mejson.e
29.04.08, 23:11
Przy omawianiu przyczyn wszystkim znanej katastrofy wojskowej CASY padło
stwierdzenie, że popełniono wiele drobnych błędów, które same w sobie nie były
groźne, ale skumulowane doprowadziły do katastrofy.
I tak chyba jest ze wszystkim - drobne błędy nie oznaczają zawsze
nieszczęścia, problem w tym że czasami te błędy się kumulują, dochodzą
niefortunne zbiegi okoliczności i efekt końcowy bywa niewspółmierny do przyczyny.
W innym wątku pisałem o gigantycznym korku powstałym przez zablokowanie przez
śmieciarkę jednego pasa ulicy na odcinku równym długości tej śmieciarki.
Jak to możliwe, że zabranie paru metrów pasa powoduje kilka kilometrów korka?
Sama śmieciarka nie powinna przecież stanowić wielkiego problemu?
Ale niechęć do wpuszczania pechowców z zablokowanego pasa przez tych jadących
drożnym pasem zmusiła zablokowanych do wbijania się na siłę, co spowodowało
zatrzymywanie co chwila drugiego pasa.
I tak czkawka cofnęła się za skrzyżowanie.
Skrzyżowanie zostało zablokowane przez wpatrzonych w zderzak poprzednika i
utworzył się korek z samochodów na poprzecznej ulicy nawet tych nie chcących
mieć nic do czynienia z kawałkiem asflatu zabranym przez śmieciarkę, tylko
chcących po prostu przeciąć pechową ulicę.
Czkawka pobiegła teraz także w poprzek i przeniosła się za kolejne
skrzyżowanie na odcinek, gdzie mimo dwóch pasów wolny był tylko jeden - drugi
blokowały samochody łamiąc obowiązujący tam zakaz zatrzymywania.
Korek więc utworzył się także dla kierunku nie mającego nic wspólnego nie
tylko z pechowym odcinkiem śmieciarkowym ale nawet poprzecznym do owego.
Paraliż ogarnął w końcu kilka przecznic na odcinku kilku km.
I to wszystko z powodu jednej śmieciarki?
To byłaby najwygodniejsza diagnoza przyczyny powstania problemu.
Ale sami chyba widzicie, że przyczyn było więcej - śmieciarka w godzinach
szczytu, wjazd na skrzyżowanie mimo braku możliwości jego opuszczenia, łamanie
zakazu zatrzymywania i kto wie jakie jeszcze przyczyny nie zostały zauważone.
Suma drobnych błędów, celowych naruszeń nie tylko przepisów - ale po prostu
zasad, podstawowej przyzwoitości, zdrowego rozsądku.
No i powstał klops - przez nas samych dla siebie samych upitraszony.
Rozpisałem się na temat niegroźnego korka ale ileż można by napisać na temat
przyczyn wypadku czy katastrofy drogowej?
Dlaczego w ogóle o tym piszę?
Bo chciałbym uzmysłowić wszystkim, którzy uważają, że drobne naruszenia
obowiązujących przepisów i zasad są dopuszczalne i zupełnie niegroźne a
przyczyna każdego zamieszania jest jedna - konkretna i treściwa.
Czy nadal drobne odstępstwa od zasad uważacie za niewinne i pozostające bez
większego wpływu na otoczenie?
Eeee tam - głupoty - wszak i tak wiemy swoje...