chris-joe
02.07.05, 00:54
Przyszlo mi na mysl, gdy myslalem i pisalem o "bezczelnosci", slowo "dziad".
Odkad przeprowadzilem sie do Montrealu z Zach. Wybrzeza czesto widuje ten typ.
Zle ubrany, zapuszczony, wlos fatalny, niedogolony, taki "zdziadzialy".
Czyli- dziad.
Nie jest to street bum, panhandler, czy squeege kid.
Dziad nie koniecznie wcale biede klepie, badz w glowie ma poprzestawiane,
tylko- he let himself go, he doesn't give a damn.
Ma jakas tam robote, ma mieszkanie, wstaje co rano, sklada sie do kupy, moze
nawet prysnie sie jakas woda kolonska. Ale te szmaty -choc moze i doprane-
maja ze 20 lat, a wlos jaki nosil w wieku lat 25 sluzy mu do dzis, choc
rzadszy i przypruszony, mimo 50tki na karku.
Na Zach. Wybrzezu typ to dosc rzadki, generalnie zachowuje sie tam pozory,
wyglad -mimo ze bardziej zuniformizowany niz na Wsch. Wybrzezu- jednak odgrywa
role zasadnicza.
Na Wschodzie zas, mimo -albo moze wlasnie: dzieki- znacznie wiekszej gamy
manifestowania swej osobowosci przez fizyczna prezentacje, typ "dziada" jest
szokujaco powszechny w odczuciu przyjezdnego z Zachodu.
Tak wiec, czesto patrzac na Montrealczykow mysle sobie... no, wlasnie, brakuje
mi tego slowa i jedynie polski "dziad" cuts it.