crazy_woman
19.03.07, 19:52
witajcie,chciałam sie poradzić, bo mam wrażenie że wpadam w dół. Chodzi o
facetów oczywiście. Za 3 m-ce mam wyjśc za mąż i z tym wiąże się mój problem.
Wiem że kazda dziewczyne nachodza watpliwości i pocieszam się że to
przejdzie. A mianowicie chodzi o to ze ze swoim facetem jestem 5 lat i
naprawdę jest super, ale fajerwerków, motyli w brzuchu.. itp to nie ma i się
raczej nie spodziewam, ale jest ok. Ale mam tez przyjaciela, którego znam od
piaskownicy i jeszcze zanim sie związałam z moim obecnym to z tamtym
spotykalismy sie ale nie bylismy parą, najdalej doszlismy do pocałunku. I
jakoś się to rozeszło, on wyjechał pracować do miasta oddalonego o 500 km i
kontakt sie troche urwał, przyjezdzał raz na rok, pogadalismy co slychac i
tak to lecialo. Wtedy poznalam mojego obecnego faceta i od tamtej chwili
wlasnie te 5 lat minelo. Teraz na weekend mialam szkolenie słuzbowe w centali
mojej firmy ktora miesci sie w miescie gdzie mieszka moj przyjaciel. Była
wiec okzja zeby sie spotkac, wiec wieczorkiem umowilismy sie na kawke i
wszystko wrocilo, ale ze zdwojona siła. Nie powiedzialam mu ze w srodku
wszystko mi lata gdy na niego patrze, ale on cos chyba wyczuł, bo powiedzial
mi zebym nie brała ślubu tylko przyjechala i przeprowadzila sie do niego, bo
moze jeszcze nie jest dla nas za pozno. Powiedzialam mu ze chyba jest juz dla
nas za pozno a w duchu pragnelam zeby mnie przytulił.Pojechalismy do niego,
on juz nie podjął tematu a mi było żle, potem odwiozł mnie na pociąg, cmoknąl
w policzek i poprosił żebym nie wymagała od niego żeby pojawił się na weselu
bo się upije na smutno. Nie wiem jak zleciała mi droga pociagiem, rózne mysli
kłebiły mi sie po głowie. Nie moge zapomniec tego co powiedzial i walcze ze
soba zeby nie napisac do niego smsa. Czy ja mam szanse byc szczesliwa w tym
malzenstwie? bo narazie mam kaca moralnego.