Gość: TADEUSZ REJTEN
IP: *.nanarb01.mi.comcast.net
07.06.03, 21:08
Śmieją się z nas, starych, że my radzi zawsze mówić o dawnych czasach i o
dawnych ludziach. Ale kiedy bo i czasy, i ludzie byli lepsi niż teraz!
Wielkie sądy Boże... Pan Bóg Sodomie był gotów odpuścić, gdyby się w niej
przynajmniej dziesięciu sprawiedliwych znalazło; czyż już i tak małej liczby
u nas nie było, aby ojczyznę ocalić?
Gdyby najznakomitsza cnota ludzka mogła przeważyć wyroki Najwyższego, pan
Tadeusz jeden ojczyznę by ocalił. A jakkolwiek pozornie biorąc rzeczy, jemu
się nie powiodło, co jest niezawodnym, to, [że] pokąd ostatniego Polaka serce
bić będzie, pamięć jego nie zaginie.
Zbierał się sejm, ale już było wiadomo, że się gotował przez niego
okropny, a w dziejach naszych niesłychany zamach na ojczyznę. Pan Tadeusz, co
nigdy o żaden urząd nie prosił i unikał nawet dotąd sejmików, podał się na
posła, aby na ostatnim szańcu prawa bronić sławy narodu. Polski Fawoniusz,
Michał Korsak, został kolegą tego polskiego Katona. Zbierają się zatwardziałe
lub przelękłe prawodawcę w Warszawie.
O dniu najhaniebniejszy, a razem najchlubniejszy dla Polski, w którym
nasze nowogródzkie poselstwo usłyszało głos znieważonej i konającej ojczyzny!
Wszystkie ulice miasta zalegli uzbrojeni Moskale: harmaty wystawiono
naprzeciw izby poselskiej, lonty zapalone grożą śmiercią każdemu, co jeszcze
ostatki sumienia nie przydusił; zniewieściały monarcha idących do sali posłów
ze łzami błaga, aby daremnym oporem nie gubili ojczyzny i siebie. Zbierają
się posłowie: jedni jakimś dzikim uśmiechem chcą pokryć wewnętrzne
pomieszanie, drudzy, zalani łzami, zdradzają i poczciwe uczucia, i słabość
duszy; kilku tylko, z obliczem wypogodzonym, okazują, że wszystko oprócz Boga
poświęcą, że za progami izby zostawili, co tylko do żywota przywiązać ich
mogło, i że są przygotowani do wszelkiej walki i ofiary. Haniebnej pamięci
kanclerz ogłasza propozycją królewską, aby zawiązać sejm pod konfederacją, i
zaprasza Ponińskiego na marszałka.
- Zgoda! - odpowiedzieli (jednak głosem drżącym) zaprzedani posłowie.
- Zgoda! - jeszcze słabiej powtórzyli posłowie przelękli.
- Nie ma zgody! - odezwał się Rejten. - Na sejm walny jesteśmy zebrani, a nie
na konfederacją; przystąpmy do wyboru marszałka walnego sejmu.
- Tadeusza Rejtena obieramy marszałkiem! - odezwał się Korsak, Bohuszewicz i
trzech innych posłów, kupiących się przy Rejtenie. Zdumieli się wszyscy.
Rejten porywa laskę i sesją zagaja. Przez chwil kilka kanclerz, Poniński i
inni jurgieltnicy moskiewscy zamilkli; już większa część izby poczuła chęć do
powinności wrócić; ale z jednej strony zatwardziałe zdrajcę, z drugiej -
przybliżające się lonty do panewek, przydusiły ten słaby płomyk. Okropny .
szmer powstaje, jakby na zborzyszczu piekielnych duchów.
- Nie damy się owładać przez pięciu posłów, konfederacji chcemy i Ponińskiego
za jej marszałka!
Wyrodki wydzierają laskę Rejtenowi; pięciu wszystkim się opierają.
- Nie ma zgody na konfederacją! - krzyczy Rejten. - Na Boga, na rany
Chrystusa, zaklinam was, bracia, nie plamcie imienia polskiego! Pamiętajcie
na waszą przysięgę! Pamiętajcie, że podział kraju zaraz po zawiązaniu
konfederacji nastąpi!
Świętokradzkie ręce biją Rejtena i jego kolegów, a Poniński, ośmielony, już z
laską w ręku, śmie sejm zagajać. Korsak i Bohuszewicz, szamocąc się między
oprawcami, krzyczą:
- Nie wyjdziem z tej izby, chyba trupami, a na zdradę ojczyzny nie pozwolim!
Ostatniego środka legalnego chwyta się Rejten:
- Sisto activitatem! - mówi. - Sejm zerwany, nie ma sejmu!
- Nie ma sejmu! - powtarzają wierne męczenniki!.
- Panowie bracia - odzywa się Poniński - widać, że ci panowie zmysły mają
pomieszane. Nie oglądajmy się na nich, a postępujmy w obradach naszych.
Zapraszam panów do zapisania aktu konfederacji.
- Zdrajco! - krzyknął Rejten - jak ty śmiesz marszałkiem się ogłaszać, kiedy
nie ma sejmu!
Poniński, zapisawszy akt, solwował sesją na dzień pojutrzejszy, a posłowie
się porozchodzili, oprócz wiernych tych sześciu, którzy się zostali dla
zaniesienia manifestu. Tam trzy doby siedzieli zamknięci o głodzie, a potem
nareszcie osłabionych wypuszczono.
Nie było ofiar, którymi by ich nie kuszono, aby od manifestu odstąpili, a
zrobili akces do konfederacji. Rejtenowi laskę mniejszą litewską i starostwo
borysowskie, Korsakowi i Bohuszewiczowi kasztelanie i intratne królewszczyzny
ofiarowano; toż innych trzech wiernych posłów kuszono. Niecnota Poniński
śmiał z nim o tym mówić i mógł znieść jego oblicze.
- Podły człowieku - odpowiedział Rejten - mam z sobą trzy tysiące czerwonych
złotych i te ci oddam, a opamiętaj się.
Straszono ich odsądzeniem od czci i konfiskatą majątków; ale ci mężowie
milczeniem pełnym pogardy odpowiedzieli. Wywieziono ich na koniec za miasto,
a pan Gurowski, któremu zlecono było ich wywieźć do pierwszej poczty, dodając
szyderstwo do innych pocisków, tam im powiedział:
- Bywajcie, waćpanowie, zdrowi i próbujcie nową konfederacją przeciw nam
podnieść, jeśli znajdziecie równych sobie półgłówków. Ale pamiętajcie, że
Najświętsza Panna tego zmazać nie potrafi, co carowa jejmość o nas napisała.