Dodaj do ulubionych

Czy można wyleczyć chorobliwą drogową agresję?

08.06.08, 13:28
Mój mąż jest chamem na drodze. Kiedy wsiada za kierownicę, budzi się
w nim potwór. Nie wpuszcza samochodów z kierunkowskazami,
bezwzględnie egzekwuje pierwszeństwo przejazdu (tzn. tam, gdze
zwykła ludzka życzliwość nakazywałaby odpuścić), kiedy ktoś zajedzie
mu drogę trąbi, hamuje mu przed maską, wysiada. Parę razy doszło już
do szarpaniny. Nie reaguje na moje prośby, groźby, płacz. Mamy małe
dziecko, które było już świadkiem takich scen. Jest uparty jak
osioł, nie trafiają do niego żadne argumenty. Czy to się gdzieś
leczy??? Każda jazda z nim to dla mnie stres. Nawet jak wiózł mnie
do porodu, to musiał jakiemuś kierowcy pokazać, gdzie jego miejsce.
Co ja mam zrobić?????? On to tłumaczy, że "naucza" matołów na
drodze, ale ja się zwyczajnie boję o jego bezpieczeństwo, a tym
samym o bezpieczeństwo własne i dziecka. Zawsze mu tłumaczę, że
nigdy nie wie, czy nie trafi na takiego samego idiotę i z małej
sprawy zrobi się wojna na śmierć i życie. Czy ktoś z Was miał taki
problem? Czy udało się go rozwiązać? Jestem u kresu sił. Dziś znów
zafundował mi atrakcje tego typu i właśnie pojechał składać zeznania
na policji (przeciwnik był większy i nie miał skrupułów, trochę nam
zdemolował samochód). Czy jedynym ratunkiem jest po prostu rozstać
się z nim, czy może ktoś to leczy???
Obserwuj wątek
    • kontik_71 Re: Czy można wyleczyć chorobliwą drogową agresję 08.06.08, 13:42
      Przestan z nim jezdzic to podstawa... I moze jakis psycholog by sie
      przydal?
      • kontik_71 I jeszcze jedno 08.06.08, 13:42
        Absolutny brak seksu powinien mu conieco uswiadomic :)
        • Gość: szmatan Re: I jeszcze jedno IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.06.08, 20:14
          uderz go z całej siły szpadlem w potylicę, najlepiej jak nie będzie patrzył
          • Gość: :)) Re: I jeszcze jedno IP: *.chello.pl 09.06.08, 22:53
            Nie znam takich co mają oczy tu gdzie potylica...hi,hi,hi...
    • jureek Re: Czy można wyleczyć chorobliwą drogową agresję 08.06.08, 13:49
      Ciesz się, że masz męża, który nie zapomniał honorowej tradycji szlacheckiej.
      Kiedyś pojedynkowano się na szable, czy pistolety, teraz pojedynki mają miejsce
      na drogach. Co tam życzliwość, najważniejszy honor. Albośmy to jacy tacy...
      A tak poważnie, to naprawdę nie wiem, co Ci poradzić. Smutne to, co opisałaś.
      Jura
    • Gość: foreks to nie jest chorobliwa drogowa agresja IP: *.acn.waw.pl 08.06.08, 15:27
      to zwykla agresja, ciezko masz w zyciu.
    • misiek4111 Re: Czy można wyleczyć chorobliwą drogową agresję 08.06.08, 15:54
      Napisałaś, że potwór budzi się w nim gdy wsiądzie za kierownicę. Po
      prostu nie wsiadaj z nim do auta, jeśli będziesz konsekwentna w
      końcu zmądrzeje.
    • nocebo Re: Czy można wyleczyć chorobliwą drogową agresję 08.06.08, 15:56
      Zwykle jest tak że na drodze chcą "wykazać się" faceci którzy poza
      drogą są nieudacznikami.
      Działa to na zasadzie "mało zarabiam, jestem impotentem, szef mnie
      opieprza, żona mnie trzyma pod pantoflem - ale patrzcie jakim jestem
      dobrym kierowcą!"
      • Gość: olo Re: Czy można wyleczyć chorobliwą drogową agresję IP: *.vlan396.dengo.lubman.net.pl 09.06.08, 17:58
        świeta racja - goscio jest kiepski i pewnie ma niezłe problemy z samym soba -
        dopiero za ta milimetrową blaszka czuje sie facetem - założe sie ze ma małego i
        albo mu nie staje albo szybko kończy - pozdro - i rozstań sie z nim z niego
        raczej juz nic nie bedzie a ty sie niezle z nim nameczysz
        • rece_do_gory Re: Czy można wyleczyć chorobliwą drogową agresję 09.06.08, 18:01
          o rany, następny diagnosta od małych ptaszków, który czyta pierwszą
          i ostatnią linijkę postu....litości....
          • Gość: olo Re: Czy można wyleczyć chorobliwą drogową agresję IP: *.vlan396.dengo.lubman.net.pl 09.06.08, 18:08
            ptaszek to przenośnie - tu raczej chodzi o jego ego - małe ego - zrozum ze on
            sie takim zachowaniem dowartościowuje - bo pewnie tak tylko może - a moze mu sie
            w robocie nie układa...
          • zigzaur Re: Czy można wyleczyć chorobliwą drogową agresję 09.06.08, 19:25
            Twój mąż nie jest chamem tylko cholerykiem. Czyli człowiekiem z temperamentem i
            wolą działania. Akurat tacy kierowcy jeżdżą NAJBEZPIECZNIEJ w warunkach
            miejskich, bo są gotowi do szybkiej reakcji w nietypowej sytuacji.

            Flegmatyk nadaje się na kierowcę autokaru wycieczkowego z emerytami albo tira z
            niezbyt pilną przesyłką.
            • rece_do_gory taaa, dzięki 09.06.08, 19:54
              no to teraz na bank nie pokażę mu tego wątku..
              • asdfdsasdf Re: taaa, dzięki 10.06.08, 23:05
                eee... już sam sobie go znalazł. Powyższy wpis mógł wpisać tylko on ;)
            • bq Re: Czy można wyleczyć chorobliwą drogową agresję 09.06.08, 22:02
              tak se to tłumacz.
            • grogreg Re: Czy można wyleczyć chorobliwą drogową agresję 10.06.08, 18:53
              Czy wy - cholerycy - moglibyscie oznakmowac swoje sachody?
              Od razu gdy taki zobacze to przepuszcze go bez wzgledu na okolicznosci. Nie bede
              igral z odbezpieczonym granatem.
    • mejson.e Gdyby to była prawda... 08.06.08, 17:28
      ... ale nie jest.

      Problem wymyślony, nick specjalnie po to założony.

      Pozdrawiam,
      Mejson
      --
      Automobil
      Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
      • rece_do_gory Re: Gdyby to była prawda... 08.06.08, 18:24
        Dlaeczgo zarzucasz mi kłamstwo? Nie jestem czytelniczką waszego
        forum, trafiłam na nie wpisując w Google hasło "agresja na drodze".
        Rzadko cokolwiek piszę na forach, raczej czytam. Mam podać pesel i
        adres, żebyś uwierzył, czy może w któym komisariacie złożył dziś
        zeznania??. Problem jest, istnieje, a ja jestem żywą kobietą, która
        się z tym problemem zmaga, a nie trollem wymyślającym sztuczne
        problemy. Mój mąż nie jest impotentem, nie zarabia mało, sam jest
        sobie szefem, ja nie bywam jędzą, więc właściwie nie ma powodów do
        odreagowywania frustracji. Moje pytanie brzmiało: czy ktoś się z
        takim problemem spotkał i czy jest jakiś psycholog, terapeuta, który
        to leczy? mejson.e - jeśli nie masz nic do powiedzenia, to po prostu
        nie odpowiadaj.
        • kontik_71 Re: Gdyby to była prawda... 08.06.08, 18:45
          We wlasnym zakrecie mozesz zastosowac metode kija i marchewki. To co
          napisalem powyzej o braku seksu to byla calkiem powazna rada. Mozesz
          tego uzyc albo aby zmusic meza do normalnej jazdy, co raczej sie nie
          uda. Lub do tego aby go zmusic do pojscia do psychologa. Psycholog
          Ci powie jak to leczyc i czy sie w ogole ta
          • Gość: arden Re: Gdyby to była prawda... IP: 80.50.249.* 09.06.08, 13:51
            > To co
            > napisalem powyzej o braku seksu to byla calkiem powazna rada. Mozesz
            > tego uzyc albo aby zmusic meza do normalnej jazdy

            jak czytam takich "terapeutów" to mnie nosi. zamiast porozmawiać z mężem
            doradzasz jej "prostytucję małżeńską"??? Idź się leczyć.... Albo skocz do
            agencji, skoro kazdy temat kojarzy ci się z brakiem sexu.

            Pod kazdym uzalajacym się postem odpowiedzi w stylu "to impotent i nieudacznik.
            zobacz jacy my jestesmy wspaniali my forumowicze... Jak masz ciężko jak ci
            współczujemy"
            Żenada. Wiekszość z was (celowo mała literą) poza forum nie istnieje...

            Wracając do tematu gdzieś w stanach okreslili to mianem Road Beast Syndrom.
            Normalne zjawisko. Bardzo powszechne w duzych zatłoczonych aglomeracjach.
            Rada? kiedy następnym razem wysiądzie z auta by wyegzekwować swoje prawa -
            przesiądź się do taksówki. po prostu spokojnie bez nerwów. Pomoze chłodny
            kubeł. Jeśli nie poradnia psychologiczna.
            • soyokaze Re: Gdyby to była prawda... 09.06.08, 16:59
              Jesteś podobny do jej męża, tylko że masz Forum Beast Syndrom. dajesz rady, za
              które opieprzasz innych. ty, o który zaiste istniejesz poza forum, musisz tu
              wracać, by sobie to uświadamiać.
              Krzyż ci na drogę.
        • mejson.e Re: Gdyby to była prawda... 09.06.08, 23:15
          rece_do_gory napisała:

          > Dlaeczgo zarzucasz mi kłamstwo?
          (...)
          > Problem jest, istnieje, a ja jestem żywą kobietą, która
          > się z tym problemem zmaga, a nie trollem wymyślającym sztuczne
          > problemy.
          (...)
          >mejson.e - jeśli nie masz nic do powiedzenia, to po prostu
          > nie odpowiadaj.

          Jeśli posunąłem się za daleko w moich sherlockowskich zagraniach, to proszę o wybaczenie.

          Wydaje mi się po prostu niewiarygodne, że w małżeństwie nie można w prosty sposób takiego problemu rozwiązać i szukać porady rodzinnej na forum samochodowym...

          Może za długo jestem w małżeństwie, bo takie zachowanie na dłuższą metę jest dla mnie nie do wyobrażenia.

          Wiem doskonale, że na drodze niektórzy głupieją, ale to są wybryki a nie sposób na życie głowy rodziny.

          Dlatego wątpliwości co do autentyczności Twojego problemu i potrzeby porady mam nadal.
          Ale nie zamierzam torpedować wątku, bo nawet jeśli to trollowanie, to całkiem przyjemne i porusza dość istotny dla bezpieczeństwa ruchu drogowego problem...

          Pozdrawiam,
          Mejson
          --
          Automobil
          Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
          • rece_do_gory do mejson.e 10.06.08, 12:16
            zazdroszczę Twojej żonie i gratuluję umiejętności porozumienia. To
            jednak nie wszędzie jest proste i nie każda para sobie radzi z
            takimi sprawami, choć to dla Ciebie niewiarygodne. Zależy od
            temperamentów obojga partnerów i w dużej mierze od chęci wysłuchania
            drugiej strony, liczenia się z uczuciami bliskiej osoby i w końcu
            otwartości na kompromis. Wejdź na dowolne forum związane z
            małżeństwem, życiem we dwoje, wychowywaniem dzieci, fora dla kobiet
            w ciąży, na którekolwiek, gdzie głownie piszą kobiety, to przekonasz
            się, że są znacznie bardziej błahe powody poszukiwania pomocy w
            anonimowym internecie niż ten, który opisałam. Bo co, miałam
            zadzwonić do swojej mamy? Czy może do jego mamy na skargę?
            Poużalałybyśmy się, obgadały go i pożagnałybyśmy się z poczuciem
            bezsilności. Acha i nie wiem, czemu upierasz się, że to trolling.
            Nie wydaje mi się, żebym się ekscytowała podsycaniem
            kontrowersyjnych wypowiedzi, prowokowała rozmówców, obrażała itp.
          • asdfdsasdf Re: Gdyby to była prawda... 10.06.08, 23:14
            ...dziwi mnie fakt powątpiewania w autentyczność problemu. Wiele ludzi ma taki problem. Ja również, choć nie jest on tak mocno wyrażony.
      • tiges_wiz Re: Gdyby to była prawda... 09.06.08, 08:23
        w koncu trafi na lepszego od siebie i dostanie lomot ;)
        • kozak-na-koniu Re: Gdyby to była prawda... 09.06.08, 08:38
          tiges_wiz napisał:

          > w koncu trafi na lepszego od siebie i dostanie lomot ;)

          Właśnie chciałem dopisać coś w tym stylu, ale widzę że już nie
          muszę...
          Do mejsona: niestety, ale i większych pajaców Ziemia nosi. Raz i
          drugi zdarzyło mi się takiego obejrzeć na własne oczy.
          • magdamajewski Re: Gdyby to była prawda... 11.06.08, 18:58
            kozak-na-koniu napisał:

            > tiges_wiz napisał:
            >
            > > w koncu trafi na lepszego od siebie i dostanie lomot ;)
            >
            > Właśnie chciałem dopisać coś w tym stylu, ale widzę że już nie
            > muszę...
            > Do mejsona: niestety, ale i większych pajaców Ziemia nosi. Raz i
            > drugi zdarzyło mi się takiego obejrzeć na własne oczy.

            moj szwagier tak wlasnie sie doigral.
            nie przepuscil kogos do tego cos tam jeszcze przez uchylone ono
            powiedzial i myslal ze to wszystko. Jak na czerwonym swietle stanal
            to podszedl do niego pan, grzecznie zapukal w okno jak ten je
            opuscil to po porostu dostal piescia w nos. I to tak porzadnie ze
            podobno z siedzenia zjechal. Pan grzecznie odwrocil sie na piecie
            wsiadl do samochodu i jak sie swiatlo zmienilo to odjechal. Szwagier
            dopiero po kilku minutach doszedl do siebie - relacja bratowej.

            ps. podobno sie zmienil po tym na lepsze.
    • inguszetia_2006 Re: Czy można wyleczyć chorobliwą drogową agresję 09.06.08, 00:12
      Witam,
      Mój pierwszy mąż był takim typem. Już mężem nie jest tzn. moim. Jako
      dwukrotna rozwódka mogę dać Ci tylko radę następującą; walizki za
      drzwi i kopa na drogę.
      Pzdr.
      Inguszetia
      • Gość: KIEROWCA Re: Czy można wyleczyć chorobliwą drogową agresję IP: 83.2.112.* 09.06.08, 18:32
        pewnie za dużo się mondrowałaś jadąc z nim autem.
        • inguszetia_2006 Re: Czy można wyleczyć chorobliwą drogową agresję 09.06.08, 21:02
          Gość portalu: KIEROWCA napisał(a):

          > pewnie za dużo się mondrowałaś jadąc z nim autem.
          Witam,
          Mogę "mondrować się" ile mi się podoba, bo gwarantuje mi to
          Konstytucja RP i nikomu nic do tego. Mężów też mogę zmieniać jak
          rękawiczki, bo to moja sprawa.
          Inguszetia
          • kozak-na-koniu Re: Czy można wyleczyć chorobliwą drogową agresję 10.06.08, 08:17
            Hehe, recying (po dawnemu "odzysk") ostatnio jest w modzie... I nie
            zapomnij o segregowaniu.:-P
            • kozak-na-koniu Re: Czy można wyleczyć chorobliwą drogową agresję 10.06.08, 08:20
              Miało być "recykling".
    • iberia.pl jesli to nie jest prowokacja to z takim 09.06.08, 09:12
      idiota nigdy w zyciu nie wsiadlabym do auta....koniec, kropka.
    • tbernard Wszyscy mylą odrobine pojęcia. 09.06.08, 09:16
      Może takie zachowania jakie autorka opisała nie są chwalebne ale ...
      Nie można mylić brak uprzejmości z chamstwem. Jak ktoś chce może nie wpuszczać
      gdy przepisy tego nie nakazują. Za to ktoś kto uprzejmość usiłuje WYMUSIĆ, ten
      dopiero jest PRAWDZIWYM CHAMEM. Z tego co tu było napisane wynika, że mąż co
      najwyżej uprzejmości nie udziela (ma do tego prawo) i dopiero agresję wyzwala w
      nim (chodzi o pyskówki i szarpaniny) ktoś kto pierwszy w stosunku do niego w
      sposób chamski się zachowa. Podejrzewam, że gdyby poziom tego prawdziwego
      chamstwa zmalał, to mąż stałby się uprzejmiejszy dla współużytkowników dróg.
      Oczywiście nie popieram rękoczynów jeśli można ich uniknąć ale myślę, że powinno
      się mimo wszystko w pierwszej kolejności potępiać tego co zaczął.
      • ewosia Re: Wszyscy mylą odrobine pojęcia. 09.06.08, 09:22
        Jak wyżej napisano - trafi na silniejszego. Znajomy taki był, dopóki
        nie trafił na gościa, co nie wyglądał, a przy żonie i dzieciach
        podciął mu nogi, rzucił jak żuczka na plecy i powiedział, że szkoda
        dzieciaków i więcej mu nic nie zrobi. Przeszło jak ręką odjął.
        • tbernard Re: Wszyscy mylą odrobine pojęcia. 09.06.08, 10:11
          Każdy może trafić na bandytę. Niezależnie od kontekstu drogowego. Takie już ryzyko.
      • rece_do_gory Wczorajsza sytuacja 09.06.08, 10:22
        tbernard, Twoja definicja jest najbliższa tego, co się dzieje. Ja
        może opiszę wczorajszą sytuację. Droga dwupasmowa, stoimy na prawym
        pasie do jazdy na wprost, po naszej prawej stronie na pasie
        przeznaczonym tylko do skrętu w prawo ustawił się cwaniak - jakiś
        młody łysol, z takich co: "rumianej jego twarzy myśl żadna nie
        zaszczyca". Za skrzyżowaniem jest pas dla włączających się z drogi
        podporządkowanej. Oboje często jeździmy tą trasą i wiemy, że
        cwaniaki przejeżdżają z pasa do skrętu przez skrzyżowanie i wpychają
        się przed wszystkich, więc to było do przewidzenia. Gość zapiszczał,
        ruszył i zamierzał wykonać manewr, ale oczywiście, małżonek -
        znany "pouczacz", też zapiszczał oponami ruszając i nie chciał
        faceta wpuścić, ale tamten nie odpuszczał i po chamsku usiłował
        wjechać na nasz pas, mimo że na nim byliśmy. Mój mąż zaczął na niego
        trąbić, tamten zjechał w końcu za nami, następnie nas wyprzedził i
        zahamował przed maską. Potem nastąpiła seria hamowań, zatrzymań i
        ruszania z piskiem opon, już nie wiem, kto tu kogo ścigał, bo się
        zdenerwowałam i się normalnie bałam, w każdym razie tamci zatrzymali
        się za nami na światłach, obaj idioci wyskoczyli z samochodów i
        zaczęli się szarpać, facet nam skopał samochód i wyrwał tylną
        wycieraczkę. No i to tyle atrakcji. Później, jak o tym
        rozmawialiśmy, to mąż mi mówił: "a ty byś go oczywiście wpuściła!"
        No tak, ja bym go wpuściła, złamał przepisy, chciał się wepchnąć,
        ale niech jedzie, idiota. Ale małżonek - drugi idiota - reaguje w
        takich momentach, jakby ktoś robił zamach na jego życie. I to są
        tego typu sytuacje. 10 sekund rzutu adrenaliny, a efekt żaden. Ja
        miałam cały dzień zepsuty, pokłóciliśmy się i nie odzywałam się do
        niego do końca dnia. Niemniej jednak chciałabym uniknąć jakoś tego,
        że ktoś temu kretynowi zrobi krzywdę, osioł, bo osioł, ale mój mąż.
        No więc niektóre komentarze, że trafi na silniejszego, jakoś mnie
        nie pocieszają, ani nie rozwiązują problemu, bo wolałabym to
        rozwiązać drogą pokojową, terapia, perswazja czy coś.
        • Gość: na zimno To proste jest. IP: *.dip0.t-ipconnect.de 09.06.08, 10:51
          Mlody lysol to tylko to samo, co kibol, tyle, ze za kierownica.

          Przypadek lysola nie nadaje sie do zadnej terapii, poza taka, ktora
          spowoduje, ze trafi on na lysola wiekszego, silniejszego,
          brutalniejszego, ktory mu pokaze, gdzie jest jego miejsce
          w hierarchii lysoli. I tylko taka terapia jest skuteczna.

          Jezeli Twoj malzonek nie jest taki jak ten wiekszy lysol, to
          powinien:

          -albo sobie kupic Smith-Wesson

          www.mauricedrummen.nl/nieuwe_revolvers_dz_de.htm
          -albo jezdzic tramwajem.

          Innego wyjscia nie ma.
          • rece_do_gory Re: To proste jest. 09.06.08, 10:56
            aleś mnie pocieszył
            • st1545 Re: To proste jest. 09.06.08, 11:56
              rece_do_gory napisała:
              > aleś mnie pocieszył

              To w mieście było, tak?
              To następnym razem, jak mąż do "idioty" wysiądzie, też wysiądź. Zabierz dziecko
              i idź na autobus. Potem porozmawiajcie w domu.

              Niech jeździ jak chce (znam takich, co też nie wpuszczają i żyją .. niektórzy
              posuwają się nawet do tego, że jak dresiarz już odpuszcza i chce wjechać _za_
              ich samochód, to zwalniają), ale niech nie wysiada - bo to jest działanie na
              szkodę rodziny (ryzyko utraty zdrowia i źródła utrzymania).

              pozdrawiam, tomek
            • Gość: auora Re: To proste jest. IP: *.softdesk.com.pl 09.06.08, 14:37
              kurcze, jak przeczytałam opis tego "wczorajszego zdarzenia" to az się zagotowałam - w sumie to Twój mąż powinien zgłosić napaść na policji i nie odpuścić gnojom (bez względu na to kim by nie byli i w jaki sposób by nie grozili)

              normalnie nóż się w kieszeni otwiera

              i w pełni rozumiem w tym przypadku Twojego męża - sama bym gnojów nie wpuściła, ale co jeszcze - chętnie pozwoliłabym sobie wjechać w bagażnik przez takich dupków
              • rece_do_gory Re: To proste jest. 09.06.08, 15:22
                zgłosił, zgłosił, napisałam to wczoraj w pierwszym poście. On jest
                pieniaczem konsekwentnym.
                • zigzaur Re: To proste jest. 09.06.08, 19:36
                  Twój mąż był w prawie. Ten dresiarz to bandyta, który ze względu na stan
                  psychiki nigdy nie zdałby egzaminu na zawodowe prawo jazdy.

                  Czy twój mąż umiejętnie broni swych praw, to inna sprawa.

                  Tak zwani pieniacze to ludzie prowadzący bzdurne procesy CYWILNE (np. Goebbels
                  obrażony na Urbana za Bendera stanu wojennego czy jakoś tak). Twój mąż po prostu
                  zgłosił policji przestępstwo.

                  A teraz jeszcze wyobraź sobie sytuację, gdy odchodzisz od męża uwikłanego w
                  starcie z dresiarzem i chcesz iść na przystanek. A tutaj nagle TY stajesz się
                  obiektem ataku kolesi dresiarza.

                  Poza tym, to twój mąż. Stój po jego stronie, nawet jeśli nie ma on racji. A w
                  tym wypadku miał.
                  • Gość: szmatan Re: To proste jest. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.06.08, 20:29
                    prawda, ale takie życie w stresie to horror.
                    myślę że atak dresów nie zdarza się co dzień, więc jeżeli pasażerowie
                    zatrzymanego auta nie mają przewagi liczebnej, to możesz stosować metodę z
                    wysiadaniem
          • Gość: alesieczka [...] IP: *.chello.pl 09.06.08, 13:36
            Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
            • Gość: na zimno Powaznie to potraktowalas? Ojej.... IP: *.dip0.t-ipconnect.de 09.06.08, 13:53
              Biedne dziecko. A tak przy okazji, masz lepszy pomysl?
        • Gość: TG Re: Wczorajsza sytuacja IP: *.cable-modem.tkk.net.pl 09.06.08, 17:59
          Heh, ja też tak miewam, nawet często. Cóż dziewczyny, jak Was ktoś napadnie to
          chcecie, żeby wasz mężczyzna zarobił na swoja męską miskę zupy - w mordę dać,
          opieprzyć...
          Ale że wasi rycerze działają z logiką zgoła dwuwartościową (albo-albo) to już do
          was nie dociera?
          Dziewczęta moje drogie: albo macie przy boku warczącego wilka, co to do gardła
          skoczy (zawsze) albo pantoflarza. No owszem, marzy wam się ideał, który zawsze
          wszystko robi dobrze i we właściwym momencie, ale taki to wasz facet będzie na
          starość może, jak nabierze rozumu właściwego wiekowi ;-)
          A tak, to pamiętajcie o tym, co napisałem o logice nas, mężczyzn: albo jesteśmy
          milutcy i sie hamujemy (zawsze) albo nam odbija palma i zagryzamy przeciwnika,
          tertium non datur jak mawiali starożytni ;-)
        • Gość: krm Re: Wczorajsza sytuacja IP: *.toya.net.pl 09.06.08, 22:06
          wiesz co ty jesteś zbyt nerwowa, zapisz się kobieto na kurs prawa jazdy i sama
          spróbuj jazdy na drodze
          w sytuacji opisanej na drodze, na twoim miejscu zamiast krzyczeć na męża, bo
          pewnie tak to się skończyło złapałbym za komórkę i wezwał policję, pomogłaś mu w
          jakiś sposób czy tylko go potem opieprzałaś? jak było?
          czy twój maż jest furiatem, który atakuje staruszków jadących za wolno, czy
          reaguje tylko agresją na agresję?

          spróbuj jazdy sama i zobacz jak to fajnie gdy ktoś zmienia pas w i wjeżdża ci
          tuż przed maskę bez kierunkowskazu
          • rece_do_gory Re: Wczorajsza sytuacja 09.06.08, 22:40
            zanim odpowiesz, najpierw przeczytaj ze zrozumieniem.
        • Gość: svierkov Re: Wczorajsza sytuacja IP: *.aster.pl 10.06.08, 07:44
          Jemu potrzebna jest psychoterapia. Pewnie siedzą w nim jakieś
          ukryte konflikty, problemy z ktorych nie zdaje sobie sprawy.
          Zgłębienie ich pomoże mu znaleźć właściwy dystans, lepiej zrozumieć
          dlaczego w takich (i innych sytuacjach) nie potrafi nad soba
          zapanaować i zachowuje się tak a nie inaczej. fakt, że tłumaczy się
          z takiego zachowania (rzekome udzielanie lekcji innym) to tylko
          mechanizm obronny ( chroniący jego ego przed konfrontacją z
          prawdziwymi przyczynami agresji). Napisz na svierkov@gazeta.pl skąd
          jesteś wyślę ci jakies namiary czy linki. Obawiam się jednak, że
          będziesz się musiała sporo napracować, żeby zmotywować go do
          terapii. Powodzenia, rozumiem jakie to może byc kłopotliwe.
        • Gość: ten_kapuczino Klasyczne w obronie kobiety :) IP: *.sgh.waw.pl 10.06.08, 11:28
          pl.youtube.com/watch?v=9-35NqkdfL8
          bardzo mi się skojarzylo z powyzszym filmikiem :)
    • simr1979 Czy można wyleczyć lewopasowe blondynki ? n/t 09.06.08, 12:00
      • iberia.pl Czy można wyleczyć lewopasowych blondynow ? n/t 09.06.08, 14:03

    • Gość: a Re: Czy można wyleczyć chorobliwą drogową agresję IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.06.08, 12:54
      Mój misiek, kanapowy kartofel, wielbiciel Animal Planet i lodów
      familijnych, kiedy siada za kierownicę wszystko sobie rekompensuje.
      Chociaż właściwie powinnam napisać "rekompensował", bo sprawę udało
      się jakoś załagodzić. Wcześniej były szarpaniny, wyskakiwanie z
      samochodu i walenie w dach adwersaża, trąbienie, pouczanie, czerwone
      białka, żyły na czole, bezgłośne faki przez szyby itd. Nasz sprzęt
      do jeżdżenia wielokrotnie był drapany i obcierany po tym,
      jak "przeciwnik" nie sprawdził się w bezpośredniej konfrontacji
      fizycznej.

      Co zrobiłam ja?
      Prawo jazdy. W ten sposób nie dość, że nabywasz wiedzę praktyczną,
      to jeszcze zyskujesz niezależność. Nie musisz być wożona przez
      szofera, który Ci nie odpowiada. Następnie spokojnie użytkuj
      samochód samodzielnie, wprawiaj się, zapisz się na kurs doskonalenia
      jazdy, śledź programy motoryzacyjne.

      Poza tym jest szereg działań wychowawczo-szantażowych. Po każdym
      jego tego typu zachowaniu chwytasz za klamkę i wysiadasz (tu
      pamiętaj, żeby zawsze miec przy sobie klucze, dokumenty i pieniądze,
      bo mąż zostawiony na środku skrzyżowania nie zawsze jest gotów
      podjąć pościg i prosić Cię, żebyś wróciła).
      Kiedy widzisz, że mąż się rozkręca, zaczynasz go punktować: "nie
      można zarzucac komuś chamstwa samemu będąc chamem", "a ty to lepiej
      się zachowujesz? a pamiętasz wtedy ...?" Wtedy chłop dostaje furii i
      wyjścia z sytuacji są trzy: a)wysiadasz sama; b)on cię wysadza; c)
      milknie i usiłuje ci udowodnić, że jeździ jak trusia 49km/h,
      ostentacyjnie, przesadnie i zbytecznie przepuszcza wszystko co
      jedzie, chodzi, lata, płynie, pełznie bądź sunie. Sam oczywiście
      uważa, że jedzie wtedy jak fajfus i to ty jesteś winna, że on jedzie
      jak fajfus. Po kwadransie możesz oznajmić słodko: Kochanie, jedziesz
      jak fajfus. A następnie: a)wysiadasz sama; b)on cię wysadza
      (przypominam o kluczach i dokumentach).

      Po paru akcjach tego typu sytuacja jest tak nabrzmiała, że oboje
      dostajecie drgawek na samą myśl o wspólnej jeździe samochodem.
      Wtedy albo on przestanie dążyć do konfrontacji ze wszystkimi
      użytkownikami dróg i z Tobą, bo nie będzie chciał zadrażnień, albo
      przestaniecie razem jeździć.
      • Gość: na zimno Tez sobie kup Smith-Wesson´a IP: *.dip0.t-ipconnect.de 09.06.08, 13:02
        Tym razem na miska.
        • Gość: a Re: Tez sobie kup Smith-Wesson´a IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.06.08, 13:12
          Misiek jest już z chamstwa uleczon.
          • buraque Re: Tez sobie kup Smith-Wesson´a 09.06.08, 15:12
            Gość portalu: a napisał(a):

            > Misiek jest już z chamstwa uleczon.

            rano kobieto, jesteś wiekszym potworem niż twój misiek...

            • Gość: a Re: Tez sobie kup Smith-Wesson´a IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.06.08, 17:52
              Misiek nie jest potworem. Jest zrównoważonym, spokojnym, pogodnym
              facetem. Zawsze taki był, tylko kiedyś odwalało mu w samochodzie.
              Przestało mu odwalać, kiedy udowodniłam mu, że psychopatyczne
              zachowania są przykre. Ja też nie jestem potworem. Jestem jedynie
              krewka.
              Przykład miśka pokazuje, że niektórzy ludzie tak zachowują się za
              kółkiem, bo wydaje im się, że tak należy. Napatrzyli się na to i
              akceptują tę sado-maso grę uliczną. Teraz misiek delektuje się
              byciem kulturalnym i sprawia mu przyjemność, że już żaden ping-pong
              mu na szyi nie musi wyskakiwać.
      • rece_do_gory No to gratuluję 09.06.08, 13:44
        zrobiłam prawo jazdy, zanim go poznałam i mam za sobą jakieś 300 tys
        przejechanych kilometrów (zapewnie mniej niż statystyczny
        przedstawiciel handlowy, ale też i więcej niż statystyczna gospodyni
        domowa). Mojemu mężowi zawdzięczam zwrócenie uwagi na parę
        moich "babskich" zachowań za kierownicą (np. całkowicie
        niezrozumiałe trzymanie nogi na hamulcu przy zmianie biegu albo
        hamowanie po zjechaniu na prawy pas w celu przepuszczenia szybszego
        pojazdu - zjeżdżałam i but. Po co? Nie umiem odpowiedzieć do tej
        pory). No ale to dygresja. Każde z nas ma swój samochód (mieszkamy
        daleko od cywilizacji), więc nie potrzebuję szofera, niemniej jednak
        sa sytuacje, w których jeździmy razem. Poza tym, ja się boję o jego
        bezpieczeństwo, a nie tylko o własne. Podsumowując dyskusję, żeby
        nie rozwijać niepotrzebnie tego wątku - jak zrozumiałam
        specjalizacja tego typu w terapii nie jest nikomu z Was znana. Czyli
        pozostaje mi łagodna perswazja albo kłótnie. Albo szukanie
        psychologa. Pozdrawiam wszystkich
        • rece_do_gory Acha, gratulowałam uleczenia Miśka n/t 09.06.08, 13:46
          • Gość: a Re: Acha, gratulowałam uleczenia Miśka n/t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.06.08, 13:57
            To jasne, że się o niego boisz. O takiej terapii nie słyszałam, bo
            też nie interesowałam się tematem. Obawiam się jednak, że dopóki on
            swoim zachowaniem naprawdę nie napyta sobie biedy, to nie pojmie, w
            czym problem.
            Musisz też dbać o to, by dziecko nie obserwowało wybuchów
            tatusiowego temperamentu, żeby nie kopiowało jego zachowań za te
            kilkanaście lat, kiedy zacznie się wdrażać do jeżdżenia samochodem.
            Może jeśli zabronisz mężowi wożenia dziecka i sensownie i obszernie
            to uargumentujesz, to też coś da?
        • misiu-1 Re: No to gratuluję 09.06.08, 14:26
          rece_do_gory napisała:

          > Poza tym, ja się boję o jego bezpieczeństwo, a nie tylko o własne.

          Spróbuj dostrzec w tym dobre strony. Jak zaatakuje Cię kiedyś agresywny typ, to
          chyba będziesz wolała, żeby Twój mąż stanął czynnie w twojej obronie i nie
          odpuszczał, niż szukał najbliższego policjanta? Agresja u mężczyzny jest cechą
          ewolucyjną i służy obronie rodziny. Nie wymaga leczenia, tylko kontroli.
          • rece_do_gory no właśnie - kontrola 09.06.08, 14:35
            O, to, to właśnie!!! Chciałabym, żeby ją zaczął kontrolować. Czym
            innym jest stawanie w obronie zdrowia i życia, a czym innym robienie
            z igły wideł.
          • Gość: svierkov Re: No to gratuluję IP: *.aster.pl 10.06.08, 20:57
            Agresja być może jest cechą ewolucyjna ale można ją leczyć. tzn
            nauczyć się ja kontrolować. Polecam:)
            • rece_do_gory svierkov, rano wysłałam do Ciebie mail n/t 10.06.08, 21:58
        • Gość: kk Re: No to gratuluję IP: *.171.90.4.crowley.pl 09.06.08, 14:33
          Mojemu mężowi zawdzięczam zwrócenie uwagi na parę
          > moich "babskich" zachowań za kierownicą (np. całkowicie
          > niezrozumiałe trzymanie nogi na hamulcu przy zmianie biegu albo
          > hamowanie po zjechaniu na prawy pas w celu przepuszczenia
          szybszego
          > pojazdu - zjeżdżałam i but. Po co? Nie umiem odpowiedzieć do tej
          > pory).


          ale dlaczego mówisz o tych zachowaniach 'baskie", a nie głupie,
          bezsensowne, niepotrzebne itd.? jestem babą, tego typu głupich
          zachowań nie miałam, więc bądź tak miła nie uogólniać.

          słowo "babskie" w tych okolicznościach świadczy po prostu, że chcąc
          nie chcąc przejęłaś samczy sposób patrzenia na świat (przynajmniej
          na jezdni) swojego męża...
          • rece_do_gory Re: No to gratuluję 09.06.08, 14:48
            ujęłam to w cudzysłów, zauważyłaś? Cudzysłów oznaczał w tym wypadku
            tyle, że zgodnie z utartymi schematami, których autorami są faceci
            pokroju mojego męża, zachowania głupie, bezsensowne, niepotrzebne za
            kierownicą przypisuje się częściej kobietom, nie napisałam, że się z
            tym zgadzam. Przyjmuję, że istnieje mnóstwo kobiet, które świetnie
            prowadzą samochody i Ty z pewnością do nich należysz, Wszystkie
            Prowadzące Świetnie Kobiety bardzo przepraszam za uogólnienie i
            błagam, nie rozwijajmy dyskusji w tym kierunku.
            • Gość: kk Re: No to gratuluję IP: *.chello.pl 09.06.08, 20:19
              > ujęłam to w cudzysłów, zauważyłaś?
              zauważyłam. nie zmienia to faktu, że - z cudzysłowem czy bez - godzisz się na
              takie określanie głupoty na jezdni. ja nie - choć z pewnością także jako
              kierowca popełniam błędy.
              EOT
              • tepicpo Re: No to gratuluję 09.06.08, 22:53
                Jeszcze nie widziałem kobiety, która potrafiłaby prowadzić samochód. To nie na
                wasz rozum.
                • madissa Re: No to gratuluję 10.06.08, 01:09
                  niewidomy jesteś? serdecznie współczuję
        • Gość: GoLan Re: No to gratuluję IP: *.toya.net.pl 10.06.08, 23:52
          Ultimatum w stylu: "podczas wspólnych jazd prowadzę ja albo nie jedziemy razem" powinno chyba być dość skuteczne.
    • Gość: are Re: Czy można wyleczyć chorobliwą drogową agresję IP: 83.238.201.* 09.06.08, 14:17
      Takie pytanie, czy takim samym chamem jest poza drogą?? Zazwyczaj poziom
      chamstwa normalnie przenosi się na drogę. Zwiedziłem wiele krajów i wiem jaka
      różnica poziomów jest. Bułgaria-bez klaksonu nie wyjeżdżaj nawet na ulicę, dziki
      naród i dzicy kierowcy, Chorwacja- trochę lepiej niż w Bułgarii, ale na
      ruchwliwej drodze pieszy nie przejdzie, czekałem 5min aż ktoś ustąpi..był to
      Niemiec, Austria- pełna kulturka, kierowcy trzymają się prawej strony, bez popisów.
    • Gość: doświadczony [...] IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.06.08, 15:15
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • Gość: doświadczony [...] IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.06.08, 15:22
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • rece_do_gory Re: nie przejmuj się 09.06.08, 15:31
        Dziękuję uprzejmie za dziesiątą poradę tego typu, z tym, że
        zdecydowanie najbardziej pocieszającą i wnoszącą wiele do dyskusji.
        W chrześcijańskim miłosierdziu powstrzymam się od komentarza, cóż,
        liczyłam się z raczeniem mnie takimi wypowiedziami, w końcu to tylko
        forum internetowe.
        • easy100 Re: nie przejmuj się 09.06.08, 15:46
          U mnie TO SAMO! Nie mam dla Ciebie rady... Poniewaz arogancja i
          agresja przeniosły sie na inne sfery życia, to jesteśmy w
          separacji... Niczego nie da sobie powiedzieć :(
        • romulus_remulus Re: nie przejmuj się 10.06.08, 12:52
          widzisz, trzeba go oduczyć tego typu zachowań, możesz to zrobić ty albo ktoś inny :)

          IMHO, najlepszy sposób - wysiadasz z samochodu po każdej takiej sytuacji, tylko musisz być konsekwentna, wysiadasz a później w domu (w zależności od temperamentu) "cichy dzień" albo awanturka, no i może jeszcze brak fiku miku :)

          a jak to nie podziała ... no cóż, gdy nie zadziała siła twoich argumentów ktoś w końcu użyje argumentu swojej siły :)

          innymi słowy trafi w końcu cwaniaczek na cwaniaczka większego od siebie, ten się dobrze przyłoży i solidnie wyklepie mu facjatkę i powiem szczerze to powinno wystarczyć (sorry ale nikt nie lubi takich super prawidłowych pouczaczy na drodze)

          sama musisz wybrać którą opcję preferujesz.
          • tbernard Re: nie przejmuj się 10.06.08, 14:31
            > innymi słowy trafi w końcu cwaniaczek na cwaniaczka większego od siebie,

            Jak rozumiem, gdy ktoś Ciebie napadnie i z pięści przywali w twarz, to będziesz
            też z automatu bandytą biorącym udział w bójce? No bo kto by się interesował kto
            kogo napadł a kto się broni, dla postronnych wygląda, że się bijecie oboje.

            > wystarczyć (sorry ale nikt nie lubi takich super prawidłowych pouczaczy na drod
            > ze)
            W szczególności wyjątkowo nie lubią tego chamscy cwaniacy dla których dyshonorem
            jest podporządkować się obowiązującym regułom. A bandyci to wręcz tego nienawidzą.
            • Gość: romulus_remulus Re: nie przejmuj się IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.06.08, 15:25
              > Jak rozumiem, gdy ktoś Ciebie napadnie i z pięści przywali w twarz, to będziesz
              > też z automatu bandytą biorącym udział w bójce? No bo kto by się interesował kt
              > o
              > kogo napadł a kto się broni, dla postronnych wygląda, że się bijecie oboje.

              z tego co rece_do_gory pisała to jej mąż również zachowywał się agresywnie i
              chamsko, wysiadał z samochodu i ogólnie prowokował (cwaniakował), a ten drugi
              najpierw po chamsku się wpychał (cwaniakował) a później dał sprowokować.
              Ja nie mam w zwyczaju w ten sposób zachowywać się na drodze więc takiego
              problemu nie powinienem mieć.

              > > wystarczyć (sorry ale nikt nie lubi takich super prawidłowych pouczaczy n
              > a drod
              > > ze)
              > W szczególności wyjątkowo nie lubią tego chamscy cwaniacy dla których dyshonore
              > m
              > jest podporządkować się obowiązującym regułom. A bandyci to wręcz tego nienawid
              > zą.

              oj musiało zaboleć :)))) uderz w stół ...
              • tbernard Re: nie przejmuj się 10.06.08, 23:37
                > oj musiało zaboleć :)))) uderz w stół ...
                to po co uderzać w stół jak boli? ;)
    • Gość: lewaprawa Kup mu lepszy samochód IP: 87.205.145.* 09.06.08, 17:05
      Twój facet jest sfrustrowany, bo ma rozbudowane ego a musi jeździć jakimś
      trupem. Kup mu lepszy samochód, czyli z lepszym silnikiem (moc od dwustu koni
      wzwyż).
      Ja, odkąd namówiłam męża na lepszy samochód mam święty spokój. Mąż przestał
      przeklinać, jeździ odprężony. Ściga się, jak kiedyś, ale teraz zawsze wygrywa.
      Pieniacze zostają daleko w tyle, czują pokorę. Wystarczy, jak to mówi "wykonać
      pozbawiające złudzeń odejście" i sobie odpuszczają. Odkąd mamy ten samochód nie
      zdarzyła się żadna taka historia, nikt nie zajeżdżał nam drogi, nie hamował
      przed nami, nie próbował zabić, nie dają rady teraz, robaczki...
      • rece_do_gory Re: Kup mu lepszy samochód 09.06.08, 17:31
        ha, ha, bardzo zabawne. Jasne, jeździ trupem i jest samobójcą.
      • user0123 Re: Kup mu lepszy samochód 09.06.08, 17:32
        a to ciekawe ... czyli tylko wasz samochód ma ponad 200 KM hmmmm
        • Gość: lewaprawa Re: Kup mu lepszy samochód IP: 87.205.145.* 09.06.08, 17:51
          Nie wiem o co chodzi, ale tych co dają mu radę to raz, że jest naprawdę mało, a
          dwa że ich kierowcy są bardzo opanowani i skoncentrowani, a ewentualny wyścig
          nie przypomina rywalizacji dwóch wściekłych psów, tylko krótki sparring panów na
          poziomie. Coś jakby się umówili na squasha. Kończy się często pozdrowieniami,
          miłą rozmową o silnikach na następnych światłach. Widocznie jest spory odsiew i
          mniej opanowani kierowcy tych maszyn, o mniejszej wyobraźni i niższym poziomie
          mentalnym szybko odchodzą wraz z nimi do krainy wiecznej spokojności.
      • rece_do_gory wóz opancerzony!!! 09.06.08, 17:41
        O, to jest rozwiązanie! Dziękuję Ci lewaprawa. Kupimy sobie Mały
        Czołg Porucznika Gruebera i wtedy nawet może staranujemy Twojego
        męża w tym cudzie z ponad 200-konnym silnikiem.
        • Gość: a Re: wóz opancerzony!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.06.08, 17:47
          Uuuuuuu, jesteś współagresywna:)
          • rece_do_gory współagresywne zachowania 09.06.08, 17:51
            lata z furiatem drogowym robią swoje:)
          • Gość: GoLan Re: wóz opancerzony!!! IP: *.toya.net.pl 11.06.08, 00:15
            Oo!!! No właśnie, poznajemy drugie oblicze pani rece_do_gory. Podejrzewam, że w opisanych sytuacjach zachodziło coś więcej.
            • rece_do_gory Re: wóz opancerzony!!! - do GoLan 11.06.08, 00:53
              No, oczywiście, prowokowałam go, biednego misia, kopiąc perfidnie w
              siedzenie kierowcy, a łysolowi pokazywałam nad głową dziecka
              obraźliwe gesty i tak ich obu wkurzyłam, że aż obaj wysiedli :)))
        • Gość: lewaprawa Re: wóz opancerzony!!! IP: 87.205.145.* 09.06.08, 18:01
          Nic nie rozumiesz. Nie chodzi o to, żeby wykończyć innych. Mój stary odkąd mamy
          ten samochód naprawdę się odprężył. Często przepuszcza samochody bez większej
          nadziei czekające na włączenie się do ruchu, zatrzymuje się przed przejściami
          dla pieszych, czego innym jadącym 'ile fabryka dała' nie chce się robić, nawet
          blokując ruch za sobą. Mówi potem, że będzie miał kawałek pustego to sobie
          'depnie' - cieszy się jak dziecko, jak mu samochód warczy i wciska nas w
          siedzenie, czego ja akurat zupełnie nie rozumiem i chcę się wtedy schować ze
          wstydu za szybę.
          • Gość: na zimno Cieszy sie jak dziecko? IP: *.dip0.t-ipconnect.de 09.06.08, 18:18
            Zabaweczka-cacanka spisuje sie na medal?
            A wiesz, co on wyprawia jak Cie przy nim nie ma?

            Zupelnie jak Ropuch z Ropuszego Dworu.

            Potem bedzie chcial miec samolocik.
            Kaftaniki sa niedrogie, sprawdz, jaki rozmiar bedzie potrzebny.
            I kolor najlepiej niebrudzacy.


            • Gość: lewaprawa Re: Cieszy sie jak dziecko? IP: 87.205.145.* 09.06.08, 18:32
              och drogie zimno, Ty najwyraźniej dużo nerwów tracisz rozmyślając nad tym co
              mężowie (swoi czy cudzy) robią jak nas przy nich nie ma? Mnie ta choroba na
              szczęście ominęła, zaszczepiona jestem zaufaniem...

              Co do zabaweczek, to tak, on sam to przyznaje, że jest to kolejna jego
              zabaweczka. I rzeczywiście cieszy się jak dziecko. Ale jakże to teraz ważne w
              naszym znerwicowanym społeczeństwie. A samolocik już ma (ze trzy sztuki) i
              helikopterek też (zdalnie sterowane). Nie ma sztucera, mówi że broń go nie
              kręci. Ma mnie, dwójkę dzieci, dom i stałą pracę. Czyli jest typowym psychopatą,
              któremu potrzebny jest kaftan.
              • Gość: na zimno Zaufanie jest dobre w... telefonie zaufania. IP: *.dip0.t-ipconnect.de 09.06.08, 18:54
                Pamietaj, najlepszy jest niebrudzacy kolor.
                Nie bedziesz nic wydawac na te-tam, vanishe i inne takie.
                Samolociki i helikopterki to tylko etap przejsciowy. Sztucerek tez,
                choc jeszcze go nie ma.
                Prawdziwe problemy dopiero przed Toba. Badz dzielna.

                PS
                Zero nerwow, pelny relaks.
                Tez polecam





          • easy100 Re: wóz opancerzony!!! 09.06.08, 18:29
            Mój ma super auto, nowe, 230 koni. Więc to nie o to chodzi. 20 lat
            temu, jak jeżdził maluchem, tez probował byc "lepszy" od innych. Ja
            stawiam na ADHD i kompleksy z dzieciństwa (?). Najgorsze, że NIC do
            niego nie trafia...
      • saxegaard Re: Kup mu lepszy samochód 09.06.08, 23:03
        Hahaha! Od kiedy to samochód co ma więcej niż 200 koni jest gwarantem, że "zawsze się wygrywa"? 200 koni to żaden szpan. Po drogach Polski jeździ teraz pełno trzylitrowych BMW, Audi A6, TT-ek, czy starych Mercedesów, które można kupić za niecałe 40 kawałków.
        Mnie to się właśnie chce śmiać z takich "panów", którzy próbują robić "odejście" takim właśnie samochodem, a potem zbierają z dywanika szczękę, która im opadła ze zdziwienia, że za dupą trzyma się im auto, które z pozoru jest kilka klas gorsze (np Civic, albo Focus).
      • Gość: robus Re: Kup mu lepszy samochód IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.06.08, 08:15
        nie lepszy tylko wiekszy

        ja przesiadlem sie z malego autka na berlingo i mi przeszlo :)
        malo kto wciska sie przed maske, jak jade prosto i trabie to
        wszyscy w to wierza i nikt nie probuje sie wciskac

        na szerokiej drodze wystarczy tylko lekko zahamowac aby
        "mistrz tylnego zderzaka" zwolnil i nie probowal siedziec na ogonie

        moze sprawiam wrazenie, ze to auto sluzbowe i mi nie zalezy?
    • Gość: Enon Re: Czy można wyleczyć chorobliwą drogową agresję IP: *.chello.pl 09.06.08, 18:26
      Rozstań się z nim i to natychmiast.Jest osobą niezrównoważoną ujmując rzecz
      kolokwialnie. Na razie wyładowuje się na kierowcach. Gdy tego będzie za mało
      agresję może skierować ku Tobie i dziecku.
    • Gość: KIEROWCA Re: Czy można wyleczyć chorobliwą drogową agresję IP: 83.2.112.* 09.06.08, 18:29
      Ło, zajebioza, twój mąż stał się moim idolem, trzeba nałuczyć naród właściwej jazdy.
    • kropa8 Re: Czy można wyleczyć chorobliwą drogową agresję 09.06.08, 18:38
      do czasu moja droga trafi kiedys na wiekszego chama od siebie i ten
      mu pokaze gdzie jego miejsce.
      • zigzaur Re: Czy można wyleczyć chorobliwą drogową agresję 09.06.08, 19:19
        W opisywanym zachowaniu męża nie stwierdzono żadnego chamstwa. Raczej
        zdecydowanie i refleks.
      • aha2009 Re: Czy można wyleczyć chorobliwą drogową agresję 12.06.08, 12:55
        cham nie cham. Moze i tak. A moze to po prostu czlowiek, ktory zyje wedlug ogolnie panujacych zasad i oczekuje tego samego od innych. A najlatwiej jest to udowodnic za kierownica, kiedy czujemy sie incognito

        az pewnego dnia dojdzie do wniosku, ze innych nie zmieni
        szczesciarz ma kobiete, ktora go kocha i chce mu pomoc
    • Gość: Marcin pokaż mu ten wątek na forum IP: *.ztpnet.pl 09.06.08, 18:47
      a to do męża: ja jestem jedenastą osobą, która twierdzi, że kiedyś będzie miła
      czołóweczka (pierd... nie brakuje ) :) albo dentysta, albo chirurg, albo koroner :)

      bye, bye
      • Gość: M aha i polecam lekturę IP: *.ztpnet.pl 09.06.08, 18:57
        eric berne "w co graja ludzie"

        nieduza, bardzo madra i do tego ciekawa ksiazka. niecale 200 stron naukowego
        (nie nudzacego, ciekawego) opisu gier, jakie prowadza frajerzy pokroju twojego
        meza. ksiazke mozna zmeczyc w 2-3 godziny, polecam kazdemu.

        Jesli maz mialby byc leczony, to bylaby prawdopodnie podstawa (jesli mowimy o
        leczeniu u psychiatry) tego leczenia.
        • rece_do_gory Re: aha i polecam lekturę 09.06.08, 19:07
          Dzięki, Marcin. Miło wyłowić sensowną wypowiedź.
    • zigzaur Dwie strony medalu 09.06.08, 19:14
      Pseudouprzejme wpuszczanie wyjeżdżających z drogi podporządkowanej sprawia
      przyjemność może jednemu ale za to kłopot dziesiątkom jadącym po drodze głównej.
      W dodatku stanowi zagrożenie bezpieczeństwa ruchu z powodu niespodziewanego
      hamowania.

      W Niemczech wymyślono ZWYCZAJ przejazdu na zasadzie "trzech z głównej jeden z
      podporządkowanej".

      Zajeżdżać drogi nie wolno, to jest wykroczenie. Ja również protestuję, gdy
      głupek zajedzie mi drogę i zaraz potem kopie w hamulec. Skoro ja jadę wolno, to
      wiem, że wkrótce może zajść konieczność hamowania.

      "rece_do_gory", bardzo niedokładnie opisałaś zdarzenie, wskutek którego twój mąż
      będzie zeznawać. Być może to on był w prawie. W każdym razie, jest gotów stawać
      w twojej obronie a to się liczy.

      Na polskich drogach nie brak matołów różnego rodzaju.
      • rece_do_gory Re: Dwie strony medalu 09.06.08, 19:34
        ale on był w prawie! Jechaliśmy swoim pasem na wprost przez
        skrzyżowanie: facet pojechał nieprawidłowo na wprost z pasa
        przeznaczonego wyłącznie do skrętu (znak pionowy + oznaczenie na
        jezdni) i usiłował wymusić na nas włączenie się do ruchu, wjeżdżając
        na nasz pas. Chcąc go wpuścić mąż musiałby hamować. Mój wątek nie
        dotyczył jednak tego, kto tu miał rację, tylko reakcji na to
        zdarzenie. Doniesienie na policji dotyczy naruszenia nietykalności
        osobistej (facet pierwszy uderzył) i uszkodzenia samochodu - wyrwał
        tylną wycieraczkę i skopał zderzak. Powiem tak - ja bym się bała, że
        oszołom uszkodzi mi samochód i wpuściłabym chama na swój pas. Cham
        pojechałby dalej, zniknąłby mi z oczu i już. Ta sytuacja to był
        tylko najświeższy przykład reakcji mojego męża, bo o tym jest ten
        wątek, a nie o wpuszczaniu bądź niewpuszczaniu włączających się do
        ruchu. A mój mąż rzucił się do boju nie w mojej obronie, tylko
        liczył na to, że facet się przestraszy, jak on wysiądzie (bo
        zazwyczaj tak się działo), ale łysol był a) młodszy, b) szybszy c)
        większy i dopadł go pierwszy. I chodzi też o to, że go nie
        powstrzymał fakt, że ja go błagam z płaczem z tylnego siedzenia,
        żeby odpuścił ani (co najważniejsze), że na tymże tylnym siedzeniu w
        foteliku jedzie piętnastomiesięczne dziecko, które właśnie
        zobaczyło, jak tatuś krzyczy i dostaje po buzi.
        • zigzaur Re: Dwie strony medalu 09.06.08, 19:47
          Mimo wszystko uważam, że masz dobrego męża. A za pobicie dresiarz powinien
          zapłacić odszkodowanie wyższe niż wartość jego samochodu. To można ściągać z
          jego konta emerytalnego w OFE. Będzie całe życie tyrał na odszkodowanie a
          emerytury nie dostanie.

          Znam podobny przypadek z Niemiec. Skończyło się tak, że bandycie sąd odebrał
          prawo jazdy uzasadniając to tym, że delikwent swym zachowaniem udowodnił brak
          sprawności psychicznej potrzebnej do uczestnictwa w ruchu drogowym. Sąd odstąpił
          od żądania opinii biegłych uznając, że sam przebieg zdarzenia dostatecznie
          charakteryzuje podsądnego.

          Jeśli chodzi o paragraf, to tutaj zastosowano by niemiecki paragraf o bezprawnym
          wymuszeniu "Kto bezprawnie zmusza inną osobę do działania, zaniechania lub
          znoszenia pod groźbą natychmiastowego wyrządzenia dotkliwej krzywdy..."

          Gdy twój mąż był na zewnątrz, mógł nie słyszeć twojego głosu, jeśli szyby były
          zamknięte.

          Zachęcam cię do przeczytania jeszcze paru innych moich wypowiedzi na ten dość
          bulwersujący temat.
          • wielki_czarownik To nie jest pobicie 11.06.08, 22:53
            To jest bójka. Pobicie to niesprowokowany atak. Jeżeli zaś ktoś sam skacze, szarpie itp. a następnie dostaje w dziób, to jest to w najlepszym wypadku udział w bójce. Nawet ten drugi kierowca nie musi być oskarżony (o ile mąż-furiat go sprowokował).
            • tbernard Re: To nie jest pobicie 12.06.08, 08:10
              No więc najpierw dresiarz zaatakował przy użyciu niebezpiecznego narzędzia -
              samochodu. Przy odrobinie dobrej woli ze strony aparatu sprawiedliwości można to
              potraktować jako usiłowanie zabójstwa.
              • kozak-na-koniu Re: To nie jest pobicie 12.06.08, 08:16
                Aparat sprawiedliwości nie może mieć dobrej woli, bo zaraz by go
                oskarżyli o tendencyjność. Aparat sprawiedliwości powinien być
                bezstronny, bezuczuciowy, drobiazgowy i obiektywny aż do bólu.
        • Gość: jeszcze_jeden Re: Dwie strony medalu IP: *.merinet.pl 09.06.08, 19:49
          dostanie jeszcze raz i przestanie fikać :)

          a poważnie: większość kierowców nienawidzi takich "nauczycieli" na
          drodze. Zgodnie z przepisami, bez żadnych odstępstw to sobie można
          jeździć w Niemczech, Danii, krajach Beneluxu, gdzie infrastruktura
          jest na poziomie i dostosowana do ilości pojazdów i ruchu ulicznego.

          Wytłumacz mężowi że w Polsce kodeks jazdy (z nielicznymi wyjątkami)
          odpowiada polskim realiom lat 70ych, nie uwzględnia ignorancji
          kolejnych rządów na problem zbyt małej ilości kilometrów dróg w
          stosunku do ilości pojazdów, nie uwzględnia wzmożonego ruchu
          tranzytowego, wzmożonego ruchu do i z pracy rano i wieczorem, etc.

          To wszystko powoduje korki. To wszystko wzmaga agresję. (Jak sobie
          pomyślisz ze w Niemczech 300 km pokonujesz w 2 godziny, a u nas
          czasem w 5 godzin)...

          Dlatego ludzie jadą czasem nielegalnie (jednym kołem na poboczu),
          żeby nie ciągnął się za nimi sznur wściekłych kierowców chcących
          jechać szybciej.
          Dlatego w mieście (przynajmiej w Warszawie) ludzie zwykle wpuszczają
          tych co sie chca wcisnąć, bo kiedy indziej oni sami będą się
          śpieszyli i wciskali gdzie sie da.
          Wytłumacz mężowi że po miescie jeździ dużo świeżych kierowców,
          którzy nie zdają sobie czasem nawet sprawy że zrobili jakąś głupotę
          (ale twojemu mężowi też nie płacą za nauczanie ich więc niech sobie
          daruje)
          Jazda zgodnie z przepisami nie zawsze jest najbezpieczniejsza.
          • Gość: nio nio Re: Dwie strony medalu IP: *.chello.pl 09.06.08, 23:19
            Jeszcze_jeden tłumaczysz się jak prawdziwy polski kierowca. Bo drogi, bo
            ciśnienie, bo to, bo tamto. Prawda jest taka, że zawsze to albo bezmyślność
            albo/i chamstwo(czasem brak umiejętności=wypadki śmiertelne). Żadna "filozofia"
            tego nie ubarwi.
          • Gość: olik Re: Dwie strony medalu IP: *.subscribers.sferia.net 10.06.08, 20:54
            No i tu się zdenerwowałam, bo korki są tak naprawdę bardzo często
            przez tych, którzy się wciskają i w związku z tym zwalniają ruch na
            prawidłowym pasie!!! Regularnie na przykład skręcam w Warszawie w
            lewo z Grójeckiej w Bitwy Warszawskiej, i za każdym razem, kiedy
            ktoś się wciśnie do skrętu w lewo z pasa do jazdy prosto, z
            właściwego pasa przejeżdża o jeden samochód mniej. Nie trafiłby CIę
            szlag?
            Sama też nie wpuszczam cwaniaczków, koniec. Mam służbowy, nie zależy
            mi. Natomiast zatrzymuję się przed przejściem dla pieszych,
            grzecznie przyhamowuję jak ktoś włącza kierunkowskaz i chciałby
            wjechać na mój pas, przepuszczam też takich, co normalnie nie
            mieliby szans wyjechać z podporządkowanej (starając się pilnować
            tych, co za mną). A chamstwa i cwaniakowania nienawidzę i pewnie w
            takiej sytuacji postąpiłabym podobnie jak twój mąż, z tą różnicą, że
            zamiast wysiąść z samochodu i dostać w gębę od razu wykręciłabym
            numer na policję.
            Czy agresję można leczyć? Tak, są wyspecjalizowane gabinety
            psychologiczne. Ale co do polecenia dobrego psychologa, to nie jest
            takie proste - do każdego trafia co innego i raczej powinnaś
            spróbować metodą prób i błędów. To, ze mnie pomogła jedna pani
            psycholog przy wypaleniu zawodowym, nie znaczy, ze pomoze i Twojemu
            mezowi, bo moze po prostu mu "nie podejść".
            Powodzenia w szukaniu.
        • Gość: GL Re: Dwie strony medalu IP: *.toya.net.pl 11.06.08, 01:00
          no właśnie. O ile dobrze przeczytałem poprzedni opis wydarzeń, to Twój mąż był w prawie tylko do momentu kiedy nie wpuścił łysola przed siebie. Później zdaje się, że było kilka wymian w postaci wyprzedzenia i nagłego hamowania przed maską. Tak więc po pierwszym takim wyczynie ze strony małżonka, przestał on być już w prawie. Facet jest niebezpieczny. Rozumiem jednak i Ciebie i Twojego męża. Sam mam problem z podobnymi zachowaniami u siebie. Jednak nigdy, jak dotąd przynajmniej, nie przekroczyłem pewnej granicy. Mianowicie nie wyprzedziłem adwersarza po to by mu gwałtownie hamować przed maską, nie mówiąc już o gorszych zachowaniach. Opiszę Ci jedno z moich zdarzeń kiedy to znalazłem się w roli pouczanego. Kiedyś spiesząc się z jednej pracy do drugiej oddalonoej o ok. 70 km jechałem dość agresywnie i wyprzedzałem nieprawidłowo 2 samochody. Mianowicie na podwójnej ciągłej i w dodatku doszło po drodze jedno drobne skrzyżowanko. Widziałem jednak wystarczającą ilość przestrzeni żeby ocenić że wyprzedzenie będzie bezpieczne. Po wyprzedzeniu pierwszego auta, drugi z wyprzedzanych właczył lewy migacz i zajechał mi drogę. Byłem przekonany że będzie skręcał w lewo więc odbiłem w prawo i minąłem go z prawej łapiąc prawymi kołami pobocze. Z trudem utrzymałem kontrolę nad autem i nic się nikomu nie stało. Okazało się jednak, że facet nie skręcał, tylko właśnie chciał dać mi nauczkę. Liczył pewnie, że przyhamuję i pojadę za nim, aż do najbliższej linii przerywanej. Ja jednak oceniłem jego manewr tak jak oceniłem i stało się tak jak się stało. I teraz: zachowanie tego gościa (drugiego wyprzedzanego) chyba typowe dla Twojego męża. Dał mi nauczkę. Ok, może i zasłużoną. Ale gdyby skończyło się inaczej, np. zginąłbym w tym wypadku to chyba taka "nauczka" byłaby przesadzoną. To tak jakby zabić faceta za... np. sikanie do basenu.
          Chcę powiedzieć, że tacy "nauczający" stanowią zagrożenie nie tylko dla siebie i swoich rodzin, a ich "nauki" NIGDY nie odniosą skutku edukacyjnego u innych.
          Na koniec jeszcze dodam, że mój Id również uwielbia nauczać innych wpychaczy i drogowych cwaniaków, jednak moje Superego przebiło się do świadomości z hasłem, że takie dawanie nauczek jest beznadziejne. Od dłuższego czasu efekty walki Superego z Idem są różne, zmienne ale chyba stopniowo Superego zaczyna zwyciężać.
          Najważniejsze chyba, żeby do świadomości Twojego męża dotarło że samo dawanie nauczek jest niebezpieczne, beznadziejne i trochę małe.
          Amen.
    • Gość: Lehoo Re: Czy można wyleczyć chorobliwą drogową agresję IP: *.globalconnect.pl 09.06.08, 19:26
      Cóż, w końcu kiedyś trafi na swojego TIR-a, módl się, aby był wtedy w aucie sam...
    • Gość: anya banalne? IP: *.acn.waw.pl 09.06.08, 19:35
      Ty prowadź?
      A jeśli on nie pozwala to nie jedź
    • Gość: Gość Re: Czy można wyleczyć chorobliwą drogową agresję IP: *.5.28.78.cable.dyn.petrus.com.pl 09.06.08, 20:15
      A czy przypadkiem nie jest egzaminatorem w WORDzie?
      Jak tam całymi dniami jezdzi po 40 km/h z kursantami, ktorzy łamią podstawowe
      zasady kultury na drodze (np. toczenie sie po drodze lewym pasem, nie patrzenie
      w lusterka), to pozniej traktuje to jako odskocznie od nudnej roboty.
    • dizlexik Re: Czy można wyleczyć chorobliwą drogową agresję 09.06.08, 21:43
      Idiotom trzeba zabierać dożywotnio prawo jazdy.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka