geniusinsanity
07.01.06, 12:10
Otóż sytuacja wygląda tak: Jestem z moim facetem stosunkowo krótko, bo
niecałe 5 m-cy, bardzo długo na siebie czekaliśmy, wszystko rozwijało się jak
w romantycznym filmie. Nie potrafie opisać tego szczęścia. Jednak, gdy
wyjechaliśmy ze znajomymi na sylwestra w góry na kilka dni, coś się popsuło.
Przynajmniej tak mi się wydaje... Sprzeczaliśmy się o pierdoły, ale nie
obrażaliśmy się na siebie, były to tylko wymiany zdań. Normalnie się
przytulaliśmy, okazywaliśmy sobie uczucie. Jednak On przestał być wylewny jak
wcześniej. Wracając do domu bardzo się na mnie zdenerwował, co do niego jest
w ogóle nie podobne, bo jest chodzącą cierpliwością. Teraz jest tak jakby
obok, smutny, cichy, ale też przyczepia się chwilami do mnie o błahostki,
jest uszczypliwy, ale chyba nieświadomie. Na moje pytania co sie stało
odpowiada: "Nie wiem", gdy mówię, że mam nadzieję, że nie dotyczy to Nas
odpowiada: "Nie wiem"... Irytuje się, mówiąc, że zadaję za dużo pytań, że mam
nie być smutna przez Niego, że jak się dowie co Mu jest to powie. Powiedział,
że na nic nie ma ochoty i nie wie dlaczego. Jednak z drugiej strony sam chce
się do mnie przytulać, całować, spotykać... Nie muszę go do tego zmuszać.
Chciałabym mu jakoś pomóc. Doszukuję się błędów w sobie. Bardzo mi na Nim
zależy, bo to wspaniały człowiek. Boję się, że zrobiłam gdzieś błąd... Co o
tym myślicie? Proszę tylko bez żartów. Pozdrawiam