Gość: gość
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
11.09.06, 15:41
Jest noc. Aut niewiele na drodze - dość szerokiej by zmieścić nawet 4 auta. Dozwolona prędkość 90km/h. Nieliczne zabudowania. Jadę 80km/h, uważając na potencjalnych przechodniów i nieoświetlonych rowerzystów.. z daleka sunie szybko ku mnie auto. Ma wolną przestrzeń do wyprzedzenia mnie - z przeciwka nikt nie jechał, droga prosta, brak zakazów.. Dojeżdża do mnie dość gwałtownie, pod sam zderzak i jedzie za mną.. za chwilę zwalnia i tak w kółko - podjeżdża i zwalnia. Wciaż oślepia mnie swoimi reflektorami, starając się tak jechać by reflektor świecił centralnie w moje lewe lusterko.. Auto za mną jedzie około 20km, zachowując się w taki sposób.. Dlaczego nie spanikowałem? Widziałem to auto przy wyjeździe z miasta. Dwaj policjanci siedząc w nim wypisywali mandat jakiemuś kierowcy.. Po dwóch minutach takiej jazdy za mną zorientowałem się "kto" siedzi mi na ogonie. Jechałem więc jak przykazano, czasem 40, czasem 50... Gdy "odpuścili" mi i dojechałem do kolejnego miasta, zobaczyłem ich ponownie.. nie pomachałem im..:) pomrugałem tylko kierowcom z na przeciwka.. by "uważali" na nie oznakowane auto..
To co robili ci dwaj policjanci podlega ocenie: czy słusznie postępowali?
Noc, pola, lasy, czasem jakiś dom, i takie zachowanie auta z tyłu? Jak ktoś inny mógł postąpić na moim miejscu? Może spanikowałby i zaczął uciekać? Może gwałtowanie by zahamował? A jak by wtedy zachowali się ci dwaj policjanci na takie zachowanie kierowcy? Historie można mnożyć..
W moim przekonaniu przekroczyli swoje uprawnienia - łamali przepisy drogowe - i stwarzali zagrożenie na drodze.
Czy prowokowanie mojego zachowania było zgodne z prawem?
W moim przekonaniu - nie.