IP: *.dialog.net.pl / *.wroclaw.dialog.net.pl 06.09.02, 03:51
Czy kraje Europy Zachodniej popierają przyspieszenie rozwoju nauki w Polsce?

Zdawałoby się, że odpowiedź jest bardzo prosta i musi brzmieć jednoznacznie -
tak. Słowo europejskość powinno przecież do czegoś zobowiązywać, a więc także
do wspierania jak najsilniejszego rozwoju nauki, oświaty, kultury. Zdawałoby
się, ale dla bogatych krajów UE liczą się tylko własne interesy, a w tych
interesach, bardzo egoistycznie pojmowanych, wcale nie leży przyspieszenie
rozwoju nauki w Polsce, które mogłoby oznaczać zarazem przyspieszenie
polskiego rozwoju gospodarczego, a więc i zwiększenie konkurencyjności
gospodarczej Polski. Wyraźnie powiedział o tych realiach w grudniu 2001 r.
profesor Bogdan Ney z Centrum Upowszechniania Nauki Polskiej Akademii Nauk.
Mówiąc o różnych wciąż kursujących mitach, prof. Ney ostro skrytykował
zmitologizowaną wiarę w cudzą opiekę nad polską nauką. Powiedział: "Wchodzimy
do Unii Europejskiej, polska nauka już uczestniczy w piątym programie ramowym
UE, niebawem będziemy startować do szóstego programu ramowego, jesteśmy
członkami OECD, współpracujemy naukowo dwustronnie i wielostronnie z wieloma
innymi państwami i instytucjami międzynarodowymi; czy - wobec tego -
potrzebna jest nam własna polityka naukowa, a zwłaszcza własna strategia i
program rozwijania zaawansowanej techniki?
Otóż nie tylko przekonanie własne, lecz i doświadczenia innych krajów
wskazują, że wiara w cudzą opiekę i zewnętrzne sterowanie rozwojem jest
mitem. Zresztą na czymże miałaby ona polegać? Czyż inni mieliby mieć cel w
budowaniu sobie pod bokiem konkurenta, który byłby zdolny do opanowywania
intratnych sektorów rynku? Pokłosie prywatyzacji polskiej gospodarki,
zwłaszcza przez kapitał zagraniczny i międzynarodowy przejmujący duże zakłady
przemysłowe, potwierdza tezę, iż sami musimy dbać o własne interesy, również -
a może zwłaszcza - w sektorze zaawansowanej techniki". (Cytowane za
przedstawianym już wcześniej wydawnictwem Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości i
Zarządzania im. Leona Koźmińskiego: "Dobre państwo...", Warszawa, styczeń
2002 r., cz. II).
Jak wiadomo, w Polsce po 1989 roku ciągle trwa proces degradacji nauki,
zapoczątkowany już w czasach rządów komunistycznych. Wbrew zapisom "Okrągłego
Stołu" w 1989 roku, że wydatki na naukę będą stanowić 3-4 proc. dochodu
narodowego, zaczęły one spadać w zastraszającym tempie - z 1,2 proc. dochodu
narodowego w 1990 r. do 0,8 proc. w 1991 r., a w prowizorium na I kwartał
1992 r. zaledwie 0,4 proc. W 1995 roku nakłady na naukę w budżecie wynosiły
0,53 proc. Produktu Krajowego Brutto (w tym czasie w Japonii 2,98 - PKB, w
Niemczech - 2,88).
Słynny francuski fizyk, laureat Nagrody Nobla, Georges Charpak, powiedział w
1997 roku: "Dowiedziałem się, że Polacy przeznaczają 0,5 proc. swego dochodu
narodowego na badania naukowe i pomyślałem sobie, że musicie być chyba
niespełna rozumu. (...) Wasze 0,5 proc. to dywersja przeciw Polsce i jej
talentom. To zbrodnia". Słynne było stwierdzenie byłego rektora Uniwersytetu
Warszawskiego prof. Andrzeja Kajetana Wróblewskiego pod adresem wicepremiera
i ministra finansów Leszka Balcerowicza, zarzucające mu, że: "Pan polubił
plan zamordowania nauki polskiej".
Sekretarz Naukowy Komitetu Prognoz "Polska XXI wieku" przy Prezydium Polskiej
Akademii Nauk doc. dr hab. Andrzej Karpiński pisał w cytowanej już
książce "Unia Europejska - Polska. Dylematy przyszłości": "Ocenia się u nas,
że po 1989 r. z Polski wyjechało na stałe około 150 tys. osób z wyższym
wykształceniem, z tego co najmniej 1/5 naukowców. Kraj opuściło już na stałe
20-30 proc. naukowców niektórych specjalności, pogłębiając i tak mocno
odczuwalną lukę pokoleniową w nauce. W przypadku pełnej integracji
niebezpieczeństwo to może się zwiększyć, zwłaszcza w świetle obecnie bardzo
popularnej na Zachodzie tezy o 'globalizacji' młodzieży, a więc o potrzebie
wychowania nowego pokolenia już o identyfikacji europejskiej, a nie
narodowej".
Po prywatyzacji wielu polskich zakładów okazało się, że kupujące je
przedsiębiorstwa zachodnie wcale nie są zainteresowane utrzymywaniem, a tym
bardziej rozwijaniem dotychczasowego polskiego zaplecza naukowo-badawczego w
przejętych przedsiębiorstwach. Według A. Karpińskiego: "Po prywatyzacji
niektórych zakładów, w tym zwłaszcza z udziałem kapitału zagranicznego,
wyniki prac badawczych i nowe technologie kupowane są wyłącznie za granicą,
często w pakietach. Towarzyszyło temu również słabnięcie kooperacji między
przemysłem a zewnętrznym zapleczem badawczo-rozwojowym. Przykładem tego może
być Politechnika Krakowska, w której silnie rozwinięta współpraca z Fiatem,
po prywatyzacji tego zakładu, została sprowadzona niemal do zera. Istnieją
zatem uzasadnione obawy, że po integracji zjawiska te mogą się nasilić. O
tym, że nie jest to zagrożenie tylko teoretyczne, świadczą doświadczenia
innych krajów Unii, zwłaszcza krajów Europy Południowej, a częściowo również
i Północnej (Irlandia). Jak stwierdza publicysta zachodni: 'Już dziś kraje
południowoeuropejskie, jak Hiszpania, Portugalia, Grecja - są praktycznie
ogołocone z naukowców'".
Inny polski naukowiec - Leszek Kuźnicki pisał na łamach "Nowego Życia
Gospodarczego" (nr 19 z 1997 r.), iż: "Za poważny błąd uważam, że nie
wymagamy od kapitału zagranicznego, który napływa do nas, i nie negocjujemy z
nim w umowach obowiązku zakładania w Polsce laboratoriów na wzór zachodni.
Tam większość korporacji utrzymuje własne instytuty czy ośrodki myśli
technologicznej, w których udoskonala swoje produkty".
Z książki Andrzeja Karpińskiego jednoznacznie wynika, że w miarę wzrostu
udziału kapitału zagranicznego w przedsiębiorstwach wyraźnie postępuje
zmniejszanie się zaplecza badawczo-rozwojowego. W niektórych z przemysłów o
najwyższym udziale spółek z kapitałem zagranicznym nastąpiła niemal całkowita
likwidacja zakładowego zaplecza badawczo-rozwojowego (A. Karpiński: op. cit.,
s. 122). Przypominając, że w krajach UE w zapleczu tym pracuje 1,21 proc.
wszystkich zatrudnionych, podczas gdy w Polsce tylko 0,45 proc., Karpiński
stwierdził, że każdy spadek powiększa tylko dystans między nami, a tymi
krajami. I dodawał: "Nie wróży to najlepiej konkurencyjności naszej
gospodarki, zwłaszcza opartej na innowacyjności, a nie na niższych cenach".
Czy musimy się jednak dziwić temu, że zachodnioeuropejskie przedsiębiorstwa
nie są wcale zainteresowane konkurencyjnością naszej gospodarki wobec nich, a
wręcz przeciwnie? Jak się trafiło na głupich czy sprzedajnych, to trzeba to
wykorzystać do końca - oto ich styl myślenia.

Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka