Gość: Melba
IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl
09.08.02, 01:34
Właśnie rozmyślałam sobie o Iwie z sąsiedniego wątku i jej pojęciu sukcesu.
Stypendium, garniturek czy garsonka, zachodni koncern, pięć wydukanych
języków, złapanie męża i czytanie zachodniej prasy zdają się JEJ sytuować ją
w gronie ludzi sukcesu. Czy taki jest dzisiaj miernik wartości? Czy trzeba
mieć garsonkę i obrączkę i pracować w firmie mielącej ludzi na miazgę, żeby
móc dumnie okrzyknąć się człowiekiem sukcesu? A co z kimś, kto jest GOPR -
owcem, albo kuratorem sądowym, albo wolontariuszem pracującym z dziećmi z
porażeniem mózgowym? To już nie są ludzie sukcesu? A mój sąsiad, człowiek o
gołębim sercu i ilorazie inteligencji na poziomie Forresta Gumpa – to
nieudacznik życiowy? Choć na każdym kroku poczciwie i z radością pomaga
innym?
Dla mnie heros babką jest dziewczyna, która wiele lat temu, kiedy mój ŚP.
Dziadek zasłabł w autobusie, zmieniła jego trasę, zorganizowała pasażerów w
ekipę ratunkową i pomagała do przyjazdu pogotowia. Może dziś ta dziewczyna
jest bibliotekarką, a może szefową koncernu, cóż to za różnica?
Kochani, osiągnijmy dziś sukces. Kliknijmy w miśka i podarujmy małej
dziewczynce życie. Pozdrawiam wszystkich.
martynka.jtc.pl/mart.pl?action=start