ewelcia26
02.08.05, 15:14
Miałam kolizje i sprawa nie jest pewna do końca czyja to wina, sprawa została
skierowana do sądu grockiego, ponieważ policja nie była w stanie ustalić kto
zawinił. Sytuacja wyglądała tak: koleś jechał przede mną 20-30 km na godzinę
prawie na poboczu jezdni, gadał przez telefon komórkowy i pewnie dlatego tak
wolno jechał. Ja po upewnieniu się czy mam drogę wolną włączyłam kierunek i
zaczęłam go wyprzedzać, a on przywalił we mnie kiedy byłam już na jego
wysokości a nawet i dalej, bo uderzenie zaczyna się od błotnika (na nadkolu),
twierdząc że chciał skręcić w lewo (otóz tam był mały wjazd do posesji - są
tam chyba 3-4 domy). Od razu wyskoczył, że to moja wina bo wyprzedzałam na
skrzyzowaniu, kiedy nie ma tam żadnego znaku poziomego ani pionowego że jest
to jakieś skrzyzowanie, a wyprzedzałam go w połowie tej drogi. Mało tego, nie
włączył kierunku i przyznał sie, ale jak przyjechała policja to oczywiście
sciema na maxa, więc winnych nie ma i sprawa ląduje w sądzie grockim.
Dodatkowo nie miał dowodu rejestracyjnego, bo kilka dni wczesniej tez mial
jakas stłuczke, stwierdzil ze odprowadza samochod do miejsca parkowania, wiec
mu sie upieklo. Koles jest znany z różnych przekrętów stłuczkowych, bo to nie
jego pierwszy raz. Facet w ubezpieczalni aż piane dostał na gębie, jak
usłyszał jego nazwisko, bo to już trzeci raz w miesiacu (chodzi o lipiec) i
aż głową pokrecil. Ja nie czuje sie winna, poniewaz zachowalam środki
ostroznosci przy wyprzedzaniu, a koles walnął we mnie jak byłam juz na jego
wysokości, wiec nie wierze ze mnie nie widział. Ale jak to rozstrzygnie
sąd??? Może ktoś miał podobny przypadek. Proszę o poważne odpowiedzi.