ontarian
03.03.10, 15:43
tylko trzeba chciec
gazetapraca.pl/gazetapraca/1,90439,7614823,Wstydliwa_prawda.html
"Domowe zwierzęta wymagają wielu uczuć i uwagi. Okazuje się jednak,
że dla niektórych z nas zwierzęta stają się czymś więcej niż tylko
domowymi pupilami. Koty, psy, a nierzadko także i małpy zastępują
wielu osobom dzieci lub przyjaciół; zdarza się nawet, że całkowicie
przejmują kontrolę nad życiem swoich właścicieli. Ludzie potrafią
oddać ulubieńcom własne sypialnie, dzielą z nimi kuchnie oraz
łazienki, a także wydają fortunę na wykwintne jedzenie i ubrania
słynnych projektantów.
Tacy pacjenci na początku w ogóle nie zdają sobie sprawy z powagi
problemu. Zaczynają go dostrzegać dopiero, kiedy odchodzi od nich
rodzina lub przyjaciele. Wtedy trafiają do gabinetu, ale początek
terapii to ciągłe zaprzeczanie, że problem jest poważny. Najczęściej
starają się przekonać psychologa, że to normalne i przyszli na
wizytę "dla świętego spokoju", aby udowodnić bliskim, że wszystko
jest w porządku.
Terapeuci zajmujący się takimi zaburzeniami wiedzą, że najczęściej
przyczyną takiego schorzenia jest nadopiekuńczość bądź po prostu
brak własnych dzieci. Często pacjentki wcielają się w rolę "matek"
dla swych domowych pupili. Swoje "dzieci" zapisują na konkursy
piękności i marzą, aby w przyszłości zaczęły pozować do zdjęć do
okolicznościowych kartek i kalendarzy. Wszystko to zapewne nikogo by
nie dziwiło, gdyby nie fakt, że chodzi o psy i koty, a nie dzieci.
Dla zdeterminowanych pacjentek nie ma to jednak żadnego znaczenia.
Nie szczędzą wydatków na swoje pupilki i robią wszystko, by czuły
się wyjątkowo - kupują im najlepsze ubrania, karmią wykwintnym
jedzeniem, a nawet organizują sesje masażu! W końcu jednak trafiają
na terapię, kiedy na przykład dostają ataku szału podczas konkursu
psiej mody, gdy okazuje się, że ich pupilka przegrywa wybory na
najlepszą psią modelkę. Rola psychologa polega wówczas na tym, aby
przywrócić ich życiu właściwe proporcje. Chora musi wiedzieć, że
zwierzę nie może być ważniejsze od człowieka. Najłatwiej zacząć
terapię od przekonania kobiety, że jej pupil potrzebuje dla własnego
dobra więcej swobody, że sprawia mu krzywdę takim traktowaniem. Nie
można jednak wzbudzać zbyt wielkiego poczucia winy, aby chora nie
zamknęła się w sobie - wówczas terapia trwałaby znacznie dłużej."