crazymadam
06.10.08, 21:09
Od kiedy mieszkam na stancji (3 lata) regularnie przychodzi do mnie
dzieciak sasiadów któremu pomagam w matematyce. Chłopak ma 13 lat, a
jego rodzice którzy wydawali sie w miare sympatyczni poprosili mnie
o ta przysługe- a ja oczywiście zgodziłam sie nieświadoma tego co
bedzie mnie czekać. Problem polega na tym że synuś okazał sie
kompletnym bezmózgowcem, od pół roku przychodzi z pracami domowymi
polegajacymi na zamianie jednostek-i od pol roku nie może debil
pojąć podstawowych rzeczy. Dzisiaj stwierdzilam ze miarka sie
przebrała- nie mam cierpliwości do dzieci ani talentu
pedagogicznego, irytuje mnie ten mały pasożyt. Z drugiej jednak
strony zobowiazalam sie do pomocy dzieciakowi(dodam że jest to pomoc
nieodplatna). Czy ktoś może ma jakiś pomysł na to jak sie wymiksować
z ciągłych najść stonki? Nie chciałabym być nieuprzejma ani dla
chłopca ani dla jego rodziców, jednak ja nie mam już ochoty ani siły
na ciągłą pomoc i tłumaczenie zadań, szczególnie że to dziecko jest
tak tempe że moje wysiłki ida na marne.