Dodaj do ulubionych

Jestem sprawcą

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.05.05, 19:57
Jestem kierowcą od 10 lat, jeżdzę dużo i codziennie. Nauczyłam się już, że
trzeba uważać na dzieci, nieoświetlonych rowerzystów, pijanych pieszych...
Mój wypadek miał miejsce w zimie, głęboką nocą, w mieście, na mało
uczęszczanej i nieoświetlonej ulicy. Nie jechałam sama, obok mnie siedziała
koleżanka, z tyłu kolega, wracaliśmy z pracy. Obserwowałam drogę w normalny
sposób, nie klikałam w komórkę, nie rozmawiałam ze znajomymi, nie miałam
zamkniętych oczu, nie patrzyłam do tyłu... nic co mogłabym sobie zarzucić.
Nie byłam pijana ani szczególnie zmęczona... Jechałam z przepisową
prędkością, 30km/h i... przejechałam po leżącym na drodze człowieku.
Natychmiast wezwałam pogotowie i policję.
Człowiek przeżył! Złamane żebra, miednica, po 2 tygodniach wypisany ze
szpitala, ma się dobrze, chodzi, żyje. Cud, szczęście dla niego i dla mnie -
mogłam go zabić, przejechać po głowie, zobaczyć w ostatniej chwili i
zmiażdżyć hamowaniem, zobaczyć, skręcić i wylądować na drzewie - milion
możliwości. Ludzie nie powinni leżeć na drogach! Ale leżą, a wina jest zawsze
i tylko kierowcy.
Potem okazało się, że facet miał 3,2 promila alkoholu we krwi. Moja sprawa
trafiła do sądu, bez powoływania przez policję biegłego. Teraz sąd może
zgodzić się na powołanie go, ale wcale nie musi. Policja nie ma wątpliwości
co do mojej winy, ja - tak. Nie tylko ja go nie zauważyłam, osoba siedząca
obok mnie, nie widziała go także. Zmęczona jednak całą sprawą, od kilku
miesięcy nie myślę o niczym innym, ktoś kto kiedykolwiek miał wypadek wie o
czym mówię - postanowiłam dobrowolnie poddać się karze, by przyspieszyć bieg
sprawy sądowej i mieć to za sobą. Przejechany pijany chce oczywiście
odszkodowania na dużą kwotę (w tym klasyczne naciąganie - np. zniszczenie
odzieży za 2000zł itp itd).
Boję się jeździć. Mam objawy klasycznej depresji. Nie chce mi się żyć. A
student, lat dwadzieścia parę, co to zaszalał alkoholowo na imprezie śmieje
mi się w twarz i jeszcze zarobi na całej tej sprawie.
Uważajcie, jak jeździcie.
Obserwuj wątek
    • kolowr tylko współczuć... 06.05.05, 20:15
      żałosne.....
    • Gość: rat uratowane życie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.05.05, 20:40
      Poszkodowany powinien Ci podziękować, że uchroniłaś go od niechybnej śmierci w
      zimie w nocy przy tym stężeniu alkoholu w organiźmie.
      Myślę, że sąd podzieli moi zdanie.
      pozdr
      • Gość: ktb Re: uratowane życie IP: 141.11.234.* 19.05.05, 19:14
        Kiedyś trafiłem na takie coś na objeździe Torunia (Łysomice) ale nie na obecnej
        nówce tylko kiedy był to jeszcze przejazd przez pipidówy. Był świtek i nagle za
        zakrętem coś mi zamajaczyło na drodze, ominąłem ale widzę leży facet!!!!
        Pomyślałem z uśmiechem "po imprezce nie doszedł - czego to człowiek nie spotka
        na drodze" - i jadę, ale zdrętwiałem 100 metrów dalej, bo sobie przypomniałem,
        że moze z kilometr za mną jedzie kilka aut, które wyprzedzałem minutę temu, a
        jak jadą ciurkiem to nawet jak pierwszy ominie, to trzeci go przejedzie. Do
        dziś o tym myśle czy przeżył. A autorce współczuję - chociaż co do winy to
        wydaje mi się, że pieszy nie ma prawa leżeć na drodze publicznej - dostałby
        mandat, ma prawo tylko ją przechodzić i najlepiej w wyznaczonych miejscach -
        skoro nie miał prawa tam leżeć jest winny spowodowania zagrożenia ruchu
        drogowego. Policja może sobie gadać co chce. Jeżeli nie stwierdzili
        przekroczenia prędkości po drodze hamowania to znaczy że nie jesteś winna. Ale
        ciekaw jestem innych opinii...
    • k_az Re: Jestem sprawcą 07.05.05, 17:02
      Szanowny kolego. O winie decyduje sąd a nie policja. W myśl polskiego prawa
      winien jest ten pijany, to on sprowadził swoim zachowaniem niebezpieczeństwo.
      Pijany nie może w żaden sposób korzystać z publicznej drogi, obojętne czy to
      jest kierowca,rowerzysta czy pieszy. Musisz się bronić. Odwagi i powodzenia.
      pozdrawiam.kaz.
    • Gość: Piort Re: Jestem sprawcą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.05.05, 17:54
      Gdybyś Asiu znała polskie prawo, to po przejechanu faceta zawróciła byś i
      starannie wycelowała w jego głowę
    • Gość: iza Re: Jestem sprawcą IP: *.torun.mm.pl 07.05.05, 18:12
      Asia, nie daj się depresji i zawalcz o siebie. Z Twojej relacji wynika, że nie
      zrobiłaś nic złego. Jechałaś tak jak powinnaś, nie widziałaś człowieka, którego
      na pewno nie powinno być na jezdni, po całej sprawie zachowałaś się jak należy.
      Jesteś w porządku. To nie Ty sprowadziłaś nieszczęście, to ten kretyn sam się
      wpakował, a Ciebie wciągnął w tarapaty.
      Otrząśnij się. Zachowałaś się najlepiej, jak to było możliwe. Reszta jest
      niezależna od Ciebie i musisz spokojnie stawić jej czoła - jak to w życiu.
      • Gość: Asia Re: Jestem sprawcą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.05.05, 18:59
        W myśl polskiego prawa winny jest kierowca, niestety. Okazuje się, że dla sądu
        fakt, że ten człowiek był pijany znaczy tylko mniejszy wyrok dla mnie (wiem
        już, że sędzia planuje 8mc w zawieszeniu na 2 lata i grzywnę). Moja wina nie
        podlega dla niego kwestii, bo rozumowanie jest takie: nie można nie zauważyć
        przeszkody na drodze jadąc 30/h, w jakichkolwiek warunkach. Ja sama do dziś
        myślę, jak to się mogło stać - fakt, było z górki (inny kąt padania świateł),
        droga pełna dziur i wybrzuszeń, gasnące (do dziś) lampy (takie bardziej
        spacerowe zresztą, nie drogowe; wreszcie: człowiek leżący na jezdni to ostatnia
        rzecz jakiej kierowca się spodziewa. Mogłam, widząc to "coś" z daleka, wziąć go
        za cień, garb, worek na drodze. Najprawdopodobniej cała sytuacja wynikła z
        tego, że źle oceniłam sytuację - oceniłabym ją dobrze, gdybym spodziewała się
        tego, że pijani ludzie, oprócz chybotania się na krawężnikach, kładą się na
        jezdni. Musiało byc tak, że gdy ten człowiek oświetlony już został przez
        światła mojego samochodu, zamiast na asfalt przede mną, popatrzyłam na pobocze,
        w lusterko, na prędkościomierz, czy wreszcie na siedzącą obok mnie koleżankę...
        to się zdarza, wiem, nikt z nas jeżdzących nie ma swojej uwagi skupionej w stu
        procentach na jezdni, jest to niemożliwe; czując się winna wiem, że moja
        nieuwaga jest udziałem każdego przecież kierowcy... ale jednak to ja
        przejechałam po facecie i jestem gotowa poddać się karze, nie stać mnie też na
        opłacanie przez lata adwokata i kolejnych biegłych, może być zwyczajnie taniej
        poddać się karze już teraz. boli mnie tylko fakt, że w tak chamski i żenujący
        sposób pijak domaga się odszkodowania, a i sędzia nie ma nic przeciwko temu.
        Nie wiem jeszcze, co zrobię. Trzeba dużo siły, żeby w sądach walczyć o swoje,
        zwłaszcza w sytuacji, gdy jakiś procent winy, tak czy owak, leży po mojej
        stronie. eh.. dziękuję wam bardzo za słowa otuchy. forum to dobra rzecz...
        • Gość: iza Re: Jestem sprawcą IP: *.torun.mm.pl 07.05.05, 19:22
          Ale odszkodowanie to chyba sprawa Twojego ubezpieczyciela OC? W końcu od tego to
          OC jest?
          Nie zachęcałabymm Cię do walki w sądzie, jeśli nie masz na to siły. Rób tyle, na
          ile Cię stać, tylko nie dołuj się, bo nie masz powodów. A jeśli wyrok wyda Ci
          się niesprawiedliwy, to też zrób co chcesz - machnij ręką, albo próbuj coś
          dalej. Tylko nie bierz tego wszystkiego "na siebie", Ty już rozwiązałaś swoją
          część problemu. Oddziel to od siebie. Powodzenia.
        • entry nie prawda! 09.05.05, 20:53
          >W myśl polskiego prawa winny jest kierowca, niestety

          toż to jakieś pokrętne wywracanie prawa na swoją (tu Twoją) niekorzyść!
          Absolutnie nieprwada, ,że zawsze winny jest Kierowca!

          Nie poddawaj się, w końcu sąd będzie musiał powołać biegłego. Kierujący nie
          musi się spodziewać rzeczy niespowdziewanych, w końcu nikt nie wymaga, aby
          prowadziły same wróżki. Gdyby to było na pasach to ewentualnie tak, ale nie w
          nocy na środku drogi. Pamiętaj, że światła mijania pozwalają na oświetlanie
          drogi też tylko w pewnej odległości, do tego przeszkodę leżącą nieruchomo na
          poziomie jezdni jesteś w stanie zauważyć zdecydowanie później. Jadąc z
          prędkością 30 km/h w ciągu sekundy pokonujesz 8,5 metra. Przeciętny czas
          reakcji w nocy to około sekunda (ale w przypadku absolutnego zaskoczenia nawet
          1,5!!!) dodaj do tego czas zadziałania hamulców i drogę hamowania niezbędną do
          zatrzymania. Facet był ubrany pewnie na czarno, zlany z czarnym tłem asfaltu.
          Skuteczność świateł w takich warunkach to (w sensie możliwości zauważenia
          przeszkody) raptem kilkanaście metrów! Nijak nie miałaś możliwości zatrzymania
          pojazdu przed taką przeszkodą. Dziwi mnie natomiast fakt, że to że gościu był
          pijany umniejsza Twoją odpowiedzialność, a jakby zasłabł to co - zwiększa?
          Przecież to są kpiny z prawa.
          Pier.. odszkodowanie, to najwyżej strata 10% zniżki, ale nie daj z siebie
          zrobić kozła ofiarnego, zasiej wątpliwość i w razie czego do wyższej
          instancji!!!
          Możesz zostać całkowicie uniewinniona!
          • Gość: Asia Re: nie prawda! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.05, 22:22
            Ano, sędzia (ten co teraz ma moją sprawę) stoi na stanowisku "skazać i już".
            Nie zamierza powołać biegłego, chce, bym dogadała się z poszkodowanym w sprawie
            pieniędzy i będzie mu miło, jak żadna ze stron nie złoży apelacji. Wszystko to
            pod warunkiem oczywiście, że przyznam się do winy, jeszcze tego nie zrobiłam,
            ale jeśli chcę zakończyć sprawę szybko, tylko to mi pozostaje. Przejechany
            wystąpił z sądowym wnioskiem o odszkodowanie, prawdopodobnie dlatego, ze zdawał
            sobie sprawę z tego, że mój ubezpieczyciel pijanemu pieniędzy nie wypłaci. A
            sąd zasądzić coś musi, takie jest prawo. Eh. Najgorsza jest ta świadomość, co
            po tym wszystkim mnie ścięła, że nie chcąc zrobić komuś krzywdy, robisz ją, nie
            wystarczy jeździć ostrożnie i świadomie, nieprzewidywalna jest jazda
            samochodem. I nawet na rower nie mogę się przerzucić, za daleko mieszkam,
            cholera. Gdybym miała pieniądze i jaja, zrobiłabym jak mówisz, entry.
            Pozdrawiam bardzo.
            • entry Re: nie prawda! 10.05.05, 19:14
              nie daj się!
              sąd chce zamknąć sprawę polubownie i przy okazji wyciągnąc dla pijaka parę
              groszy. Prawo jest po Twojej stronie, jak nie przyznasz się do winy muszą
              powołać biegłego, ewentualnie zrobią to w drugiej instancji.
              Nie prawda, że musi coś zasądzić, tylko jeśli będziesz winna, lub przyczynisz
              się do powstania szkody. Z całą pewnością lepiej dla Ciebie (np. brak punktów,
              brak kary finansowej) jak zostaniesz uznana niewinną i ewentualnie dadzą Ci
              przyczynienie, wtedy pijak dostanie swoje a Ty będziesz miała czyste konto i
              będziesz czuła sprawiedliwość.
    • k_az Re: Jestem sprawcą 07.05.05, 21:12
      Jaki sąd w jakim mieście. Wiadomo to polska. Walcz wytrwale do końca. Jeżeli
      jest prawdą co piszesz, to sprawcą jest ten pijany.To Ty powinnaś od niego
      otrzymać odszkodowanie. I zapewne tak się stanie jeżeli będziesz silna. To
      trudne lecz mozliwe. Powodzenia.
      pozdrawiam.kaz.
    • adik.s Re: Jestem sprawcą 08.05.05, 15:04
      zwróc sie do mediów ;p - w koncu kolejna władza w Polsce ;p
      a tak na powaznie - moj brat kiedys zabil goscia (pijany jak nieszczescie),
      jechal w nocy, samochod mial po przeglądzie dwa dni wczesniej, i nie takim
      przeglądzie jak ostatnio sie robi... Robil wszystko bo mial poloneza, po prostu
      sam chcial zeby wszystko bylo ok, jechal wolno, facet wszedl przed auto i wpadł
      mu przez szybe... - jako, ze byl pijany sprawdzili tylko stan samochodu i od
      razu stwiedzili wine pijanego... Teraz mój braciak jeździ, ale tylko w dzień...
      Nie mialem nigdy wypadku, lecz kilka bardzo podbramkowych sytuacji, po których
      musialem ze 20min postać i dojść do siebie, wiec moze sie domyslam co teraz
      przezywasz, moze nie... Ale skoro tyle czasu już jeździsz, to mam nadzieje, ze
      niedlugo wsiądziesz za kółko i bez problemu i strachu bedziesz dalej śmigać... -
      w koncu wypadki to wliczone ryzyko w ruch drogowy.. Smutne ale prawdziwe...
      Pozdrawiam
    • Gość: mała Re: Jestem sprawcą IP: 80.51.235.* 09.05.05, 10:52
      Powiedzcie mi jak to jest, jezeli mamy kolizję, wypadek, stłuczke, etc, w
      której biorą udział dwa lub więcej samochodów i jeden z kierowców jest pijany
      to zawsze jego obarcza się winą za spowodowanie wypadku, chociażby było
      inaczej. Dlaczego więc pijany pieszy (czy raczej pijany leżący) ma być
      traktowany jak ofiara???? Oto Polska właśnie...
      • Gość: spr Re: Jestem sprawcą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.05, 13:13
        Sprawca pijany jest ryzykownym rozwiązaniem bo zakład ubezpieczeniowy wycofa
        się od odpowiedzialności - pozostanie wtedy na drodze cywilnej nierealne
        szukanie odszkodowania.
        Ważny jest sprawca ubezpieczony, trzeźwy, majętny(w miarę).
        W podanej sytuacji można szukać pomocy w alterego.
        pozdr
        • gatta5 Re: Jestem sprawcą 09.05.05, 19:17
          Współczuję ci Asiu, ale jednocześnie przeraża mnie to co tu wypisujecie.
          Oczywiście, że ten facet był pijany, ale to nie znaczy, że nalezy po nim
          przejeżdżać. Skoro go nie widziałaś ( a to naprawdę nie swiadczy o Tobie
          dobrze), musisz ponieść karę. Złamałaś facetowi zebra i mówisz, że nic mu się
          nie stało? Ja tego nie rozumiem. To nie jest tak jak wam się wydaje, że drogi
          sa tylko dla samochodów, a pieszych nalezy traktować jako przeszkodę, której
          jak się nie da ominąć to spoko mozna przejechać - sorki może przesadzam, ale
          wasze wypowiedzi takie sprawiają wrażenie:-(
          • Gość: Asia Re: Jestem sprawcą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.05, 21:54
            > Skoro go nie widziałaś ( a to naprawdę nie swiadczy o Tobie
            > dobrze), musisz ponieść karę. Złamałaś facetowi zebra i mówisz, że nic mu się
            > nie stało?
            Nie piszę, że nic mu się nie stało, piszę, że żyje i dziś dobrze się ma,
            piszę, że to cud, bo mógł nie żyć, a żyje. Czy ja "muszę" ponieść karę? Być
            może, gdybym miała siłę i pieniądze na ciągnącą się latami sprawę sądową,
            zostałabym uniewinniona, jest wiele elementów świadczących o tym, że ktoś inny
            na moim miejscu nie zauważył by go także. Nie wiem dlaczego sądzisz, że
            przejechałam go dlatego, że był pijany? Przejechałam po nim, bo go nie
            widziałam, nie było go widać i właściwie dzisiaj, gdybym miała tylko trochę
            siły, chciałabym, by powołano biegłego by ocenić, czy mogłam go zauważyć czy
            nie. Sędzia biegłego powoływać nie musi, może wydać wyrok nie znając wszystkich
            okoliczności sprawy...
            Ja dam sobie radę, jak tylko to się skończy, ale jak poradzi sobie ten młody
            student, który jest święcie przekonany, że należą mu się pieniądze i
            żadna kara za tak totalne upicie się i stworzenie zagrożenia go nie spotka?
            • Gość: gatta5 Re: Jestem sprawcą IP: *.provider.pl / *.provider.pl 09.05.05, 22:48
              Nie sądzę oczywiście, że przejechałaś go, bo był pijany. Tylko zauważyłam, że
              oskarżasz(Ty i inni) go, że był pijany, jakbyś chciała przez to choć trochę
              zmazać swoją winę i zwalić ją na niego. No wiem, że to trudne, że on nie
              powinnien lezec na drodze, no ale to Ty byłaś trzeżwa, bylas kierowcą, powinnaś
              uważać. Nie chcę się wymądrzać i Ciebie okarżać, bo na pewno swoje przeżyłaś i
              nie jest Ci łatwo. Piszę, bo smuci mnie fakt, jak ludzie nie za wszelką cenę
              chca udowodnić swoją niewinność, nie patrząc na to, że kogoś skrzywdzili. Asiu
              nie bierz tego do końca do siebie, bo tak naprawdę trudno tylko na podstawie
              tego co napisalaś ocenić sytuację. Trzymaj się:-)
              • Gość: mnm Re: Jestem sprawcą IP: *.chello.pl 13.05.05, 22:24
                Oczywiście, że przejechałaś go, bo był pijany!!! Trzeźwy człowiek nie kładzie
                się w nocy w zimie na środku jezdni! Asia. W żadnym wypadku nie idź na ugodę
                czy dobrowolne przyznanie się do winy.
                • Gość: Keppra Re: Jestem sprawcą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.07.07, 19:57
                  Asiu zacznij się leczyć u psychiatry na przewlekłe lęki i depresje. Z uwagi,że
                  przez niego straciłaś zdrowie zaskarż go do sądu powiedzmy o jakieś 50000PLN.
                  Pozdrawiam.
              • Gość: goddy Re: Jestem sprawcą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.05, 14:37
                jakos nie dochodzi do mnie o czym piszesz... miejscem pieszego, do tego jeszcze
                ostro pijanego, na pewno nie jest srodek nieoswietlonej w nocy drogi. nie chce
                mowic, ze Asia jest calkowicie bez winy, bo jednak chyba tez powinna kare
                poniesc, ale nie o tym chciala, na prawie sie nie znam. wiem za to, ze jak sie
                auto zostawi na bocznej drodze nieoswietlone, to jakakolwiek wina w razie
                ewentulnego wypadku/kolizji jest po stronie wlasciciela owego nieoswietlonego
                saochodu. rozumiem, ze kierowca musi byc przewidywalny bo rozne rzeczy sie
                zdarzaja, ale poniewaz ten pijany nawet sie nie ruszal, to tym gorzej bylo go
                zauwazyc. bo od kiedy w nocy piesi spia na ulicy! Asiu, lekka kara tak - ale
                prosze, nie daj sie wsadzic do pierdla!!
              • Gość: x15 Re: Jestem sprawcą IP: *.acn.waw.pl 14.05.05, 23:39
                > zmazać swoją winę
                Jaka wine do cholery? Doszło do wypadku z winy jednego z uczestników. Teraz
                pozostaje sądowi odpowiedzieć na pytanie kto był winien. Możliwości są dwie:

                1. Prowadząca samochód naruszyła przepisy nie zachowując należytej
                ostroźności/przekraczając prędkość itp. i doprowadzając do wypadku
                lub
                2. Nawalony do nieprzytomności człowiek położył się w miejscu niedozowolonym
                powodując zagrożenie dla ruchu drogowego i faktycznie doprowadził do wypadku

                Jak dla mnie oczywisty jest wariant 2. Nie powinno być się karanym za to, że
                robiło się to samo co wszyscy ludzie codziennie robią, a tylko miało się pecha,
                że na drodze pojawił się pijak. W ten sposób to wszyscy jesteśmy przestępcami,
                tylko pijaków nie starcza żeby nas wykryć.

                Uważam, że nie ma innej możliwości jak wziąć adwokata, który powie jaka jest
                naprawdę sytuacja. Na moje oko sprawa jest do wygrania.
              • julka00 Gatta, no chyba zwariowałaś! 04.09.05, 10:35
                Zdarza się, że pijany pieszy jest uznany winnym nawet jeśli został potrącony na
                przejściu. Jeśli zatoczył się przed samochód z pobocza też na pewno będzie
                winny. Powiem więcej, jeśli potrącisz trzeźwego człowieka przechodzącego przez
                jezdnię w miejscu niedozwolonym i udowodnisz, że jechałaś z dozwoloną
                prędkością, to będzie wina pieszego. A Ty sądzisz, że kiedy pijany człek leżący
                na jezdni zostanie rozjechany, to ma być wina kierowcy?!
                Może tak jest według Ciebie, Twojej etyki itp. (i na dodatek znajdą się
                tacy, którzy przyznają ci rację), ale na pewno nie według polskiego prawa.
                Asiu!
                Według mnie nie podlega wątpliwości to, że jesteś niewinna.
          • michal.ch Re: Jestem sprawcą 13.05.05, 23:06
            > Oczywiście, że ten facet był pijany, ale to nie znaczy, że nalezy po nim
            > przejeżdżać.


            Czy zrobiła to celowo? Czy chciała po nim przejechać? Puknij się w głowę człowieku.


            > Skoro go nie widziałaś ( a to naprawdę nie swiadczy o Tobie
            > dobrze), musisz ponieść karę.


            Gdyż? Ponieważ? Może jakieś argumenty? Nie ma? Tak myślałem!

            Czy musi ponieść karę za to, że _nie widziała_ człowieka, który sam położył się
            w niedozwolonym miejscu, sprowadzając zagrożenie na siebie i innych uczestników
            ruchu drogowego? Jak taki z ciebie kozak, to ustosunkuj się do tego. Ale
            rzeczowo, a nie w sposób demagogiczny.
      • entry bzdura 09.05.05, 20:56
        > Powiedzcie mi jak to jest, jezeli mamy kolizję, wypadek, stłuczke, etc, w
        > której biorą udział dwa lub więcej samochodów i jeden z kierowców jest pijany
        > to zawsze jego obarcza się winą za spowodowanie wypadku

        brednie!!!!
        Należy udowodnić że to miało wpływ na powstanie kolizji i dać mu winę, bądź
        uznać że się przyczynił NIGDY obligatoryjnie za to że ktoś sobie dziabnął nie
        stanie się Sprawcą jeżeli jest poszkodowanym.
        • k_az Re: bzdura 10.05.05, 18:55
          Miejsce pieszego jest nie na jezdni lecz na poboczu (jeżeli jest uczestnikiem
          ruchu). Nikt kto jest pijany nie może być uczestnikiem ruchu, pieszy także.
          pozdrawiam.kaz.
          • entry Re: bzdura 10.05.05, 19:18
            przeczytaj do czego napisałem odpowiedź (patrz: cytat). Chodziło ogólnie o
            błędnie przypisywaną winę obligatoryjnie pijanemu

            > Miejsce pieszego jest nie na jezdni lecz na poboczu
            a to bradzo dobry argument dla Asi w dalszej walce, jest taki przepis w KD
            wystarczy go odszukać
          • zgryzliwy1 Re: bzdura 10.05.05, 23:26
            k_az napisał:

            > Miejsce pieszego jest nie na jezdni lecz na poboczu (jeżeli jest uczestnikiem
            > ruchu).

            Jako zasada - nieprawda.
            Pieszy moze znalezc sie na jezdni ,jak ja np. przekracza (niekoniecznie w
            miejscach wyznaczonych),moze isc jezdnia jak nie ma pobocza i chodnika,tak samo
            kolumny pieszych.
            • Gość: madi Re: bzdura IP: *.setup.com.pl 11.05.05, 15:02
              Asiu, nie poddawaj się. Zgadzam się w 100% z entry.
              Chce Ci jeszce napisać, że jak dostaniesz te kare to ją już bedziesz miała w
              aktach. A tu zaczynają sie [problemy z pracą, kredytem itp.
              A to nie jest Twoja wina.
            • entry Art.11.1. KD 11.05.05, 19:10
              "Pieszy jest obowiązany korzystać z chodnika lub drogi dla pieszych, a w razie
              ich braku - z pobocza. Jeżeli nie ma pobocza lub czasowo nie można z niego
              korzystać, pieszy może korzystać z jezdni, pod warunkiem zajmowania miejsca jak
              najbliżej jej krawędzi i ustępowania miejsca nadjeżdżającemu pojazdowi."

              nie ma nic na temat zezwolenia na spanie na środku jezdni ;), jest za to słowo
              na temat jej przekraczania:

              "3. Przechodzenie przez jezdnię poza przejściem dla pieszych, o którym mowa w
              ust. 2, jest dozwolone tylko pod warunkiem, że nie spowoduje zagrożenia
              bezpieczeństwa ruchu lub utrudnienia ruchu pojazdów. Pieszy jest obowiązany
              ustąpić pierwszeństwa pojazdom i do przeciwległej krawędzi jezdni iść drogą
              najkrótszą, prostopadle do osi jezdni."

              • Gość: Asia Re: Art.11.1. KD IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.05.05, 20:22
                no właśnie... a czy to co pisałeś, entry:

                >>światła mijania pozwalają na oświetlanie
                >>drogi też tylko w pewnej odległości, do tego przeszkodę leżącą nieruchomo na
                >>poziomie jezdni jesteś w stanie zauważyć zdecydowanie później. Jadąc z
                >>prędkością 30 km/h w ciągu sekundy pokonujesz 8,5 metra. Przeciętny czas
                >>reakcji w nocy to około sekunda (ale w przypadku absolutnego zaskoczenia
                >>nawet 1,5!!!) dodaj do tego czas zadziałania hamulców i drogę hamowania
                >>niezbędną do zatrzymania.

                to twoja wiedza fachowa, czy tak spekulujesz tylko? nikt (policjant, adwokat)
                nie powiedział mi jeszcze wyraźnie, jakie miałam szanse zauważyć tego faceta w
                tamtych warunkach.
                Jestem coraz bliżej decyzji, by się bronić:) to dzięki wam między innymi! ha,
                dam radę, no nie?
                pozdrawiam i dziękuję:)
    • Gość: zaba Re: Jestem sprawcą IP: 195.187.84.* 11.05.05, 21:24
      Asiu, glowa do gory!!! Prawo jest z nami !!! Poczytaj sobie Kodeks Drogowy,
      rozdzial 2 - Ruch pieszych.
      Dodtakowo wyrok Sadu Najwyzszego z 05.01.2000r (II KKN 419/97 Prok. i Pr.
      2000/6/4)
      "Na oskarzonego nie mozna nalozyc obowiazku jazdy z taka predkoscia, ktora
      umozliwialaby mu spostrzezenie nieoswietlonej i niekontrastujacej przeszkody na
      drodze, w postaci pokrzywdzonego prowadzacego w poprzek tej drogi rower. Jak
      ustalono, oskarzony jechal z predkoscia administracyjnie dozwolona i
      dostosowana do warunkow panujacych krytycznego dnia na drodze, zas w chwili,
      gdy spostrzegl przeszkode, nie mial juz mozliwosci unikniecia kolizji pomimo
      podjecia prawidlowego manewru jej ominiecia. Nie wykazano przy tym, izby
      predkosc ta byla predkoscia uniemozliwiajaca kierujacemu panowanie nad
      pojazdem."
      Źrodlo: Kodeks Drogowy z komentarzem, wyd. Gazeta Prawna, Infor, rok 2004.
      Prosze, nie zalamuj sie !!!! Glowa do gory, powodzenia !!!!!
      • Gość: Asia Re: Jestem sprawcą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.05.05, 11:20
        o kurcze, moj adwokat tez mi to pokazal...:) dzięki:) chyba faktycznie spróbuję
        powalczyć:)
        • piort Re: Jestem sprawcą 12.05.05, 14:56
          Jeżeli wzięłąś adwokata i nie jest on bliskim znajomym albo krewnym, to licz
          się z tym, że sprawa będzie się ciągnęla latami, a Ty zapłacisz najmimordzie
          więcej niż by wyniosło odszkodowanie dla przejechnego. Taka ich zasada
          działania.
          A w sprawie przejechanego, to gdyby tam leżał pień drzewa, to też byś w niego
          wjechała? A gdyby on nie był pijany, tylko lezał potrącony przez jakiś inny
          samochód, to Twoja wina byłaby większa czy mniejsza? Obawiam się, że możesz
          mieć kłopoty i adwokat to wykorzysta. Lepiej poddaj się karze dobrowolnie, to
          będzie tańsze, szybsze i zje Ci mniej nerwów.
        • Gość: zaba Re: Jestem sprawcą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.05.05, 20:11
          Asiu, wlasnie na to licze, ze nie poddasz sie bez walki !!!!! Jedno mnie tylko
          dziwi, dlaczego jest to orzeczenie sadu najwyzszego ? Mam nadzieje, ze to ten
          rowerzysta sie odwolywal :) Asiu, trzymam za Ciebie kciuki,relacjonuj prosze. A
          kolegow, ktorzy deliberuja, czy gdyby lezal nie-pijany, wina bylaby mniejsza
          czy wieksza, informuje, ze miejsce pieszego jest na chodniku, poboczu, krawedzi
          jezdni. Z jakiej odleglosci zobaczycie noca, jadac na krotkich i bedac
          oslepianymi przez inne auta przejechanego czarnego kota, lezacego przed Wami ?
          A lezacy, ubrany na ciemno czlowiek wyglada zupelnie tak samo. Kiedys
          najechalam na lezacy pien drzewa, wiec wiem ......
    • Gość: zio Nietrzeźwość nie jest okolicznością łagodzacą !! IP: 193.0.70.* 12.05.05, 19:01
      Wina absolutnie leży po stronie leżącego na jezdni .. to tak jakby ktoś
      wtargnął na jezdnię pod wpływem alkoholu i wpakował się pod twoje koła ....
      Masz świadków którzy potwierdzą to co mówisz .. Możesz powołać się na zeznania
      policjantów którzy przybyli na miejsce zdarzenia .. Oni mogą wydać ocenę
      warunków jazdy i ew. naruszenia bądź nie przepisów ...

      Nie powninnaś się poddawać ... Sędzia kosztem Twoim i prawdy chce sprowokowac
      Ciebie do obciążenia się winą .. Powinnaś sprawiać wrażenie iż właśnie będziesz
      walczyć o swoje - jakby co powinnaś mówić o kasacjach, o biegłych o nowym
      prawniku !!! Inaczej sąd z góry uzna Ciebie za winną tylko po to aby oszczędzić
      sobie pracy ..

      Nie będziesz co prawda w rejestrze skazanych ale .. zawsze pozostanie
      świadomość że zostałaś skazana .. To podświadomie będzie Ciebie drążyć a nie
      powinnaś do tego dopuścić dlatego nie poddawaj się od razu !!!!!
    • Gość: Tommy Pani Asiu! IP: 217.197.168.* 12.05.05, 20:16
      Glowa do gory! Po pierwsze skad Pani wie jaki wyrok ma w glowie sedzia?
      Powiedzial Pani??
      Po drugie absolutnie nie przyznawac sie do winy! To prokurator ma udowodnic
      Pani wine, a nie odwrotnie. W opisanym przypadku zachowala Pani wszystkie
      srodki ostroznosci, a to ze nawalony debil lezal na drodze to nie Pani wina.
      Powiem wiecej, to on powinien byc uznany sprawca wypadku i to on powinien
      zaplacic za ewentualne zniszczenia w Pani samochodzie. B. dobrze, ze ma Pani
      swiadkow, ktorzy potwierdza Pani zeznania. Poza tym, to nie jest proces
      cywilny, gdzie sedzia dopuszcza dowod z opinii bieglego jesli chce, a jesli nie
      to nie. W procesie karnym, poza wyjatkami z art. 170 kpk, taki dowod musi byc
      dopuszczony przez sedziego (inna sprawa czy da mu wiare) - art. 193 kpk i
      pozniejsze. Ponadto prosze sie zastanowic, czy w tym przypadku eksperyment
      procesowy nie bylby dobrym rozwiazaniem.
      Na koniec juz, Pani nic nie zaplaci, jesli sad uzna pania winna, przeciez po to
      jest OC w aucie.

      Pozdrawiam.
    • Gość: Tommy Pani Asiu! IP: 217.197.168.* 12.05.05, 20:16
      Glowa do gory! Po pierwsze skad Pani wie jaki wyrok ma w glowie sedzia?
      Powiedzial Pani??
      Po drugie absolutnie nie przyznawac sie do winy! To prokurator ma udowodnic
      Pani wine, a nie odwrotnie. W opisanym przypadku zachowala Pani wszystkie
      srodki ostroznosci, a to ze nawalony debil lezal na drodze to nie Pani wina.
      Powiem wiecej, to on powinien byc uznany sprawca wypadku i to on powinien
      zaplacic za ewentualne zniszczenia w Pani samochodzie. B. dobrze, ze ma Pani
      swiadkow, ktorzy potwierdza Pani zeznania. Poza tym, to nie jest proces
      cywilny, gdzie sedzia dopuszcza dowod z opinii bieglego jesli chce, a jesli nie
      to nie. W procesie karnym, poza wyjatkami z art. 170 kpk, taki dowod musi byc
      dopuszczony przez sedziego (inna sprawa czy da mu wiare) - art. 193 kpk i
      pozniejsze. Ponadto prosze sie zastanowic, czy w tym przypadku eksperyment
      procesowy nie bylby dobrym rozwiazaniem.
      Na koniec juz, Pani nic nie zaplaci, jesli sad uzna pania winna, przeciez po to
      jest OC w aucie.

      Pozdrawiam.
      • Gość: Asia Re: Pani Asiu! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.05.05, 20:56
        Z OC to jest tak jakoś (choć mogę się mylic, bo juz wariuję od tego), ze jeśli
        poszkodowany wnosi o odszkodowanie w sprawie karnej, a tak bylo w tym
        przypadku, ubezpieczyciel nie ma tu nic od rzeczy - pieniądze wypłacam ja z
        własnej kieszeni. Gdyby przejechany poczekał na wyrok skazujący i wniósł o
        pokrycie szkód w sprawie cywilnej, stroną byłoby TU. Ów wniosek w sprawie
        karnej może być zasądzony przez sąd w całości lub części, ale coś sędzia
        zasądzić musi (choćby i 20zł). Tak btw oprócz majtek za 100zł zniszczyłam ponoć
        zegarek za 300...:) ale ręki nie złamałam, prawdziwy cud:)
        Co do wyroku, który w głowie ma sędzia: to są spekulacje mego adwokata, może
        się mylić to jasne, ale na pierwszym posiedzeniu sama odniosłam wrażenie, że
        zależy mu przede wszystkim na szybkim zamknięciu sprawy. Tak jak pisał jeden z
        kolegów w poprzednim poście: przyznaj się, a sprawa będzie mniej bolesna
        finansowo i krótsza, a wyrok w zawiasach to zaden strach. I ja tak myślałam,
        adwokatowi może zależeć na jak najdłuższym prowadzeniu sprawy, wyrok niepewny a
        koszta sądowe rosną. Gdybym przyznała się dziś, musiałabym w sumie zapłacić ok
        8 tysięcy. Jeśli się nie przyznam, a skażą mnie za parę lat, zakładając, że
        wyrok będzie podobny i odszkodowanie też, będzie gdzieś dwa razy tyle.
        To wszystko nie ważne jest w sumie, choć nie wiem jak zarobię tyle pieniędzy:)
        Ważne to, że ja naprawdę nie czuję się winna! Miałabym przyznać, że uważałam za
        mało? przecież teraz, kiedy jeżdżę, uważam tak samo! że mam słaby refleks? byc
        może, ale czy ktoś bada refleks przy wydaniu prawa jazdy? więc tak, będę się
        bronić, przez najbliższe parę lat przejechany będzie w moich myslach, stres,
        strach, trudno. żeby przyznać się do winy trzeba być do tego przekonanym.
        pozdrawiam was wszystkich bardzo.
        • Gość: yard Re: Pani Asiu! IP: *.arcor-ip.net 13.05.05, 19:50
          Nie dawaj sie - wystarczy tych przezyc - bo kiedy zobacza, ze jestes slaba
          jeszcze gotowi Ci podkrecic, ze jestes niezrownowazona i dlatego zdarzyl sie
          wypadek. Uszy do gory i dbaj o swoja pozycje.
          • Gość: Mag Re: Pani Asiu! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.05.05, 21:43
            Nie dawaj się!!! Za żadną cenę nie daj sobie wmówić, że to Twoja wina.
            Nie przewidzisz wszystkiego, choćbyś miała oczy dookoła głowy, a na pewno nie
            zobaczysz leżącego człowieka po ciemku w zimie.
            Nie jesteśmy w Indiach, święte krowy nie istnieją. Jak się nawalił człowiek, to
            jego wina, że zachciało mu się uciąć drzemkę na ulicy. Żądaj od niego
            odszkodowania za straty moralne - stres i depresja.

            Popieram wcześniejszą jedną opinię - media. To naprawdę poważna siła, a w
            takiej sprawie może to tylko pomóc.

            Pozdrawiam

            Mag
    • agra1 Re: Jestem sprawcą 13.05.05, 21:35
      Asiu, nie daj się stłamsić!!!
      Nasze kochane sądownictwo ma to do siebie, że zależy im na szybkim pozbyciu się
      sprawy, najlepiej bez apelacji, za to niekoniecznie zgodnie z rzeczywistym
      stanem rzeczy. Może warto po sprawie, jak sędzia będzie wychodził, porozmawiać
      z kimkolwiek tak, żeby usłyszał, i powiedzieć, że nie dasz się wrobić i w
      razie czego będziesz apelować... Takie coś nie niesie skutków prawnych - nie
      jest złożeniem oświadczenia przed sądem, a apelacje są dla sędziów zawsze
      kłopotem, bo podważają ich kompetencje, jeśli wyższa instancja stwierdzi, zę
      były jakieś błędy. A w ten sposób sędzia dostaje sygnał, że tak łatwo mu się
      nie uda odfajkować koleejnej sprawy i musi np. powołać biegłego i rzetelnie
      zająć się Twoim przypadkiem.
      Pozdrawiam i uszy do góry!!!
      • Gość: dzieciaczek5 Re: Jestem sprawcą IP: 212.14.53.* 14.05.05, 06:53
        agra1 napisała:

        "a apelacje są dla sędziów zawsze
        > kłopotem, bo podważają ich kompetencje, jeśli wyższa instancja stwierdzi, zę
        > były jakieś błędy. A w ten sposób sędzia dostaje sygnał, że tak łatwo mu się
        > nie uda odfajkować koleejnej sprawy"

        AGRA1, zgadzam sie w stu procentach
        praca sedziow podlega ocenie przelozonych, jednym z kryteriow jest liczba
        apelacji uznanych przez wyzsza instancje
        spotkalem sie kilkakrotnie z sytuacja, gdzie sedzia / sedzina wykorzystujac
        przewage pozycji i wiedzy prawniczej po ogloszeniu wyroku zwracali sie wprost do
        osoby pozwanej z dobra rada. stosujac metode marchewki ( "sad postanawia zwolnic
        pana z kosztow postepowania" ) oraz kija ( "prosze sie nie odwolywac, to jest
        dobry wyrok, a odwolujac sie, naraza sie pan na koszty" )
        Tak wiec, niestety, konieczna jest Twoja determinacja w walce o swoje prawa...
        smutne, lecz prawdziwe
        zycze wytrwalosci i trzymam kciuki, mam nadzieje, ze po zakonczeniu sprawy
        poinformujesz nas tutaj, jak poszlo :)
    • Gość: niki Re: Jestem sprawcą IP: 212.160.108.* 13.05.05, 22:00
      Winny jest pijany.Dlaczego spał na jezdni.
      • Gość: GOŚĆ DO PANI ASI !!!!!!!!!!!!! IP: *.crowley.pl 14.05.05, 10:33
        Do Pani Asi

        Dla mnie sprawa wygląda prosto.
        Pieszy leząc na jezdni łamie prawo jest to zabronione i stanowi poważne
        naruszenie zasad bezpieczeństwa ruchu drogowego. Rozumiem że gdy pani jechała
        było ciemno i miała pani włączone światła. Widoczność przeszkód w nocy zależy
        od świateł mijania i przyjmuje się że aby rozpoznać przeszkodę musi ona być
        oświetlona światłem o natężeniu 10 lx na wysokości 0,25 [m]. Dla żarówek H4
        odległość taka wynosi 20- 25 [m]. ( widoczność ciemnej przeszkody na ciemnym
        tle) Jadąc z prędkością 30 km/h = 8,3 [m/s] odległość 25 [m] pokonuje pani w
        czasie 3 [s]. Przy średnio statystycznym czasie reakcji psychofizycznej
        wynoszącym 1,0 [s] miała pani 2 sekundy na to aby zahamować lub ominąć
        pieszego leżącego. Droga zatrzymania samochodu z 30 km/h wynosi mniej niż 20
        [m]. Pytanie jest takie, co pani w tym czasie robiła i dlaczego pani nie
        zahamowała skoro była taka możliwość. Jeżeli będzie powołany biegły sądowy to
        właśnie taką analizę zrobi i wyciągnie następujące wnioski.

        Do wypadku doprowadził pieszy leżąc na jezdni co stanowi naruszenie
        fundamentalnych zasad bezpieczeństwa ruchu pieszych. Kierująca samochodem
        przyczyniła się do zaistnienia wypadku ponieważ zbyt późno lub wcale nie
        zareagowała na pojawienie się przeszkody na jej torze ruchu.

        I tak sprawa wygląda. Jeżeli chcą panią zrobić sprawcą wypadku to proszę
        bezwzględnie wnioskować przed Sądem o powołanie Biegłego Sądowego.
        • sa-bella Re: DO PANI ASI !!!!!!!!!!!!! 14.05.05, 13:14
          Asiu!
          Skieruj Poszkodowanego z roszceniami odnośnie zniszczonego ubrania, uszkodzeń
          ciała do swojego ubezpieczyciela OC.
          Od tego masz to ubezpieczenie - zob. art. 34 ustawy o ubezpieczeniach
          obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze
          Ubezpieczycieli Komunikacyjnych. Sprawa karna nie ma tu nic do rzeczy.
        • Gość: Asia Re: DO PANI ASI !!!!!!!!!!!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.05, 14:58
          >miała pani 2 sekundy na to aby zahamować lub ominąć
          > pieszego leżącego.
          Dziękuję za rzeczowe informacje. Dwie sekundy... Ciągle myślę o tym, co przez
          te dwie sekundy się zdarzyło. Mogłam obserwować pobocze (i tak pewnie było, bo
          po zdarzeniu policjanci pytali mnie, czy ktoś poruszał się chodnikiem - bez
          wahania odpowiedziałam, że nie, więc musiałam zwracać na to uwagę). Mogłam
          spojrzeć w lusterko, na prędkościomierz, w ulicę obok (rzecz miała miejsce na
          skrzyżowaniu), czy wreszcie na osobę siedzącą obok mnie. W ostatnim ułamku
          sekundy musiałam zauważyć leżącego, bo po zatrzymaniu się za nim, powiedziałam
          do współpasażerów: to był człowiek... Z dwojga złego lepiej, że nie zauważyłam
          go wcale, niż tuż przed nim, mogłam go zmiażdżyć hamując na nim. Czy biegły
          robiący ekspertyzę analizuje te wszystkie możliwości? Chodzi mi też o
          oświetlenie ulicy: policjanci robiąc opis zdarzenia napisali, że świeciły się
          wszystkie lampy, a niektóre migały (wyłączały się na chwilę). Tak jest do
          dzisiaj - czy biegli będą też to analizować?
          I jeszcze jedno: adwokat twierdzi, że jedną szansę na rzetelną ekspertyzę widzi
          w Instytucie Ekspertyz Sądowych - uważa, że miejscowi biegli nie zagłębiając
          się w temat od razu stwierdzą moją winę. Na opinię z IES czeka się ponoć latami
          a i tak nie wiadomo, czy nie uznają oni sprawy za zbyt błachą. To prawda?
          I jeszcze jedno: czy przyczynienie się do wypadku jest jednoznaczne z winą?
          Pozdrawiam i dziękuję wszystkim.
          • bwv1004 Re: DO PANI ASI !!!!!!!!!!!!! 14.05.05, 23:48
            Jak można prowadząc samochód patrzeć nie przez siebie przez 2 sekundy??? To
            jest kupa czasu!
            • Gość: akodo Re: DO PANI ASI !!!!!!!!!!!!! IP: 194.150.97.* 12.08.06, 22:04
              bredzisz albo nigdy autem nie jechales... poza placem manewrowym
        • entry STATYSTYKA I OBLICZENIA - podważamy Gościa ;) 15.05.05, 11:42
          Gość dobrze zaczął ale wnioski wyciągnął błędne. Po kolei:
          1) widoczność przeszkody na św. mijania w odległości 20 metrów na wysokości
          25cm. Załóżmy że te dane sa dobre (musiałbym pogrzebać, żeby to sparawdzić) to
          trzeba pamiątać, że dotyczy to wysokości 25 cm, a to dopiero cień kurtki,
          rzeczywista przeszkoda czyli człowiek leży na ziemi czyli widoczność i
          rozpoznawalność na wysokości 0-25 cm! a to jednak duża różnica. Po drugie to
          wszystko to wartości dla drogi czarnej w nocy bez rzadnego innego oświetlenia,
          każda lampa w tle świecąca w naszym kierunku (inny pojazd, latarnie, oświetlony
          budynek itp) zmniejsza intensywność postrzegania przeszkód. Ponadto zdarzenie
          rozgrywało się zimą, jezdnia mogła być mokra, a to niestety powoduje refleksy i
          odbicie światła zmniejszając skuteczność widzenia NAWET O POŁOWĘ!!! Stąd już
          widzimy, że można łatwo obalić skrajne założenia Gościa, a w sądzie nalezy
          przeprowadzić obliczenia dla wartości najbardziej korzystnych dla oskarżonego
          bo wszelkie wątpliwości należy przyjmować na jego korzyść
          2) czas reakcji: statystyczny czas właściwej reakcji w nocy to 1 sekunda,
          prawda, jednak są badania potwierdzające, że w sytuacjach, gdzie zagrożenie
          jest całkowicie nieprzewidywalne wynosi on 1,4 sekundy (i to w dzień!!!). Jak
          to rozumieć? na skrzyżowaniu, na przejściu etc. powinnismy spodziewać się
          zagrożeń - 1sekunda, ale w nocy na środku drogi śpiącej "przeszkody" absolutnie
          NIE i czas ten (przypominam, w dzień) to 1,4 s. Aby przejść testy
          psychomotoryczne wystarczy natomiast 1,5sekundy!!! i to w warunkach, gdy wiemy,
          że zamoment zapali się światełko... Zatem dopuszczalny czas reakcji to już nie
          0,8 czy 1 ale conajmniej 1,4 sekundy+ 0,35 czas zadziałania układu hamulcowego
          razem 1,75. To oznacza że przez 15 metrów przejeżdżamy nie hamując, jeżeli
          zauważyliśmy przeszkodę na 20 metrach to poproszę o konkretny model auta który
          zatrzyma się na 5 metrach z prędkości 30 km/h (nie uda się na suchej
          nawierzchni, a pamiętajmy, że jezdnia mogła być dodatkowo mokra!!!).
          3) i okazało się, że jednak analiza Gościa była całkowicie błędna, nie życzę Ci
          takiego biegłego, bo wyjdzie na to , że jeszcze miałaś czas na zapalenie
          papierosa i mocną kawę, a rzeczywistość jest jednak inna i trzeba walczyć o
          prawdę
          pzdr
          • Gość: GOŚĆ Re: STATYSTYKA I OBLICZENIA - podważamy Gościa ;) IP: *.crowley.pl 15.05.05, 13:14
            1. Po pierwsze to nie wiemy czy padało czy nie.
            2. Po drugie to nie wiem jaki to był samochód.
            3. Po trzecie nie wiem jak był ubrany pieszy.
            4. W związku z tym obliczenia widoczności możemy sobie odpuścić. mając dane z
            akt sprawy wtedy można się tego podjąć.
            4. Po czwarte. Czas narastania opóźnienia hamowania w samochodzie na poziomie
            0,35 to tylko FIAT 126p ,125 Polonez nowe auta mają na poziomie 0,2 [s]
            5. Czas reakcji na poziomie 1,5[s] to już porażka całkowita i przyjęcie takiego
            czasu bez popracia dowodami jest to działnie stronnicze. Wg badań Erwina
            Hartmana czas reakcji na poziomie 1 s uzuskano u 78 % badanych kierowców w
            nocy, a 95 % w dzień. W kazdym razie pozostaje jeszcze 22% które jest ma
            reakcję poziomie 0,4 do 1,0 lub 1,0 do 1,8 [s] i tu polemika zawsze jest
            możliwa. A skoro ta kwestia jest taka ważna to bez padań psychomotorycznych się
            nie obędzie :).
            Pozatym zadanicza kwestią problemu jest to że Pania Asię chcą uznać SPRAWCĄ co
            jest jak najbardziej błędne. Sprawcą jest pieszy śpiący na jezdni. A co do
            reszty to to czy się przyczyniła można stweirdzić znając cały materiał dowodowy
            zgromadzony w sprawie. Bez dokładnych danych to wróżenie z fusów.
            • entry Re: STATYSTYKA I OBLICZENIA - podważamy Gościa ;) 15.05.05, 21:11
              Na początek - napisałem to wszystko aby dać wiarę naszej Asi, że wiele
              przytaczanych argumentów można podważyć, tylko trzeba wiedzieć gdzie
              ewentulanie szukac dziury w całym. Ja też nie byłem zamiast niej (na szczęście)
              ale przykłady co do warunków zewnętrznych są dla niej, aby wiedzieć gdzie
              szukać zwłoki w czasie reakcji. Teraz do rzeczy:
              1) nie wiemy, ale napisałem tylko, że jezdnia mogła być mokra, w końcu to zima,
              w nocy
              2) owszem, ale drogę hamowania możemy sobie odpuścić, skoro i tak na
              zatrzymanie auta miejsca nie było
              3) nie wiemy, ale z tego co pisze oraz z własnych doświadczeń raczej w
              kamizelce drogówki nie spał. Pewnie czarna czy ciemnoszary płaszcz/kurtka
              4)czas narastania opóźnienia dla systemów hydraulicznych to 0,2-0,4. 0,2 to
              auta nowoczesne ale też NOWE. W miarę zużywania się pojazdu zwłoka się wydłuża,
              a biegły nie może przyjąć czasu najkrótszego, przyjmuje się czas przeciętny.
              Stary maluch to nawet 0,5, bo tyle wystarczy aby przejść homologację
              5)0,8 dzień i 1,0 w nocy to czas reakcji przeciętnego kierowcy. Ale są badania
              (opublikowane, a więc mające wartość w sądzie) że czas reakcji kierowcy wynosi
              nawet 1,4 w sytuacji gdy kierowca jest całkowicie zaskoczony, nie tyle jej
              wystąpieniem, co wogóle taką możliwością. Czasy niższe u kierowcy z reguły
              świadczą o jego "przewidywaniu nieprzewidzianego", np. zdjęcie z nogi z gazu i
              trzymanie jej w pogotowiu na hamulcu, w takiej sytuacji czas ten może wynieść
              0,5 sekundy. Trzeba też zdawać sobie sprawę, że niższe czasy występują gdy
              jesteśmy na "niespodziankę" przygotowani, tak jak to ma miejsce w testach
              psychomotorycznych - wiemy, że zaraz zapali się przycisk, ale nie wiemy który.
              6) no właśnie to wszystko po to aby uznać Asię conajwyżej przyniającym się, a
              najlepiej aby dać jej pole manewru i wywyinąć się w 100%
          • Gość: jjk Re: STATYSTYKA I OBLICZENIA - podważamy Gościa ;) IP: *.compower.pl 07.09.05, 11:14
            Z 30 km/h każde auto ze sprawnymi hamulcami zatrzymuje się praktycznie w
            miejscu 1.5 - 2 m, a fizyke to wy sobie w du..e wsadzcie bo jakbym miał mierzyć
            to tak jak wy to bym mógł być już skazany za ludobójstwo za pomocą samochodu,
            zabiłbym już wielu ludzi i miał wiele wypadków (bo licząć w ten sposób okazuje
            się że każdemu powinienem siedzieć w bagażniku a w rzeczywistości zatrzymywałem
            się 5 metrów przed nim), a ja nie miałem nawet najmniejszej stłuczki, jeżdżę od
            7 lat po ok 80 000 km rocznie
    • jolunia01 Re: Jestem sprawcą 14.05.05, 21:48
      Pani Asiu,
      po pierwsze proszę do niczego się nie przyznawać. W prawie jest tak, że ciężar
      dowodu spoczywa na stronie, która wyciąga z tego skutki prawne. Skoro ten
      przygłup żąda od Pani odszkodowania to niech on się postara udowodnić Pani
      winę. Niech wnosi o powołanie biegłych, płaci za ekspertyzy itp. Pani jechała
      prawidłowo, była trzeźwa, spowodowała udzielenie mu pomocy. To wszystko, co
      Pani mogła zrobić. Głowa do góry. W razie niepowodzenia w sądzie proszę
      apelować.
    • moumouth Re: Jestem sprawcą 15.05.05, 15:35
      Witam serdecznie Ciebie Asiu i wszystkich forumowiczów, którzy śledzą ten
      wątek ;-)...

      Zacznijmy od tego, że w polskim prawie karnym istnieje tzw. domniemanie
      niewinności (praesumptio boni viri) wyrażona w art. 42 ust.3 Konstytycji RP
      („każdego uważa się za niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona
      prawomocnym wyrokiem sądu”) oraz w art. 5 par.1 kodeksu postępowania karnego,
      który stanowi, iż oskarżonego uważa się za niewinnego, dopóki jego wina nie
      zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem. Wobec powyższych istnieje
      domniemanie uczciwości każdego obywatela, chyba że dowiedziona zostanie jego
      nieuczciwość. Według zasad obowiązującej procedury karnej to nie oskarżony musi
      udowodnić swoją niewinność, lecz oskarżyciel udowodnić winę oskarżonego. Przy
      czym udowodnić, tzn. wykazać w sposób nie budzący wątpliwości wiarygodnymi
      dowodami - bezpośrednimi lub pośrednimi; te ostatnie w postaci tzw. poszlak
      mogą być uznane za pełnowartościowy dowód winy oskarżonego jedynie wtedy, gdy
      zespół tych poszlak pozwala na ustalenie jednej logicznej wersji zdarzenia,
      wykluczającej możliwość jakiejkolwiek innej wersji.

      Dla Ciebie Asiu bardzo istotne jest to, iż domniemanie niewinności zmusza
      oskarżyciela do poszukiwania i przedstawienia dowodów świadczących o winie
      konkretnej osoby (co w konsekwencji powinno chronić niewinnego przed skazaniem,
      choć różnie z tym bywa). Tak więc, w świetle prawa do czasu prawomocnego wyroku
      skazującego jesteś niewinna!!!

      Wspomniana przeze mnie zasada domniemania niewinności pozostaje w związku z
      regułą określoną w art. 5 par. 2 kpk stwierdzającą, iż „nie dające się usunąć
      wątpliwości rozstrzyga się na korzyść oskarżonego” (in dubio pro reo). Tak więc
      opierając się na tej regule i wykorzystując prowadzone w tym wątku wyliczenia
      możesz Asiu poddać w wątpliwość powołane przez oskarżyciela publicznego i
      posiłkowego (jak rozumiem, poszkodowany bierze udział w postępowaniu jako
      oskarżyciel posiłkowy) "fakty" dotyczące Twojej domniemanej winy.

      Skarżysz się, że sędzia nie jest entuzjastą powołania biegłego. Jak już ktoś
      wspomniał w treści wątku sąd w trakcie rozpoznawania sprawy jest związany
      przepisem art. 193 i 194 kpk. Jednakże sędzia rozpoznający sprawę nie jest
      związany opinią biegłego w zakresie dotyczącym wydania wyroku. Dla Ciebie Asiu
      istotne w tym wypadku są przepisy określone w art. 167 - 169 kpk w związku z
      przepisem art. 170 par. 3 i przepisem art. 459 par. 1 kpk, który mówi,
      że "(...) zażalenie przysługuje na postanowienia sądu zamykające drogę do
      wydania wyroku, chyba że ustawa stanowi inaczej". Wynika z nich, że możesz jako
      strona wystąpić z wnioskiem o powołanie biegłego, jeżeli zaś sędzia nie
      dopuszcza dowodu z opinii biegłego i wyda w tym przedmiocie postanowienie, może
      w terminie siedmiu dniu zażądać pisemnego uzasadnienia i wnieść zażalenie na
      takie postanowienie.

      Jeżeli chodzi o Twoje wątpliwości dotyczące roszczeń poszkodowanego, ciężko
      jest je wyjaśnić, nie znając konkretnych okoliczności sprawy. Jeżeli możesz
      uszczegółowić na łamach forum następujące informacje: czy poszkodowany student
      występuje jako oskarżyciel posiłkowy, czy wniósł on roszczenie o odszkodowanie
      jako odrębny pozew cywilny stosownie do przepisów art. 62 kpk, czy też w jego
      imieniu powództwo takie wytoczył prokurator stosownie do zapisów w art. 64 kpk
      być może będę mógł podpowiedzieć Ci inne rozwiązania tego problemu. W chwili
      obecnej ważne dla Ciebie Asiu jest to, że zgodnie z art. 66 kpk powód
      cywilny "(...) może dowodzić istnienia tylko tych okoliczności, na których
      opiera swoje roszczenie", co w praktyce oznacza, że zgodnie z zasadą in dubio
      pro reo, o której już wspomniałem, musi przedstawić dowody popierające jego
      żądania. Przekładając to na praktykę, musi udowodnić że zniszczona odzież była
      rzeczywiście warta 2000 złotych (przedstawić rachunki, opinie biegłych, itp.)

      Jak słusznie zauważył jeden z forumowiczów sędziowe referenci rozliczni są z
      ilości zakończonych spraw. Moja szanowna żona Katarzyna (nick agra1)
      zaproponowała, abyś w stosownej chwili "podzieliła" się z przewodniczącym
      składu swoim zamiarem wniesienia apelacji od niekorzystnego wyroku. O ile sama
      idea jest słuszna (tzn. należy uprzykrzyć sędziemu życie, w przypadku gdy
      rozpoznając sprawę nie bada wnikliwie okoliczności) to sposób zaproponowany
      przez Katarzynę niesie za sobą pewne ryzyko. Może on zostać potraktowany jako
      próba wywierania nacisku na "niezawisły" sąd lub jako obraza sądu i zaowocować
      grzywną (sędziowie mają dosyć szerokie uprawnienia dotyczące nakładania grzywn,
      zaś odwołania są w większości oddalane) lub nawet skierowaniem do prokuratury
      zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa.

      W przypadku jakichkolwiek pytań zapraszam na priv: moumouth@gazeta.pl lub
      przemyslaw.wojtysiak@vp.pl

      Pozdrawiam, życzę powodzenia i wielu sił do walki o korzystny wyrok

      Przemysław
    • abstrakt2003 Re: Jestem sprawcą 15.05.05, 20:02
      A co do roszczeń tego pijanego kretyna (ktoś powinien mu obić twarz) to czy nie
      powinny być one zaspokojone z twojego OC?
      • Gość: songo Re: Jestem sprawcą IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 16.05.05, 02:29
        nie rozumiem jak mozna jechac z krotszym zasiegiem wzroku niz hamulcow? predkosc
        trzeba dostosowac do warunkow i liczyc sie z koniecznoscia hamowania w kazdej
        chwili a nie rozgladac sie nie wiadomo gdzie
        • Gość: mnm Re: Jestem sprawcą IP: *.chello.pl 16.05.05, 10:42
          Spytaj dowolnego maszynistę pociągu
        • Gość: mnm Re: Jestem sprawcą IP: *.chello.pl 16.05.05, 10:49
          Albo kilku milionów kierowców, którzy w nocy mijają auta z naprzeciwka, jadąc
          na światłach mijania. Przez całą operację mijania masz widoczność mniejszą niż
          droga hamowania. Stąd wynalazki w postaci świateł pozycyjnych i odblaskowych i
          założenie, że na środku drogi nie śpi pijak.
        • Gość: akodo Re: Jestem sprawcą IP: 194.150.97.* 12.08.06, 22:12
          jak bedziesz mial samochód to sie dowiesz
    • Gość: Asia Re: Jestem sprawcą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.05.05, 18:34
      Witam wszystkich, bardzo to ważne dla mnie co piszecie, nie czuję się już tak
      zagubiona w tej sprawie i nie boję się już jak wtedy, kiedy zakładałam ten
      wątek. Dziękuję! też tym, którzy piszą "jak można było nie zauważyć", bo ja
      sama wciąż zadaję sobie to pytanie i wierzcie mi, gdybym wiedziała, miała sobie
      coś do zarzucenia, znała swój błąd - nie zawracała bym wam gitary.
      Ale do rzeczy:
      1. człowiek ubrany był w ciemną kurtkę i spodnie;
      2. jezdnia była mokra (tak zapisano w policyjnych papierach, ja dowiedziałam
      się w stacji meteo, że tego dnia o 1 w nocy było pełne zachmurzenie i padał
      przelotny deszcz. zdarzenie miało miejsce o 1.08)
      3. samochód: citroen berlingo.
      4. droga z górki (to chyba też ma znaczenie ad kąta padania świateł)
      5. poszkodowany ma swojego przedstawiciela w osobie młodego aplikanta (kuzyna
      zresztą), który wystąpił z wnioskiem o odszkodowanie (ciuchy, koszty leczenia)
      w sprawie karnej, nie cywilnej.
      6. oświetlenie ulicy: po lewej stronie drogi, oddalone od siebie o ca. 20m
      lampy "spacerowe" (niskie), między którymi są smugi cienia. Lampy te migają,
      jakby były na fotokomórkę:) ale nie są, są po prostu zepsute (do dziś!). Po
      prawej stronie, w okolicach miejsca zdarzenia, lampa uliczna ustawiona tyłem do
      drogi, oświetlająca bydynek.
      7. Fakt, że nie spodziewałam się leżącego człowieka, miał chyba najistotniejsze
      znaczenie - wyrobiłam sobie odruch obserwowania pobocza i wypatrywania pijanych
      rowerzystów czy pieszych (codziennie jadę przez wioski do mojego domu, więc to
      konieczność). Dziś, po tym zdarzeniu, zauważam nawet jeże na drodze.
      To tyle. I dałam znać swemu adwokatowi, że nie przyznaję się i walczę.
      Pozdrawiam bardzo:)
      • entry Re: Jestem sprawcą 16.05.05, 19:50
        pkt 1,2 oraz 6 strzeliłem dobrze. Dodatkowo to że było z górki zwiększa drogę
        hamowania.
        Ponownie daję Ci duże szanse
        pzdr
      • Gość: zaba Re: Jestem sprawcą IP: *.siedlce.sdi.tpnet.pl 23.05.05, 09:18
        Asiu, super decyzja ! Nie poddawaj sie, dosc terroru pijanych - niezaleznie od
        tego, czy sa pieszymi, czy kierujacymi pojazdami. Pieszy ma swoje prawa,
        kierowca tez, a w zyciu trzeba postepowac odpowiedzialnie :) pozdr
    • Gość: Paweł Re: Jestem sprawcą IP: 5.6.* / *.heidelberg.com 17.05.05, 11:01
      Absolutnie się nie przyznawaj! Wtedy ten bęcwał może wpaść na pomysł następnych
      odszkodowań, do których otworzy mu drogę Twoje przyznanie się do winy!
    • agra1 Re: Jestem sprawcą 30.05.05, 09:24
      Asiu, nie dawaj się!!! Jak ktoś jest na tyle nieodpowiedzialny, że schlany
      leżał na drodzwe i stwarzał zagrożenie dla innych, to nie można mu jeszcze
      pomagać w osiągnięciu celu!!
    • Gość: Asia uffff... rozprawa nr 1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.06.05, 15:26
      Cześć wszystkim:)
      rozprawa część pierwsza: zakończona. Sędzia nawet nie spytał mnie, czy
      przyznaję się do winy!:) (podobno coś mu się pomyliło).
      Przyjął wniosek o powołanie biegłego bez szemrania. Rozprawa druga za niedługo.
      Stres potworny, ale nic gorszego niż tamten wypadek... Dam sobie radę. Szkoda
      tylko, że w tak napastliwy sposób prokurator traktuje świadków. Sędziowie,
      adwokaci i prokuratorzy, jeśli tu jesteście: podczas rozprawy świadkowie i
      oskarżony i tak już mają pełne gacie strachu, nie trzeba dodatkowo ich męczyć
      uszczypliwościami, napastliwością i srogą miną!
      Pozdrawiam wszystkich, Asia.
      • Gość: rudiger Re: uffff... rozprawa nr 1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.06.05, 20:07
        Właśnie przeczytałem Twoją historię...
        Dużo jeżdżę, często wieczorem i w nocy. Sytuacje jakie można wtedy spotkać na
        drodze to horror. Nieoświetlony pieszy, rowerzysta, pijany idący po jezdni to
        norma. Ostatnio widziałem coś takiego - kolesie siedzą sobie w kompletnie
        nieoświetlonym maluchu na szosie, tuż za dość ostrym zakrętem. Akurat jechałem
        z przeciwnego kierunku, zatrzymałem się i pytam co się popsuło i czy
        podholować. Okazało się że czekają sobie w aucie na kolegę...
        Asiu - trzymaj się, nie poddawaj się, nie daj się naciągnąć temu cwaniaczkowi.
      • Gość: zaba Re: uffff... rozprawa nr 1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.07.05, 20:13
        Asiu, ciesze sie ze walczysz, jako baba, wrog pijanych i kierowca kibicuje Ci
        calym sercem. Prosze, relacjonuj :) pozdr
    • iberia29 Re: Jestem sprawcą 03.07.05, 23:23
      wez dobra papuge i sprawe masz wygrana...
    • kwakwa33 Re: Jestem sprawcą 05.07.05, 22:29
      Brń się i nie poddawaj depresji. Sądy lekką ręką przekreślają życie prządnych
      ludzi. Krzystają że popadamy w depresję, że czujemy się winni i pdwyższają sbie
      procent skazanych. Nie udaje im się skazywać przestępców to wyżywają się na
      kierowcach. Walcz puki jeszcze mżesz, niech udowodnią Ci winę. Wiem co mówię,
      bo mój mąż odbywa karę więzienia bo przyznał się do winy, choć wina nie leżała
      p jego stronie. Powodzenia!
      • dr.rocco Re: Jestem sprawcą 14.07.05, 04:10
        Walcz , dla mnie jest to dziwne ,ze pijak ma jeszcze jakies roszczenie ,
        od kiedy pijanstwo zwalnia od oodpowiedzialnosci , oodkad pamietam to
        pijak zawsze byl winny , pijany uczestnik ruchu byl zawsze winny , tak
        przynajmiej mialem zakodowane w glowie , a w tej opisanej przez ciebie
        syt. wynika , ze moglas go nie widziec , walcz !!!
    • pawro2001 Re: Jestem sprawcą 15.07.05, 12:08
      Głowa do góry. Nie będzie tak źle. ja miałem gorszy przypadek, potrąciłem
      pieszego na przejściu w biały dzień. Wyglądało to strasznie, bo wpadł mi na
      szybę,więc spadał z wysokości, rozbił głowę i stracił przytomność. Wina była
      moja, bo się zagapiłem, jego po cześci też bo wtargnął na jezdnię nagle.
      Skończyło sie na 200 złotych grzywny i 6 punktach plus kosztach nowej szyby bo
      wcześniej malowałem porysowane gwoździem drzwi, więc nie chciałem miec dwóch
      szkód z AC w jednym roku. Co sie liczyło w tej sprawie? Po pierwsze ja byłem
      trzeźwy a on nie. Po drugie miałem zeznania świadków- innych pieszych, że on
      rzeczywiście wszedł nagle, po trzecie jechałem 30 na godz., bo 20m wczesniej
      przepuszczałem pieszych. Po czwarte udzieliłem natychmiast pierwszej pomocy co
      poświadczyli świadkowie. Popiąte przyznałem sie że zarabiam 2500 netto, gdybym
      powiedział 1500 dostałbym tylko jakąś 100-wę. I po szóste uniknąłem rozprawy bo
      przyznałem się do winy i te 200 sam zaproponowałem. W twoim przypadku na ten
      ostatni układ bym nie szedł. Jeżeli gość leżał na drodze to wina jest
      ewidentnie po obu stronach. Jeżęli zaś jest on także sprawcą tego wypadku to
      sądinaczej spojrzy na jego roszczenia odszkodowawcze. Acha i najważniejszy jest
      okres orzeczonej niezdolności do pracy. Jeżeli do 7 dni,będziesz odpowiadać za
      wykroczenie (tak jak ja) jeśli dłużej to niestety przestępstwo i wtedy, choćby
      kara była symboliczna to będziesz osobą karaną.
      • entry Re: Jestem sprawcą 18.07.05, 21:49
        1)Też potrąciłem babkę w biały dzień na pasach. Winny się nie czułem, choć do
        winy się przyznałem, bo to oznaczało własnie 6pkt i 200 zł. Piesza wtargnęła na
        jezdnię zza innego pojazdu, ale nawet gdyby ją uznali winną dostałbym
        przyczynienie i podobnie u Ciebie, gdyby pijak wiedział, że może wyciągnąc
        kasę, to by ją dostał z Twojego OC. Uwierz mi. Jedyne z czym zgadzam się
        bezsprzecznie - niezdolność poniżej 7 dni!

        i przy okazji do rocco - pijany siedzę sobie w samochodzie czekając na zmianę
        świateł, Ty trzeźwy zagapiony wjeżdżasz mi w kufer. Kto wg Ciebie jest winien?
        jeśli myślisz że ja oddaj prawo jazdy!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka