wolna_galicja
19.08.03, 11:14
Wczorajszy "Newsweek":
newsweek.redakcja.pl/archiwum/artykul.asp?Artykul=7344
"JATKA W MASARNIACH
Polskie władze oszukały drobnych, wiejskich przedsiębiorców. Przekonując ich,
że nie muszą się modernizować, naraziły tysiące małych masarni i ubojni na
likwidację.
Do Wólki Somiankowskiej trudno trafić. Na końcu wsi przy piaszczystej drodze
stoi prymitywna ubojnia Wiesława Bartosiaka. Kilka miesięcy temu właściciel
rozpoczął budowę nowego zakładu. Chciał się rozwijać, sprzedawać więcej mięsa
na lokalnym rynku. Nadzorujący budowę weterynarz mówił, że nowa ubojnia
powstaje zgodnie ze wszystkimi normami.
Ale w marcu tego roku przyszedł dzień, kiedy weterynarz nie powtórzył swojej
mantry. Wręcz przeciwnie - stwierdził, że budowa Bartosiaka nie jest zgodna z
przepisami. Dlaczego? Bo wchodzą w życie nowe normy, zgodne z prawem Unii
Europejskiej. - Może to duże słowa, ale wtedy miałem wrażenie, że ktoś celowo
utrudnia nam życie, że komuś zależy, żeby upadały takie małe zakłady jak mój -
mówi dziś rozgoryczony Wiesław Bartosiak, marszcząc czoło.
Budowanego przez wiele miesięcy nowego zakładu Bartosiaka w ogóle nie da się
dostosować do unijnych norm. Techniczne wymogi dotyczące rzeźni to
kilkadziesiąt szczegółowych zasad, nakazujących m.in. zamontowanie kranów
uruchamianych fotokomórką czy automatycznych myjek do butów. Unia Europejska
określa też kolor sufitów w rzeźni, nakazuje, aby urządzenia do obróbki mięsa
były oddalone od ścian i posadzki o 30 centymetrów, a pomieszczenia, w
których dokonuje się uboju, miały zaokrąglone kąty o promieniu minimum 6 cm.
Gdyby Wiesław Bartosiak chciał się do tego dostosować, musiałby rozpocząć
całkiem nową budowę i - jak szacuje - kosztowałoby go to około 3 milionów
złotych.
A jeszcze pół roku temu wszystkie władze zapewniały właścicieli masarni, że
jeśli będą chcieli produkować tylko na rynek wewnętrzny, to nie będą ich
obowiązywały europejskie dyrektywy. Na potwierdzenie cytowano nową ustawę
weterynaryjną, uchwaloną w lutym tego roku przez Sejm.
Ta nowa ustawa nie będzie jednak funkcjonowała długo - bo choć nie minęło
jeszcze sześć miesięcy od jej przyjęcia, Ministerstwo Rolnictwa już
przygotowało jej nowelizację (we wrześniu zajmie się nią rząd), która zakaże
uboju świń i cielaków w przygospodarskich rzeźniach, niespełniających norm.
Dla wielu drobnych wiejskich przedsiębiorców taka zmiana - w dodatku
całkowicie nieoczekiwana - oznacza tragedię. Setki małych firm rzeźniczych i
masarskich padnie z dniem wejścia w życie ustawy. Może gdyby wcześniej
wiedziały, że muszą się zmienić, zmodernizować, to podjęłyby ten wysiłek. Ale
dziś jest już na wszystko za późno. - Partie rządzące celowo wprowadziły tych
ludzi w błąd, bo zależało im na pozyskaniu głosów w referendum europejskim -
twierdzi Paweł Poncyljusz, poseł PiS i członek sejmowej komisji europejskiej.
Bez względu na to, jakie motywacje kierowały politykami rządowej większości,
zmiana ustawy weterynaryjnej jest niezbędna. Dziś obowiązujące polskie
przepisy jaskrawo kłócą się z unijnymi dyrektywami. - Ustawę weterynaryjną
trzeba znowelizować jak najszybciej, bo i tak zakwestionuje ją Unia -
mówi "Newsweekowi" Wojciech Wojtyra, dyrektor departamentu produkcji
zwierzęcej w Ministerstwie Rolnictwa.
W Unii Europejskiej ubojnie to nie gospodarska działalność, ale wielki
przemysł. W Danii - gdzie skala przetwórstwa mięsnego jest zbliżona do
polskiej - są tylko dwie firmy zajmujące się ubojem, w znacznie większych
Niemczech jest ich zaledwie dziesięć. Na tak skoncentrowanym rynku łatwiej
jest przestrzegać rygorystycznych i szczegółowych norm."
A miało być tak pięknie....