Dodaj do ulubionych

Jazda "przepisana".

22.06.07, 11:32
Że jazda zgodnie ze znakami drogowymi nie zawsze jest bezpieczna, to chyba
wszyscy zdają sobie sprawę.

Wg mnie może też być niezgodna z ... przepisami.

Absurdalny przykład - jazda po sliskiej nawierzchni z predkością wynikającą z
oznakowania może być skrajnie niebezpieczną i jako taka oczywiście nieprzepisową.

Wbrew pozorom bardzo rzadko można spotkać zaskakujące ograniczenia bez
pomysłu, dlaczego zostały postawione.
Z reguły połączone są z dodatkowym znakiem ostrzegawczym - o pieszych,
rowerzystach, szkole, ostrym zakręcie, dziurach w nawierzchni, robotach
drogowych czy daczy ministra ;-).
Znając przyczynę ograniczenia można podjąć decyzję o zastosowaniu się, bądź
nie, do ograniczenia.

I nawet przy niezastosowaniu się nadal może to być jazda BEZPIECZNA!

Ograniczenie prędkości np. przy przedszkolu NIE POWINNO być przestrzegane o
drugiej w nocy!
Niestety znam przypadek, że policjanci tam suszyli i karali w noc ... wigilijną.

Ograniczenie prędkości przed ZNANYM, WIDOCZNYM zakrętem można "naciągnąć" pod
warunkiem, że przejedziemy go bezpiecznie - bez ścinania i wyjeżdżania na kurs
kolizyjny.

Zakaz przekraczania linii ciągłych trzeba naruszyć, by ominąć źle zaparkowany
pojazd.

Z pierwszeństwa przejazdu należy zrezygnować wpuszczając na zakorkowaną drogę
główną pojazd z podporządkowanej.

Ślepe stosowanie się wyłącznie do znaków drogowych bez świadomości o wpływie
swego zachowania na bezpieczeństwo ruchu drogowego jest nie tylko bezmyślne.

Jest także ... NIEPRZEPISOWE!

Bo narusza naczelną zasadę uczestnictwa w ruchu drogowym, jaką jest
bezpieczeństwo własne i innych użytkowników drogi.

Jeśli ktoś twierdzi, że ZAWSZE przestrzega przepisów, to można w to wątpić.
Jeśli ktoś twierdzi jednak, że ZAWSZE jeździ przepisowo i przestrzega znaków
drogowych to wątpić należy.

Nie tylko czy mówi prawdę, ale przede wszystkim w to, że jest bezpiecznym
kierowcą.

Ściąganie na egzaminie nie jest pisaniem egzaminu, jest przepisywaniem.

Jazda wyłącznie wg znaków drogowych nie jest jazdą przepisową.

Jest jazdą bezmyślnie ... "przepisaną"!

Pozdrawiam,
Mejson
--
Automobil
Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
Obserwuj wątek
    • Gość: na zimno Zasady wiary i zasady wspolzycia na drogach IP: *.dip0.t-ipconnect.de 22.06.07, 11:48
      maja wiele wspolnego.
      Ani jednych ani drugich nie da sie stosowac slepo w kazdej sytuacji.
      Ksiadz proboszcz tez oko czasem przymknie.
      Niestety policjanci maja inna konsystencje niz proboszczowie.

      Problem polega na marginesie tolerancji odstepstw.
      Istota inteligentna sama okresli "zloty srodek".
      Idiota bedzie nieobliczalny.

      Fanatyzm i tu i tam jest zjawiskiem realnym.
      Ludziom prostym fanatyk imponuje. I to jest problem.
      • emes-nju Re: Zasady wiary i zasady wspolzycia na drogach 22.06.07, 12:47
        Gość portalu: na zimno napisał(a):

        > maja wiele wspolnego.
        > Ani jednych ani drugich nie da sie stosowac slepo w kazdej sytuacji.
        > Ksiadz proboszcz tez oko czasem przymknie.
        > Niestety policjanci maja inna konsystencje niz proboszczowie.

        Wiesz, ze nie zawsze? Mnie kiedys zgarneli za skrzyzowaniem, ktore przejechalem na dosc poznym zoltym. Zatrzymali tez auto, ktore przejechalo za mna. Policjantowi powiedzialem, ze zawsze zanim zaczne hamowac na zotlym, patrze w luterko (nie klamalem... :-D ). Tym razem uznalem, ze jadacy blisko za mna nie zamierza hamowac (sadzac z tego, ze jego tez zatrzymali - slusznie) i bedzie dzwon, po ktorym obaj, jako wraki, zatrzymamy sie na srodku skrzyzowania. Policjant usmiechnal sie, powiedzial, ze takie wyjasnienie go satysfakcjonuje, zasalutowal i zajal sie tym drugim :-)
        • Gość: na zimno Najwyzszy daje niektorym rozum, chwala Mu za to. IP: *.dip0.t-ipconnect.de 22.06.07, 13:07
          A Tobie sie poszczescilo.
          • emes-nju Re: Najwyzszy daje niektorym rozum, chwala Mu za 22.06.07, 13:15
            Noooo...

            Raz dlatego, ze spojrzalem w lusterko, a dwa dlatego, ze trafilem na lebskiego policjanta, ktory na dodatek widocznie nie potrzebowal mnie do wyrobienia planu mandatowania :-P
            • Gość: na zimno Mozna powiedziec, ze Nawyzszy w tym przypadku IP: *.dip0.t-ipconnect.de 22.06.07, 13:30
              nie pozalowal ani jednemu ani drugiemu. I to nazywamy laska Panska.
              Nie zawsze jednak jest On taki szczodry.

              PS.
              ( por. moj pierwszy post "w tym temacie")
              • Gość: harthausen Re: Mozna powiedziec, ze Nawyzszy w tym przypadku IP: *.gdynia.mm.pl 22.06.07, 15:03
                nie ma innego nakazu ważniejszego w ruchu drogowym ponad ten jeden: jazda
                bezpieczna. Bezpieczna dla siebie i dla innych uczestników ruchu.
                Ustawodawca (nie tylko zresztą u nas) nie ma możliwości skodyfikować wszystkich
                możliwych sytuacji drogowych, a gdyby nawet tak zrobił powstałoby dzieło
                wielkości kilku serii Encyklepedii Britannica. Poza paru geniuszami czy
                czubkami (różnica niekiedy mało zauważalna) nikt by nie był się w stanie tego
                nauczyć.
                Pewne uczczegółowienie przepisów (osiedla z prękością maxymalną 30, odstęp
                między samochodami rosnący w miarę wzrostu prędkości) wynikają ze statystycznej
                pewności powtarzania pewnych zjawisk (droga hamowania, czas reakcji kierowcy,
                współczynnik tarcia, stopień obrażeń wewnętrznych w zależności od prędkości
                samochodu , który uderzył w pieszego).

                Żadne warunki nie zwalniaja kierowcy od myślenia i przewidywania.

                Takim przykładem niepotrzebnego trzymania się przepisów w każdej sytuacji jest
                zatrzymywanie się na żółtych przed skrzyżowaniem, gdy jest za skrzyżowaniem
                miejsce na jego opuszczenie. Ktoś z Was już taką sytuację opisał parę postów
                wyżej. W mieście oprócz bezpieczeństwa ważna jest płynność ruch, im więcej
                samochodów przejedzie (przejedzie, podkreślam, nie wjedzie i zostanie na
                środku) tym ta płynność jest lepsza. Oczekiwanie na żółtych to według mnie
                zmarnowany czas, trzy do pięciu samochodów spokojnie mogłyby być za
                skrzyżowaniem.
                Niestety ten przepis u nas jest durny, w Niemczech nagłe hamowanie na żółtych
                przy zmianie na ten kolor z zielonego to wykroczenie. Jeżeli jedziesz z
                dopuszczalną prędkością, masz do skrzyżowania mniej więcej 50 metrów to masz
                jechać, nie ma to tamto. Ruch poprzeczny na pewno w tym czasie zielonego nie
                dostanie.
                • crannmer Wytwory fantazji 22.06.07, 15:36
                  Gość portalu: harthausen napisał(a):

                  > Takim przykładem niepotrzebnego trzymania się przepisów w każdej sytuacji jest
                  >
                  > zatrzymywanie się na żółtych przed skrzyżowaniem, gdy jest za skrzyżowaniem
                  > miejsce na jego opuszczenie.

                  Od kiedy to swiatlo zolte zezwala na wjazd na skrzyzowanie?

                  > Niestety ten przepis u nas jest durny, w Niemczech nagłe hamowanie na żółtych
                  > przy zmianie na ten kolor z zielonego to wykroczenie.

                  Raczysz fantazjowac.

                  > Jeżeli jedziesz z
                  > dopuszczalną prędkością, masz do skrzyżowania mniej więcej 50 metrów to masz
                  > jechać, nie ma to tamto.

                  To jest rowniez wyssany z palca wytwor fantazji.


                  MfG
                  C.
                  Dewulotopodobne, w_r_e_d_n_e i inne trole sa w smietniku
                  • Gość: na zimno Jezeli ma jeszcze 50 metrow do skrzyzowania, IP: *.dip0.t-ipconnect.de 22.06.07, 15:46
                    to przy predkosci 50 km/h noze spokojnie zahamowac, chyba ze jest skonczonym
                    fajtlapa.

                    ( no i dodam: "nie ma to tamto").

                    pzdr
                    • Gość: harthausen Re: Jezeli ma jeszcze 50 metrow do skrzyzowania, IP: *.gdynia.mm.pl 22.06.07, 15:57
                      pełna zgoda, można wyhamować, tylko po co? Od razu wszyscy za mną też nie mają
                      wyjścia, muszą stać i czekać na kolejną zmianę świateł. Niepotrzebnie. W
                      takiej organizacji ruchu w tym samochodzie przez krzyżówkę przejeżdża większa
                      ilość samochodów. Czas , gdy na skrzyżowaniu oba kierunki stoją to czas
                      zmarnowany.
                      • Gość: na zimno Re: Jezeli ma jeszcze 50 metrow do skrzyzowania, IP: *.dip0.t-ipconnect.de 22.06.07, 16:03
                        50 km/h to okolo 14 m/s (zaokraglam). Obawiam sie, ze na skrzyzowanie wjedziesz
                        na czerwonym. Ile trwa faza zolta? Pomysl. Porachuj.

                        ( pewnie znowu automat od brzydkich wyrazow cos z tego slowa wyrznie)

                        • Gość: na zimno No i nie wyrznal. I bardzo dobrze. IP: *.dip0.t-ipconnect.de 22.06.07, 16:04
                  • Gość: harthausen Re: Wytwory fantazji IP: *.gdynia.mm.pl 22.06.07, 15:48
                    zółty u nas nie zezwala na wjazd na skrzyżowanie. Tu masz rację. Ja uważam to
                    za błędne. Powody wyjaśniłem wyżej.

                    Natomiast o tej samej sytacji w Niemczech i o tym że fantazjuję. Nie wydaje mi
                    się, przynajmniej tak jeżdżę po Monachium, tak mnie tam na kursie uczyli, tak
                    jeżdżą inni i tak policja tam uznaje to za prawidłowe.
                    Na liczniku jest około 6o na godzinę, do skrzyżowania mniej niż 50 metrów -
                    przejeżdżam. Nigdy mi nie błysnęło, a blitzów tam trochę jest, wyłapali by
                    mnie bez pudła.
                    Może w innych miastach jest inaczej? Nie sądzę.
                    • crannmer Jednak wytwory fantazji 22.06.07, 17:37
                      Gość portalu: harthausen napisał(a):

                      > Natomiast o tej samej sytacji w Niemczech i o tym że fantazjuję. Nie wydaje
                      > mi się, przynajmniej tak jeżdżę po Monachium, tak mnie tam na kursie uczyli,
                      > tak jeżdżą inni i tak policja tam uznaje to za prawidłowe.

                      Obawiam sie, ze padles ofiara wlasnego chciejstwa, ktore doprowadzilo do
                      skrzywienia poczucia rzeczywistosci.

                      § 37 StVO Wechsellichtzeichen, Dauerlichtzeichen und Grünpfeil
                      [...]
                      1. An Kreuzungen bedeuten:
                      Grün: "Der Verkehr ist freigegeben".
                      [...]
                      Gelb ordnet an: "___Vor___der___Kreuzung___ auf das nächste Zeichen warten".
                      [...]
                      Rot ordnet an: "Halt vor der Kreuzung".

                      Patrz tez Bußgeldkatalog:
                      Tatbestandsnr. 137006: Sie mißachteten das Gelblicht der Lichtzeichenanlage,
                      obwohl Sie gefahrlos hätten anhalten können. § 37 Abs. 2, § 49 StVO; § 24 StVG
                      10,
                      • Gość: harthausen Re: Jednak wytwory fantazji IP: *.gdynia.mm.pl 22.06.07, 18:17
                        przepis to przepis, z tym nie dyskutuję. Ale do określenia tego sposobu jazdy
                        mianem "wytwory fantazji" bym sie wstrzymał.
                        Prosty przykład: jedziesz jakimś tam ringiem w mieście, zielone, jesteś
                        przed lampami tuż, tuż i zapala się żółte. Przy prędkości 50-60 km staniesz
                        nagle w miejscu? Nie wierzę. Na ringach jest prędkość w niektórych miejscach
                        podniesiona z 50 na 60. Przynajmniej na Mittlererringu tamże.
                        Owszem, stosując się do przedstawionego przez Ciebie przepisu popełniasz
                        wykroczenie. Ale tak tam wygląda w praktyce.
                        Sądzę, że instruktor nie plótł i nie pokazywał mi tego tylko dlatego, że dzień
                        mu się dłużył, i z jakichś powodów fotoradary jeszcze tą zmianą świateł nie są
                        uaktywniane tylko czekają na czerwony.

                        Pole dyskusji zawęża się czy problemu, czy zaczniesz hamować przy zmianie
                        świateł na żółte będąc 10, 30 czy 50 metrów przed skrzyżowaniem. Na moje oko
                        jest to do ok 50m, niewykluczone, że z wysokości busa jest to ciut mniej, ale o
                        dwa trzy metry w tę czy w tamtę nie będę się spierał. Mało, zauważyłem, że pod
                        koniec palenia cyklu zielonego i na żółtych kierowcy raczej lekko przyspieszają
                        chcą zdążyć przed zmianą. Jednocześnie jest widoczna ta "tylna" część kolumny
                        samochodów , która zwalnia, wiedząc że przed czerwonymi już się nie załapie.
                        To w sumie trwa pewnie szybciej niż przeczytanie tego tekstu, dzieje sie
                        niejako automatycznie.

                        Ale za przepis bardzo dziękuję, jest jednoznaczny, warten to warten. Jak
                        każdy przepis ten też musi być jednoznaczny, i z pewnością chodzi o nie budzące
                        wątpliwości wskazanie winnego ewentualnej kolizji.
                        Z tym, że na paru skrzyżowaniach przyglądałem się sekwencji świateł i nie
                        zdarzyło się, by przy żółtych na jednym kierunku zapaliły się zielone na
                        poprzecznym.
                        • crannmer Re: Jednak wytwory fantazji 22.06.07, 20:27
                          Gość portalu: harthausen napisał(a):

                          > Prosty przykład: jedziesz jakimś tam ringiem w mieście, zielone, jesteś
                          > przed lampami tuż, tuż i zapala się żółte. Przy prędkości 50-60 km staniesz
                          > nagle w miejscu? Nie wierzę. Na ringach jest prędkość w niektórych miejscach
                          > podniesiona z 50 na 60. Przynajmniej na Mittlererringu tamże.
                          > Owszem, stosując się do przedstawionego przez Ciebie przepisu popełniasz
                          > wykroczenie. Ale tak tam wygląda w praktyce.

                          Ani troche. Przepis nie wymaga staniecia w miejscu, ani nie wymaga awaryjnego
                          hamowania.

                          > Sądzę, że instruktor nie plótł i nie pokazywał mi tego tylko dlatego, że dzień
                          > mu się dłużył, i z jakichś powodów fotoradary jeszcze tą zmianą świateł nie
                          > są uaktywniane tylko czekają na czerwony.
                          >
                          > Pole dyskusji zawęża się czy problemu, czy zaczniesz hamować przy zmianie
                          > świateł na żółte będąc 10, 30 czy 50 metrów przed skrzyżowaniem.

                          Sprawa jest prosta i do pokonania srodkami dostepnymi juz w osmej klasie szkoly
                          podstawowej.

                          Na drodze z ograniczeniem 50 faza zolta trwa z reguly trzy sekundy.
                          Zakladajac predkosc 60 km/h otrzymujemy trzy zasadnicze przypadki:

                          - zakladajac jako praktyczna granice ostrego hamowania 6 m/s2 otrzymujemy
                          odleglosc ok. 23 m, ponizej ktorej nie ma sensu hamowac, bo samochod i tak nie
                          zatrzyma sie przed linia. Czyli ponizej 23 m nalezy po prostu jechac dalej.

                          - miedzy 23 a 44 m mozna albo hamowac, albo jechac dalej. Im blizej 44 m, tym
                          bardziej nalezy hamowac, bo rezerwa na niedokladnosc urzadzen maleje.

                          - jesli zolte swiatlo zapali sie w odleglosci wiekszej, niz ok. 44 m, a samochod
                          zachowa swoja predkosc, to petla indukcyjna zostanie wyzwolona i kierowca bedzie
                          mial zdjecie.

                          A wiec Pustekuchen z rzekomymi regulami o 50 metrach. Szczegolnie, ze dla
                          przepisowej miejskiej predkosci 50 km/h powyzsze liczby jeszcze sie redukuja.

                          Jak widac, instruktor jednak plotl.
                          Albo jego wyczucie odleglosci mocno szwankowalo. Ciekawe, jakby zareagowala jego
                          zona, gdyby jej pokazal, jak dlugie sa 20 centymetrow :-)

                          > Z tym, że na paru skrzyżowaniach przyglądałem się sekwencji świateł i nie
                          > zdarzyło się, by przy żółtych na jednym kierunku zapaliły się zielone na
                          > poprzecznym.

                          Bo to jest poprawka na niepoprawnych przejezdzajacych na
                          ciemnozoltym-jasnoczerwonym.

                          MfG
                          C.
                          Dewulotopodobne, w_r_e_d_n_e i inne trole sa w smietniku
                          • Gość: harthausen Re: Jednak wytwory fantazji IP: *.gdynia.mm.pl 22.06.07, 20:43
                            z uznaniem Ci dziękuję za tę wyliczankę, nie za bardzo chciało mi się dzisiaj
                            za to brać, bo piątek w pracy miałem jak zwykle nerwowy i wolę odpocząć po tych
                            nerwach czytając czyjeś logiczne wywody (jak Twoje), zamiast samemu jeszcze
                            błąd popełnić i zblamować.
                            To ile tam Ci wyszło, 44 metry?
                            Ja pisałem o odległości od 0 do 50 , i zaznaczyłem że o parę metrów nie będę
                            się spierał, to takie określenie na wyczucie.
                            Oczywiście patrzę w takiej sytuacji na innych z boku i w lusterko.

                            Serdecznie pozdrawiam. Pfuei ti Gott.
    • wojtek33 Re: Jazda "przepisana". 22.06.07, 15:59
      mejson.e napisał:

      > Że jazda zgodnie ze znakami drogowymi nie zawsze jest bezpieczna, to chyba
      > wszyscy zdają sobie sprawę.
      >
      > Wg mnie może też być niezgodna z ... przepisami.
      >
      > Absurdalny przykład - jazda po sliskiej nawierzchni z predkością wynikającą z
      > oznakowania może być skrajnie niebezpieczną i jako taka oczywiście nieprzepisow
      > ą.

      Ogólnie zgoda, ale nie spotkałem jeszcze miejsca, gdzie prędkość _minimalna_
      nakazana przepisami (znak C-14) byłaby niebezpieczna, na dodatek w jego
      definicji jest wyjątek: "prędkość minimalna" oznacza, że kierujący, przy
      zachowaniu ograniczeń prędkości wynikających z przepisów szczegółowych, jest
      obowiązany jechać z prędkością nie mniejszą niż określona na znaku liczbą
      kilometrów na godzinę, chyba że warunki ruchu lub jego bezpieczeństwo wymagają
      zmniejszenia prędkości."
      No bo chyba nie uważacie prędkości maksymalnej wynikającej z przepisów czy
      znaków za prędkość obowiązującą? Podobnie jak linia przerywana na pagórkowatej
      czy krętej drodze nie oznacza, że można w każdym miejscu wyprzedzać. No i jest
      przecież magiczne dostosowanie prędkości do warunków ruchu.
      • emes-nju Re: Jazda "przepisana". 22.06.07, 16:08
        wojtek33 napisał:

        > Podobnie jak linia przerywana na pagórkowatej
        > czy krętej drodze nie oznacza, że można w każdym miejscu wyprzedzać.

        Tu akurat bardzo bym chcial, zeby linia na drodze rzetelnie mnie informowala o uksztaltowaniu terenu. Czasem nie wiadomo czy za wzgorkem nie ukryje sie tylko laweczka czy tez mozna za nim schowac maly dom. Ciagla linia w tym drugim przypadku bardzo by pomogla. Ale jej nie bedzie (bedzie w innych miejscach, gdzie bedzie mocno watpliwa...) - taniej wyjdzie nakazac kierowcy zachowac, dostosowac itd. Po co ulatwiac mu zycie i REALNIE nie PAPIEROWO zwiekszac bezpieczenstwo?
    • jane14 Filozof na drodze ? 23.06.07, 01:04
      Prawo drogowe żadnego kraju nie zawiera wymogu myślenia ze strony kierowcy. I
      to chyba nie przypadek. Wielu przecenia swój rozum a jak dowodzi praktyka nic
      bardziej nie zawodzi człowieka niż własny rozum.
      Nie posądzam Mejsona o ten etap ale czytając ten post ...

      "Że jazda zgodnie ze znakami drogowymi nie zawsze jest bezpieczna, to chyba
      wszyscy zdają sobie sprawę."

      Przepraszam bardzo ale ja sobie nie zdaję z tego sprawy !!!

      "Absurdalny przykład - jazda po sliskiej nawierzchni z predkością wynikającą z
      oznakowania może być skrajnie niebezpieczną i jako taka oczywiście
      nieprzepisową."

      Rzeczywiście absurdalny przykład jeśli z twoim stażem kierowca nie rozróżnia
      pojęć :
      1- predkość maksymalna dopuszczalna
      2- predkosć zalecana
      3- predkosć bezpieczna

      "Znając przyczynę ograniczenia można podjąć decyzję o zastosowaniu się, bądź
      nie, do ograniczenia. I nawet przy niezastosowaniu się nadal może to być jazda
      BEZPIECZNA."

      Określenie np. dopuszczalnej predkości na danym odcinku drogi jest ustaleniem
      reguły. Jesli ją łamiesz nie jesteś już bezpiecznym dla innych. Można by uznać
      rację jeśli byłbyś sam na drodze. Ale sam nie jesteś i zarówno pieszy
      rowerzysta jak i inny samochód na ograniczeniu do np. 70 maja prawo oczekiwać
      że jedziesz 70/h. Jeśli nie jedziesz, oznacza to ze stajesz sie dla nich
      niebezpieczny bo nie przewidywalny.

      Idac tym tropem można zakwestionować wszystkie reguły łacznie z ruchem
      prawostronnym. Przecież jazda lewą stroną nie jest niebezpieczna o ile nic nie
      jedzie z naprzeciwka.

      "Ograniczenie prędkości przed ZNANYM, WIDOCZNYM zakrętem można "naciągnąć" pod
      warunkiem, że przejedziemy go bezpiecznie ...."

      Wielokrotnie już o tym była mowa. Ograniczenia bardzo rzadko dotycza zakretów a
      raczej sytuacji za nim. Jestes pewny że tam nie ma skrzyżowania czy wyjazdu,
      przejścia dla pieszych itp. Może jesteś, tak jak w którymś z twych wątków
      wszyscy sa pewni że nie ma przejść bez sygnalizacji na jakiejś tam drodze w
      waszym rodzinnym mieście.

      "Zakaz przekraczania linii ciągłych trzeba naruszyć, by ominąć źle zaparkowany
      pojazd."

      Nie należy mylić wymuszonych zachowań przez łamiacych reguły, z widzimisię
      kierujacego łamiacego reguły dla swoich potrzeb.

      "Z pierwszeństwa przejazdu należy zrezygnować wpuszczając na zakorkowaną drogę
      główną pojazd z podporządkowanej."

      Pierwszeństwo przejazdu jest znakiem informacyjnym. Ustąpienie pierwszeństwa
      nie jest wiec złamaniem tego znaku, tak jak nie jest złamaniem znaku nie
      zatankowanie się na kazdej stacji poprzedzonej znakiem informacyjnym "stacja
      za 2 km".

      "Ślepe stosowanie się wyłącznie do znaków drogowych bez świadomości o wpływie
      swego zachowania na bezpieczeństwo ruchu drogowego jest nie tylko bezmyślne.
      Jest także ... NIEPRZEPISOWE!"

      Karkołomna teza. Zakłada bowiem że stosujacy się do znaków nie jeździ
      bezpiecznie. Uzycie słowa "ślepe" i "bezmyślne" ma dodatkowo
      nobilitować "twórczo" łamiących reguły. Pewną nadzieję daje użycie
      słowa "wyłacznie" bo rzeczywiście znaki to tylko część obowiązujacyc reguł . A
      wiec poprę tę tezę i za przykład dam jazdę lewa stroną z oczywiście 100%
      stosowaniem sie do znaków drogowych.
      Jest to rzeczywiście jazda nieprzepisowa. (To miałeś na myśli???)

      "Bo narusza naczelną zasadę uczestnictwa w ruchu drogowym, jaką jest
      bezpieczeństwo własne i innych użytkowników drogi."

      jesli znasz prawdziwy a nie wymyślony przykład takiej sytuacji pozostaje ci
      tylko zainteresować tym tzw. "organa". Wybacz jeśli stosowanie sie do reguł i
      znaków narusza bezpieczeństwo to odkryłeś ślepy zaułek ludzkości i czas
      naprawić świat. Od lat bowiem wraz z rozwojem motoryzacji coraz wiecej reguł i
      coraz wiecej znaków określa zasady ruchu drogowego. Jeśli to jest niebezpieczne
      to jaka jest alternatywa ?

      RÓBTA CO CHCETA?


      >Jazda wyłącznie wg znaków drogowych nie jest jazdą >przepisową.
      >Jest jazdą bezmyślnie ... "przepisaną"!

      Drogi Mejsonie stosowanie reguł w tym znaków nie jest "przepisywaniem" tak jak
      pisanie zgodnie z regułami ortografii / gramatyki nie oznacza kopiowania
      słownika.
      Własny rozum + reguły i zasady moga stworzyć coś wartościowego.
      Odrzucanie/ignorowanie reguł i próba zastapienia ich tzw. włąsnym rozumem to
      niestety najcześciej bełkot. (dotyczy tak literatury jak i jazdy pojazdem)


      • mejson.e Re: Filozof na drodze ? 23.06.07, 09:33
        jane14 napisała:

        "Określenie np. dopuszczalnej predkości na danym odcinku drogi jest ustaleniem
        reguły. Jesli ją łamiesz nie jesteś już bezpiecznym dla innych. Można by uznać
        rację jeśli byłbyś sam na drodze. Ale sam nie jesteś i zarówno pieszy
        rowerzysta jak i inny samochód na ograniczeniu do np. 70 maja prawo oczekiwać
        że jedziesz 70/h. Jeśli nie jedziesz, oznacza to ze stajesz sie dla nich
        niebezpieczny bo nie przewidywalny."

        Tu pełna zgoda - trzeba być przewidywalnym.

        Tylko jaką prędkość przewidujesz np przy ograniczeniu prędkości do 40 z powodu
        robót drogowych, jeśli roboty dawno się zakończyły, znak pozostał, a większość
        pojazdów jedzie tam 70?
        Czy będę bardziej przewidywalny jadąc 40 czy 70?

        "Idac tym tropem można zakwestionować wszystkie reguły łacznie z ruchem
        prawostronnym. Przecież jazda lewą stroną nie jest niebezpieczna o ile nic nie
        jedzie z naprzeciwka."

        Tu akurat nie widzę żadnego zagrożenia - pewnie i Tobie zdarzyło się pojechać
        kawałek lewą stroną, np gdy na prawej wredna nawierzchnia, na lewym gładko, a z
        przeciwka nic nie jechało?

        "Ograniczenia bardzo rzadko dotycza zakretów a raczej sytuacji za nim. Jestes
        pewny że tam nie ma skrzyżowania czy wyjazdu, przejścia dla pieszych itp."

        Też pełna zgoda.
        Ograniczyłem się do ZNANYCH, WIDOCZNYCH zakrętów, a więc widzę, co za nim i znam
        go na tyle dobrze, że nie ma tam niczego niebezpiecznego, czego nie widać.

        "Własny rozum + reguły i zasady moga stworzyć coś wartościowego.
        Odrzucanie/ignorowanie reguł i próba zastapienia ich tzw. włąsnym rozumem to
        niestety najcześciej bełkot. (dotyczy tak literatury jak i jazdy pojazdem)"

        O to chodzi, by zastosować sumę - nie tylko reguł i zasad ale także własnego rozumu.
        Osoba, która po minięciu znaku ograniczenia prędkości ZAWSZE naciska gaz do
        dechy, bo uważa że można bezpiecznie jechać szybko TYLKO dlatego, że zniesiono
        poprzednie ograniczenie prędkości, bez brania pod uwagę dodatkowych czynników -
        natężenia ruchu, stanu nawierzchni, warunków atmosferycznych, NIE STOSUJE rozumu.
        Tak samo jak brak ograniczenia prędkości nie oznacza, że ograniczenia prędkości
        nie ma w ogóle.

        Od każdej reguły mogą być wyjątki i o takich wyjątkach jest ten wątek.
        Nie można być ślepym wykonawcą poleceń wydawanych przez znaki drogowe, bo oprócz
        znaków są jeszcze reguły, zasady i powinien być także rozum - rozsądek,
        doświadczenie, umiejętność podejmowania właściwych decyzji.

        Bo inaczej wyjdzie z tego jazda nieprzewidywalna - szarpana, nierówna,
        niebezpieczna - właśnie taki wspomniany przez ciebie bełkot drogowy... ;-)

        Pozdrawiam,
        Mejson
        --
        Automobil
        Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
        • jane14 Re: Filozof na drodze ? 25.06.07, 21:19
          "... jaką prędkość przewidujesz np przy ograniczeniu prędkości do 40 z powodu
          robót drogowych, jeśli roboty dawno się zakończyły, znak pozostał, a większość
          pojazdów jedzie tam 70?"

          Ja osobiście nic nie przewiduje. Jadę ~ 40 chyba, że przegapie znak co czasem
          sie zdarza. Nie mam jednak w zwyczaju świadomie łamać przepisów tylko dlatego
          ze inni też to robia.

          "Czy będę bardziej przewidywalny jadąc 40 czy 70?"

          Zależy dla kogo, dla "radarowców" na pewno tak. Ale dla pozostałych...Chyba nie
          musze cię przekonywać że nawet jeśli ktoś założy że jedziesz 70 a ty jedziesz
          40 to tragedii nie będzie, natomiast w druga stronę to już nie działa.


          "... pewnie i Tobie zdarzyło się pojechać
          kawałek lewą stroną, np gdy na prawej wredna nawierzchnia, na lewym gładko, a z
          przeciwka nic nie jechało"

          Pewnie się zdarzyło ale w końcu to zgodnie z zasadą. Tam jest takie
          sformułowanie "na ile to możliwe". To "na ile" daje ten margines na uzasadnione
          przypadki przejechania osi jezdni.


          "Ograniczyłem się do ZNANYCH, WIDOCZNYCH zakrętów, a więc widzę, co za nim i
          znam
          go na tyle dobrze, że nie ma tam niczego niebezpiecznego, czego nie widać."

          Ja takich nie znam, czasem dla zabicia czasu w podróży szukam uzasadnienia dla
          stawianych ograniczeń i zawsze znajduje mniej lub bardziej zasadne ale
          znajduję. Może to właśnie kwestia uwagii?


          "O to chodzi, by zastosować sumę - nie tylko reguł i zasad ale także własnego
          rozumu..."

          100% zgody z tym fragmentem ale z zachowaniem odpowiedniej kolejności.

          "Nie można być ślepym wykonawcą poleceń wydawanych przez znaki drogowe, bo
          oprócz
          znaków są jeszcze reguły, zasady i powinien być także rozum - rozsądek,
          doświadczenie, umiejętność podejmowania właściwych decyzji."

          Rozum jest potrzebny tam gdzie nie ma znaków, reguł, zasad. Gdy znak mówi 40 a
          rozum 70 lepiej wybrać 40. Rozum to bardzo niebezpieczne narzedzie i wielu
          trudniej nad nim zapanować niż nad autem.

          "Bo inaczej wyjdzie z tego jazda nieprzewidywalna - szarpana, nierówna,
          niebezpieczna - właśnie taki wspomniany przez ciebie bełkot drogowy..."

          No właśnie wychodzi, ale nie z powodu znaków tylko z powodu niepanujących nad
          rozumem kierujących.


          • emes-nju Re: Filozof na drodze ? 25.06.07, 21:26
            jane14 napisała:

            > musze cię przekonywać że nawet jeśli ktoś założy że jedziesz 70 a ty jedziesz
            > 40 to tragedii nie będzie, natomiast w druga stronę to już nie działa.

            Duzo zalezy od tego, z ktorej strony Mejsona ten "zakladajacy" bedzie :-) Jezeli przed nim, faktycznie klopotu nie bedzie (co najwyzej, sadzac, ze Mejson jedzie 70 km/h, nie wlaczy sie pod niego do ruchu i dostanie wscieku jak okaze sie, ze Mejson jechal jednak 40 km/h :-D ). Klopot bedzie jak ktos jadacy za Mejsonem zle oceni jego predkosc :-)

            > Rozum jest potrzebny tam gdzie nie ma znaków, reguł, zasad. Gdy znak mówi 40
            > a rozum 70 lepiej wybrać 40.

            W kontekscie tego, co napisalem powyzej niekoniecznie... Szczegolnie na zakrecie :-)
          • mejson.e Re: Filozof na drodze ? 25.06.07, 23:34
            jane14 napisała:

            "Ja osobiście nic nie przewiduje. Jadę ~ 40 chyba, że przegapie znak co czasem
            sie zdarza. Nie mam jednak w zwyczaju świadomie łamać przepisów tylko dlatego
            ze inni też to robia."

            Nie dlatego, że "inni tak robią", ale dlatego, że "robót już nie ma" - jestem
            pewny, że zniknął powód wprowadzenia ograniczenia, mimo że znak jeszcze nie zniknął.
            Podkreślam - jestem pewny - a nie - wydaje mi się. Jestem pewny, bo znam ten
            odcinek, wiem dlaczego pojawiło się ograniczenie i wiem, że powinno być już
            anulowane.

            "czasem dla zabicia czasu w podróży szukam uzasadnienia dla stawianych
            ograniczeń i zawsze znajduje mniej lub bardziej zasadne ale znajduję. Może to
            właśnie kwestia uwagii?"

            Ja też szukam uzasadnienia i też je przeważnie znajduję.
            Jak znam przyczynę, to ją biorę po uwagę i nie jestem zaskoczony np. krzywizną
            zakrętu czy niewidocznym uskokiem drogi.
            I mogę tam pojechać nie nakazane 70 a 80-90, bo nie ma już elementu zaskoczenia.

            "Rozum jest potrzebny tam gdzie nie ma znaków, reguł, zasad. Gdy znak mówi 40 a
            rozum 70 lepiej wybrać 40. Rozum to bardzo niebezpieczne narzedzie i wielu
            trudniej nad nim zapanować niż nad autem."

            Tak jak broń to niebezpieczne narzędzie ale nie odbiera się jej żołnierzom,
            prawda? Albo zapałki w ręku dziecka albo dorosłego?

            Nikt mnie nie zwolni z używania rozumu za kółkiem - żaden znak, przepis czy reguła.

            Podsumowując:

            1.Na drodze z reguły stosuję się do znaków, zasad, ustawowych ograniczeń
            prędkości itp. Nie jest dla mnie argumentem przekonującym do złego fakt, że
            "inni tak robią". - Niech robią, ja odpowiadam sam za siebie i swoje decyzje.
            2.Stosuję zasadę ograniczonego zaufania ale nie popadam w paranoję
            nieograniczonego braku zaufania.
            3.Pomagam, wybaczam, nie rozpamiętuję, nie pouczam, nie wymyślam.
            4.Nie filozofuję na drodze, tylko potem - przy komputerze.
            5.Myślę, że jestem bezpiecznym kierowcą. Na tyle na ile potrafię ustrzec się od
            błędów, staram się to robić - oczywiście nie zawsze się udaje. Resztą rządzi
            prawo Murphy'ego...

            Nie mogę powiedzieć, że stosuję się do wszystkich znaków drogowych.
            Że jest to ułamek procenta mijanych znaków to inna sprawa - po prostu nie jest
            to 100%, więc nie ma słowa "nigdy" i "zawsze".

            Dlatego powstał ten wątek - przeciwko faryzeuszom drogowym i dla otrzeźwienia
            wierzących w nieomylność odpowiedzialnych za stawianie znaków drogowych - skoro
            ja - propagujący na co dzień bezpieczną, kulturalną i przepisową jazdę przyznaję
            się do nie stosowania się do niektórych znaków, to powinno oznaczać, że samo
            stosowanie się do znaków (i przepisów) drogowych nie zapewni bezpieczeństwa na
            drodze.
            Do tego niezbędny jest także rozum...

            ----------------------------------------

            Najgorzej się przekonać, jak obie strony mają podobne zdanie, co?

            I rób coś z tym nickiem, bo piszę do faceta a odpowiada mi kobieta ;-)

            Pozdrawiam,
            Mejson
            --
            Automobil
            Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
            • jane14 Re: Filozof na drodze ? 26.06.07, 22:25
              mejson.e napisał:

              "dlatego, że "robót już nie ma""

              Możesz to nazwac jak ci się podoba, ale mnie nie obchodzi czy roboty są czy
              nie. Ograniczenie obowiazuje tak długo jak stoi. Jest dosć powodów by go
              przestrzegać niezależnie od przyczyn i racji jakie przemawiały za jego
              postawieniem.
              To nie moja działka i powiem ci szczerze, że ten kraj byłby lepszy gdyby
              wszyscy zajmowali się lepiej lub gorzej ale TYLKO swoimi działkami i tam
              używali swego rozumu.

              "...broń to niebezpieczne narzędzie ale nie odbiera się jej żołnierzom, prawda?"

              Odbiera sie cześciej niz pewnie myslisz wystarczy ze złamią którąś z reguł czy
              zasad itd. Jeśli miałeś kiedyś okazję poczytać o zasadach postepowania z
              bronią to tam też zapewne nie znalazłeś słowa o "myśleniu".
              To dobry przykład bo to dziedzina w której nie ma dyskusji jest tylko prosta
              procedura. Spróbuj podyskutowac z prowadzącym strzelanie po co masz przeładować
              kontrolnie i pokazywać pustą komorę, chociaż wiesz ile załadowałeś i ile
              wystrzeliłeś i na 100% masz "czystą" broń?

              "Nie mogę powiedzieć, że stosuję się do wszystkich znaków drogowych.
              Że jest to ułamek procenta mijanych znaków to inna sprawa - po prostu nie jest
              to 100%, więc nie ma słowa "nigdy" i "zawsze"."

              Ok ale już z definicji stawiasz się poza granicą kiedy możesz powiedzieć o
              sobie że robisz wszystko by jeździć bezpiecznie.
              Poprostu robisz tylko to co uwazasz za stosowne.

              "...przyznaję się do nie stosowania się do niektórych znaków,"
              No i dobrze.
              "... to powinno oznaczać, że samo stosowanie się do znaków (i przepisów)
              drogowych nie zapewni bezpieczeństwa na drodze.
              Do tego niezbędny jest także rozum..."

              To nic nie oznacza, z tym sformułowaniem zgadzam sie w 100%. Z zastrzeżeniem,
              najpierw zasady reguły znaki a tam gdzie to nie wystarcza, rozum. A i to z
              zastrzeżeniem że rozum może narzucać dodatkowe ograniczenia a nie znosić
              niewygodne.
              A nie zgadzam się z myślą przewodnią w pierwszym poście, że stosowanie się do
              niektórych znaków wrecz jest niebezpieczne.
              Tego nie dostrzegam i z tym się nie zgadzam!

              PS. Nic nie poradzę, że automat gazety ubzdurał sobie że jane to (zapewnie z
              anglosaskiego) imie żeńskie.
              • mejson.e Re: niezależnie od przyczyn i racji 27.06.07, 00:13
                jane14 napisała:

                "Ograniczenie obowiazuje tak długo jak stoi. Jest dosć powodów by go
                przestrzegać niezależnie od przyczyn i racji jakie przemawiały za jego
                postawieniem."

                Do tego mnie chyba nie przekonasz, stosując się ślepo do znaków w skrajnych
                przypadkach można nie ruszyć z miejsca...

                "To nie moja działka i powiem ci szczerze, że ten kraj byłby lepszy gdyby
                wszyscy zajmowali się lepiej lub gorzej ale TYLKO swoimi działkami i tam
                używali swego rozumu."

                Specjalizacja jest dobra, gdy są dobrzy specjaliści...

                "po co masz przeładować kontrolnie i pokazywać pustą komorę, chociaż wiesz ile
                załadowałeś i ile wystrzeliłeś i na 100% masz "czystą" broń?"

                Analogicznie kontroluje się prędkościomierz i obserwuje lusterka.

                "z definicji stawiasz się poza granicą kiedy możesz powiedzieć o sobie że robisz
                wszystko by jeździć bezpiecznie.
                Po prostu robisz tylko to co uwazasz za stosowne."

                To, co uważam za bezpieczne, nie tylko przepisowe.

                "Z zastrzeżeniem, najpierw zasady reguły znaki a tam gdzie to nie wystarcza, rozum."

                To tak,

                "A i to z zastrzeżeniem że rozum może narzucać dodatkowe ograniczenia a nie
                znosić niewygodne."

                To też, ale z zastrzeżeniem, że znosić niepotrzebne, nie niewygodne.

                "A nie zgadzam się z myślą przewodnią w pierwszym poście, że stosowanie się do
                niektórych znaków wrecz jest niebezpieczne.
                Tego nie dostrzegam i z tym się nie zgadzam!"

                To są skrajne przypadki, powstające przy braku wyobraźni i doświadczenia
                użytkowników ruchu. Przykład absurdalny - wjazd/wejście na zielonym świetle
                mimo, że ktoś przecina drogę jadąc/idąc na czerwonym.

                " PS. Nic nie poradzę, że automat gazety ubzdurał sobie że jane to (zapewnie z
                anglosaskiego) imie żeńskie."

                Jest na to rada.
                Po zalogowaniu wchodzisz: ULUBIONE FORA -> USTAWIENIA -> INNE USTAWIENIA i masz
                do wyboru płeć.

                Pozdrawiam,
                Mejson
                --
                Automobil
                Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
                • jane14 ... nalezałoby oszczednie z demagogią. 28.06.07, 21:21
                  mejson.e napisał:

                  > Do tego mnie chyba nie przekonasz, stosując się ślepo do znaków w skrajnych
                  > przypadkach można nie ruszyć z miejsca...

                  Po co z uporem dodajesz to ślepo. Czy ma to jkis szczytny cel udowodnienia że
                  zdyscyplinowany kierowca to kiepski kierowca ?
                  Formułujac tak dramatyczne zdanie wypada chyba podać jakiś konkretny przykład.
                  Ja w swej skromnej karierze kierowcy nie miałem sytuacji aby stosując sie do
                  znaków nie mógł ruszyć z miejsca. Nie znam też takiej sytuacji nawet z opisów
                  innych kierowców.

                  > Specjalizacja jest dobra, gdy są dobrzy specjaliści...

                  To nie chodzi nawet o specjalizacje ale o kompetencje i odpowiedzialność.

                  > Analogicznie kontroluje się prędkościomierz i obserwuje lusterka.

                  No nie zupełnie bo tu sytuacja jest dynamiczna a co może stać sie w komorze?
                  Pocisk sam tam nie wejdzie.

                  > To, co uważam za bezpieczne, nie tylko przepisowe.

                  Jeśli dobrze zrozumiałem to :
                  "To, co uważam za bezpieczne (w swoim mniemaniu), nie koniecznie przepisowe."
                  Oczywiscie nie musi to oznaczać z definicji że jesteś niebezpiecznym kierowcą
                  ale jesteś bliżej napewno o tego co robi:
                  "To, co uważam za bezpieczne, i tylko przepisowe."

                  > To są skrajne przypadki, powstające przy braku wyobraźni i doświadczenia
                  > użytkowników ruchu. Przykład absurdalny - wjazd/wejście na zielonym świetle
                  > mimo, że ktoś przecina drogę jadąc/idąc na czerwonym.

                  Ale to kolejny przykład gdy ktoś nadinterpretuje przepisy/znaki.
                  Przecież zielone to nie nakaz wjazdu/wejścia a jedynie zezwolenie. Nadal
                  obowiązuje zasada szczególnej ostrożności, ograniczonego zaufania itd.


                  • edgar22 Nie wchodząc w meritum Waszego sporu... 28.06.07, 22:02
                    > Ja w swej skromnej karierze kierowcy nie miałem sytuacji aby stosując sie do
                    > znaków nie mógł ruszyć z miejsca. Nie znam też takiej sytuacji nawet z opisów
                    > innych kierowców.

                    Ja miałem taką sytuację. Podjechałem na znane mi dobrze skrzyżowanie. Późny
                    wieczór, żywego ducha i sygnalizacja świetlna. Czerwone światło.
                    Czekam, czekam, czekam... Ciągle czerwone.
                    Często tamtędy jeżdżę, więc wiem, jak często zmienia się tam światło.
                    W końcu (pewnie trwało to kilka minut, ale dla mnie to była wieczność) uznałem,
                    że to awaria, i pojechałem na czerwonym. W lusterku obserwowałem jeszcze
                    skrzyżowanie (długa prosta) - i nic. Dla mojego kierunku ciągle było czerwone.
                    • Gość: ccccc Re: Nie wchodząc w meritum Waszego sporu... IP: 62.87.215.* 28.06.07, 22:06
                    • jane14 Re: Nie wchodząc w meritum Waszego sporu... 30.06.07, 18:38
                      No cóż miałeś wybitnego pecha i mało cierpliwości, bo wiekszość swiatel jest
                      sterowana elektronicznie wiec w razie nie wykonania sekwencji przełaczają sie
                      na żólte.
                      I pewnie twoje też by się pewnie przełączyły po czasie mniej wiecej
                      odpowiadajacym dwukrotnemu cyklowi zmiany.
                      Oczywiście nie można wykluczyć że miałeś do czynienia z awarią poważniejszą.
                      Ale awarie techniczne są i dotyczą róznych sytuacji i urządzeń. Choćby twego
                      auta wtedy też nie można kontynuować jazdy, cóż pech.
                      Jednak oczekiwałbym przykładu gdzie oznakowanie lub sygnalizacja pracująca
                      normalnie uniemożliwia jazdę.
                      • edgar22 Re: Nie wchodząc w meritum Waszego sporu... 30.06.07, 19:59
                        > I pewnie twoje też by się pewnie przełączyły po czasie mniej wiecej
                        > odpowiadajacym dwukrotnemu cyklowi zmiany.

                        Nie, ja naprawdę długo czekałem, jestem cierpliwym człowiekiem. To musiała być
                        awaria.

                        > Jednak oczekiwałbym przykładu gdzie oznakowanie lub sygnalizacja pracująca
                        > normalnie uniemożliwia jazdę.

                        No to takich sytuacji nie spotkałem. :)
                      • mejson.e Przykład 02.07.07, 10:39
                        jane14 napisał:


                        "Jednak oczekiwałbym przykładu gdzie oznakowanie lub sygnalizacja pracująca
                        normalnie uniemożliwia jazdę."

                        Tu wspomniany wcześniej przykład ze ślepą jednokierunkową:

                        strony.aster.pl/mejson/images/forum/bezsenso_unico.jpg
                        Oczywiście - można cofać na ul. jednokierunkowej...

                        Przykład jest absurdalny i zdarza sie pewnie rzadziej niż szóstka w lotto, więc
                        statystycznie zupełnie do pominięcia.
                        Ale się zdarza i wyciąga się go, gdy ktoś szuka dziury w całym ;-)

                        P.S. Gratuluję sukcesu w zmianie płci :-)))

                        Pozdrawiam,
                        Mejson
                        --
                        Automobil
                        Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
                        • jane14 Re: Przykład 02.07.07, 16:49
                          mejson.e napisał:

                          > Oczywiście - można cofać na ul. jednokierunkowej...
                          No to czegośc tu nie rozumiem. To można kontynuować jazdę czy nie ?
                          Przestrzegałbym przed tworzeniem sobie obrazu świata na podstawie doniesień
                          prasowych.
                          Ta uliczka jest slepa w zwiazku z remontem a przy tym tak waska że uczynienie
                          jej na ten czas dwukierunkową oznaczałoby konieczność przemianowania jej na
                          scieżkę rowerową. Czy parkujacy tam mieszkańcy byliby tym zachwyceni?

                          > P.S. Gratuluję sukcesu w zmianie płci :-)))

                          Dziekuje, cóz to tylko dowodzi że na papierze (tym bardziej wirtualnym)
                          wszystko można
                      • jureek Re: przykład 03.07.07, 13:14
                        jane14 napisał:

                        > Jednak oczekiwałbym przykładu gdzie oznakowanie lub sygnalizacja pracująca
                        > normalnie uniemożliwia jazdę.

                        Proszę bardzo. Wieś Osowiec niedaleko Opola. Jedziesz od strony Opola ulicą
                        Opolską skręcasz w prawo na podporządkowaną (w stosunku do Opolskiej) ulicę
                        Leśną. Jadąc Leśną dojeżdżasz do następnego skrzyżowania nie mijając po drodze
                        żadnego znaku, a więc zgodnie z przepisami jest to skrzyżowanie równorzędne i
                        musisz ustąpić pierwszeństwa nadjeżdżającemu z prawej. Problem w tym, że ten
                        nadjeżdżający z prawej widzi na swojej drodze znak "ustąp pierwszeństwa
                        przejazdu" i stosując się do tego znaku powinien Ciebie przepuścić. Jeśli obaj
                        będziecie kurczowo trzymać się przepisów, to żaden z Was nie pojedzie dalej, bo
                        powinien poczekać, aż ten drugi przejedzie.
                        Zgłosiłem to już dawno w Urzędzie Gminy, ale nic się nie zmieniło. Szkoda im
                        chyba blachy na znak informujący o pierwszeństwie.
                        Jura
                        • jane14 Re: przykład 05.07.07, 16:05
                          Radze troche wiecej pojeździć gdyż opisane skrzyżowanie trudno nazwać
                          ewnementem a raczej standartem. W Polsce nie jest wymagane oznaczanie na każdym
                          skrzyżowanie drogi z pierwszeństwem przejazdu. Dlatego też skrzyżowań takich
                          jak opisane jest setki tysiecy. Kluczem do sukcesu w takich sytuacjach jest
                          zrozumienie co oznacza wymuszenie pierwszeństwa. Nawet zakładając że nie jesteś
                          zorientowany czy masz pierwszeństwo czy nie, nie możesz go wymusić na pojeździe
                          który sam z nieprzymuszonej woli zatrzymuje się aby cię przepuścić. Gdy wiec
                          ten z prawej zatrzymuje się to nie teoretyzuj tylko jedź !
                          P.S. Ja akurat jestem zwolennikiem nie oznaczania dróg z pirwszeństwem
                          przejazdu wszędzie i zawsze. Owszem niekiedy jest to niezbedne (np. łamane
                          pierwszeństwo).
                          Pewna porcja niepewności czasem moze stresuje, ale powoduje wzmożona uwage i
                          ostrożnośc a to powinno zawsze towarzyszyć przejeżdzaniu przez skrzyżowanie.
                          • jureek Re: przykład 05.07.07, 16:58
                            jane14 napisał:

                            > Radze troche wiecej pojeździć gdyż opisane skrzyżowanie trudno nazwać
                            > ewnementem a raczej standartem. W Polsce nie jest wymagane oznaczanie na każdym
                            >
                            > skrzyżowanie drogi z pierwszeństwem przejazdu.

                            Co? Czy ja dobrze czytam? Można tak ustawiać znaki, że nie wiadomo, kto ma
                            pierwszeństwo i wszystko jest w porządku i zgodnie z prawem? Super!
                            Widzisz, ja sporo jeżdżę po Polsce, wiem, że nie trzeba na każdym skrzyżowaniu
                            oznaczać pierwszeństwa, ale wtedy musi to być zdefiniowane wcześniej takim
                            żółtym kwadratem. Natomiast w opisywanym przeze mnie przypadku, _żaden_ znak
                            wcześniej nie wskazuje, że jadę drogą z pierwszeństwem przejazdu.

                            > Dlatego też skrzyżowań takich
                            > jak opisane jest setki tysiecy.

                            W takim razie niepotrzebne są nauki na kursach prawa jazdy o pierwszeństwie.

                            > Kluczem do sukcesu w takich sytuacjach jest
                            > zrozumienie co oznacza wymuszenie pierwszeństwa. Nawet zakładając że nie jesteś
                            >
                            > zorientowany czy masz pierwszeństwo czy nie, nie możesz go wymusić na pojeździe
                            >
                            > który sam z nieprzymuszonej woli zatrzymuje się aby cię przepuścić. Gdy wiec
                            > ten z prawej zatrzymuje się to nie teoretyzuj tylko jedź !

                            Posłuchaj, ja też zwalniam (normalne zachowanie - reguła pierwszeństwa z
                            prawej), więc ten z prawej też może pomyśleć, że go przepuszczam i wjedziemy
                            sobie na skrzyżowanie jednocześnie. Oczywiście, nie będziemy obaj stali i
                            czekali jeden na drugiego, zawsze można wysiąść i dogadać się, prawda? Dodatkowa
                            korzyść - nawiązanie kontaktów interpersonalnych :)

                            > P.S. Ja akurat jestem zwolennikiem nie oznaczania dróg z pirwszeństwem
                            > przejazdu wszędzie i zawsze. Owszem niekiedy jest to niezbedne (np. łamane
                            > pierwszeństwo).
                            > Pewna porcja niepewności czasem moze stresuje, ale powoduje wzmożona uwage i
                            > ostrożnośc a to powinno zawsze towarzyszyć przejeżdzaniu przez skrzyżowanie.

                            Najfajniej będzie jak za mną pojedzie jakiś miejscowy, który wie, że ten z
                            prawej ma znak "ustąp pierwszeństwa przejazdu". Ja przyhamuję nie wiedząc o tym,
                            a on zaskoczony moim przychamowanie przydzwoni mi w kufer. Czy o to chodzi przy
                            stawianiu znaków? Znaki mają za zadanie poprawę bezpieczeństwa, czy też
                            zabawianie kierowców łamigłówkami?
                            Jura
                            • jane14 Re: przykład 05.07.07, 22:37
                              jureek napisał:

                              >Ja przyhamuję nie wiedząc o tym a on zaskoczony moim przychamowanie przydzwoni
                              mi w kufer.

                              Pomijam dyskusje o stosowaniu lub nie znaku D1 bo to juz było na tym forum i
                              jak chcesz poczytać to prosze.
                              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=510&w=59001627&a=59001789
                              Natomiast cytuje ten fragment aby podkreślić demagogie która zawsze wypacza
                              sens jakiejkolwiek dyskusji.
                              Rozwijając twą myśl należałoby zlikwidować w aucie hamulce. To jedyny rozsądny
                              sposób na uniknięcie wjechania w kufer.
                              • jureek Re: przykład 05.07.07, 23:31
                                jane14 napisał:

                                > jureek napisał:
                                >
                                > >Ja przyhamuję nie wiedząc o tym a on zaskoczony moim przychamowanie przydz
                                > woni
                                > mi w kufer.
                                >
                                > Pomijam dyskusje o stosowaniu lub nie znaku D1 bo to juz było na tym forum i
                                > jak chcesz poczytać to prosze.
                                > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=510&w=59001627&a=59001789

                                W przykładzie, który podałem od momentu zjechania z głównej aż do feralnego
                                skrzyżowania nie ma _żadnego_ znaku, ani D1, ani innego, więc odsyłanie do
                                tamtej dyskusji nic nie daje. Zamiejscowy kierowca jadący ul. Leśną z mojego
                                przykładu musiałby być duchem świętym, żeby wiedzieć, że ma pierwszeństwo. Nie
                                rozumiem, dlaczego bronisz ewidentnej fuszerki w oznakowaniu.

                                > Natomiast cytuje ten fragment aby podkreślić demagogie która zawsze wypacza
                                > sens jakiejkolwiek dyskusji.
                                > Rozwijając twą myśl należałoby zlikwidować w aucie hamulce. To jedyny rozsądny
                                > sposób na uniknięcie wjechania w kufer.

                                Zadna demagogia. Tak trudno sobie wyobrazić, że ktoś hamuje, żeby ustąpić
                                pierwszeństwa z prawej? Tak trudno sobie wyobrazić, że ktoś miejscowy, który
                                wie, że ma pierwszeństwo nie spodziewa się tego hamowania? A wystarczy postawić
                                znak, zamiast bawić się w łamigłówki.
                                Jura
                                • jane14 Re: przykład 06.07.07, 17:30
                                  jureek napisał:

                                  >...odsyłanie do tamtej dyskusji nic nie daje. Zamiejscowy kierowca jadący ul.
                                  Leśną z mojego przykładu musiałby być duchem świętym, żeby wiedzieć, że ma
                                  pierwszeństwo.

                                  Widać, jest skoro wie że nie ma pierwszeństwa choć nic na to nie wskazuje, a
                                  odsyłałem do tamtej dyskusji bo tam napisałem że :
                                  "Pierwszeństwo z prawej ma zastosowanie tylko na skrzyżowaniach z drogą
                                  równorzedną, takie skrzyżowania to archaiczna zaszłość która o ile występuje
                                  jest poprzedzona odpowiednim znakiem ..."

                                  > Tak trudno sobie wyobrazić, że ktoś hamuje, żeby ustąpić
                                  > pierwszeństwa z prawej?
                                  W tej sytuacji bardzo trudno bo kierowca nie ma żadnych przesłanek do tego by
                                  sądzić że ma do czynienia z koniecznościa ustapienia pierwszeństwa poza
                                  irracjonalnym strachem bedącym pozostałością po kursie. Tam 3/4 skrzyżowań w
                                  testach jest równorzędne.

                                  >Tak trudno sobie wyobrazić, że ktoś miejscowy, który wie, że ma pierwszeństwo
                                  nie spodziewa się tego hamowania?
                                  Nawet przyjmujac teze że trzeba ustapić a jadacy z tyłu o tym nie wie to aby
                                  ustapić pierwszeństwa raczej nie hamuje sie na tyle gwałtownie by spowodować
                                  zagrożenie. Jeśli jest inaczej to winne jest nie oznakowanie a kierowca który
                                  patrzy nie dalej swojej maski i dopiero tuż przed skrzyżowaniem dochodzi do
                                  wniosku że jego maska jest zagrozona

                                  > A wystarczy postawić znak, zamiast bawić się w łamigłówki.

                                  Pewnie tak i sie je stawia a że nie stoja jeszcze wszędzie to inna sprawa.
                                  Natomiast prawda jest niestety taka, że tam gdzie stoją, kierowcy nie zwracają
                                  uwagii na to co się dzieje na drodze poprzecznej i gnają na ślepo ufni w
                                  sprawczą moc znaku. Szkoda ze tak ufają w znaki gdy te dają im przywilej a tak
                                  krytyczni sa wobec znaków nakładających na nich odpowiedni obowiazek.
                                  • jureek Re: przykład 06.07.07, 18:38
                                    jane14 napisał:

                                    > jureek napisał:
                                    >
                                    > >...odsyłanie do tamtej dyskusji nic nie daje. Zamiejscowy kierowca jadący
                                    > ul.
                                    > Leśną z mojego przykładu musiałby być duchem świętym, żeby wiedzieć, że ma
                                    > pierwszeństwo.
                                    >
                                    > Widać, jest skoro wie że nie ma pierwszeństwa choć nic na to nie wskazuje, a
                                    > odsyłałem do tamtej dyskusji bo tam napisałem że :
                                    > "Pierwszeństwo z prawej ma zastosowanie tylko na skrzyżowaniach z drogą
                                    > równorzedną, takie skrzyżowania to archaiczna zaszłość która o ile występuje
                                    > jest poprzedzona odpowiednim znakiem ..."

                                    Rozumiem, że Twoja wypowiedź na forum ma większą moc prawną niż prawo o ruchu
                                    drogowym z artykułem 25, a to, czego uczono mnie na kursie prawa jazdy (czyli,
                                    że jeśli ani światła, ani policjant kierujący ruchem, ani znaki nie regulują
                                    pierwszeństwa na skrzyżowaniu, to pierszeństwo ma nadjeżdżający z prawej)
                                    powinienem zapommnieć. Czego to się nie wymyśli, żeby tylko usprawiedliwić
                                    partactwo służb odpowiedzialnych za ustawienie znaków.
                                    Jura
                                    • jane14 Kilka pytań. 06.07.07, 21:27
                                      jureek napisał:

                                      > Rozumiem, że Twoja wypowiedź na forum ma większą moc prawną niż prawo o ruchu
                                      > drogowym z artykułem 25, a to, czego uczono mnie na kursie prawa jazdy (czyli,
                                      > że jeśli ani światła, ani policjant kierujący ruchem, ani znaki nie regulują
                                      > pierwszeństwa na skrzyżowaniu, to pierszeństwo ma nadjeżdżający z prawej...

                                      Znowu demagogia czy skleroza ?
                                      W czym art 25 jest sprzeczny z tym co pisałem ?
                                      Czy może art 25 zabrania oznaczania skrzyżowań dróg równorzędnych znakiem
                                      ostrzegawczym ?
                                      Czy skrzyżowanie które opisujesz jest skrzyzowaniem dróg równorzędnych, nie
                                      regulowanym przez znaki. ?


                                      > Czego to się nie wymyśli, żeby tylko usprawiedliwić
                                      > partactwo służb odpowiedzialnych za ustawienie znaków.

                                      Problem z pamiecia ?
                                      To dyskusja nie o doskonałej czy nie pracy służb drogowych.
                                      Ja nikogo nie usprawiedliwiam, tylko zaprzeczam tezie ze nie można jeździć,
                                      niekiedy ponoć wogóle, nie łamiąc przepisów. Czyż ten przykład nie miał tego
                                      udowodnić?
                                      A wiec łamiesz jakiś przepis przejeźdzajac przez to skrzyżowanie, jeśli tak to
                                      jaki ?
                                      A jeśli nie to na co ten przykład ?
                                      • jureek Re: Kilka pytań. 06.07.07, 22:05
                                        jane14 napisał:


                                        > Czy może art 25 zabrania oznaczania skrzyżowań dróg równorzędnych znakiem
                                        > ostrzegawczym ?

                                        Nie nie zabrania. Ty pisales jednak cos innego. Ze jesli nie ma znaku
                                        wskazujacego na skrzyzowanie rownorzedne, to nie moze to byc skrzyzowanie
                                        rownorzedne. I to jest sprzeczne z art. 25.

                                        > Czy skrzyżowanie które opisujesz jest skrzyzowaniem dróg równorzędnych, nie
                                        > regulowanym przez znaki. ?

                                        Jest i nie jest. Dla kierowcy jadacego "glowna" jest, bo nie jest poinformowany
                                        przez znaki, ze jedzie glowna, wiec ma obowiazek traktowac je jako rownorzedne,
                                        a dla jadacego podporzadkowana nie jest, bo jest tak poinformowany przez znaki.

                                        > > Czego to się nie wymyśli, żeby tylko usprawiedliwić
                                        > > partactwo służb odpowiedzialnych za ustawienie znaków.
                                        >
                                        > Problem z pamiecia ?
                                        > To dyskusja nie o doskonałej czy nie pracy służb drogowych.
                                        > Ja nikogo nie usprawiedliwiam, tylko zaprzeczam tezie ze nie można jeździć,
                                        > niekiedy ponoć wogóle, nie łamiąc przepisów. Czyż ten przykład nie miał tego
                                        > udowodnić?

                                        Tak. To wlasnie mial udowodnic. I udowodnil. Ja jadac zgodnie ze znakami
                                        powinienem przepuscic jadacego z prawej, a on powinien przepuscic mnie.

                                        > A wiec łamiesz jakiś przepis przejeźdzajac przez to skrzyżowanie, jeśli tak to
                                        > jaki ?

                                        Taki, ze nie udzielam pierwszenstwa nadjezdzajacemu z prawej.
                                        Jura
                                  • edgar22 Re: przykład 06.07.07, 19:33
                                    jane14 napisał:
                                    > "Pierwszeństwo z prawej ma zastosowanie tylko na skrzyżowaniach z drogą
                                    > równorzedną, takie skrzyżowania to archaiczna zaszłość która o ile występuje
                                    > jest poprzedzona odpowiednim znakiem ..."

                                    Jeśli nie ma żadnego znaku (na wszystkich wlotach), to też jest skrzyżowanie
                                    równorzędne.
                                    • jureek Re: przykład 06.07.07, 19:41
                                      edgar22 napisał:

                                      > Jeśli nie ma żadnego znaku (na wszystkich wlotach), to też jest skrzyżowanie
                                      > równorzędne.

                                      Eeee tam, archaiczny jesteś :)
                                      Jura
                  • Gość: :))) Re: ... nalezałoby oszczednie z demagogią. IP: *.acn.waw.pl 28.06.07, 23:34
                    jane14 napisała:
                    (...)
                    > Po co z uporem dodajesz to ślepo. Czy ma to jkis szczytny cel udowodnienia że
                    > zdyscyplinowany kierowca to kiepski kierowca ?
                    > Formułujac tak dramatyczne zdanie wypada chyba podać jakiś konkretny przykład.
                    > Ja w swej skromnej karierze kierowcy nie miałem sytuacji aby stosując sie do
                    > znaków nie mógł ruszyć z miejsca. Nie znam też takiej sytuacji nawet z opisów
                    > innych kierowców.

                    W Krakowie na ten przykład, jest jednokierunkowa i ślepa (bez przejazdu) uliczka. Jak ktoś taki jak Ty
                    tam wjedzie, to już nie wyjedzie. Na końcu ulicy jest cmentarzysko pojazdów porzuconych przez
                    "przestrzegających przepisów". O dziwo - puste.
                  • Gość: swoboda_t Re: ... nalezałoby oszczednie z demagogią. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.07.07, 17:42
                    "Nie znam też takiej sytuacji nawet z opisów innych kierowców" - wystarczy
                    trochę pogooglać albo przeszukać archiwum, żeby znaleźć fotki wykluczających
                    się znaków (np. nakaz jazdy prosto a za nim zakaz ruchu) itp. Ja ostatnio
                    tarfiłem znak "zakaz ruchu" przed wjazdem na sterowany elektronicznie parking
                    przed biurowcem.
                    • swoboda_t Re: ... nalezałoby oszczednie z demagogią. 08.07.07, 23:03
                      Wczoraj zorientowałem się, że taki inteligentny zestaw znaków stoi przed
                      wjazdem do tunelu pod Rondem w K-cach od strony Chorzowa. Tablica z nakazem
                      jazdy w prawo za znakiem dla pojazdow z materiałami niebezpiecznymi, a nad nią
                      znak informujący, że pierwsza w prawo jest ślepa :) W nakazie chodzi o to, żeby
                      takie wozy jechały górą na Rondo (czyli prosto), a nie wjeżdżały w tą uliczkę,
                      ale widać zasób znaków lub inteligencja znakującego nie pozwoliły na sensowne
                      rozwiązanie.
              • Gość: swoboda_t Re: Filozof na drodze ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.07.07, 17:35
                "Możesz to nazwac jak ci się podoba, ale mnie nie obchodzi czy roboty są czy
                nie. Ograniczenie obowiazuje tak długo jak stoi. Jest dosć powodów by go
                przestrzegać niezależnie od przyczyn i racji jakie przemawiały za jego
                postawieniem". Doskonale odnalazłbyś się jako obywatel państwa totalitarnego.
      • Gość: swoboda_t Re: Filozof na drodze ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.07.07, 16:52
        "Wielokrotnie już o tym była mowa. Ograniczenia bardzo rzadko dotycza zakretów
        a
        raczej sytuacji za nim. Jestes pewny że tam nie ma skrzyżowania czy wyjazdu,
        przejścia dla pieszych itp. Może jesteś, tak jak w którymś z twych wątków
        wszyscy sa pewni że nie ma przejść bez sygnalizacji na jakiejś tam drodze w
        waszym rodzinnym mieście"

        Takie tam fandzolenie. Włąśnie tak się skłąda, ze ograniczenia dotyczą głównie
        samych zakrętów. Od ostrzegania/informowania o skrzyżowaniach, przejściach itp.
        są odpowiednie znaki, a nie magiczne 70 i 40. Dziwi mnie fanatycnzy upór co
        poniektórych w bronieniu przegranej sprawy - ograniczenia prędkości w Polsce
        bardzo często są poustawianie idiotycznie, szkodliwe, bezsensownie. Każdy to
        wie i śmeiszne jest, że niektórzy nie chcą tego przyznać, a "odważnych"
        odsądzają od czci i wiary.
    • Gość: rav107 Re: Jazda "przepisana". IP: *.aster.pl 01.07.07, 22:55
      W sumei poruszony temat ociera się niemal o filozofię, niemniej częściowo się
      zgadzam. najlepszym przykładem takiej sprzeczności jest sytuacja, w której ktoś
      jechał zgodnie z ograniczeniami prędkości wskazanym przez znaki drogowe, brał
      udział w wypadku, a policja uznaje go za winnego wypadku bo "nie dostosował
      prędkości do warunków na drodze".
      • edgar22 Re: Jazda "przepisana". 02.07.07, 07:30
        > "nie dostosował prędkości do warunków na drodze".

        Ale masz na myśli zbyt szybką czy zbyt wolną jazdę?
        • Gość: rav107 Re: Jazda "przepisana". IP: *.aster.pl 02.07.07, 08:02
          edgar22 napisał:
          > > "nie dostosował prędkości do warunków na drodze".
          >
          > Ale masz na myśli zbyt szybką czy zbyt wolną jazdę?

          Mam na myśli jazdę zgodna z obowiązująymi w danym miejscu ograniczeniami
          prędkości, którą jednak policja uznaje za zbyt szybką bo "nie dostosowaną do
          warunków panujących na drodze".
          • edgar22 No i słusznie, jeśli warunki rzeczywiście 02.07.07, 08:20
            nie pozwalają na jazdę z taka prędkością.

            Znak ograniczenia prędkości nie pokazuje przecież prędkości, z jaką należy
            jechać. Należy jechać z prędkością odpowiednią do warunków na drodze, nie
            szybciej jednak niż ta podana na znaku. Wyżej pisał o tym wojtek33 i jane14.
            • Gość: rav107 Re: No i słusznie, jeśli warunki rzeczywiście IP: *.aster.pl 02.07.07, 08:31
              edgar22 napisał:
              > nie pozwalają na jazdę z taka prędkością.
              >
              > Znak ograniczenia prędkości nie pokazuje przecież prędkości, z jaką należy
              > jechać. Należy jechać z prędkością odpowiednią do warunków na drodze, nie
              > szybciej jednak niż ta podana na znaku. Wyżej pisał o tym wojtek33 i jane14.

              A moim zdaniem jest to swego rodzaju paradoks prawny. Znaki ograniczenia
              prędkości określają prędkość z jaką wolno jechać, a mimo to stosując się do
              nich można zostać ukaranym. Wydaje mi się że to ewenement, bo w żadnym innym
              prawie poza drogowym coś takiego nie występuje - anie w karnym, ani w
              wykroczeniach. Nie wiem czy nie dało by się w wyższej instancji z pomocą
              zdolnego prawnika wybronić przed tym powołując na ogólne zasady prawa (albo
              zainteresować tematem Trybunał Konstytucyjny).

              Ponadto chciałbym zauważyć jakie do zostawia pole do radosnej twórczości
              policji i sądów - przykładowo na jakiej podstawie policjant ma zadecydować że
              50 km/h to juz prędkość dostosowana do warunków, ale już 60 km/h nie?
              • edgar22 Re: No i słusznie, jeśli warunki rzeczywiście 02.07.07, 08:45
                > A moim zdaniem jest to swego rodzaju paradoks prawny. Znaki ograniczenia
                > prędkości określają prędkość z jaką wolno jechać, a mimo to stosując się do
                > nich można zostać ukaranym.

                Oczywiście, bo ten znak nie jest jedynym wyznacznikiem Twojej prędkości.
                Ja nie widzę paradoksu. Wszystko tu jest logiczne.
                • Gość: rav107 Re: No i słusznie, jeśli warunki rzeczywiście IP: *.aster.pl 02.07.07, 08:49
                  To skoro tak uważasz, odpowiedz na drugą cześc mojego posta - przypomnę:

                  "Ponadto chciałbym zauważyć jakie do zostawia pole do radosnej twórczości
                  policji i sądów - przykładowo na jakiej podstawie policjant ma zadecydować że
                  50 km/h to juz prędkość dostosowana do warunków, ale już 60 km/h nie?"
                  • mejson.e Podstawa 02.07.07, 10:19
                    Gość portalu: rav107 napisał(a):

                    "Ponadto chciałbym zauważyć jakie do zostawia pole do radosnej twórczości
                    policji i sądów - przykładowo na jakiej podstawie policjant ma zadecydować że
                    50 km/h to juz prędkość dostosowana do warunków, ale już 60 km/h nie?"

                    To akurat jest proste - mierząc drogę hamowania przed uderzeniem w przeszkodę.

                    Pozdrawiam,
                    Mejson
                    --
                    Automobil
                    Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
                  • Gość: eryk Re: No i słusznie, jeśli warunki rzeczywiście IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.07.07, 11:01
                    Prędkośc dostosowana do warunków to m.in. prędkośc panowania nad pojazdem.
                    Tak więc każde nieopanowanie pojazdu jest wynikiem niedostosowania prędkości do
                    warunków.
                    pozdr
                  • edgar22 Re: No i słusznie, jeśli warunki rzeczywiście 02.07.07, 11:01
                    Takie kwestie rozstrzyga się raczej tylko w przypadku kolizji czy wypadku.
                    Póki nic nie nabroisz, nikt nie zatrzyma Cię i nie wlepi mandatu za prędkość,
                    jeśli nie przekraczasz tej dozwolonej przepisami.
                • emes-nju Re: No i słusznie, jeśli warunki rzeczywiście 02.07.07, 13:53
                  edgar22 napisał:

                  > > A moim zdaniem jest to swego rodzaju paradoks prawny. Znaki ograniczenia
                  > > prędkości określają prędkość z jaką wolno jechać, a mimo to stosując się
                  > > do nich można zostać ukaranym.
                  >
                  > Oczywiście, bo ten znak nie jest jedynym wyznacznikiem Twojej prędkości.
                  > Ja nie widzę paradoksu. Wszystko tu jest logiczne.

                  Z jednej strony, dzieki mrowczej pracy znakologow, jezdzimy w TEORETYCZNYM kokonie, a z drugiej musimy jednak myslec.

                  Tylko, ze... w zasadzie jedynym przejawem myslenia jakiego spodziewa sie po nas ustawodawca/znakolog jest myslenie -> "no to sobie ZWOLNIE". Bo zakazane jest pomyslenie (i wykonanie!) -> "PRZYSPIESZE JAK WARUNKI NA TO POZWALAJA".

                  A najgorsze jest to, ze jak dojdzie do wypadku, to mimo tego, ze zwolnilismy, ZAWSZE znajdzie sie ktos, kto arbitralnie stwierdzi, ze zwolnilismy za malo. Nie oszukumy sie - to nie jest paradoks. To polowanie na jelenia! Bo w bolszewickiej Polsce ZADNEGO znacznia nie ma kto jest winien - wazne jest, zeby winnych szukac wsrod tych, ktorzy sie nie moga bronic (dzieki temu waaadza ma zawsze racje). W tym mechanizmie kierowca jest bez szans - zwykle nie stac go na wykonanie skomplikowanych i kosztownych ekspertyz w celu podwazenia arbitralnej decyzji urzednika. A jak jeszcze urzednik podeprze sie faktyczna analiza, to mamy przej... Glownie dlatego, ze nie istenieje u nas rynek ekspertow - sa tylko ci, ktorych wybierze sobie sad, i za ktorych prace sami placimy. Praktycznie nie ma mozliwosci przedstawienia "wlasnej" ekspertyzy jako linii obrony przed ekspertyza na zamowienie np. prokuratury.

                  Bardzo niewykluczone, ze bym sie tego za bardzo nie czepial gdyby nie to, ze znakolog nie pozostawia mam praktycznie zadnego pola manewru - mozemy jechac wolno albo bardzo wolno... albo jeszcze wolniej. A jak cos sie stanie zawsze bedzie mozna pociagnac nas do odpowiedzialnosci. No to ja mysle, ze skoro tak, to niech znakolog sie uprzejmie odpier... od stawianie setek tysiecy zbednych blaszek i zostawi te faktycznie niezbedne. O! Wtedy moge brac za siebie i swoje decyzje odpowiedzialnosc!

                  A wracajac do paradoksu. Bardzo czesto slyszymy, ze przyczyna wypadku bylo przekroczenie dozwolonej predkosci. I to jest ten paradoks - przekroczenie administracyjnego nakazu nie moze byc przyczyna wypadku! Przekroczenie mozliwosci auta, przekroczenie mozliwosci kierowcy, nie branie pod uwage warunkow (owe oslawione i dramatycznie w Polsce nauzywane "niedostosowanie") - tak. Ale nie przekroczenie tego, co ktos wymalowal na blaszce! To myslenie magiczne!
                  • tiges_wiz Re: No i słusznie, jeśli warunki rzeczywiście 06.07.07, 17:47
                    >A najgorsze jest to, ze jak dojdzie do wypadku, to mimo tego, ze zwolnilismy,
                    >ZAWSZE znajdzie sie ktos, kto arbitralnie stwierdzi,
                    >ze zwolnilismy za malo.

                    chyba, ze wyleci z drogi do jeziora policyjny polonez, to wtedy winne moga sie
                    okazac warunki ..
                  • kozak-na-koniu Re: No i słusznie, jeśli warunki rzeczywiście 07.07.07, 08:32
                    Chyba trochę przesadzasz i teoretyzujesz. Nikt nie jest bez szans, trzeba tylko
                    mieć tzw. "jaja" i nie dawać sobą pomiatać. Miałem kiedyś sytuację pasującą do
                    zadanej w temacie: gość wyjechał mi ze stacji benzynowej, z minimalną
                    prędkością, nie oglądając się. Droga była pokryta zlodowaciałym śniegiem, w
                    którym były wyjeżdżone koleiny, miejscami oblodzone. Ja jechałem z prędkością
                    grubo poniżej dozwolonej i jak najbardziej "dostosowaną do warunków" ale i tak
                    doszło do stłuczki. On miał niewielkie wgniecenie w drzwiach od strony kierowcy,
                    ja - rozbity prawy reflektor, uszkodzony zderzak i błotnik. Idiotą będąc,
                    wezwałem policję. Nie mogąc się jej doczekać oraz pod naciskiem innych,
                    wyjeżdżających ze stacji (ile można czekać???) usunąłem mój samochód z miejsca
                    zdarzenia 4 metry do przodu, na prawe pobocze. Po godzinie, przyjechało dwóch
                    miejscowych "krawężników", którzy bez ceregieli oświadczyli, że wypadek
                    spowodowałem ja, bo wyprzedzałem w niedozwolonym miejscu, bo tamten był już
                    "włączony" do ruchu (skąd to wiedzieli?) i "nie dostosowałem", o czym świadczą
                    szkiełka z rozbitego reflektora, które leżą 4 metry przed miejscem kolizji
                    (czyli w kierunku mojej jazdy). Mandatu nie przyjąłem, więc sprawa trafiła do
                    sądu. Dołożyli mi jeszcze wyprzedzanie z ryzykiem doprowadzenia do czołowego
                    zderzenia, bo zeznając powiedziałem, że z przeciwka nadjeżdżał jakiś "Maluch"
                    koloru ciemnozielonego. W ogóle zauważyłem, że sprawą, która najbardziej ich
                    interesowała było, czy tamten miał zapalone światła, jakbym z tego miejsca mógł
                    to zauważyć a w tej sytuacji miało jakieś znaczenie. Dwa razy zadali mi to
                    pytanie. Na rozprawie ten drugi poplątał się w zeznaniach a ja poprosiłem o
                    udostępnienie opinii rzeczoznawców i zdjęć z firm ubezpieczeniowych oraz
                    poprosiłem o powołanie biegłego sądowego, który po analizie w 100% poparł moją
                    wersję (min. charakter uszkodzeń oraz układ szczątków wskazywał na uderzenie
                    pojazdu wytracającego prędkość, o wyprzedzaniu więc nie mogło być mowy). Kolejna
                    rozprawa się nie odbyła i chyba sprawę objęło już przedawnienie, a szkoda...
                    Taki kraj!:-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka