wacikowa
16.01.09, 20:17
Klient w burdelu nie był zadowolony z usług jednej z pracownic i
wzbraniał się zapłacić pełną należność. Jako że nie najmłodsza już
panienka nalegała i nie była skłonna do ugody, spór znalazł swój finał
przed sądem.
Prowadzący sprawę sędzia już na wstępie stwierdził lekko strapiony:
- Szanowni Państwo, mamy pewien problem. Dzisiaj mamy u nas w sądzie
Dzień otwartych drzwi" i za chwilę pojawi się tu na sali wycieczka z
gimnazjum. W związku z tym proszę, ze względu na młodzież, o założenie,
że dzisiejsza sprawa ma charakter nie obyczajowy a mieszkaniowy. Czyli,
mówiąc krótko, chodzi o* lokal do wynajęcia*...
Stronom procesu nie pozostaje nic innego jak zgodzić się z sugestią
sędziego i już po chwili, w obecności młodzieży, zaczyna się
przesłuchanie stron. Zagaja sędzia:
- Oskarżony, proszę nam wyjaśnić, dlaczego nie uiścił pan opłaty za
wynajęty lokal?
- Proszę Wysokiego Sądu - tłumaczy klient - wbrew zapewnieniom
wynajmującej okazało się, że chodzi tu o zaniedbany lokal w starym
budownictwie, o typowo dużym metrażu i nadmiernej wilgoci.
- To są znaczące zarzuty - posumował sędzia - co druga strona na to?
- Proszę sądu - zaczęła prostytutka - to że mój lokal to żadna "nówka"
to widział lokator jeszcze przed wprowadzeniem. Ale wypraszam sobie
mówić tu o jakiejś ruinie!. Wilgoć pojawiła się już po tym jak lokator
się wprowadził, a zarzut że lokal zbyt obszerny to czysta kpina.
Widział kto za duże mieszkanie?!. Meble, po prostu, za małe ze sobą
przytaszczył!!!