Gość: na zimno IP: *.dip0.t-ipconnect.de 28.05.08, 09:27 wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,5220295.html Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
emes-nju Re: Nic sie nie da zrobic. Zalosne. 28.05.08, 10:14 Dopoki za takie rzeczy ja KARYGODNA niewiedza o ilosci swiatel stopu w Toyocie bedzie sie uwalalo egzamin, nic sie nie da zrobic... :-/ Przeciez caly kurs to przygotowanie do zdania egzaminu, ktory z praktyczna jazda po drogach nie ma nic wspolnego! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: na zimno Dyskretny smrodek pieniadza wplywajacego IP: *.dip0.t-ipconnect.de 28.05.08, 10:32 na czyjes decyzje. To jest ten zalosny "aromat" srodowiska. I jak tu zalozyc porzadna szkole jazdy? W takim towarzystwie jest to malo prawdopodobne. O to mi chodzilo glownie. Niezaleznie od merytorycznych ocen programow. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rekrut1 Re: Da się, da! IP: *.aster.pl 28.05.08, 10:28 Pan Palikot(podobno poseł)jest silny, zwarty i gotowy zrobić z tym porządek. A tak na poważnie to jeszcze sporo wody upłynie zanim się z tym uporamy, mam na myśli "korporacje" czyli Towarzystwa Wzajemnej Adoracji. Jak można walczyć z korupcją skoro sami prawnicy "tworzą bezprawne prawo"? Sędzia aby nie otrzymywać emerytury(jak zwykły śmiertelnik) przechodzi w "stan nieczynny" co daje mu prawo ominięcia bzdurnych przepisów emerytalnych a pozwala do końca życia otrzymywać pensję. Nauczyciel nie dość że pracuje 16-18 godz. tygodniowo to może otrzymać(schorowane biedaczysko)roczny płatny urlop na podreperowanie "stanu zdrowia"(poza wakacjami) Itd. Niestety w tym kraju są równi i równiejsi. Czasem słuchając wypowiedzi niektórych "ważnych" w tym kraju odnoszę wrażenie że tylko kij bejsbolowy może pomóc. Więc nie dziw się że za PJ twoich dzieci będziesz musiał ponieść "dodatkowe opłaty".:-( Pozdr. Pazdzioch PS. W wątku Nauka Jazdy Pani Instruktor stwierdziła że oni ja najbardziej tylko mamy krnąbrne głupie dzieci. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: na zimno Bedzie to tak dlugo trwac jak dlugo IP: *.dip0.t-ipconnect.de 28.05.08, 10:39 ludzie pozwola sie dac oglupiac przez media, politykow i innych im podobnych. Smrodek srodowiska jednoczy konkretne stado. Kto pachnie inaczej - nie ma szans. Zagryza go. Bedzie to trwac zatem: "do konca swiata i jeszcze jeden dzien dluzej." Odpowiedz Link Zgłoś
simon921 Re: Nic sie nie da zrobic. Zalosne. 28.05.08, 10:48 Ja bym przede wszystkim wypieprzył konieczność robienia placu manewrowego. Lepiej w tym czasie uczyć jazdy na drodze. Zdecydowanie wolę jak ktoś mi porysuje auto na parkingu, niż przyłoży gdzieś na trasie, bo czegoś nie umiał. Zresztą nauka parkowanie na zasadzie jak Ci się pojawi słupek w okienku to kręć w prawo raczej niewiele daje. A co do korupcji - powinni k...a obcinać ręce. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rekrut1 Re: Nic sie nie da zrobic. Zalosne. IP: *.aster.pl 28.05.08, 11:07 Z tym obcinaniem to był bym ostrożny, kto potem taka masę kalek wyżywi? Dokąd PJ nie będzie traktowane jak np. Dowód Osobisty, będzie korupcja. Drugim nieszczęściem młodych adeptów motoryzacji to instruktorzy! W wielu wypadkach całkowicie nie przygotowani(lub nie nadający się)do nauczania kogokolwiek a już na pewno przyszłych Kubiców. O ich "nieomylności i misji" świadczy przykład:przejazd kolejowy, zatrzymuje się L-ka pod stopem, mija 5..10...20sek. L-ka stoi. Za nią tworzy się sznur samochodów, wnerwiony kierowca przede mną wysiada i pyta się "kiego grzyba" - słyszy odpowiedź: nie przeszkadzaj Pan kursanta uczę. Fajnie tylko czy to aby właściwie miejsce na dydaktyczny wykład?(100m dalej spora pusta zatoczka) Pozdr. Pazdzioch Odpowiedz Link Zgłoś
emes-nju Re: Nic sie nie da zrobic. Zalosne. 28.05.08, 12:09 Gość portalu: rekrut1 napisał(a): > Drugim nieszczęściem młodych adeptów motoryzacji to > instruktorzy! Miedzy innymi dlatego, ze instruktorem moze zostac 21 latek, ktory w wieku 18 lat zrobil PJ, wobec braku wlasnego auta, odlozyl go do szuflady, zeby po 3 latach wpasc na pomysl, ze zostajac instruktorem mozna dorobic sie auta. Jak taki kandydat na instruktora ma fart (egzamin, to zawsze pewien element loterii!), to zda egzamin i cala swoja drogowa wiedze, w majestacie prawa bedzie przelewal do biednych glow kursantow... Odpowiedz Link Zgłoś
viking2 Re: Nic sie nie da zrobic. Zalosne. 31.05.08, 03:35 Gość portalu: rekrut1 napisał(a): > Z tym obcinaniem to był bym ostrożny, kto potem taka masę kalek > wyżywi? Wiesz, a moze trzeba by pomyslec na odwrot? To znaczy, kogo taka masa kalek wyzywi? Ano wiesz, w tej Rownikowej Afryce sa te wszytkie lwy, tygrysy... Odpowiedz Link Zgłoś
jane14 Jednak coś się robi... 28.05.08, 11:34 Artykuł aczkolwiek przerażajacy to jednak opisuje wykryte przypadki a wiec to w pewnym sensie optymistyczne. Ale oczywiście problem jest stworzony w pewnym sensie na "zapotrzebowanie społeczne. Psioczymy na system szkolenia, na niski poziom nowych kierowców w efekcie właśnie mamy system udziwnień, utrudnień w egzaminowaniu który w żaden sposób nie poprawia sytuacji. Prowadzenie pojazdu (bezpieczne) jest tak banalne, że stworzenie dokoła tego takiego "przemysłu" sciagania pieniedzy mozna nazwać skandalem. Bo wiekszośc wypadków to nie brak należytego wyszkolenia tylko brak dyscypliny na drodze. Odpowiedz Link Zgłoś
emes-nju Re: Jednak coś się robi... 28.05.08, 12:03 jane14 napisał: > Psioczymy na system szkolenia System szkolenia jest pochodna wymagan egzaminacyjnych. Te sa "nieludzkie" (np. jak czesto parkujesz pomiedzy slupkami? jak czesto zdarza Ci sie kilka razy poprawiac sie w czasie parkowania, co w czasie normalnej jazdy NIKOMU nie przeszkadza, a jednak jest powodem oblania egzaminu?) wiec wyjatkowo duza liczba podchodzacych do egzaminu, oblewa. To prosta droga do korupcji. I dlatego wlasnie mamy taki system. Wiesz... Moja przyjaciolka zdala egzamin w USA. Bez zadnych problemow, bo egzamin z jazdy (po egzaminie pisemnym) polegal na wykonaniu jazdy po miescie z koniecznoscia wykonania pewnych "stalych elemtow". Co ciekawe egzaminatorowi nawet przez moment nie przyszlo do lba straszyc, "podpuszczac" (prosze skrecic w lewo - pod "cegle") czy tylko stresowac egzaminowanego - w czasie jazdy bylo nieomal odprezajaca atmosfera. Ezgaminator po prostu, co nie do uwierzenia (!), sprawdzal czy moja przyjaciolka UMIE JEZDZIC - to ZASADNICZA roznica w stosunku do tego, co u nas, gdzie sprawdza sie czy egzaminowany UMIE ZDAC EGZAMIN :-/ Odpowiedz Link Zgłoś
jane14 To też napisałem... 28.05.08, 13:05 ...że podstawową przyczyną jest demonizowanie umiejetności prowadzenia auta. W tej sytuacji, poniewaz o ile ktoś zna i chce stosować przepisy jest to sprawa banalna, wiec wymyśla się rózne dodatkowe utrudnienia. A te utrudnienia sprzyjają korupcji. Inna sprawa, że te manewry znowu nie sa takie trudne, jesli ktos ma jakis tam minimalny poziom zdolności manualnych. 50% odsetek zdajacych mnie specjalnie nie dziwi. Moze dziwić w zestawieniu z 30 godzinnym szkoleniem, czy kosztami tegoż, które powinny mobilizować kandydatów. Natomiast też nie demonizuj egzaminu. Kraża o nim legendy, które tworza oczywiscie oblewajacy. Kiedyś obserwowałem manewry na placu egzaminacyjnym. Owszem nerwy robia swoje ale czasem jest wrazenie, że to pierwszy kontakt z samochodem egzaminowanego. PS Gdybym był złośliwym decydentem w sprawach egzaminu wymyslił bym cofanie po łuku (a nawet po prostej) z przyczepą. W końcu kategoria B też do tego uprawnia. Odpowiedz Link Zgłoś
emes-nju Re: To też napisałem... 28.05.08, 13:42 jane14 napisał: > PS Gdybym był złośliwym decydentem w sprawach egzaminu wymyslił bym > cofanie po łuku (a nawet po prostej) z przyczepą. W końcu kategoria > B też do tego uprawnia. No wlasnie... Cala szopka egzaminacyjna, to wlasnie efekt mrowczej pracy zlosliwych i do tego pelnych poczucia misji "zlosliwych decydentow". (Znam ten typ z bliskiej mi zawodowo branzy szkolen zeglarskich). PJ kat. B uprawnia do jazdy z przyczpka. Ja np. NIGDY tego nie uprawialem. Nikt mnie tez tego nie uczyl. I co? I nic. Jezeli trafi mi sie przyjemnosc ciagniecia przyczepki (lekkiej! - tylko do takiej uprawnia kat. B), to jezeli nie poradze sobie z cofaniem, to wysiade, odczepie, przetocze, podczepie i po klopocie. Z takim podejsciem chyba nie powinienem miec PJ :-P Odpowiedz Link Zgłoś
jane14 Re: To też napisałem... 28.05.08, 14:10 emes-nju napisał: >...to jezeli nie poradze sobie z cofaniem, to wysiade, odczepie, przetocze, podczepie i po klopocie. No nie zawsze sie da, kiedyś wjechałem w slepą uliczke (no mój błąd) z przyczepa kempingową i obrócic sie nie da, bo za wąsko a i cieżar spory (ładowała żona). No trwało jakieś 1/2h - 50 m. > Z takim podejsciem chyba nie powinienem miec PJ :-P Z jakim ? Przecież : A) Napisałem "gdybym był" B) Nie wymagam od nikogo cudów. A to ze te umiejetnosci przydaja się rzadko ... Pasy bezpieczeństwa też jeszcze nie były mi potzrebne, czy to wystarczy bym mógł nie zapinać ? Oczywiście można dyskutować o przydatnosci tych czy innych elementów egzaminu ale jedno jest pewne: 1) Egzamin ma byc jasny i czytelny i taki sam dla wszystkich - podobno jest. 2) Zdaja go ludzie dorośli którzy powinni umiec ocenic czy potrafią go zdać. (no niestety połowa nie umie) 3) Nikogo nie powinno obchodzic gdzie i jak nabyli umiejetnosci czy na kursie czy na podwórku przed domem. Odpowiedz Link Zgłoś
emes-nju Re: To też napisałem... 28.05.08, 14:25 Przez wiele lat prowadzilem egzaminy zeglarskie. Naprawde znam temat. Nie pisz mi o tym, ze ktos wie przed egzaminem czy zda czy nie, bo to absolutna nieprawda. Egzamin jest suma tak wielu czynnikow (stres i odpornosc na niego, wiedza, fart lub niefart, EGZAMINATOR), ze naprawde nie ma pewniakow. Z mojego doswiadczenia wiem, ze na kursach zeglarskich leserow wyslanych przez rodzicow (czy rodzice wysylaja swoje dzieci na PJ, bo kupili samochod i nie chce im sie samym uczyc? Naprawde - spora czesc moich kursantow ni emiala ochoty zeglowac. Czy kursanci na pJ tez sa tam za kare?) czy zwyklych "niekumatych" moglo byc do 40%. Wyzszy odsetek niezdawalnosci oznaczal, ze albo egzamin byl za ostry, albo kurs do d... W przypadku PJ mamy w Polsce do czynienia z dwoma tymi czynnikami :-/ Prowadzenie auta jest ZDECYDOWANIlatwiejsze niz prowadzenie jachtu - 50% zdawalnosci, to kompletna porazka systemu. I, patrzac na to, co dzieje sie na drogach, rowniez FIKCJA! Odpowiedz Link Zgłoś
jane14 Re: To też napisałem... 28.05.08, 14:31 emes-nju napisał: >I, patrzac na to, co dzieje sie na drogach, rowniez FIKCJA! No i to co piszesz to woda na młyn dla pseudo reformatorów. To co sie dzieje na drogach nie ma nic wspólnego z systemem szkolenia i egzaminowania. To tylko wynik nie egzekwowania wiedzy która zreszta wiekszośc ma. Przykłądów jest mnóstwo. Czy sadzisz że ktos (nawet ten co kupi PJ) nie wie że nie mozna wjeżdzać na czerownym. No to teraz wymyśl coś na egzaminie czy na kursie żeby przestali wjeżdzać ! Odpowiedz Link Zgłoś
emes-nju Re: To też napisałem... 28.05.08, 14:48 Wjezdzanie na czerwonym nie ma NIC wspolnego z jakoscia systemu szkolenia i egzaminowania! Ma natomiast duzo wspolnego z prawie calkowita olewka ze strony policji innych aspektow ruchu niz predkosc... (W poniedzialek ide zeznawac w sprawie wypadku, ktorego bylem swiadkiem. Sadzac ze slow policjanta, ktory sie ze mna umawial i przy okazji podpytywal o okolicznosci, oni w ogole nie wiedza jak doszlo do wypadku i kto wjechal na czerwonym, a kto nie. Hm... Na tym skrzyzowaniu jest zupelnie nowa kamera... Tylko zapewne "zapomnieli" jej podlaczyc do systemu sterowania sygnalizacja. Po co? Przeciez tylko "nadmierna predkosc" moze byc przyczyna wypadku :-/ ). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rekrut1 Re: To też napisałem... IP: *.aster.pl 28.05.08, 18:43 Wy tu gadu, gadu o szczegółach a tam na kursach lody kręcą.;) Odpowiedz Link Zgłoś
emes-nju Re: To też napisałem... 29.05.08, 10:59 Gość portalu: rekrut1 napisał(a): > Wy tu gadu, gadu o szczegółach a tam na kursach lody kręcą.;) Na mnie nie ukreca :-P Moge sobie pogadac. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: prawdziwy tebe Re: To też napisałem... IP: *.eranet.pl 29.05.08, 08:25 > No to teraz wymyśl coś na egzaminie czy na kursie żeby przestali > wjeżdzać ! nie przestana wjezdzac. a to dlatego, ze wjazd na czerwony jest coraz bezpieczniejszy. przykladem moga byc te czerwone, ktore nie sluza odblokowaniu ruchu na poprzecznej, tylko spowolnieniu ruchu. takie stosowanie (niezgodne z przeznaczeniem) swiatel spowoduje, ze tragicznych wypadkow bedzie coraz wiecej. ciekawe, kto pociagnie do odpowiedzialnosci urzedola, ktory cos takiego wymyslil? Odpowiedz Link Zgłoś
jane14 Filozofia drogowa... 29.05.08, 08:59 Gość portalu: prawdziwy tebe napisał(a): > nie przestana wjezdzac. a to dlatego, ze wjazd na czerwony jest > coraz bezpieczniejszy. No i mamy prawdziwą przyczyne . Tebe uważa że wjazd na czerwonym jest coraz bezpieczniejszy. Emes że szybka jazda nie wiaże się z zadnym zagrożeniem a znaki są magiczne i jak kazda magia bez sensu. Jeszcze inny wymyśli że po "jednym piwku" to niec groznego. Do tego dodać, że pojecie "szczególna ostrożnośc" to tylko wytrych do karania a nie unikania wypadków, a mamy już obraz sytuacji na drogach. Czy instruktor/egzaminator (nawet ten uczciwy i poważnie podchodzący do zawodu) ma jakieś szanse by takich "filozofów drogowych" przekonać czy wyeleminować? No on to najwyżej może im to wytłumaczyć ale czy zechcą słuchać? Odpowiedz Link Zgłoś
kozak-na-koniu Re: Filozofia drogowa... 29.05.08, 09:11 ...Bo jest coraz bezpieczniejszy. Poprawianie bezpieczeństwa ruchu poprzez jego utrudnianie doprowadziło do powstania "bezpiecznych" skrzyżowań, na których co jakiś czas wszystkie światła palą się czerwono, dla wszystkich. Faza ta czasem trwa kilkanaście sekund i mnie najczęściej wkurza, gdy chcę zgodnie z przepisami przejść na drugą stronę... Odpowiedz Link Zgłoś
jane14 Re: Filozofia drogowa... 29.05.08, 09:22 A co jest w tym niebezpiecznego? Niebezpieczne jest to że czasem pojawia sie tam taki "wie lepiej" i sie "wkurza" , ze inni nie podzielaja jego zdania. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: prawdziwy tebe Re: Filozofia drogowa... IP: *.eranet.pl 29.05.08, 11:04 > A co jest w tym niebezpiecznego? a zabawa w kotka i myszke na drodze jest bezpieczna? swiatla nie sa po to, zeby ruch spowalniac, tylko uplynniac. jesli chcemy, zeby ruch byl wolniejszy, stawiamy ograniczenie predkosci. wiesz dlaczego nikt ich nie przestrzega? bo ich jest za duzo i sa na wyrost. dzieki kretynskiemu pomyslowi czerwone swiatla coraz czesciej beda ignorowane tak, jak teraz sa ignorowane bezsensowne ograniczenia, stopy itd. a sa one ignorowane, bo nie maja nic wspolnego z bezpieczenstwem, tylko szykanami i bolszewickim zamordyzmem. Odpowiedz Link Zgłoś
jane14 Re: Filozofia drogowa... 29.05.08, 11:17 Gość portalu: prawdziwy tebe napisał(a): > ...a sa one ignorowane, bo nie maja nic > wspolnego z bezpieczenstwem, tylko szykanami i bolszewickim > zamordyzmem. Znaja pewnie wszyscy opowieść o facecie co mu się wszystko kojaży z sexem. Czy takiemu pomoże edukacja sexualna w szkole ? No a takiemu co wszystko kojarzy sie z "bolszewickim zamordyzmem" co moze pomóc? Kurs PJ ? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: prawdziwy tebe Re: Filozofia drogowa... IP: *.eranet.pl 29.05.08, 11:36 > Znaja pewnie wszyscy opowieść o facecie co mu się wszystko kojaży > z sexem. roznica miedzy opowiescia o facecie a sytuacja na drogach polega na tym, ze znaki olewa zdecydowana wiekszosc, a nie jeden facet. skoro juz to zrozumiales, to wrocmy do zabawy w kotka i myszke: sygnalizacja nie sluzy do spowalniania, od tego sa znaki ograniczenia predkosci. Odpowiedz Link Zgłoś
jane14 Re: Filozofia drogowa... 29.05.08, 12:23 Naprawdę uważasz że odsetek olewajacych znaki jest tak dużo wiekszy od tych co wszystko kojarzy sie z seksem ? "...sygnalizacja nie sluzy do spowalniania" A kto powiedział, że nie słuzy. Wszystko co ja wiem na ten temat to tyko to że zabrania/zezwala na wjazd. Czemu to słuzy? A no róznym celom ale w efekcie zawsze oznacza spowolnienie. A co do znaków ograniczenia to się do nich stosuj wtedy bedziesz (o ile rzeczywiście ruch poprzeczny nie istnieje) miał zawsze zielone. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: prawdziwy tebe Re: Filozofia drogowa... IP: *.aster.pl 29.05.08, 20:39 > Naprawdę uważasz że odsetek olewajacych znaki jest tak dużo > wiekszy od tych co wszystko kojarzy sie z seksem ? to nieistotne, bo pierwsze lepsze zjawisko z podobnym odsetkiem niczego nie dowodzi. > A kto powiedział, że nie słuzy. Wszystko co ja wiem na ten temat > to tyko to że zabrania/zezwala na wjazd. gdybys chwilke poglowkowal, to bys zauwazyl, ze drugie zdanie (sluszne zreszta) stoi w opozycji do pierwszego. > Czemu to słuzy? A no róznym celom ale w efekcie zawsze oznacza > spowolnienie. rownie dobrze mozna powiedziec, ze pisanie sluzy bolom nadgarstkow. > A co do znaków ograniczenia to się do nich stosuj wtedy bedziesz > (o ile rzeczywiście ruch poprzeczny nie istnieje) miał zawsze > zielone. skoro poprzeczny nie istnieje, to najefektywniej jest ignorowanie i ograniczenia, i sygnalizacji. do tego prowadzi to twoje myslenie. czy tego chcesz, czy nie. Odpowiedz Link Zgłoś
emes-nju Re: Filozofia drogowa... 29.05.08, 11:10 jane14 napisał: > Emes że szybka jazda nie wiaże się z zadnym zagrożeniem a znaki są > magiczne i jak kazda magia bez sensu. Badz uprzejmy pierwsza teze poprzec jakimis cytatami z emesa. A tezy o oznakowaniu magicznym najpierw sprobuj zrozumiec. W probach zrozumienia o czym prawie, piszac o magii, mozesz podeprzec sie ---> TYM <- Odpowiedz Link Zgłoś
jane14 Re: Filozofia drogowa... 29.05.08, 11:55 emes-nju napisał: > Badz uprzejmy pierwsza teze poprzec jakimis cytatami z emesa. Kto bedzie chciał bez trudu znajdzie a tobie chyba twych własnych wypowiedzi nie muśze przypominac. Może masz problem z definicja co znaczy "szybka jazda" no ale to tez już pisałem. > A tezy o oznakowaniu magicznym najpierw sprobuj zrozumiec. W probach zrozumienia o czym prawie, piszac o magii, mozesz podeprzec sie ---> TYM To czytałem juz dawno "odgrzany kotlet" . Fakt że drogi bywaja takie a nie inne to od niczego kierowcy nie zwalnia. Tak jak gdy ktos coś zawali na drodze (nie tylko w znakach) pozostałych nie zwalnia od obowiązku unikniecia wypadku. A co do wypowiedzi tego Pana a szczególnie jej interpretacji to ja mam dwie watpliwości. 1. Jaki procent dróg w Polsce powstało w okresie takim gdy przewidywano na nich wspólczesne nateżenie ruchu? Wiec bajki o projektowaniu, to ten Pan niech sobie wsadzi. Wspólczesne drogi a przynajmniej te na które psioczymy są co najwyżej adoptowanymi do zwiekszonego nateżenia ruchu, wiec wyobrażnia projektanta co do tego jak droga ma wygladać ma tu niewiele do roboty. Najwyżej niech nakieruje wyobrażnie na to co zrobić aby jeszcze funkcjonowała a ludzie na niej nie gineli. 2. Nie wiem czemu wielu w tym ty uważa ograniczenie jako zło. Owszem jesli by to było zapomniane 30/h na pustej drodze...ale nie przesadzajmy to nie sa reguły, a raczej wyjatki. Miejscowe ograniczenia z reguły znajdują uzasadnienie w realnych warunkach i nikt ich nie stawia bez celu. To przyznaje i ten Pan. Przyznaje również ze czasem nie ma innego wyjścia a gdyby miał pewnie by je zastosował, a więc o co chodzi... No pewnie że kazdy by chciał by wszystkie drogi miały standart autostrady, ale niestety to wymaga czasu, pieniedzy i ... pewnie nigdy to nie nastapi bo i nigdzie nie zanosi sie by nastapiło. No ja też bym chciał wiele rzeczy i też bym chciał żyć, mieszkać i jeździć w nieco wyzszym standarcie jak obecnie. I pewnie tez nigdy nie bedzie to standart tak wysoki bym nie mógł sobie wyobrazić wyższego i nie popsioczyc. Odpowiedz Link Zgłoś
emes-nju Re: Filozofia drogowa... 29.05.08, 12:24 jane14 napisał: > emes-nju napisał: > > > Badz uprzejmy pierwsza teze poprzec jakimis cytatami z emesa. > > Kto bedzie chciał bez trudu znajdzie a tobie chyba twych własnych > wypowiedzi nie muśze przypominac. Napisales, ze wedlug mnie "szybka jazda nie wiaże się z zadnym zagrożeniem". Nie wykrecaj sie - cytaty poprosze uprzejmie. > Fakt że drogi bywaja takie a nie inne to od niczego kierowcy nie > zwalnia. Czy ja twierdze cos innego?! W tym akurat wypadku dyskutujemy o oznakowaniu - wedlug mnie magicznym (zeby nie uzyc mocniejszych slow), a nie o tym jak zachowuja sie kierowcy. > A co do wypowiedzi tego Pana a szczególnie jej interpretacji to ja > mam dwie watpliwości. > > 1. Jaki procent dróg w Polsce powstało w okresie takim gdy > przewidywano na nich wspólczesne nateżenie ruchu? > Wiec bajki o projektowaniu, to ten Pan niech sobie wsadzi. Obawiam sie, ze on mowil o drogach nowych i swiezo zmodernizowanych. Ja od siebie dodaje te wszystkie "czarne punkty" (wiem, ze wedlug Ciebie to miejsca, w ktorych kierowcy umawiaja sie na czeste organizowanie slicznych, najlepiej z ofiarami, wypadkow, ale ja w to nie wierze :-P ), w ktorych jedynym dzialaniem drogowcow jest od lat (!) ZNAK (pojecie magiczne). > 2. Nie wiem czemu wielu w tym ty uważa ograniczenie jako zło. Nadmierne (czyli, jak to w Polsce, ustawione "pod" ciezarowke na mokrej nawierzchni) jest zle, bo bez potrzeby spowalnia (a raczej gdyby MAGIA dzialala, spowalnialoby) ruch. A skoro MAGIA nie dziala, to nadmierne i zbyt czeste ograniczenie wyrabia w kierowcach "znieczulice". > Owszem jesli by to było zapomniane 30/h na pustej drodze... Moze mam pecha. Moze duzo jezdze po roznych drogach nizszych kategorii. Zapomnianych, nieaktualnych, wprowadzajacych w blad (a czasm tylko w oslupienie) znakow jest od (...) i ciut, ciut. > Miejscowe ograniczenia z reguły znajdują uzasadnienie w realnych > warunkach i nikt ich nie stawia bez celu. Jeszcze raz - ograniczenia sa "pod" ciezarowke na mokrej nawierzchni.Jaki ma CEL proba spowalniania calego osobowego ruchu do predkosci (byc moze) bezpiecznej dla zaladowanej ciezarowki w czasie deszczu? > popsioczyc. Ja nie psiocze na drogi jako takie, tylko na to, ze waaadza zamiast poprawiac warunki podrozowania, pogarsza je - np. po kazdej interwencji drogowcow, zamiast upraszczania sytuacji, komplikuje sie ja np. dostawiajac kolejne znaki i tworzac z nich blaszane zarosla. Naprawde - po wiekszosci nowych wezlow komunikacyjnych (one sprawiaj klopoty, a nie prota droga), po remoncie jezdzi sie gorzej niz przed (vide warszawskie rodno Babka gdzie za miliony wygenerowano supersupel, ktory zamiast rozladowac korki, powiekszyl je i stal sie przyczyna kolizji - jak zatra sie linie na jezdni, to kolizji bedzie jeszcze wiecej, bo organizacja ruchu nie jest organizacja przynalezna rondu wiec wiedzacy co artysta namalowal beda jezdzic jak chcial artysta, a nie wiedzacy co artysta namalowal - np. przyjezdni - beda jezdzic tak, jak jezdzi sie po normalnym rondzie). Odpowiedz Link Zgłoś
jane14 Re: Filozofia drogowa... 29.05.08, 13:05 emes-nju napisał: > Napisales, ze wedlug mnie "szybka jazda nie wiaże się z zadnym zagrożeniem". Ni > e wykrecaj sie - cytaty poprosze uprzejmie. forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=510&w=80075554&a=80075699 dobre nie! Choć nie ma wprost o predkosci ale odnosze wrazenie że to nie spowodu mimiki twarzy twoi pasarzerowie mogą odczywać strach jeżdzac z tobą ? > Obawiam sie, ze on mowil o drogach nowych i swiezo zmodernizowanych. Wiesz na drogach nowych tak naprawdę to ja nie widziałem miejsc o których mógłbym powiedzieć że są niebezpieczne na dzień dzisiejszy. Jeśli takie sa to przważnie tam gdzie łacza się ze starymi. Ale ich jest jak na lekarstwo. Natomiast drogi modernizowane czy adoptowane to taka róznica? Z reguły poprawa nawierzchni rzadziej podniesienie nośności, dołożenie lewo/prawo skretów czy pasów rozbiegowych w miejscach i na dystansach jakie są możliwe...itp. Czasem obwodnica, no to już luksus bo to prawie "nowa" droga tyle że trzeba ją wkomponować w starą. > Ja od siebie dodaje te wszystkie "czarne punkty" (wiem, ze wedlug Ciebie to miejsca, w ktorych kierowcy umawiaja sie na czeste organizowanie slicznych, najlepiej z ofiarami, wypadkow, ale ja w to nie wierze... A ja pamietam te miejsca z czasów gdy nie oznaczano ich jako czarne punkty i wiem dlaczego tam tak sie działo. Oni sie nie umawiaja ale czesto robią te same rytunowe błedy. Kiedyś przy małym nateżeniu ruchu udawało sie te błedy naprawić jakimś manewrem. Dzis te manewry kończa sie kolizją jak nie z tym to z tamtym... Czasem te miejsca można przebudować, czasem odpowiednio oznaczyć, czasem ograniczyć predkosć (by sytuacja kierowców nie zaskakiwała), ale gdyby kierowcy z tego zechcieli korzystać, przecież wiekszość wie lepiej! > Nadmierne (czyli, jak to w Polsce, ustawione "pod" ciezarowke na mokrej nawierzchni No właśnie to standartowe myślenie a ono nie jest pod cięzarówke tylko pod kierowców. Bo to oni sa najsłabszym ogniwem i w sportowej Alfie i w cieżarówce. Ty zapewne od czasu przesiadki na lepsze auto uważasz że twoje zdolności wzrosły, a tym czasem ... > A skoro MAGIA nie dziala, to nadmierne i zbyt czeste ograniczen > ie wyrabia w kierowcach "znieczulice". Znieczulica wynika z zamiłowania do hazardu. Jazda autem dla niektórych jest jak poker i dopóki los ich nie sprawdzi, wydaje im sie że bedą wygrywać do końca... Wiec graja o coraz wyższa stawkę. Ale bywa że los krzyknie "sprawdzam" i wtedy okazuje sie jak dalece blewujesz i jak wiele przegrywasz. > np. przyjezdni - beda jezdzic tak, jak jezdzi sie po normalnym rondzie No i tu się mylisz. Przyjezdny zapewne bedzie uważał na znaki i pojedzie prawidłowo. Miejscowy czesto jeżdzi na pamieć, albo ignoruje znaki bo "tyle razy sie udało, dlaczego nie miałoby udać sie dzisiaj" Odpowiedz Link Zgłoś
emes-nju Re: Filozofia drogowa... 29.05.08, 14:08 jane14 napisał: > emes-nju napisał: > > > cytaty poprosze uprzejmie. > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=510&w=80075554&a=80075699 > dobre nie! Ja na przyklad uwazam, ze to, co napisalem bylo dowcipne. Swoje przekonanie podkreslilem emotikonem, ktory zapewne umknal Twej uwadze :-) > Choć nie ma wprost o predkosci ale odnosze wrazenie że to nie > spowodu mimiki twarzy twoi pasarzerowie mogą odczywać strach > jeżdzac z tobą ? Nawet nie wiesz jakbys sie zdziwil. Moi pasazerowie nudza sie jezdzac ze mna (jazda - nie mna :-D ) i na dluzszych trasach powoze "samochodem sypialnym". > > Ja od siebie dodaje te wszystkie "czarne punkty" > > A ja pamietam te miejsca z czasów gdy nie oznaczano ich jako czarne > punkty i wiem dlaczego tam tak sie działo. Oni sie nie umawiaja ale > czesto robią te same rytunowe błedy. Acha. To oni umawiaja sie, ze w tych konkretnie miejscach beda tych bledow robic wiecej niz srednia w innych miejscach? Zrozumialem ;-P > > Nadmierne (czyli, jak to w Polsce, ustawione "pod" ciezarowke na > > mokrej nawierzchni > > No właśnie to standartowe myślenie a ono nie jest pod cięzarówke > tylko pod kierowców. Przeczytaj jeszcze raz wywiad, ktory JAKOBY znasz juz prawie na pamiec. > Ty zapewne od czasu przesiadki na lepsze auto uważasz że twoje > zdolności wzrosły, a tym czasem ... I znowu bys sie zdziwil. Najbardziej kozacko jezdzilem Hyundaiem Pony ze slabnikiem o bezmocy 63 KM (nie pisze o Fiescie, na ktorej uczylem sie jezdzic). Kazdy kolejny samochod mial wiekszy motor, a ja sie uspokajalem. To kwestia wieku i doswiadczenia, a nie wiary w cudowne zdolnosci auta czy moje. Ale BEZ WATPIENIA Alfa po zakrecie oznaczonym 60-tka dla zaladowanej ciezarowki w czasie deszczu, w sloneczny dzien moge przejechac 90-tka nie stwarzajac zadnego zagrozenia. To po co ta 60-tka? Dla wiekszosci uzytkownikow drogi (osobowki), przez wieksza czesc roku znak ten jest zdecydowanie na wyrost i przeszkadza zamiast sluzyc. A ci, do ktorych jest naprawde adresowany i bez niego swietnie sobie radza, bo kto jak kto, ale "zawodowi" naprawde doskonale umieja przestrzegac przepisu nakazujacego dostosowywac predkosc do warunkow. > > A skoro MAGIA nie dziala, to nadmierne i zbyt czeste ograniczen > > ie wyrabia w kierowcach "znieczulice". > > Znieczulica wynika z zamiłowania do hazardu. Nie. Z tego jak dziala ludzki mozg - znieczula sie na bodzce. W pierwszej kolejnosci na te, ktore sa w nadmiarze, za to sa zbedne (dlatego mieszkaniec miasta "nie slyszy" na codzien jego chalasu; dlatego kierowca osobowki przestaje zwracac uwage na ograniczenia dla ciezarowek w czasie deszczu). Wie to absolwent pierwszego roku psychologii, ale ta wiedza jest wierdza tajemna dla tych, ktorzy byc moze w dobrej nawet wierze (watpie - znaki w Polsce to dupochrony dla stawiajacych je sabotazystow), obsr.waja pobocza tysiacami zbednych blaszek. > > np. przyjezdni - beda jezdzic tak, jak jezdzi sie po normalnym > > rondzie > > No i tu się mylisz. Przyjezdny zapewne bedzie uważał na znaki i > pojedzie prawidłowo. Na tym rondzie oznakowanie pionowe niezupelnie pasuje do rozmalowania... OBEJRZYJ TO > Miejscowy czesto jeżdzi na pamieć, albo ignoruje znaki bo "tyle > razy sie udało, dlaczego nie miałoby udać sie dzisiaj" Miejscowy bedzie jezdzil tak, jak sie nauczyl jak jeszcze linie na jezdni byly (czyli INACZEJ niz jezdzi sie po klasycznym rondzie!), a przyjezdny, po zatarciu linii bedzie chcial jezdzic tak, jak jezdzi sie po, oznakowanych odpowiednimi znakami, rondach. Odpowiedz Link Zgłoś
jane14 Re: Filozofia drogowa... 29.05.08, 14:37 emes-nju napisał: > Acha. To oni umawiaja sie, ze w tych konkretnie miejscach beda tych bledow robic wiecej niz srednia w innych miejscach? Zrozumialem ;-P Co zrozumiałeś, że jesteś bezbłedny ? chyba tak skoro nie wiesz skad i jak rodzą sie błedy. > Przeczytaj jeszcze raz wywiad, ktory JAKOBY znasz juz prawie na pamiec. No znam bo ten argument słysze nie tylko od tego Pana. On pewnie też zauroczył sie mozliwościami swojego autka. >Kazdy kolejny samochod mial wiekszy motor, a ja sie uspokajalem. To kwestia wieku i > doswiadczenia, a nie wiary w cudowne zdolnosci auta czy moje. Napewno ? A to uspokojenie to skad się wzieło ? > Ale BEZ WATPIENIA Alfa po zakrecie oznaczonym 60-tka dla zaladowanej ciezarowki w czasie deszczu, w sloneczny dzien moge przejechac 90-tka nie stwarzajac zadnego zagrozenia. Po pierwsze cieżarówka wcale tak żle nie zachowuje się w deszczu jak by ci sie mogło wydawać, a po drugie to ograniczenie już Ci mówiłem z 1000 razy to nie po to byś nie wypadł z zakretu ale najcześciej po to byś za nim nie wpadł na coś czego nie widzisz. No owszem jeśli czegoś nie widać to tak jakby nie było i to jest właśnie idea pokera. Kart nie widać to można blefować. > Nie. Z tego jak dziala ludzki mozg - znieczula sie na bodzce. W pierwszej kolejnosci na te, ktore sa w nadmiarze, za to sa zbedne ... Prawda, tyle że jeszcze pytanie które uzna za zbedne.... > - znaki w Polsce to dupochrony dla stawia > jacych je sabotazystow, obsr.waja pobocza tysiacami zbednych blaszek. A to dobre, no tylko jest ale ... te 5000 zabitych i ze 100000 rannych. Cos mi się wydaje że to nie urzednicy wymagaja u nas ochrony... > Na tym rondzie oznakowanie pionowe niezupelnie pasuje do rozmalowania... No nie wiem co ci tu nie pasuje bo pionowego oznczenia nie widać a poza tym ono tylko pokazuje jak sie zachować przed skrzyżowaniem wiec dalej to rozmalowanie sobie może byćź takie czy inne. Zresztą już rozmawialiśmy o tym u mnie od tego czasu żadnych zmian. Ustawiam sie przed skrzyżowaniem na tym pasie co pokazuje mój kierunek i jadę sobie do końca... Jak sie zatrą linię to też no chyba ze ktoś i pionowe znaki usunie ale i w tedy intuicyjne z prawego w prawo, z lewego w lewo, ze srodkowego prosto i OK! No ale jak ktoś ma tendencję do udziwniania ... Odpowiedz Link Zgłoś
emes-nju Re: Filozofia drogowa... 29.05.08, 15:16 jane14 napisał: > emes-nju napisał: > > Acha. To oni umawiaja sie, ze w tych konkretnie miejscach beda > > tych bledow robic wiecej niz srednia w innych miejscach? > > Zrozumialem ;-P > > Co zrozumiałeś, że jesteś bezbłedny ? chyba tak skoro nie wiesz > skad i jak rodzą sie błedy. Ja wiem skad i jak rodza sie bledy. Zastanawia mnie tylko ich nielosowa koncentracja w pewnych miejscach. Skoro eliminujesz wplyw WARUNKOW DROGOWYCH na koncentracje bledow w pewnych miejscach, to znaczy tylko tyle, ze sa to miejsca, w ktorych kierowcy sie umawiaja, ze akurat tu sie pozabijaja. A moze to kosmiczne promieniowanie ultrafiolkowe...? > > Kazdy kolejny samochod mial wiekszy motor, a ja sie uspokajalem. > > To kwestia wieku i doswiadczenia, a nie wiary w cudowne zdolnosci > > auta czy moje. > > Napewno ? A to uspokojenie to skad się wzieło ? Niech sie zastanowie... Zaraz! Powyzej napisalem skad! Niedoczytales? I od razu spiesze doniesc, ze wysokosc mandatow i ofiarna praca policji nie miala na moja jazde zadnego wplywu. I jako "szaleniec" i jako spokojny kierowca tylko raz zostalem zatrzymany i to za nie swoje przekroczenie predkosci :-P Albo jestem wrozka i swietnie przewiduje gdzie ustawia sie z suszarka (ale wtedy chyba wszystko na drodze umialbym przewidziec...), albo jezdze inaczej niz sobie wyobrazasz. > > Nie. Z tego jak dziala ludzki mozg - znieczula sie na bodzce. W > > pierwszej kolejnosci na te, ktore sa w nadmiarze, za to sa > > zbedne... > Prawda, tyle że jeszcze pytanie które uzna za zbedne.... Ale juz student pierwszego roku psychologii doskonale wie, ze za bardzo nie mamy na to wplywu... I dlatego ISTOTNYCH informacji nie powinno sie ukrywac w "szumie" stworzonym przez informacje nieistotne - vide ograniczenia na wyrost (sorry - dla ciezarowek w czasie deszczu), ktorymi mamy poobs.rywane pobocza. > > - znaki w Polsce to dupochrony dla stawia > > jacych je sabotazystow, obsr.waja pobocza tysiacami zbednych > > blaszek. > > A to dobre, no tylko jest ale ... te 5000 zabitych i ze 100000 > rannych. Cos mi się wydaje że to nie urzednicy wymagaja u nas > ochrony... 5000 zabitych itd., to wlasnie efekt magicznego podejscia do organizacji ruchu. Skoro kierowcy po pierwszym pol roku samodzielnej jazdy orientuja sie, ze znaki sa, zeby byly, a nie po to, zeby cos oznaczaly, to potem jezdza "po uwazaniu". I sie zabijaja. Oddzielna sprawa jest to, na co wplywu nie mamy - stan infrastruktury, z potezna kolizyjnoscia drog na czele (jednojezdniowki i wyprzedzanie, kolizyjne skrzyzowania itd.). Mieszkancy krajow, gdzie jest mniej zabitych nie tylko "grzeczniej" jezdza, ale rowniez maja nieporownywalnie mniej okazji do powaznego wypadku. O ratownictwie tez rozpisywac sie nie bede - u nas na 100 wypadkow jest zdecydowanie wiecej trupow niz w krajach, gdzie ratownik dojezdza do poszkodowanych szybko. Przyczyn tej katastrofy jest duzo i nie tylko po stronie kierowcow. (Wiem, ze teraz napiszesz kocopaly o tym, ze trzeba sie dostosowac - napisz mi wiec jakie predkosci sa NAPRAWDE bezpieczne na przecietnej polskiej drodze). PS Jechales kiedys po rondzie Babka? Odpowiedz Link Zgłoś
jane14 Re: Filozofia drogowa... 30.05.08, 08:39 emes-nju napisał: > Skoro eliminujesz wplyw WARUNKOW DROGOWYCH na koncentracje bledow w pewnych mie > jscach, to znaczy tylko tyle, ze sa to miejsca, w ktorych kierowcy sie umawiaja... Ja nie eliminuje ale oni żle oceniaja bo patrzą tylko na drogę... > , ze akurat tu sie pozabijaja. A moze to kosmiczne promieniowanie ultrafiolkowe > ...? No rozumujesz jak niektórzy, tyle że ja słyszałem wersje o ciekach wodnych. Juz tu była mowa o tym te czarne punktu to czesto nie miejsca szczególnie niebezpieczne, to bardzo czesto długie proste odcinki... Kierowcy daja gaz, wyprzedzaja bo jest "okazja" i ... Te miejsca własnie są niebezpieczne bo kierowcy widza łatwa droge zapominaja o tym ze oni ze swymi umiejetnościami i predyspozycjami, są też "warunkami na drodze" Ktos tu nawet formułował taki wniosek że aby taki czarny punkt wyeliminować nalezałoby droge nieco "pokrecić", czy tego oczekujesz od waadzy ? > Niech sie zastanowie... Zaraz! Powyzej napisalem skad! Niedoczytales? Doczytałem tylko nie wiem czy dobrze oceniasz sytuacje. Ja najbardziej "kozacko" jeździłem maluchem, tam kazdy manewr był "kozacki". Tyle że choć było to na granicy wytrzymałosci auta to daleko od mozliwości kierujacego. A inne auta uspokajaja to prawda (poduszki, ABS, ESP) Nadwozie sie nie przechyla w zakretach, konstruktorzy czuwaja by auto było neutralne, takie hamowanie na łuku też jest "spokojne"... itd Mnie też to uspokaja ale jeszcze nie zwodzi... >I od razu spiesze doniesc, ze wysokosc mandatow i ofiarna praca policji nie miala na moja jazde zadnego wplywu. I jako "szaleniec" i jako spokojny kierowca tylko raz zostalem zatrzymany i to za nie swoje przekroczenie predkosci :-P No wiem to jak z tym blacharzem co opowiadałem (czytałeś ?) Ja np. nie znam nikogo kto by płacił "sprawiedliwie" > Albo jestem wrozka i swietnie przewiduje gdzie ustawia sie z suszarka (ale wtedy chyba wszystko na drodze umialbym przewidziec...), albo jezdze inaczej niz sobie w > yobrazasz. Ja bywam uwazany za wrózke ale bez tego suszarka w tym klasycznym ujeciu to nietrudno przewidzieć gdzie stoi zwłaszcza jak sie dużo jeżdzi. No pozatym na nia złapać kogoś to już ktoś bardzo głupi być musi. Przy dzisiejszym ruchu "wypuscić kogoś na suszarke" to zaden problem. Gorzej z fotoradarem nawet przeniśnym. Raz że nie zatrzymują bo załatwia sprawę poczta, dwa że to cholerstwo sie nie blokuje jak namierzy, wiec stary chwyt na wypuszczenie kogoś nie działa. > Ale juz student pierwszego roku psychologii doskonale wie, ze za bardzo nie mam > y na to wplywu... I dlatego ISTOTNYCH informacji nie powinno sie ukrywac w "szumie" stworzonym przez informacje nieistotne ... I pewnie ten student, jeśli funkcjonujue poprawnie w społeczeństwie wspólczesnym to wie też że zdolnośc wyławiania informacji istotnej z szumu informacyjnego to podstawa funkcjonowania we wspólczesnych realiach. > 5000 zabitych itd., to wlasnie efekt magicznego podejscia do organizacji ruchu. Miewam watpliwe szczeście czasem trafic czy na skutki czy też być swiadkiem takich zdarzeń. Żadne nie było spowodowane magią, a 95 % to zignorowanie zasad. Te 5 % to czasem wyjatkowo podłe warunki na drodze ale ... pogodowe nie stan drogi jak pewnie wolałbyś. Pewnie to nie reprezentacyjna próba, ale o czymś swiadczy. > Skoro kierowcy po pierwszym pol roku samodzielnej jazdy orientuja sie, ze znaki sa, zeby byly, a nie po to, zeby cos oznaczaly, to potem jezdza "po uwazaniu" > . I sie zabijaja. Po półroku jazdy to jeszcze nie sa kierowcy i uczą się od takich innych tej ignorancji. To ze uważaja że znaki nic nie oznaczaja to właśnie wynik obserwacji, jak inni na nie reagują. > Oddzielna sprawa jest to, na co wplywu nie mamy - stan infrastruktury, z potezn > a kolizyjnoscia drog na czele (jednojezdniowki i wyprzedzanie, kolizyjne skrzyz > owania itd.). No ma nikt nie przeczy, tyle że jak juz nie raz pisałem można jeździć bezpiecznie kazda droga choć nie każdą szybko... > PS Jechales kiedys po rondzie Babka? Nie miałem jeszce okazji ale jak ci pisałem już kiedyś identyczna organizacja była na rondzie Katowickim pod spodkiem przed przebudową i tam jeżdziłem 1-2 razy w tygodniu jako "przyjezdny". To było przez jakieś dobre kilkanaście lat. No a na moim podwórku żadne rondo z tych nmajwiekszych gdzie wystepuje sygnalizacja świetlna nie jest już rondem takim klasycznym. Rozwiazania sa różne i oznaczania pasów też ale to nie wynik wyższości jednych nad drugim tylko od obciązenia danych kierunków. Wiec ja nie wiem czy tam to była tylko fantazja czy przemyslane rozwiazanie ale nie ma w nim nic niezgodnego z przepiosami ani zaskakujacego o ile jedzie sie według znaków a nie według przyzwyczajeń. Odpowiedz Link Zgłoś
emes-nju Re: Filozofia drogowa... 30.05.08, 10:41 jane14 napisał: > emes-nju napisał: > > > Skoro eliminujesz wplyw WARUNKOW DROGOWYCH na koncentracje bledow > > w pewnych miejscach, to znaczy tylko tyle, ze sa to miejsca, w > > ktorych kierowcy sie umawiaja... > > Ja nie eliminuje ale oni żle oceniaja bo patrzą tylko na drogę... I tylko w scisle okreslonych miejscach to "patrzenie tylko na droge" owocuje wieksza od sredniej iloscia wypadkow. Wlasnie sam sobie udowodniles, ze droga ma wplyw... :-P > czarne punktu to czesto nie miejsca szczególnie niebezpieczne, to > bardzo czesto długie proste odcinki... > (...) > Ktos tu nawet formułował taki wniosek że aby taki czarny punkt > wyeliminować nalezałoby droge nieco "pokrecić", czy tego oczekujesz > od waadzy ? Jezeli "zlamanie" kilkukilometrowego prostego odcinka moze dac pozytywny rezultat, to chyba wole to od ZNAKU (pojecie magiczne). > >I od razu spiesze doniesc, ze wysokosc mandatow i ofiarna praca > policji nie miala na moja jazde zadnego wplywu. I jako "szaleniec" > i jako spokojny kierowca tylko raz zostalem zatrzymany i to za nie > swoje przekroczenie predkosci :-P > > No wiem to jak z tym blacharzem co opowiadałem (czytałeś ?) Ja np. > nie znam nikogo kto by płacił "sprawiedliwie" No wiec jezeli mialbym sprawiedliwie zaplacic, to nie protestowalbym. Protestowalem i z 500 zl z ilomas pkt. karnymi natychmiast spadlo do 100 zl i 2 pkt. Chlopcy widzieli sytuacje, zatrzymali za przekroczenie WYPRZEDZANY, a nie WYPRZEDZAJACY samochod i nie wiedzieli co zrobic. Niby sprawiedliwosc to fajowa rzecz, ale plan mandatowania spoleczentwa tez wyrobic trzeba... No to "kosmetycznie" bogacza z Alfa polechtali stowka :-P > > Ale juz student pierwszego roku psychologii doskonale wie, ze za > > bardzo nie mamy na to wplywu... I dlatego ISTOTNYCH informacji > > nie powinno sie ukrywac w "szumie" stworzonym przez informacje > > nieistotne ... > > I pewnie ten student, jeśli funkcjonujue poprawnie w społeczeństwie > wspólczesnym to wie też że zdolnośc wyławiania informacji istotnej > z szumu informacyjnego to podstawa funkcjonowania we wspólczesnych > realiach. Zajaczku puszysty! Po pierwsze w zaciszu gabinetu mozna bawic sie w "odcedzanie" szumu od tresci - na drodze nie ma na to czasu. A po drugie juz student pierwszego roku psychologii doskonale wie, ze tego "odcedzania" trzeba sie nauczyc. A czego uczy sie na PJ? I po co uczyc "odcedzania"? Czy nie prosciej i RACJONALNIEJ byloby unikac tworzenia na drogach informacyjnego szumu? > > Skoro kierowcy po pierwszym pol roku samodzielnej jazdy > > orientuja sie, ze znaki sa, zeby byly, a nie po to, zeby cos > > oznaczaly, to potem jezdza "po uwazaniu" . I sie zabijaja. > > Po półroku jazdy to jeszcze nie sa kierowcy i uczą się od takich > innych tej ignorancji. To ze uważaja że znaki nic nie oznaczaja to > właśnie wynik obserwacji, jak inni na nie reagują. Oczywiscie, ze to wynik obserwacji! Przeciez wiekszosc przyswajanych przez nas nauk pochodzi z obserwacji innych! No i co z tego? Gdyby nie bylo nadregulacji drog, to ci bardziej doswiadczeni nie ignorowaliby az tak oznakowania i nie sluzyliby zlym przykladem... > > PS Jechales kiedys po rondzie Babka? > > Nie miałem jeszce okazji Zapraszam. Odpowiedz Link Zgłoś
jane14 Re: Filozofia drogowa... 30.05.08, 12:02 emes-nju napisał: > Wlasnie sam sobie udowodniles, ze droga ma > wplyw... :-P No bo i nigdy temu nie przeczyłem tylko, że takie czarne punkty są i bedą (nawet na autostradach), czasem można je zlikwidować poprzez modernizacje drogi czasem nie, ale zawsze mozna o nich ostrzec kierowców. Byleby tylko z tego ostrzeżeń zechcieli korzystać. No a poniewaz nie chcą no to przeważnie najskuteczniej likwiduje je ... fotoradar albo i choć pusta skrzynka. > Jezeli "zlamanie" kilkukilometrowego prostego odcinka moze dac pozytywny rezultat, to chyba wole to od ZNAKU (pojecie magiczne). No tak i znowu ta twoja schizofremia (na uzytek dyskusji ?) Jak trzeba, to chcesz z prostej zrobić kreta a jak ktoś da tańszy a równie skuteczny spowalniacz typu "Spiący policjant" to zamach na twe zawieszenie. No a normalnym kierowcom (szkoda że nie wszystkim) wystarcza znak! > Zajaczku puszysty! Po pierwsze w zaciszu gabinetu mozna bawic sie w "odcedzanie" szumu od tresci - na drodze nie ma na to czasu. A ja i jeszcze wielu ma! Pewnie ty też masz tylko już założyłeś ze nie warto ! A czas jest, w końcu nie lecisz odrzutowcem. > A po drugie juz student pierwszego roku psychologii doskonale wie, ze tego "odcedzania" trzeba sie nauczyc. No i co? Jakiś problem. Trzeba się nauczyć na drodze trzeba się nauczyć gdzie indziej... Takie juz jest życie. Znowu oczekujesz że ktoś cię nauczy ? Albo na kursie nie ucza? Uczą, w szkołach, ucza pewnie i na kursie, tylko że trzeba chcieć? > Czy nie prosciej i RACJONALNIEJ byloby unikac tworzenia na drogach informacyjnego szumu? Może ale niewykonalne tak jak niewykonalne jest to w TV, gazetach, ksiązkach, internecie itd. Odpowiedz Link Zgłoś
emes-nju Re: Filozofia drogowa... 30.05.08, 12:31 jane14 napisał: > emes-nju napisał: > > Jezeli "zlamanie" kilkukilometrowego prostego odcinka moze dac > > pozytywny rezultat, to chyba wole to od ZNAKU (pojecie magiczne). > > No tak i znowu ta twoja schizofremia (na uzytek dyskusji ?) Plizzzzzzzz! SchizofreNia > Jak trzeba, to chcesz z prostej zrobić kreta a jak ktoś da tańszy a > równie skuteczny spowalniacz typu "Spiący policjant" to zamach na > twe zawieszenie. No a normalnym kierowcom (szkoda że nie wszystkim) > wystarcza znak! Ciekawa koncepcja... Prog zwalniajacy na dlugiej prostej drodze... A zamachem na moj samochod nie sa progi jako takie, a tylko takie, ktorych nie da sie przejechac z predkoscia figurujaca na ograniczeniu (zawsze 30 km/h - sprobuj z taka predkoscia przejechac po przecietnym progu. Powodzenia), bo jedyna metoda przejazdu przez nie jest technika identyczna z technika wjazdu na kraweznik. A jak powszechnie wiadomo wjazd na kraweznik niszczy opony i zawieszenie. > > Zajaczku puszysty! Po pierwsze w zaciszu gabinetu mozna bawic sie > w "odcedzanie" szumu od tresci - na drodze nie ma na to czasu. > > A ja i jeszcze wielu ma! Sadzac ze statystyk, jakims 5000 ludzi rocznie ta sztuczka nie wychodzi... > > A po drugie juz student pierwszego roku psychologii doskonale > > wie, ze tego "odcedzania" trzeba sie nauczyc. > > No i co? Jakiś problem. Trzeba się nauczyć na drodze trzeba się > nauczyć gdzie indziej... No wlasnie. W szkole ucza czytac, a na kursie PJ ucza zdac egzamin. Wiekoszosc obywateli umie wiec czytac, a nie umie odcedzac drogowego szumu od tresci. Ze skutkami j.w. > > Czy nie prosciej i RACJONALNIEJ byloby unikac tworzenia na > > drogach informacyjnego szumu? > > Może ale niewykonalne tak jak niewykonalne jest to w TV, gazetach, > ksiązkach, internecie itd. W TV i internecie, jako w mediach tworzonych przez niezliczone jednostki ludzkie, fakt - niewykonalne. Ale na drogach...? Dlaczego!? To naprawde proste - jeden ogolnopanstwowy, precyzyjny, zunifikowany system oznakowania i zmniejszenie karykaturalnej liczby (2500) urzedow odpowiedzialnych za znakowanie. Skoncza sie wtedy 60-tki na lagodnym luku w szczerym polu na drodze pod jednym zarzadem i brak jakiegokolwiek oznakowania na "agrafce" w lesie pod innym zarzadem. Jezdziles Ty kiedys po kraju, w ktorym znaki nie tylko abstrakcyjnie nakazuja i zakazuja (wiesz - ograniczenia dobrane "pod" ciezarowke w deszczu, a obowiazujace osobowke w sloneczna pogode), a rowniez sluza realna pomoca? Odpowiedz Link Zgłoś
jane14 Re: Filozofia drogowa... 30.05.08, 12:58 emes-nju napisał: > Ciekawa koncepcja... > Prog zwalniajacy na dlugiej prostej drodze... A mało to takich? Fakt na razie na drogach osiedlowych gdzie znaki nie wystarczyły "najmądrzejszym" z kierowców aby zwolnić. Na drogach przelotowych sie nie stosuje ale jak nie bedzie innego wyjścia... Lepsze to niż krecenie prostej drogi. > ...zawsze 30 km/h - spr > obuj z taka predkoscia przejechac po przecietnym progu. No ja widuje i 20 i mniej, ale moze dlatego ze potrafię "wyławiac" > wjazdu na kraweznik. A jak powszechnie wiadomo wjazd na kraweznik niszczy opony i zawieszenie. No prosze a mi sie nigdy nie udało ani na progu ani na krawężniku ... > Sadzac ze statystyk, jakims 5000 ludzi rocznie ta sztuczka nie wychodzi... To całkiem niewiele w stosunku do ogółu i byłbym zadowolony z tego wyniku gdyby wśród nich byli tylko tacy co nie chcieli sie uczyć. Niestety wielu pewnie chciało, tylko inni za wcześnie poddali im znacznie trudniejszym testom niż tylko "wyłowienie" informacji o znaczeniu znaku. > No wlasnie. W szkole ucza czytac, a na kursie PJ ucza zdac egzamin. No nie tylko, znaczenia znaków raczej też albo przynajmiej dadza broszurke albo link do strony ze znakami... > Wiekoszosc obywateli umie wiec czytac, a nie umie odcedzac drogowego szumu od tresci. Ze s > kutkami j.w. No ci co umieja czytać tez maja problem z odcedzaniem treści od szumu, też tego sie muszą nauczyć. > W TV i internecie, jako w mediach tworzonych przez niezliczone jednostki ludzkie, fakt - niewykonalne. > Ale na drogach...? Dlaczego!? To naprawde proste - jeden ogolnopanstwowy, precyzyjny, zunifikowany system oznakowania ... No ale przecież on jest bo sa określone ustawy rozporzadzenia itd. Czy postulujesz by jeden człowiek oznaczał wszystkie drogi w kraju ? Czy bedzie jeden czy sto odpowiedzialnych to wsio ryba. Istotne jest czy działaja wobec określonych kryteriów czy nie. A moim zdaniem raczej działaja, a mnogoś oznakowania nie jest wynikiem ich widzimisie tylko charakteru dróg. > Jezdziles Ty kiedys po kraju, w ktorym znaki nie tylko ... a rowniez sluza realna pomoca? Jezdze codziennie i mnie pomaga! Jak narzekam to czasem na brak oznakowania a nie na nadmiar! Odpowiedz Link Zgłoś
a_weasley Re: Jednak coś się robi... 29.05.08, 01:26 emes-nju napisał: > jak czesto zdarza Ci sie kilka razy poprawiac > sie w czasie parkowania, Sądząc z pytania (zapewne pomyślanego jako retoryczne) Tobie zdarza się dużo rzadziej niż mnie kląć jakiegoś leszcza, który stanął byle jak i przez to ma z jednej strony półtora metra z hakiem miejsca i z drugiej prawie tyleż, jakby stanął porządnie tobyśmy się obaj zmieścili. Albo cioła, który stanął tak, że teraz ja muszę wsiadać przez prawe drzwi. Odpowiedz Link Zgłoś
emes-nju Re: Jednak coś się robi... 29.05.08, 11:15 a_weasley napisał: > emes-nju napisał: > > > jak czesto zdarza Ci sie kilka razy poprawiac > > sie w czasie parkowania, > Sądząc z pytania (zapewne pomyślanego jako retoryczne) Tobie zdarza > się dużo rzadziej niż mnie kląć jakiegoś leszcza Bardzo rzadko sie poprawiam, bo po 20 latach za kolkim manewry nie sa dla mnie problemem. Ale czasem zdarza mi sie porawiac (zeby nie byc leszczem :-D ), czyli w swietle przepisow egzaminacyjnych nie jestem godzien posiadania PJ. A leszcze parkujace tak, jak piszesz, to zwykle chamy - nie ma to wiele wspolnego z "jakoscia" szkolenia i egzaminowania... Odpowiedz Link Zgłoś
inguszetia_2006 Re: Nic sie nie da zrobic. Zalosne. 29.05.08, 09:59 Witam, Trudno jest walczyć z ideą "rynku". Jest popyt jest podaż. Na tym to polega. Jeden, czy dwóch odważnych nie zdziałają cudów, bo będą występować w imieniu uniwersalnych zasad, które klienci mają głęboko gdzieś. Dlatego uważam, że nawet "małe" przestępstwa powinny być surowo karane. W ten sposób zadziałano w Nowym Jorku i przestępczość zmalała. Nie ma małych i dużych przestępstw, wszystkie są przestępstwami w świetle prawa i tak powinny być postrzegane. Pzdr. Inguszetia Odpowiedz Link Zgłoś
emes-nju Re: Nic sie nie da zrobic. Zalosne. 29.05.08, 11:28 inguszetia_2006 napisała: > Trudno jest walczyć z ideą "rynku". Jest popyt jest podaż. (...) > Dlatego uważam, że nawet "małe" przestępstwa powinny być > surowo karane. Masz racje. Poczynajac od tych, ktorzy wymyslaja korupcjogenne przepisy :-P Nie byloby KRETYNSKICH i KORUPCJOGENNYCH przepisow egzaminacyjnych, nie byloby masowego problemu lapowek. Ale w Polsce tylko z objawami choroby sie walczy. Bezskutecznie, za to z niespotykana ofiarnoscia :-P Do pudla (aresztowany przez jedna z wielu ofiarnie konkurujacych ze soba agencji antykorupcyjnych) idzie pos... ze strachu koles, ktory np. z powodu nieznajomosci ilosci swiatel stop po raz n-ty podchodzi do egzaminu, a nie ten, kto "odpowiednimi" przepisami dopuszcza do takich kuriozow. (Czy uwalanie egzaminowanych za, nie majace zadnego zwiazku z jazda, DUPERELE nie jest przypadkiem ukryta korupcja? W koncu egzaminatorzy zarabiaja tym wiecej, im wiekszy maja przerob. A jak jeszcze uda sie skasowac goscia zanim ten odpali silnik, to zysk jeszcze wiekszy). Ze spora dawka spolecznej akceptacji, z upodobaniem lepimy plasterek na syfa... :-( Grzeczniejsza wersja - zamiatamy smieci pod dywan :-/ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rekrut1 Re: Nic sie nie da zrobic. Zalosne. IP: *.aster.pl 29.05.08, 17:20 Panowie, po co wymyślać nowe Dziady? Jak pisałem w Australii zdawałem egzamin na PJ. Do wyboru dostałem trzy testy po czterdzieści pytań. Policjant(bo to on egzaminował)najpierw sprawdził czy nie jestem daltonistą(sygnalizator), potem wzrok(z ~4m. kazał czytać literki niewiele mniejsze od znaków drogowych)a następnie do mojego testu przyłożył szablon i sprawdził wynik(do każdego pytania były trzy odpowiedzi, do wyboru). Cztery(chyba)błędy eliminowały klienta z gry. I tyle. KD należało się nauczyć z broszurki którą można sobie wziąć z Komendy. I gdzie tu miejsce na korupcję? Odpowiedz Link Zgłoś
emes-nju Re: Nic sie nie da zrobic. Zalosne. 29.05.08, 17:54 Gość portalu: rekrut1 napisał(a): > I gdzie tu miejsce na korupcję? No to pewnie Australijczycy, w odroznieniu od Polakow, w ogole nie znaja przepisow i nie umieja jezdzic! Jak nie zmienia przepisow na podobne do polskich, to Australia za jakis czas bedzie zamieszkiwana tylko przez kangury (te, ktorych ci nieumiejacy jezdzic Australijczycy nie wezma "na rogi") :-P Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rekrut1 Re: Nic sie nie da zrobic. Zalosne. IP: *.aster.pl 29.05.08, 18:34 Nie mam pojęcia jak wygląda "wypadkowość" ale chyba nieźle skoro władze zamiast liczyć na niedouczonych kierowców (co to na rogi) zamierzają odstrzelić pewną część torbaczy. Ekolodzy postanowili walczyć z tym pomysłem, czyżby mieli zamiar spalić wszystkie KD? Pozdr. Pazdzioch PS. Biorąc pod uwagę problemy ze zdaniem egzaminu na PJ (Myślisz że skala trudności?)oraz karkołomny wyczyny instruktorów i kursantów podczas Kursów, jesteśmy chyba najlepiej wyszkolonymi kierowcami w UE a może i świecie. Odpowiedz Link Zgłoś
emes-nju Re: Nic sie nie da zrobic. Zalosne. 29.05.08, 18:51 Gość portalu: rekrut1 napisał(a): > PS. Biorąc pod uwagę problemy ze zdaniem egzaminu na PJ (Myślisz że > skala trudności?)oraz karkołomny wyczyny instruktorów i kursantów > podczas Kursów, jesteśmy chyba najlepiej wyszkolonymi kierowcami w > UE a może i świecie. Nie. Najlepiej na swiecie wiemy ile swiatel stopu ma Yaris i najlepiej na swiecie cofamy pomiedzy namalowanymi kreskami. Najlepiej tez uczymy sie na pamiec testow, bo zawieraja one tyle bezsensownych haczykow (glownie logiczno-jezykowych - nie majacych nic wspolnego ze znajomoscia przepisow!), ze czlowiek znajacy KD na wyrywki moze potknac sie z powodu zlego zrozumienia belkotu jakim napisane sa testy (i np. odhaczyc jedna zawiarajaca wyczerpujaca odpowiedz liteke, zamiast wszystkich, gdzie sa jakies czastki prawidlowej odpowiedzi ---> W tunelu nie wolno: A zawracac B cofac C zawracac i cofac. Na tescie z matematyki wystarczyloby zaznaczyc C - na tescie PJ wszystkie 3 odpowiedzi, co ma malo wspolnego z logika, a duzo z checia uwalenia egzaminowanego za wszelka cene). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rekrut1 Re: Nic sie nie da zrobic. Zalosne. IP: *.aster.pl 30.05.08, 10:24 Cały czas chodzi o "korporacyjność" niektórych grup zawodowych. Kilka lat temu w jednym z miast (Bydgoszcz?)pewna pani instruktor "zdradziła" swój klan i nie chciała brać udziału w szopce zwanej "kursem na PJ". Była wielka burza medialna gdy w/w Pnią pozbawiono licencji i wykluczono ze społeczności "instruktorów". Wkroczył Wojewoda i "wszyscy święci" i co, i nic! Pani nawet po przeniesieniu się do innego miasta miała kłopoty. Od tamtej pory niewiele się zmieniło, dalej "lepkie ręce", ośmio, dziesięciokrotne podejścia do egzaminów, celowo zmanipulowane pytania(jak Sam piszesz) i egzaminy praktyczne mające na celu oblanie delikwenta a nie sprawdzenie jego umiejętności. "Kto ma władzę ten Rządzi". Ciekawym przykładem były swego czasu "Karty podatkowe". Blacharz samochodowy(tyle brał za jeden błotnik) płacił trzysta zł. miesięcznie a za prowadzenie punktu xsera (wykonanie ~2400 kopii brutto) 600zł. Wygląda na to że demokracja to tylko inny sposób wybierania równiejszych. Pozdr. Pazdzioch Odpowiedz Link Zgłoś
emes-nju Re: Nic sie nie da zrobic. Zalosne. 30.05.08, 12:15 Gość portalu: rekrut1 napisał(a): > Wygląda na to że demokracja to tylko inny sposób wybierania > równiejszych. Raczej korporokracja :-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: landrover Definicja demokracji: IP: *.ssp.dialog.net.pl 30.05.08, 22:48 Stado baranów w powszechnym akcie glosowania wybiera sposród swoich szeregów reprezentację stada, która powinna zapewnić stadu dostęp do trawy oraz wody. Sama reprezentacja wybiera barana o betonowym łbie, który potrzebny będzie w starciu z ewentualnym innym baranem o betonowym łbie. Co jakiś czas procedura jest powtarzana. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: amożeinaczej Re: Definicja demokracji: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.08, 23:27 > Stado baranów w powszechnym akcie glosowania wybiera sposród swoich > szeregów reprezentację stada, która zapewnia sobie > dostęp do trawy oraz wody. > Sama reprezentacja wybiera barana o betonowym łbie, który stadu > uzasadnia tą działalność reprezentacji. > Co jakiś czas procedura jest powtarzana. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: landrover Zapomnialem o czymś: IP: *.ssp.dialog.net.pl 31.05.08, 14:57 Stado baranów jest ostro dyscyplinowane przez niewielka grupke odpowiednio wyszkolonych owczarków (zwanych też psami), w wyniku czego baran, przywódca stada, ma więcej czasu na pielęgnowanie swojego betonowego łba, co przydać się może w starciu z innym trykiem. Stado baranów pogodziło sie ze swoim stylem życia i zarówno owczarki jak i baran-przywódca nie wykazuja żadnych intencji, aby coś zmienić. Demokracja na folwarku zwierzęcym jest sprawiedliwa. Tak sądzi zdecydowana większość baranów zapytanych ostatnio na jednej z hal. Barany nie wyobrażaja sobie lepszego życia. Dlatego też w następnym demokratycznym głosowaniu będą wybierać takie same barany. Trawy jest pod dostatkiem, woda sama spada z nieba, owce i barany sa regularnie strzyżone z wełny, owczarkom powodzi się coraz lepiej, jednym słowem jest baranie eldorado. Barany nie chca żyć inaczej. Tak już to urządziła Matka-Natura. Wiadomo, że ingerowanie w prawa natury może przynieść nieprzewidywalne rezultaty. Wiec baranom pozostalo gryżć trawe. Odpowiedz Link Zgłoś