Gość: K.J.
IP: 144.139.191.*
11.05.03, 12:01
Ponieważ od czasu do czasu pojawiają się na tym forum różne wypowiedzi
nawołujące do referendum, pozwolę sobie przedstawić niezwykle trafny artykuł
p. Tomasza Rogowskiego poruszający ten temat.
naszawitryna.pl/europa_611.html
Coraz bliższy termin referendum akcesyjnego powoduje, ze w wielu
środowiskach, a także na łamach mediów trwa debata co do sposobu jego
przeprowadzenia, a także przyjęcia odpowiedniej taktyki przez zwolenników i
przeciwników UE, tak by mogli odnieść w nim zwycięstwo.
Do tej pory w szeregach przeciwników �euroraju� nie było żadnych wątpliwości
co do tej kwestii, po prostu należy zmobilizować jak najliczniejszą grupę
Polaków, by wzięła udział w referendum i powiedziała �nie� Unii Europejskiej.
Jednakże od pewnego czasu coraz częściej w rozmowach z ludźmi, którzy są
przeciwnikami UE, można usłyszeć, że najlepszym rozwiązaniem jest pozostanie
w domu i doprowadzenie do jak najniższej frekwencji.
Próbę utwierdzenia eurosceptyków w tym przekonaniu podejmują media, których
nie można podejrzewać o niechęć do Unii Europejskiej. Przykładem jest depesza
PAP-u pod tytułem "Referendum w maju mogą wygrać eurosceptycy", której autor
sugeruje, że najlepsze rozwiązanie dla eurosceptyków to pozostanie w domach,
tak by frekwencja wyniosła poniżej 50%, a wynik referendum nie był wiążący. W
opinii autora zapewniło by to zwycięstwo przeciwnikom członkostwa Polski w
UE.
Należy zastanowić się czy aby na pewno jest to zgodne z prawdą, czy
przypadkiem wybór tego rozwiązania nie oznaczałby tak naprawdę klęski
przeciwników euroraju?
Konstytucja RP stanowi w artykule 90 ustęp 3, że wyrażenie zgody na wejście
do Unii Europejskiej, może być wyrażone w ogólnokrajowym referendum, jednakże
zgodę na wybór tego trybu muszą wyrazić posłowie. Samo referendum odbywa się
wtedy na zasadach określonych w artykule 125 konstytucji, który stanowi, że
do tego by wynik był wiążący, potrzeba udziału ponad połowy uprawnionych.
Jeżeli przyjęlibyśmy propozycję wskazaną w depeszy PAP-u i wynik referendum
nie był by wiążący, to faktycznie zwolennicy Unii zostali by pozostawieni w
bardzo trudnej sytuacji, jednakże nie jest to sytuacja bez wyjścia.
W przypadku braku wymaganej frekwencji, wynik referendum stałby się nie
wiążącą konsultacją, wejście Polski odbyło by się na zasadach określonych w
artykule 90 ustęp 2 Konstytucji RP. Oznacza to, że ustawa zezwalająca na
wejście do Unii została by uchwalona przez Sejm większością 2/3 głosów w
obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów, a następnie przez Senat
ta samą liczbą senatorów.
Przy obecnym składzie Sejmu, a tym bardziej Senatu, chyba nikt nie ma
wątpliwości, że większość "wybrańców" narodu, zagłosowała by za wejściem do
Unii Europejskiej.
Jak wiec widać propozycja, by przeciwnicy Unii pozostawali w domach i
obniżali frekwencję, jest jak najbardziej na rękę pomysłodawcom i
inspiratorom członkostwa Polski w UE, którzy po tegorocznych wynikach wyborów
samorządowych, w których przeciwnicy integracji: LPR i Samoobrona uzyskali
około 34% poparcia, nie są już tak pewni o pozytywny dla nich wynik
referendum.
Dlatego też wszyscy Polacy, którzy nie chcą wejścia do Unii Europejskiej i
związanego z tym uzależnienia politycznego i ekonomicznego Polski od struktur
unijnych powinni pójść do urn referendalnych i jednoznacznie powiedzieć �nie�
członkostwu Polski w Unii.
Najtrafniejszym komentarzem powyższych propozycji są słowa posła Jana
Łopuszańskiego, którego poprosiliśmy o wypowiedź na ten temat "Nie ma
lepszego sposobu na zapewnienie zwycięstwa euroentuzjastom, niż namówić
zwolenników suwerenności Państwa do pozostania w domu w dniu, w którym
rozstrzygana będzie sprawa jej zrzeczenia."
Podkreślenia w tekście pochodzą od Redakcji Naszej Witryny
Tomasz Rogowski, Inne Strony Integracji, 2002-12-08