Dodaj do ulubionych

Serce mi peka!

30.03.06, 11:48
Nie wiem co robic. Mam kochajaca, oddana zone, pomimo tego moja podswiadomosc
nie daje mi spac, sni mi sie moje byla dziewczyna sprzed lat z ktora mialem
milosc jak z dobrego romansu; Przemiezylem Swiat zeby ja spotkac; Ona ma na
imie Junko mieszka w Japoni, ja w USA, spotkalismy sie u niej gdy bylem z US
Marines przez rok w Japoni. Znalismy sie niedlugo, potem byla rozlaka,
znajomosc na odleglosc.

Ona miala zawsze pozytywny stosunek do tego ze kiedys sie znowu spotkamy, ja
nie moglem wytrzymac i po 1.5 roku czekania wpadlem w apatie. Teraz zaluje ze
nie poczekalem nastepne pol roku, wtedy miala przyjechac studjowac w
USA...zerwalem z nia kontakt bo mialem dosc, potrzebowalem kogos blisko, i
tylko jej zdecydowane deklaracje milosci mogly mnie zdopingowac do wytrwanie,
niestety, ona byla zajeta szkola i choc pisala, to raz na pare miesiecy.

Czy jej deklaracje ze; "chce zebysmy byli kochankami" i ze "chce byc moja
dziewczyna" i "czy mozesz na mnie poczekac?" ...co slyszalem od niej gdy
jeszcze bylismy blisko, powinny mi wystarczyc na 2 lata czekania? Fakt
mielismy seks, nawet z jej incjatywy, ale z deklaracja milosci sie nie
spieszyla...a ja tego potrzebowalem bo jestem romantykiem.

Czy Wy w takiej sytuacji nie potrzebowlalibyscie powazniejszych deklaracji
milosci; np "Kocham Cie" i bardziej czulych listow? Pomimo tego zaluje ze nie
poczekalem, teraz rozumie ze ona potrzebowala troche wiecej czasu, miala 19
lat a ja 25...zaluje ze nie poczekalem bo nadal ja kocham...
Obserwuj wątek
    • libertine21 Re: Serce mi peka! 30.03.06, 11:57
      ach ta miłość odrzucona piekna i okrutna zarazem :-D
      • waldek1610 Re: Serce mi peka! 30.03.06, 12:14
        libertine21 napisała:

        > ach ta miłość odrzucona piekna i okrutna zarazem :-D

        Najgorsze jest to ze wtedy sadzilem ze to co Ona mi daje jest niewystarczajace,
        teraz widze ze wszystko zmiezalo w dobrym kierunku i bylo by cudownie.

        To moja wina ze nie poczekalem, zawsze chce wszystko albo nic...
        • libertine21 Re: Serce mi peka! 30.03.06, 12:17
          A TERAZ CIERPISZ BO JUZ ZA POZNO I NIC SIE NIE DA ZROBIC ....ZNAM TO
          • waldek1610 Re: Serce mi peka! 30.03.06, 12:22
            Teraz mam zone ktora jest cudowna, ale co przyszlo latwo, wydaje sie
            niezasluzone, i nie moge tego zrozumiec dlaczego kobieta ktora robi dla mnie
            wszystko ma meza (mnie) ktory mysli o dziewczynie ktora w porownaniu do niej
            zrobila duzo mniej zeby sobie na to milosc zasluzyc.

            Czy gdy o milosc trzeba walczyc albo na nia czekac, to wtedy ona lepiej
            smakuje, a gdy jest podana na tacy to jej niedoceniamy?
    • libertine21 Re: Serce mi peka! 30.03.06, 12:03
      A CO Z ZONA NIE MOZNA TRZYMAC 2 SROKI ZA OGON
      • waldek1610 Re: Serce mi peka! 30.03.06, 12:08
        Nie wypada opuscic zony, ale oszukiwac jej tez nie wypada... Chyba lepiej jest
        byc szczerym. Nie potrafie oszukiwac nikogo, a to tej pory wmawialem sobie ze
        tamta nie zasluzyla na moja milosc, a teraz wiem ze tak nie bylo.
        • libertine21 Re: Serce mi peka! 30.03.06, 12:11
          EEEE TO TERAZ BEDZIESZ MIAL CIEZKI ORZECH DO ZGRYZIENIA TAK TO JUZ JEST
          • waldek1610 Re: Serce mi peka! 30.03.06, 12:26
            A co Ty byc zrobila na moim miejscu?

            Wolalbym dowiedziec sie definitywnie ze moja byla dziewczyna mnie nie chce, a
            tak to nigdy sie nie dowiedzialem tego, to wlasnie nie daje mi spokoju.

            Teraz mysle ze zlamalem Junko serce, a teraz wlasnie pewnie zlamie tez serce
            mojej zony.
            • libertine21 Re: Serce mi peka! 30.03.06, 12:29
              Jak tak bedziesz pogrywal to stracisz i jedna i druga a ty bedziesz sam wkoncu
              trzeba znalesc jaka droge w zyciu albo w lewo albo w prawo
              • waldek1610 Re: Serce mi peka! 30.03.06, 12:35
                To jest wszystko wina ironi losu, bo gdy sie kogos darzy glebokim uczuciem, gdy
                sie bardzo kocha to zycie plata figle i idzie jak po grudzie, a gdy juz jest
                Tobie wszystko jedno to ktos inny podaje Ci milosc na srebrnej tacy...



    • 1jujka1 Re: Serce mi peka! 30.03.06, 12:04
      A jak sie obudziles te reke w nocniku trzymales??
    • papilotta Re: Serce mi peka! 30.03.06, 12:53
      Walduś, załóż wreszcie spodnie i bądź mężczyzną! rozumiem Twą rozpacz, ale spróbuj spojrzeć na to z innej strony: żona Cię pokochała, zaufała Ci, sam piszesz, że jest Ci oddana... Junko - choć to piękne wspomnienie i obietnica szczęśliwości zarazem - może PONOWNIE okazać się niewypałem... co zrobisz wtedy? czy naprawdę warto rozwalać małżeństwo? Chociaż... jeśli nie macie jeszcze dzieci, to może warto spróbować, później będzie coraz trudniej... ale pamiętaj - podejmujesz wielkie ryzyko i - niestety - być może złamiesz swojej żonie, niewinnej zupełnie, serce... Miłośc to cholerna sprawa, jesli sie tak gmatwa...Trzymam kciuki za właściwą decyzję :) Pozdrawiam
      • waldek1610 Re: Serce mi peka! 30.03.06, 13:13
        papilotta napisała:

        > Walduś, załóż wreszcie spodnie i bądź mężczyzną! rozumiem Twą rozpacz, ale
        > spró buj spojrzeć na to z innej strony: żona Cię pokochała, zaufała Ci, sam
        > piszesz, że jest Ci oddana... Junko - choć to piękne wspomnienie i obietnica
        > szczęśliwości zarazem - może PONOWNIE okazać się niewypałem... co zrobisz
        > wtedy?


        Biore to pod uwage, ale nie chce spedzic reszty mojego zycia w zalu, bo myslac
        o innej nie robie przyslugi mojej zonie. Zaluje tylko ze nie doprowadzilem
        znajomosci z tamta do konca, a tak to nie wiem co moglo sie stac.



        > czy naprawdę warto rozwalać małżeństwo? Chociaż... jeśli nie macie jeszcze
        > dzieci, to może warto spróbować, później będzie coraz trudniej... ale
        >pamiętaj - podejmujes z wielkie ryzyko i - niestety - być może złamiesz swojej
        > żonie, niewinnej zupełnie, serce... Miłośc to cholerna sprawa, jesli sie tak
        > gmatwa...Trzymam kciuki za właściwą decyzję :) Pozdrawiam

        Nawet nie wiem czy tamta jeszcze byla by wstanie mnie po latach przyjac
        zpowrotem. Wtedy wydawala mi sie troche uparta, bo chciala faceta ktory na nia
        czeka tysiace mil zdala, nawet nie mowiac mi; "Kocham Cie"...Co z tego ze
        kochalismy sie fizycznie...skoro na odleglosc nawet tego nie bylo, co z tego ze
        obiecywala ze bedzie moja dziewczyna, przeciez 26 letni facet nie moze czekac 2
        lata bez "kocham Cie" i nie mowiac o seksie.

        • libertine21 Re: Serce mi peka! 30.03.06, 13:15
          to pomysl co by czula zona tak raz w zyciu
          • waldek1610 Re: Serce mi peka! 30.03.06, 13:30
            wlasnie wolalbym gdyby zona nie pojawila sie podana mi przez los na "zlotej
            tacy"...gdybym musial bardziej o nia walczyc napewno docenil bym ten dar, a tak
            to niedoceniam kobiety ktora poszla by za mna w ogien, wiem o tym. Chyba
            naprawde jestem draniem.
            • libertine21 Re: Serce mi peka! 30.03.06, 13:31
              :-(
    • wyuzdana1 Re: Serce mi peka! 30.03.06, 13:03
      Waldek to Ty masz serce?
      • waldek1610 Re: Serce mi peka! 30.03.06, 13:22
        wyuzdana1 napisała:

        > Waldek to Ty masz serce?

        Gdybym go nie mial, na pewno poczekal bym na nia 2 lata, a tak to cierpialem,
        bylem wtedy juz doroslym facetem (27 lat) trudno jest czekac na kobiete.

        Podczas gdy twoi mlodsi 18-20 letni koledzy prawie wszyscy maja zony u boku,
        zwlaszcza gdy sie jest w mojsku zawodowym, wlasnie wtedy potrzebowalem kogos
        bardzo, a jej powsciagliwe listy mogly mi wystarczec gdy mialem 18 lat a nie
        27...Zreszta gdy napisalem do niej ze "placze za nia" to powiedziala mi ze
        myslala ze zartuje...Powiedziala mi ze powinienem spedzac wiecej czasu z
        przyjaciolmi, a Ona i tak przyjedzie...ale latwo powiedziec. Ja jestem
        niepoprawnym romantykiem, potrzebowalem uzlyszec "Kocham Cie" a nie tylko
        deklaracji o tym ze sie spotkamy w przyszlosci.

        Sam juz nie wiem czy mialem racje ze nie wytrzymalem presji.
        • libertine21 Re: Serce mi peka! 30.03.06, 13:24
          trudno jest czekac na kobiete.? a kobiecie jest latwiej? no sorry....
          • waldek1610 Re: Serce mi peka! 30.03.06, 13:36
            libertine21 napisała:

            > trudno jest czekac na kobiete.? a kobiecie jest latwiej? no sorry....

            Gdyby Ona przezywala nasza rozlake tak jak ja, to napewno widac byloby to w jej
            listach, Ona wtedy byla bardziej skoncentrowana na szkole, choc wiem ze chciala
            byc ze mna ale raczej slabo to wyrazala. Nie bylem gotow czekac tak dlugo, bo
            gdy ja spotkalem to juz bylem gotowy isc na calego, nawet ozenic sie z nia, a
            ona o dziwo potrzebowala bardziej seksu niz powaznych wyznan...
            • libertine21 Re: Serce mi peka! 30.03.06, 13:39
              A uwazasz ze jak ja spotkasz to bedzie inaczej skad wiesz moze ona jest juz
              zajeta ma meza i dzieci pomysl
              • waldek1610 Re: Serce mi peka! 30.03.06, 13:48
                libertine21 napisała:

                > A uwazasz ze jak ja spotkasz to bedzie inaczej skad wiesz moze ona jest juz
                > zajeta ma meza i dzieci pomysl

                Wlasnie ktos juz mi sugerowal ze sen o niej byl telepatyczny, moze wlasnie
                wyszla za maz...i w ten sposob probowala sie "pozegnac". Ale ta sama osoba
                sugerowal ze ten sen moze rowniez byc powodem tego ze ona teraz mnie wlasnie
                potrzebuje...

                Nie wiem czy powinienem ja odnalezc?
                • libertine21 Re: Serce mi peka! 30.03.06, 13:51
                  sen mara bóg wiara.....
    • agatka_to_ja Re: Serce mi peka! 30.03.06, 13:39
      Waldek, moiim zdaniem "drapiesz sie tam, gdzie cie nie swedzi"..
      po co gdybac, co by bylo gdyby... tego sie nigdy nie dowiesz.
      po co dramatyzowac " ojej, los podal mi zone na tacy, jam niegodny".. żenada...
      sorry, nie zachowuj sie jak mieczak albo jakis pseudoromantyczny
      mickiewiczowski kochanek - to nie pasuje do siebie i twoich ulubionych
      obszczanych gaci:)

      ciesz sie, ze masz kobiete i doceniaj kazdy dzien... i nie zatruwaj sobie zycia
      jakims "gdybaniem"
      • stokrotka101 Re: Serce mi peka! 30.03.06, 13:48
        Wiesz, rozumiem Cię,ale lepiej żyć przyszłóścią niż przeszłością. To co
        wydażyło się te pare lat temu to twoja przeszlość a nie obecne życie. Skup sie
        na swojej żonie, a nie na tym co było kiedyś. Pewnie ze warto wspominać, ale to
        TYLKO wspomnieniai nie powinny dominować nad teraźniejszoscią.
        agatka_to_ja dobrze napisała: ciesz sie, ze masz kobiete i doceniaj kazdy
        dzien... i nie zatruwaj sobie zycia
        >
        > jakims "gdybaniem"



        • waldek1610 nie wiem czy kocham ale czuje sie winny.... 30.03.06, 14:02
          Naprawde jest mi ciezko, choc na zewnatrz jestem mocny wkoncu bylem w desancie
          morskim i policji, ale wewnatrz jestem jak maslo... Gdy mysle o Junko to czuje
          ciezar na moim sercu, nie jestem pewien ze ja nadal kocham, jedno czego jestem
          pewien to ze jestem odpowiedzialny za nia...i byc moze ja zranilem.

          Wiem ze teraz powiesz; a co z twoja zona...
          • libertine21 Re: nie wiem czy kocham ale czuje sie winny.... 30.03.06, 14:04
            ale gdybasz wez sie w garsc wkoncu
            • waldek1610 Re: nie wiem czy kocham ale czuje sie winny.... 30.03.06, 14:07
              Przegapilem milosc mojego zycia, a najgorsze jest to ze nie potrafie docenic
              milosci mojej zony.
              • libertine21 Re: nie wiem czy kocham ale czuje sie winny.... 30.03.06, 14:10
                ojojoj to ciezko to widze a tak ja chwaliles ze jest idealem cos tu nie gra....
                • waldek1610 Re: nie wiem czy kocham ale czuje sie winny.... 30.03.06, 23:52
                  Ona jest idealem, ale wlasnie... jest roza ktorej brakuje kolec. Wydaje mi sie
                  ze staralem sie sie 1000% wiecej o Junko, a moja zone tylko 100% pomimo tego to
                  od tej pierwszej dostalem 10% a od zony 200%...rozumiesz?
              • agatka_to_ja Re: nie wiem czy kocham ale czuje sie winny.... 30.03.06, 14:11
                waldek1610 napisał:

                > Przegapilem milosc mojego zycia, a najgorsze jest to ze nie potrafie docenic
                > milosci mojej zony.

                a skad wiesz, ze to milosc twojego zycia????????????? raczej NIE!, bo gdyby nią
                byla to bylibyscie razem!

                ni uzalaj sie nad sobą... bo to żaalosne... podobnie jak twoje wspominanie o
                marines.
                • waldek1610 Re: nie wiem czy kocham ale czuje sie winny.... 31.03.06, 00:02
                  agatka_to_ja napisała:

                  > waldek1610 napisał:
                  >
                  > > Przegapilem milosc mojego zycia, a najgorsze jest to ze nie potrafie
                  > > docenic milosci mojej zony.

                  > a skad wiesz, ze to milosc twojego zycia????????????? raczej NIE!, bo gdyby
                  > nią byla to bylibyscie razem!

                  Tak, bylibysmy razem gdybym mial cierpliwosc, ale wydaje mi sie ze mialem swoje
                  powody zeby sie zniechecic. Gdybym wiedzial na 100% ze mnie kocha to bym
                  czekal, a tak to byla tylko krotka znajomosc bliska, ale niezbyt gleboka
                  uczuciowo z jej strony. Wydaje mi sie ze choc bylo wiele sumpati pomiedzy nami,
                  byl seks i plany przyszlosci razem...to na malo zeby przetrwac 2 lata.



                  > ni uzalaj sie nad sobą... bo to żaalosne... podobnie jak twoje wspominanie o
                  > marines.

                  Agatka to nie jest teraz wazne, niektore osoby denerwuja jakiekolwiek wzmianki
                  ktore podkreslam "w ich oczach" czynia mnie lepszym. Ale trudno opowiadac o
                  mojej histori, bez podania waznych szczegolow.


                  Zreszta jesli cos jest czescia Twojego zycia to dlaczego unikac wspominania o
                  tym?
      • waldek1610 Re: Serce mi peka! 30.03.06, 13:57
        Agatka,
        Jestem naprawde romantycznym facetem, dlatego potrafie chcic kobiece cialo,
        dlatego kobiece wdzieki nie pozostaja mi obojetne, do tego stopnie ze jesli juz
        jakas spala ze mna to kazda ( a naprawde nie bylo ich az tak wielu) kazda z
        nich jest pod glebokim wrazeniem.

        Zazdrosze twojego praktycznego podejscia do zycia, czasami wolalbym byc twardy
        wewnatrz, a moja sile jest tylko zewnetrzna. Tak naprawde to jestem wrazliwym
        gosciem, nigdy nie zranilbym kobiety, ale z tego samego powodu latwo mnie
        zranic kobiecie.

        • libertine21 Re: Serce mi peka! 30.03.06, 13:59
          to nie ran zony!!!!!!!
          • waldek1610 Re: Serce mi peka! 30.03.06, 14:04
            Czyba masz racje, ale to nie pomaga, nadal czuje sie odpowiedzialny za Junko,
            bardziej niz utraty milosci obawiam sie utrafy szacunku...nie chce wygladac w
            jej oczach jak jakis dupek.
            • libertine21 Re: Serce mi peka! 30.03.06, 14:08
              to zacznij byc odpowiedzialnym za zone bo w jej oczach mozesz wyjsc gorzej niz
              to sobie wyobrazasz
            • agatka_to_ja Re: Serce mi peka! 30.03.06, 14:15
              waldek1610 napisał:

              nadal czuje sie odpowiedzialny za Junko,
              > bardziej niz utraty milosci obawiam sie utrafy szacunku...nie chce wygladac w
              > jej oczach jak jakis dupek.

              ale to ŻONIE przysiegales "milosc i wiernosc i uczciwosc malzenska"... a nie
              jakiejs panience z przeszlosci.. i powinienes sie martwic o żone, a nie o dawna
              kochanke..

              no, chyba, ze chcesz przeleciec Junko... bo ci sie zona znudzila..

              tylko wtedy przestan zgrywac romantycznego kochanka, bo za cholere to do ciebie
              nie pasuje
              • waldek1610 Re: Serce mi peka! 31.03.06, 02:14
                Nie rozumiesz zycia Agatka, facetowi nie zawsze chodzi o "urozmaicenia w
                supialni"...tak sie sklada ze tamtej tez obiecywalem, ale byc moze to jej wina
                ze miala taki spozniony zaplon.

                Moze to nie jest ani jej ani moja wina, po prostu zycie sie skomplikowalo, i
                los splatal nam figla.
          • stokrotka101 Re: Serce mi peka! 30.03.06, 14:07
            libertine21 to sie tylko łatwo mowi, mu chyba jest naprawde bardzo ciężko.
            Waldek musi coś z sobą zrobić, bo jak żona zoriętuje sie o co naprawde chodzi
            to sytuacja naprawde będzie neiciekwawa.
            Waldek nie zastanawiałeś sie nad tym,że wspomnienia koloryzują całą sytuacje?
            Może tak bardzo jesteś oczarowany swoimi myślami, że kochasz te wspomnienia a
            nie prawdziwą osobe?. P
            • libertine21 Re: Serce mi peka! 30.03.06, 14:14
              przysiega malzenska idzie w odstawke.....
              • stokrotka101 Re: Serce mi peka! 30.03.06, 14:18
                Ja go troche rozumie, ale musi wziaść sie wgarść, bo inaczej bedzie mial małe
                piekiełko
                • waldek1610 Re: Serce mi peka! 31.03.06, 00:24
                  stokrotka101 napisała:

                  > Ja go troche rozumie, ale musi wziaść sie wgarść, bo inaczej bedzie mial
                  > małe piekiełko

                  Juz teraz nie moge spac, i normalnie funkcjonowac, poza tym rozmwialem z zona o
                  tym dlaczego ona zostawila swojego chlopaka, i dlaczego jest ze mna?

                  I wlasnie zona powiedziala ze pewnego dnia obudzila sie, wiedzac ze nie czuje
                  nic do tamtego chlopaka, wkrotce potem poznala mnie....Czy to nie ironia losu?

                  Jesli zona oparla sie na snach, i nie potrafila zyc przeciwko swoim uczuciom,
                  to tymbardziej mi podpowiada ze w takim razie to ja ignoruje moje prawdziwe
                  uczucia. Boje sie ze zmarnuje sobie zycie, ale nie jestem pewniem ze
                  kiedykolwiek bylbym znowu po prawie ponad 5.5 roku z Junko?
              • waldek1610 Re: Serce mi peka! 31.03.06, 00:18
                libertine21 napisała:

                > przysiega malzenska idzie w odstawke.....


                Jestesmy po slubie cywilnym.
                • Gość: Porcupine Re: Serce mi peka! IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 31.03.06, 18:53
                  waldek1610 napisał:

                  > libertine21 napisała:
                  >
                  > > przysiega malzenska idzie w odstawke.....
                  >
                  >
                  > Jestesmy po slubie cywilnym.


                  Ale na ślubie cywilnym też składa się przysięgę małżeńską... Chyba że się
                  przeoczy te 2 minuty z tych 10...
            • waldek1610 Re: Serce mi peka! 31.03.06, 00:16
              stokrotka101 napisała:

              > libertine21 to sie tylko łatwo mowi, mu chyba jest naprawde bardzo ciężko.
              > Waldek musi coś z sobą zrobić, bo jak żona zoriętuje sie o co naprawde chodzi
              > to sytuacja naprawde będzie neiciekwawa.

              Tak, juz od ponad tygodnia jestem w okropnie smetnym nastroju, a dzisaj zona
              zauwazyla ze placze przed wyjsciem do pracy, to nie jest jej wina ale widze ze
              byla zaalarmowany moim zachowaniem... i szykuje sie rozmowa.

              > Waldek nie zastanawiałeś sie nad tym,że wspomnienia koloryzują całą sytuacje?
              > Może tak bardzo jesteś oczarowany swoimi myślami, że kochasz te wspomnienia a
              > nie prawdziwą osobe?. P

              To nie tylko wspomnienia, to jest zal straconej szansy z mojej strony, bo gdy
              czytalem stare listy to okazalo sie ze moglo byc wspaniale, ale ja nie
              poczekalem byc moze pol roku wieciej. Ale wtedy gdy wpadlem w apatie po 1.5
              czekania na nia bylem na nia wsciekly ze na moje listy pelne milosci
              odpowiadala opowiesciami, 2/3 lisu o jej kursie scuba-diving (nurkowania) i o
              tym, ze nie powinienem sie martwic bo spotkamy sie gdy przujedzie studiowac
              kolo Seatle, a ja wtedy bylem w Polnocnej Karolinie. Wtedy nie wiedzialem czy
              traktuje mnie powaznie, i czy tylko chce mnie widziec przy okazji studiow.
    • Gość: Porcupine Re: Serce mi peka! IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 30.03.06, 15:01
      Myślę, że przede wszystkim jest to nieuczciwe wobec Twojej żony. Jeśli jest się
      w związku z jedna osobą, a cały czas myśli się o innej osobie, to taki związek
      nie ma szans przetrwania. Uczciwiej było by rozstać się z żoną i pozostać
      samemu (do czasu, póki nie pokocha się na prawdę). Sam fakt, że wracają do
      Ciebie wspomnienia o Junko lub innych kobietach świadczy o tym, że nie kochasz
      żony całym sobą (duszą, sercem i ciałem). W prawdziwej miłości nie ma miejsca
      na takie wspomnienia, czy tez zauroczenia innymi osobami. Jeśli kochasz kogoś
      całym sobą, to w każdej swojej mysli i uczynku jesteś oddany tylko tej osobie,
      nikt inny dla ciebie nie istnieje.

      To, że myślisz o innej, świadczy o tym, że "kochająca, oddana żona" nie jest
      jednak odpowiednią osobą dla Ciebie, a Ty oszukujesz i siebie i ją. Zasłanianie
      się "romantycznością" i "cierpietnictwem" jest conajmniej żałosne. Jest takie
      określenie "passive agressive", które idealnie pasuje do takiej osoby jak Ty.
      Wolisz pasywnie tkwić w związku, który tak naprawde nie jest dla Ciebie w pełni
      satysfakcjonujący. Wolisz oszukiwać niż zostać sam. Boisz sie podjąć
      jakąkolwiek decyzje, myślisz, że życie samo jakoś rozwiąże Twój dylemat. W
      międzyczasie krzywdzisz swoją biernością i tchórzostwem swoją żonę i siebie
      samego. Chcesz tkwić w takim układzie przez wiele lat, ciągle zastanawiając
      się, jak by było z Junko (czy inną kobietą), żałując czegoś, teskniąc za
      czymś, "cierpiąc"? Nie lepiej uczciwie powiedzieć żonie, że tak na prawdę nie
      jesteś do końca szczęśliwy w tym związku, że musisz odnaleźć siebie i to, co
      naprawdę czyni Ciebie szczęśliwym? Bo jeśli nie znasz siebie i nie wiesz co tak
      naprawde czyni ćiebie szczęśliwym, to nie będziesz w stanie obdarzyć inną osobę
      miłością i szczęściem.

      Wygląda na to, że nie wiesz, czego tak naprawde pragniesz... Być może nawet nie
      wiesz, czym jest Miłość... Być może jeszcze jej nie doświadczyłeś W PEŁNI...

      Życzę odwagi!
      • waldek1610 Czuje ze zbyt wiele zainwestowalem w Junko..na nic 31.03.06, 00:48
        Gość portalu: Porcupine napisał(a):

        > Jest takieokreślenie "passive agressive", które idealnie pasuje do takiej
        > osoby jak Ty. Wolisz pasywnie tkwić w związku, który tak naprawde nie jest
        > dla Ciebie w pełnisatysfakcjonujący. Wolisz oszukiwać niż zostać sam.

        A co powiesz jesli powiem Ci ze to wlasnie ja przestalem odpowiadac na listy
        Junko, bo wlasnie sadzilem ze nie jestem szczesliwy w "zwiazku z nia". Jak
        moglbym byc szeczesliwy gdy, bylismy ze soba tak ktotko, byl seks i fascynacja
        moja osoba z jej strony, ja tez bylem w niej zauroczony, myslalem ze ja kocham.
        Ale ona pisala przez 1.5 roku zebym sie nie martwil bo spotkamy sie jeszcze, a
        ja potrzebowalem wiecej milosci nawet w slowach...Nie dotrwalem do konca,
        mialem 27 lat i potrzebowalem w koncu miec kogos obok mnie. Ona wtedy to
        ignorowala, myslala ze moge czekac latami, moze dlatego ze miala 20 lat i
        jeszcze nie gotowa byla na malzenstwo..

        Ale z drugiej strony gdy ja spotkalem w Japoni mowila mi ze w tym kraju czuje
        sie w depresji, jest jej ciezko, pozatym miala problemy ze akceptacja siebie
        samej, mysla ze nie zasluguje na milosc bo nie jest typem modelki, a przeciez
        byla piekna, madra dziewczyna. Niby od razu wiedzielismy ze do siebie pasujemy,
        ale ona jednak nigdy nie powiedziala mi;"Kocham Ciebie".

        Cz wedlug ciebie jej slowa; "Chce zebysmy byli kochankami" "chce byc Twoja
        dziewczyna" i "czy bedziesz na mnie czekal?" swiadczyly o jej uczuciu milosci,
        czy tylko po prostu potrzebowala mnie z innych wzgledow?


        Boisz
        >sie podjąć jakąkolwiek decyzje, myślisz, że życie samo jakoś rozwiąże Twój
        >dylemat. W międzyczasie krzywdzisz swoją biernością i tchórzostwem swoją żonę
        >i siebie samego. Chcesz tkwić w takim układzie przez wiele lat, ciągle
        >zastanawiając się, jak by było z Junko (czy inną kobietą), żałując czegoś,
        teskniąc za
        > czymś, "cierpiąc"? Nie lepiej uczciwie powiedzieć żonie, że tak na prawdę nie
        > jesteś do końca szczęśliwy w tym związku, że musisz odnaleźć siebie i to, co
        > naprawdę czyni Ciebie szczęśliwym?

        Junko uczynila by mnie szczesliwym jesli okazala by wiecej czulosci do mnie, a
        nie tylko deklaracji o tym ze "nie martw sie, spotkamy sie jeszcze kiedys?" Czy
        twoim zdaniem to powinno wystarczyc 27 letniemu facetowi zeby czekac 2 lata na
        kobiete, ktora nie wiadomo nawet czy kocha?

    • Gość: hahaha [...] IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.03.06, 00:04
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • Gość: Artur Przezywacz Re: Serce mi peka! IP: 195.69.82.* 31.03.06, 13:04
      Łoldek napisał:

      > Nie wiem co robic

      Tez mi nowosc
      • waldek1610 Re: Serce mi peka! 31.03.06, 13:07
        Kto sadzi ze wie wszystko jest ...glupcem. A kto szuka odpowiedzi nie bladzi.
        • Gość: Artur Przezywacz Re: Serce mi peka! IP: 195.69.82.* 31.03.06, 13:14
          > Kto sadzi ze wie wszystko jest ...glupcem.

          Fajnie
        • fredrus Re: Serce mi peka! 31.03.06, 15:59
          Nie czytalem wszystkiego. Przedewszyskim musisz odpowiedziec sobie na pytanie -
          czego ty chcesz, czy chcesz byc ze swoja zona czy z ta Japonka? Jesli zalezy
          ci na malzenstwie, to zapomnij o tej Japonce. Naucz sie kochac swoja zone,
          dostrzegac pozytywne jej cechy i nigdy, przenigdy nie wspominaj swojej zonie co
          czujesz wzgledem tej Japonki. Wiem ze chcesz byc szczery ze swoja zona, ale sa
          pewne rzeczy, ktorych sie nie mowi nikomu. Czy powidzialbys czlowiekowi ze
          zdeformowana poparzeniem twarza, ze jego widok przyprawia cie o wymioty, tylko
          dlatego zeby byc z nim szczerym? Albo pomysl tak - jak ty bys sie czul gdybys
          to ty byl zakochany w swojej zonie, a ona mialby podobny dylemat do twojego?
          Pamietaj,ze kobiety sa bardziej sklonne wybaczyc zdrade sexualna , ale zdrady
          uczuciowej nigdy! Jesli nie planujesz rozwodu z zona, to nigdy jej o tym nie
          wspominaj. Ona ci tego nie wybaczy i poczuje sie zawiedziona i zdradzona. Jesli
          spodziewasz sie wdziecznosci za swoja szczerosc, to jestes w wielkim bledzie,
          kobiety mysla inaczej niz mazczyzni.
          Don't do it!, she will feel down, and betrayed ,it may be begining of the end
          of your mariage.
          • stokrotka101 Re: Serce mi peka! 31.03.06, 17:00
            Ty miałeś 27 lat a ona 20? To była jeszcze smarkula. I dla wspommnień o
            niedojrzałej dziewczynie chcesz poswiecic małżeństwo?
            twoje uczucie pewnie byłó dojrzale ale jej spewnoscia nie.
            Zastanów sie czy warto poswięcić realne życie dla wspomnień z przed paru lat?
            A nie jest tak, ze wspominasz ją bo bawiła się twoją miłością i przez to
            uraziła twoje meskie ego?
            • Gość: Porcupine Re: Serce mi peka! IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 31.03.06, 19:03
              Tak naprawde to nie wiesz sam, czego pragniesz... To, że żony nie kochasz jest
              oczywiste. Bo gdybyś kochał, to myśli o innej nie zjawiały by się z taką siłą w
              Twoim umyśle. Ale czy kochałeś Junke? Nie wiem. Został Ci żal, ale czy to jest
              to samo co miłość? Ciągle wypominasz jej słowa, że nie mówiła "kocham", etc.
              Ciągle rozczulasz się nad tym jak dawałeś jej 1000% swojej miłości. Jak gdyby
              miłość można było zmierzyć w ten sposób.

              Jesteś osobą niezmiernie egoistyczną w najbardziej negatywnym znaczeniu tego
              słowa. Nie powinieneś być z żadną kobietą póki nie zrozumiesz siebie samego i
              swoich potrzeb. Inaczej będziesz tylko krzywdzić kolejne kobiety. Myślę, że
              Junko tez skrzywdziłeś. A teraz krzywdzisz swoją kochającą żonę. Powinieneś
              przez jakiś czas zostać sam. And straighten your priorities.
              • waldek1610 bylem "egoista".... ktory mial serce a nie kamien 01.04.06, 08:10
                Gość portalu: Porcupine napisał(a):

                > Tak naprawde to nie wiesz sam, czego pragniesz... To, że żony nie kochasz
                > jest oczywiste. Bo gdybyś kochał, to myśli o innej nie zjawiały by się z taką
                > siłą w Twoim umyśle. Ale czy kochałeś Junke? Nie wiem. Został Ci żal, ale czy
                > to jest to samo co miłość? Ciągle wypominasz jej słowa, że nie
                > mówiła "kocham", etc. Ciągle rozczulasz się nad tym jak dawałeś jej 1000%
                > swojej miłości. Jak gdyby miłość można było zmierzyć w ten sposób.

                Nie mozna mierzyc milosci, ale wiem ze zrobilem dla niej wiele. Niestety milosc
                nigdy nie jest bezinteresowna, w koncu nie wystarcza Ci tylko dawac, chcesz tez
                byc kochanym.

                > Jesteś osobą niezmiernie egoistyczną w najbardziej negatywnym znaczeniu tego
                > słowa. Nie powinieneś być z żadną kobietą póki nie zrozumiesz siebie samego i
                > swoich potrzeb. Inaczej będziesz tylko krzywdzić kolejne kobiety. Myślę, że
                > Junko tez skrzywdziłeś. A teraz krzywdzisz swoją kochającą żonę. Powinieneś
                > przez jakiś czas zostać sam. And straighten your priorities.

                Sluchaj, gdybym powiedzial moim w wiekszosci mlodszym kolegom z Marines (ktorzy
                prawie wszyscy mieli zony przy boku).. jak wyglada moja znajomosc z Junko to
                chyba powiedzieliby; "Yeap, you're an idiot Wally!" Trudno w wieku 27 lat
                plakac, i pisac listy do kobiety ktora jest 14 tys mil od Ciebie i do tego nie
                potrafi zdopingowac swojego kochanka do czekania, zdecydowana deklaracja
                milosci.

                Gdyby byla blisko to wcale nie oczekiwalbym od niej takich zdecywowanych
                deklaracji, bo wystarczyla by mi jej bliskosc. Masz racje bylem egoista, ale
                egoista ktory badz co badz mial plynaca krew w zylach...i nie byl z kamienia.
                Nie jest w moim stylu zdradzac kobiete, wiec wlasnie tylko od niej oczekiwalem
                milosci cielesnej, a dlatego ze jej nie bylo, 1.5 roku bez seksu, doprowadzilo
                mnie do stanu apati...mialem dosc czekania na kogos kto mnie nie kocha.

                Zaluje ze nie mielismy mozliwosci widywania sie przez dluzszy okres na
                poczatku, wtedy moze moglbym czekac nawet dluzej.


            • waldek1610 zamiast straconej milosci,boje sie ze ja zawiodlem 01.04.06, 07:48
              stokrotka101 napisała:

              > Ty miałeś 27 lat a ona 20? To była jeszcze smarkula. I dla wspommnień o
              > niedojrzałej dziewczynie chcesz poswiecic małżeństwo?
              > twoje uczucie pewnie byłó dojrzale ale jej spewnoscia nie.

              Stokrotka, dziekuje Ci za pomoc..naprawde! Zawsze obawialem sie ze wlasnie
              spotkalem ja w nieodpowiednim czasie (miejscu tez...), i chyba nie powinienem
              zalowac, bo to nie moja wina ze Ona nie byla gotowa na moja milosc..mam tylko
              nadzieje ze ona wlasnie teraz majac 27, doceni moje oddanie i moja milosc i nie
              bedzie miala do mnie zalu, bo wlasnie dla niej poswiecilem wiecej niz dla
              jakiejkolwiek innej kobiety. Wlasnie dlatego teraz mnie tak to boli.


              > Zastanów sie czy warto poswięcić realne życie dla wspomnień z przed paru lat?
              > A nie jest tak, ze wspominasz ją bo bawiła się twoją miłością i przez to
              > uraziła twoje meskie ego?


              Nie, Ona byla zupelnie innym typem dziewczyny.... byla skromna, madra, byla
              bardzo dojrzala (psychicznie) jak na jej wiek, wiem ze chciala zebysmy byli
              razem i zebym na nia "poczekal" ale widocznie nie byla gotowa na to zeby kochac.

              Nie sadze ze sie bawila, kiedy ja spotkalem miala 19 lat, a ja prawie 26. Wiem
              ze zamierzala na mnie czekac. Bo powiedziala mi; "Czy mozesz na mnie poczekac",
              i "chce zebysmy byli kochankami", "Chce byc twoja dziewczyna"..To prawda
              kochalismy sie fizycznie, ale potem podczas tak dlugiej rozlaki nawet tego nie
              bylo, a ja potrzebowalem wieciej czulosci w jej listach, potrzebowalem zeby
              powiedziala; "Kocham Cie" zamiast tego byly tylko zapewnienia zebym sie nie
              martwil bo sie spotkamy i zebym na nia czekal...

              Ale ja nie moglem zdusic w sobie nie tylko potrzeby kochania i bycia kochanym,
              po prostu potrzebowalem kobiety, potrzebowalem bliskosci, dotyku, slow otuchy,
              potrzebowalem byc potrzebny...i to wtedy, nie "pozniej". Wlasnie dlatego po
              1.5 roku czekania wpadlem w apatie, i pewnego dnia obudzilem sie, zamiast
              milosci do niej czulem apatie. Nie mialem juz nawet sily zeby czuc do niej zal
              i nienawisc. Zaczalem szukac innych kobiet, i bo bylo ich pelno wokolo, ale
              teraz zaluje bo nadal czuje do niej sympatie.
              • Gość: Porcupine Re: zamiast straconej milosci,boje sie ze ja zawi IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 01.04.06, 14:37
                > Nie sadze ze sie bawila, kiedy ja spotkalem miala 19 lat, a ja prawie 26.
                Wiem
                > ze zamierzala na mnie czekac. Bo powiedziala mi; "Czy mozesz na mnie
                poczekac",
                >
                > i "chce zebysmy byli kochankami", "Chce byc twoja dziewczyna"..To prawda
                > kochalismy sie fizycznie, ale potem podczas tak dlugiej rozlaki nawet tego
                nie
                > bylo, a ja potrzebowalem wieciej czulosci w jej listach, potrzebowalem zeby
                > powiedziala; "Kocham Cie" zamiast tego byly tylko zapewnienia zebym sie nie
                > martwil bo sie spotkamy i zebym na nia czekal...
                >
                > Ale ja nie moglem zdusic w sobie nie tylko potrzeby kochania i bycia
                kochanym,
                > po prostu potrzebowalem kobiety, potrzebowalem bliskosci, dotyku, slow
                otuchy,
                > potrzebowalem byc potrzebny...i to wtedy, nie "pozniej". Wlasnie dlatego po
                > 1.5 roku czekania wpadlem w apatie, i pewnego dnia obudzilem sie, zamiast
                > milosci do niej czulem apatie. Nie mialem juz nawet sily zeby czuc do niej
                zal
                > i nienawisc. Zaczalem szukac innych kobiet, i bo bylo ich pelno wokolo, ale
                > teraz zaluje bo nadal czuje do niej sympatie.


                To trzeba było WTEDY powiedzieć Junko o swoich uczuciach i potrzebach, a nie
                czekać. Jeśli WTEDY brakowało Ci takiej pewności z jej strony, słów, etc., to
                właśnie WTEDY trzeba było o tym mówic. I mówić WTEDY o tym do NIEJ, a nie TERAZ
                i do zupełnie obcych ludzi. Dojrzałość emocjonalna miedzy innymi na tym polega,
                że dwie dorosłe osoby mówią sobie o wszystkim odrazu, a nie czekają aż minie
                lika lat i żale się pogłębią.

                Wygląda na to, że chciałeś na siłe wymusić wyznanie miłości od Junke. Tak nie
                może być. Dziewczyna była wobec Ciebie uczciwa. Nie była pewna swoich uczuć,
                więc nie śpieszyła się z wylewnymi (i pustymi) wyznaniami i obietnicami. Takie
                pochopne obietnicy są domeną właśnie takich "romantyków". A czlowiek uczciwy,
                jeśli nie jest na 100% pewny swoich uczuć, to nie powie Ci "kocham Cię" tylko
                po to by połechtać Twoje ego. Ale widocznie cenisz tylko słowa, nawet jeśli są
                kłamstwem, skoro cały czas wypominasz, że ona Ci tych słów nie powiedziała.
                Ważniejsze były słowa, a nie osobowość Junko, nie jej uczucia. Mogłeś
                ją "kochać" tylko pod warunkiem, że ona odwzajemni (natychmiast) Twoje uczucie
                dokładnie tak jak Ty sobie to wyobrażałeś. Ponieważ tego nie zrobiła,
                poczułeś "apatie", no bo ja można czekac na kogoś tyle lat nie mając pewności,
                że ona odwzajemnia uczucie?! Uwierz mi, jeśli sie naprawde KOCHA, to można i
                całe życie czekac na te jedną jedyna osobę. I można żyć beż seksu przez wiele
                lat. Trzeba mieć WOLĘ i wiedzieć czego sie naprawdę pragnie. I nie rozdrabniać
                sie na inne drobne i krótkotrwałe związki tylko po to by się nie czuć samotnie.

                Ale nie każdy ma czas i ochotę by poznać i zrozumieć siebie samego. Nie każdy
                ma ochotę zrozumieć co jes naprawde ważne dla niego. Ty jeszcze nie poznałeś
                siebie. Więc nie będziesz w stanie kochac i być szczęśliwym z ŻADNĄ kobietą.

                I jeszcze jedno. NIe możesz na siłe zmusić inną osobę do pokochania Ciebie. Ona
                albo kocha z własnej niewymuszonej woli i WIE o tym, albo nie kocha i wtedy
                żadne Twoje starania nie pomogą. Jeśli ktoś nie jest "gotowy", to znaczy , że
                nie jest gotowy i musisz uszanować tę osobę i jej uczucia. Ty nie miałeś
                szacunku ani do Junko ani do własnej żony. Chodziło tylko o zaspokojenie
                Twojego małostkowego ego. I nadal chodzi tylko o to...

                Żałosne...
                • waldek1610 Re: zamiast straconej milosci,boje sie ze ja zawi 02.04.06, 08:08
                  Gość portalu: Porcupine napisał(a):


                  > To trzeba było WTEDY powiedzieć Junko o swoich uczuciach i potrzebach, a nie
                  > czekać. Jeśli WTEDY brakowało Ci takiej pewności z jej strony, słów, etc., to
                  > właśnie WTEDY trzeba było o tym mówic. I mówić WTEDY o tym do NIEJ, a nie
                  > TERAZ i do zupełnie obcych ludzi. Dojrzałość emocjonalna miedzy innymi na tym
                  > polega,że dwie dorosłe osoby mówią sobie o wszystkim odrazu, a nie czekają aż
                  > minie lika lat i żale się pogłębią.

                  Mowilem jej w listach o wszystkim co mialem na sercu, wlasnie to byl problem bo
                  ja bylem zbyt szczery i uczuciowy i mowilem jej absolutnie wszystko co czuje,
                  ale trafialo to w guche ucho.

                  Kiedys napisalem jej ze kiedy o niej mysle to mam lzy w oczach. Co Ona na to?
                  Napisala ze myslala ze zartuje, i napisala ze powinienem; " See other people
                  and have a good time every day" (Idz spotykaj innych ludzi i miej dobry czas
                  codziennie) Nie wydaje Ci sie to troche nieczule, nawet w stosunku do
                  przyjaciela...


                  > Wygląda na to, że chciałeś na siłe wymusić wyznanie miłości od Junke. Tak nie
                  > może być. Dziewczyna była wobec Ciebie uczciwa. Nie była pewna swoich uczuć,
                  > więc nie śpieszyła się z wylewnymi (i pustymi) wyznaniami i obietnicami.


                  Wlasnie dlatego po 1.5 roku zrozumialem ze wymagam od niej czegos na co Ona nie
                  jest gotowa mi dac, myslalem ze moja uparta adoracja tej dziewczyny wyglada
                  zalosnie i byc moze Ona traktuje mnie tylko jak przyjaciela.

                  Doskonale zrozumialem ja gdy powiedzialem jej "Kocham Cie" gdy jeszcze bylismy
                  blisko, te slowa wywarly na niej odwrotny efekt, ale powiedzialem to zaraz
                  przez wyjazdem z Japoni, niedlugo po tym jak kochalismy sie i ona powiedziala
                  mi ze "chce zebysmy byli kochankami" i zebym na nia czekal....Widocznie dla
                  niej to byly dwa rozne pojecia. Dlatego potem w listach nigdy nie uzywalem
                  slowa; "I Love you" za zamiast tego "tesknie za toba" i caluje..itd.


                  > Takie pochopne obietnicy są domeną właśnie takich "romantyków". A czlowiek
                  > uczciwy, jeśli nie jest na 100% pewny swoich uczuć, to nie powie Ci "kocham
                  > Cię" tylkopo to by połechtać Twoje ego. Ale widocznie cenisz tylko słowa,
                  > nawet jeśli są kłamstwem, skoro cały czas wypominasz, że ona Ci tych słów nie
                  > powiedziała. Ważniejsze były słowa, a nie osobowość Junko, nie jej uczucia.

                  Skad moglem wiedziec jakie sa jej uczucia, zrozumialem ze dla niej fakt
                  posiadania chlopaka (kochanka) jeszcze z zachodu, poprawial jej poczucie
                  wartosci i tyle, wiem bo mowila mi ze jest w depresji, i nie czuje sie piekna i
                  atrakcyjna, bo "nie jest typem modelki" choc dla mnie byla naprawde atrakcyjna.

                  Porcupine,
                  Gdybys wiedziala ze dla Japonki seks nie znaczy tyle co w naszej kulturze, to
                  zrozumialabys ze dla niej to byl sport, z facetem ktory wydaje sie jej
                  atrakcyjny. Sama pytala sie; "Did you have fun"? Po tym jak kochalismy sie...


                  > Mogłeś ją "kochać" tylko pod warunkiem, że ona odwzajemni (natychmiast)
                  > Twoje uczucie dokładnie tak jak Ty sobie to wyobrażałeś. Ponieważ tego nie
                  > zrobiła, poczułeś "apatie", no bo ja można czekac na kogoś tyle lat nie mając
                  > pewności, że ona odwzajemnia uczucie?! Uwierz mi, jeśli sie naprawde KOCHA,
                  > to można i całe życie czekac na te jedną jedyna osobę. I można żyć beż seksu
                  > przez wiele lat. Trzeba mieć WOLĘ i wiedzieć czego sie naprawdę pragnie. I
                  > nie rozdrabniać sie na inne drobne i krótkotrwałe związki tylko po to by się
                  > nie czuć samotnie.

                  Ale ja zaczalem rozumiec po 1.5 roku ze nie znacze dla niej tyle co ona dla
                  mnie, wiec sadzilem ze zrobie jej przysluge gdy zostawie ja w spokoju. Poza tym
                  gdybysmy mogli sie widywac to bylaby inna sprawa, pozatym nie rozumiesz chyba
                  jak wymagajace przychicznie jest US Marines, dlatego wlasnie mowi sie ze "The
                  most dificult job in Marine Corp is; Marine wife"..nic dziwnego ze prawie nawet
                  prawie wszyscy 18-20 latkowie mieli zony albo dziewczyny na miejscu.

                  Nawet sugerowala w jej listach zebym mial seks z innymi kobietami to nie bede
                  tak sie meczyl, a Ona i tak przyjedzie. Po pierwsze nie bylo latwo znalezc
                  dziewczyny w malym miescie gdzie sa sami wojskowi i ich zony. Po drugie, ja nie
                  potrafilbym kochac z inna myslac o Junko.


                  > Ale nie każdy ma czas i ochotę by poznać i zrozumieć siebie samego. Nie każdy
                  > ma ochotę zrozumieć co jes naprawde ważne dla niego. Ty jeszcze nie poznałeś
                  > siebie. Więc nie będziesz w stanie kochac i być szczęśliwym z ŻADNĄ kobietą.
                  > I jeszcze jedno. NIe możesz na siłe zmusić inną osobę do pokochania Ciebie.


                  Wlasnie dlatego odszedlem od Junko, nie chcialem ja latami ponaglac gdy
                  dziewczyna jest mloda i naprawde nie potrzebowala wtedy jeszcze powaznego
                  zwiazku. Gdybym byl 5 lat mlodszy to moglbym na nia czekac, a tak to czulem sie
                  jakbym ja byl zmuszal do czegos. Po prostu ona miala 19 lat a ja 26 jak
                  spotkalismy sie, mysle ze choc pasowalismy do siebie charakterem, to
                  nadawalismy na innych falach, a ja potrzebowalem nie tylko kochanki, ale i
                  kogos bliskego...

                  > Ona albo kocha z własnej niewymuszonej woli i WIE o tym, albo nie kocha i
                  > wtedy żadne Twoje starania nie pomogą. Jeśli ktoś nie jest "gotowy", to
                  > znaczy , że nie jest gotowy i musisz uszanować tę osobę i jej uczucia. Ty
                  > nie miałeś szacunku ani do Junko ani do własnej żony. Chodziło tylko o
                  > zaspokojenie Twojego małostkowego ego. I nadal chodzi tylko o to...Żałosne...

                  Masz racje, Ona nie mogla zmuszac sie i mowic mi ze mnie kocha. Ale nawet jako
                  przyjaciel ona tez byla samolubna bo glownie pisala o sobie, jej pracy ,szkole,
                  planach kariery. Pisala tylko; "look toward seeing me again"...ale ja nie
                  wiedzialem czy ona mnie potrzebuje czy tylko wygodnie jej jest miec kogos w
                  Stanach, zebym czekal na nia, pomagal jej i moze po latach zdecyduje sie wyjsc
                  za mnie dlatego ze ona chce zielona karte, bo mowila ze w Japoni zycie kobiety
                  jest ciezkie, pelne depresji.
          • waldek1610 What did she mean by; "Can you wait for me?" ??? 01.04.06, 07:02
            Fredrus,
            Bardzo madrze piszesz, dziekuje za potraktowanie mojego problemu powaznie.
            Chyba znasz kobiety, wtakim razie powiedz mi z drugiej strony czy moje ex,
            Junko gdyby jeszcze byla wolna...bylaby w stanie przyjac mnie spowrotem? To ja
            ja zawiodlem, ale okolicznosci byly bardzo ciezkie (2 lata rozlaki, po
            niedlugiej znajomosci) on chciala zebym na nia czekal, ale trudno to
            wytlumaczyc, z powodow kulturowych, naprawde nigdy nie dowiedzialem sie czy
            mnie kochala, bo deklarowala jedynie; "I want us to be lovers", " I wanna be
            your girlfriend", "Can you wait for me". Wlasnie dlatego nie moge o niej
            zapomniec, bo powiedziala rowniez; "do you need g/f now?" bo wiadoma bylo ze ja
            musze wracac do USA, a ona nie przyjedzie szybko do mnie. Poza tym do USA miala
            przyjechac na studja, wiec nie wiem co mam myslec, kochala mnie, zalezalo jej
            na mnie czy nie. Bo nie pisala zbyt duzo, i raczej trudno to nazwac listami
            milosnymi, bardziej sumpatycznymi...

            CZyje sie oszukany przez los.
    • Gość: Porcupine Re: Serce mi peka! IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 31.03.06, 19:09
      I powiedz jeszcze, dlaczego tak zależy Ci na wzbudzeniu litości do swojej
      osoby? W przypadku mężczyzny jest to poprostu żałosne...
      • waldek1610 Re: Serce mi peka! 01.04.06, 08:21
        Nie potrzebuje litosci od nikogo. Zawsze polegalem na sobie, wyjechalem do USA
        gdy mialem 19 lat, po 4 latach bylem w US Marines a rok potem w Japoni...choc
        tak naprawde nie bylem zupelnie zamerykanizowany, moj angielski byl taki sobie,
        ale sobie radzilem. Nie mialem wsparcia od rodziny, a moi amerykanscy koledzy
        nie do konca rozumieli niepotrawnego romantyka.

        Wogole nie potrafisz wyobrazic sobie moich okolicznosci, ale masz racje bylem
        egoista, tylko szkoda ze nie mialem serca z kamienia wtedy byloby mi o wiele
        latwiej z moja sfera uczuciowa.


        • Gość: Porcupine Re: Serce mi peka! IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 01.04.06, 15:06
          Właśnie taka licytacja Twoich rzekomych zalet i osiągnięć oraz ciągłe
          przypominanie o "romantyczności" i złym losie jest błaganiem o litość.
          Popatrzcie na mnie, ja byłem taki romantyczny, tak kochałem, a mnie tak
          skrzywdził los... łaaaaaa... Ja dałem jej 1000%, a ona nawet nie mogła
          powiedzieć, że mnie kocha... łaaaaaa...

          Zbyt dobrze potrafię sobie wyobrazić Twoje "okoliczności". Znam WIELE podobnych
          żałosnych kreatur, cała Polska roi się od takich słabiutkich, malutkich,
          pasywnych facecików, "romantyków", skrzywdzonych przez "los". Co tam Polska,
          pełno ich na całym świecie. Nie wiedzą czego chcą od siebie i od innych,
          trwaja, ale nie żyją pełnią życia. Bo człowiek żyjący pełnia życia to nie ten,
          który ma bogate życie seksualne, sporo kasy, karierę i super-duper wóz.
          Człowiek żyjący pełnią życia, to ten, który samodzielnie podejmuje życiowe
          decyzje, wiedząc o ich konsekwencjach. A później nie stara się obwiniać za
          niepowodzenia los czy innych, tylko podnosi się i idzie dalej i podejmuje
          kolejne decyzje. I ŻYJE! Aktywnie, świadomie, a nie biernie...

          I nie ma to nic wspólnego z "sercem z kamienia", lecz z WOLĄ i ŚWIADOMIŚCIĄ.
          • waldek1610 Re: Serce mi peka! 02.04.06, 09:33
            Wlasnie sie troche pozbieralem, i nigdy nie myslalem o podjetej raz decyzji o
            rozstaniu z Junko bo wiem ze mialem ku temu powody. Jesli wracam dzis do tego
            to jest pod wplywem snu, nie zal mi siebie samego ale wlasnie niej, bo ostatnio
            snila mi sie ze przyjechala do mnie po latach. Bardziej niz straconej milosci
            (ktorej moze nawet nie bylo) obawiam sie ze ona zle o mnie mysli, wcale nie
            jestem samolubny.
          • agatka_to_ja Re: Serce mi peka! 02.04.06, 18:22
            Porcupine - jestes GENIALNY!!!!!!
    • Gość: Kasia Re: Serce mi peka! IP: *.milc.com.pl / 213.17.131.* 31.03.06, 21:02
      To po co poslubileś swoją żonę?
      Ty nie kochasz Juko, tylko wspomnienie o niej,
      a to coś zupełnie innego.
      Zrozum teraz każde z was jest już zupełnie inną osobą,
      więc przestań się łudzić.
      • waldek1610 Re: Serce mi peka! 01.04.06, 08:33
        Gość portalu: Kasia napisał(a):

        > To po co poslubileś swoją żonę?
        > Ty nie kochasz Juko, tylko wspomnienie o niej,
        > a to coś zupełnie innego.
        > Zrozum teraz każde z was jest już zupełnie inną osobą,
        > więc przestań się łudzić.

        Latwo powiedziec, bo nie czekalas na kogos przez 1.5 roku.. bez slowa "kocham
        cie" ze strony tej drugiej osoby. Ja nadal jestem wewnatrz taki sam choc
        zmienily sie okolicznosci.

        Sam nie wiem czy kocham ja czy tylko zaluje ze oszukal nas los, bo okolicznosci
        byly trudne do zniesienia, i wymagaly duzego zaangazowania obudwu stron zeby ta
        znajomosc przetrwala przez 2 lata rozlaki. To prawda ze to ja niewytrzymalem,
        ale przez 1.5 roku to ja o wiele bardziej bylem zaangarzowany, nie wiedzialem
        czy tak naprawde jest po co czekac. Oczywiscie Junko byla cudowna dziewczyna
        ale przejmowala sie zbytnio tym ze ja cierpie. Teraz wiem ze spotkalismy sie w
        nieodpowiednim czasie, ona choc nie miala nic przeciewko bycia kochana, to nie
        byla gotowa na to zeby kochac.


        • Gość: Porcupine Re: Serce mi peka! IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 01.04.06, 16:01
          waldek1610 napisał:

          > Latwo powiedziec, bo nie czekalas na kogos przez 1.5 roku.. bez slowa "kocham
          > cie" ze strony tej drugiej osoby.

          I to jest właśnie użalanie się nad sobą... Naprawde myślisz, że jesteś taki
          wyjątkowy? Uwierz mi, są osoby bardziej wyjątkowe, osoby, które czekały na
          siebie na różnych krańcach świata o wiele dłużej niż jakieś 1.5 roku. Wytrwały,
          nie pisząc i nie mówiąc sobie ani razu "kocham cie", nie dając żadnych
          pochopnych obietnic. Wytrwały i teraz są razem. I są szczęśliwi. A
          pierwsze "kocham" powiedzieli sobie dopiero na żywo, w pełni świadomie, zdając
          sobie sprawę z zobowiązań płynących z wypowiedzenia tego słowa...

          Więc można przetrwać, można doczekać się, można być ogromnie szczęśliwym.
          Trzeba tylko wiedzieć, co jest ważne i czego się pragnie. I trzeba mieć WOLĘ i
          nie bać się podejmować decyzji, a nie słuchać tego, co mówią inni i nie
          poddawać się "peer pressure". Ale nie każdy ma tyle cierpliwości by być
          szczęśliwym. Większość pragnie mieć wszystko odrazu (cytując "Queen": "I want
          is ALL, I want it NOW"). A później obwinia się los...

          Gdybyś nie ożenił się tylko po to by czuć czyjąś bliskość, bo Twoja fizjologia
          domagała sie swojego, gdybyś słuchał głosu serca, a nie innej części ciała,
          gdybyś wiedział, czego pragniesz i dążył do tego konsekwentnie, to nie był byś
          teraz w takiej "rozterce". Chciałeś miec wszystko, a nie masz nic...
          • waldek1610 Re: Serce mi peka! 02.04.06, 10:36
            Gość portalu: Porcupine napisał(a):


            > Gdybyś nie ożenił się tylko po to by czuć czyjąś bliskość, bo Twoja
            > fizjologia domagała sie swojego, gdybyś słuchał głosu serca, a nie innej
            > części ciała, gdybyś wiedział, czego pragniesz i dążył do tego
            > konsekwentnie, to nie był byś teraz w takiej "rozterce". Chciałeś miec
            > wszystko, a nie masz nic...


            Mam moja zone i ja bardzo kocham i nigdy jej nie zdradzilem. A taki kryzys to
            kazdemu moze sie zdarzyc, zycie czasami jest bardzo zagmatwane, a Tobie latwo
            jest krytykowac. Wcale nie sluchalem "innej czesci ciala", moglem wytrzymac
            duzej, ale znowu na milosc trzeba sobie zasluzyc, i ja nie moglem dawac jej
            komus bezinteresownie przez 2 lata. Zreszta Ona majac 20 lat chyba doskonale
            wiedziala ze 27 letni facet potrzebuje wiecej niz listow, bo jej starsza
            siostra wyszla za maz gdy miala 24 lat a jej szwagier mial tylko 22 lata.

            Z ta Junko bylo bardzo roznie, nawet nie wiem czy bylbym z nia szczesliwy bo
            choc byla mila to rowniez byla bardzo uparta w innych sferach tez, nie dlatego
            ze czegos od niej nie uslyszalem, po prostu byla fajna dziewczyna ale na milosc
            rowniez trzeba zapracowac.

            A to ze nie jestesmy razem to chyba jest testamentem tego ze nie bylo milosci
            odwzajemnionej. Bylem bardzo cierpliwy, a ona znala moje uczucia, gdyby byla
            uczciwa tak naprawde to nie powiedziala by ze ja na twoja milosc nie zasluguje,
            nie teraz, albo powiedzialaby ze nie chce mnie ranic. A tak to brala a nic nie
            dawala w zamian, to jest nie fair.

            Choc masz racje bylem egoista, ale ona rowniez bo gdyby byla uczciwa to
            powiedziala by tylko ze moze byc moja przyjaciolka, a Ona powiedziala ze chce
            byc moja kochanka... A ledwo 10 listow na 1.5 roku to chyba zamalo jak nawet na
            kochanke.

            Zreszta milosc kosztuje, ona zawsze potrafila powiedziec mi gdy zrobilem cos
            nie tak, wymagala duzo, a sama niedojrzala na milosc.
    • agatka_to_ja Re: Serce mi peka! 31.03.06, 21:20
      nowe wcielenie Waldemara - romatyczny kochanek, dramatycznie rozdarty miedzy
      miłośc a przysiege, niczym Konrad Wallenrod albo Werter.. i tak cierpi
      biedaczek....

      ktos w to wierzy? bo ja nie... hehehe

      jeszcze tydzien temu gadal tylko o obszczanych ci.pach i nieswiezych gaciach
      oraz o zapodawaniu sie na stole... a teraz to, nowe wcielenie...
      nie wierze i nie uwierze...

      chyba, ze on czeka na to, zeby ktos mu powiedzial " jedz do Junko, bzyknij ją i
      przekonaj sie, ktora baba ci lepiej dogadza"

      no i wtedy melodramat kiepskiej podróby romatycznego kochasia skonczylaby sie!

      wiec Waldi, mówimy ci pieknie "jedź, bzyknij i nie marudź!!! bo jestes
      żałosny!!!" (i nie tylko ja twierdze, ze twoje melodramatyczne wyznania są
      żałosne i pasujące raczej do pryszczatego nastolatka, a nie do powaznego męża w
      średnim wieku)
      • waldek1610 Re: Serce mi peka! 01.04.06, 08:53
        Agatka,
        Jestes niedojrzala, tu nie chodzi o "bzykanie" tylko o milosc, o glebokie
        uczucia. Kochalem sie z obydwiema wiec mam skale porownawcza, ale to sa sprawy
        drugorzedne, dla mnie liczy sie pasja, i fakt ze milosc do Junko o wiele wiecej
        mnie kosztowala, tutaj znowu nie chodzi wcale o pieniadze tylko moje uczucia i
        wklad emocjonalny.

        32 lat to nie jest jeszcze sredni wiek...
        • agatka_to_ja Re: Serce mi peka! 02.04.06, 18:21
          WLasnie dchodzi o to, ze JESTEM DOJRZAŁA!!!!!!
          BO nie rozważam "co by bylo gdyby..." :
          co by bylo gdybym poszla do technikum, a nie do liceum?
          co by bylo gdybym poszlam na kierunek techniczny a nie na filologie?
          co by bylo gdybym pokochała R., a nie W.?
          co by bylo gdybym tego dnia poszla w lewo, a nie w prawo?

          nie mozna rozwazac "co by bylo ..." bo to bzdura!
          nie da sie cofnac czasu!
          trzeba zyc dniem dzisiejszym, a nie roztlkiwiac sie nad przeszloscia...
          • Gość: Porcupine Re: Serce mi peka! IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 02.04.06, 18:58
            Agatka, zgadzam się z Tobą! Rozważania typu "co by było" (tzn.
            takie "przeżuwanie" przeszłości) świadczy o bierności, o nieświadomym
            podejmowaniu decyzji (lub raczej NIE podejmowaniu) i braku odpowiedzialności za
            własne decyzje i życie.

            Infantylność...
            • agatka_to_ja Re: Serce mi peka! 02.04.06, 19:37
              Porcupine, zgadzam sie z kazdym slowem, ktore piszesz o Waldku...
              Facet jest baznadziejny...wszystko pasuje do ukladanki: jeszcze niedawno
              zastanawial sie, po co istnieje cos takiego jak wiernosc malzenska, bo on kocha
              zone, pragnie jej, ale rownoczesnie chcialby pobzykac inne panny... bo jak to
              mowil "po to sa rozne restauracje, zeby w nich tez jadac.. nikt przy zdrowych
              zmyslach nie je ciagle tego samego"
              Moim zdaniem Waldi szuka pretekstu, zeby wrocic do swojej Japoneczki, a
              przynajmniej pretekstu do tego, ze nie jest warty swojej zony no i moze ją
              zostawi?
              W koncu Waldi to nasz etatowy erotoman - gawedziarz na forum.Znamy jego
              wcielenia pt"marines-światowiec", "wszystkie miały ze mna orgazmy", "jestem
              krolem seksu", "wy Polacy jestescie seksualnie zacofani", "kobieto nie rob
              facetowi kolacji tylko poloz sie na stole i rozloz nogi" oraz
              wcielenie "najbardziej lubie obszczane niemyte kobiece genitalia"
              I w jego wcielenie "romantyka" KOMPLETNIE NIE WIERZĘ !!!!!!!!!!!!!!
              • waldek1610 Re: Serce mi peka! 03.04.06, 06:22
                Agatka,

                Posiadasz bardzo proste podejscie do zycia. Dzielisz wszystko na czarne albo
                biale, kategoryzyjesz ludzi na dobrych i zlych, podczas gdy nie ma osob ktore
                nikogo nigdy nie zranily, nie ma tez osob stuprocentowo zlych.

                Dobry facet to jest taki ktory kocha swoja partnerke ale rowniez daje jej
                orgazm i nie brzydzi sie zapachem jej "obsikanych majtek". Zly facet to jest
                taki ktory tylko siedzi bezmyslnie z baba, pracuje i chce ja kontrolowac, bo
                wydaje mu sie ze to jest po katolicku.

                Agatka,
                Nie jestem "Swiatowcem" moje zycie choc jest dosc urozmaicone to wcale sie tym
                nie szczyce, bo nie ma czym, ale nie zamiezam zmieniac nazw miejsc i imion
                tylko dlatego ze Ciebie to irytuje.
                • agatka_to_ja Re: Serce mi peka! 03.04.06, 08:25
                  po katolicku jest kontrolowac kobiete? co ty gadasz? co to za bzdury?
                  ja nie dziele nikogo! Potrafie rozroznic dobro od zla i widze rowniez szarosci
                  w otaczajacym swiecie
                  a twoje "serce mi placze po Junko" jest dla mnie smieszne. Rozumiem, ze mozna
                  miec zal, ze mozna wspominac.. ale wylewac żale na forum? roztkliwiac sie
                  nad "dawną miłośćą" i reklamowac sie jako romantyk-marines? ŻENADA!

                  Żal nosi sie w sercu, a nie wylewa na forum!
                  • waldek1610 Re: Serce mi peka! 03.04.06, 09:04
                    Agatka,
                    Kazdy tutaj przychodzi z jamims problemem, po to jest to forum zeby sie
                    wygadac,i byc moze znalezc odpowiedzi na pytania. Zyj i daj zyc innym, uwierz
                    mi mozna byc krytycznym i objektywnym bez uciekania sie do publicznego
                    besztania innych.

                    Dlaczego irytyje Ciebie jakis "romantyk-marines", moze dlatego ze nie jestes
                    tolerancyjna, i oceniasz innych poprzez pryzmat mitow i stereopypow
                    zaslyszanych w mediach? Jesli bylbym "nieczulym- zolniezem WP" to
                    zaakceptowalabys mnie latwiej?

                    Widzisz Agatka, gdy sie rozmawia o swoim problemie to jest duza szansa ze
                    znajdziemy jakies rozwiazanie, pomoc, albo dobra rade. Tak robia ludzie
                    cywilizowani niezaleznie jak blache lub nudne moga Ci sie wydawac ich problemy.

                    Lepiej jest dyskutowac niz nosic zal w zercu...i nabawic sie choroby nerwowej,
                    depresji albo gorzej...popelnic samobojstwo. Dojrzali ludzie rozmwaiaja o
                    swoich problemach, zyje sie raz i warto jest sie nad nim zastanawiac.


          • waldek1610 Re: Serce mi peka! 03.04.06, 06:06
            agatka_to_ja napisała:

            > nie mozna rozwazac "co by bylo ..." bo to bzdura!
            > nie da sie cofnac czasu!
            > trzeba zyc dniem dzisiejszym, a nie roztlkiwiac sie nad przeszloscia...

            W tym przypadku masz racje Agatka, potrzebuje objektywnej krytyki i odpowiedzi
            na moje problemy zamiast agresji i zbesztania. Zrozumiec kogos jest bardzo
            trudno, wiem ze pare osob jak Stokrotka i inne zrozumialy moja trudno pozycje z
            Junko.

            Ja rowniez zrozumialem jak mogla czuc sie moja byla dziewczyna, jakie miala
            wtedy potrzeby. Wiedzac ze nie byla gotowa na "emocjonalna" milosc wzgledem
            mnie, latwiej mi jest pogodzic sie z tym ze nasze drogi rozeszly sie. Znajac ja
            na tyle wiem ze ona tez mnie rozumie...

            Pomimo tego nadal chce mi sie plakac, tylko ludzie bez serca potrafia zapomniec
            kogos ot tak.
    • misscraft Re: Serce mi peka! 31.03.06, 22:23
      szkoda mi Ciebie, a jeszcze bardziej Twojej żony, bo żyje w zakłamanym związku i
      pewnie nawet nie zdaje sobie z tego sprawy, lepiej dla niej żebyś jej powiedział
      i może żebyście się rozstali wtedy ma większe szanse, ze znajdzie kogoś dla kogo
      będzie jedyna, kto do ceni ją jej miłość.
      • astra161 Re: Serce mi peka! 31.03.06, 23:51
        Troche póżno sie ocknąłeś,biedna żona!
      • waldek1610 Re: Serce mi peka! 01.04.06, 09:12
        misscraft napisała:

        > szkoda mi Ciebie, a jeszcze bardziej Twojej żony, bo żyje w zakłamanym
        > związku ipewnie nawet nie zdaje sobie z tego sprawy, lepiej dla niej żebyś
        > jej powiedział i może żebyście się rozstali wtedy ma większe szanse, ze
        > znajdzie kogoś dla kogo będzie jedyna, kto do ceni ją jej miłość.


        Widzisz jak latwo generalizowac i chybic z przedwczesna ocena innych. Kochalem
        moja zone, nadal ja kocham i przez caly nasz zwiazek 4 lata wiem ze czyla sie
        kochana, bo naprawde moja zone kochalem, teraz niewiem kogo kocham.

        Czuje sie oszukany przez los. Zadzroszcze mojej zonie ze ona sama zdecywowala
        kiedy rzucila swojego bylego chlopaka, a ja nie mialem takiego komfortu.

        Mysle ze w okolicnosciach jakich spotkalem Junko prawie nikt nawet nie bral by
        takiego zwiazku zgory narazonego na rozne proby niezalezne od Nas. Mysle ze to
        jest moja wina bo jestem niepoprawnym romantykiem i myslalem ze wytrzymam taka
        karkolomna probe, ale i ja mam krew plynaca w zylach, w koncu i ja
        potrzebowalem kogos blisko a nie tylko obietnicy wspolnej przyszlosci.
        • Gość: Porcupine Re: Serce mi peka! IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 01.04.06, 14:53
          Jesteś typowym okazem typu Passive Agressive. Zazdrościsz żonie, że potrafi
          podejmować własne decyzje, bo sam panicznie boisz sie jakich kolwiek decyzji.
          To dla tego cały czas powtarzasz jak mantrę "Czuje sie oszukany przez los". Los
          nie ma nic wspólnego z "oszukiwaniem" Ciebie, to TY SAM siebie oszukujesz. A
          najgorsze jest to, że oszukujesz też innych. "Los" tylko stwarza sytuacje,
          które my wykorzystujemy lub nie. Stąd później żal i frusracja. Albo spełnienie.
          Jeśli siedzisz pasywnie i boisz sie podjąć jaka kolwiek decyzję i tylko się
          tłumaczysz "romantyzmem", to nie dziw się, że będziesz w takiej rozterce jak
          teraz. Gdybyś żył ŚWIADOMIE, gdybyś świadomie podejmował decyzje, słuchał
          własnej woli, to nie miałbyś uczucia zmarnowanych szans, etc. Ale Ty wolisz
          narzekać na "los", na swoją "romantyczną duszę", na Junko która czegoś tam
          niedopowiedziała, na żone, która za mocno kocha i umie decydować...

          Jesteś słabą, bezwolną osóbką, która, zamiast popatrzeć wgłąb siebie, palęta
          się po różnych forach i źlamda o swojej "romantyczności" i winie losu... Nie
          zasługujesz na miłość i szacunek innych osób, bo nie masz tych uczuć wobec
          siebie samego...
          • waldek1610 Re: Serce mi peka! 02.04.06, 09:23
            Porcupine,
            Dzieki tej dyskusji, moglem sie przekonac ze sam podjalem decyzje zeby nie
            oszukiwac sie i nie czekac na kobiete, ktorej nie bardzo na mnie zalezy. Teraz
            jest mi lzej na sercu.

            Jesli zapytal(a)bys sie o opinie mojej zony o mnie to bys byla w szoku, bo
            naprawde nie mysli zle o mnie jak ty, wrecz przeciwnie, i ma ku temu powod, bo
            naprawde caly czas bylem jej wierny i poswiecalem sie dla niej tak samo jak
            wczesniej dla Junko. A moje rozterki dopiero zaczely sie 2 tygodnie temu pod
            wplywem snu o Junko, co zmusilo mnie do spojrzenia wstecz.

            Nie jestem typem "passive agressive" bo gdy kocham jedno to o drugiej nie
            mysle, a to ze teraz wrocily mysli o Junko to wynik snow jakie mialem. Chodzi o
            to ze gdy Junko miala 19 lat i spotkalismy sie to powiedziala ze chce zebysmy
            byli kochankami i ze chce wujsc za maz w wieku 27 lat, wlasnie w tym roku, w
            lutym skonczyla 27 lat...i snila mi sie dwa tygodnie temu ze przyjechala do
            mnie po latach tak jakby nic sie nie zmienilo, to wlasnie nie daje mi spac. To
            prawda ze przez nia nie mialem latwego zycia i troche mnie zranila w
            przeszlosci, ale teraz wydaje sie ze ja tez ja zranilem.

            • misscraft Re: Serce mi peka! 13.04.06, 11:36
              Wydaje mi się, że to minie, skoro piszesz, że kochasz żone tylko teraz masz
              wątpliwoście, bo Ci się tamta przyśniła, może minąć równie szybko jak przyszło.
              Zawsze są jakieś wątpliwości i zastanawianie się co by było gdyby, może w Twoim
              związku zaczęło Ci czegoś brakować stąd ten sen, Twoja podświadomość daje ci
              znać.Zawsze jesteśmy ciekawi tego czego nie mamy, ale nawet gdybyś był z Junko
              mógłbyś mieć takie same wątpliwości. To co już mamy nas nudzi, a nęci to co
              moglibyśmy mieć. Normalka. Ale to tylko fantazje, podejrzewam, że tymczasowe, o
              ile nie zaczniesz ich w sobie pielągnować. Skąd wiesz jaka ona teraz jest czy
              wogóle o Tobie myśli i czy nie ma już męża i dzieci nie ma co gdybać i wracać do
              przyszłość tym bardziej jeśli to by miało coś zepsuć w Twoim małżaństwie.
              Pisałeś na innym forum, że już rozmawiałeś o tym z żoną. Musiało to ją zranić. A
              co teraz Ty czujesz, dalej marzysz o tamtej?
              • waldek1610 Re: Serce mi peka! 13.04.06, 12:33
                Mysle dalej o niej, ale pojawiaja sie we mnie objawy zmeczenia ta sytuacja. Po
                pierwsze chce sie z nia zkontaktowac, i zapytac czy wszystko w porzadku, jak
                jej sie powodzi, no i dlaczego stalo sie co sie stalo, mam pytania i odpowiedzi.

                Po pierwsze nie rozmawialem z nia 7 lat wiec zmienily sie adresy numery
                telefonow, nie jest tak latwo sie zkontaktowac z kims kto mieszka w ...Japoni
                pomysl sobie 120 milionow ludzi a osob z tym samym imieniem i nazwiskiem w
                Japoni musi byc co najmiej kilkadziesiat...

                Napisalem list do niej na adres jej rodzicow, bo co sluszalem Japonczycy w
                starszym wieku tak czesto sie nie przeprowadzaja, mam nadzieje ze dostanie list
                i czekam na jej odpowiedz. Rowniez znalazlem Japonke na internecie ktora jest
                tez z Osaki i ona obiecala ze pomoze mi ja znalezc. Po prostu chce z Junko
                porozmawiac, moze zobaczyc sie. Nic nie wiadomo, Junko to dziewczyna ktora
                zawsze mnie intrygowala bo byla taka mocna psychicznie, i wywarzona ale z
                wdziekiem, a ja bylem zbyt romantyczny.

                Mysle ze meczy mnie to ze ja zerwalem z Junko, wiec powinienem ja przeprosic,
                nie za to ze zerwalem bo mialem powodu, tylko ze sie z nia nie porzegnalem jak
                przyjaciel, po prostu zerwalem z nia kontakt bo wydawala mi sie ze powinna
                wiecej do mnie pisac, bo list nie jest trudno wyslac, nawet jak pisala to nie
                czulem zadnych znakow milosci od niej, moze sympati.

                Co prawda gdy bylismy blisko, kochalismy sie i ona powiedziala ze chce byc moja
                kochanka, dziewczyna i pytala sie czy moge na nia czekac, ale potem w listach
                tylko pisala "oczekuj ponownego spotkania ze mna"...ale ani slowa takiego
                jak "tesknie za toba", nie mowiac o "kocham"

                Jak moglem czekac 2 lata na dziewczyne ktora nigdy nie powiedziala mi ze mnie
                kocha?
                • misscraft Re: Serce mi peka! 13.04.06, 22:36
                  są osoby ktorym wyznania nie przychodzą łatwo, nie chcą szastać słowami zbyt
                  lekko, żeby nie zatarło się ich znaczenie. Wolałaby pewnie być ostrośna, w razie
                  jakby od ciebie tego samego miała nie usłyszeć. Może jak z nią wyjaśnisz
                  wszystko,choć to pewnie wyda się jej dziwne po tylu latach, faktycznie może Ci
                  przejść ten stan, chyba,że okaże się, że ona jest wolna i chciałaby się z Tobą
                  spotkać, co wtedy? Odejdziesz od żony?
                  • waldek1610 Re: Serce mi peka! 14.04.06, 00:21
                    misscraft napisała:

                    > są osoby ktorym wyznania nie przychodzą łatwo, nie chcą szastać słowami zbyt
                    > lekko, żeby nie zatarło się ich znaczenie. Wolałaby pewnie być ostrośna, w
                    > razie jakby od ciebie tego samego miała nie usłyszeć.

                    Ja powiedzialem jej ze ja kocham, tylko raz dlatego ze nie wydaje mi sie ze
                    przyjela maja deklaracje z radoscia, raczej byla zaskoczonam niewiedziala co
                    powiedziec, ale to bylo gdy jeszcze bylismy blisko przed moim wyjazdem z Japoni.
                    Ale nie trzeba mowic "Kocham" zeby wyrazic to sami, wiec pisalem ze za nia
                    tesknie i mysle o niej zawsze, ze jest piekna i wogole cudowna...Ale skoro ona
                    sama powiedzala mi ze jestesmy kochankami, i ona jest moja dziewczyna i
                    zapytala sie czy moge na nia czekac, i ona przyjedzie do mnie...to chyba cos
                    znaczy i jesli nie jest to rownoznaczne z uczuciem to z czym? Checia
                    posiadania "chlopaka", wiem ze mlode dziewczyny w ten sposob sie
                    odwartosciowoja szczegulnie w Japoni bo tamtejsi mezczyzni nie traktuja kobieta
                    zbyt dobrze, bylem wiedzialem, wiec fakt posiadania chlopaka do tego jeszcze z
                    zachodu jest swoista nobilitacja w Jaoni, w krau w ktorym nie ma imigrantow
                    jako takich.

                    A moze ona po prostu chciala miec kogos w USA, bo gdy ja poznalem to plakala ze
                    czuje sie "depressed" w Japoni, bo zycie kobiet nie jest tam latwe?

                    > Może jak z nią wyjaśnisz
                    > wszystko,choć to pewnie wyda się jej dziwne po tylu latach,

                    Mysle ze poprostu spotkalem ja zawczesnie (dla niej) bo ja majac prawie 26 lat
                    gotowy bylem znalezc stala dziewczyne i nawet ozenic sie z nia, a ona majac 19
                    lat potrzebowala chlopaka ktory "jest" ale tylko wtedy gdy ona go porzebuje,
                    wiem ze spragniona byla seksu nawet majac 19 lat bo w Japoni dziewczyny nie
                    traktuja seksu tak sakramentalnie jak np w Polsce, dla nich seks to
                    przyjemnosc, sport, sposob na dobre soamopoczucie, i nie maja zadnego wstydu,
                    wcale nie wsydzila sie mi mowic czego ona potrzebuje w tej materi...natomiast
                    jej uczucia to byl prawie temat tabu. Co prawda powiedziala mi ze chce zebysmy
                    byli kochankami, i chce byc moja dziewczyna i zebym na ni czekal, ale nigdy nie
                    powiedzala mi "Kocham Cie" ani nawet "Tesknie za Toba" w
                    listach...tylko "oczekuj ponownego spotkania ze mna" "Take care Wally" itd.
                    Wlasnie dlatego zerwalem kontakt po 1.5 roku bo sadzilem ze nie moge czekac na
                    kogos tak dlugo kto nawet wstydzi sie lub nie czuje czegos glebszego do mnie.


                    >faktycznie może Ci
                    > przejść ten stan, chyba,że okaże się, że ona jest wolna i chciałaby się z Tobą
                    > spotkać, co wtedy? Odejdziesz od żony?

                    Nic nie wiadomo bo gdy ja spotkalem, miala 19 lat i powiedzala mi ze najpierw
                    chce zrobic kariere, jak wiekszosc kobiet w Japoni a wyjsc za maz dopiero w
                    wieku 27 lat, i wlasnie teraz ona ma ...27 lat. Pozatym wiem ze jest
                    wymagajaca, i trudno jej dogodzic jesli chodzi o uczucia, natomiast w innych
                    kwestiach byla jak dziecko wszystko ja cieszylo.

                    Mysle ze po prostu byla za mloda zeby sie mi oddac zupelnie, i chciala zebym
                    czekal...a ja mialem prawie 26 lat i czas lecial, zmienialy sie okolicznosci,
                    trzeba bylo podjac decyzje a jej jak nie bylo tak nie bylo, dopiero po 1.5 roku
                    napisala ze przyjezdza do Seattle WA na studia i byc moze spotkamy sie za
                    nastepne pol roku w czasie feri, ale ja mieszkalem na drugim wybrzerzu USA w
                    stanie North Carolina, 3.5 tysiaca mil od niej. Dlaczego nie zdecydowal sie
                    przyjechac do West Virginia skoro jest tam duzo college z Internatioal students
                    i Japonczykami, ona zdecydowala ze pojedzie do Seattle bo to jest blizej
                    Japoni, na zachodnim wybrzerzu i mieszka tam wielu azjatow, a uczelnie
                    temtejsze oblegane sa przez studentow z Japoni.

                    Wiec ona zdecywowala ze college jest waznejszy odemnie, a to znaczyla ze
                    przyunajmniej nastepne 2-3 lata dalej bedziemy miec znajomosc na odleglosc. Nie
                    wiem czy gdybym ja spotkal w Seattle to czy wkoncu powiedziala by mi ze mnie
                    kocha, bo ja wtedy tego potrzebowalem zeby przetrwac zeby moc na nia czekac, a
                    tak to myslalem ze jestem przeciez sam...

                    Mysle ze Junko teraz majac 27 lat zrozumiala co ja wtedy czulem i moze jest jej
                    zal ze mnie stracila, zreszta ja ja tez stracilem. Dlatego wciaz nie moge o
                    niej zapomnac, ale przynajmniej chce z nia porozmawiac. Zobacze czy i kiedy uda
                    mi sie z nia skontaktowac.

                    Wiesz, nie jest latwo zapomniec o kims kogo kochalem i zainwestowalem w to
                    uczucie duzo cierpliwosci, nerwow i cierpienia z racji ze byla to znajomosc na
                    odleglosc. Mysle ze bylbym wstanie zostawic zone, skoro i tak mysle o Junko i
                    niedaje mi ta mysl spac, ale mam nadzieje ze sie przekonam gdy odezwie sie
                    Junko.



    • elamodela Re: Serce mi peka! 01.04.06, 18:22
      Ty Walduś, a co się stało, że dopiero teraz sobie o tej Junce przypmniałeś? No
      bo o ile mnie pamięć nie myli, to już koło jakichś dziesięciu lat minęło, skoro
      masz teraz ponad 30.. Wiesz jakie jest moje skromne zdanie? Tam ci dobrze,
      gdzie cię nie ma. Teraz ni z gruszki ni z pietruszki rozpaczasz za Junko, bo z
      nią nie jesteś. To jest chyba normalne, że idealizuje sie miłości, które się
      nie spełniły. Ja sama się ostatnio nad tym zastanawiałam. Ale zanim zaczniesz
      sobie wkręcać, że wasze życia to dwie bajki i okrutny los coś tam coś tam, to
      pomyśl przez chwilę dlaczego tak właśnie się stało. Może tak właśnie miało być?
      Może z Junko wcale nie byłbyś taki szczęśliwy? I może wreszcie wcale jej tak
      nie kochałeś? Najpiekniejsze są miłości niespełnione. Tylko, że one są
      niebardzo prawdziwe..
      • elamodela Re: Serce mi peka! 01.04.06, 18:31
        O i jeszcze mam jeden pomysł. Skoro potrzeba ci trochę dramatyzmu do
        spełnienia, to może olej teraz żonkę, spróbuj ją stracić np. opowiadając o tym,
        że pewna japońska studentka była jedyną prawdziwą miłością twego życia, potem
        przemierzaj lądy i oceany w poszukiwaniu Junko i jak się już okaże, że twoja
        prawdziwa miłość jednak nie jest twoim przeznaczeniem, będziesz mógł wrócić i
        powalczyć o żonę. Tylko niewiadomo czy ona drugi raz ci zaufa. Zresztą skoro
        jest takim skarbem jak piszesz, wątpię żeby długo była sama..
        • waldek1610 Re: Serce mi peka! 02.04.06, 11:07
          Biore to pod uwage, tylko ze nie jest tak ze nie kocham mojej zony, jedynie zal
          mi tego ze ta trudna i pelna dramatyzmu milosc do Junko sie nie zakonczyla
          szczesliwie, wkoncu poznalem ja wczesniej od zony.

          W USA mowi sie ze; "Co Ciebie nie zlamie, to tylko uczyni Ciebie silniejszym",
          przez ostatnie 2 tygodnie ramiona mi odadaly i nie bylem w stanie zrobic nic,
          ale teraz wlasnie czuje nowa energie, i wiem ze niespelniona milosc, jest we
          mnie wulkan energi ktory musze skierowac w moja kariere...Wiem ze moge osiagnac
          wiele i jesli dokonam to co sobie postanowilem to dedukuje to Junko!

          Wiem ze kiedys chce jej podziekowac w sposob bezinteresowny za wszystko co bylo
          pomiedzy nami!
      • waldek1610 Re: Serce mi peka! 02.04.06, 10:56
        elamodela napisała:

        > Ty Walduś, a co się stało, że dopiero teraz sobie o tej Junce przypmniałeś?
        > No bo o ile mnie pamięć nie myli, to już koło jakichś dziesięciu lat minęło,
        > skoro masz teraz ponad 30.. Wiesz jakie jest moje skromne zdanie? Tam ci
        > dobrze,gdzie cię nie ma. Teraz ni z gruszki ni z pietruszki rozpaczasz za
        > Junko, bo z nią nie jesteś. To jest chyba normalne, że idealizuje sie
        > miłości, które się nie spełniły. Ja sama się ostatnio nad tym zastanawiałam.
        > Ale zanim zaczniesz sobie wkręcać, że wasze życia to dwie bajki i okrutny los
        > coś tam coś tam, to pomyśl przez chwilę dlaczego tak właśnie się stało. Może
        > tak właśnie miało być?

        Moze wlasnie potrzeba mi zeby ktos powiedzial mi, ze to nie jest moja ani jej
        wina. Teraz zaczynam rozumiec ze moze przecenilem moja milosc, moze ona tego
        nie doceniala, moze wtedy nie potrzebowala jej. Ale to nie jest jej wina, mam
        tylko nadzieje ze mysli o mnie dobrze, bo staralem sie byc dla niej rycerzem,
        ale przecenilem moje mozliwosci, moja milosc do niej nie byla bezinteresowna.

        > Może z Junko wcale nie byłbyś taki szczęśliwy? I może wreszcie wcale jej tak
        > nie kochałeś? Najpiekniejsze są miłości niespełnione. Tylko, że one są
        > niebardzo prawdziwe..

        Mysle ze ona nie byla prawdziwa, oczywiscie moglo wiecej sie wydarzyc, ale
        jesli zdecydowalem sie wycofac to chyba mialem powody. Mialem poczucie ze ja
        ponaglam, i obsypuje ja miloscia do ktorej taka mloda srajda jeszcze nie
        dorosla. Bylem kierowany zaslepiona egoistyczna potrzeba bycia kochanym. Jesli
        czegos zaluje to tylko tego ze nie rozstalismy sie w sposob cywilizowany, a tak
        to obrazilem sie na nia smiertelnie. I wolalem nie miec nic niz nadzieje nie
        poparta bardzo slabymi obietnicami.


    • fredrus waldek1610 napisał: 01.04.06, 19:55
      waldek1610 napisał:

      >Fredrus,
      >Bardzo madrze piszesz, dziekuje za potraktowanie mojego problemu powaznie.

      To dlatego ze zal mi twojej zony.

      >Chyba znasz kobiety,

      Na kobietach sie znam jak kazdy mezczyzna, ktory ich doswadczyl.

      >wtakim razie powiedz mi z drugiej strony czy moje ex, Junko gdyby jeszcze byla
      >wolna...bylaby w stanie przyjac mnie spowrotem?

      Chyba mnie przeceniasz. Ja nie potrafie czytac w ludzkich myslach, tym bardziej
      ludzi, ktorych nigdy w zyciu nie spotkalem. Jedyna skutaczna metoda, jaka mi
      przychodzi do glowy, to sie JEJ o to zapytac. (Pozostaje jeszce wrozka, albo
      jasnowidz :) )
      Tylko pamietaj, jesli twoja zona sie dowie o twoich kontaktach z twoja ex-g/f,
      to bedzie dla niej ogromny cios.

      >To ja ja zawiodlem, ale okolicznosci byly bardzo ciezkie (2 lata rozlaki, po
      >niedlugiej znajomosci) on chciala zebym na nia czekal, ale trudno to
      >wytlumaczyc, z powodow kulturowych, naprawde nigdy nie dowiedzialem sie czy
      >mnie kochala,

      Mysle, ze ona jeszcze wtedy nie dojzala do milosci. Jak sie jest zakochanym, to
      sie chce wykrzyczec to calemu swiatu, a przedewszystkim kochanej osobie.

      >bo deklarowala jedynie; "I want us to be lovers", " I wanna be
      >your girlfriend", "Can you wait for me". Wlasnie dlatego nie moge o niej
      >zapomniec, bo powiedziala rowniez; "do you need g/f now?"
      >bo wiadoma bylo ze jamusze wracac do USA, a ona nie przyjedzie szybko do ?
      >mnie. Poza tym do USA ?> mialaprzyjechac na studja, wiec nie wiem co mam
      >myslec, kochala mnie,zalezalo jejna mnie czy nie.

      Moze chodzilo jej oto. aby miec kogos "bliskiego" w obcym kraju.

      >Bo nie pisala zbyt duzo, i raczej trudno to nazwac listami
      >milosnymi, bardziej sumpatycznymi...

      Nie znam sie na Japonkach, ale mysle, ze gdyby cie kochala to by ci o tym
      powiedziala
      Powiedz jeszce czy ona w koncu przyjechala do US? Czy ja powiadomiles o swoim
      slubie?


      >CZyje sie oszukany przez los.

      Oszukany? Los podeslal ci kochajaca zone, powinienes byc wdzieczny. Wielu
      facetow meczy sie z babami, ktore zatrowaja im zycie. A ty narzekasz?

      A tak na marginesie, to kim jest twoja zona? Chodzi mi o narodowosc. Jest
      Polka, Amerykanka poskiego poch. czy Amerykanka. ?
      I jeszcze napisz, czy twoja zona ci sie podoba, jakie cechy charakteru cenisz u
      swojej zony, a co u niej ci nie pasuje?
      • stokrotka101 Re: waldek1610 napisał: 01.04.06, 20:35
        Waldek, przeczytaj dokładnie wszystkie wpisy. Każdy ci dobrze życzy, wiec weź
        sobie nasze rady do serca.
        Zapomnij o swojej byłej ,zapanuj nad swoim urażonym ego, przeszłość trzeba
        zamknąć i pomysl o teraźniejszości.
        Nie gramy w love story tylko w realnym prawdziwym życiu i w może byc tak, że
        eks jest mężatką ma dwójke ślicznych dzieci a twoja zona dowie sie o tym co
        dzieje sie w twojej glowie i zostawi cie. efekt? Zostaniesz sam.
        • waldek1610 Re: waldek1610 napisał: 02.04.06, 11:13
          Stokrotka,
          Doceniam Twoje i innych rady, wlasnie tego potrzebowalem. Wiem ze Junko nie ma
          jeszcze dzieci, bo gdy ja poznalem mowila mi ze chce wyjsc za maz po zrobieniu
          kariery, gdy bedzie miala 27 lat...i wlasnie dwa miesiace temu skonczyla 27
          lat.

          Mam tylko nadzieje, ze wspominajac mnie potrafi docenic to co jej dalem,
          zwlaszcza to na co wtedy jeszcze nie byla gotowa. Nie chce zeby ktos o mnie
          myslal zle.
      • waldek1610 Re: waldek1610 napisał: 02.04.06, 09:02
        fredrus napisał:

        > Mysle, ze ona jeszcze wtedy nie dojzala do milosci. Jak sie jest zakochanym,
        > to sie chce wykrzyczec to calemu swiatu, a przedewszystkim kochanej osobie.

        Otoz to, a mnie zabralo to duzo czasu zeby to zrozumiec, pozatym gdybysmy znali
        sie dluzej przed moim powrotem do USA, to moze nie czyl bym sie taki
        nienasycony nia, nie chodzilo jedynie o to zeby zadeklarowala szybko milosc do
        mnie. Chodzilo o to ze czulem sie samotny i jak kazdy facet potrzebowalem
        kobiecej uwagi, bliskosci, dotyku.


        > >mnie. Poza tym do USA ?> mialaprzyjechac na studja, wiec nie wiem co
        > >mam myslec, kochala mnie,zalezalo jej na mnie czy nie.

        > Moze chodzilo jej oto. aby miec kogos "bliskiego" w obcym kraju.
        > Nie znam sie na Japonkach, ale mysle, ze gdyby cie kochala to by ci o tym
        > powiedziala. Powiedz jeszce czy ona w koncu przyjechala do US? Czy ja
        > powiadomiles o swoim slubie?

        Wlasnie dlatego po 1.5 roku wkoncu wpadlem w apatie i mialem dosc i zaczalem
        rozgladac sie za innymi lokalnymi dziewczynami, co bylo latwe, umowilem sie z
        jedna prawie natychmiastowo.

        Na ironie losu pare dni pozniej przyszedl list od Junko (po pol roku
        przerwy...) co prawda napisala; "Wreszczie przyjezdzam do USA, bede studjowac w
        Seattle w Stanie Washinghton, zimowe i wiosenne ferie sa tylko 7-9 dni ale chce
        sie z Toba zobaczyc"

        Ale ja mieszkalem w stanie Polnocna Karolina na drugim koncu USA, poza tym ona
        zapisala sie na college w Seattle, gdzie bylo wielu studentow z Japoni, co
        prawda moglem , kupic bilet i poleciec zobaczyc ja, ale wakacje miala za
        nastepne pol roku, a ja w czasie gdy otrzymalem jej list nie tylko ja z powodu
        jej chlodnych i zadkich listow nienawidzilem ale bylem w stanie apatii i od
        paru miesiecy szukalem antydotum w postaci innych kobiet.

        Bo ten list potwierdzil ze przyjezdza na studja do USA, a nie do mnie... Nawet
        nie odpisalem, nie czekalem, i gdy zmienil sie moj adres nawet nie podalem jej
        nowego, myslalem po co; przeciez nie pisala do mnie przez pol roku, po co nawet
        sie wysilac.

        Potem zapomnialem o niej zupelnie bo z druga kobieta z jaka sie umowielm, bylem
        przez nastepne 2 lata...nie myslalem o Junko bo mialem kobiete ktora czesciej
        widywalem. Potem wyszedlem z wojska wrocilem do rodziny pod Chicago, moja
        dziewczyna Chanieng (Thaika) tez mieszkala pod Chicago, wprowadzilem sie do
        niej. Ale wkoncu i z nia sie rostalem po dwoch latach, i wcale tego nie zaluje
        bo miala zly charakter.


        > >CZyje sie oszukany przez los.

        > Oszukany? Los podeslal ci kochajaca zone, powinienes byc wdzieczny. Wielu
        > facetow meczy sie z babami, ktore zatrowaja im zycie. A ty narzekasz?

        Wiem, powinienem byc szczesliwy, ale moj charakter nie pozwala mi docenic co
        przyszlo latwo, a moja zona pojawila sie natychmiastowo po moim rozstaniu z
        Taika i jest za dobra dla mnie...

        > A tak na marginesie, to kim jest twoja zona? Chodzi mi o narodowosc. Jest
        > Polka, Amerykanka poskiego poch. czy Amerykanka. ?

        Moja zona jest Polka poznala mnie prawie zaraz po przyjezdzie do USA, co
        ciekawe ma tyle samo lat co ta Japonka Junko- 27 ale ona od razu zaangazowala
        sie we mnie, a Junko nawet gdy ja poznalem powiedziala ze co prawda chce byc
        moja kochanka ale wyjsc za maz chce dopiero w wlasnie w wieku 27 lat bo
        najpierw chce zrobic kariere, czyli czekalbym do tej chwili. A z zona jestem
        malzenstwem od ponad 3 lat.

        > I jeszcze napisz, czy twoja zona ci sie podoba, jakie cechy charakteru cenisz
        > u swojej zony, a co u niej ci nie pasuje?

        Tak, moja zona podoba mi sie to ze jest bardzo kobieca, ma dobre maniery ale
        zarazem jest calkiem na luzie, jest wrazliwa ale i mocna wewnatrz. Znowu co
        ciekawe ma tyle samo lat co Junko i jest bardzo podobnej budowy, ciemne wlosy i
        delikatny kobiecy glos. Ale wcale nie szukalem kogos zeby wygladal jak tamta,
        po prostu tak wyszlo.

        Chyba wszystko mi pasuje, u zony oprocz tego ze zdobylem ja z wielka latwoscia,
        i to wlasnie sprawia ze czuje ze nie walczylem o ta kobiete, bo zbyt latwo mi
        przyszla. I dlatego ze choc jest tak samo uparta jak Junko to od razu sie we
        mnie zakochala. Mysle ze faceci wola kobiety ktore sa trudne do zdobycia...
        • Gość: Porcupine Re: waldek1610 napisał: IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 02.04.06, 18:51
          Myślę, że żadnej ze "swoich" kobiet tak na prawde nie kochałeś...

          Na żonę patrzysz poprzez pryzmat Junko, niby nie porównujesz, a jednak
          porównujesz. A w Twoim jej opisie nie czuć ciepła i miłości do niej. Junko też
          bardziej Ciebie drażni teraz (bo nie powiedziała wtedy "kocham") niż wzbudza
          uczucie miłości.

          Nie oszukuj się, zastanów się i podejmij decyzję, która sprawi, że nie będziesz
          czuł takiego "rozdarcia". Uświadom sobie samemu, że popełniłeś błąd i zacznij
          od nowa. Trwanie w związku z żoną tylko z litości dla niej (bo przecież ona Cię
          tak kocha, blah, blah, blah) jest nie fair w stosunku do niej. Jest oszustwem.
          Jeśli nie potrafisz ją kochać namiętnie, bezgranicznie, bezwarunkowo, jeśli
          powracaja mysli i gdybania o innej, to znaczy, że nie powinieneś być z żoną, bo
          tylko ją krzywdzisz swoją nieszczerością. Zrozum, że w spełnionym, szczęśliwym,
          kochającym się małżeństwie nie może być miejsca na takie gdybania i wspomnienia
          z przeszłości, i żaden sen nie może w taki sposób wejść pomiędzy dwojga
          kochających się małżonków. Nie może na tak długo zakłócić spokoju. Bo jeśli
          zakłóca, to znaczy, że nie jesteś spełniony w tym związku. A jeśli nie jesteś
          spełniony (i od samego początku o tym wiedziałeś!), to tylko krzywdzisz tę
          drugą osobę swoją hipokryzją...

          Zresztą... hipokryzja jest cechą narodową polaków-katolików, nawet tych,
          mieszkających w innych krajach...
          • elamodela Re: waldek1610 napisał: 02.04.06, 19:31
            Porcupine ciekawe to co piszesz, ale ja bym się z tobą do końca nie zgodziła.
            Albo jesteś idealistką, która wierzy w prawdziwą doskonałą miłość, albo
            chodzisz mocno po ziemi i nie tracisz czasu na gdybanie. Odpowiedz mi tylko na
            pytanie: czy ty jesteś szczęśliwą mężatką, bądź w długoletnim związku, ciągle
            zakochaną w partnerze i absolutnie pewną, że to ten jedyny, zupełnie obojetną
            na resztę świata, czy może tylko masz taką wizję miłości i myślisz, ze tak
            właśnie powinno być? Bo ja wątpię, że takie rzeczy, tzn. związki się zdarzają.
            Nie wierzę, że można być ślepo wpatrzonym tylko w jedną osobę, a już na pewno
            nie przez dłuugi długi czas. Co nie znaczy oczywiście, że polecam myślenie co
            by było gdyby, czyli w twoim mniemaniu hipokryzję.
            • Gość: Porcupine Re: waldek1610 napisał: IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 02.04.06, 23:23
              elamodela napisała:

              > Odpowiedz mi tylko na
              > pytanie: czy ty jesteś szczęśliwą mężatką, bądź w długoletnim związku, ciągle
              > zakochaną w partnerze i absolutnie pewną, że to ten jedyny, zupełnie obojetną
              > na resztę świata

              TAK

              i dodam jeszcze, że to jest OBUSTONNE w naszym związku
              • waldek1610 Pytanie do Porcupine! 03.04.06, 07:53
                Porcupine,
                Nie chce ingerowac w Twoje zycie, ale skoro Elamodela poruszyla temat to prosze
                odpowiec mi na nastepujace pytania?

                1. Ile tysiecy kilometrow dzielilo Ciebie od twojego partnera?
                2. Ile lat musieliscie znosic rozlake?
                3. Ile lat musialas czekac od randki numer 5 na randke.... numer 6?
                4. Ile listow oczekiwalabys od partnera w ciagu 1 roku zeby przetrwac?
                5. Czy czekalabys 2 lata na to zeby kontynuowac randki i dowiedziec sie czy
                wogole jest warto czekac?
                6. Czy czekalabys 2 lata zeby dowiedziec sie czy jest tylko zauroczenie czy
                milosc?
                7. Czy wierzysz w to ze kobieta moze zakochac sie w facecie 3 lata pozniej
                jesli nie kocha po 1.5 roku?



                Gość portalu: Porcupine napisał(a):

                > elamodela napisała:
                > > Odpowiedz mi tylko na pytanie: czy ty jesteś szczęśliwą mężatką, bądź w
                > > długoletnim związku, ciągle zakochaną w partnerze i absolutnie pewną, że to
                > > ten jedyny, zupełnie obojetną na resztę świata


                > TAK i dodam jeszcze, że to jest OBUSTONNE w naszym związku


                • Gość: Porcupine Re: Pytanie do Porcupine! IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 03.04.06, 15:39
                  waldek1610 napisał:

                  > Nie chce ingerowac w Twoje zycie, ale skoro Elamodela poruszyla temat to
                  prosze
                  >
                  > odpowiec mi na nastepujace pytania?

                  A cóż to, przesłuchanie?

                  Czy Ty jesteś na tyle słabą osobą, że musisz porównywać każdy swój krok do tego
                  co robią inni? Musisz wiedzieć, jak to robią/czują/przeżywają inni, by móc
                  podejmować własne decyzje? Musisz pytać innych, bo Twoje własne serce i
                  rozsądek niczego Ci już nie podpowiadają? Bo własnej WOLI pewnie nie masz...

                  Cóż Ci przyjdzie z moich odpowiedzi i mojego doświadczenia? Mam się z Tobą
                  zabawić w licytację pt. "kto bardziej cierpiał/kochał/czekał"? Przepraszam, ale
                  są o wiele ważniejsze dla mnie sprawy - TU I TERAZ - aniżeli rożnego rodzaju
                  gdybania i wyliczania.

                  Człowiek szczęśliwy żyje teraźniejszością, a nie wspomnieniami!
          • waldek1610 Mozna pokazac ze zalezy nam bez slowa; "Kocham" 03.04.06, 07:30
            Gość portalu: Porcupine napisał(a):

            > Myślę, że żadnej ze "swoich" kobiet tak na prawde nie kochałeś...

            Kochalem obie z calego serca, ale ta pierwsza sie zawiodlem, na druga nie
            zasluzylem. Nigdy nie zdradzalem zadnej, i w tym problem ze gdy zakocham sie w
            kobiecie to poswiecam sie jej calkowicie i oczekuje tego samego.


            > Na żonę patrzysz poprzez pryzmat Junko, niby nie porównujesz, a jednak
            > porównujesz. A w Twoim jej opisie nie czuć ciepła i miłości do niej. Junko
            > też bardziej Ciebie drażni teraz (bo nie powiedziała wtedy "kocham") niż
            > wzbudza uczucie miłości.


            Teraz wiem ze gdybym nie szalal tak za Junko, to w koncu by przyjechala, i moze
            nawet wyszla za mnie wkoncu...moze przez wygode, moze ona potrzebowala kogos
            ktory jest "always available".. ale duzo nie wymaga od niej samej. Ale czy to
            jest milosc czy tylko utrzymywanie kontaktow, wygodnictwo z jej strony?

            Pozatym Ona wiedziala ze potrzebuje prawdziwej milosci, pomimo tego utrzymywala
            znajomosc ze mna wiedzac ze ona nie jest gotowa ta milosc odwzajemnic. I po co
            mowila ze "chce byc moja kochanka, dziewczyna" "i chce zebym na nia czekal",
            jesli nie potrafila powiedziec "kocham Cie".

            Pozatym dziewczyna nie musi od razu mowic facetowi "I love you" zeby pokazac ze
            jej na nim zalezy i byc moze w przyszlosci zakocha sie w nim doglebi...Wazne sa
            czyny, dlugie listy, po prostu kultywowanie glebokiej przyjazni, a z
            perspektywy czasu, czytajac stare listy widze ze glebokiej przyjazni nawet nie
            bylo, bo pisala glownie o sobie, swoiej pracy, studiach, nawet hobby niz o
            mnie. Jesli pisala o mnie to bardzo okreznie i wymijajaco, zebym na nia czekal,
            ale ja nie bylem jej priorytetem tylko jej kariera.

            Potrzebowala faceta, adoratora, ktory jest pod reka ale nie wymaga wiele od
            niej samej. Wiesz co? Niz zaluje ze sie wycofalem, bo nie wierze w to moge
            czekac latami i "odgrzac" moja milosc do niej, kiedy ona bedzie gotowa moja
            milosc odwzajemnic.


            > Zrozum, że w spełnionym, szczęśliwym, kochającym się małżeństwie nie może być
            > miejsca na takie gdybania i wspomnienia z przeszłości, i żaden sen nie może w
            > taki sposób wejść pomiędzy dwojga kochających się małżonków. Nie może na tak
            > długo zakłócić spokoju. Bo jeśli zakłóca, to znaczy, że nie jesteś spełniony
            > w tym związku.

            Nie wydaje mi sie ze nadal kocham Junko, po prostu wypalilem sie w zwiazku na
            odleglosc z wlasnie z nia, moja walka o kobiete, tesknota za kobieta zawsze
            miala imie; "Junko". Czuje sie tak jakby nagrode za moje starania o Junko
            otrzymalem od innej kobiety; mojej zony...Chcialbym potrafic ja kochac tak jak
            tamta.



            > Zresztą... hipokryzja jest cechą narodową polaków-katolików, nawet tych,
            > mieszkających w innych krajach...

            Gdybym byl hipoktytom to nawet nie kwestionowal bym moich czynow, a tak to nie
            boje sie spojrzec poddac krytyce.
            • Gość: Porcupine Re: Mozna pokazac ze zalezy nam bez slowa; "Kocha IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 03.04.06, 15:24
              waldek1610 napisał:

              > Chcialbym potrafic ja kochac tak jak tamta.

              I właśnie na podstawie takich zdań jak to, śmiem twierdzić, że nie kochasz
              żony. Znów je porównujesz, znów miłość według Ciebie ma "odcienie", tamta do
              Junko była taka, ta do żony jest inna. Ale miłość to miłość i albo jest albo
              jej nie ma. Albo szaleńczo Ciebie absorbuje, tak, że żadna inna osoba poza ta
              Jedną Jedyną nie istnieje, albo tej miłości nie czujesz wcale. A takie
              różne "miłostki", to tylko rozdrabnianie się, to nie jest Miłość!

              Wygląda na to, że żonę chcesz pokochać na siłę, tylko za to, że ona Cię kocha i
              poświęca się dla Ciebie. Tak się nie da. Tego jest za mało. To jest
              takie "litościwe" i jakżesz upokarzające dla Twojej żony (nawet jeśli ona sama
              o tym nie wie). Jesteś z nią nie dla tego, że jest całym Twoim światem, że
              olśniewa Ciebie swoją osobowością, że chcesz tylko z nią spędzić całe swoje
              życie, że chcesz dla niej poświęcić wszystko by czuła się szczęśliwa; ale
              jesteś z nią dla tego, że szkoda Ci jej, bo kocha tak mocno takiego nie wartego
              jej uczucia osobnika... Czujesz winę, że ona daje Ci tak wiele, a Ty nie
              potrafisz tego odwzajemnić, nie potrafisz "ją kochać tak jak tamtą".
              I to ma być "miłość"? I to małżeństwo ma przetrwać pół wieku lub dłużej? Z
              poczucia winy i zobowiązania? Gdzie w tym wszystkim szczęście, zachwyt,
              namiętność, miłość?

              Ale można i tak... Można trwać przez wiele lat w związku, bojąc się cokolwiek
              odmienić. Można wmawiać sobie, że to taki los, że szlachetnie jest cierpieć, że
              może coś się samo zmieni (na przykład, po urodzeniu dziecka), można nie robić
              absolutnie nic, by czuć się spełnionym w związku. Bo nie każdy wie, na czym to
              spełnienie ma polegać. Nie każdy pragnie być spełnionym w miłości. Niektórym
              wystarcza spełnienia zawodowego lub materialnego, lub też "artystycznego" i
              miłości szczęśliwej, spełnionej, spokojnej nie potrzebują...

              Czy Ty wiesz, czego pragniesz? Odnaleźć Junko? Na siłe pokochać własną żonę?
              Znaleźć zupełnie inną kobietę, którą trzeba będzie długo zdobywać? Zapomnij na
              chwilę o użalaniu się i trąbieniu o swoim "pękającym sercu" i "romantycznośći"
              na forum, popatrz na swoje wartości (jeśli je masz), zważ swoje priorytety i
              zacznij wreszcie ŻYĆ tu i teraz, a nie w gdybanej przeszłości czy przyszłości!

              Chyba, że brak Ci odwagi by żyć... i kochać...
              • waldek1610 Re: Mozna pokazac ze zalezy nam bez slowa; "Kocha 03.04.06, 23:39
                Porcupine napisal(a):

                > Wygląda na to, że żonę chcesz pokochać na siłę, tylko za to, że ona Cię
                > kocha i poświęca się dla Ciebie. Tak się nie da. Tego jest za mało. To jest
                > takie "litościwe" i jakżesz upokarzające dla Twojej żony (nawet jeśli ona
                > sama o tym nie wie).

                Raczej wydaje mi sie ze zrobilem dobrze ma mialem czas 1.5 roku zeby
                zorientowac sie ze moja uporczywa adoracja i uganianie sie za Junko jest
                naiwne, gdybym dotrwal to moze okazalo by sie ze to ja Ona nauczyla sie mnie
                kochac na sile. A wlasnie tego nie chcialem, nie chcialem zmuszac Junko i
                ponaglac ja do kochania mnie, jesli tego nie potrzebowala...To nie jest dobra
                perspektywa zeby byc kochanym z litosci.

                Chyba nie wierzysz w to ze w standardowym zwiazku jedna strona moze czekac
                latami na odwzajemnienie milosci? Nie wydaje mi sie ze ktos moze pokochac po 2
                latach ...jesli nie kocha po 1.5 roku.

                Zreszta rozejzyj sie dookola, jest wiecej zwiazkow w ktorych milosc obustronna
                pojawila po miesiacu spotkan. Nie wyobrazam sobie sytuacji w ktorej spotyka sie
                kobieta i mezczyzna przez 2 lata, spi ze soba i nigdy nie mowi "Kocham"...




    • Gość: pederrasta Re: Serce mi peka! IP: 1.3.* / *.proxy.aol.com 02.04.06, 03:25
      smaruj doope wazelina pomiocie qreski
    • Gość: Porcupine Re: Serce mi peka! IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 03.04.06, 20:52
      W innym wątku przyznałeś, że byłeś z Junko zaledwie 5 dni. To jest stanowczo za
      mało, żeby w pełni świadomie móc wyznać komuś miłość, ze wszystkimi płynącymi z
      tego wyznania konsekwencjami. Dla tego doskonale rozumiem Junko oraz dla czego
      nigdy nie powiedziała, że kocha Ciebie. Niektórzy bardzo cenią te dwa słowa i
      nie wypowiadają je pochopnie, byle kiedy, byle komu. Niektórzy WIEDZĄ czym jest
      Miłość i jeśli ją deklarują to raz i na zawsze, do tej Jednej Jedynej osoby. A
      nie do każdej, z którą się spało.

      Dla czego więc 19-letnia dziewczyna miała by wyznawać Ci miłość po 5 dniach
      znajomości, skoro nie zdążyła poznać Ciebie na tyle, by móc pokochać całą sobą?
      Ty, w swoim egoistycznym zaślepieniu, nie mogłeś zrozumieć uczuć innej osoby,
      jej niepewności i odmienności. Tak, jak i nadal nie rozumiesz...
      • waldek1610 chce byc "kochanka"..a nie pisze przez pol roku??? 03.04.06, 23:56
        Gość portalu: Porcupine napisał(a):

        > W innym wątku przyznałeś, że byłeś z Junko zaledwie 5 dni. To jest stanowczo
        > za mało, żeby w pełni świadomie móc wyznać komuś miłość, ze wszystkimi
        > płynącymi ztego wyznania konsekwencjami. Dla tego doskonale rozumiem Junko
        > oraz dla czego nigdy nie powiedziała, że kocha Ciebie. Niektórzy bardzo
        > cenią te dwa słowa i nie wypowiadają je pochopnie, byle kiedy, byle komu.

        Wiem ze powiedzialem jej to zawczesnie, i wlasnie dlatego byla zaskoczona, i
        zareagowala raczej tak jakbym powiedzial jej "Nienawidze Ciebie" a nie "Kocham
        Ciebie". Dlatego nigdy juz nie wypowiedzialem, ani nie napisalem tego slowa.
        Pisalem tylko ze za nia tesknie itd.

        Ale ja nie wymaglalem od niej wcale zeby po 5 dniach bycia razem wyznala mi
        milosc, wcale nie!!!


        > Niektórzy WIEDZĄ czym jest Miłość i jeśli ją deklarują to raz i na zawsze,
        > do tej Jednej Jedynej osoby. A nie do każdej, z którą się spało.
        > Dla czego więc 19-letnia dziewczyna miała by wyznawać Ci miłość po 5 dniach
        > znajomości, skoro nie zdążyła poznać Ciebie na tyle, by móc pokochać całą
        > sobą?
        > Ty, w swoim egoistycznym zaślepieniu, nie mogłeś zrozumieć uczuć innej osoby,
        > jej niepewności i odmienności. Tak, jak i nadal nie rozumiesz...


        Zgoda, ala nie wydaje Ci sie ze ledwo 10 listow w ciagu 1.5 roku nawet do
        sympati, do kogos kogo sie lubi i kaze czekac to zdecydowanie za malo?

        Co ja mialem myslec gdy dziewczyna mowi mi ze chce byc moja i zebym na nia
        czekal ...a nie pisze wogole przez pol roku? Albo pisze dziekuje za mily list,
        za prezent i reszte listu poswieca pisaniu o jej Scuba diving, kursie
        nurkowania. I konczy list "Take Care of yourself Wally"

        To chyba nie jest list do chlopaka, raczej do starego znajomego.
    • agatka_to_ja Re: Serce mi peka! 04.04.06, 00:04
      Porcupie, nie odpowiadaj mu, pliz.... bo bedzie dalej i dalej i dalej meczyl
      forum swoimi zenującymi skomleniami.
      A czy my mozemy oceniac jego uczucia? jego popedy? jego mysli i postepowanie?
      NIE.. niech sobie przezywa dalej, niech sie roztkliwia.. szkoda, ze nie widzi,
      jaki jest żałosny i żenujący w tej pozycji...
      szkoda czasu i palców do pisania.
      a poza tym - za madre rzeczy piszesz, zeby Waldi byl w stanie to swoim malym
      hamerykanskim móżdżkiem pojąć...

      pozdrawiam Cie Porcupine
      A do Waldiego - SKOŃCZ WAŚĆ, WSTYDU OSZCZĘDŹ!
      • waldek1610 Dzieki Bogu sa osoby ktore sluza rada.... 04.04.06, 00:24
        Dojrzala osoba nie wstydzi sie prawdy, nawet jesli nie jest to powodem do dumy.
        Biore odpowiedzialnosc za moje czyny.

        Niezdajesz sobie sprawy ze niektore osoby na tym forum pomogly mi zrozumiec, co
        zrobilem zle i co zrobilem dobrze. Moze Ty preferujesz tlamsic problemy w sobie
        i nabawic sie choroby, ale dzieki Bogu jest wiele zyczliwych ludzi ktorzy
        zawsze sa w stanie sluzyc rada, a nie tylko zbesztac i wysmiac innych.
        • agatka_to_ja Re: Dzieki Bogu sa osoby ktore sluza rada.... 04.04.06, 00:32
          Waldi, oczywiscie, ja tez czesto sluze radą!
          Ale osobom, ktore czytaja to, co inne piszą oraz w jakis sposob na to reagują...
          a ty po ponad 100 odpowiedziech dalej nawijasz to samo co na poczatku!
          inne ososby tez to widzą - oni ci radzą, a ty swoje.... ktos cos stwierdza - a
          ty swoje..

          to po co pisac, skoro ty i tak swoje wiesz i tak naprawde chcesz sie wyzalic wy
          wyskomplec, a nie szukasz rady. Bo piszesz caly czas to samo. Caly czas! Po co
          produkowac sie, pisac dla osoby, ktora ma gdzies nasze zdanie i argumenty?
          • waldek1610 Re: Dzieki Bogu sa osoby ktore sluza rada.... 04.04.06, 00:43
            Agatka_to _ja napisala;

            > zeby Waldi byl w stanie to swoim malym hamerykanskim móżdżkiem pojąć...


            I to jest to twoje "sluzenie rada"?


            • agatka_to_ja Re: Dzieki Bogu sa osoby ktore sluza rada.... 04.04.06, 00:47
              Waldi, sluzylam ci rada.. ale do czasu.. ile razy mozna radzic, skoro nic do
              ciebie nie trafia?
              ty tez czasami wobec mnie stosujesz roznego rodzaju okreslenia, czesto
              niemile.. wiec nie rob teraz z siebie niewiniatka i biednego pokrzywdzonego
              czlowieczka... znow skamlenie i uzalanie sie nad sobą? żenada...
          • Gość: Porcupine Masz rację, Agatko! IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 04.04.06, 11:51
            agatka_to_ja napisała:

            > to po co pisac, skoro ty i tak swoje wiesz i tak naprawde chcesz sie wyzalic
            wy
            >
            > wyskomplec, a nie szukasz rady. Bo piszesz caly czas to samo. Caly czas! Po
            co
            > produkowac sie, pisac dla osoby, ktora ma gdzies nasze zdanie i argumenty?

            Masz rację, Agatko, nie ma sensu pisać do osoby, której wcale nie zależy na
            tym, by zrozumieć siebie i swój problem, by coś zmienić w swoim życiu, by
            wreszcie zacząć godnie ŻYĆ. Nie ma sensu pisać do osoby, która nie szuka
            zrozumienia, lecz ma na celu tylko i wyłącznie PROWOKOWAĆ - prowokować innych
            do odpisywania i tracenia bezcennego czasu. Przecież nawet nie wiemy, czy cała
            ta "historia" nie została z nudów wymyslona.

            Waldkowi nie zależy na ZROZUMIENIU, lecz na zabawie, prowokacji i zwykłej
            grafomanii. Stąd to jego wałkowanie tematu w nieskończoność, choć już nie ma
            nawet o czym pisać. Człowiek, który chce zrozumieć, przede wszystkim słucha w
            ciszy własnego serca, własnych myśli. Jak widać, Waldi nie ma na to ani czasu
            ani ochoty. Cała ta "historia" jest tylko desperacką próbą zwrócenia na siebie
            uwagi, żeby jak najwięcej osób połechtało jego ego, odpisując w tym wątku.
            Tylko tyle. Bo nie chodzi tu ani o pomoc, ani o radę, ani o zrozumienie... Więc
            niech dalej kisi się w tym wątku... sam!

            Pozdrawiam!
            Porcupine
            • waldek1610 Re: Masz rację, Agatko! 05.04.06, 03:38
              Uwierz mi nie tracil bym czasu jesli nie byloby to dla mnie wazne, zreszta nie
              moglem wytrzymac i powiedzialem zonie co mnie trapi.

              Powiedzialem jej ze nie kocham Junko tylko mam zal, i byc moze ja zranilem, i
              nadal mnie to boli..byc moze stad wziely sie te sny, moze to jak kots
              powiedzial byla telepatia, moze Ona wspominala mnie?

              Moja zona mnie zrozumiala, (choc zabralo to cala noc zeby ja do tego przekonac)
              bo sama zdecydowala sie zanim spotkala mnie odejsc od swojego chlopaka..
              • agatka_to_ja Re: Masz rację, Agatko! 05.04.06, 07:45
                waldek1610 napisał:
                powiedzialem zonie co mnie trapi.
                >
                > Powiedzialem jej ze nie kocham Junko....

                hahahaha... a w innym watku piszesz"Mam jednak niepochamowana chec spotkania z
                Junko choc jeszcze raz zeby jej powiedziec, ze ja naprawde kochalem, ze
                przepraszam, i moje serce nadal bije dla niej..."

                SAM SOBIE ZAPRZECZASZ!!!!!!!!!!!!
                nie kochasz jej, ale twoje serce nadal bije dla niej?????????/

                no, WAldi, zdrcyduj sie - albo bije dla niej albo dla żony!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                • Gość: Porcupine Re: Masz rację, Agatko! IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 05.04.06, 11:01
                  agatka_to_ja napisała:

                  > no, WAldi, zdrcyduj sie - albo bije dla niej albo dla żony!!!!!!!!!!!!!!!!!!

                  A nie wydaje Ci się, że jego serce nie bije ani do jednej, ani do drugiej?

                  Znam pewnego osobnika, który dość mocno przypomina naszego "romantycznego"
                  Waldi. Otóż ten osobnik też nie potrafił zapanować nad własną "romantyczną",
                  wrażliwą duszą, i ulegał uniesieniom i wspomnieniom. I chociaż miał kochającą
                  go bezgranicznie żonę (którą, twierdził, że też kocha), to raz na kilka lat
                  szaleńczo kochał się w innych kobietach i też wyznawał im miłość. Później
                  uświadamiał sobie swój "grzech", cierpiał, czuł się rozdarty
                  pomiędzy "miłością" do jednej i drugiej, aż w końcu opowiadał żonie o
                  swoich "grzechach", i w ramach "przeprosin" majstrował jej kolejnego dzieciaka!
                  Wiesz, ile dzieci się w tej rodzinie powstało w ramach tej jego "pokuty"?
                  CZWÓRKA!!! Ochyda! Z tego co wiem, facet nadal jest z kochającą żoną i nadal
                  wzdycha do innej, z którą nie może być...

                  Brzydzę się takimi tchórzliwymi, "rozdartymi", "cierpiącymi", "romantycznymi"
                  facecikami, którzy sami nie wiedzą czego chcą, kogo kochają i jak mają żyć...
                  • Gość: ~pestka Moje przemyślenia... IP: *.range86-130.btcentralplus.com 05.04.06, 13:21
                    Drogi Waldku.Przeczytałam z niezwykłą uwagą wszystko to co pisaleś na temat
                    swojej wspaniałej miłości.Wiem,że pewnie po tym co teraz napiszę,wiele osób
                    zacznie mnie krytykować,ale pragnę jedynie wyrazić na ten temat WŁASNE
                    zdanie,bo przecież każdy ma do niego prawo,czyż nie?
                    Zacznę od tego,ze każdy z nas przechodzi w swoim życiu różne etapy i wiele razy
                    wydaje sie nam,ze właśnie teraz osiągneliśmy pełną dojrzałość..Jesteśmy więcej
                    niż pewni,że wiemy dokładnie czego w życiu pragniemy..,co chcemy robić i z kim
                    chcemy być..
                    Życie jest jednak przewrotne,pisze swoje własne scenariusze,na które nie mamy
                    często wielkiego wpływu..
                    Tak więc wracam do dojrzałości..Podejmujemy wtedy pewne decyzje,które w chwili
                    obecnej wydają sie nam być najlepszymi.Są to często decyzje wiążące człowieka
                    na całe życie..Zapominamy o tym co było..Po pewnym czasie(to mogą być
                    lata),człowiek zmienia się-to nieuniknione.Osiąga prawdziwą dojrzałość i
                    okazuje się,że z perspektywy czasu zaczyna inaczej oceniać to co
                    było..Inaczej..-mam tu na myśli-"mądrzej".Bo przecież nie ma w tym już emocji
                    sprzed lat,nie ma ucieczki przed niespełnioną miłością...Jest natomiast pełna
                    dojrzałość i dystans do wszystkiego co było..Dystans,dzięki któremu potrafimy
                    dużo trafniej ocenić przeszłośc.Potrafimy spojrzeć na wszystko z odpowiedniej
                    perspektywy..Ale na to trzeba czasu i...skali porównawczej(wiem że to okrutne
                    ale jest nią w tym przypadku Twoja żona).Bo przecież dzięki temu,że poznaleś
                    żonę,że jesteś z nią parę lat,potrafisz ocenić..porównać..te uczucia.Przez
                    jakiś czas,wnioski do których dochodzisz,tłamsisz w sobie,nie chcesz ich
                    przyjąć do wiadomości,nie chcesz przyznać się sam przed sobą,że być może
                    przegapiłeś coś bardzo cennego,coś czego doświadczają prawdziwi wybrańcy losu..-
                    prawdziwej,jedynej,cudownej miłości..,za którą przemierzyłeś pół świata i która
                    jak się okazuje spotkałeś być może zbyt wcześnie..Zbyt wcześnie by ocenić jej
                    wartość,by móc spojrzeć na wszystko z odpowiednią dojrzałością i takimże
                    bagażem doświadczeń..
                    Po jakimś czasie jednak, uświadamiasz sobie gorzką prawdę..przestajesz się
                    oszukiwać bo nie masz już na to siły..zresztą oszukiwanie samego siebie nie
                    trwa nigdy długo.Przychodzi moment poważnej refleksji i konkretnych wniosków-
                    jakże bolesnych i prawdziwych.Stajesz wtedy przed poważnym dylematem:czy
                    postawić wszystko na jedną szalę i walczyć?Czy może nie ryzykować i cieszyć sie
                    tym co jest??Mówisz sobie:to chwilowe..zapomnę..przecież mam cudowne życie..-
                    wspaniałą żonę,która bardzo mnie kocha,dom,dobrą pracę,wszystko czego pragnie
                    każdy normalny człowiek..Oszukujesz w ten sposób siebie samego i
                    żyjesz..Starasz sie normalnie egzystować..,zająć pracą,karierą,domem..-
                    wszystkim aby stłamsić narastające uczucie pustki,niespełnienia..Tylko czasem
                    przychodzi obawa,że NIGDY-do końca życia,nie poznasz już prawdy i nie dowiesz
                    sie co by było gdyby...I to uczucie zżera Cię od środka..ta obawa..-że masz
                    tylko jedno życie-że już nigdy tu nie wrócisz i że być może przegrywasz je..Ze
                    przegrałeś prawdziwą miłość,która przecież jest sensem ludzkiego istnienia.

                    Zrób wszystko mój drogi aby spotkać się ze swoją ukochaną-powiedz jej o
                    wszystkim co czułeś przez te wszystkie lata i zapytaj ją wprost czy czuła to
                    samo i czy jest gotowa oddać Ci swoje życie i być z Tobą.Musisz to wyjaśnić.
                    Może okaże się że była tylko cudnym wspomnieniem i wrócisz do żony,dochodząc do
                    wniosku,że to ona jest tą jedyną, a może przekonasz się że to Junko jest Tobie
                    przeznaczona i wygrasz swoją walkę o szczęście:)Co by się nie zdarzyło to wierz
                    mi-będzie to lepsze niż udręka ciekawości i niespełnienia przez całe zycie..
                    Bo jeśli przekonasz się że nie kochałeś JEJ(Jonko)-a jedynie wspomnienie o niej
                    to i tak osiągniesz spokój psychiczny a co najwazniejsze docenisz swoją żonę-
                    uszczęśliwiając tym samym i siebie i ją.
                    Jeśli natomiast zostaniesz z Jonko-być może bedziesz już na zawsze
                    najszczęśliwszym z ludzi..,wygrasz swoją walkę o szczęście i prawdziwą miłość..
                    Wiem,że zraniłbyś tym bardzo żonę ale i ona po pewnym czasie doceniłaby to, że
                    odszedłeś od niej bo kochaleś inną kobietę a nie tkwiłeś z nią w nieszczerości
                    całe życie...
                    Przemyśl to co napisałam mój drogi i podejmij jakąś decyzję, bo w przeciwnym
                    razie nigdy nie osiągniesz spokoju i spełnienia.
                    Pozdrawiam cieplutko i życzę dużo odwagi w działaniu:)
                    • Gość: Zdzichu Re: Moje przemyślenia... IP: *.aster.pl 05.04.06, 22:26
                      Gość portalu: ~pestka napisał(a):

                      > Wiem,że zraniłbyś tym bardzo żonę ale i ona po pewnym czasie doceniłaby to,
                      > że odszedłeś od niej bo kochaleś inną kobietę a nie tkwiłeś z nią w
                      > nieszczerości całe życie...

                      Tu się raczej mylisz droga Pestko. Żona by go po prostu zjadła na surowo i
                      rozszarpała żywcem po takim numerze.
                      • Gość: ~peska Do Zdzicha IP: *.range86-130.btcentralplus.com 06.04.06, 00:02
                        Wiesz...myślę że to zależy od kobiety.Oczywiście zawsze na początku pojawia się
                        ból,rozgoryczenie,a moze nawet nienawiść...Ale po jakimś czasie przychodzi
                        moment i na refleksję.Wierz mi-nikt nie chce być niczyim substytutem,a tym
                        bardziaj substytutem w miłości.Bo przecież ona też(jak każdy
                        człowiek),zasłużyła na kogoś kto pokocha ją całym sercem,a nie będzie wciąż
                        myślał o innej.
                        Nie jest przecież wykluczone,że po jakimś czasie i ona znalazłaby kogoś kto
                        doceniłby jej miłość w 100% i byłaby z nim naprawdę szczęśliwa.
                        Jeśli jest taką kobietą jak twierdzi jej mąż,to szybko znajdzie się ktoś kto
                        będzie potrafił to docenić.A wtedy ona doceni to,że jej mąż(dzięki swojej
                        szczerości<wiem,że to brzmi okrutnie>),dał jej możliwość bycia naprawdę
                        kochaną...
                        • Gość: ~pestka Re: Do Zdzicha IP: *.range86-130.btcentralplus.com 06.04.06, 00:05
                          W podpisie miało być oczywiście pestka:)
                        • Gość: Zdzichu Re: Do Zdzicha IP: *.aster.pl 06.04.06, 00:40
                          Wiesz, logicznie i "na zimno" to wszystko jest bez zarzutu. Tylko, że życie
                          jest szalone i nie bardzo trzyma się jakichkolwiek reguł. W kontaktach męsko-
                          damskich główną rolę odgrywają emocje. W przypadku nagłego końca związku z winy
                          jednej strony, u drugiej pojawia się poczucie odrzucenia, strach przed
                          samotnością, zachwianie bezpieczeństwa, wreszcie bomba zawiedzionych uczuć. To
                          zwykle piorunująca mieszanka...
                          • Gość: ~`pestka Re: Do Zdzicha IP: *.range86-130.btcentralplus.com 06.04.06, 01:22
                            Zgadzam się ze wszystkim co piszesz ale powiedz:czy czas nie lecz takich ran i
                            nie pozwala spojrzeć trzeźwo(lub jak napisałeś"na zimno")na taką sytuację?
                            Wiem,że na początku byłoby to dla niej bardzo bolesne ale czy nie lepsze od
                            nieszczerości?
                            Masz rację mówiąc,że pewnie znienawidziłaby go(nie piszesz tego dosłownie,ale
                            wnioski nasuwają sie same),ale po jakimś czasie-w generalnym rozrachunku
                            wyszłoby to obojgu na dobre.Wiem,że wszystko co piszę jest chłodne i
                            okrutne,ale czyż nie takie właśnie jest życie?
                            • Gość: Zdzichu Re: Do Zdzicha IP: *.chello.pl 06.04.06, 23:19
                              Rzeczywiście czas leczy rany, ale często musi być to bardzo długi okres. Mi
                              złość na jedną dziewczynę przechodziła 5 lat! a znam takich, którzy zapiekłe
                              jady kiszą w sobie całe życie
                              • Gość: ~pestka Re: Do Zdzicha IP: *.range86-130.btcentralplus.com 10.04.06, 11:21
                                No cóż..proza życia.Wszystko jednak zależy od człowieka i sytuacji.Są
                                oczywiście sytuacje,których tak łatwo wybaczyć się nie da(wielokrotne
                                zdrady,sypianie np. z przyjacielem partnera<i takie przypadki znam>).Takich
                                numerów nie wybacza się czasem całe życie.
                                Odejście nigdy nie jest łatwe(dla obu stron),ale jeśli jest nieuniknione to
                                ważne jest aby zrobić to najdelikatniej jak to tylko możliwe..
                          • waldek1610 Re: Do Zdzicha 07.04.06, 01:22
                            Gość portalu: Zdzichu napisał(a):

                            > Wiesz, logicznie i "na zimno" to wszystko jest bez zarzutu. Tylko, że życie
                            > jest szalone i nie bardzo trzyma się jakichkolwiek reguł. W kontaktach męsko-
                            > damskich główną rolę odgrywają emocje. W przypadku nagłego końca związku z
                            > winy jednej strony, u drugiej pojawia się poczucie odrzucenia, strach przed
                            > samotnością, zachwianie bezpieczeństwa, wreszcie bomba zawiedzionych uczuć.
                            > To zwykle piorunująca mieszanka...

                            Tak tylko niestety, jesli jest sie z kims z przymusu i poczucia winy, to po
                            prostu to widac, najgorsze jest to ze bardzo lubie i szanuje moja zone, ale
                            pozostaje niedosyt i przekonanie ze jestem z nie ta kobieta, ktorej byc moze
                            nie kocham, bo nadal kocham inna, i popelnilem blad w przeszlosci.

                    • waldek1610 Re: Moje przemyślenia...Do Pestki 06.04.06, 06:47
                      Pestka napisala;

                      Zrób wszystko mój drogi aby spotkać się ze swoją ukochaną-powiedz jej o
                      wszystkim co czułeś przez te wszystkie lata i zapytaj ją wprost czy czuła to
                      samo i czy jest gotowa oddać Ci swoje życie i być z Tobą.Musisz to wyjaśnić.
                      Może okaże się że była tylko cudnym wspomnieniem i wrócisz do żony,dochodząc do
                      wniosku,że to ona jest tą jedyną, a może przekonasz się że to Junko jest Tobie
                      przeznaczona i wygrasz swoją walkę o szczęście:)Co by się nie zdarzyło to wierz
                      mi-będzie to lepsze niż udręka ciekawości i niespełnienia przez całe zycie..
                      Bo jeśli przekonasz się że nie kochałeś JEJ(Jonko)-a jedynie wspomnienie o niej
                      to i tak osiągniesz spokój psychiczny a co najwazniejsze docenisz swoją żonę-
                      uszczęśliwiając tym samym i siebie i ją.


                      Swieta prawda Pestka!!!,
                      Czytajac twoje slowa... a doslownie czytasz w moich myslach, postanowilem dzis,
                      nawet przed przeczytaniem twojej odopwiedzi...skontaktowac sie z Junko. Chce
                      jej powiedziec co teraz czuje, bo to co czulem do niej wtedy to ona doskonale
                      wie.

                      Bardziej niz utraty milosci obwaiam sie ze ja zranilem a to dreczy mnie jeszcze
                      bardziej. Wole slyszec to ze mnie juz nie chce lub nigdy nie chciala, niz nie
                      slyszec nic. Jesli powie mi tylko ze jest szczesliwa,to sie uciesze. Ale nadal
                      moje serce dla niej bije i nie moge oszukiwac zony cale zycie nawet jesli
                      wydawalo mi sie do tej pory ze ja kocham, a wychodzi na to moze kocham inna...






                      Jeśli natomiast zostaniesz z Jonko-być może bedziesz już na zawsze
                      najszczęśliwszym z ludzi..,wygrasz swoją walkę o szczęście i prawdziwą miłość..
                      Wiem,że zraniłbyś tym bardzo żonę ale i ona po pewnym czasie doceniłaby to, że
                      odszedłeś od niej bo kochaleś inną kobietę a nie tkwiłeś z nią w nieszczerości
                      całe życie...
                      Przemyśl to co napisałam mój drogi i podejmij jakąś decyzję, bo w przeciwnym
                      razie nigdy nie osiągniesz spokoju i spełnienia.
                      Pozdrawiam cieplutko i życzę dużo odwagi w działaniu:)

                      Dziekuje, za szczera rade.
                      Pozdrawiam!


                      • Gość: ~pestka Re: Moje przemyślenia...Do Pestki IP: *.range86-130.btcentralplus.com 06.04.06, 12:25
                        Ależ nie ma problemu mój drogi.
                        Cieszę sie,że podjąłeś słuszną decyzję.Jeszcze raz życzę powodzenia i dużo
                        szczęścia w miłości:)
                        P.S.Jeśli będziesz mieć na to ochotę to napisz proszę jak skończyło się
                        spotkanie z Twoją ukochaną:)
                        • waldek1610 Re: Moje przemyślenia...Do Pestki 06.04.06, 13:15
                          Obiecuje Ci ze napisze! Tak na marginesie skad wiesz dokladnie jak ja sie czuje
                          i co mam zrobic? Chyba jestes psychologiem :)?

                          Mam nadzieje ze bede mial dobre wiadomosci...

                          Dziekuje Ci!

                          Waldek
                          • Gość: ~pestka Re: Moje przemyślenia...Do Pestki IP: *.range86-130.btcentralplus.com 06.04.06, 15:57
                            Wiesz..Nie jestem psychologiem,ale po pierwsze uczucie empatii nie jest mi obce
                            a po drugie..hmm..wydaje mi się,że pod wieloma względami jesteśmy bardzo
                            podobnymi ludźmi.Wierz mi-moje życie też jest dość zagmatwane i podobnie jak Ty
                            nie umiem docenić tego co dał mi los..Stąd moje zrozumienie dla całej sytuacji.
                            Czytałam to co pisałeś i to co odpisywali Ci na to inni ludzie.Myślałam o tym
                            wiele i często nie mogłam zrozumieć ludzkiej głupoty i niezrozumienia sytuacji.
                            Większość z odpowiadających bardzo wszystko upraszczała i spłycała.Sądzę,że Ci
                            ludzie są jeszcze albo bardzo młodzi i nie wiedzą zbyt wiele o życiu, albo
                            prości jak budowa cepa..
                            Nie chcę się tu wymądrzać,ale czasem ludzka prostota i głupota mnie przeraża..
                            Chociaż muszę przyznać,że takim osobom jest w życiu pewnie dużo łatwiej(ich
                            życie uboższe jest zwykle w emocje ale z drugiej strony nie mają tylu dylematów-
                            przyjmują życie jakim jest,nie zastanawiając się ciągle nad wszystkim:)
                            Tak więc zdecydowałam się napisać bo podświadomie czułam,że wiem dokładnie co
                            przeżywasz i wiesz..czułam się tak jakbym znała wszystkie Twoje mysli..(nie
                            wiem skąd to wynika,ale to chyba telepatia:)<napisałeś,że czytam w Twoich
                            myślach-i masz rację...-tak właśnie jest,choć nie potrafię wytłumaczyc tego
                            racjonalnie...>)Więc chciałam Ci pomóc..tzn.utwierdzić Cię w słuszności decyzji-
                            bo wiem że ze mną czy beze mnie,w końcu dokonałbyś właściwego wyboru.A skąd to
                            wiem?
                            Nie wiem-po prostu to czuję:)
                            Pozdrawiam serdecznie i czekam na wiadomości.
                            • Gość: ~pestka Sprostowanie IP: *.range86-130.btcentralplus.com 06.04.06, 16:19
                              Chciałabym coś sprostować.W poprzednim poście napisałam,ze ludzie wypisywali tu
                              bzdury-i jest to prawdą.Pojawiały się jednak bardzo rzeczowe i mądre
                              komentarze,tak więc przepraszam z góry wszystkie osoby,które poczuły się tym
                              dotknięte-nie było to absolutnie moim celem:)
                              W szczególności pozdrawiam Fredrusa i Zbycha:)
                            • Gość: sceptyk Re: Moje przemyślenia...Do Pestki IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 06.04.06, 17:45
                              Uważaj, Pestko, bo jeszcze Waldi się w Tobie zakocha po takim empatycznym
                              gadaniu! Przecież jest "romantykiem".
                              • Gość: ~pestka Do Sceptyka IP: *.range86-130.btcentralplus.com 06.04.06, 22:47
                                Zakochac to sie mozna w wieku 15-tu lat na szkolnej dyskotece.W dojrzalym wieku
                                natomiast,mozna kogos pokochac..I zwykle nie nastepuje to po wymianie kilku
                                zdan na forum internetowym:)
                                P.S.Przepraszam ze brak polskich liter,ale chwilowo mam problemy z polska
                                wersja Windowsa i musze korzystac z angielskiej.
                            • waldek1610 Re: Moje przemyślenia...Do Pestki 07.04.06, 01:15
                              Dzisaj wyslalem list na adress, jej rodzicow, dom rodzinny, bo racze mam
                              pewnosc ze tradycyjni Japonczycy nie bardzo lubia sie przeprowadzac, choc z
                              uwagi na prace...zreszta Junko powiedziala mi ze jej ojciec od 28 lat pracuje
                              dla tej samej korporacji..A Junko wiele razy sie przeprowdzala.

                              Aha, i otwarlem personalna strytke pocztowa, bo nie chce denerwowac mojej zony,
                              jesli sie okaze ze Junko mnie nie chce, albo zwyzywa...Wiem ze to moze brzmi
                              samolubnie, ale chce zdecydowac z kim chce byc raz na zawsze.

                              Mam nadzieje ze Ona zobaczy ten list i odpisze, zreszta nie chce od niej wiele,
                              napisalem jej ze nie zachowalem sie jak cywilizowany czlowiek po prostu
                              zrywajac kontakt bez rozmowy, wiec przynajmniej teraz chce to naprawic, pozatym
                              nawet jesli ona mnie nie kocha, to chyba tez chce wiedziec co sie stalo. Mam
                              nadzieje ze nadal darzy mnie sympatia, bo wydawala sie jak delikatna dziewczyna
                              o mocnym charakterze, a to ja bylem slaby, tylko na zewnatrz wygladalem jak
                              mocny facet.

                              Co za ironia losu, najpierw ja na nia czekam, potem ona na mnie, najpierw ja ja
                              potrzebuje a nie mam ...potem calkiem mozliwe ze ona mnie potrzebuje a mnie nie
                              ma.

                              Chyba nie jestem naiwniakiem i byc moze jesli jest tak trudno, to chyba musi
                              byc warto... Mam nadzieje ze bedzie madrzejsza odemnie i sie odezwie.

                              Jesli nie to juz kontaktowalem sie z ambasadami Polski w Japoni i Japoni w
                              Polsce, takze amb. USA w Japoni. Co ciekawe Japonczycy odpowiedzieli do jakiego
                              dzialu mam sie zwrocic.

                              • Gość: Porcupine Re: Moje przemyślenia...Do Pestki IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 07.04.06, 10:45
                                waldek1610 napisał:

                                > Aha, i otwarlem personalna strytke pocztowa, bo nie chce denerwowac mojej
                                zony,
                                >
                                > jesli sie okaze ze Junko mnie nie chce, albo zwyzywa...Wiem ze to moze brzmi
                                > samolubnie, ale chce zdecydowac z kim chce byc raz na zawsze.

                                No nieźle, nieźle! Personalna skrytka pocztowa w tajemnicy od żony, bo nie
                                chcesz jej "denerwować". List do Junko, założę się, że też w tajemnicy od żony
                                (bo po co ja dodatkowo "denerwować"). Planowanie ewentualnego spotkania z Junko
                                i tego, co jej wtedy powiesz...

                                I w 100% hipokrytyczne "chcę zdecydować z kim chcę być raz na zawsze"! Ale to
                                nie Ty decydujesz, bo Ty nadal boisz się i nadal zostawiasz to "losowi" do
                                rozstrzygnięcia, żeby móc później go obwiniać w razie kolejnej porażki.
                                Przecież Ty w 100% uzależniasz swoją "decyzję" od odpowiedzi (lub jej braku) od
                                Junko. Jeśli przyjdzie pozytywna odpowiedź od Junko, dająca Ci jakąś szansę, to
                                natychmiast rzucasz żone i pędzisz do Junko. Jeśli przyjdzie negatywna
                                odpowiedź (lub brak odpowiedzi), to przepraszasz żonę i usiłujesz ją pokochać,
                                albo pogodzić się z tym, że skoro nici z romansu z Junko, to lepiej spokojnie
                                tkwić sobie u boku kochającej żony, może nawet płodząc jakiegoś dzieciaka, żeby
                                sie całkiem nie znudzić).

                                I takie właśnie zachowanie jest Passive Agressive. To nie Ty podejmujesz w tej
                                chwili decyzję, Ty ją zwalasz na Junko. Twoj następny krok nie zależy od Ciebie
                                czy od Twoich pragnień, lecz od odpowiedzi Junko. I właśnie dla tego twierdzę,
                                że nie znasz siebie, nie chcesz nawet poznać, i nie znasz swoich prawdziwych
                                potrzeb i wartości. I właśnie dla tego twierdzę, że jesteś żałosnym hipokrytą,
                                bo nie umiesz uczciwie pokierować własnym życiem.

                                Współczuję naiwnej żonie, która pewnie nawet nie domyśla się, jak okrutnie ją
                                krzywdzisz swoim niezdecydowaniem i niedojrzałością uczuciową...
                                • waldek1610 Ja podjalem decyzje, czekam na decyzje Junko.... 07.04.06, 11:12
                                  Porcupine napisal(a):

                                  > I takie właśnie zachowanie jest Passive Agressive. To nie Ty podejmujesz w
                                  > tej chwili decyzję, Ty ją zwalasz na Junko. Twoj następny krok nie zależy od
                                  > Ciebie czy od Twoich pragnień, lecz od odpowiedzi Junko.


                                  Trudno jest podejmowac decyzje o zwiazku z kobieta, nie pytajac ja o
                                  zdanie...Wiec chyba jest rzecza naturalna, ze nie spoczne dopluki nie dowiem
                                  sie od Junko co ona postanowila. Ja postanowilem ze ja Kocham, potrzebuje tylko
                                  jej odpowiedzi czy Ona tez chce ze mna byc.

                                  Widzisz, problem w tym ze Junko znalem wczesniej niz moja zone i nigdy nie
                                  zerwalismy ze soba, co powoduje uczucie bolesne uczucie braku wiedzy czy ktos
                                  kogo tak bardzo kochalismy tez nas kocha...Jesli dowiem sie ze Junko mnie nie
                                  kocha, lub nie jest wcale tej milosci warta to bede mial swiety spokoj na
                                  zawsze.

                                  Uciekac od problemu, to jest nie meskie, i mezczyna powinien skonczyc co
                                  zaczal, a nie poddawac sie bo to jest trudne.

                                  Oczywiscie okolicznosci mojej znajomosci z Junko byly arcy-trudne, wiele osob
                                  by sie wycofalo o wiele wczesniej, i ja tez okazalem sie byc tylko
                                  czlowiekiem...Co nie znaczy ze z perspektywy czasu czlowiek nie zmieni zdania.


                                  > I właśnie dla tego twierdzę, że nie znasz siebie, nie chcesz nawet poznać, i
                                  > nie znasz swoich prawdziwych potrzeb i wartości.

                                  Problem w tym ze kocham obie kobiety, a dlatego ze niezalatwilem biznesu z
                                  Junko do konca, to nie daje mi spac spokojnie. Wiec musze to zalatwic. I tak
                                  wieksze szanse sa ze znajomosc z Junko to przeszlosc, ale zachowalbym sie jak
                                  facet bez charakteru, oszukujac siebie i zone cale zycie.

                                  Wole teraz to zalatwic. Samo to ze wydaje sie calkiem realne ze zkonfrontuje
                                  sie z Junko, bo poczynilem pierwsze kroki ku temu...Pozwala mi oddychac
                                  swobodniej.

                                  Jesli ty sadzisz ze lepiej byc z zona (mezem) nawet jesli okazalo sie ze tej
                                  osoby nie kochasz...to taki zwiazek na pewno nie biedzie szczesliwy...



                                  • Gość: Porcupine Re: Ja podjalem decyzje, czekam na decyzje Junko. IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 07.04.06, 11:24
                                    waldek1610 napisał:

                                    > Jesli ty sadzisz ze lepiej byc z zona (mezem) nawet jesli okazalo sie ze tej
                                    > osoby nie kochasz...to taki zwiazek na pewno nie biedzie szczesliwy...

                                    Od początku dało się zauważyć, że nie czytasz wszystkiego ze zrozumieniem.
                                    Właśnie NIE sądzę, że "lepiej byc z zona (mezem) nawet jesli okazalo sie ze tej
                                    osoby nie kochasz". Od samego początku tej "dyskusji" mówię, że powinieneś
                                    przestać oszukiwać siebie i innych (żonę, przede wszystkim).

                                    Różnica polega tylko na tym, że Ty nadal planujesz świadomie oszukiwać żonę,
                                    trwając z nią ("kochając" ją?) aż do momentu otrzymania odpowiedzi od Junko. A
                                    ja nazywam takie zachowanie za hipokryzją i "passive agressive". I nie uznaję
                                    takiej nieszczerości.
                                    • waldek1610 spelnienie zony jestwazniejsze od mego spelnienia? 07.04.06, 11:41
                                      mozna kochac dwie kobiety naraz, nie jest powiedziane ze mozna kochac tylko
                                      jedna.

                                      Oszukiwal bym zone gdybym z nia byl kochajac inna. Ja sadzilem do tej pory ze
                                      kocham zone, ale milosc z przeszlosci upomniala sie o swoje, pojawiajac sie z
                                      niesamowita moca dobiero niedawno.

                                      To prawda ze zona starala sie o mnie, i mnie ma! Ale ja sie staralem bardziej o
                                      Junko i jej nie mam. Wiec to ja jestem przegrany w tej chwili..bo jestem z kims
                                      z moze przez przypadek, ale jej nie oszukiwalem, bo ze kocham inna dowiedizalem
                                      sie dopiero pare tygodni temu pod wplywem snu...a taki sen moze miec potezne
                                      konsenkwencje i sile...

                                      Tak na marginesie jestes kobieta czy facetem? Dlaczego uczucia mojej zony
                                      stawiaz bezdyskusyjnie ponad moimi uczuciami?
                                  • Gość: Porcupine Re: Ja podjalem decyzje, czekam na decyzje Junko. IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 07.04.06, 11:32
                                    waldek1610 napisał:

                                    > Trudno jest podejmowac decyzje o zwiazku z kobieta, nie pytajac ja o
                                    > zdanie...Wiec chyba jest rzecza naturalna, ze nie spoczne dopluki nie dowiem
                                    > sie od Junko co ona postanowila. Ja postanowilem ze ja Kocham, potrzebuje
                                    tylko
                                    >
                                    > jej odpowiedzi czy Ona tez chce ze mna byc.

                                    ... a do tego czasu pomieszkam sobie jeszcze z kochającą żoneczką, będę nawet z
                                    nią zaspakajać swoje potrzeby łóżkowe (w końcu od tego też jest żona!), będę
                                    się do niej uśmiechał, bo przecież ją TEŻ kocham... Bo jeśli Junko nie odpisze,
                                    to po co miałbym rezygnować z ciepłego łóżeczka u boku kochającej żoneczki?
                                    Jakoś się postaram wtedy zapomnieć o tej japoneczcę, niech już tak będzie...
                                    Może docenię wtedy wreszcie żoneczkę...

                                    • waldek1610 Re: Ja podjalem decyzje, czekam na decyzje Junko. 07.04.06, 11:57
                                      Gość portalu: Porcupine napisał(a):

                                      > ... a do tego czasu pomieszkam sobie jeszcze z kochającą żoneczką, będę nawet
                                      > z nią zaspakajać swoje potrzeby łóżkowe (w końcu od tego też jest żona!),
                                      > będę się do niej uśmiechał, bo przecież ją TEŻ kocham... Bo jeśli Junko nie
                                      > odpisze, to po co miałbym rezygnować z ciepłego łóżeczka u boku kochającej
                                      >żoneczki? Jakoś się postaram wtedy zapomnieć o tej japoneczcę, niech już tak
                                      >będzie... Może docenię wtedy wreszcie żoneczkę...

                                      Wiesz co jestes niesamowitym prymitywem, (sorry ale to zasluzone) myslisz ze
                                      czlowiek to malpa ktora nigdy nie ma watpliwosci, myslisz ze czlowiek nie moze
                                      zmienic zdania?

                                      Ja chce jak najwszesniej pozbyc sie watpliwosci, a trudno zeby zostawiac zone
                                      gdy ja tak naprawde zastanawiam sie nad tym kogo kocham bardziej zone czy
                                      Junko. Nie robie tego jej na zlosc poprostu slucham mojego serca, a serce nie
                                      sluga i nawet slub nie jest w stanie zaprogramowac jego na kochanie tylko i
                                      wylocznie zony.

                                      Jesli bylbys/bylabys dojrzalym czlowiekiem wiedziala bys ze milosc jest
                                      okrutna...bo nie kieruje sie racjonalnoscia tylko uczuciami...



                                  • Gość: Porcupine Re: Ja podjalem decyzje, czekam na decyzje Junko. IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 07.04.06, 11:47
                                    waldek1610 napisał:

                                    > Problem w tym ze kocham obie kobiety, a dlatego ze niezalatwilem biznesu z
                                    > Junko do konca, to nie daje mi spac spokojnie. Wiec musze to zalatwic.

                                    Nie jest możliwe kochanie dwóch osób jednocześnie. Jest to równoznaczne NIE
                                    kochaniu żadnej z nich. Kiedy kochasz, Twoje serce, myśli, duszę i ciało
                                    wypełnia ta JEDNA JEDYNA osoba, nie ma miejsca na żadną inną. Nie może byc
                                    miejsca na żadną inną, bo jesteś wtedy SPEŁNIONY, niczego Ci nie brakuje. Ale
                                    jeśli zaczynają przewijać się myśli o innej, jeśli popatrujesz na inne kobietki
                                    na ulcy, jeśli wspominasz romanse z przeszłości i inne "niezałatwione biznesy",
                                    to znaczy, że nie jesteś spełniony i szczęśliwy z osobą z którą jesteś. To
                                    znaczy, że nie kochasz ją tak, jak powinieneś - CAŁYM sobą. To znaczy, że
                                    rozważasz inne możliwości, a to nie ma NIC wspólnego z miłością.

                                    No chyba że "miłość" pojmuje się tylko i wyłącznie jako chęć pieprzenia się.
                                    Wtedy Twoja teoria o możliwości "kochania" dwóch kobiet jednocześnie jest
                                    całkiem zrozumiała.
                                    • waldek1610 nigdy nie poswiece prawdziwej milosci dla ..wygody 07.04.06, 12:08
                                      Porcupine napisal(a):

                                      > Kiedy kochasz, Twoje serce, myśli, duszę i ciało
                                      > wypełnia ta JEDNA JEDYNA osoba, nie ma miejsca na żadną inną. Nie może byc
                                      > miejsca na żadną inną, bo jesteś wtedy SPEŁNIONY, niczego Ci nie brakuje.

                                      Tak mysla tylko komputery i ..krowy, ludzie moja droga...czesto sie myla. Moze
                                      dla mnie ta jedna jedyna byla tylko Junko? Ale ucieklem od nieszczesliwej
                                      milosci? Zreszta przeczytaj posty Pestki, moze sadzisz ze tylko ty masz racje?



                                      >Ale jeśli zaczynają przewijać się myśli o innej, jeśli popatrujesz na inne
                                      > kobietki na ulcy,

                                      Moja droga, moglbym zobaczyc 100 Japonek na ulicy, to jedynie przypomnialy by
                                      mi o Junko. Zadna Japonka ani Polka jej nie zastapi, to dla niej wczesniej
                                      oddalem serce i juz nie ma drogi odwrotu, no chyba ze ona to serce odrzyci raz
                                      na zawsze.

                                      > jeśli wspominasz romanse z przeszłości i inne "niezałatwione biznesy", to
                                      > znaczy, że nie jesteś spełniony i szczęśliwy z osobą z którą jesteś.

                                      Zajomosci i romasow bylo wiecej, ale milosci nie da sie tak poprostu kopnac w
                                      tylek ...w imie wygody, a bo ze tam ma byc bo jest juz zapozno? Tam mysli ktos
                                      niesamowicie prymitywny, i krzywdzi swoja zone, decydujac sie ze bedzie
                                      probowal zapomnac prawdziwa milosc, prawdziwej milosci nigdy sie nie da
                                      zapomniec.

                                      Jesli Junko odpowie, i pokaze ze tym razem ona sie o mnie stara, i to ona
                                      rozniez na mnie czekala , jak ja na nia czekalem kiedys...wtedy bedzie to znak
                                      ze to prawdziwa milosc.


                                • Gość: ~pestka Do Porcupine IP: *.range86-130.btcentralplus.com 07.04.06, 12:45
                                  A jak inaczej Twoim zdaniem Waldek ma przekonac sie o tym,czy kocha zone czy
                                  dawna milosc,jak nie spotykajac sie z nia?
                                  Wierz mi-to ze powie o tym zonie,niczego dobrego nie wniesie w zaistnialej
                                  sytuacji.Poczulaby sie ona jedynia zraniona i rozgoryczona.Wtedy natomist
                                  szanse na to,ze bede byc moze razem,i to ja wlasnie wybierze,zostalyby
                                  przekreslone raz na zawsze.
                                  Piszesz,ze niemozliwe jest kochanie dwoch osob naraz.Nic bardziej mylnego.
                                  Gdyby zycie bylo tak proste jak mowisz,to musielibysmy byc nie ludzmi a
                                  robotami..
                                  • Gość: Porcupine Re: Do Porcupine IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 07.04.06, 22:05
                                    Gość portalu: ~pestka napisał(a):

                                    > A jak inaczej Twoim zdaniem Waldek ma przekonac sie o tym,czy kocha zone czy
                                    > dawna milosc,jak nie spotykajac sie z nia?

                                    Albo WIE się, że kogoś kocha i chce być tylko z tą osobą, albo nie. O
                                    jakim "przekonywaniu się" może być mowa? To może niech Waldi "przetestuje"
                                    jeszcze z tuzin panienek, żeby jeszcze lepiej się przekonać. Śmieszne jest to,
                                    co napisałaś.

                                    > Wierz mi-to ze powie o tym zonie,niczego dobrego nie wniesie w zaistnialej
                                    > sytuacji.Poczulaby sie ona jedynia zraniona i rozgoryczona.Wtedy natomist
                                    > szanse na to,ze bede byc moze razem,i to ja wlasnie wybierze,zostalyby
                                    > przekreslone raz na zawsze.

                                    Jakież to upokorzające jest dla jego żony - Waldi ma "zadecydować", czy ją
                                    wybierze, czy to jego wybierze Junko. Tak, Waldi "zadecyduje", ale dopiero po
                                    tym jak zapadnie decyzja Junko.

                                    > Piszesz,ze niemozliwe jest kochanie dwoch osob naraz.Nic bardziej mylnego.

                                    Tak, jest możliwe BYCIE z dwoma osobami naraz, na przykład, dziś pieprzę żonę,
                                    a jutro młodziutką sekretarke w biurze. Tyle, że to nie ma NIC wspólnego z
                                    miłościa. Jeśli twierdzisz, że możesz kochać kilka osób jednocześnie, to pewnie
                                    nie zaznałaś spełnienia z jedną osobą, tak jak Waldi (swoją drogą, pasujecie do
                                    siebie). Bo osoba SPEŁNIONA, kochająca, szczęśliwa, nie myśli o innych
                                    potencjalnych kandydatach/kandydatkach, nie wygrzebuje z pamięci dawne romanse.
                                    Poprostu nie rozumiecie słowa "spełnienie"...

                                    "Kochanie" kilku osób naraz jest równoznaczne z nie kochaniem żadnej z nich, bo
                                    wtedy się tylko rozdrabniasz i żadnej z nich nie możesz poświęcić swojej uwagi,
                                    czasu, miłości, namiętności w całości. Ale jak ktoś woli się rozdrabniać,
                                    zamiast znaleźć jedną jedyną osobę z którą będzie w pełni szczęśliwy i
                                    spełniony, to już jego problem. Niektórzy wolą oszukiwać siebie i innych, bo
                                    tak jest ŁATWIEJ.



                                    • waldek1610 Re: Do Porcupine 08.04.06, 06:01
                                      O oszukiwaniu;

                                      Lepiej oszukiwac siebie niz zone? Feminizm? Co ciekawe wypowiadales(as) sie
                                      conajmniej 30 razy w tym watku a nigdy nie piszesz o sobie wiec nie sposob
                                      zgadnac czy jestes kobieta czy mezczyzna? Wydaje mi sie ze szczerzy ludzie
                                      czesto porownowja do siebie i nie boja sie powiedziec cos na temat na wlasnym
                                      przykaldzie....


                                      O spelnieniu;

                                      Gdybym nie wiedzial co to jest spelnienie, to bym mowil ludziom; "byc z zona,
                                      niezaleznie czy ja kochasz czy nie" tak jak Ty w kolko powtarzasz. Problem w
                                      tym ze nie czuje sie spelniony bo nie jestem z kobieta ktora kocham, to jest
                                      wlasnie spelnienie.



                                      O milosci (ktora nie ma nic wspolnego z "pieprzeniem");

                                      Jesli to co czuje do Junko to nie milosc tylko "poped seksualny", to dlaczego
                                      wciaz ja kocham choc nie widzielismy sie tak dlugo?
                                      • Gość: Porcupine Re: Do Porcupine IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 08.04.06, 07:53
                                        waldek1610 napisał:

                                        > Lepiej oszukiwac siebie niz zone? Feminizm?

                                        NIE. Lepiej nie oszukiwać. Ani siebie, ani innych.

                                        >Co ciekawe wypowiadales(as) sie
                                        > conajmniej 30 razy w tym watku a nigdy nie piszesz o sobie wiec nie sposob
                                        > zgadnac czy jestes kobieta czy mezczyzna? Wydaje mi sie ze szczerzy ludzie
                                        > czesto porownowja do siebie i nie boja sie powiedziec cos na temat na wlasnym
                                        > przykaldzie....

                                        Interesujące jest to, że Pestka też nie napisała ani słowa o sobie, ale nie
                                        zarzucasz jej "nieszczerości". Żeby być osobą szczerą i móc rozmawiac z innymi
                                        nie koniecznie trzeba w kółko gadać o sobie i podawać przykłady z własnego
                                        życia.

                                        > Gdybym nie wiedzial co to jest spelnienie, to bym mowil ludziom; "byc z zona,
                                        > niezaleznie czy ja kochasz czy nie" tak jak Ty w kolko powtarzasz.

                                        Nie czytasz ze zrozumieniem. Nie piszę ""byc z zona, niezaleznie czy ja kochasz
                                        czy nie", lecz NIE OSZUKIWAĆ. Nie piszę CIERPIEĆ, lecz ZDECYDOWAĆ SIĘ. W kołko
                                        powtarzam, że należy SZANOWAĆ siebie i innych i albo być z jedną, albo z drugą.

                                        > Jesli to co czuje do Junko to nie milosc tylko "poped seksualny", to dlaczego
                                        > wciaz ja kocham choc nie widzielismy sie tak dlugo?

                                        A w poście obok było o tym, że kochasz żonę. To jak w końcu?
                                        • waldek1610 Re: Do Porcupine 08.04.06, 08:37
                                          Zawsze mowisz w trzeciej osobie. Nie zalezy mi na tym, ale nie jestem pewny jak
                                          odpisywac do Ciebie ze; "napisalas" czy "napisales"?

                                          Nie chodzi o to zebys mowil(a) o sobie, ale jesli ktos nigdy nie uzywa
                                          slowa "ja" to znaczy ze wolisz komentowac zycie innych, a nigdy sama nie
                                          uzywasz slowa "ja" np, jak w "ja sadze" bo boisz sie personalnych atakow...To
                                          jest oczywiste.

                                          Pestka miala racje, bo ja nie oszukuje zony, bo chce zdecydowac raz na zawsze
                                          czy kocham zone czy Junko, nie podjalem decyzji w przeszlosci i teraz to
                                          pytanie powraca.

                                          Nigdy nie ogladam sie za kobietami. A od Junko okazuje sie ze ucieklem, ale
                                          oszukiwalem siebie, bo myslalem ze to koniec z nia, a jednak nie.
                                          • agatka_to_ja Re: Do Porcupine 08.04.06, 13:53
                                            waldek1610 napisał:
                                            > Nigdy nie ogladam sie za kobietami.

                                            buahahaha.. a to dohbre.. a watki sprzed kilku miesiecy, ktor traktowaly o
                                            tymn, ze chcialbys przeleciec inne panny, bo ci sie zona nudzi.. bo
                                            lubisz "jadac w innych restauracjach"??????
                                            czemu tego nie skomentujesz tchórzu?
                                            pseudoromantyk z Bożej łaski....
                                            jedz, bzyknij Junko i nie smęć na forum, bo jestes ŻAŁOSNY!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                                    • Gość: ~pestka Re: Do Porcupine IP: *.range86-130.btcentralplus.com 08.04.06, 18:49
                                      Radzę moja droga poczytać trochę literatury psychologicznej na temat miłości.
                                      Być może zweryfikujesz nieco swoje poglądy na ten temat.
                                      To wszystko nie jest takie proste..Miłość to najbardziej skomplikowane
                                      zagadnienie z jakim człowiek kiedykolwiek miał do czynienia.Nie spotkałaś sie
                                      nigdy ze stwierdzeniami:"..myślałam(em),że go(ją) kocham,lecz kiedy spotkałam
                                      (em) prawdziwą miłość swojego życia,okazało się że to nie było
                                      to..,albo..wydaje mi się,że go(ją)kocham,ale nie jestem pewna(y)...
                                      Gdyby było to takie proste,to nikt nie czekałby ze ślubem np. 5 lat
                                      (okres "chodzenia"),tylko wszyscy robiliby to znacznie szybciej,bo po co czekać
                                      skoro tak łatwo można stwierdzić:kocham go(ją)najbardziej na świecie i tak już
                                      zostanie do grobowej deski...
                                      Zgodnie z tym co mówisz,trzebaby było przyjąć również(bajkową skądinąd)
                                      teorię,że każdy z nas ma gdzieś na świecie swoją drugą(tylko jedną)połówkę,a
                                      kiedy ją już odnajdzie to będą się kochać do końca życia...("...i żyli długo i
                                      szcześliwie").Wyobrażasz sobie co by było gdyby to była prawda?-99,9% ludzi na
                                      świecie wiodłoby samotny żywot.A jednak jest inaczej,bo takie rzeczy zdarzają
                                      się tylko w bajkach.
                                      Prawda jest taka,że tych połówek pasujących do siebie(bardziej lub mniej) jest
                                      bardzo wiele.Problem zaczyna się w momencie,kiedy spotykamy je na swojej drodze
                                      życiowej w jednym czasie.
                                      Cieszę się,że Ty czujesz się szczęśliwa i spełniona,bo tego każdemu życzę.Ale
                                      nigdy nie mów "nigdy" i nie zarzekaj się,bo nie wiesz co przyniesie
                                      jutro..Wobec życia trzeba mieć trochę dystansu i pokory a nie wrzucać
                                      wszystkich i wszystkiego do jednego wora.Uczucie jakim jest miłość to nie
                                      matematyka,i nie zawsze wszystko jest takie proste.
                                      To o czym piszę opieram na wieloletnich obserwacjach i doświadczeniu życiowym i
                                      nie piszę tylko o sobie.
                                      Postaraj się więc być mniej radykalna w swoich i poglądach i spojrzeć na życie
                                      szerzej..z należną mu pokorą..Postaraj się zrozumieć również to,że ludzie są
                                      bardzo różni i niezawsze jest tak,że jeśli czyjeś zdanie różni się od Twojego
                                      to jest po prostu głupie bądź śmieszne...Wiem,że tak jest najprościej..Ale tak
                                      zachowują się dzieci w kłótniach(jesteś głupi(a) i zaraz cię opluję), a nie
                                      poważni dorośli ludzie..
                                      Musisz zrozumieć,że ile ludzi tyle zdań i spostzrzeżeń na dany temat..-często
                                      nawet każdy po trosze ma rację.Dlatego trzeba się nauczyć słuchać i rozumieć
                                      ludzi, a jeśli dojdziesz do wniosku,że na tej właśnie(spornej) płaszczyźnie nie
                                      dojdziesz nigdy z kimś do porozumienia to zawsze mozesz zakończyć
                                      dyskusję,choćby stwierdzeniem: w tej kwestii nigdy się nie dogadamy bo ja widzę
                                      to zupełnie inaczej i nie rozumiem Twojego podejścia,ale szanuję Twoje zdanie i
                                      niech każdy zostanie przy swoim..
                                      Pozdrawiam serdecznie i życzę dużo szczęścia w miłości.
                                      • waldek1610 Re: Do Porcupine 09.04.06, 07:28
                                        Pestka,
                                        Nie dziwi mnie to ze Porcupine jak dotad nie odpowiedziala na twoj post...ona
                                        nie chce brac pod uwage roznych opcji i wariantow, tylko liczy sie jej widzi
                                        misie...

                                        Oczywiscie w pewnych kwestiach i Porcupina ma racje; to ze zona cierpi, to jest
                                        dla mnie bolesne, bo wychodzi na to ze musze zranic albo zone albo siebie...i
                                        byc moze Junko.

                                        Ale nawet gdybym zdecydowal sie zostac z zona, ignorujac milosc do innej (co
                                        jest rzecza niemozliwa...)

                                        Gdy mysle na zone to jest mi przykro ze tak sie musialo stac, Ale myslac caly
                                        czas o Junko (zona wie ze cos jest nie tak) zona tej milosci i tak nie czuje
                                        odemnie bo jestem zawieszony pomiedzy dwoma kobietami...

                                        Wydaje mi sie tak jakbym wsiadl do nie do tego co trzeba pociagu i zamiast na
                                        Majorke, jade w przeciwnym kierunku na Rosyjski daleki wschod koleja
                                        transsyberyjska...
                                        • Gość: ~pestka Do Waldka IP: *.range86-130.btcentralplus.com 09.04.06, 21:51
                                          Jak widzisz już odpisała.Jej żałosną polemikę ze mną skomentowałam pod jej
                                          postem,więc nie będę się już powtarzać.Wystarczy,że raz zniżyłam się do poziomu
                                          tej Pani odpowiadając na jej wypociny.
                                          Pozdrawiam
                                          P.S.Nie wiem ile z tego co napisałam zrozumiała(z poprzedniej mojej wypowiedzi
                                          nic).Obawiam się ,że i tym razem będzie podobnie,dlatego też definitywnie
                                          zakończyłam ten głupawy dialog,ponieważ nie ma on po prostu najmniejszego
                                          sensu.Tobie radzę zrobić to samo,gdyż tracisz czas,zniżając sie dodatkowo do
                                          żenującego poziomu jaki reprezentuje ta osoba.
                                          • Gość: Porcupine Re: Do Waldka IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 10.04.06, 11:21
                                            A cóż to tak szanowną pani wkurzyło, że bluzga szanowna pani obelgami niczym
                                            wściekły pies śliną? Musiało coś mocno pani dotknąć, skoro wywołało aż TAKĄ
                                            agresję. Interesujące zjawisko... Psychologowie mieli by tu dużo do
                                            powiedzenia...
                              • Gość: ~pestka Re: Moje przemyślenia...Do Pestki IP: *.range86-130.btcentralplus.com 07.04.06, 12:16
                                Ciesze sie,ze poczyniles juz tak konkretne posuniecia:)
                                • waldek1610 Re: Moje przemyślenia...Do Pestki 09.04.06, 07:29
                                  Dzieki, chce to zakonczyc raz na zawsze.
                            • waldek1610 Pytanie do Ciebie Pestka za 100 punktow! 07.04.06, 09:35
                              Zastanawialem sie dlaczego nasze drogi sie rozeszly i zrozumialem ze nie bylem
                              taki zupelnie niemadry wycofujac sie z tego "zwiazku". Czytajac stare listy
                              widze 9 miesieczna przerwe w korespondencji od niej. Choc pameitam ze musialem
                              dzwonic do niej dosc czesto. Potem jest pare listow zanim ja sie wycofuje, ale
                              one sa chlodne i z taka informacja;

                              Pisze ze przyjezdza, na studia do USA w tym miesiacu (wrzesniu, ale list
                              przyszedl pozniej i czekalem na nowy adress) , ale te studia sa w Seattle w
                              Stanie Washinghton... i dziekuje mi za pomoc w wyborze tej uczelni; (co prawda
                              wyslalem jej katalogi szkol, ktore maja program 2 leni w kierunku Turystyka,
                              ale ona wybrala College na drugim krancu USA, prawie tak daleko jak z Nowego
                              Jorku do Europy Zachodniej).

                              Ja chcialem zeby chodzila gdziec blizej a Ona wybrala najdalej jak sie da, wiem
                              ze bylo to spowodowane tym ze Azjaci zwlaszcza Japonczycy wola studiowac na
                              zachodnim wybrzeze USA bo blizej do Japoni, i pozatym stanowia najwieksza grupe
                              studentow na Uczelniach w Washinghton State. Wiem ze ona chciala czuc sie
                              lepiej majac tzw; swoja Japonska support group..bo tak latwiej.

                              Ale chyba to wlasnie minie musialo mnie zdenerwowac, bo ona dobrze wiedziala
                              gdzie jest NC a gdzie WA...Proponowlem zeby chodzila do college w moim miescie
                              ale ona wybrala, najdalej jak sie da, i pisze ze mozemy sie spotkac w czasie
                              feri zimowych lub wiosennych bo ma 7-9 dni wolnego..

                              W tamtym czasie mialem juz dosc czekania i dlatego ze nie pisala przez 9
                              miesiecy za wyjatkiem krociotkich listow, zaczalem szukac innej dziewczyny pare
                              miesiecy wczesniej.

                              Powiedz mi czy dziewczyna ktora chce byc z jej chlopakiem, po 1.5 wreszcie
                              przyjezdza do USA ale wybiera sie na studia 2 tysiace mil od swojego
                              chlopaka...na drugim krancu USA? Chyba zalezalo jej bardziej na szkole i
                              karierze niz na mnie? Jak sadzisz?

                              Ona wiedziala ze College trwa 2 lata i ja nie moge zmienic bazy wojskowej..
                              Chyba jednak nie zalezalo jej na mnie tak bardzo bo nie napisala; "Przyjezdzam
                              do Ciebie nareszcie"..tylko "Przyjezdzam do USA na studia w Stanie
                              Washinghton!!!"
                              • Gość: Porcupine Re: Pytanie do Ciebie Pestka za 100 punktow! IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 07.04.06, 11:00
                                Ten post wręcz ocieka nieukrywanym egoizmem. Jest to typowa wściekłość
                                zranionego szowinistycznego męskiego ego - jak ona śmiała przyjechać na studia
                                na inny koniec Stanów zamiast DO MNIE? jak ona może mieć inne plany niż tylko i
                                wyłącznie związane ZE MNĄ? jak ona śmiała napisać, że jedzie "na studia",
                                zamiast DO MNIE? I to po tym, jak ja dałem jej 1000% mojej miłości!!!

                                Nigdy nie przyszło Ci do głowy cieszyć się sukcesami Junko? Cieszyć się, że w
                                ogóle przyjeżdża (a przecież nie miała takiego obowiązku), że udało się jej
                                dostać się na studia (pewnie na wymarzony kierunek na wymarzonej uczelni)? Nie
                                pomyślałeś o tym by życzyć szczęścia osobie, którą ponoć "kochałeś"? Nie? No bo
                                jak można życzyć komuś szczęścia, skoro jej szczęście nie jest związane Z TOBĄ?
                                A miłość wyklucza TAKI egoizm...

                                Wiesz, miłość wcale nie oznacza "bądź szczęśliwy ZE MNĄ", tylko poprostu -
                                "bądź szczęśliwy". Może warto zastanowić się nad różnicą tych dwóch życzeń...
                                • waldek1610 Czlowiek,milosc nie ksiazka-tylko delikatny kwiat! 07.04.06, 11:28
                                  Gość portalu: Porcupine napisał(a):

                                  > Wiesz, miłość wcale nie oznacza "bądź szczęśliwy ZE MNĄ", tylko poprostu -
                                  > "bądź szczęśliwy". Może warto zastanowić się nad różnicą tych dwóch życzeń...


                                  Taka milosc to milosc chrzescijanska, ale nie ma nic wspolnego ze zwiazkami
                                  kobiety z mezczyzna...

                                  Przeciez jesli kochasz to starasz sie dojsc do kompromisu i zbalansowac swoje
                                  plany i potrzeby z planami i potrzebami osoby ktora kochamy. Zgodze sie z tym
                                  ze egoizm jest negatywnym zjawiskiem.

                                  Wiesz, oczywiscie ze kobieta nie musi pozocic wlasnych planow zyciowych i
                                  poswiecic sie partnerowi, wcale od niej tego nie wymagalem.

                                  Jednak nie bierzesz pod uwage tego ze oszukujesz faceta jesli chcesz zeby
                                  czekal na Ciebie, 2-4 lata a nie bierzesz pod uwagi tego ze to czekanie
                                  kosztuje wiele nerwow, bo zycia i milosci nie da odlozyc sie na polke i siegnac
                                  po nia po latach gdy juz bedziemy to potrzebowac.

                                  Czlowiek i milosc to nie ksiazka...jest to raczej delikatny kwiat ktory wymaga
                                  nawadniania i troski w innym przypadku umrze...

                                  • Gość: Porcupine Re: Czlowiek,milosc nie ksiazka-tylko delikatny k IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 07.04.06, 11:38
                                    waldek1610 napisał:

                                    > Taka milosc to milosc chrzescijanska, ale nie ma nic wspolnego ze zwiazkami
                                    > kobiety z mezczyzna...

                                    Taka miłość, to miłość spełniona, radosna i trwająca wiecznie. Nie ma to NIC
                                    wspólnego z chrześcijaństwem, bo "miłość" chrześcijańska nakazuje "kochać"
                                    wszystkich dookoła, co jest poprostu nie możliwe, bo kochając wszystkich nie
                                    kochasz nikogo.

                                    Miłość, o której piszę, jest realna i ma WSZYSTKO wspólne ze związkami kobiety
                                    z mężczyzną. To, że TY jej nie doświadczyłeś, nie znaczy, że ona nie istnieje.
                                    Zbyt pochopnie przeczytałeś te słowa, nie analizując ich treści...
                                    • waldek1610 Re: Czlowiek,milosc nie ksiazka-tylko delikatny k 07.04.06, 11:46
                                      Czyli weglug Ciebie powinno byc tak; Kocham Ciebie ponad zycie dlatego Ciebie
                                      nie potrzebuje, mozesz nawet nie pisac przez rok, wystarczy mi ze popatrze
                                      sobie codziennie na twoje zdjecie i jestem happy?


                                      Rozumiem jesli ktos jest na wojnie albo w niewoli, ale jesli zyje w
                                      cywilizowanym kraju, to nawet z daleka mozna dac dowody jesli nie milosci to
                                      przynajmniej troski...
                              • Gość: ~pestka Re: Pytanie do Ciebie Pestka za 100 punktow! IP: *.range86-130.btcentralplus.com 07.04.06, 12:12
                                Wiesz...wydaje mi sie,ze Junko po prostu w tamtym okresie swojego zycia byla
                                maksymalnie nastawiona na kariere i edukacje.Wszystko inne natomiast, schodzilo
                                na boczne tory.Musisz zrozumiec,ze czlowiek w tym wieku to jeszcze prawie
                                dziecko.. Wiec to,ze wybrala studia na zachodnim wybrzezu USA,tam gdzie miala
                                grupe wsparcia w postaci rodakow,akurat wcale mnie nie dziwi.Swiadczy to
                                jedynie o zdrowym rozsadku i inteligencji tej dziewczyny.
                                To co robila nie oznaczalo wcale,ze Cie nie kocha a jedynie to,ze w tamtym
                                okresie miala w zyciu inne priorytety i nie chciala aby cokolwiek lub
                                ktokolwiek stanal na drodze do jej kariery.
                                Moze ona chciala wystawic Cie na swego rodzaju probe,i przekonac sie czy
                                bedziesz sklonny(skoro twierdziles ze tak bardzo Ci na niej zalezy),poczekac na
                                nia do konca studiow,i cieszyc sie rzadkimi spotkaniami w czasie ferii lub
                                wakacji.Moze dla niej to wlasnie oznaczaloby prawdziwa milosc??
                                Trudno odpowiedziec jednoznacznie na Twoje pytania,poniewaz byc moze ona sama
                                tak naprawde nie wiedziala jeszcze czego chce..
                                Jedno jest pewne-napewno nie pozostawales jej obojetny,bo zadna dziewczyna nie
                                stawia byle komu pytan:czy mozesz na mnie poczekac..?lub nie mowi:chce zebys
                                zostal moim kochankiem..
                                Mysle,ze byles kims naprawde waznym w jej zyciu,ale byc moze nie przetrwales
                                proby czasowej na ktora Cie wystawila..?
                                • waldek1610 Re: Pytanie do Ciebie Pestka za 100 punktow! 07.04.06, 13:03
                                  A ja myslalem ze poprostu ona mnie ignoruje bo nie ma serca...Uwierz mi ja
                                  potrafie czytac pomiedzy liniami, i jesli napisala by cos co sugerowalo by ze
                                  jej na mnie zalezy to napewno bym to zauwazyl. Skad mialem wiedziec ze dla niej
                                  milosc to jest czekanie, skoro nie pisala ani slowa o milosci, ani uczuciach,
                                  jedynie wdziecznosci za prezentu, za to ze jej mowie mile slowa. Ale przeciez
                                  zamiast dziekowac mozna odwdzieczyc sie, czyms specjalnym. Ja nie potrafilem
                                  sie dopatrzyc zadnych wysilkow z jej strony...

                                  To ze kiedys na poczatku powiedziala mi ze chce byc moja kochanka, to nie wiele
                                  znaczy dla Japonki, uwiez mi studjowalem kulture i obserwowalem ich gdy tam
                                  bylem. Zreszta nie bylem pierwszym ale drugim "mezczyzna" Junko, a ten pierwszy
                                  tylko z nia mial seks i moze spotkala go pare razy, potem zadnej znajomosci,
                                  zadnych uczuc z jego strony.

                                  Wiem ze Japonki traktuja seks troche przedmiotowo, i dla nich to ze oddaja
                                  swoje cialo nie znaczy ze oddaja swoje serce. Zreszta zaraz po tym gdy po raz
                                  pierwszy przespalismy sie ze soba, gdy wyszlismy na miasto ona usmiechnela sie
                                  do mnie i zapytala; "Did you have fun?"...A na mnie to wywarlo sakramentalne
                                  wrazenie, bo myslalem ze nie kochala by sie z kims kogo nie lubi...ale chyba
                                  sie mylilem.

                                  Wiem ze Junko ogladala wiele filmow amerykanskich i znala kulture zachodnia,
                                  wiedziala ze ludzie z zachodu potrzebuja wiecej konkretow, romantyzmu,
                                  poswiecen....w postaci nie czekania...a nie poswiecen w postaci czekania!!!!!
                                  • Gość: ~pestka Do Waldka IP: *.range86-130.btcentralplus.com 07.04.06, 14:18
                                    Filmy filmami moj drogi a kultura kultura.Ona zachowywala sie tak,jak zostala
                                    wychowana i nie patrzyla na to czego potrzebuja ludzie innych kultur,aby okazac
                                    im milosc.
                                    Wiem ze Japonki traktuja seks jak sport i niekoniecznie wiaze sie to u nich z
                                    uczuciem.Dla mnie dowodem na to,ze byles dla niej kims waznym(choc w tamtym
                                    okresie ona nie bardzo potrafila jeszcze sprecyzowac to uczucie),jest to,iz
                                    zapytala czy bedziesz na nia czekac.
                                    Piszesz,ze umiesz czytac miedzy wierszami-zwroc wiec uwage na to jedno zdanie-
                                    czekaj na mnie..-wlasnie ono swiadczy o tym jak waznym mezczyzna byles w jej
                                    zyciu...
                                    Wierz mi,ze gdyby chodzilo jej jedynie o seks to niezawracalaby sobie glowy
                                    pisaniem listow do Ciebie(nawet bardzo rzadko),ale poszukala kogos kto jest"pod
                                    reka".
                                    Wydaje mi sie,ze ona po prostu chciala byc z Toba szczera.Nie deklarowala
                                    milosci,bo pewnie nie wiedziala czy to juz wlasnie TO,ale pisala do Ciebie jak
                                    do przyjaciela,dzielac sie swoimi sukcesami.
                                    To ze pisala:"wreszcie przyjezdzam do Stanow i bedziemy mogli sie spotkac",jest
                                    rowniez dowodem na to,iz caly czas pamietala o Tobie i byles dla niej kims
                                    wyjatkowym.
                                    Sadze,iz chciala aby czas i kolejne(choc rzadkie spotkania),pokazaly czy
                                    jestescie dla siebie stworzeni.
                                    Podkreslam raz jeszcze-moim zdaniem ona kochala Cie,chociaz nie do konca
                                    zdawala sobie z tego sprawe i nie chciala aby cokolwiek zmacilo jej plany
                                    zwiazane z kariera i edukacja.
                                    Priorytetem dla niej byla szkola,a Ty...chciala chyba aby wszystko potoczylo
                                    sie wlasnym torem,aczkolwiek pozwalala ewoluowac temu uczuciu,piszac przeciez
                                    do Ciebie..
                                    Wiem,ze nie byly to listy milosne,jednak sam fakt,ze podtrzymywala znajomosc z
                                    kims z kim spedzila 5 dni swojego zycia,swiadczy o tym,ze miala Cie gdzies
                                    gleboko w swoim sercu i czekala na dalszy rozwoj zdarzen...
                                    • waldek1610 Re: Do Waldka 08.04.06, 06:25
                                      Chyba jednak mnie przecenila, albo raczej za-testowala na smierc.... Nie wiem
                                      moze to moja naiwnosc spowodowala ze wogole wplatalem sie w taka znajomosc, w
                                      takich okolicznosciach, z taka mloda osoba. Faktem jest to ze wcale jej nie
                                      szukalem tylko sama mi spadla z nieba, i dlatego tak szybko, spontanicznie sie
                                      w niej zakochalem, a moze zapatrzylem i chcialem ja zaglaskac na smierc...nie
                                      wiem jak to nazwac?

                                      Jeszcze jedno; ona zapytala sie mnie gdy ja spotkalem w Osace dokladnie tak;
                                      czy potrzebuje dziewczyny teraz? Czy moge/potrafie poczekac (na dziewczyne)?
                                      Powiedziala, "mysle ze mozemy byc kochankami"...Wiec moze chodzilo o zwykle
                                      spotykanie sie z chlopakiem, dates, randki a nie o glebokie uczucie, wiesz w
                                      jej wieku dziewczyny w ten sposob sie dowartosciowuja.

                                      Nie zrozum mnie zle, byla cudowna, madra, i ladna dziewczyna z wdziekiem, ale
                                      zawsze powtarzala ze nie jest typem modelki, i bardzo ja to martwi. Wiec moze
                                      tylko lubila mnie bo obsypywalem ja lawina komplementow, zreszta nie klamalem
                                      naprawde mi sie podobala.

                                      Moze masz racje ze mnie kochala, (nie chce zwierzac sie z wszystkich
                                      szczegolow) ale sama zapytala sie; "Mozesz mnie pocalowac?" gdy kochalismy
                                      sie...

                                      Sam nie wiem, kiedys gdy bylismy w sklepie muzycznym, zalozyla mi na glowe
                                      suchawki, zebym posluchal pisosenki, byla w jezyku angielskim, i dziewczecy
                                      glos spiewal; "I wanna be your girl".... Moze rzeczywiscie byla mloda i nie
                                      potrafila jeszcze sama okreslic, co czuje, czego odemnie chce.
                                      • Gość: ~pestka Re: Do Waldka IP: *.range86-130.btcentralplus.com 08.04.06, 16:30
                                        Widzisz..to że byliście ze sobą tak krótko,i to że Junko była tak młoda ,nie
                                        może dawać Ci 100%-owej pewności co do intencji jej uczuć.Możesz sie jedynie
                                        opierać na własnej intuicji i kierować głosem serca.Bo to Ty sam powinieneś
                                        wiedzieć najlepiej(albo choćby przypuszczać),co mówiły jej
                                        oczy,gesty,spojrzenia..
                                        Sytuacja ze sklepu muzycznego,którą tu przytoczyłeś,jest właśnie jednym z
                                        dowodów na to,że nie pozostawałeś jej obojętny.Chciała Ci to jakoś dać do
                                        zrozumienia-delikatnie i subtelnie..Chciała Ci powiedzieć,że nie traktuje
                                        Ciebie jedynie jak przelotną znajomość(czy kochasia na jedną noc),lecz że
                                        jesteś dla niej kimś bardzo ważnym.
                                        To wszystko jednak wydarzyło się lata temu,trudno więc precyzyjnie
                                        interpretować wydarzenia z przeszłości,a tym bardziej oczekiwać,że sytuacja nie
                                        uległa zmianie.
                                        Jeśli jednak to właśnie ona jest TĄ JEDYNĄ,to czas nie ma tu najmniejszego
                                        znaczenia.
                                        Jedyne co możesz(a wręcz musisz zrobić)w zaistniałej sytuacji,to skontaktować
                                        się z nią,jak najprędzej to tylko możliwe-wtedy wszystko się wyjaśni.
                                        Domyślam się,że to co musisz teraz zrobić wymaga niemałej odwagi i
                                        poświęcenia,ale jeśli chcesz w końcu zaznać spokoju i spełnienia to nie masz
                                        innego wyjścia:)
                                        Osobiście jestem dobrej myśli,gdyż sama jestem kobietą i wiem,że na prawdziwą
                                        miłość jesteśmy w stanie czekać choćby całe życie...
                                        • waldek1610 Re: Do Waldka 09.04.06, 06:38
                                          Gość portalu: ~pestka napisał(a):

                                          > Jeśli jednak to właśnie ona jest TĄ JEDYNĄ,to czas nie ma tu najmniejszego
                                          > znaczenia.


                                          Dokladnie tak samo mysle i ja!!! Mysle ze skoro ja na nia czekalem dosc dlugo,
                                          niebedac do konca pewnym ze to bedzie milosc odwzajemniona, spelniona, to i ona
                                          tez poczeka, skoro czekanie nie sprawialo jej rzadnych trudnosci wtedy...
                                          (przynajmniej nie dawala po sobie poznac braku cierpliwosci).


                                          > Jedyne co możesz(a wręcz musisz zrobić)w zaistniałej sytuacji,to skontaktować
                                          > się z nią,jak najprędzej to tylko możliwe-wtedy wszystko się wyjaśni.
                                          > Domyślam się,że to co musisz teraz zrobić wymaga niemałej odwagi i
                                          > poświęcenia,ale jeśli chcesz w końcu zaznać spokoju i spełnienia to nie masz
                                          > innego wyjścia:)


                                          Mam nadzieje ze jej rodzice mieszkaja pod tym samym adresem co przez 7-mioma
                                          laty, i jej przekaza list ktory wyslalem 3 dni temu, list idzie 8-10 do Japoni.
                                          Mam powody sadzic ze nie jest jeszcze mezatka, ale sadzac po jej wymaganiach co
                                          do malzenstwa, to ma bardzo wysokie. Pozatym powiedziala ze chce wyjsc za maz
                                          nie wczesniej niz gdy bedzie miala 27 lat (najpierw kariera), i wlasnie niecale
                                          2 miesiace temu skonczyla 27.

                                          Rowniez udalo mi sie zwerbowac 30-sto letnia Japonke z Osaki, na jednej z
                                          angielskojezycznych web sites poswieconych Japoni. Ktora juz obiecala ze pomoze
                                          mi odnalezc Junko. Wydaje sie bardzo pomocna, ktos mi ja polecil, i okazuje sie
                                          ze jej pasja jest pomaganie ludziom z zagranicy, poznac, pokochac Japonie,
                                          kulture itd. Trzymam kciuki! Obiecalem ze ja zaprosze do najlepszej restauracji
                                          razem z Junko oczywicie, i bedzie moja najlepsza przyjaciolka..jesli znajdziemy
                                          Junko, a ona mieszka w tym samym miescie!


                                          > Osobiście jestem dobrej myśli,gdyż sama jestem kobietą i wiem,że na prawdziwą
                                          > miłość jesteśmy w stanie czekać choćby całe życie...

                                          Tak tez mi sie wydaje, choc nie jestem kobieta :) Mam nadzieje ze sie jeszcze
                                          spotkamy z Junko, chcialbym przynajmniej zachowac sie fair wobec niej, i
                                          wytlumaczyc jej co sie stalo, sadze ze gdyby nie bylo tak trudno miec long
                                          distance relationship, to obylo by sie bez takich dramatycznych zdarzen, mam
                                          nadzieje ze Ona to zrozumie.

                                          Mysle ze przedtem bylem w stanie dac jej wszystko i mialem wiecej do
                                          zaoferowania, teraz bedzie mi trudniej, ale kieruje sie zasada "jesli kochasz
                                          to potrafisz sie poswiecic dla partnera/ki", i problemy natury poza- uczuciowej
                                          nie powinny byc wazne.

    • sibiriaton Re: Serce mi peka! 06.04.06, 13:21
      wietrze ścieme, koles z Marines nie moze miec na imie WALDEK!!!
      • waldek1610 Tak, Zbyszek tez nie moze byc doradca prez USA :) 07.04.06, 00:56
        sibiriaton napisał:

        > wietrze ścieme, koles z Marines nie moze miec na imie WALDEK!!!


        tak, samo jak doradca bylego prezydenta USA, nie moze miec na imie
        Zbyszek :)....a jednak.

        Pozatym mialem dwoch znajomych Polakow w Marines o imieniu Przemek, i
        Wojtek....pierwszego nazywali ...John :)

        Nie szczegolnie lubie angielskie imie Wally... Ale to fakt tak nazywla mnie
        Junko, ale to bardziej z uwagi na to ze w jezyku angielskim nie ma polskiego
        dzwieku "W" ani nawet litery "L". Wiec Valdek jest nie do wymowienia, i raczej
        kazdy japoczyk mowil by; "Bardek-u"

        • waldek1610 sprostowanie 07.04.06, 01:27
          Powinno byc; w jezyku Japonskim nie ma polskiego dzwieku; "W" ani litery "L"
          wiec Waldek po japonsku brzmi....Bardek-u :) A Wally jest latwiej.

          Dla ciekawostki, Junko powiedziala mi ze Polska to Japonsku nazywa
          sie "Porando":)
          • elamodela One day in your life... 07.04.06, 09:39

            One day in your life
            said love would remind you
            yeah yeah yeah
            how could you leave it all behind
            oh oh oh yeah
            one day in your live
            it's gonna find you
            with the tears that left me cry...

            ;P
            • waldek1610 Re: One day in your life... 07.04.06, 10:23
              Piosenki nie klamia,zwlaszcza te o milosci....
              • Gość: ~pestka Do Waldka IP: *.range86-130.btcentralplus.com 07.04.06, 12:22
                Przejrzyj posty powyzej-znajduje sie tam odpowiedz na pytanie,ktore mi
                postawiles.
      • Gość: Porcupine Re: Serce mi peka! IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 07.04.06, 22:26
        waldek1610 napisał:

        > Tak mysla tylko komputery i ..krowy, ludzie moja droga...czesto sie myla.

        Jakżesz wiele znam "krów" i "komputerów", szczęśliwych ze sobą od wielu lat,
        spełnionych, szanujących się nawzajem, nie rozdrabniających się na "miłostki"
        i "romansiki", wiedzących co jest ważne...

        > Może dla mnie ta jedna jedyna byla tylko Junko? Ale ucieklem od
        nieszczesliwej
        > milosci?

        Niepewność? W miłości jej nie ma. W miłości jest pewność, że ta osoba jest
        jedyna. Nie ma nadziei, że "może ta", że może się uda. Jest PEWNOŚĆ ijakaś
        intuicyjna WIEDZA.

        A skoro piszesz, że "uciekłeś" od nieszczęśliwej miłości, to po co chcesz teraz
        do niej wrócić?

        > Moja droga

        Na szczęście nie jestem ani "Twoja" ani "droga".

        > Zadna Japonka ani Polka jej nie zastapi

        Nawet żona... I tym zdaniem sam potwierdzasz, że jednak nie da sie "kochać"
        dwóch kobiet naraz, i że żona jednak nie jest tą osobą z którą chciałbyś być.
        Więc po co oszukujesz wszystkich?

        > oddalem serce i juz nie ma drogi odwrotu, no chyba ze ona to serce odrzyci
        raz
        > na zawsze.

        Moment, no to "oddałeś i nie ma odwrotu", czy jednak uzależniasz to od JEJ
        decyzji? Jedno przeczy drugiemu. Ale jedno jest jasne - żonie serca nie oddałeś
        i juz nie oddasz (chyba że na siłę, ale to nie to samo). Więc po co nadal
        oszukujesz żone? Po co z nią jesteś, skoro Twoje serce nigdy do niej nie
        należało?

        > Zajomosci i romasow bylo wiecej, ale milosci nie da sie tak poprostu kopnac w
        > tylek ...w imie wygody, a bo ze tam ma byc bo jest juz zapozno? Tam mysli
        ktos
        > niesamowicie prymitywny, i krzywdzi swoja zone, decydujac sie ze bedzie
        > probowal zapomnac prawdziwa milosc, prawdziwej milosci nigdy sie nie da
        > zapomniec.

        Nie, to nie tak. Żonę się krzywdzi właśnie poprzez rozpaniętywanie dawnej
        miłości za jej plecami, poprzez zakładanie przywatnej skrzynki i wysyłanie
        listów w tajemnicy od niej. Żonę się krzywdzi poprzez trwanie w związku z nią i
        jednoczesne myslenie o innej kobiecie. Zdrada małżeńska, to nie tylko seks z
        inną kobietą, lecz takie właśnie myślenie o niej, jakie Ty uprawiasz w stosunku
        do Junko.

        > Jesli Junko odpowie, i pokaze ze tym razem ona sie o mnie stara, i to ona
        > rozniez na mnie czekala , jak ja na nia czekalem kiedys...wtedy bedzie to
        znak
        > ze to prawdziwa milosc.

        "Prawdziwa miłość", która w 100% jest uwarunkowana decyzja Junko. Bo Ty nie
        jesteś pewny ani siebie, ani swoich uczuć. BO WCALE NIE ZNASZ SIEBIE! A jeśli
        Junko nie odpowie, wtedy będziesz dalej tkwił u boku kochającej żony, póki znów
        nie nawiedzi Ciebie kolejny sen o kolejnej wielkiej niespełnionej "miłości" z
        przeszłości. Poprostu nie wiesz czego chcesz i kogo kochasz i czy kochasz w
        ogóle...
        • Gość: Porcupine Re: Serce mi peka! IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 08.04.06, 01:04
          waldek1610 napisał:

          > mozna kochac dwie kobiety naraz, nie jest powiedziane ze mozna kochac tylko
          > jedna.



          > Oszukiwal bym zone gdybym z nia byl kochajac inna. Ja sadzilem do tej pory ze
          > kocham zone, ale milosc z przeszlosci upomniala sie o swoje, pojawiajac sie z
          > niesamowita moca dobiero niedawno.
          >
          > Wiec to ja jestem przegrany w tej chwili.

          Biedny, pokrzywdzony przez los Waldi. Pokrzywdzony też przez żone, która
          zadecydowała i "wybrała" Ciebie.

          > jestem z kims
          > z moze przez przypadek, ale jej nie oszukiwalem, bo ze kocham inna
          dowiedizalem
          > sie dopiero pare tygodni temu pod wplywem snu...

          Czyli sen silniejszy od WOLI, sen silniejszy od WIEDZY, wreszcie sen silniejszy
          od CIEBIE, skoro to właśnie sen uświadamia Ci twoje własne uczucia o których
          przecież "zapomniałeś". Ty sam nie jesteś w stanie określić to co czujesz, lub
          nie czujesz, i tylko sen potrafi Ci "uświadomić" głębię Twoich uczuć. Genialne!

          > Tak na marginesie jestes kobieta czy facetem?

          Ta wiedza jest aż tak istotna dla Ciebie, że nie możesz prowadzić dyskusji nie
          uzyskawszy właściwej odpowiedzi?

          > Dlaczego uczucia mojej zony stawiaz bezdyskusyjnie ponad moimi uczuciami?

          Niczego nigdzie nie stawiam. Tylko przypominam Ci, że jak na razie, jesteś
          jeszcze w zwiazku zwanym "małżeństwem", a to oznacza, że jest w tym związku
          oprócz Ciebie jeszcze jedna osoba, o uczuciach której nie pomyślałeś. Z Twojego
          oburzenia w tym zdaniu, oraz ze wszystkich postów wynika dość oczywiście, że
          nie darzysz żony należnym szacunkiem. Od samego początku była Twoją "second
          best". Jesteś z nią tylko dla tego, że to ona Ciebie bardzo chciała i wybrała,
          a nie dla tego, że ją kochałeś ponad wszystkie kobiety świata. Nie uważasz, że
          o wiele uczciwiej było by odnawiać znajomość z Junko (lub komkolwiek innym) już
          PO rozstaniu się z żona? Nie, TY tak nie uważasz, bo TY chcesz się idealnie
          zabezpieczyć - odszedłbyś tylko i wyłącznie wtedy gdy Junko by Ciebie
          zechciała, a nie dla tego, że nie jestes do końca spełniony z żona. Bo
          wyznajesz teorię, że lepiej jakakolwiek żona niż odnalezienie prawdziwego
          szczęścia i miłości, w których istnienie nawet nie wierzysz...

          A więc z takim podejściem do milości nie masz szans zaznać co to jest prawdziwe
          całkowite spełnienie z kobietą.
        • waldek1610 Re: Serce mi peka! 08.04.06, 07:49
          Porcupine,
          Jesli juz odpowiadasz na moj post, odpowiadaj pod wlasciwym postem, a nie
          probuj przeskakiwac na sam koniec, zeby uciec od moich watkow z trudnymi
          pytaniami...manipulujac, i wyjmujac moje slowa z kontestu, tak zeby wyszklo ta
          twoje.

          Nie lubie ludzi ktorzy stosuja takie tricki...
    • agatka_to_ja Re: Serce mi peka! 07.04.06, 22:36
      HAHAHA... tak, jak myslalam.. WAldiemu znudzila sie zoneczka i ma
      zamiar "ruchnąć" Junko.
      Pod pozorem "romatycznego rozdarcia" prawdopodobnie probuje na nas wymóc słowa,
      ktore wypowiada naiwna pestka "WAldemarku, odnajdz Junko,to twoja prawdziwa
      milosc"... szkoda, ze pestka nie czytała wypowiedzi WAldka sprzed kilku
      miesiecy, gdzie pisal, ze ma ochote na inne kobiety i ze szkoda jego
      umiejetnosci i ciala na jedna tylko kobiete...

      Waldek teraz chce chyba od nas "blogosławienstwa" dla jego niewiernosci i
      zdania "Waldi, jedz do Junko, zalicz ją, to ona jest prawdziwa miloscia..."

      tylko gdzie tu miejsce na przysiege malzenska?

      moze pisze brutalnie, ale szczerze.. bo mam dosc "miauczenia", skomlenia i
      ponizania sie tej amerykanskiej gnidy, ktora mysli rozporkiem, a probuje
      zgrywac romantyka...
      nic tylko rzygać.......
      • Gość: Porcupine Re: Serce mi peka! IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 08.04.06, 01:06
        BRAWO, Agatka!
        • waldek1610 Re: Serce mi peka! 08.04.06, 06:40
          Gdy przeczytalem "wojownicza" jak zawsze wypowiedz Agatki i zobaczyelm ze
          odpowiedziala jej Porcupine, to sobie mysle pewnie zaraz bedzie; "Brawo,
          Agatka!!!"

          No i sie nie mylilem :)


          P.S Agatka, tak "te oczy nie klamia"... zobaczylem w nich cos z czarownicy,
          wiedzmy. To nie sa oczy dobrej osoby...sorry Agatka.

          Gdybym Ciebie zobaczyl na ulicy To bym Ciebie omijal szerokim lukiem.
          • agatka_to_ja Re: Serce mi peka! 08.04.06, 13:50
            oh, WAldi, przykro mi, ze ODKRYŁAM TWOJE OPRAWDZIWE ZAMIARY

            nich ci pestka pisze, zez masz odnalezc swoja "ukochana"... ukochaną czym?
            penisem?

            a moje oczy nie musza ci sie podobac - podobaja sie mojemu mezowi oraz wielu
            innym osobom :)
            a do czarownicy zdecydowanie mi daleko.
            • waldek1610 Re: Serce mi peka! 09.04.06, 07:07
              Agatka,
              Jak zawsze mylisz seks z miloscia. Gdy mysle o Junko to staje mi
              raczej ....serce (a nie penis), jest to takie samo uczucie gdy czlowiek sie
              zakocha, i prawie nic innego nie jest w stanie go zainteresowac. Pomysl od 5
              lat ogladam ten sam dziennik na BBC i ABC, bo to jest moje ulubione zrodlo
              informacji, a ostatnio to nawet niewlaczam telewizora, nie moge tez wiele
              namalowac...



              agatka_to_ja napisała:

              > a moje oczy nie musza ci sie podobac - podobaja sie mojemu mezowi oraz wielu
              > innym osobom :) a do czarownicy zdecydowanie mi daleko.

              Maz lubi kobiete z grozne wyrazem twarzy? Wyglada to tak jakbys chciala kogos
              zahipnotyzowac, i potem odprawiac jakies czary...
              • agatka_to_ja Re: Serce mi peka! 09.04.06, 11:28
                i nagle tak sie zakochales? we wspomnieniu sprzed lat?
                to żałosne.. i dowodzi, ze nigdy nie kochales swojej zonyjedz do tej Japonii,
                zalicz unko, moze ci przejdzie.. i mam nadzieje,ze zona kopnie cie porzadnie w
                dupsko..

                a ja nie mam groznego wyrazu twarzy, ale bardzo lagodny :) wiec mnie nie
                oceniaj, skoro mnie nie widziales... ale hipnotyzowac wzrokiem? musze
                sprobować..
                • waldek1610 Falszywa moralnosc, pod przymusem? 09.04.06, 12:52
                  Przysiega malzenska, jako taka istnieje tylko w kosciele (katolickim).

                  Wedlug prawa cywilnego czlowiek nie ma obowiazku pozostania w malzenstwie na
                  zawsze, przeciwko wlasnej woli. Taki nakaz nie istnieje we wspolczesnym prawie.

                  Jesli mowimy o zasadach moralnych, to pozostawanie w zwiazku malzenskim w
                  ktorym nie ma milosci jest niemoralne, gdy robimy to jedynie z przymusu. Moze
                  wedlug Ciebie rozwody nie powinny byc dozwolone?

                  Rozwody sa uznawane przez prawo z roznych powodow; brak milosci (emocjonalnego
                  zaangarzowania jednego z partnerow)jest wystarczajacym powodem. Jesli to zona
                  by mnie zostawila, to pogodzilbym sie z tym bo mam honor i nie potrzebuje
                  milosci z laski.

                  • agatka_to_ja Re: Falszywa moralnosc, pod przymusem? 09.04.06, 12:59
                    Waldi, to nie piernicz, ze kochasz zone.. bo jej NIE KOCHASZ!
                    masz ochote na inna kobiete - jej TEZ NIE KOCHASZ!!!!!!! Kochac najwyzej mozesz
                    wspomnienie o niej
                    A to, ze nagle zainteresowaloes sie Junko oznacza tylko to, ze po prostu
                    ZNUDZILES SIE ŻONĄ!!!!!!!!
                    WIEC skoncz zgrywac romatyka, bo myslisz tylko swoim marnym penisem

                    jedz, zalicz Junko, zalicz tez jej kolezanke, ktora pomoze ci ja odnalezc ( po
                    wspolnego romantycznej kolacji mpoze nawetr zaliczysz obie naraz).. i bedziesz
                    szczesliwy.. ale ROMATYZMU to tu nie ma NIC!!!!!!!!!!!!!!!!!
      • Gość: Porcupine Pestka napisała: IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 09.04.06, 19:24
        Gość portalu: ~pestka napisał(a):

        > Radzę moja droga poczytać trochę literatury psychologicznej na temat miłości.
        > Być może zweryfikujesz nieco swoje poglądy na ten temat.

        Nie jestem ani "twoja" ani "droga", Waldkowi to też już raz było tłumaczone.
        Piszecie w tym samym "stylu".

        Na temat miłości nie muszę czytać żadnej literatury. Żeby kochać i rozumieć
        miłość nie potrzebne są podręczniki, książki, czy porady "życzliwych"
        forumowiczek. Trzeba poprostu KOCHAĆ. Trzeba to mieć w sobie. Niektórzy
        potrafią to robić bez podpowiedzi innych, bo kieruja się własną wolą i
        intuicją. Niektórym żadne rady nawet nie pomogą. Ty wolisz czytać i pouczać, ja
        wolę ŻYĆ i CZUĆ i KOCHAĆ.

        > Zgodnie z tym co mówisz,trzebaby było przyjąć również(bajkową skądinąd)
        > teorię,że każdy z nas ma gdzieś na świecie swoją drugą(tylko jedną)połówkę,a
        > kiedy ją już odnajdzie to będą się kochać do końca życia...("...i żyli długo
        i
        > szcześliwie").Wyobrażasz sobie co by było gdyby to była prawda?

        1) twierdzisz, że jest "bajkowa", bo Tobie czy Twoim znajomym się nie udało?
        Bo "większości ludzi" się nie udaje? Ale to, że Ty czegoś nie doświadczyłaś,
        wcale nie wyklucza istnienia tego czegoś. Inni znajdują swoje połówki, bo
        wierzą w ich istnienie i nie rozdrabniają się na "miłostki" i "romansiki", lecz
        słuchają własnej intuicji. Tacy znajdują spełnienie w miłości. Tacy potrafią
        kochać. Do końca życia... Większość nie ma cierpliwości i nie zna siebie
        samych. Dla tego raz wydaje im się, że kochają "Junko", następnym razem myślą
        że kochają "żonę", później znów wymyślą, że kochają jeszcze jakąś inną kobietę.
        Bo przecież według ich teorii można kochać kilka osób naraz. Tylko czemu
        właśnie te osoby nigdy nie czują się spełnione? Czemu właśnie im czegoś brakuje
        w ich związkach? Czemu to oni właśnie rozwodzą się, zdradzają, lub wciąż
        szukają? Bo nie wierzą, że można kochać całym sobą jedną jedyną osobę przez
        całe życie. Bo nie pragną tego, nie starają się, nie chcą tego.

        2) tak, wyobrażam sobie, co by było, gdyby to była prawda. Człowiek był by o
        wiele bardziej szczęśliwy i spełniony, świat był by o niebo lepszy. Nie było by
        tyle brudu i świństwa wśród ludzi. To proste.

        > Postaraj się więc być mniej radykalna w swoich i poglądach i spojrzeć na
        życie
        > szerzej..z należną mu pokorą

        "Pokora" kojarzy mi się ze wszystkim, co najgorsze w tym kraju Polo-Katolo (bo
        przede wszystkim, od takich osób najczęściej słyszy się o "pokorze"), kojarzy
        się też z PASYWNOŚCIĄ. A więc dziękuję za Twoją radę, ale nie skorzystam z
        niej. Ja nie muszę "patrzeć na życie", ja ŻYJĘ. Jest różnica między czytaniem o
        miłości, a KOCHANIEM. Tak samo jest różnica między patrzeniem na życie, a
        ŻYCIEM.
        • Gość: ~pestka Do Porcupine IP: *.range86-130.btcentralplus.com 09.04.06, 21:24
          "Porwałaś"moją wypowiedź na części,wybierając jedynie najbardziej dogodne dla
          Ciebie zdania,aby móc ze mną polemizować(żałosne posunięcie..).Podkreślę w tym
          miejscu,iż to co wybrałaś, ma się nijak do wydźwięku całości wypowiedzi.
          To utwierdziło mnie jedynie w przekonaniu,iż jesteś osobą,która nie potrafi
          dyskutować ani słuchać.Potrafisz jedynie wygłaszać własne monologi,które mają
          się nijak do treści wypowiedzi przedmówcy.Nie na tym polega dialog.
          Jak już pisałam w poprzednim poście:zawsze staram się słuchać,a przede
          wszystkim zrozumieć punkt widzenia drugiego człowieka.Muszę to jednak rozwinąć-
          nie rozmawiam z osobami,których poziom intelektualny sprowadza się do tego,iż
          potrafią jedynie narzucać komuś swój punkt widzenia(krytyką i złośliwościami),a
          jedyny sposób rozmowy to czepianie sie pierdół(odniosłaś sie powtórnie do
          zwrotu grzecznościowego,powszechnie używanego w Twoim języku ojczystym,którego
          używamy niekoniecznie odnosząc się do kogoś kogo uważamy za "swojego" lub
          drogiego nam..-jaki to ma związek z tematem rozmowy?),odwracanie kota ogonem
          (odchodzisz wciąż od myśli przewodniej wypowiedzi przedmówcy,plotąc jakieś
          pierdoły,które przyjdą Ci do głowy-mianowicie banały na temat życia i jak to
          powinno się ŻYĆ a nie czytać na temat życia..<jakbym słyszała moją ograniczoną
          ciotkę>)
          Cała ta pisanina z Tobą to zwykła strata czasu,bo Ty po prostu nie potrafisz
          dyskutować więc jaki jest sens rozmowy z Tobą?Odpowiadam-sensu brak.
          Nie widzisz nic poza czubkiem własnego nosa,a to co Ty uważasz za słuszne jest
          wg Ciebie jedyne i właściwe.Tymi właśnie cechami odnaczają się najbardziej
          prymitywne osobniki(chłopkowi roztropkowi oderwanemu od pługa,głosującemu na
          Leppera też nic nie wytłumaczysz-wie najlepiej<nawiasem mówiąc do tego typu
          ludzi się zaliczasz>)Szczerze mówiąc do pewnego momentu uważałam Cię za
          osobę,która ma trochę "oleju w głowie" i nie wykluczałam,iż dobrymi argumentami
          (na poziomie),może uda Ci się mnie choćby częściowo przekonać do swoich racji.
          Niestety pomyliłam się-jesteś prymitywna i żałosna.
          W związku z powyższym ucinam tę dyskusję,ponieważ nie zwykłam zniżać się do
          poziomu osób takich jak Ty
          • Gość: Porcupine Re: Do Pestki IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 10.04.06, 11:22
            Gość portalu: ~pestka napisał(a):

            > "Porwałaś"moją wypowiedź na części,wybierając jedynie najbardziej dogodne dla
            > Ciebie zdania,aby móc ze mną polemizować(żałosne posunięcie..).

            A to szanowna pani nie potrafi "polemizować" nie mając przed oczami CAŁOŚCI
            własnego tekstu? Szanowna pani nie pamięta sama kiedy i gdzie umieściła
            poprzedni post i co dokładnie w nim napisała, wobec czego nie potrafi prowadzić
            podalszej dyskusji? Przypominam więć - data: 08.04.06, 18:49

            > Potrafisz jedynie wygłaszać własne monologi,które mają
            > się nijak do treści wypowiedzi przedmówcy.Nie na tym polega dialog.

            To może szanowna pani zechce łaskawie mnie uświadomić na czym, według szanownej
            pani, polega ów "dialog"? I jak to jest możliwe, że 30 linijek tekstu szanownej
            pani nie są "monologiem", natomiast moje definitywnie są?

            > Jak już pisałam w poprzednim poście:zawsze staram się słuchać,a przede
            > wszystkim zrozumieć punkt widzenia drugiego człowieka.

            W przypadku tej dyskusji, określenie "drugi człowiek" jest tylko i wyłącznie
            zarezerwowane dla (surprise! surprise!) Waldka. Jego wypowiedzi "słucha"
            szanowna pani z otwartymi ustami (tudzież, oczami). Z "resztą" osób nie ma
            szanowna pani zamiaru rozmawiać, co sama przyznaje:

            > Muszę to jednak rozwinąć-
            > nie rozmawiam z osobami,których poziom intelektualny sprowadza się do tego,iż
            > potrafią jedynie narzucać komuś swój punkt widzenia(krytyką i złośliwościami),
            > a jedyny sposób rozmowy to czepianie sie pierdół(odniosłaś sie powtórnie do
            > zwrotu grzecznościowego,powszechnie używanego w Twoim języku
            ojczystym,którego
            > używamy niekoniecznie odnosząc się do kogoś kogo uważamy za "swojego" lub
            > drogiego nam.

            Dziękuję za wyjaśnienie pewnego "zwrotu grzecznościowego". Tyle, że myli się
            szanowna pani co do mojego języka ojczystego, bowiem nie jest nim język polski,
            i nigdy nie był. Więc może niech szanowna pani nie stwierdza tak kategorycznie
            pewnych rzeczy, o ktorych nie ma najmniejszego pojęcia.

            > (odchodzisz wciąż od myśli przewodniej wypowiedzi przedmówcy,plotąc jakieś
            > pierdoły,które przyjdą Ci do głowy-mianowicie banały na temat życia i jak to
            > powinno się ŻYĆ a nie czytać na temat życia..

            Zauważy szanowna pani, że wypowiedzi szanownej pani nigdy nie zostały określone
            jako "pierdoły" w MOICH odpowiedziach. Ale to jednak szanowna pani wie jak
            powinno się dyskutować, nie ja. A ten post szanownej pani aż tryska szacunkiem
            do rozmówcy, czego nie da się nie zauważyć. I co tak szanowną pani zdenerwowało
            w twierdzeniu, że można ŻYĆ pełnią życia vs. czytać o życiu? A może szanowna
            pani nagle uświadomiła sobie, że koncentruje się tylko na czytaniu i pouczaniu
            innych, a jej życie przecieka przez palce?

            <jakbym słyszała moją ogranicz
            > oną
            > ciotkę>

            Ciekawe, co ciocia miała by do powiedzenia...

            > Cała ta pisanina z Tobą to zwykła strata czasu,bo Ty po prostu nie potrafisz
            > dyskutować więc jaki jest sens rozmowy z Tobą?Odpowiadam-sensu brak.

            I to właśnie ten "brak sensu" tak szanowną pani zdenerwował, że zapomniała pani
            o wątku Waldiego na rzecz osobistego postu do mnie? Zaiste, szanowna pani WIE
            na czym polega dyskusja, a co ważniejsze, POTRAFI dyskutować!

            > Nie widzisz nic poza czubkiem własnego nosa,a to co Ty uważasz za słuszne
            jest
            > wg Ciebie jedyne i właściwe.Tymi właśnie cechami odnaczają się najbardziej
            > prymitywne osobniki(chłopkowi roztropkowi oderwanemu od pługa,głosującemu na
            > Leppera też nic nie wytłumaczysz-wie najlepiej<nawiasem mówiąc do tego typu
            > ludzi się zaliczasz>)

            I tu znów szanowna pani się mocno myli. Po pierwsze, brzydzę się polityką. A
            po drugie, nie mogę głosować na polityków w kraju Polo-Katolo, bowiem mam
            przyjemność legitymowania się paszportem innego państwa.

            > Szczerze mówiąc do pewnego momentu uważałam Cię za
            > osobę,która ma trochę "oleju w głowie" i nie wykluczałam,iż dobrymi
            argumentami
            > (na poziomie),może uda Ci się mnie choćby częściowo przekonać do swoich racji.

            Szerze mówiąc, zdanie szanownej pani o mnie zwisa mi i powiewa. Bowiem wątek
            ten nie dotyczy ani mojej osoby ani mojej sytuacji, lecz niejakiego Waldiego.
            Przypominam o tym, bo widzę, że szanowna pani tak się przejęła moją skromną
            osobą, że zapomniała o temacie i głównym bohaterze tego wątku. A poza tym, nie
            mam zamiaru nikogo "przekonywać" do moich "racji". Przedstawiam tylko moje
            zdanie, ale najwyraźniej prawidłowy "dialog" (według szanownej pani) nie polega
            na wymianie myśli, lecz na agresywnym "przekonywaniu" do swoich racji. Czy wie
            pani co to jest ROZMOWA, czy tylko odbiera pani wszystko w
            kategoriach "przekonywania"?

            > Niestety pomyliłam się-jesteś prymitywna i żałosna.

            Szanowna pani jest niezmiernie tolerancyjna, kulturalna, a na dodatek potrafi
            uczciwie dyskutować na wysokim poziomie, bez użycia obelg i osobistych
            docinków.

            > W związku z powyższym ucinam tę dyskusję,ponieważ nie zwykłam zniżać się do
            > poziomu osób takich jak Ty

            Szanowna pani stosuje własne zalecenia "pokory" wobec życia, o których pisała
            we wcześniejszym poście? I niech się pani nie martwi moim "poziomem",
            bo "zniżyła się" pani jeszcze niżej, do poziomu dwulicowych oszustów,
            zdradzających żonę i usprawiedlających to swoją "romantycznością".
            • Gość: ~pestka Do Porcupine IP: *.range86-130.btcentralplus.com 10.04.06, 11:30
              Totalny brak zrozumienia czytanego tekstu..Bez komentarza.
              • Gość: Porcupine Re: Do Porcupine IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 10.04.06, 12:01
                Gość portalu: ~pestka napisał(a):

                > Totalny brak zrozumienia czytanego tekstu..Bez komentarza.

                Szanowna pani wreszcie przyznała, że nie rozumie tekstu pisanego w jej języku
                ojczystym, a na dodatek zabrakło jej słów?
                • Gość: ~pestka Re: Do Porcupine IP: *.range86-130.btcentralplus.com 10.04.06, 12:10
                  Jak już napisałam:zakończyłam ten dialog,gdyż jest stratą czasu.
                  Słów nie brakuje mi nigdy ale nie rzucam ich również na wiatr,bo po co
                  rozmawiać z kimś kot nie wie o czym mówisz?
                  Odpowiedź wydaje się być oczywista...
                  • Gość: ~pestka Do Porcupine(korekta literówki) IP: *.range86-130.btcentralplus.com 10.04.06, 12:17
                    Gość portalu: ~pestka napisał(a):
                    > rozmawiać z kimś kot nie wie o czym mówisz
                    Oczywiście "KTO",zamiast:kot.
                    • Gość: Porcupine Re: Do Pestki IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 10.04.06, 12:25
                      W Twoim pięknym języku ojczystym jest takie trafne powiedzenie "prawda w oczy
                      kłuje"...

                      Jak ulał pasuje!
                      • Gość: ~pestka Re: Do Pestki IP: *.range86-130.btcentralplus.com 10.04.06, 12:59
                        Zachowujesz się jak przekupa na targu:gadasz byle gadać-ostatnie słowo musi być
                        Twoje.Nieistotne jest czy pasuje czy nie..byle stanęło na Twoim(żałość,żałość i
                        jeszcze raz żałość..)
                        W moim pięknym języku(tu sie muszę z Tobą zgodzić na całej linii-jest piękny)
                        nie ma takiego powiedzenia.Brzmi ono trochę inaczej,mianowicie:"Prawda w oczy
                        kole".
                        To,że je tutaj przytoczyłaś dowodzi jedynie temu o czym już pisałam:nie
                        rozumiesz tego co czytasz.
                        • Gość: Porcupine Re: Do Pestki IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 10.04.06, 19:16
                          Gość portalu: ~pestka napisał(a):

                          > W moim pięknym języku(tu sie muszę z Tobą zgodzić na całej linii-jest piękny)
                          > nie ma takiego powiedzenia.Brzmi ono trochę inaczej,mianowicie:"Prawda w oczy
                          > kole".

                          Radzę jednak sprawdzić bardziej rzetelnie, czy nikt nigdzie nigdy w języku
                          polskim nie używa określenia "prawda w oczy kłuje", bo może się okazać, że
                          władam Twoim językiem ojczystym lepiej niż Ty sama.

                          Może by tak odrobinka tej wspomnianej przez Ciebie "pokory" Tobie samej by się
                          wreszcie przydała?
                          • Gość: ~pestka Do Porcupine IP: *.range86-130.btcentralplus.com 11.04.06, 12:00
                            Owszem-spotkałam się i z taką właśnie modyfikacją tego powiedzenia,lecz w
                            oryginale(poprawnie),brzmi ono tak jak to zapisałam.
                            Nie wypowiadaj się więc na temat języka,którego dobrze nie znasz.
    • Gość: Porcupine You can't eat your cake and have it too IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 10.04.06, 10:12
      waldek1610 napisał:

      > Przysiega malzenska, jako taka istnieje tylko w kosciele (katolickim).

      DOBRE!!! Większego absurdu chyba dawno nie było na żadnym forum! Biedni są ci
      wszyscy protestanci, prawosławni, ateiści i wszyscy inni, którzy ślubują sobie
      wierność i miłość, nie wiedząc nawet, że ich przysięga nie istnieje (skoro nie
      przysięgają tego w kościele katolickim). A śluby cywilne, według Ciebie, w
      ogóle nie są ślubami, tylko podpisaniem papierka. Genialne!!!

      > Wedlug prawa cywilnego czlowiek nie ma obowiazku pozostania w malzenstwie na
      > zawsze, przeciwko wlasnej woli. Taki nakaz nie istnieje we wspolczesnym
      prawie.

      A według jakiego prawa istnieje obowiązek pozostania w związku przeciwko
      własnej woli? Czyżbyś nigdy nie słyszał o możliwości anulowania małżeństwa
      zawartego w kościele katolickim? Poza tym, kto i gdzie pisał tu o tym, że
      musisz na siłe pozostawać w związku? Ale wiadomo, nie każdy potrafi czytać ZE
      ZROZUMIENIEM...

      > Jesli mowimy o zasadach moralnych, to pozostawanie w zwiazku malzenskim w
      > ktorym nie ma milosci jest niemoralne, gdy robimy to jedynie z przymusu. Moze
      > wedlug Ciebie rozwody nie powinny byc dozwolone?

      Jeśli mówimy o zasadach moralnych, to myślenie o innej kobiecie, zakładanie
      prywatnej skrytki pocztowej i wysyłanie listów do innej kobiety pod czas gdy
      nadal pozostaje się w związku małżeńskim z inną kobietą, to jest właśnie
      niemoralne. NIKT Ci nie każe zostawać z żoną, czyż tego nie rozumiesz? To, co
      oburza innych w Twoim zachowaniu, to właśnie Twoja rażąca hipokryzja! I brak
      jakich kolwiek wartości moralnych i skrupułów. W nocy dzielisz łóżko z żoną, a
      w dzień wysyłasz list do Junko. I to jest "moralne" według Ciebie? I to jest w
      porządku? Kogo więc próbujesz oszukać, jeśli nie siebie samego?

      YOU WANT TO HAVE YOUR CAKE AND EAT IT TOO! Obyś tylko nie dostał
      niestrawności...

      > Rozwody sa uznawane przez prawo z roznych powodow; brak milosci
      (emocjonalnego
      > zaangarzowania jednego z partnerow)jest wystarczajacym powodem. Jesli to zona
      > by mnie zostawila, to pogodzilbym sie z tym bo mam honor i nie potrzebuje
      > milosci z laski.

      Zwróć uwagę na sposób, w jaki o tym piszesz. "Jesli to zona by mnie zostawila" -
      czyli typowe zachowanie "passive agressive" z Twojej strony - to ŻONA
      Ciebie "wybrała" i to ŻONA ma zadecydować o odejściu. Ty jesteś zbyt tchórzliwy
      i zbyt pasywny by to zrobić samemu, by to zrobić uczciwie. I jeszcze - "mam
      honor i nie potrzebuje milosci z laski - a jednak taką właśnie "miłością"
      karmisz swoją żonę (przejrzyj swoje wcześniejsze posty na temat "uczucia" do
      żony). Jesteś z nią tylko dla tego, że chwilowo nie możesz być z Junko. To jest
      nawet gorsze od "miłości z łaski".

      Nie masz w sobie ani krzty szacunku i uczciwości. Nie masz nawet chwili
      refleksji. Człowiek szanujący siebie i innych nie szukał by możliwości
      spotkania się z inną kobietą za plecami u żony. Człowiek szanujący siebie i
      innych najpierw powiedział by żonie o całej zaistniałej sytuacji, o swoich
      wątpliwościach, o uczuciu do innej kobiety, o potrzebie samotności i czasu by
      móc podjąć słuszną decyzję. Człowiek szanujący siebie i innych odseparował by
      się od żony (i już NA PEWNO nie dzielił by z nią tego samego łóżka), chociażby
      na jakiś czas, żeby przemyśleć swoje uczucia i pragnienia. I dopiero mieszkając
      osobno podjął by decyzję o wysłaniu listu do Junko. Ale piszę tu o osobie
      UCZCIWEJ, szczerej, pełnej szacunku i honoru, a nie o jakimś tam "romantycznym
      marines", który nigdy nie spotkał się ze znaczeniem słowa "uczciwość", nie
      mówiąc już o posiadaniu tej cechy...
      • waldek1610 Nie potrzebuje krytyki tylko.. obiektywnej rozmowy 10.04.06, 10:58
        Wlasnie powiedzialem zone, co nie nie bylo latwe, kobiety nie rozumieja ze w
        zaistnialej sytuacji potrzebuje czasu zeby sie zastanowic, kogo kocham.. i byc
        szczery bo ukrywanie wcale nie pomaga, bo chcac czy niechcac to widac.

        Ale z tym ze powinienem "byc sam zeby sie namyslec" to troche przesadzilas.
        Skad mam wiedziec czy tak naprawde chce byc z Junko, z nia nie rozmawiajac?
        Oczywiscie te musze z nia porozmawiac, wyjasnic jej i sobie co sie stalo i
        dlaczego. Jak moge decydowac o Junko bez niej?

        Twoja pisanina jest po uszy nasycona wojujacym feminizmem. Tez mi
        pomysl; "facet chce zdecydowac ktora kobiete chce kochac to powinien byc sam
        przez jakis czas"....to jest idiotyczna opinia. Zeby zdecydowac trzeba wlasnie
        byc z ta osoba na ktora chce sie zdecydowac, a nie izolowac....

        I to ze piszes ze "zona mnie wybierala" to ona tylko moze zdecydowac, a nie
        ja.... Aha wedlug Ciebie faceci nie decyduja wogole? Moze mezczyzni sa jak
        mieso ktore nie ma wlasnego zdania?


        • Gość: olivka Re: Nie potrzebuje krytyki tylko.. obiektywnej ro IP: *.elpos.net / *.elpos.net 10.04.06, 11:08
          Waldku,nie masz problemu,więc sam go szukasz.Ciesz się zdrowiem,które jak
          domniemam masz,a jak pomalutku nudzi Ci się żona,to idz na silownie poćwicz
          trochę,poczytaj książki i żyj,a mżonki spisz w książce.Bo swoją drogą calkiem
          nieżle Ci pisanie wychodzi.
          Pozdrawiam cieplutko
          • waldek1610 Re: Nie potrzebuje krytyki tylko.. obiektywnej ro 10.04.06, 11:26
            Olivia,
            Zdrowie, "zona" w domu to nie wszystko. Zrozum roznice pomiedzy zona a ...twoim
            przeznaczeniem, potrzebne jest rowniez poczucie spelnienia, wewnetrznego
            spokoju. Czlowiek decyduje o sobie cale zycie, a nie tylko do czasu gdy jest
            sam. Wiec nigdy nie zgodze sie z takimi opiniami ktore redukuja mezczyzn do
            poziomu "sily roboczej, zywiciela", ja tez mam wlasna wole i uczucia ktorych
            nie wolno mi ignorowac. Wkoncu nie zyje w jakims kolchozie tylko w
            cywilizowanym swiecie.

            A ksiazke to napisze moze pozniej, na starosc.
            • Gość: ~pestka Re: Nie potrzebuje krytyki tylko.. obiektywnej ro IP: *.range86-130.btcentralplus.com 10.04.06, 11:39
              Powiedziałeś żonie o tym co czujesz i zamierzasz?
              • waldek1610 Re: Nie potrzebuje krytyki tylko.. obiektywnej ro 10.04.06, 12:11
                Gość portalu: ~pestka napisał(a):

                > Powiedziałeś żonie o tym co czujesz i zamierzasz?

                Tak, co bardzo bylo trudne, i bardzo mi jest z tego powodu przykro bo wciaz
                kocham moja zone, tylko moja meska duma nie daje mi spokoju, bo jednak czuje
                sie okropnie z powodu mojej zony i Junko. Bo teraz zona stracila wiare we mnie,
                nie wiem co robic, chialbym z nia zostac, ale nie potrafie zapomniec o Junko,
                przynajmniej do czasu gdy nie porozmawiam z nia.

                Nigny nikomu nie zyczyl bym takiego dylematu, ale sam zeslalem taki los na
                siebie dlatego ze jestem zbyt idealistyczny, moze zbyt chce od zycia i nie
                potrafie sie pogodzic z tym ze czasami sie przegrywa, i traci cos cennego...

                Mam nadzieje ze odpisze, ale nie jest tak latwo z nia sie zkontaktowac,
                wyslalem list na adress jej rodzicow, i udalo mi sie zwerbowac 30-sto letnia
                Japonke z Osaki, ktora znalazlem na website o Japoni. Obiecala ze mi pomoze
                odnalezc Junko. Chce z nia powaznie porozmawiac, i nawet jesli nic z tego nie
                wyniknie, to w imie starej przyjazni warto jest ja odnalezc. Wiem ze Junko jest
                bardzo tolerancyjna i napewno teraz potrafila by zrozumiec mnie, bo sama jest
                teraz starsza. Czuje sie tak jakbym stracil cos bardzo waznego, bo Junko byla
                nie tylko moja pierwsza powazna miloscia, ale rowniez mysle ze ja tez wiele dla
                niej znaczylem, i chce zeby ona o tym wiedziala.

                Wiem ze jest pozno, ale nie moge cofnac czasu, wiem ze Junko nie byla gotowa
                wtedy, a ja pospieszylem sie z malzenstwem bo mialem dosc byca sam, teraz wiem
                ze ucieklem od milosc ktora byla bolesna ale byc moze najglebsza jaka mialem.

                Szkoda mi mojej zony, ale nie moglem wytrzymac sztucznych usmiechow i "kocham
                cie" jesli nie sa to szczere slowa. Ale nabroilem.. nie wiem jak to sie
                skonczy, nie potrafie oszukiwac zony, jesli jest ktos inny nawet w moich
                myslach. Mysle ze gdy skontaktuje sie z Junko to, byc moze bede wiedzial co
                chce.

                Ja tylko chcialem byc z Junko, a okazalo sie to byc karkolomnym wyczynem, bo
                powiedz mi czy nie trudno by bylo Tobie czekac 2 lata na to zeby partner/ka
                zdecydowal(a) czy kocha, i czy sie chce zaangazowac czy nie? Latwiej jest gdy
                sie czlowiek spotyka, ale na odleglosc trudno zniesc zarazem brak bliskosci i
                wyznan milosci. Po prostu wtedy czulem sie ze nie mam nic... Moge pwoinienem
                wtedy znalezc sobie dziewczyne na na podobnym etapie zycia, wtedy obyloby sie
                bez tragedi.

                Wciaz kocham Junko, i chce uslyszec od niej ze to jest skonczone. Juz mi
                wszystko jedno, moge zostac sam, ale jesli Junko wciaz cos do mnie czuje to
                niemoge teraz jej zawiesc i musze teraz byc z nia.
                • Gość: ~pestka Re: Nie potrzebuje krytyki tylko.. obiektywnej ro IP: *.range86-130.btcentralplus.com 10.04.06, 12:46
                  Szczerze mówiąc zszokowałeś mnie.Jestem pełna podziwu dla tej szczerości,ale
                  moim zdaniem popełniłeś błąd..
                  Jak już pisałam:przekonaj się najpierw czy kochasz Junko czy jedynie
                  wspomnienie o niej i wtedy podejmij decyzję.Ale cóż..to Twoja decyzja i Twoje
                  życie,więc może zrobiłeś słusznie?Nie wiem.
                  Wiem natomiast jedno-od tego co się stało nie ma już odwrotu..Bardzo współczuję
                  Twojej żonie i Tobie.Mogę sobie jedynie wyobrazić co ona teraz czuje..
                  > Gość portalu:waldek1610 napisał:
                  >Ja tylko chcialem byc z Junko, a okazalo sie to byc karkolomnym wyczynem, bo
                  > powiedz mi czy nie trudno by bylo Tobie czekac 2 lata na to zeby partner/ka
                  > zdecydowal(a) czy kocha, i czy sie chce zaangazowac czy nie?
                  Każdemu byłoby trudno i w wielu przypadkach sytuacja taka zakończyłaby się
                  tym,czym zakończyła się w Twoim przypadku,ale póki możesz walcz..W obecnej
                  sytuacji nic innego Ci nie pozostało..
                  > Wiem ze jest pozno, ale nie moge cofnac czasu, wiem ze Junko nie byla gotowa
                  > wtedy, a ja pospieszylem sie z malzenstwem bo mialem dosc byca sam, teraz
                  wiem
                  > ze ucieklem od milosc ktora byla bolesna ale byc moze najglebsza jaka mialem.
                  Zgadzam się.Zresztą pisałam już o tym wcześniej: często przedwcześnie uważamy
                  że jesteśmy już tak dojrzali,że wiemy co dla nas najlepsze, a potem ponosimy
                  konsekwencje takich decyzji..Cóż-smutne ale prawdziwe..
                  Musisz jakoś przez to przebrnąć chociaż nie będzie to łatwe.Trzymam kciuki i
                  życzę powodzenia.


                  • waldek1610 Re: Nie potrzebuje krytyki tylko.. obiektywnej ro 10.04.06, 13:07
                    Pestka,
                    Wiesz, nie moge grac na dwie strony.
                    Nie moge jednoczesnie pisac listow do Junko i udawac przed zona ze wszystko
                    jest wporzadku.

                    Po pierwsze, wydaje mi sie nie fair czekac az Junko sie odezwie i wtedy spuscic
                    bombe przed moja zona...Z drugiej strony co mam napisac Junko ze, jestem z
                    zona, i ulotnie sie od niej tylko jesli ona mnie przyjmnie? Mysle ze to byloby
                    troche dziecinne podejscie do sprawy.

                    Chce tylko zweryfikowac czy nie mylilem sie odnosnie Junko, i jesli cos robie
                    to powinienem zrobic do konca. Chce wreszcie zkonfrontowac sie z Junko,
                    powiedziec wszystko co czulem , i co czuje teraz. I to nie jest jedynie jej
                    decyzja, ale rowniez moja.

                    Mysle ze to ze chce byc z Junko jest podyktowane moimi doswiadczeniami, wkoncu
                    mysle ze zona tez troche nie rozumie mojego podejscia do zycia, ktore odbiega
                    zdecydowanie od "polskich" standartow. Wydaje mi sie ze mam lepsza komunikacje
                    ze srodowiskiem amerykanskim i mieszanym. Nie chce zeby wygladalo ze sie
                    wywyzszam ale nie rozumie wielu Polakow, i oni tez zupelnie mnie nie rozumieja.
                    • Gość: ~pestka Re: Nie potrzebuje krytyki tylko.. obiektywnej ro IP: *.range86-130.btcentralplus.com 10.04.06, 13:32
                      waldek1610 napisał:

                      > Pestka,
                      > Wiesz, nie moge grac na dwie strony.
                      > Nie moge jednoczesnie pisac listow do Junko i udawac przed zona ze wszystko
                      > jest wporzadku.
                      Podziw za szczerość i odwagę.
                      > Mysle ze to ze chce byc z Junko jest podyktowane moimi doswiadczeniami,
                      wkoncu
                      > mysle ze zona tez troche nie rozumie mojego podejscia do zycia, ktore odbiega
                      > zdecydowanie od "polskich" standartow
                      Co rozumiesz pod pojęciem:polskie standardy myślowe?Rozwiń tę myśl bo nie wiem
                      jak się odnieść do tego o czym mówisz.
                      • waldek1610 Re: Nie potrzebuje krytyki tylko.. obiektywnej ro 10.04.06, 23:06
                        Gość portalu: ~pestka napisał(a):

                        > Co rozumiesz pod pojęciem: polskie standardy myślowe? Rozwiń tę myśl bo nie
                        > wiem jak się odnieść do tego o czym mówisz.

                        Mam na mysli "nasze polskie" tradycyjne podejscie do zycia, ktorego czesto
                        dobrowolnie robimy sie niewolnikami. Wystarczy porozmawiac z grupa emigrantow
                        Polskich to dyskuja koncentruje sie w calosci na rzeczach materialnych, i
                        innych formulkach, jednym slowem; "rob i rob jak wol, i nic nie mysl, bo od
                        myslenia glowa boli, i pieniedzy z tego nie ma" :)

                        Mysle ze jesli ktos juz mieszkal tak dlugo z srodowisku 100% amerykanskim, mam
                        na mysli gdy bylem w wojsku w USA to trudna mu jest sie spowrotem dopasowac
                        wlasnie to dych polskich standartow myslowych.

                        Wydaje mi sie ze widac to rowniez u zony bo w USA jest dluzo krocej niz ja, 5
                        lat a ja 14. Chodzi o to ze Polacy to taki narod ktory chce kontrolowac innych
                        (rodakow)co oni powinni myslec, jaki powinni miec swiatopoglad. Denerwuje mnie
                        jesli nawet zona mowi co mam myslec na temat np; spraw polskich, polityki czy
                        nawet lokalnych amerykanskich problemow.

                        Mysle ze jest duza przepasc w sposobie myslenia, poza tym ona ma umysl
                        matematyczny podporzadkowany zasadom i formulkom, a ja potrafie brac to co
                        najlepsze z roznych kultur.


                        • Gość: ~pestka Do Waldka IP: *.range86-130.btcentralplus.com 11.04.06, 12:25
                          No teraz to już mój drogi szukasz dziury w całym:)Drugiego człowieka nie kocha
                          się za poglądy,ale ot tak po prostu..Bez konkretnej przyczyny.
                          Nie wiem jak zachowują się Polacy w Stanach,bo nigdy tam nie byłam(może tam
                          polska Polonia to jakieś specyficzne środowisko).
                          Mogę się natomiast wypowiadać na temat Polaków przebywających w Wlk Brytanii
                          (od pewnego czasu tu mieszkam),i absolutnie nie dostrzegam tego typu zachowań
                          wśród mieszkającej tu Polonii.
                • agatka_to_ja Re: Nie potrzebuje krytyki tylko.. obiektywnej ro 10.04.06, 14:49
                  waldek1610 napisał:
                  Wciaz kocham Junko, i chce uslyszec od niej ze to jest skonczone. Juz mi
                  > wszystko jedno, moge zostac sam, ale jesli Junko wciaz cos do mnie czuje to
                  > niemoge teraz jej zawiesc i musze teraz byc z nia.

                  hehehe... no to szybko gnojku przeszla ci milosc do zony
                  ja wiedziaolam od poczatku, ze tu nie chodzi o milosc tyko o twojego fiuta! o
                  to,ze znudzila ci sie dupa żony i lecisz za nowa cipą.

                  tylko zanim odszukasz Junko napisz, ze lubisz niemyte - przez tydzien nie
                  bedzie sie dla ciebie myła

                  dupek, żałosny dupek... dupa nie romatyk!!!!!!!!!!!!!!!!!
            • Gość: Porcupine Re: Nie potrzebuje krytyki tylko.. obiektywnej ro IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 10.04.06, 12:10
              > Zdrowie, "zona" w domu to nie wszystko. Zrozum roznice pomiedzy zona
              a ...twoim
              > przeznaczeniem, potrzebne jest rowniez poczucie spelnienia, wewnetrznego
              > spokoju.

              A więc skoro to już "zrozumiałeś", to CZEMU TKWISZ U BOKU ŻONY, niespokojny,
              niespełniony, nieszczęśliwy? Proste pytanie. I prosta odpowiedź - BOISZ SIĘ
              podjąć decyzję, nie wiesz czego chcesz i z kim chcesz być.

              > Czlowiek decyduje o sobie cale zycie, a nie tylko do czasu gdy jest
              > sam. Wiec nigdy nie zgodze sie z takimi opiniami ktore redukuja mezczyzn do
              > poziomu "sily roboczej, zywiciela", ja tez mam wlasna wole i uczucia ktorych
              > nie wolno mi ignorowac.

              WOLI to Ty akurat nie masz ani krzty. Wola sprawia, że wiesz czego chcesz i
              decydujesz o SWOIM życiu bez udziału innych osób, bez pytania ich o radę na
              forum, i bez uzależniania swojej "decyzji" od odpowiedzi Junko. Człowiek
              posiadający wolę WIE czego pragnie i odchodzi ze związku w którym nie czuje
              spełnienia. Odchodzi uczciwie, Z WŁASNEJ WOLI, a nie dla tego, że żona nie
              wytrzyma i go wykopie, i też nie dla tego, że przyjdzie pozytywna odpowiedź od
              Junko. Naprawde nie widzisz różnicy?
        • Gość: Porcupine Re: Nie potrzebuje krytyki tylko.. obiektywnej ro IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 10.04.06, 11:57
          waldek1610 napisał:

          > Wlasnie powiedzialem zone, co nie nie bylo latwe, kobiety nie rozumieja ze w
          > zaistnialej sytuacji potrzebuje czasu zeby sie zastanowic, kogo kocham..

          Śmieszne jest to "zastanawianie się". Albo WIESZ, kogo kochasz, albo nie. Kiedy
          kochasz, to nie zastanawiasz się, lecz MASZ PEWNOŚĆ. Nigdy Ci się to nie
          zdarzyło? Nigdy nie czułeś PEWNOŚCI, że to jest właśnie TA osoba? W takim
          razie, nie kochałeś jeszcze nikogo...

          > i byc szczery bo ukrywanie wcale nie pomaga, bo chcac czy niechcac to widac.

          Ukrywanie nie pomaga. Trzeba być mężczyzną, a nie "romantykiem", by móc
          szczerze i uczciwie powiedzieć żonie, że się ją nie kocha, że popełniło się
          błąd i że potrzebna jest cisza i samotność by zrozumieć siebie. Trzeba być
          Człowiekiem, by móc uczciwie odejść i przemyśleć swoje problemy. A takiej
          uczciwości Ci brak.

          > Ale z tym ze powinienem "byc sam zeby sie namyslec" to troche przesadzilas.

          Czyżby? Potrafisz myśleć w zgiełku, w tłoku? Cisza i spokój wewnętrzny Ci
          przeszkadzają? Chwila refleksji nie ma miejsca w Twoim życiu?

          > Skad mam wiedziec czy tak naprawde chce byc z Junko, z nia nie rozmawiajac?
          > Oczywiscie te musze z nia porozmawiac, wyjasnic jej i sobie co sie stalo i
          > dlaczego. Jak moge decydowac o Junko bez niej?

          Ty nie możesz i nie powinieneś decydować o Junko, LECZ O SOBIE. Nie widzisz
          różnicy? Twój problem polega na tym, że nie potrafisz zadecydować O SOBIE. Albo
          wiesz co czujesz, albo nie. Albo kochasz albo nie. A jeśli nie wiesz lub masz
          wątpliwości, to znaczy, że daleko w tym wszystkim do miłości.

          > Twoja pisanina jest po uszy nasycona wojujacym feminizmem. Tez mi
          > pomysl; "facet chce zdecydowac ktora kobiete chce kochac to powinien byc sam
          > przez jakis czas"....to jest idiotyczna opinia.
          > Zeby zdecydowac trzeba wlasnie
          > byc z ta osoba na ktora chce sie zdecydowac, a nie izolowac....

          I w tym tkwi problem. Bo obecnie jesteś z żoną. I chcesz być z Junko NADAL
          BĘDĄC Z ŻONĄ. Bo jeśli z jedną nie wypali, zawsze można będzie zostać z tą
          drugą. Masz poważny problem ze sobą, skoro tak panicznie boisz się być sam
          przez chwilę. Boisz się zajrzeć w siebie, poznać siebie, zrozumieć. Boisz się
          ciszy. Ale nie znając siebie NIGDY nie poznasz innego człowieka, nie
          zrozumiesz, i nie będziesz szczęśliwy i spełniony...

          > I to ze piszes ze "zona mnie wybierala" to ona tylko moze zdecydowac, a nie
          > ja.... Aha wedlug Ciebie faceci nie decyduja wogole? Moze mezczyzni sa jak
          > mieso ktore nie ma wlasnego zdania?

          Waldku, gubisz się już sam we własnych wypowiedziach? Nie pamiętasz własnych
          słów na temat żony? To przecież TY pisałeś w wielu postach o tym, że żona
          Ciebie "wybrała", i to TY napisałeś ostatnio: "Jesli to zona by mnie zostawila,
          to pogodzilbym sie z tym bo mam honor i nie potrzebuje milosci z laski." Stąd
          mój wniosek o Twojej bezgranicznej pasywności. Nie pojmujesz? Bo gdyby żona
          Ciebie zostawiła, to było by ok, ale TY SAM nie miałbyś na tyle odwagi by
          odejść. A skoro poczuwasz się do bycia "mięsem, które nie ma własnego zdania",
          to być może tak jest?

          Sprytnie sobie wszystko obmyśliłeś. Jeśli Junko się odezwie przychylnie,
          rzucisz żonę i popędzisz do niej. Ale jeśli nie będzie takiej odpowiedzi od
          Junko, to pozostaniesz u boku żony, wmawiając sobie i jej, że ją kochasz. Na
          niczym nie stracisz. Zabezpieczyłeś się. Taki z Ciebie cwaniaczek. I myślisz
          naiwnie, że to TY tym razem wybierasz i decydujesz. I z czystm sumieniem
          kładziesz sie co noc do łóżka z żoną, rozpamiętując w myślach upojne chwile z
          Junko, czekając z biciem serca na jej odpowiedź. Bo przecież to nie jest
          zdrada. Bo przecież przysięga małżeńska nie istnieje. Bo przecież to TY jesteś
          cierpiącym "romantykiem".

          CZEŚĆ I CHWAŁA HIPOKRYZJI!
          • waldek1610 Re: Nie potrzebuje krytyki tylko.. obiektywnej ro 10.04.06, 23:46
            Gość portalu: Porcupine napisał(a):

            > Śmieszne jest to "zastanawianie się". Albo WIESZ, kogo kochasz, albo nie.
            > Kiedy kochasz, to nie zastanawiasz się, lecz MASZ PEWNOŚĆ. Nigdy Ci się to
            > nie zdarzyło? Nigdy nie czułeś PEWNOŚCI, że to jest właśnie TA osoba? W
            > takim razie, nie kochałeś jeszcze nikogo...


            Gdyby zycie bylo takie proste nie bylo by rozwodow, oraz innych tragedii.
            Oczywiscie MIALEM PEWNOSC z kim chce byc, ale do tanga potrzeba dwojga ludzi.
            Latwo jest decydowac, gdy partner chce dokladnie tego samego co my, dokladnie w
            tym samym czasie...

            Czasami cos sie po prostu nie wydarza z powodow losowych; ludzie traca wiare,
            podlegaja slaboscia i po prostu zycie czesto wytacza nam kierunek. A gdy dwie
            osoby maja rozne plany, i chca narzycic drugiej osobie wlasny plan to czesto
            konczy sie to na niczym. Mysle ze oboje chcielismy tego samego, ale nie
            zgadzalismy sie kiedy i co ma sie wydarzyc.


            > Ty nie możesz i nie powinieneś decydować o Junko, LECZ O SOBIE. Nie widzisz
            > różnicy? Twój problem polega na tym, że nie potrafisz zadecydować O SOBIE.
            > Albo wiesz co czujesz, albo nie. Albo kochasz albo nie. A jeśli nie wiesz
            > lub masz wątpliwości, to znaczy, że daleko w tym wszystkim do miłości.


            Potrafie decydowac bo wtedy gdy zrywalem kontakt z Junko wiedzialem ze nie moge
            czekac dluzej, bez zadnych konktetnych deklaracji od Junko, i bez jej
            zaangarzowania. Do milosci potrzeba dwoch osob, i jesli jedna kocha bardziej
            niz druga, to pojawiaja sie problemy. Wkoncu kiedys trzeba decydowac, co
            naprawde sie chce. Ona w tym czasie nie zaslugiwala na mnie, bo nie byla w
            stanie nawet w czesci dac mi tego co ja jej dawalem.

            Wtedy potrzebowalem kobiety ktora "jest" i sie mna zaopiekuje, ktore jest w
            stanie dawac my tyle samo co ja mam do zaoferowania. Nie moglem zawsze tylko
            zyc nadzieja, przychodzi taki dzien gdy czlowiek chce po prostu zyc teraz i
            tu...a nie robic plany co bedzie za 2, 5 lat albo dalej.



            > Waldku, gubisz się już sam we własnych wypowiedziach? Nie pamiętasz własnych
            > słów na temat żony? To przecież TY pisałeś w wielu postach o tym, że żona
            > Ciebie "wybrała", i to TY napisałeś ostatnio: "Jesli to zona by mnie
            > zostawila, to pogodzilbym sie z tym bo mam honor i nie potrzebuje milosci z
            > laski." Stąd mój wniosek o Twojej bezgranicznej pasywności.

            Mylisz sie, to ja znalazlem moja zone, lecz ona szybko mi ulegla, mysle ze
            wtedy przelalem na nia cala ta milosc ktora nie skonsumowalem z Junko ( potem
            bedac rowniez z Chanieng, Taika przez 2 lata, z ktora bylem blisko fizycznie,
            ale nie bylo wielkiej milosci pomiedzy nami). Z zona przezylem wspaniale
            chwile, ale niedosyt i niespelniona choc pelna obietnicy spelnienia milosc z
            przeszlosci powraca.

            Napewno nie jestem pasywny, bo to do mnie wlasnie zawsze nalezala incjatywa, to
            ja staralem sie wiecej o Junko, ale ona nie byla gotowa wtedy.

            To ze teraz z perspektywy czasu patrze na tamta znajomosc zupelnie inaczej, to
            dlatego ze zmienily sie okolicznosci. Wtedy potrzebowalem "baby" wiec ja
            znalazlem, nie chcialem tkwic w nieszczesliwym "niby" zwiazku wiec podjalem
            decyzje. Ale czas sie zmienil i dyktuje nam teraz cos zupelnie innego, teraz
            nie wystarcza mi jedynie seks, bliskosc fizyczna.

            Chce byc z kobieta ktorej JA CHCE, rzesza ktora zawsze chcialem. I to nawywa
            sie odwaga i szczerosc wobec siebie samego. Nie wyobrazam sobie zeby ktos robil
            cos tylko dlatego ze juz raz zaczal to poco zmieniac. Gdybym zostal z moja zona
            to ona byc moze byla by szczesliwa do konca zycia, ale co ze mna?

            Wiesz, to nie jest wcale" znudzenie zona" jak suberujesz... Bo nie szukam
            nowych wrazen, wiesz jak latwo jest znalezc japonke ktora chce faceta z USA?
            Bardzo latwo, ale nie oto chodzi. Przeciez mialem wiecej kobiet, poza Junko i
            wcale o nich nie mysle, mysle jedynie o wielkiej milosci ktorej wciaz
            potrzebuje.
    • libertine21 Re: Serce mi peka! 11.04.06, 11:56
      waldek i jak sprawa stoi z zona?
      • agatka_to_ja Re: Serce mi peka! 11.04.06, 12:19
        libertine21 napisała:

        > waldek i jak sprawa stoi z zona?


        wiadomo - stoi na penisie. Waldek ma zamiar rzucić żonkę i jechac odszukac
        japonke.. bo tak mu kaze jego maly przyjaciel - członek.

        Pod pozorem "odruchu serca", porywu uczuć i innych pseudoromatycznych bzdetów
        Waldi jedzie zaliczyc starą dupe.

        a pestka uwaza, ze Waldi jest taki romantyczny.. hehehe.. koń by sie uśmiał...
        • libertine21 Re: Serce mi peka! 11.04.06, 12:21
          TAK TO JUZ JEST Z MEZCZYZNAMI W SREDNIM WIEKU GLOWA SIWIEJE DUPA SZALEJE
          • agatka_to_ja Re: Serce mi peka! 11.04.06, 12:28
            mozna bylo sie tego spodziewac.. po tych jego wywodach, ze chce "jadac w innych
            restauracjach, bo jesc z jednej to grzech".. wiadomo bylo, ze predzej czy
            pozniej kopnie zoneczke w dupe i poszuka sobie innej baby... no i dlugo nie
            trzeba bylo czekac...
            tylko po co on zgrywa sie na romatyka, widac sam chce sobie wmowic, ze to nie
            znudzenie zona, tylko poryw uczuc.. do czego? do panienki, ktorej od lat nie
            widzial? i tak nagel go wzielo? buaahahahahahaha... ŻÓNA MU SIE
            ZNUDZIŁA!!!!!!!!!! i to wszystko.....i jakos nie pomoglo, ze żoneczka wywalała
            swoje niemyte dupsko na stół i mówiła "Waldi, wez mnie mocno"... i tak sie
            palant tym znudzil....

            ale nie ma jak zgrywać megaromantyka....... buahahahahahahahahahaha
            • waldek1610 Milosc! 12.04.06, 01:49
              Agatka,
              Obnizylas poziom dyskusji diametralnie... Masz swoje "przekonania" wedlug
              ktorych mezczyzni jawia Ci sie jako prymitywne stworzenia, ktore istnieja
              jedynie po to zeby kopulowac...Az wstyd czytac twoje teksty.

              Nie rozumiesz wogole pojecia; "milosc"
              Wedlug Ciebie milosc to jest przebywanie jedynie z kims z kims sie ma umowe
              malzenska.

              A milosc to jest cos bardzo niezwyklego co jest mocniejsze od wszystkich rzeczy
              doczesnych, milosc nigdy sie nie konczy! Wlasnie dlatego czekam na odpowiedz
              Junko zeby dowiedziec sie czy to byla prawdziwa milosc. Bo jesli kochala mnie
              to wiem ze dla milosc czyni cuda. Wierze ze sie jeszcze spotkamy.

              Zreszta jaka kobieta nie chiala by zeby facet szukal jej po calym swiecie, po
              wielu latach, to chyba swiadczy ze ona zrobila na mnie wrazenie i jest dla mnie
              wszystkim, pomimo bledow ktore oboje popelnilismy.

              Nawet nie zdajesz sobie sprawy ile energi dzrzemie w naszej milosci...Jestem w
              stanie zrobic dla niej wszystko.

              Teraz wiem ze moge jeszcze poczekac, zrobie wszystko zeby sie z nia spotkac.
              • agatka_to_ja Re: Milosc! 12.04.06, 07:49
                ja nie obnizylam poziomu dyskusji, ta dyskusja od poczatku jest ponizej
                poziomu. BO ty jestes ponizej poziomu i twoje jęki i skomlenia.
                Najpierw piszesz, ze zone kochasz, a teraz juz że "Junko jest dla mnie
                wszystkim"... czyli żoneczka jest już niczym!
                buahahaha

                nie mow mi Waldi, ze to milosc, bo to nieprawda.. to pogon za czyms nowym, za
                pieknym wspomnieniem (juz wiem nawet czego - tryskajacych soków Junko, "nie
                widzialem tego u innej kobiety")... to nie romantyzm tylko chec przezycia
                czegos nowego, zmiany partnerki...
                szybko ci sie zona znudzila

                a twoj romantym jest niczego nie wart... i tak jak twoje skomlenia jest ŻAŁOSNY!
                • waldek1610 Re: Milosc! 13.04.06, 09:31
                  Przeciwnie, wedlug mnie prawdziwy mezczyzna nigdy sie nie poddaje i zdobywa to
                  co chce. Jesli ja chce miec ta dziewczyne to bede ja mial. Seks smakuje duzo
                  lepiej jesli trzeba duzo sie natrudzic, i zwlaszcza czekanie poteguje
                  przyjemnosc.

                  Ale oczywiscie nie chodzi tutaj jedynie o zaspokojenie checi kochania sie z
                  Junko, ja ja rowniez kocham, szkoda tylko ze spotkalem ja w takich
                  okolicznosciach. No ale coz; Man's got to do what a man's go to do!

                  Oczywiscie Junko moze nie byla az taka aktywna w lozku ale jakby sama wiedziala
                  co mezczyna potrzebuje, wlasnie to mi sie podobalo ze najmniejsza moj ruch
                  powodowal ze ona odruchowo dawala mi dokladnie to czego chialem.

                  Kocham takie dziewczyny ktore potrafia odroznic szacunek do samej siebie na
                  codzien, z tym co robia w lozku ze swoim facetem, a w seksie nie ma zadnych
                  tabu ani niczego "niemoralnego" oczywiscie za wyjatkiem przemocy.
                  • agatka_to_ja Re: Milosc! 13.04.06, 09:38
                    > Oczywiscie Junko moze nie byla az taka aktywna w lozku ale jakby sama
                    wiedziala
                    >
                    > co mezczyna potrzebuje, wlasnie to mi sie podobalo ze najmniejsza moj ruch
                    > powodowal ze ona odruchowo dawala mi dokladnie to czego chialem.
                    >
                    > Kocham takie dziewczyny ktore potrafia odroznic szacunek do samej siebie na
                    > codzien, z tym co robia w lozku ze swoim facetem, a w seksie nie ma zadnych
                    > tabu ani niczego "niemoralnego" oczywiscie za wyjatkiem przemocy.


                    no i Waldi moze powiesz, ze nie chodzi cie tylko o SEKS?????????

                    buahahaha... RUCHACZ z ciebie, a nie romantyk!!!!!!!!!
                    • waldek1610 Re: Milosc! 13.04.06, 10:13
                      Agatka,
                      Romantycy sa naturanlymi "kochankami" (to co ty nazywasz "ruchaczami" bo jak
                      inaczej uzewnetrznic cala ta pasje, cierpienie, rozpacz, teskonte i milosc jak
                      nie poprzez ostry wulgarny i zmyslowy, pelny namietnosci seks? Jak inaczej? Jak?

                      • agatka_to_ja Re: Milosc! 13.04.06, 10:38
                        bzdura, waldi z ciebie dupa, a nie romantyk!
                        ubzdurales sobie, ze kochasz Junko, a tak naprawde znudzila ci sie zona i
                        chcesz nowej panienki.. i to wszystko.. a to, ze piszesz, ze to milosc -
                        hahaha... tylko naiwna panienka, zaczytana w "tredowatej" i podobnych
                        romasidlach moze uwierzyc w twoj romantyzm.

                        Chcesz bzykac nowe panienki - okej.. ale nie obrazaj prawdziwych romantykow
                        nazywajac siebie romantykiem, podszywajac swoje nedzne pragnienia pod milosc.
                        Penis przez ciebie przemawia, nie serce...
                        • waldek1610 Re: Milosc! 13.04.06, 11:13
                          Dobre...Tak jakby porzadanie nie mialo nic wspolnego z miloscia!?

                          Odnosnie "dupy" to nie od dzis wiadomo ze wlasnie ona rzadzi swiatem...
                          • agatka_to_ja Re: Milosc! 13.04.06, 12:41
                            waldek1610 napisał:

                            > Dobre...Tak jakby porzadanie nie mialo nic wspolnego z miloscia!?

                            no to napisz wprost, ze chcesz ją bzyknąć, a nie że ją kochasz...
                            • waldek1610 Re: Milosc! 13.04.06, 12:48
                              Dobrze, napisze prawde; Kocham ja i chce ja bzyknac!

                              Co jest w tym takiego dziwnego ze chce kochac, piescic i calowac kazdy
                              centymetr ciala kobiety ktora kocham? Co jest w tym takiego dziwnego?
                              • agatka_to_ja Re: Milosc! 13.04.06, 13:00
                                kochasz ją? jestes niepowazny... kochac mozesz jedynie wspomnienie o niej. a
                                nie ją!
                                na lata o niej zapomniales, olałes dokumentnie, zwiazales sie z inna kobietą i
                                nagle jak sie spusciles , bo ci sie przysnila - to nagle ją pokochales?


                                buahahahahahahaha

                                zachowujesz sie jak gó..arz, ktory zakochuje sie w plakacie Angeliny Jolie...
                              • Gość: ~pestka Re: Milosc! IP: *.range86-130.btcentralplus.com 13.04.06, 13:23
                                waldek1610 napisał:
                                > Co jest w tym takiego dziwnego ze chce kochac, piescic i calowac kazdy
                                > centymetr ciala kobiety ktora kocham? Co jest w tym takiego dziwnego?
                                Nie ma w tym Waldku nic dziwnego.To tak naturalne jak oddychanie:)
                                • Gość: Porcupine Re: Milosc! IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 13.04.06, 13:43
                                  Gość portalu: ~pestka napisał(a):
                                  > waldek1610 napisał:
                                  > > Co jest w tym takiego dziwnego ze chce kochac, piescic i calowac kazdy
                                  > > centymetr ciala kobiety ktora kocham? Co jest w tym takiego dziwnego?
                                  > Nie ma w tym Waldku nic dziwnego.To tak naturalne jak oddychanie:)

                                  DZIWNE i NIENATURALNE jest jednak to, że Waldek chce "kochac, piescic i calowac
                                  kazdy centymetr ciala kobiety ktora kocha" pozostając nadal w związku
                                  małżeńskim z INNĄ kobietą. A szanowna Pestka rękami i nogami popiera zdradę
                                  małżeńską i gorąco zachęca do kłamstwa o obłudy. TO jest właśnie dziwne i
                                  nienaturalne, że kobieta namawia Waldka do krzywdzenia innej kobiety. I tego
                                  nikt nie zauważa. Zdrada jest "naturalna jak oddychanie"? Bo przecież nie tylko
                                  o "miłość" w tym przypadku chodzi, a przede wszystkim o zdradę.

                                  Ale wiadomo, takiego "romantyka" nie stać na uczciwość. Nie potrafi NAJPIERW
                                  uczciwie odejść od żony, a dopiero POTEM prześladywać Junko. Musi mieć i jedno
                                  i drugie na raz. Nie ma ani siły, ani odwagi, ani WOLI by uczciwie zakończyć
                                  jeden związek, zanim się uwikła w drugi...
                      • Gość: Porcupine Re: Milosc! IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 13.04.06, 15:39
                        waldek1610 napisał:

                        > bo jak inaczej uzewnetrznic cala ta pasje, cierpienie, rozpacz, teskonte i
                        > milosc jak nie poprzez ostry wulgarny i zmyslowy, pelny namietnosci seks?
                        > Jak inaczej? Jak?

                        Niektórzy dawniej wiedzieli, co to SUBLIMACJA. Dla tego powstało tyle pięknych
                        obrazów, muzyki, poezji - sztuki wzniosłej i wzruszającej. Nieliczni jednak
                        potrafią przekształcić swoją energię seksualną i niespełnienie w PIĘKNO.
                        Większość wyraża te uczucia tylko "poprzez ostry wulgarny i zmyslowy, pelny
                        namietnosci seks". Bo NIC innego nie potrafią dać z siebie. Bo nie mają głębi.
                        I nie potrafią myśleć i tworzyć. Stąd tyle gwałtów (nawet w "szczęśliwych"
                        małżeństwach), przemocy i agresji.

                        > Jak inaczej? Jak?

                        Widzisz, jednak są inne sposoby. Ale one nie nadają się dla takich "romantyków"
                        jak Ty. Bowiem one są domeną osób twórczych, myślących i szanujących miłość,
                        namiętność i osobowość.
              • Gość: ~pestka Re: Milosc! IP: *.range86-130.btcentralplus.com 12.04.06, 13:10
                waldek1610 napisał:
                > Nawet nie zdajesz sobie sprawy ile energi dzrzemie w naszej milosci...Jestem
                w
                > stanie zrobic dla niej wszystko
                Tak trzymaj mój drogi i niczym się nie przejmuj-będzie dobrze:)
                Pozdrawiam

                • waldek1610 Re: Milosc! 13.04.06, 10:16
                  Pestka,
                  Dziekuje Ci slicznie za slowa otuchy! Jak chcesz to podaj mi Twoj e-mail adres
                  to wysle Ci moje zdjecie z Junko. Powiesz mi co o niej myslisz.
                  • Gość: ~pestka Re: Milosc! IP: *.range86-130.btcentralplus.com 13.04.06, 13:15
                    Nie ma problemu mój drogi:)Trzymam kciuki od początku i mam nadzieję,że wkrótce
                    dotrą do mnie pomyślne wiadomości.
                    Zdjęcie zobaczę bardzo chętnie.
                    Mój adres: meg276@wp.pl
                    Pozdrawiam cieplutko.
                    • waldek1610 Re: Milosc! 14.04.06, 01:44
                      Pestka,
                      sprawdz swoja skrzynke, wyslalem tam zdjecia na twoj adres.
                      Czesc!
                      Waldek
                      • Gość: ~pestka Re: Milosc! IP: *.range86-130.btcentralplus.com 14.04.06, 23:09
                        Właśnie odpisałam.Junko jest śliczna-pasujecie do siebie:)
                        • Gość: Porcupine Re: Milosc! IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 14.04.06, 23:14
                          Gość portalu: ~pestka napisał(a):

                          > Właśnie odpisałam.Junko jest śliczna-pasujecie do siebie:)

                          Jaka płytkość (umysłu i oceny) - takie stwierdzenie na podstawie jednego
                          zdjęcia! Genialne!
    • rasowa_samica Re: Serce mi peka! 14.04.06, 00:45
      Czytałam tę historię z zaprtym tchem ponieważ tkwię w sytuacji niemniej
      dziwnej ; mam też nadzieje Waldku że opiszesz co przynisły podjęte przez ciebie
      decyzje; ja boję się zaryzykować, ale przestałam być pewną tego wszystkiego co
      dotychczas wydawało mi się oczywiste, miło jest wiedzieć że nie jestem sama :)
      • waldek1610 Re: Serce mi peka! 14.04.06, 00:54
        Czesc Samiczka,
        Jestez z kims a kochasz kogos innego? I pewnie tak jak ja jestes z kims kto
        jest "blisko" i "milosc" do niego byla latwiejsza? Ale czy to naprawde milosc
        czu chec posiadania kogos? Nie chcialas czekac, lub odeszlas od kogos kogo
        kochalas a teraz tego zalujesz?

        Chyba jestesmy na tym samym wozie :(


        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=520&w=39659111
      • waldek1610 Re: Serce mi peka! 14.04.06, 01:34
        rasowa_samica napisała:

        > Czytałam tę historię z zaprtym tchem ponieważ tkwię w sytuacji niemniej
        > dziwnej ; mam też nadzieje Waldku że opiszesz co przynisły podjęte przez
        > ciebie decyzje; ja boję się zaryzykować,

        Co boisz sie zaryzykowac? Masz meza, a kochasz kogos innego? Jezeli chodzi o to
        ze szukasz kogos kogo mialas albo stracilas, to pol biedy, zawsze mozna
        odnalezc kogos nawet po latach jesli naprawde tego sie chce.
        Jesli jestes w innym zwiazku, a boisz sie zaryzykowac; utraty zaufania twojego
        meza/chlopaka, to niestety to musi sie stac.

        Jesli kochas innego mezczyzne, to nie warto siebie i nawet meza oszukiwac, bo
        ani Ty ani on nie jest w tej sytuacji zadowolony. Tak, ja powiedzialem mojej
        zonie ze byc moze kocham inna, bo zona zawsze powtarza "Kocham Cie" nawet 10-20
        razy dziennie, a ja wrocilem myslami do dawnej milosci, do dziewczyny ktora
        kochalem i podejrzewam ze ona mnie tez kochala ale potrzebowala wiecej czasu,
        byl po prostu troche za mloda. Ja niepoczekalem mialem dosc, znalazlem sobie
        kobete, jedna potem druga ale to nie to samo, nikogo nie kochalem tak jak
        kochalem Junko...

        Nie wiem czy ona teraz sni mi sie pod wplywem telepati, moze ona mysli o mnie
        to gdy ja spotkalem miala 19 lat, powiedzala mi ze chce wyjsc za maz w wieku 27
        lat, najpierw kariera, no i wlasnie teraz ma ...27 lat. Dopiero teraz po latach
        zdalem sobie sprawe z tego ze popelnilem blad, nadal ja kocham. I zaluje ze nie
        mialem cierpliwosci na nia poczekac do konca.

        Juz prawie miesiac jestem w takim stanie, ze mysle tylko o niej, probuje sie z
        nia skontaktowac, no wiec powiedzialem zonie najpierw ze mialem taki sen, i zal
        mi ze ja tak zostawilem ale powiedzialem ze Junko nie kocham, wiec zona jakby
        zrozumiala. Ale to nie byla prawda, ja nadal kocham Junko i nie potrafie
        sztucznie usmiechac sie do zony o odpowiadac jej ze tez ja kocham skoro tak nie
        jest.

        Wiec tydzien temu nie odpowiedizalem zone, wiec to ja zaalarmowalo, i wkoncu
        powiedzialem jej ze nie wiem czy kocham ja czy Junko...dla niej to byl potezny
        cios, stracila wiare do mnie, ale ja sam nie wiem do konca czy kocham Junko,
        powiedzialem ze mam taki trudny okres, ale kobieta nie rozumie tego, mowi ze
        czuje sie zawiedziona, szlocha.

        Oczywiscie nie byla moja intecja ja zranic, tak poprostu sie stalo, wiec zona
        pare dni caly czas plakala, i bylo jej przykro ze ja zdradzilem..tym bardziej w
        myslach, choc tak naprawde nie "zdradzilem" jej z Junko, bo nie od czasu gdy
        jestem z zona nigdy jej nie zdradzilem.

        Powiedizalem zone ze nadal ja kocham tylko czyje sie winny, i nie jestem pewien
        co czuje do Junko, ale to fakt probuje sie z nia zkontaktowac, i biore pod
        uwage wszystko, jesli okaze sie ze Junko sie odezwie i bedzie wstanie do mnie
        wrocic.

        Narazie zona sie uspokoila bo mowie jej ze ja kocham, ale czuje sie winny bo
        nie wiem czy od niej nie odejde, wiem ze zona boi sie tego panicznie, i chce mi
        dac szanse. Ale konfrontacja z zona byla naprawde czyms bardzo trudnym, bylo
        ciezej niz praca w kopalni, niby ja czuje sie urazony bo zdalem sobie sprawe ze
        nie jestem z kobieta ktora kocham, a kobieta ktora mnie kocha, czuje sie
        zdradzona i bardzo zawiedziona.

        Ale nie zaluje ze jej powiedzialem prawde, nie potrafil bym jej i siebie
        oszukiwac, bo to boli, wole zeby dziala sie "wola Boza" ale po prostu chce cos
        z tym zrobic, albo spotkac sie z Junko, albo pokochac zone, nigdy nie zaznam
        spokuoju wewnetrznego doploki nie zkonfrontuje sie z Junko i zapytam sie jej
        czy naprawde jest warto, i czy ona nadal mnie kocha i potrzebuje?


        > ale przestałam być pewną tego wszystkiego co dotychczas wydawało mi się
        oczywiste, miło jest wiedzieć że nie jestem sama :)

        Brakuje Ci uczucia spelniena, powinienas zrobic to co dyktuje Ci twoje serce,
        nie oszukuj siebie, ani kogos innego. Wiem ze to jest trudne, i wiele kosztuje
        wysilku i nie tylko. Mam nadzieje ze podejmiesz decyzje, najgorsze co mozesz
        zrbic to nie robic nic, i potem tego zalowac. A z zalem nie jest latwo zyc.
        • rasowa_samica Re: Serce mi peka! 14.04.06, 11:00
          Nie mam męża, jestem tuż przed tym 'krytycznym' krokiem; jakoś nie jestem pewna
          w 100% czy tego chce, ponadto jest ktoś inny też z przeszłości, ktoś kogo sama
          kiedyś odrzuciłam, a teraz? po 4 latach przypadkowe spotkanie, podkreślam
          przypadkowe, które zdarzyło się rok temu! i do tej pory jakoś nie mogę sobie w
          głowie poukładać... jak mogłam pokochać kogoś, kogo wcześniej sama świadomie
          odrzuciłam?!?!?!?! to nie logiczne przecież! ja nie jestem szczególnie
          romantyczna (tzn. tak o sobie myśle) nie wierze w przeznaczenie, telepatie i
          takie tam, ale coś mi mówi że nie można tego lekceważyć, jakaś intuicja, która
          jest silniejsza być może pewniejsza od jakiegokolwiek racjonalnego poznania
          (uff, za dużo filozofii)
          Wiesz sądze że nie tyle decydującą kwestią jest to czy kochasz obecną
          partnerke, tylko jak kochasz, po kilku latach życia ze sobą, dzielenia lepszych
          i gorszych chwil, po prostu nie można tak z dnia na dzień odejść i zapomnieć
          jak gdyby nic sie nie stało, nawet jeśli do szaleństwa kochasz inną, tak mi się
          wydaje.
          Moje pytanie do Ciebie: czy nie miałeś żadnych wątpliwości przed ślubem i byłeś
          pewny w 100%, że to właśnie TA i z NIĄ chcesz żyć?????
          TO dla mnie ważne.
          • rasowa_samica Re: Serce mi peka! 14.04.06, 11:01
            Zauważ że inni też mają tego typu rozterki, więc może coś w tym jest....
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=150&w=40058384&a=40058384
          • waldek1610 Re: Serce mi peka! 14.04.06, 11:45
            Przed slubem nie mialem zadnych watpliwosci choc musze przyznac ze zenilem sie
            chyba dlatego ze "potrzebowalem kobiety", po prostu bylem znurzony wieloma
            znajomosciami ktore niewypalily. Dlatego chyba bylem szczesliwy ze wkoncu mam
            kogos kto nie tylko mnie tak samo kocha jak ja ja, ale wydaje mi sie ze zona
            zakochala sie we mnie o duzo glebiej, niz ja z nia. No i po Junko ktora
            kochalem ale ktorej nie bylo blisko, i po Chanieng ktora byla wyrachowanym
            typem tyranki, wreszcie trafilem w dziesiatke; znalazlem moja zone-Polke ktora
            byla wydawalo sie idealem.

            Ja poprostu bylem 28 letnim facetem z czystym kontem, bo bylem kawalerem ktory
            jednak mial doswiadczenie z roznymi partnerkami, mysle ze mojej zonie podobalo
            sie we mnie to ze bylem duzo bardziej "dojrzaly", od innych facetow ktorych
            spotkala moja zona, sama to mi wyznala. No i docenialem to ze ze mna "jest" i o
            mnie dba.

            A Junko nigdy nie przestalem kochac, po prostu ucieklem od beznadziejnej
            sytuacji, ktora byl "zwiazek na odleglosc". Zakochalem sie w niej prawie
            natychmiast, ale potem gdy wyjechalem z Japoni i minal rok rozlaki zaczalem ja
            nienawidzic, nie dlatego ze byla daleko, bo to nie jej wina i zamierzala
            przyjechac do USA, tylko dlatego ze nie pisala tak wiele, i jesli pisala to
            trudno to nazwac listami milosnymi, moze dzisiaj patrze na to bardziej
            obiektywnie, ale ja sadzilem ze ona mnie niedocenia, i krzywdzi mnie nie
            odwdzieczajac sie miloscia, za moja milosc, a gdy jest sie daleko to wlasnie
            listy, telefony i pamiec liczy sie najbardziej.

            Teraz zrozumialem ze ona po prostu byla za mloda na powazny zwiazek choc wiem
            ze chciale ze mna byc, gdy ja spotkalem sama powiedziala mi ze chce zebysmy
            byli kochankami i ze chce byc moja dziewczyna ale zebym na nia czekal bo, jej
            priorytetem byl college.

            Napewno czekal bym nie tylko 2 lata, ale moze 4-5, zanim moglaby byc blisko
            mnie...ale wczesniej bym chyba zgupial, bo powiedz mi jak facet dobijajacy do
            30 moze miec taka znajomosc...ja po prostu potrzebowalem kobiety ktora jes,
            ktora o mnie dba, a nie tylko ja o nia dbam. Dlatego zaczalem nienawidzic za to
            Junko, i mialem dosc jej wolnego tepa.

            Pozatym myslalem ze ona nie ma serca, bo przeciez powiedziala mi ze jest
            moja "kochanka" a moje listy milosne do niej, mowienie o milosci wydawalo sie
            jak rozmowa ze sciana...

            Pisala mi "oczekuj ponownego spotkania ze mna" "nie martw sie napewno jeszcze
            sie spotkamy" i "trzymaj sie" (take care Wally)....wlasnie dlatego mialem dosc,
            bo widzialem ze koledzy z wojska ktorzy byli odemnie mlodsi, mieli 18-20 lat
            wszyscy mieli zony albo dziewczyny ktore z nimi mieszkaly a ja mialem 26 lat, a
            moja Junko mieszka sobie 14 tysiecy mil odemnie....I dziwi sie dlaczego tak sie
            denerwuje...

            Ja nigdy nie przestalem kochac Junko poprostu "ucieklem" od zwiazku ktory byl
            karkolomny i wymagal wielu nerwow i cierpliwosci, wskoczylem prawie odrazu w
            malzenstwo ktore dawalo mi komfort, ale nigdy nie kochalem mojej zony tak jak
            kochalem Junko...

            4 tygodnie temu mialem dosc realistyczny sen w ktorym Junko przayjechal do
            mnie, tak jakby nic sie nie zmienilo, usmiechala sie do mnie tak bardzo
            szczerze i serdecznie, wtedy obudzilem sie i pojawily sie watpliwosci.

            Mysle ze mogla to byc telepatia, bo junko wlasnie skonczyla 27 lat, i gdy miala
            19 powiedziala mi ze chce wyjsc za maz nie wczesniej niz gdy skonczy 27
            lat...Wiem ze ona jest bardzo wymagajaca, od partnera, wiec nie jestem taki
            pewnien czy nadal nie jest sama? Calkiem mozliwe ze ja zranilem bo na nia nie
            poczekalem, a ona naprawde miala wtedy cierpliwosc gdy ja znalem, wcale nie
            zdziwilbym sie gdyby miala problemy teraz ze znalezieniem partnera dla niej, bo
            choc jest taka slodka, i delikatna to naprawde jest wymagajaca i troche uparta.

            Nie wiem czy odejde od zony czy nie, ale nawet gdybym nie wrocil do Junko to
            wiem ze nie potrafil bym udawac ze nic sie nie stalo, wolal bym byc sam i znowu
            zapracowac sobie na dziewczyne, a zony nie doceniam chyba dlatego ze przyszla
            do mnie tak latwo, i od razy poswiecila mi sie. Mysle ze to jest problem, bo ja
            wole zdobywac moje kobiety, zwlaszcza po doswiadczeniu z Junko...

    • aaaaa56 Re: Serce mi peka! 14.04.06, 11:44
      Moje zdanie na ten temat: jesteś dupek i bardzo się ciesz, że cierpisz.
      Oszukujesz swoją żone i należy ci się.
      • waldek1610 Re: Serce mi peka! 14.04.06, 12:13
        Maz to nie jest wlasnosc, ktora nalezy do jego zony. Ludzie zmiwniaja sie,
        gdyby moja zona sie rozmyslila to moze troche czul bym sie urazony, ale nie
        przejmowalbym sie, zyje sie raz i nie ma czasu zeby byc z kims kogo nie
        kochamy.
        • aaaaa56 Re: Serce mi peka! 14.04.06, 13:02
          > Maz to nie jest wlasnosc, ktora nalezy do jego zony.
          Nie własność, ale w czasie ślubu wypowiada się słowa przysięgi w której nie
          ma "...i będe Cię kochał i szanował dopóki kogoś bardziej nie pokocham (lub nie
          przypomni mi się miłość z dawnych lat)" a przysięga do czegoś zobowiązuje, a
          napewno do uczciwości wobec małżonka.
          ale nie
          > przejmowalbym sie
          Jeśli tak lekko podchodzisz do małżeństwa może nigdy nie powinieneś się żenić.
          • waldek1610 Re: Serce mi peka! 14.04.06, 13:09
            aaaaa56 napisała:

            > Jeśli tak lekko podchodzisz do małżeństwa może nigdy nie powinieneś się żenić.

            Tez tak sadze, dlatego ze chcialem tak bardzo byc z Junko, ale okolicznosci na
            to nie pozwalaly i bylo trudno, wiec teraz gdy juz mam kogos to nie potrafie
            tego docenic, bo nie staralem sie o nia nawet w czesci tak jak staralem sie o
            Junko.
            • aaaaa56 Re: Serce mi peka! 15.04.06, 15:22
              Zastanawiałeś się kiedyś nad tym czy ta twoja miłość do Junko nie wynika
              przypadkeim z tego, że była dla ciebie zawsze taka niedostępna. Musiałeś się o
              nią starać, a żone dostałeś jakby w prezencie od losu, ni musiałeś o nic prosić
              o nic zabiegać. Mój chłopak mówi, że ja mu się spodobałam bo byłam dla niego
              wyzwaniem, bo nie miał wszystkiego od razu "lekkim chlebkiem" że musiał się
              starać. To jakiś prehistoryczny syndrom wojownika, ale chyba większość facetów
              ma go w sobie. Może ta twoja miłość jest napędzana właśnie przez to, że nie
              możesz mieć tamtej chociaż bardzo chcesz?? AAA mała moja rada: wyspowiadaj się
              żonie z wszystkiego ( ja bym Cię zabiła, ale może to łągodniejsza kobieta)
              należy jej się chociaż szczerość no i prawo wyboru czy chce być z kimś kto jej
              nie kocha. Nawet najgorsza prawda jest lepsze niż słodkie kłamstwa. Pamiętaj,
              że każdy ( nie tylko ty) ma prawo do szcześcia. Jeśli odejdzie ( a pewnie tak
              zrobi) będzie to nawet lepsze dla ciebie. Może wtedy zastanowisz się nad tym co
              tak naprawde czujesz. Jak to spieprzysz to ja i tak bedze bardzo szczśliwa, bo
              nienawidze obłudy i kłamstwa. Wiem, że szczerość boli, ale ja zawsze jestem
              szczera. Co ty na to??
              • waldek1610 Powiedzialem zonie ze byc moze kocham inna... 18.04.06, 22:08
                aaaaa56 napisała:

                > AAA mała moja rada: wyspowiadaj się żonie z wszystkiego ( ja bym Cię zabiła,
                > ale może to łągodniejsza kobieta) należy jej się chociaż szczerość no i prawo
                > wyboru czy chce być z kimś kto jej nie kocha. Nawet najgorsza prawda jest
                > lepsze niż słodkie kłamstwa.


                Niedoceniasz mnie, juz to zrobilem, powiedzialem zonie wszystko, bo nie moglem
                wytrzymac udawajac ze wszystko jest w porzadku, skoro nie jest. Wlasnie to nie
                tylko moja zona cierpi ale i ja...

                Oczywscie zona najpierw byla zrozpaczona ale potem zrozumiala ze chce byc
                szczery i nie chce jej oszukiwac. Bo tak naprawde sam nie wiem kogo kocham.
                Musialbym skonfrontowac sie z Junko, teraz, z taka jaka ona naprawde jest, moze
                szybko odkochalbym sie, ale moze i nie...wlasnie to mnie meczy i nie daje mi
                spokoju... to niewiedza.

                Wiem ze w Junko drzemal olbrzymi potencjal, ale ona wtedy nie byla jeszcze
                dojrzala kobieta majac 19-20 lat, miala inne priorytety, teraz na pewno jest
                dojrzala i wie czego chce, albo czego chciala i nie ma..., wiem ze jest wielu
                facetow ale znajac Japonczykow albo ewentualnie Amerykanow wchodza w rachube
                jako jej potencjalni partnerzy...znajac jej wymagania od mezczyzny to nie
                rokuje jej dobrze.

                Wlasnie wole zeby zona wiedziala co czuje do Junko, bo nigdy tak naprawde nie
                przestalem kochac Junko, jedynie probowalem o niej zapomnac dlatego ze ta
                znajomosc byla zbyt trudna, nie do zniesienia z uwagi na czynniki niezalezne
                odemnie ani jej, pomysl 2 lata czekani, 14 tysiecy mil odleglosci po niedlugiej
                znajomosci...takie okolicznosci potrafia zniszczyc nawet najwspanialszy
                zwiazek..

                • Gość: Porcupine Re: Powiedzialem zonie ze byc moze kocham inna... IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 18.04.06, 22:58
                  waldek1610 napisał:

                  > Bo tak naprawde sam nie wiem kogo kocham.

                  Bo tak naprawde NIE KOCHASZ żadnej z nich. Kiedy kogoś kochasz, to WIESZ, że
                  kochasz i wiesz KOGO kochasz. A jeśli nie wiesz...

                  > Wlasnie wole zeby zona wiedziala co czuje do Junko, bo nigdy tak naprawde nie
                  > przestalem kochac Junko

                  To w końcu kochasz Junko czy nie kochasz? Bo co chwila gubisz się sam w tym
                  wszystkim...
                  • waldek1610 Re: Powiedzialem zonie ze byc moze kocham inna... 20.04.06, 06:26
                    Gość portalu: Porcupine napisał(a):

                    > waldek1610 napisał:
                    >
                    > > Bo tak naprawde sam nie wiem kogo kocham.
                    >
                    > Bo tak naprawde NIE KOCHASZ żadnej z nich. Kiedy kogoś kochasz, to WIESZ, że
                    > kochasz i wiesz KOGO kochasz. A jeśli nie wiesz...

                    Ja wiem ze kochalem Junko, ale Ona chciala utrzymywac znajomosc, odkladajac
                    mnie "na pozniej", nie okazujac milosci, a to ze byla daleko to guzik, wlasnie
                    wtedy czlowiek powinien pokazac ze kocha gdy jest daleko i jest trudno..po to
                    jest cos takiego jak poczta/e-mail/telefon.

                    Oczywiscie to fakt ze niebylismy blisko siebie zbyt dlugo zeby miec czas sie
                    poznac, pokochac wzajemnie, ale fakt ze jesli dziewczyna mowi ze chce byc moja
                    kochanka i zebym na nia czekal, to chyba cos znaczy? Czy facet ktory cierpliwie
                    czeka 1.5 roku ...albo 2 lata na dziewczyne nie zasluguje na jej milosc,
                    zwlaszcza gdy musi byc sam, tesknic i niema nic w zamian?



                    > > Wlasnie wole zeby zona wiedziala co czuje do Junko, bo nigdy tak naprawde
                    > > nieprzestalem kochac Junko
                    >
                    > To w końcu kochasz Junko czy nie kochasz? Bo co chwila gubisz się sam w tym
                    > wszystkim...


                    Od Junko nigdy sie nie odkochalem, jedynie probowalem o niej zapomniec, a w
                    zonie zakochalem sie bo potrzebowalem kobiety...Junko tak bardzo mnie
                    wyglodzila uczuciowo, ze musialem uciec od tej milosci...i wpadlem prosto w
                    ramiona mojej zony ktora dala mi wszystko czego Junko nie byla gotowa mi dac...

                    Co nie znaczy ze zapomnialem o Junko, mysle ze to system obronny w moim
                    organizmie kazal mi o niej zapomniec, bo zbyt wiele ta milosc mnie kosztowala,
                    ale teraz ten system obronny zostal odblokowany i problem pojawil sie ponownie.

                    Dla Twojej informacji jest mozliwe odkochac i zakochac ponownie...ludzka natura.
                    • Gość: Porcupine Re: Powiedzialem zonie ze byc moze kocham inna... IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 20.04.06, 11:29
                      waldek1610 napisał:

                      > Dla Twojej informacji jest mozliwe odkochac i zakochac ponownie...ludzka
                      natura

                      Tyle, że to wtedy już nie jest miłość. Takie tam "zakochanie/odkochanie", ale
                      to nie to samo, co MIŁOŚĆ. Ale skąd Ty mozesz wiedzieć, skoro nigdy nie
                      kochałeś, tylko uprawiałeś "zakochanie/odkochanie". I nadal to robisz...
                      • waldek1610 Re: Powiedzialem zonie ze byc moze kocham inna... 20.04.06, 11:47
                        Przestan z tym Twoja nieomylnoscia katolicka a la TV Trwam...Dla Cieibe kochac
                        mozna tylko zone...nie interesuje Cie ze ja jej nie kocham, liczy sie tylko
                        papierek?

                        Skad mozesz wiedziec, kto kogo kocha.
                        • Gość: Porcupine Re: Powiedzialem zonie ze byc moze kocham inna... IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 20.04.06, 14:00
                          waldek1610 napisał:

                          > Przestan z tym Twoja nieomylnoscia katolicka a la TV Trwam...

                          DOBRE!!! Daleko mi do katolicyzmu czy jakiej kolwiek odmiany chrześciajnizmu. O
                          wiele blizsza jest mi filozofia LaVey'a.

                          > Dla Cieibe kochac mozna tylko zone...

                          Dla Ciebie CZYTAĆ nie oznacza ROZUMIEĆ. Przeczytaj moje posty, bo chyba
                          przegapiłeś te fragmenty w których było wyraźnie napisane "ODEJDŹ OD ŻONY, bo
                          krzywdzisz i ja i siebie swoją hipokryzją". NIKT Ci nie każe kochać żonę.
                          Chodzi o UCZCIWOŚĆ. Jeśli nie kochasz kogoś, to nie pozostawaj z tą osobą, nie
                          męcz jej i siebie tym zakłamaniem i tchórzostwem. To właśnie TY całym swoim
                          hipokrytycznym zachowaniem demonstrujesz to, co jest najgorsze w katolicyźmie,
                          a raczej jego polskiej odmianie.

                          > nie interesuje Cie ze ja jej nie kocham, liczy sie tylko papierek?

                          A w poście wyżej było, że ją kochasz. To jak w końcu? A skoro tu wszem i wobec
                          otwarcie deklarujesz, że NIE KOCHASZ żony, to miej też odwagę uczciwie
                          powiedzieć JEJ o tym i odejść. Ale nie stać Cię na uczciwość. Wolisz właśnie
                          takie polsko-katolickie pseudo-cierpietnictwo i hipokryzję. Wygodnictwo!

                          I żadne "papierki" nie mają z tym nic wspólnego...

                          > Skad mozesz wiedziec, kto kogo kocha.

                          Nie wiem, kto kogo kocha. Wiem, natomiast, co to jest MIŁOŚĆ.
                • aaaaa56 Re: Powiedzialem zonie ze byc moze kocham inna... 19.04.06, 14:34
                  Znajdź Junko i się przekonaj, może tak naprawde gra nie warta jest świeczki.
                  • Gość: ~pestka Re: Powiedzialem zonie ze byc moze kocham inna... IP: *.range86-130.btcentralplus.com 20.04.06, 01:51
                    Waldku napisz jak się sprawy mają.
                    • waldek1610 Re: Powiedzialem zonie ze byc moze kocham inna... 20.04.06, 07:08
                      Gość portalu: ~pestka napisał(a):

                      > Waldku napisz jak się sprawy mają.


                      Wyslalem list 6 kwietnia na adres jej rodzicow, list idzie do Japoni 8-10 dni,
                      wiec powinna wiedziec o liscie jesli jej rodzice dalej tam mieszkaja i
                      przekazali corce list. Rowniez probuje znajs ja roznymi sposobami, ale to nie
                      jest latwe bo jej imie i nazwisko jest raczej bardzo czeste w Japoni, i moze
                      tam mieszkac nawet kilkadziesiat osob z tym samym imieniem i nazwiskiem.
                      Probuje znajsc kogos w Japoni zeby pomogl mi poczukac na miejscu.

                      Junko powiedziala mi ze jest w depresji gdy ja spotkalem, i ze bardo ciezko
                      jest kobietom w Japoni. Wiem ze Ona jest raczej bezradna w sferze emocjonalnej,
                      ale radzila sobie dobrze jesli chodzi o szkole, kariere, prace.

                      Nie wiem dlaczego snila mi sie Junko, i to nie raz, ze przyjechala do mnie, po
                      latach tak jakby nic sie nie zmienilo, byla usmiechnieta i taka pelna wiary we
                      mnie...Nie wiem czy to moja podswiadomosc, czy moze telepatia. Wiem ze potrafie
                      walczyc o kobiete i wiem ze Ona wiedziala ze ja naprawde ale to naprawde chce i
                      kocham ja bezgranicznie...

                      Ona byla mloda, troche sie bala, ale przecenila mnie, bo jak mozna czekac
                      prawie 2 lata nie tylko bez seksu i spotkan, ale nawet bez deklaracji milosci?
                      Napewno teraz zdala sobie sprawe co ja musialem czuc, jak musialem cierpiec bo
                      teraz Ona ma dokladnie tyle lat co ja mialem wtedy...

                      Boli mnie to ze dziewczyna kazala mi czekac na siebie, ignorujac moje uczicia.
                      Bo ja gdybym nie byl pewien co do kobiety, to powiedzial bym jej to wprost, a
                      nie trzymal bym jej sobie "na pozniej" tak jak ona zrobila ze mna.




                      • Gość: ~pestka Re: Powiedzialem zonie ze byc moze kocham inna... IP: *.range86-130.btcentralplus.com 20.04.06, 12:40
                        Teraz musisz byc bardzo cierpliwy,bo jeśli oni tam już nie mieszkają to długa
                        droga przed Toba...
                        Ehhh...Ta miłość..Do czego zdolny jest zakochany człowiek?:)
                        • waldek1610 Re: Powiedzialem zonie ze byc moze kocham inna... 20.04.06, 13:04
                          W Japoni jest raczej niespotykane zeby ludzie w srednim wieku przeprowadzali
                          sie...nawet potwierdzilo to paru ludzi z tamtad. Wiec jest spora szansa, wierze
                          ze uda mi sie z nia skontaktowac i powiedziec jej wszystko co co o niej mysle;
                          dobre i zle rzeczy.

                          Pozatym nie mam powodow zeby sadzic ze rodzice nie pokaza jej listu, bo imie
                          Waldemar a nazwisko mam niemiecko/austryjacko brzmiace...mowi tyle Japonczykom
                          co Midori Ito.. Polakom.

                          Jej matka widziala mnie tylko raz i to 8 lat temu. Pozatym Junko nazywala mnie
                          Wally, i nawet jesli napisalem list do Junko na adres jej rodzicow to nie
                          powinien zdumiec jej rodzicow, bo Junko byla w USA wiec miala wielu znajomych z
                          college...nawet gdyby byla juz mezatka.

                          Poza tym mam prawie wszystkie potrzebne informacje o Junko oprocz
                          terazniejszego adresu. Poza tym Junko napisala mi kiedys w starym liscie, zebym
                          sie nie martwil, bo gdy bylismy razem w Osace, to poszlismy kiedys do sklepu
                          nocnego i ona czytala mi nasz horoskop, ze spelnia sie nasze marzenia
                          i ..szczescie w milosci..oby!
                          • Gość: ~pestka Re: Powiedzialem zonie ze byc moze kocham inna... IP: *.range81-158.btcentralplus.com 21.04.06, 14:36
                            Skoro jest tak jak mówisz to Junko wkrótce powinna skontaktować się z Tobą.O
                            ile nie wyszła np. za mąż...czego Ci nie życzę:)
                            Pozdrawiam
                            • waldek1610 Biedna Junko... 22.04.06, 07:21
                              Nie zalezy mi czy Junko wyszla za maz czy nie. Chce zobaczyc jak sobie radzi,
                              bo wydaje mi sie ze troche siebie przecenila...Byc moze nigdy mnie nie kochala,
                              ale chciala byc kochana...i to wlasnie jest nie fair. Mysle ze Junko zachowala
                              sie troche samolubnie, bo powinna mi powiedziec "Wally, przepraszam ale nie
                              potrafie odwzajemnic Twojej milosci" a nie brac prawie nic nie dajac w zamian.

                              Mam przeczucie ze jest teraz dojrzala kobieta ktora potrafi docenic milosc, i
                              wie ze na milosc trzeba sobie zasluzyc, nawet jesli jest sie kobieta.

                              • Gość: ~pestka Re: Biedna Junko... IP: *.range81-158.btcentralplus.com 24.04.06, 11:19
                                Junko bez wątpienia jest już dojrzałą kobietą,ale czy na tyle dojrzałą aby w
                                końcu się określić?Aby w końcu podjąć jakąś konkretną decyzję?
                                Myślę,że już wkrótce się o tym przekonasz.
                  • waldek1610 Re: Powiedzialem zonie ze byc moze kocham inna... 20.04.06, 06:45
                    aaaaa56 napisała:

                    > Znajdź Junko i się przekonaj, może tak naprawde gra nie warta jest świeczki.

                    Tylko tego pragne, bo w tej sytuacji nie wiem czy to byla moja czy jej wina.
                    Chce z nia porozmawiac. Rowniez boli mnie to ze wlozylem w ta milosc tyle
                    wysilku i wyrzeczen i nic z tego.

                    Mysle ze gdyby Junko kochala by mnie to zrobila by wszystko zeby utrzymac ta
                    znajomosc...a Ona tymczasem przez 1.5 roku napisala; 6 listow przez pierwsze 6
                    miesiecy potem ...9 miesiecy przerwy i potem 3 listy na pol roku? I w ostatnim
                    liscie pisze ze przyjezdza do Seattle, i nie bedzie mieszkala 14 tysiecy mil
                    odemnie tylko ...4 tysiace mil? Co za roznica? I ze mozemy sie zobaczyc za
                    nastepne 6 miesiecy, gdy ona bedzie miala ferie w college, 7-9 dni. A potem co?
                    Powinienem czekac nastepne 2-3 lata az skonczy college i wydywac ja tylko
                    podczas wakacji?

                    Ja nie sadze ze tak robi osoba ktora kocha...bo przeciez dobre college byly
                    nawet w moim stanie North Carolina, albo w sasiednim West Virginia. A Junko po
                    2 latach czekania...tak po prostu wybiera college gdy jest wielu Japonskich
                    studentow na drugim krancu USA, zamiast wybrac college gdzie jest jej
                    chlopak... Chyba jednak nie bylem dla niej wazny, albo przecenila siebie.

                    Czy Ty wymagalabys od chlopaka zeby czekal na Ciebie 2 lata, ktoremu nigdy nie
                    powiedzialas ze go kochasz? Przeciez 26 letni facet ma swoje potrzeby...Moglem
                    czekac na kobiete ktora mnie kocha, ale czekac na dziewczyne ktora nie ma
                    wystarczajaco serca zeby zdopingowac chlopaka i zrozumiec ze facet nie moze
                    czekac 2 lata nie tylko pozbawiony seksu ale i milosci...

                    • aaaaa56 Re: Powiedzialem zonie ze byc moze kocham inna... 20.04.06, 15:54
                      Szczerze??? Nie kazałabym czekać i sama bym nie czekała. Może ona czekała na
                      jakiś krok z twojej strony- dość satnowczy żeby nie potrafiła wyjechać, ehh,
                      albo tak naprawde nic do ciebie nie czuła. Przeceniasz młode kobiety (jestem
                      jedną z nich hehe) nie każda kocha kiedy mówi, że kocha, nie każda chce się
                      wiązać już, teraz jak najlepsze lata jej życia przed nią. Studia z daleka od
                      domu, bez nadzoru rodziców, bez zobowiązań- przepraszam- po co jej kula u
                      nogi?? A może chciała cię sprawdzić, podobno "jak kocha to poczeka". Co do
                      seksu drogi mój, to czy 2 lata to tak wiele wobec późniejszej wieczności u boku
                      tej, którą jak twierdzisz kochasz?? To miłość powinna cię dopingować nie ona,
                      ona mogła ci jedynie obiecać, że później bedziecie razem.
                      • waldek1610 Re: Powiedzialem zonie ze byc moze kocham inna... 21.04.06, 06:59
                        No dobrze, rozumiem ze jesli sie kocha to sie czeka, ale nie mozna byc zbyt
                        naiwnym, bo lata leca, a ja majac 26 lat tez chcialem wspominac te lata jako
                        szczesliwe, a nie jako lata samotnosci i zastoju. Czekanie nawet moze byc
                        romantyczne i napewno wzmacnia zwiazek, pod warunkiem ze druga osoba pisze ze
                        tez kocha...Ciekaw jestem czy Ty bys czekala na faceta 1.5 roku dostajac od
                        niego zaledwie 8 listow...do tego dosc chlodnych.

                        A jesli po dwoch latach czekania spotkalibysmy sie i nawet byli szczesliwi
                        przez te 7-9 dni, a potem znowu przez nastepne 2-3 lat widywalibysmy sie tylko
                        w czasie wakacji. Czy nie sadzisz ze w sumie 4 lata znajomosci na odleglosc,
                        wzmocnilo by nasz zwiazek?? Napewno nie! Poza tym masz racje, Ona w college
                        mogla by sobie znajsc kogos innego, bo spedzala by wiecej czasu nawet z
                        kolegami ze szkoly niz ze mna...

                        Pomysl spotkalem ja gdy mnialem prawie 24 lata i mialem czekac, daleko od niej
                        az bede mial 28-29 zeby dowiedziec sie ze byc moze ona wcale mnie nie kocha.
                        I wtedy nici z marzeni o reszczie zycia spedzonej u jej boku.

                        Wydaje mi sie ze jesli ktos nie zakochal sie 2 latach znajomosci to nigdy sie
                        nie zakocha...Moj blad ze zwiazalem sie z taka mloda osoba, powinienem znalezc
                        sobie kobiete a nie dziewczecie...
                        • Gość: Porcupine Re: Powiedzialem zonie ze byc moze kocham inna... IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 21.04.06, 14:00
                          waldek1610 napisał:

                          > Wydaje mi sie ze jesli ktos nie zakochal sie 2 latach znajomosci to nigdy sie
                          > nie zakocha...

                          Więc skoro w to wierzysz, to czemu prześladujesz Junko?

                          > Moj blad ze zwiazalem sie z taka mloda osoba, powinienem znalezc
                          > sobie kobiete a nie dziewczecie...

                          Przecież NIE jesteś związany z Junko, tylko z żoną. Przecież ZNALAZŁEŚ "sobie
                          kobiete a nie dziewczecie", jesteś z żoną, a nie z Junko. Masz jakieś urojenia?

                          A może jednak warto, Waldi, wybrać się do psychologa (w Stanach jest ich
                          multum, więc z łatwością wybierzesz dla siebie odpowiedniego)? Bo Twoja
                          pisanina zaczyna pachnieć conajmniej schizofrenią.
                          • waldek1610 Re: Powiedzialem zonie ze byc moze kocham inna... 22.04.06, 07:28
                            2 lata czekania na dziewczyne ktora jest gdzies daleko i nie kocha...to strata
                            czasu. Zaluje jedynie ze ja spotkalem, i pozwalalem sie wykorzystac. No ale
                            coz, kobiety tez sa czasem samolubne i ignoranckie.
                            • Gość: katja Re: Powiedzialem zonie ze byc moze kocham inna... IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 23.04.06, 17:38
                              Widzę,że w końcu dochodzisz do właściwych wniosków.Tyle tylko,że moim zdaniem
                              niepotrzebnie mówiłeś żonie. W ten sposób przerzuciłes na nia część ciężaru.Nie
                              mogę tylko zrozumieć jak mozna myśleć o kimś po tylu latach.W dodatku o kimś
                              kto tak naprawdę cię skrzywdził

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka