emotional_en
09.03.07, 13:59
Otóż właśnie... mam fajnego faceta, jesteśmy razem od 4 lat i bylibyśmi w 100%
szczęśliwi gdyby nie to, że jestem własnie choleryczką. Złoszczę się, obrażam,
płaczę. Właściwie nie ma dnia bez awantury. Staram się, żeby się zmienić,
powtarzam sobie, że nie mogę tak robić, ale jak przyjdzie co do czego...
uznaje, że tym razem zostałam zraniona i nie mogę tego puścić płazem. Mój
facet też do spokojnych nie nalezy, ma bardzo wybuchowy charakter, ale nie
zachowuje się w taki sposób, jak ja. Od ok. roku jest coraz spokojniejszy, ale
niestety... Doszło do tego, że nawet, jak naprawdę sprawi mi ogromną przykrość
(obiecał, że przyjedzie, ale się nie pojawia, czekam od 8., a ok.15 dowiaduję
się, że "zaspał"), to stwierdza, że się czepiam.
Chcę się zmienić, bo taki układ boli nas oboje. Przede wszystkim nie chcę
ranić kogoś, kogo bardzo kocham i z kim chcę być zawsze. Wiem, że druga strona
chce tego samego. O rozstaniu więc nie ma mowy, tylko, że widze, że czasami on
już nie wyrabia... Strasznie mnie to boli.
Co mam ze sodą zrobić? Pomocy!;(