Gość: jo
IP: *.telnet.krakow.pl
21.06.07, 12:53
Normalnie, zwyczajnie boję się rowerzystów na drodze.
Wczoraj: Jadę po takim dziwnym skrzyżowaniu (w zasadzie coś w rodzaju placyku
- Kraków, skrzyżowanie Wrocławskiej ze Śląską), gdzie na środku wyznaczone są
miejsca postojowe. Chcę skręcić w lewo za samochodami, mam pierwszeństwo, ale
na wszelki wypadek rzucam okiem w prawo na podporządkowaną, bo stamtąd
wyjeżdżają często nie patrząc. Wracam wzrokiem na "swój kierunek" i kątem oka
widzę, że pomiędzy samochodami a mną, pod prąd, przeciska sie kobita na
rowerze. Nie widziałem skąd się wzięła - tzn. wiem, że wyjechała zza
zaparkowanego na samym kraju vana, ale nie widziałem jej wcześniej.Cholera,
ledwie zdążyłem odbić w prawo, żeby jej nie uszkodzić, nie przycisnąć
lusterkiem czy czegokolwiek jej nie zrobić.
Przedwczoraj: jadę jednokierunkową w centrum Krakowa. Ciasno jak diabli, bo
samochodów napchane. Nagle spomiędzy zaparkowanych aut, z chodnika zjeżdża na
ulice rowerzysta - prosto na mnie. Ok, wyrobił sie, w zasadzie zjechał tuż za
mną. Tylko, że jade powolutku, zeby nie porysować samochodów po lewej stronie,
a ten pacan wpycha się pomiędzy mnie a auta po prawej. I co mam zrobić?
Jedynie zahamować, żeby go nie uszkodzić kiedy będzie mnie mijał.
No i boje sie rowerzystów. Bo mają w du*ie przepisy, jeżdżą pod prąd,
wymuszają pierwszeństwo. I przejeżdżaja po przejsciach dla pieszych!