Dodaj do ulubionych

seks z eks...

31.07.08, 17:10
Witajcie,
Moja historia jest przydługa, zagmatwana, chora i nienormalna
zarazem, ale tak się już w tym pogubiłam, że potrzebuję usłyszeć
jakieś opinie osób, które spojrzą na to z boku. Byłam 3,5 roku z
facetem, od prawie 3 mieszkaliśmy razem, z czego 2 lata tylko we
dwoje za granicą. Raz było lepiej, raz gorzej, czasami się
kłóciliśmy, ja miałam problemy z chorobliwą zazdrością i z obawą, że
on mnie kiedyś zostawi, chociaż tak naprawdę nie miałam podstaw ku
temu. Fakt, że on nie jest ideałem, zdarzało mu się często
(szczególnie w kłótniach) odzywać się do mnie tak jak nie powinien,
nasze awantury były zawsze bardzo burzliwe. Rzadkie, ale solidne.
Ponad miesiąc temu powiedział mi, że to koniec. Że go za bardzo
osaczyłam, przytłoczyłam, że nie miał ochoty ostatnio wracać do
domu, bo wiedział, że tylko go będę wkurzać i drażnić swoją
napastliwością - i choć trudno to przyznać przed samą sobą - miał
rację opisując moje zachowanie. Wynikało ono chyba z tego panicznego
lęku przed tym, że mnie zostawi, starałam się być jeszcze lepsza,
żeby tego uniknąć i paradoksalnie odpychałam go od siebie. Miał
wszystko na tacy, o nic nie musiał się starać, zabiegać, to mu się
znudziłam, przestałam być jakimkolwiek wyzwaniem... Zagłaskałam na
śmierć...Powiedział też, że on już mnie nie kocha.
Po namowach, groźbach i prośbach wszystkich dookoła, odkąd się
rozstaliśmy nie odzywałam się do niego. Nie pisałam, nie dzwoniłam,
wyniosłam się do rodziców, na drugi koniec miasta. Wytrzymałam
tydzień, spotkaliśmy się i zrobiłam z siebie kompletną idiotkę
prosząc go żeby wrócił.
Potem znowu zero kontaktu i on zaczął dzwonić, pod byle pretekstem i
rozmawialiśmy przez 20 minut, ale nie potrafię powiedzieć o czymś.
Nie o nas, nie o niczym konkretnym, o jakichś pierdołach, których
nie umiem nawet przytoczyć.
Potem w weekend (miesiąc i tydzień od rozstania) pojechałam do niego
po kilka swoich rzeczy, które jeszcze tam zostały, już miałam
wychodzić, kiedy się przytuliliśmy w drzwiach, a potem nasze wargi
znalazły się bardzo blisko, zaczęliśmy się całować i dosłownie
rzuciliśmy się na siebie... Skończyło się seksem - dodam, że
najlepszym w moim życiu. W niedzielę mieliśmy o tym porozmawiać, ale
skończyło się tak samo, tylko, że tym razem zostałam na noc... Potem
widzieliśmy się na chwilę na mieście we wtorek i na pożegnanie nie
chciał mi dać nawet buzi w usta, tylko nadstawił policzek... jak
chciałam go mimo to pocałować, to się wkurzył i skomentował, że to
chore, że nie jesteśmy ze sobą a ja go nadal denerwuję.
W środę spotkaliśmy się, bo musiałam mu przekazać służbowe
dokumenty, potem poszliśmy razem na zakupy, wybieraliśmy mu spodnie,
śmialiśmy się, rozmawialiśmy jak dawniej, a ostatecznie znowu
wylądowaliśmy u niego w domu w łóżku. On twierdzi, że już mnie nie
kocha, jak zaczęłam drążyć ten temat to ostatecznie stwierdził , że
nie wie czy mnie kocha czy nie. Niby mówił po pierwszym razie, że
nie możemy się więcej kochać, bo on nie chce mnie krzywdzić, ani nie
chce mi mieszać w głowie, a zrobiliśmy to znowu i znowu. I najgorsze
jest to, że to nie był zwykły seks! Nie dość, że trwał znacznie
dłużej niż normalnie i był więcej razy przyjemny niż normalnie
(konkretnie 4 - nigdy mi się to wcześniej nie zdarzyło) to jeszcze
przepełniony taką ogromną czułością, z obu stron. Powiedziałabym, że
taki seks pełen miłości... tylko, że on mówi, że nie kocha...
Pogubiłam się, wiem, że nie powinnam była tak robić, że powinnam
mieć szacunek przede wszystkim do siebie, ale co zrobić, jeśli to
uczucie mi odbiera rozum? Nie wiem co dalej. Rozmowy z nim nie mają
większego sensu, powiedziałam już wszystko co mogłam, nic więcej się
nie da dodać, a on na to, że nie dziś i nie jutro, że może kiedyś do
siebie wrócimy, ale żebym się na niego nie oglądała.
Tylko, że jego zachowanie temu przeczy, sposób w jaki mówi, patrzy,
sposób w jaki się ze mną kochał. O co w tym wszystkim chodzi???
Obserwuj wątek
    • Gość: keksik69 Re: seks z eks... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.07.08, 18:15
      Ma wszystko to co miał w związku z Tobą a teraz ma też bez
      Ciebie...Wolny jak ptak.Sex jak i kiedy chce i Ciebie tak
      samo...Napewno Ty kochasz bardziej niż on:( On się za to świetnie
      ustawił,wprawdzie ma do Ciebie sentyment...ale jak trafi mu sie
      jakas laska do sexu,to nie będziesz mogła miec zadnych
      pretensji...Świetny układ,ale dla niego.Ty cierpisz i czekasz z
      utęsknieniem az on skinie palcem (chociażby fakt z pocałunkiem w
      policzek)udupiłaś się na amen...wiem co mówie bo tak mam...tylko ja
      mam dzieci i męża,i nie mogę od tak go kopnac w dupę...tez robi ze
      mna co chce,bo go kocham bardziej niz on mnie...byłam na kazde
      skinienie...teraz z tego fajnego,miłego kiedys chłopaka sama
      zrobiłam potworka:( nadmierem miłosci i usługiwania...
      Daj sobie z nim spokój bo nie będzie kiedyś lepiej,tylko
      gorzej.Będziesz jego pomiotłem.
      Poznaj jakiegos fajnego chłopaka i prowadzaj sie z nim na jego
      oczach,zobaczymy czy i jak to zniesie i czy dalej bedzie obowiazywac
      was tyko przyjazń...Ale harakteru mu nie zmienisz,to naprawde super
      ze zobaczyłas teraz cos,co mogłabyś zobaczyc za kilka lat:( Obnazył
      swoje prawdziwe oblicze...
      Pozdrawiam i trzymaj sie swoich postanowień!
      • agatka_to_ja Re: seks z eks... 31.07.08, 20:21
        Keksik ma 100% racji. On sie toba bawi, ma idealny uklad : panienke
        do seksu pod reka, a jednoczesnie nie jest zwiazany.. rewelacja. Ale
        dla niego.
        Nie myl czulosci w seksie z miloscia. To dla wielu mezczyzn
        kompletnie dwie rozne sprawy - dla twojego tez.
        Daj sobie z nim spokoj i szukaj innego faceta. I kolejnego postaraj
        sie nie zaglaskac na smierc... nawet w zwiazku trzeba pamietac
        GŁOWNIE o sobie. Dawanie "wszystkiego" to błąd.
        • esselte02 Re: seks z eks... 01.08.08, 10:18
          wiem że błąd, bo tym dawaniem wszystkiego doprowadziłam do takiej
          sytuacji. Przecież on kiedyś taki nie był, kiedyś nosił mnie na
          rękach i zrobiłby dla mnie wszystko. Tylko, że później u niego ta
          faza megazauroczenia przeszła w normalną, naturalną i spokojniejszą
          fazę miłości, a u mnie się zatrzymała i nadal starałam się być taka
          idealna jak na początku, myśląc, że w ten sposób skłonię go do tego
          samego. A efekt był taki, że przeginałam po prostu, stopniowo
          pozwalając mu na więcej i więcej i odpychając go od siebie tą
          nadmiernie obfitą miłością...
          Co do nowego faceta.... Pojawił się już, 2 tygodnie po rostaniu
          kogoś poznałam i zaczęłam się z nim spotykać. Od razu powiedziałam
          mu, że nie wiem czy jestem gotowa na kolejny związek, on uznał, że
          poczeka. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że już mi się wydawało,
          że się z tego wyleczyłam...było mi dobrze przy tym drugim, bardzo
          dobrze, spokojnie, bezpiecznie, czułam się szanowana, doceniana i
          kobieca...az do tej pieprzonej soboty...i niedzieli...i srody...
          Teraz czuje do siebie obrzydzenie, za to co mu robię (bo nigdy nie
          spodziewałam się po sobie czegoś takiego), właściwie to nie
          obrzydzenie, nazywając rzeczy po imieniu czuję się jak szmata, wobec
          jednego, drugiego i wobec siebie... Już było dobrze, także mi z samą
          sobą, a teraz znowu wpadłam w dół i to głębszy niż wcześniej.
          On też kogoś poznał, też się z kimś zaczął spotykać, więc w sumie z
          tym co zrobiliśmy sami jesteśmy siebie warci. Kurde, tak to wszystko
          zaplątałam, że nie wiem co ze sobą zrobić. Tzn. wiem co powinnam
          zrobić i czego nie mogę, ale rozum to jedno, a klucha, którą czuję w
          brzuchu, tęsknota za tym pięknym co było kiedyś doprowadza mnie do
          szału...
          • kiecha3 Re: seks z eks... 01.08.08, 13:05
            1. musisz zrozumieć, że to co było.. nie wróci.. i przypomnieć sobie ż enie
            było wcale takie piękne..
            2. kolejną rzeczą jaka powinnas to przestać tłumaczyc faceta.. teraz to już nie
            ma znaczenia czyja wina..
            3. zapomnieć o tym związku... jak na razie o każdym.. dac sobie spokój z
            facetami.. odnajdz sama siebie, bo strasznie sie pogubiłas.. uspokój swoje
            uczucia.. i dopiero wtedy idz szukać wrażen.
            4. dobrze by było wyjechać bez telefonu nie mówiąc nic nikomu...
            5. na prztszłośc.. jesli chcesz żeby facet cie szanował to musosz szanować sama
            siebie.. no i jego też szanowac.. skoro nie masz powodów do zazdrości i sama to
            przyznajesz.. to nie rób mu wymówek/awantury... tacy ludzie sa strasznie
            męczacy, upierdliwi i okropnie wku.rwi.ający...
            • dania_86 Re: seks z eks... 01.08.08, 14:30
              nie jesteś szmatą !!! to on nią jest !, wykorzystuje na maxa Twoje uczucie do
              niego a Ty już pod żadnym pozorem nie idź z nim do łóżka, bo to Cię niszczy
              emocjonalnie i z dnia na dzień czułabyś się z tym coraz gorzej...
              a na razie kosmetyczka, fryzjer, jakaś zmiana, albo weekend z przyjaciółką
              (morze, góry, mazury, albo jakieś na maxa imprezowe miasto) musisz się rozerwać
              i pobawić. no i chodzić do góry z podniesioną głową, jesteś warta kogoś lepszego
              i tyle. wmawiaj sobie co dzień : nie jest mnie warty, a już tym bardziej moich
              łez czy ciągłego starania. a teraz weź się za siebie i ruszaj ! wakacje sa czas
              szaleństw i imprez (mały flircik niezobowiązujący, wakacyjny też by Ci nie
              zaszkodził, a może nawet podbudował Twoje ego, ale ogólnie to na pogaduchy czy
              imprezę najlepiej wybrać przyjaciela) otaczaj się ludźmi, na pewno masz mnóstwo
              znajomych o których warto sobie przypomnieć. głowa do góry i niczym się nie
              zadreczaj, Ty nic złego nie zrobiłaś, zycie płynie dalej, a teraz może być już
              tylko lepiej ! pozdrawiam
              • esselte02 Re: seks z eks... 01.08.08, 17:06
                Dziękuję Wam za te słowa, wiem, że bardzo mi są teraz potrzebne
                takie motywujące "kopy", nieważne, że od anonimowych osób -
                pomagają. Ta cała sytuacja pokazała mi też ilu tak naprawdę mam
                wokół siebie przyjaciół, na których mogę polegać. Chociaż wszyscy,
                chociaż są moimi znajomymi znali nas oboje i bardzo go lubili,
                dlatego chciałam usłyszeć coś od osób które nie znają ani mnie ani
                jego, a tylko kilka suchych faktów.
                Wracając do "terapii" to powiem Wam, że tydzień po rozstaniu, jak
                wróciłam do żywych:) zaczęłam robić rzeczy jakich nie robiłam nigdy,
                a przynajmniej nie przez ostatnie 3,5 roku. W piątek spontanicznie
                podjęłam z przyjaciółką decyzję o wyjeździe na openera, tydzien
                pozniej poejchalam do Poznania na Nelly, gdzie zostalam do
                niedzieli, a cala piatkowa noc przebalowalam z druga przyjaciolka.
                Zaczelam sie usmiechac i przeciez pojawil sie ten drugi. Tak jak
                pisalam bylo dobrze, a ten seks wszystko mi zniszczyl w jednej
                chwili...
                Postanowilam juz 2 tygodnie temu ze musze nabrac do siebie i do
                calej tej sytuacji jakiegoś dystansu, więc poszłam do szefa wzięłam
                urlop, wykupiłam wycieczkę i we wtorek lecę z przyjaciółką poszaleć
                w ciepłym, pięknym miejscu na durgim końcu Europy:)
                Mam nadzieję, że ten wyjazd przywróci mnie przynajmniej do stanu
                sprzed soboty, a może będzie jeszcze lepiej? Trzymajcie kciuki.
                Bo póki co nie potrafię przestać myśleć i się zadręczać całą tą
                sytuacją. W życiu chyba nie czułam tylu uczuć na raz, lęk, smutek,
                żal, tęsknota, a z drugiej strony jednak radość, ale jednak
                najgorsze są wyrzuty sumienia.
                Cieszę się, że pomimo tego, że zachowałam się źle nie
                ukamienowałyście mnie tutaj, bo trochę się tego obawiałam,
                szczególnie pisząc drugiego posta. I naprawdę dziękuję za te słowa
                wsparcia. Będę tu teraz zaglądać w nadziei, że pojawią się kolejne:)
                • Gość: keksik69 Re: seks z eks... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.08.08, 18:46
                  Zuch z Ciebie dziewczyno:)))!! Trzymaj tak dalej! Nie zadreczaj się
                  Kochana...Miłośc moze dużo,ale nie przekupisz go...Takie to dranie z
                  nich:( Kochamy ponad życie. wierze ze spotkasz miłosc swojego życia
                  i na sama mysl o tamtym będziesz sie śmiac! Powiesz
                  (przepraszam) "jaka ja byłam głupia" Tak Ci jest pisane,Twój anioł
                  stróż dobrze Cie strzeże.Wie ze potrafisz kochac,a on nie zasługuje
                  na to.
                  Dawaj nam znac co daslej w Twoim życiu:)
                  Całusy,pa!
            • noipoco Re: seks z eks... 06.08.08, 00:36
              esselte02 mam dokladnie taka sama historie ,tyle ze bez tego
              osaczania i zaglaskiwania,tak jak mowisz serce chce jedno a rozum
              drugie,nic ci nie poradze,sama chce rady.
    • Gość: bessimo Re: seks z eks... IP: *.197.158.213.umts.dynamic.eranet.pl 02.08.08, 19:08
      witaj, dzięki Ci, że pytasz anonimowych osób, bo i Twoje streszczanie sprawy, i
      odpowiedzi, mnie także pomogły...

      Jestem/byłam w podobnej sytuacji, dlatego odpowiadam. Mój związek był nieco inny
      i z innych powodów niszczący, ale też trwał trochę (ok. roku po wieloletniej
      przyjaźni) i czasem boję się, czy już nie trwa... Bo dzielę z Tobą uczucia tego
      durnego zakochania i miotania się między układaniem sobie życia a wracaniem do
      wielkiej Miłości... Rozumiem Cię aż nazbyt dobrze z tym, jak wyglądały tamte
      sob, niedz i sroda, o których piszesz, wiele kobiet to rozumie. Nie chodzi o to,
      byś potrafiła mu się oprzeć w momencie spotkania, ale byś układała swoje życie i
      skupiła się na SOBIE. Ja teoretycznie rozstałam się po roku trwania związku, ale
      pół roku potem coś mnie podkusiło, by spotkać się normalnie i tak wspomnieniowo
      pogadać... Stęskniłam się okropnie. I był to błąd, bo ten człowiek wcale nie
      dojrzał do rozmowy 'po latach', tylko - jak piszą dziewczyny - wygodnie się
      ustawił i w tej nowej sytuacji niby-rozmowy namówił mnie na seks... Sprawa jest
      tym trudniejsza, że nie jestem z kimś związana, a on tak.

      Trzymam więc kciuki i wspieram, i współodczuwam, i cieszę się, że tyle
      zrozumienia i życzliwości Twoja (a pośrednio moja) sprawa znalazła na forum.

      Jeśli mogę coś dodać o samym procesie dochodzenia do siebie... bo z tego powodu
      piszę, żeby Ci to powiedzieć... to: nie wymagaj od siebie zbyt wiele. Ja
      podobnie miałąm komfort 'ułożonego (w miarę) życia' i zadbania o swoje sprawy,
      aż tu nagle spotykamy się i wracam do niego całą sobą... Wiem, jak to okrutnie
      boli, bo człowiek ma poczucie rozmarowania samym sobą, prawda? Co też czuje się
      w Twoich postach, gdy nie akceptujesz tego, ze to się zdarzyło. Zdarzyło się. A
      z drugiej strony tak niesamowicie pozytywne doznania i mętlik w głowie, czy z
      tego coś nie może być... No, nie może. Nie zadręczaj się tym, że się potem kilka
      razy kochaliście i że było Ci tak dobrze. Skoncentruj się na swoich sprawach.
      Widać, że odkrywasz ich wartość i na nowo odnajdujesz siebie, swoje upodobania i
      lepiej się czujesz..! A fakt, że 'było dobrze, tylko ta pieprzona sobota'...
      trzeba by po prostu zaakceptować. Może te spotkania były potrzebne, by pojawiły
      się ekstremalnie trudne uczucia (lęk, żal itd.) i żebyś była jeszcze bardziej
      zdecydowana REZYGNOWAć z tamtego faceta.

      Nie ma pośpiechu. Wiem, że chciałabyś się już po prostu CZUć DOBRZE, bo cała
      sytuacja udręczyła Cię i wyczerpała... Wiem, jak to jest tęsknić za własnym
      uśmiechem po takiej historii. Są jednak na tym świecie rzeczy, które zapewnić
      nam może TYLKO UPłYW CZASU. A jeszcze jeśli wypełniasz go przyjaźniami i
      wypadami wakacyjnymi - będzie już tylko lepiej. Nie bój się jednak, gdy powrócą
      silne, negatywne uczucia, gdy zatęsknisz, gdy zaczną Cię zżerać skrupuły, czy
      dobrze zrobiłaś... Bądź pewna swoich decyzji i siebie. Dobrze Ci idzie. A
      dochodzenie do wewnętrznego spokoju potraktuj jako proces, a nie przymus. Nie
      narzucaj sobie tempa, nie stawiaj sobie wymagań uzyskania dobrego samopoczucia
      np. w miesiąc. Trudno ustalić, ile to potrwa ;) Daj sobie prawo do błędów i
      szanuj siebie. Żyj.

      Powodzenia *
      • riki_i Re: seks z eks... 02.08.08, 22:08
        To, że seks był odlotowy ma się nijak i do miłości między Wami (tego
        czy jest, czy jej nie ma) i do perspektyw dalszych kontaktów. Seks
        dla faceta to seks i tyle. Ze stałą partnerką po dłuuuugiej przerwie
        potrafi być najlepszy w życiu. Ale nie sądź po tym, że to coś może
        znaczyć dla odnowienia Waszego związku. Niestety....
      • esselte02 Re: seks z eks... 04.08.08, 09:54
        Bardzo Wam wszystkim dziękuję. Wiem, że muszę teraz być silna, a
        przede wszystkim nie dopuścić więcej do takich sytuacji, bo mnie to
        totalnie rozbija. Tęsknię często i pewnie będę tęsknić jeszcze nie
        raz, jest to o tyle trudniejsze, że zazwyczaj pamięta się te
        najpiękniejsze chwile, a złe gdzieś umykają. I w moim przypadku
        dokładnie tak jest, chodzę i wszędzie widzę miejsca, w których
        byliśmy razem, słyszę jakieś piosenki w radio, albo po prostu widzę
        coś co mi się z nim zwyczajnie kojarzy i wtedy właśnie przypływają
        te wspomnienia razem z tęsknotą. Wiem, że on nie jest wart tej
        uwagi, którą mimo wszystko na nim skupiam dalej (mam na myśli
        właśnie tęsknotę), ale co z tego, że to wiem? Nie potrafię sobie
        powiedzieć "nie czuj tak", tak jak on nie potrafi sobie
        powiedzieć "kochaj Ją"... Straszna sprawa z tymi uczuciami, że nie
        ma się na nie wpływu... Chciałabym już być na tym następnym etapie,
        tym kiedy już tęsknić przestanę, a jedynie będę ciepło wspominać
        prawie 4 lata swojego życia i będę szczęśliwa, ale niestety wiem, że
        tak się nie da.
        No nic, podnoszę głowę do góry:) Jutro lecę na wakacje, więc przez
        tydzień mnie tu nie będzie, ale jak tylko wrócę to napiszę Wam jak
        tam postępy w mojej głowie:)))
        Pozdrawiam wszystkich i jeszcze raz szczerze dziękuję za to
        wsparcie, zrozumienie i nie potępianie mnie.
        • Gość: bessimo Re: seks z eks... IP: *.eranet.pl 11.08.08, 22:42
          I jak Wakacje? :)

          Trzymaj się. Czas, potrzeba czasu, angażuj się w różne sprawy... Tak, tęsknota
          jest i jeszcze będzie. Sporo razem przeżyliście, więc 'następnego etapu' nie
          osiągniesz siłą woli. Trzymaj się ciepło. Mądrych, spokojnych decyzji i
          ostrożnych kroków! :*

    • diablica20 Re: seks z eks... 10.08.08, 13:07
      mialam bardzo podobnie... facet mowil ze nie kocha, ale dzwonil, smsowal, chcial
      sie spotykac.... po takim czasie trudno sie przyzwyczaic ze drugiej osoby nagle
      nie ma. ale on cie wykorzysta tylko, zrani...bo nic nie chce poprostu brakuje mu
      seksu, rozmow itd. najlepiej odizouj sie od niego, nie odbieraj tel, nie
      odpowiadaj na zadne wiadomosci... bo ktoregos dnia oznajmi ci ze kogos ma, ze
      sie zakochal...to dopiero bedzie bolalo....

      pozdrawiam i 3maj sie cieplo :)
    • anka401 Re: seks z eks... 13.08.08, 17:37
      Czy przypadkiem nie za bardzo dramatyzujecie? A nie można by potraktować tegoż
      sexu w sposób podobny jak facet, czyli:
      1/ zrobić to dlatego, że MNIE się chce pobzykać;
      2/ on jest pod ręką, zawszeć to znajomy w dotyku i działaniu, więc dopóki nie
      trafi się coś innego (a przecież niekoniecznie - lepszego), to w zasadzie można
      go wykorzystać;
      3/ po zakończonym akcie - wstać, otrzepać piórka, poklepać go po policzku i
      powiedzieć "Faaaajnie było, ale muszę już lecieć (ew. musisz już lecieć)";
      Z mojego punktu widzenia osoby doradzające chyba zazdroszczą co nieco, że można
      w ogóle uprawiać seks, a co mówić - z byłym!
      A przecież stosunki z "nim" wcale nie muszą polegać na rozmowie z nożem w
      kieszeni:).
      W powyższej sytuacji ważne jest , aby sie nie angażować emocjonalnie. Dla kobiet
      to bardzo, (cholernie - bardzo)trudne, ale, moje drogie, sukces to 99% pracy
      własnej, a ćwiczenie czyni mistrza:)
      Ponieważ nie bywam na forum, a zajrzałam tu z czystego przypadku, myśląc, że "na
      luzie" to jakieś dobre kawały, nie będe prawdopodobnie uczestniczyć w dalszej
      dyskusji.
      powiem jedno: to jest możliwe, bo wypraktykowane:)
      • esselte02 Re: seks z eks... 22.01.09, 12:07
        hmmm... miałam napisać co u mnie, a jakoś nie wiedzieć czemu
        zapomniałam o zaglądaniu na to forum. Odkopałam teraz swój wątek,
        żeby nie zakładać nowego i nie tłumaczyć wszystkiego od początku.

        Wakacje były super, wyluzowałam się, odstresowałam, odcięłam od
        rzeczywistości i problemów i przy okazji podjęłam decyzję, że muszę
        rozstać się z tym drugim facetem, bo nie zasługuje na to żeby go
        oszukiwać. Nie chodziło mi tu o tylko o to, że Go fizycznie
        zdradziłam, raczej emocjonalnie. Poza tym On się zdążył zaangażować,
        a ja wróciłam po tygodniu i zamiast poczuć taką tęsknotę, jaką
        poczuł On, nie czułam nic. Skończyłam to, jak się okazało trafiłam
        na kolejnego psychopatę... Nie chciał odpuścić, nachodził mnie,
        śledził, wydzwaniał, awanturował się, a za chwilę pałał uczuciem.
        Doszło do tego, że na dźwięk telefonu, albo smsa cała drętwiałam w
        obawie, że to znowu On i że wyprowadzi mnie z równowagi... Na
        szczęście, po jakimś miesiącu ignorowania Go kompletnie, odpuścił,
        ale sporo nerwów mi napsuł.

        Przeczytałam te swoje pierwsze posty i stwierdzam, że dużo się
        zmieniło... We mnie przede wszystkim. Nauczylam sie ostatnio zyc
        sama, lubic siebie, spedzac czas samodzielnie i cieszyc sie tym! juz
        nie potrzebuje faceta jak powietrza, nie musze sie na nim wieszac
        jak bluszcz. Umiem sie sama zorganizowac, sama bylam kilka razy w
        kinie, sama bylam na kilku wystawach, sama chodzilam na basen kilka
        razy w tygodniu, sama na silownie. Jak mialam okazje pojsc z kims to
        czasami z niej korzystalam ale czesto po prostu chcialam porobic
        pewne rzeczy sama, a kiedys bylo to niemozliwe
        wszedzie ciagalam mojego eks, albo wszedzie chcialam chodzic z Nim.
        Teraz wydaje mi się, że lepiej byc trochę zosią-samosią niz
        stekajaca, jeczaca durna baba jaka bylam.

        Ale ta zmiana nie przyszła szybko. Jeśli mam być szczera - a
        wcześniej byłam, więc chyba teraz też powinnam - to nie udało mi się
        Waszych porad wprowadzić w życie całkowicie...
        Spotykaliśmy się nadal, z częstotliwością, raz na 2 tygodnie...i za
        każdym razem kończyło się tak samo...

        Niby próbowałam podejść do tego bez emocji, ale nie wychodziło, za
        każdym razem robiłam sobie jakąś nadzieję, nawet jak chwilę "PO"
        słyszałam, że nie wrócimy do siebie... Jak przyznałam się do tego
        mojej najlepszej przyjaciółce, to pomijając małe pretensje, że
        odkrywam kartu dopiero po takim czasi (mówimy o ok.2 miesiącach)
        wylała mi kubeł zimnej wody na głowe. Powiedziała jedno
        zdanie: "Dziwki za to biorą pieniądze, a Ty dajesz się wykorzystywać
        i to również emocjonalnie za darmo." oraz "ze jak ja nie bede siebie
        szanowac, to nikt inny nie będzie szanował mnie"... Wtedy
        postanowiłam to przerwać i co się okazało, po niecałym miesiącu, na
        początku jesieni??? Ze jestem w ciąży... Głupota totalna, nie wiem
        jak, uważaliśmy zawsze, ale widać jest to możliwe... On się tym z
        początku bardzo przejął, ale powiedziałam, że nie chce żeby do mnie
        wracał tylko ze względu na dziecko, a wtedy odpuścił... Chciałam
        sobie sama z tym wszystkim poradzić, ale mi nie pozwalał, uparłsię,
        że cokolwiek nie postanowię On będzie przy mnie, nie ze mną, ale
        przy mnie. Ja z kolei rozważałam różne opcje - jeszcze było
        wystarczająco wcześnie, ale chyba bym nie mogła. Przekonałam się o
        tym, gdy sytuacja rozwiązała się sama... a mianowicie, po 2
        tygodniach odkąd się dowiedziałam, mój organizm zadecydował za mnie,
        że nie jestem gotowa na dziecko. Stres, nerwy i cała ta chora
        sytuacja, a także ten ostatni skutek sprawiły, że naprawdę byłam na
        skraju jakiegoś załamania.

        Dopiero wtedy (przyznam, że jak gó...ara) kiedy odczułam
        konsekwencje swojego zachowania, usiadłam, zastanowiłam się nad
        swoim życiem i doszłam do wniosku, że tak nie można... Że
        ta "miłość" niszczy przede wszystkim mnie, że tego jednak nie chcę...

        Spotykałam się z różnymi facetami, zazwyczaj kończyło się na jednej,
        czasem drugiej, randce, ale to nie było to... Aż do niedawna.
        Miesiąc temu poznałam cudownego faceta, właściwie poznałam Go
        wcześniej, ale miesiąc temu zaczęło coś się między nami dziać... Jak
        Go poznałam był jeszcze z kimś związany i tkwił przez 2,5 roku w
        podobnej patologii do mojej.
        Teraz jesteśmy razem, a ja w końcu czuję się szczęśliwa. Powiem
        więcej, czuję się tak, jak chyba nie czułam się nigdy. Nawet nie da
        się porównać Jego do mojego byłego, tak różnymi są ludźmi! Ten jest
        spokojny, taki wyważony, szalony również, ale w pozytywnym,
        normalnym znaczeniu tego słowa. Jest czuły, dba o mnie i przede
        wszystkim obdarzył mnie ogromnym szacunkiem, co czasem sprawia, że
        wręcz czuję się nieswojo, tak bardzo jestem do tego
        nieprzyzwyczajona.
        Ten człowiek powoli uczy mnie i pokazuje jak Kobieta powinna być
        traktowana przez mężczyznę, i że to, co dla mnie jest takie nowe i
        obce, powinnam mieć zakorzenione w głowie, jako pewien standard. Nie
        jestem zazdrosna! Mimo tego, że jego poprzedni związek to bardzo
        świeża sprawa i przyczyniłam się trochę do jego rozpadu (chodzi mi o
        jego uczucia, bo nic między nami wcześniej nie zaszło). Jest mi z
        nim cudownie, ale nie upieram się, żeby spędzać razem każdą minutę,
        bo umiem już także cieszyć się sobą i chwilką samotności. Zupełnie
        inaczej do tego mężczyzny podchodzę i jest mi lżej, jest mi po
        prostu dobrze:)
        Nie wiem jeszcze jak to dalej będzie, nic nie planuję, nie myślę o
        przyszłości, z tego powodu, o którym napisałam na początku. Jestem
        szczęśliwa, już nie boję się być! Chciałam się tylko z Wami tym
        szczęściem podzielić:)))

        Pozdrawiam
    • Gość: NINA Re: seks z eks... IP: *.aster.pl 01.02.09, 01:34
      PISZ KSIĄŻKI DOBRZE CI TO IDZIE.
    • Gość: kolo Re: seks z eks... IP: *.aster.pl 06.02.09, 13:27
      szanuj się .nie zachowuj się jak dziwka
      • Gość: aga Re: seks z eks... IP: 212.160.172.* 24.02.09, 14:27
        naprawede napisz książke o całym zdarzeniu, ja nie lubie czytac ale
        jak mnie wciagneło to wszytsko przeczytałam :) gratuluje
        szczescia :) ja na nie ciagle czekam :)
        pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka