Dodaj do ulubionych

czy to mi przejdzie, poradźcie

19.03.07, 19:52
witajcie,chciałam sie poradzić, bo mam wrażenie że wpadam w dół. Chodzi o
facetów oczywiście. Za 3 m-ce mam wyjśc za mąż i z tym wiąże się mój problem.
Wiem że kazda dziewczyne nachodza watpliwości i pocieszam się że to
przejdzie. A mianowicie chodzi o to ze ze swoim facetem jestem 5 lat i
naprawdę jest super, ale fajerwerków, motyli w brzuchu.. itp to nie ma i się
raczej nie spodziewam, ale jest ok. Ale mam tez przyjaciela, którego znam od
piaskownicy i jeszcze zanim sie związałam z moim obecnym to z tamtym
spotykalismy sie ale nie bylismy parą, najdalej doszlismy do pocałunku. I
jakoś się to rozeszło, on wyjechał pracować do miasta oddalonego o 500 km i
kontakt sie troche urwał, przyjezdzał raz na rok, pogadalismy co slychac i
tak to lecialo. Wtedy poznalam mojego obecnego faceta i od tamtej chwili
wlasnie te 5 lat minelo. Teraz na weekend mialam szkolenie słuzbowe w centali
mojej firmy ktora miesci sie w miescie gdzie mieszka moj przyjaciel. Była
wiec okzja zeby sie spotkac, wiec wieczorkiem umowilismy sie na kawke i
wszystko wrocilo, ale ze zdwojona siła. Nie powiedzialam mu ze w srodku
wszystko mi lata gdy na niego patrze, ale on cos chyba wyczuł, bo powiedzial
mi zebym nie brała ślubu tylko przyjechala i przeprowadzila sie do niego, bo
moze jeszcze nie jest dla nas za pozno. Powiedzialam mu ze chyba jest juz dla
nas za pozno a w duchu pragnelam zeby mnie przytulił.Pojechalismy do niego,
on juz nie podjął tematu a mi było żle, potem odwiozł mnie na pociąg, cmoknąl
w policzek i poprosił żebym nie wymagała od niego żeby pojawił się na weselu
bo się upije na smutno. Nie wiem jak zleciała mi droga pociagiem, rózne mysli
kłebiły mi sie po głowie. Nie moge zapomniec tego co powiedzial i walcze ze
soba zeby nie napisac do niego smsa. Czy ja mam szanse byc szczesliwa w tym
malzenstwie? bo narazie mam kaca moralnego.
Obserwuj wątek
    • Gość: cc Re: czy to mi przejdzie, poradźcie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.03.07, 20:09
      a bylaś u wróżki ?
    • agatka_to_ja Re: czy to mi przejdzie, poradźcie 19.03.07, 20:22
      Hmmm.... ciezka sprawa... Za 3 miesiace masz brac slub, a tu zaswiecilo "innne
      sloneczko".
      Podejscie przyjaciela pt. "nie bierz slubu i przeprowadz sie do mnie" jest
      troche niepowazne - fajnie, ze proponuje ci bycie razem.. ale co, jesli nie
      wyjdzie? on nic nie ryzykuje, ty ryzykujesz WSZYSTKO.

      Przemysl dobrze to, co czujesz do swojego narzeczonego, wiesz, po 5 latach
      trudno czuc motyle w brzuchu, motyle czuje sie pol roku, rok po poznaniu, a
      potem - to raczej milosc dojrzewa i motyle zastepuje pewnosc i stabilnosc
      uczucia... a ze czasem brakuje tych motyli, tego drzenia kolan i dreszczu
      podniecenia - to fakt... ale zawsze jest "cos za cos", uczucie sie zmienia.

      Przemysl to, co czujesz do narzeczonego i to, co czujesz do przyjaciela.
      Zrozum, ze fakt, iz przy przyjacielu czujesz podniecenie i ekscytacje nie
      oznacza, ze w zyciu codziennym byloby wam dobrze i ze bylibyscie dobrana para...

      Jesli twoje wahanie byloby duze - moze przeloz slub? W koncu troche bez sensu
      rozstawac sie po pol roku malzenstwa albo zaraz po slubie wdawac sie w romans
      pozamalzenski...

      Trudna sytuacja, wspolczuje, Twoim doradca powinno byc zarowno serce, jak i
      rozum.

      Zastanow sie, DLACZEGO wychodzisz za maz, czy wyobrazasz sobie zycie 20 - 30
      lat z narzeczonym pod jednym dachem, wspolne wychowywanie dzieci itp. I czy to
      samo wyobrazasz sobie z przeyjacielem (choc jego znasz duzo mniej niz
      narzeczonego).

      Powodzenia
    • qnegunda Re: czy to mi przejdzie, poradźcie 20.03.07, 07:42
      Nie jestes pewna - nie bierz slubu. Jeszcze zdazysz. Mysl o sobie - z ktorym
      bedzie ci wygodniej
    • Gość: picobello Re: czy to mi przejdzie, poradźcie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.03.07, 08:50
      chyba jestes niedojrzala emocjonalnie skoro zdajesz tu na forum zyciowe
      problemy,poza tym kazdy przypadek jest indywidualny wiec nigdy nie dostaniesz
      konkretnej odpowiedzi-fakt faktem nie doroslas do slubu skoro tu poruszasz
      takie tematy na forum
      • Gość: crazy_woman Re: czy to mi przejdzie, poradźcie IP: *.zgora.dialog.net.pl 20.03.07, 08:57
        być moze nie dorosłam, ale chciałam żeby na sprawe spojrzał ktos kto mnie nie
        zna i nie bedzie podchodzil emocjonalnie. I wcale od wypowiedzi na forum nie
        uzalezniam życia swojego. Po prostu do tej pory myslalam ze takie rzeczy sie
        dzieja w filmach, że panna młoda ucieka sprzed ołtarza.. Przyjaciółka która ma
        byc świadkową, każe mi przesunąc termin slubu.
        • Gość: picobello Re: czy to mi przejdzie, poradźcie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.03.07, 09:16
          jesli masz problemy to musisz to jakos rozwiazac,poza tym lepiej kogos zostaw
          niz zebyc za dziesiec lat tej osobie powiedialas ze jestes z nim z
          przypadku,badz ta twoja kolezanka ukradkiem uzyla takich slow
    • malaika7 Re: czy to mi przejdzie, poradźcie 20.03.07, 12:30
      Jeśli masz TAKIE wątpliwości - nie bierz ślubu. Ja miałam wątpliwości, a mimo
      to poszłam za ciosem. Niepotrzebnie. Pozew rozwodowy jest już w sądzie.
    • Gość: Nietykalna123 Re: czy to mi przejdzie, poradźcie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.03.07, 13:59
      A czy MUSISZ wychodzić już za mąż? Poczekaj! Jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości, to nie rób tego, bo skrzywdzisz siebie i jeszcze kogoś.
      • nietykalna123 Re: czy to mi przejdzie, poradźcie 28.07.07, 21:16
        > A czy MUSISZ wychodzić już za mąż? Poczekaj! Jeśli masz jakiekolwiek wątpliwośc
        > i, to nie rób tego, bo skrzywdzisz siebie i jeszcze kogoś.

        To nie ja pisałam i ogłaszam wszystkim, że pisuję od
        dziś już TYLKO I WYŁĄCZNIE pod twardym nickiem.

        Biedna, zazdrosna kobietko, daj więc sobie spokój z tą
        kiepską zabawą... Już nikt ci nie uwierzy.
        • summerlove Re: czy to mi przejdzie, poradźcie 28.07.07, 22:31
          Nietykalna, uspokój się, to było napisane w marcu :))
    • aniiatka Re: czy to mi przejdzie, poradźcie 20.03.07, 14:16
      Ja myślę, że to chwilowe. To normalne że gdy człowiek jest w dłuzszym zwiazku,
      potrzebuje czegos nowego, i nagle wsyztsko wywraca sie do góry nogami. Ale
      dopiero jak stracisz to co masz zrozumiesz ze to chwilowe zauroczenie jest
      niczym w porównaniu do zwiazku który tyle budowaliscie, przeciez jestes
      szczesliwa...Ale z drugiej strony jak masz płakać dzien przed i po slubie to
      lepiej tego nie rób. Sytuacja dosc nieciekawa, wróciły sentymenty i obraz czegoś
      nowego, ciekawszego, tylko czy warto?
    • makwa.lz Re: czy to mi przejdzie, poradźcie 20.03.07, 14:26
      gdybym byla w twojej sytuacji - nie odwolalabym slubu...byc moze to normalne ze
      przed slubem masz takie mysli - bo w koncu chcesz sie zwiazac z kims, i
      zastanawiasz sie czy z tym bylym czy jak piszesz ty przyjacielem nie byloby ci
      lepiej...niz z narzeczonym
      ja tez jestem aktualnie przed slubem i jak mam zly humor czy ogarnia mnie jakis
      dol to sie zastanawiam co by bylo w moim zyciu gdyby...rozne sprawy z
      przeszlosci potoczyly sie inaczej..ale to jest chwilowe, mile wspomnienie, a po
      co zabijac wspomnienie...
      wracajac do przyjaciela - myslisz ze za 5 lat beda motyle, kwiaty itp. szczerze
      mowiac - watpie...smutne to ale zyciowe
    • Gość: Pan Dobra Rada Re: czy to mi przejdzie, poradźcie IP: *.ds14.agh.edu.pl 20.03.07, 15:12
      Ech.. Nie pakuj się w coś, z czego za chwilę będziesz chciała się wydostać.. ;)
      Ja na Twoim miejscu bym zapomniał o ślubie.. ;) "Do odważnych świat należy".. ;)
      Chcesz być przecież szczęśliwa, prawda..? :) Ze szczęściem jest jak z loterią..
      "Kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa".. ;) Mam nadzieję, że starczy Ci odwagi.. ;)
    • Gość: Żonka84 Re: czy to mi przejdzie, poradźcie IP: *.um.warszawa.pl 20.03.07, 15:13
      Witaj!
      niestety przykro mi to mówić ale najwyraźniej nie jesteś jeszcze dojrzała do
      tego aby myśleć o ślubie. Sądzę, że powinnaś dać sobie na wstrzymanie i
      dogłębnie przemyśleć wszystkie sprawy, Twoje uczucia do narzeczonego i do
      tego "przyjaciela". Przez swoje nieroztropne postępowanie możesz zranić bliskie
      Ci osoby. Dodatkowo zwróć uwagę na to że ze swoim narzeczonym jesteś od 5 lat
      więc ciężko jest mówić o fajerwerkach a sporadyczne spotkania z przyjacielem
      mogą dawać jedynie złudne wyobrażenie o wielkości uczucia jaki może was łączyć
      radzę mieć to na uwadze przestrzegam przed ewentualnym zostaniem na tzw. lodzie.
      • Gość: crazy_woman Re: czy to mi przejdzie, poradźcie IP: *.zgora.dialog.net.pl 28.07.07, 19:09
        m-c temu wyszłam jednak za mąż, mój przyjaciel nie przyjechal na wesele, za to
        w dniu slubu wysylal mi smsy srednio co godzinke, slub sie odbyl ale ja nie
        wiem czy to dobrze, brak mi pewnosci w tym malzenstwie, spotkalam sie kilka dni
        temu z moim przyjacielem, chemia jak cholera ..., ale to chyba juz za pozno
        • summerlove Re: czy to mi przejdzie, poradźcie 28.07.07, 19:17
          W takim razie już wybrałaś. więc nie kontaktuj się z tym przyjacielem.
        • nadiyya Re: czy to mi przejdzie, poradźcie 28.07.07, 19:40
          Według mnie zrobiłaś wielki błąd, wychodząc za mąż, bez pewności, że na prawdę
          tego chcesz o_O Nie dojrzałaś do tego związku, mogłaś posłuchać rady
          przyjaciółki i przesunąć ślub.
    • nietykalna123 Re: czy to mi przejdzie, poradźcie 28.07.07, 20:11
      Jeśli ślub, to tylko z miłości i bez cienia wątpliwości.
      Czuję, że rymuję :) , ale to są słowa bardzo serio powiedziane.
    • Gość: Lusi Re: czy to mi przejdzie, poradźcie IP: *.0.fullrate.dk 28.07.07, 21:11
      przeczytałam kilka postów na początek i uważam że fajnie zrobiłaś szukając
      sugestii na tym forum bo nie powinnaś kisić tego we własnym gronie po za tym
      nie każdemu możesz o tym powiedziec a z problemami trzeba wychodzic do ludzi na
      różne sposoby!!!
      ja też jestem w związku 5 letnim i też już nie czujemotyli!!!myśle że twój
      przyjaciel ma ochote na romans i jego podejście jest dziwne po pierwsze
      wprowadził teraz chaos w twoje życie i wątpliwości, po drógie szantaż
      emocjonalny że nie przyjdzie na wesele bo by się upił na smutno, a tak naprawde
      to gdyby mu zależało na tobie to zamiast smęcić takie teksty poprostu przyszedł
      by na ślób i nie pozwoliłby żebyś wyszła za mąż!!wykrzyczałby w kościele że cię
      kocha i nie zniesie jeśli poślubisz innego!wiesz nie znam go nie znam sytuacji,
      ale z tego co piszesz wynika że zanim sie nie spotkaliście na twoim szkoleniu
      nie mieliście zbyt dużo kontaktu i wiesz on pewnie już nie jest tym samym
      przyjacielem którego pamiętasz z dawnych czasów tak samo jak ty nie jestes tą
      samą osobą!!!może się okazać że kompletnie się nie znacie i że od nowa musicie
      się poznać i docierać, mówisz że twój narzeczony jest super zadaj sobie pytanie
      czy on dba o ciebie?
      czy jest gotowy na poświęcenia i ty dla niego?
      czy jesteście ze sobą szczerzy?
      czy ufacie sobie chociaż na 99%?
      czy czujesz sięe przy nim wyjątkowa?
      czy jesteście partnerami w związku?
      czy oboje potraficie sobie ustąpić?
      itp.wiesz dla mnie bardzo ważna jest wiara i bliskość z Jezusem wiem, że nasz
      miłość-miłóść ludzka jest zawodna,słaba i może minąć,potem zmienia się w
      przyzwyczajenie, wygode itp.ale jeśli oprzemy naszą niedoskonałą miłóść na
      DOSKONAŁEJ miłości Bożej wtedy ona będzie trwać i trwać i nic nam jej nie
      odbierze, a to możliwe jest tylko przy zawarciu małżeństwa!!!oczywiście nadal
      trzeba ja pielęgnować.
      kolejna sprawa to taka że miłość to też
      złość,strach,smutek,rozczarowanie,radość,spokój...to wszystkie emocje które
      czujesz w związku z ukochaną osobą!!!ja nie doradze ci co masz zrobić bo sama
      nie znosze porad moge tylko powiedzieć co ja bym zrobiła!!!
      ślób odbyłby się w terminie tak aby przyjaciel wiedział kiedy, nawet wysłałabym
      zaproszenie i jeśli mu zależy przyszedłby na ślób i go przerwał i wtedy
      zdecydowałabym co dalej,a jeśli się wcale nie pokaże, to znaczy że dobrze
      zrobiłaś wychodząc za mąż!!!
      • nietykalna123 Re: czy to mi przejdzie, poradźcie 28.07.07, 21:26
        > i jeśli mu zależy przyszedłby na ślób i go przerwał i wtedy
        > zdecydowałabym co dalej,a jeśli się wcale nie pokaże, to znaczy że dobrze
        > zrobiłaś wychodząc za mąż!!!

        To nie ona ma decydować za kogo wyjdzie za mąż????
        Po prostu ma czekać przed ołtarzem i wyjść za tego który się zjawi???
        Nie, to chyba jakiś żart...
        • crazy_woman Re: czy to mi przejdzie, poradźcie 28.07.07, 21:38
          mam nadzieje ze to sie wszystko jakos wyklaruje i moje malzenstwo przetrwa, ale
          na kazdym spotkaniu z przyjacielem, a takie bylo dzis, jest niesamowita chemia,
          nie potrafie nawet tego nazwac
          to jakies przyciaganie wzajemne do siebie, dzis spotkalismy sie pilismy kawe i
          nieiwle nawet mowilismy do siebie, tylko buzi i przytulenie na pozegnenie,
          jedyne czule gesty ktore musza nam starczyc na conajmniej pol roku.
          Boje sie tych naszych spotkan ale jednoczesnie za nimi tesknie. Z moim mezem
          jest mi dobrze ale takiej chemii nigdy nie mialam i chyba juz nie bedzie.

          pozdrawiam i dziekuje za posty
          • nietykalna123 Re: czy to mi przejdzie, poradźcie 28.07.07, 22:05
            > Z moim mezem
            > jest mi dobrze ale takiej chemii nigdy nie mialam i chyba juz nie bedzie.

            To się zdecyduj, czy Ty za 3 miesiące wychodzisz za mąż,
            czy masz męża, bo coś poplątałaś.
            • summerlove Nietykalna 28.07.07, 22:34
              Ten wątek jest z marca. autorka pisała wredy że za 3miesiące bierze ślub. Dziś
              odszukała widocznie swój dawny wątek i napisała że jednak wyszła za mąż.
              Spójrz na daty postów :))
              • nietykalna123 Re: Nietykalna 28.07.07, 22:51
                > Spójrz na daty postów :))

                Qrczę, faktycznie! Dzięki za oświecenie. :)
                Nie widziałam wcześniej tego watku i pomyślałam, że to nowość,
                a on został jakby wygrzebany z archiwum. :)
                A to się moi wrogowie pewnie cieszą! :)
          • Gość: dzon Re: czy to mi przejdzie, poradźcie IP: *.aster.pl 30.07.07, 00:56
            Ale te baby to ohydne oszustki. A biedny maz nawet nic nie podejrzewa, ze jego
            mloda zonka zaraz przyprawi mu rogi... Ale to juz tak jest z tymi babami - tak
            jak z malpami - poki nie ma drugiej galezi w reku - to pierwszej nie pusci!!!
    • marzenna23 Re: czy to mi przejdzie, poradźcie 28.07.07, 23:00
      niezla historia... jak widac zdarzaja sie takie w zyciu... wiesz, podobno wtedy
      kiedy sie czlowiek najmniej czegos spodziewa to wtedy dzieje sie cos takiego co
      odwraca Twoje zycie do gory nogami... prawde mowiac jestem ciekawa co
      zrobisz... ja osobiscie nie wiem co bym w takiej sytuacji zrobila. zycze Ci
      jednak zeby decyzja ktora podejmiesz dala Ci szczescie. pozdrawiam Cie.
      • summerlove Marzenna 29.07.07, 09:29
        ten post jest z marca. spójrz na datę.
        a parę postów nad Tobą autorka wyjasniła (wczoraj) że jednak wyszła za mąż.
        • marzenna23 Re: Marzenna 31.07.07, 23:22
          ok, kwesia poruszona w watku tak mnie poruszyla ze nie spojrzalam na date. ale
          dzieki.
    • agatka_to_ja Re: czy to mi przejdzie, poradźcie 28.07.07, 23:17
      Przykra historia... i przykro, ze zakonczyla sie jednak slubem, a ty masz
      watpliwosci i dalej spotykasz sie z przyjacielem... Wyrzadzilas krzywde nie
      tylko sobie, ale przede wszystkim mezowi - facetowi, ktory cie kocha i ktoremu
      przysiegalas "milosc, wiernosc i uczciwosc malzenska..." i gdzie ta uczciwosc??

      Moja prognoza? Niedlugo zdradzisz meza z przyjacielem.... i predzej czy pozniej
      bedzie rozwod...

      i po co ci to bylo???
      • summerlove Re: czy to mi przejdzie, poradźcie 29.07.07, 09:30
        agatka_to_ja napisała:

        > Moja prognoza? Niedlugo zdradzisz meza z przyjacielem.... i predzej czy
        pozniej
        >
        > bedzie rozwod...


        Niekoniecznie. Jeśli zakończy WSZELKIE kontakty z przyjacielem to być może w
        końcu przestanie o nim myśleć.
        • crazy_woman Re: czy to mi przejdzie, poradźcie 29.07.07, 11:15
          nie mam mozliwosci na spotkania z przyjacielem, bo mieszka daleko ode mnie,
          teraz dopiero przyjedzie na wielkanoc, mam nadzieje ze jakos to sie pouklada
          • summerlove Re: czy to mi przejdzie, poradźcie 29.07.07, 15:14
            Jesli zdecydowałaś się na ślub to bądź konsekwentna. Unikaj spotkań z
            przyjacielem, nawet kiedy przyjedzie.
            Chyba że myślisz o rozwodzie.
          • agatka_to_ja Re: czy to mi przejdzie, poradźcie 29.07.07, 16:22

            crazy_woman napisała:

            > nie mam mozliwosci na spotkania z przyjacielem, bo mieszka daleko ode mnie,

            no i pewnie bardzo zalujesz... taki brak "dopieszczenia" mlodej mezatki...

            > teraz dopiero przyjedzie na wielkanoc, mam nadzieje ze jakos to sie pouklada

            pouklada? z kim? z nim? czy z mezem????????

            zdradzisz dzieczyno.. az cie korc, zey tego sprobowac...

            gdybys naprawde kochala meza - unikalabys kontaktu z "owocem zakazanym"... a ty
            sie az wyrywasz do tamtego faceta... szkoda mi twojego meza..
    • Gość: m ciezka sprawa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.07, 16:40
      nie chcialabym znalezc sie w takiej sytuacji... wspolczuje. chyba bym jednak
      zostawila przyszlego meza, bo to juz nawet nie chodzi o to, ze zastanawialas
      sie nad tym przyjacielem, a o to , ze w ogole bralas pod uwage zostawienie
      meza. jestem nauczona przykladem moich znajomych, ona jeszcze w kosciele
      zastanawiala sie czy nie uciec - nie uciekla, a ich malzenstwo bylo pozniej
      koszmarem. do dzisiaj tego zaluje. serce nie sluga niestety - a twoje pytania
      swiadczyly o tym, ze do slubu nie jestes przygotowana. mam nadzieje ze mnie nic
      takiego nie spotka. mam nadzieje ze wychodzac za maz, tylko on bedzie w mojej
      glowie. tak planuje ;)
    • tusia224 Re: czy to mi przejdzie, poradźcie 29.07.07, 18:39
      Wiesz, trudno jest tutaj cokolwiek radzić. Musisz sobie odpowiedzieć na
      podstawowe pytanie - po co właściwie wychodzisz za mąż? Bo już najwyższa pora,
      bo 5 lat to wystarczająco długo i wezmą was za wiecznych narzeczonych, bo
      rodzina naciska... Jeżeli jest jakiś powód oprócz tego, że się kochacie,
      dojrzeliście do tej decyzji, chcecie założyć rodzinę, być ze sobą na dobre i na
      złe to nie widzę sensu zawierania tego sakramentu. Wiem co mówię, bo biorę śłub
      20 października. Małżeństwo to "inwestycja" na całe życie. Tego trzeba być
      pewnym, pragnąć tego. Skoro serce bije ci mocniej na widok innego, to będziesz
      się męczyć w obecnym związku. Musisz się bardzo dokładnie zastanowić bo potem
      już nie będzie odwrotu. Tzn będzie, ale po co się szarpać po sądach i mieć złe
      wspomnienia...
      • madai Re: czy to mi przejdzie, poradźcie 29.07.07, 22:36
        ja bym przestala sie spotykac z przyjacielem... opowiem Ci cos...

        Bylam ja, moj facet M, on J i jego zona M. ona znala mnie jako przyjaciolke J,
        jako dobra dusze, ktora mu pomogla, gdy przyjechal do obcego kraju. moj ex M
        nigdy nie dowiedzial sie o tym, co bylo... A bylo szalenstwo. potajemne
        spotkania moje i J, oklamywanie zony, chlopaka, przyjaciol, ktorzy nie
        popierali tego typu 'zwiazkow'. pisze w cudzyslowie, bo zwiazkiem to nie bylo:
        nawet buzi nie bylo, nie mowiac o czyms wiecej. Ale byla chemia, ktora czulo
        sie na odleglosc, w kazdym slowie, gescie. Po pewnym czasie ich malzenstwo
        zaczelo sie walic, byli w separacji, mieszkali oddzielnie. Ja mialam wyrzuty
        sumienia. Zerwalam z chlopakiem. Na szczescie zdrowy rozsadek podpowiedzial mi,
        zeby ograniczyc kontakty z J i ratowac jego malezenstwo. W koncu ja nie
        tracilam nic, a on wszystko wiazac sie ze mna i nie majac gwarancji, ze nam sie
        uda. Bylo ciezko, ale sie udalo. Wrocil do zony, 3 dni temu urodzil im sie
        synek. Ja mam wspanialego chlopaka, z ktorym jestem juz kilka lat. Jest
        cudownie i teraz sie z tego smiejemy, a J dziekuje mi za rozsadek i
        doprowadzenie go do pionu.
        • crazy_woman Re: czy to mi przejdzie, poradźcie 29.07.07, 23:19
          dzieki za kubeł zimnej wody na głowe i przede wszystkim za zrozumienie, z mężem
          staramy sie o dziecko i to moze byc przełom w tej sytuacji.

          ciesze sie ze ktos mnie chociaz rozumie ze chemia to nie musi byc sex, tylko
          spojrzenie i najprostszy gest, nie trzeba nawet słów

          pozdrawiam
          • madai Re: czy to mi przejdzie, poradźcie 30.07.07, 10:42
            crazy, mysle, ze dziecko by wszystko zmienilo, takze powodzenia zycze. U mnie
            wlasnie tak sie stalo. Gdy dowiedzial sie, ze zostanie tata - planowali to
            dlugo dlugo - to poukladalo mu sie w glowie i teraz wszyscy jestesmy
            szczesliwi, bez dramatow, rozstan i komplikacji :)
            • agatka_to_ja Re: czy to mi przejdzie, poradźcie 30.07.07, 11:05
              Dziecko nie powinno byc "lekiem" na zwiazek!!!! tylko jego OWOCEM!!!
              Bo jak ktos mysli, ze OCALI zwiazek dzieki dziecku - to sie moze grubo
              przeliczyc...
              Po pierwszej euforii "bedziemy miec dziecko" przychodzi codziennosci...okres
              ciazy dla wielu kobiet nie jest latwy.. a z dzieckiem jest jeszcze wiecej
              problemow - nieprzespane noce, choroby, wydatki... I wiele zwiazkow przezywa
              wtedy kryzys!
              Wiec jesli zwiazek sie sypie, a komus sie wydaje, ze "dziecko uratuje
              sytuacje" - to nie dosc, ze jest glupcem, to jeszcze EGOISTĄ...
              bo jesli jednak "nie wyjdzie" - to pozostaje dziecko, ktore bedzie musialo zyc
              w rozbitej rodzinie...
    • Gość: Maja Co to znaczy jest ok? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.07, 23:29
      Kochasz go? Odpowiedz sobie na to proste pytanie. Jak tak to za niego wyjdź, jak
      nie to nie wychodz.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka