsze - jak mialbym to biedne stworzenie dobic?! A wiesc do weterynarza nie bylo czego. Mam tylko nadzieje, ze szybko sie wykrwawil...

      Co jakis czas, mimo, ze bylem tylko swiadkiem, sni mi sie to w nocy :-(

      Wspolczuje
    • callafior Re: ja nie chcialem... biedny kotek... 10.02.05, 17:11
      heh, a ja mi kiedyś kawałki sierści i skóry pieska zostały w zawieszeniu. Mało
      apetyczne.
      ---------
      Co masz zrobić dziś, zrób pojutrze, będziesz mieć dwa dni wolnego...
      • apodemus Makabrycznie się robi... 11.02.05, 17:14
        ...a ja przez jakiś czas jeździłem z wróbelkiem wbitym w zakamarki zderzaka...
        ubywało go po trochu i zanim dojrzałem do decyzji o umyciu auta to odpadł cały.
    • vatseq Re: ja nie chcialem... biedny kotek... 11.02.05, 10:34
      Też tak miałem i to jeszcze gorzej: potrącony kot (a ja uwielbiam koty!) żył
      jeszcze, ale nie miał władzy w tylnych łapach i inne obrażenia wskazywały, że
      nie przeżyje. Co było robić? Wziąłem z bagażnika saperkę i dobiłem go, co było
      niewątpliwie aktem humanitarnym. Do dziś mi się to przypomina, po kilku latach!!

      vatseq
      • cereusfoto Re: ja nie chcialem... biedny kotek... 11.02.05, 12:33
        Jesteście chyba psychiczni! Jak możecie tak po prostu pisać, że to nic takiego.
        A wolniej to nie łaska było jechać? Gdybyście jechali ostrożniej, to możliwe,
        że byłaby szansa na uratowanie tych stworzeń.
        • apodemus Re: ja nie chcialem... biedny kotek... 11.02.05, 13:42
          1. Nie napisałem że to nic takiego.
          2. W przypadku "mojego" pieska jechałem max. 60-70 (wylot z jakiejś wsi,
          niedaleko za tablicą z przekreślonymi domkami), ale jakieś baraki jeszcze stały
          obok. I musiałbym jechać chyba 5 km/h żeby zareagować, bo wszystko działo się w
          takim tempie, że zdążyłem tylko puścić gaz i bum...
          3. Gdybym jechał 40-50 to kotka bym pewnie nie trafił. Ale czy kol. cereusfoto
          jeździ z taką szybkością na prostej drodze poza miejscowościami?
          Pozdrawiam wszystkich, chyba nikt z nas nie rozjeżdża zwierzaków celowo...
        • vatseq Re: ja nie chcialem... biedny kotek... 11.02.05, 14:58
          Opis sytuacji: teren zabudowany (= 60 km/h i tyle jechałem), skraj miasta,
          boczna droga z prawej strony, pobocze zarośnięte trawą i chaszczami dochodzącymi
          do krawędzi asfaltu. Z tej drogi wybiega kot wprost pod koła (był zasłonięty
          chaszczami - nie mogłem go widzieć) - chyba wiesz skąd się wzięło powiedzenie
          "biegać jak kot z pęcherzem"? On właśnie tak biegł, jak wystrzelony z procy.
          Żadnych szans na ominięcie, nawet, gdybym jechał o połowę wolniej.

          Nigdy nie powiedziałem, że to nic takiego - uwielbiam koty i wszelkie żywe
          stworzenia (oprócz komarów i much końskich). Nie zabijam karpia na święta z
          powodów psychicznych, a nie ułomności fizycznej. Nie mogę i już. Zatem domyśl
          się co oznaczało dla mnie dobić kota!!

          vatseq
          • tygrys01 Nie jest z Wami tak żle.. 11.02.05, 21:59
            Nie jest z Wami tak żle.. przynajmniej swędzi Was trochę sumienie. Nie można
            powiedzieć o draniu który w Nowej Hucie zabił moją córkę. W wywiadzie prasowym
            jego żona powiedziała, ze rodzice zabitej Aurelii ja prześladują bo toczą
            sprawę przed sądem a oni nawet na msze dali za zabitych przez siebie dwoje
            ludzi.
            Śmierć wiąże się prawie zawsze z dramatem, czy to kota, czy też człowieka.
            Trudno jest nie pamiętać szeroko otwartych powiek i wytrzeszczonych oczu z
            przerażenia dziecka ktore nie dały się zamknąć żadnym sposobem ani w kostnicy
            ani w trumnie, wiedząc, ze dziecko było wiezione na masce samochodu około 70m
            i ten wyraż oczy mogł być wyrazen=m te3go co dziecko przeżywało przez ostatnie
            kilkadziesiąt minut życia. Rozprawa apelacyjna w Krakowie chyba w marcu. Przez
            sedziego W.D. z Nowej Huty pirat został uniewinniony ponieważ sędzia nie
            widział związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy predkością samochodu a skutkiem
            śmiertelnym dla dwojga młodych ludzi. Od tego tragicznego dnia mineło juz
            ponad trzy lata a tak jakgdyby to było wczoraj
      • Gość: ugarit vatseq Ty humanitarny zboczku. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.02.05, 20:19
      • Gość: dp72 Re: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.02.05, 21:21
        A ja miałem inaczej. Musiałem aż zjechać na lewy pas, bo kot by mi uciekł!
        Trafiłem go prawie przy poboczu. Nie miał szans....A co.
        • Gość: Ugarit Dobrze że nie walnąłeś w krawężnik.Felgi szkoda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.05, 00:39
    • Gość: RallyTeam Re: ja nie chcialem... biedny kotek... IP: 62.29.199.* 12.02.05, 13:55
      Pomyśl lepije, czy naprawdę zrobiłeś wszystko, żeby go nie przejechać.
      Wyciągnij wnioski i pomyśl co zrobić gdy sytuacja się powtórzy. Najczęściej
      można tego uniknąć. Tylko trzeba mieć ten manewr przećwiczony. Nie koniecznie
      na czymś żywym ale na kartonach na przykład. Większość kierowców w takiej
      sytuacji dopiero myśli co zrobić a sekundy i metry uciekają... i albo nic nie
      robią albo tylko hamują do oporu. To musi być odruch ale przemyślany wcześniej.
      Czasem jednak naprawdę nie uda się ale pozostaje przynajmniej świadomość, że
      zrobiło się co mogło.
      • Gość: gość Re: ja nie chcialem... biedny kotek... IP: *.c157.petrotel.pl 12.02.05, 17:51
        Nazywała się Justyna czy Aurelia?
        Jeśli to 2gie, to śmierć dzieciaka była niewątpliwie pożądana — oszczędziła mu
        cierpień w przyszłości.
        • tygrys01 Justyna Aurelia 13.02.05, 16:05
          Gość portalu: gość napisał(a):

          > Nazywała się Justyna czy Aurelia?
          > Jeśli to 2gie, to śmierć dzieciaka była niewątpliwie pożądana — oszczędzi
          > ła mu cierpień w przyszłości.
          =========
          Była dwojga imion Justyna Aurelia i obu używała. A co cierpień w przyszłości to
          kto ich nie ma? Życie jest pasmem radości i cierpienia. Natomiast jak skończy
          się dopiero co 24 lata i samodzielne życie rozpoczyna a już go trzeba kończyć
          to czas odwraca swój bieg i to jest odwróceniem praw natury. Justyna bo
          sprawiedliwa, Aurelia bo świetlista czy teraz świeci na niebie wraz z innymi
          gwiazdami dla sprawiedliwych? Kamil ktory zginąl pod kołami tego pirata miał
          lat 18.
    • Gość: ugarit Ja to nawet polubiłem. Jak przynajmniej jednego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.02.05, 20:16
      w tygodniu nie trzasnę, to jakoś mi tak nie swojo. Źle się czuję po prostu.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka