rece_do_gory
08.06.08, 13:28
Mój mąż jest chamem na drodze. Kiedy wsiada za kierownicę, budzi się
w nim potwór. Nie wpuszcza samochodów z kierunkowskazami,
bezwzględnie egzekwuje pierwszeństwo przejazdu (tzn. tam, gdze
zwykła ludzka życzliwość nakazywałaby odpuścić), kiedy ktoś zajedzie
mu drogę trąbi, hamuje mu przed maską, wysiada. Parę razy doszło już
do szarpaniny. Nie reaguje na moje prośby, groźby, płacz. Mamy małe
dziecko, które było już świadkiem takich scen. Jest uparty jak
osioł, nie trafiają do niego żadne argumenty. Czy to się gdzieś
leczy??? Każda jazda z nim to dla mnie stres. Nawet jak wiózł mnie
do porodu, to musiał jakiemuś kierowcy pokazać, gdzie jego miejsce.
Co ja mam zrobić?????? On to tłumaczy, że "naucza" matołów na
drodze, ale ja się zwyczajnie boję o jego bezpieczeństwo, a tym
samym o bezpieczeństwo własne i dziecka. Zawsze mu tłumaczę, że
nigdy nie wie, czy nie trafi na takiego samego idiotę i z małej
sprawy zrobi się wojna na śmierć i życie. Czy ktoś z Was miał taki
problem? Czy udało się go rozwiązać? Jestem u kresu sił. Dziś znów
zafundował mi atrakcje tego typu i właśnie pojechał składać zeznania
na policji (przeciwnik był większy i nie miał skrupułów, trochę nam
zdemolował samochód). Czy jedynym ratunkiem jest po prostu rozstać
się z nim, czy może ktoś to leczy???