bms0
23.08.10, 12:02
Tydzień temu, szkuszona akcją ogłoszoną przez lokalne schronisko,
postanowiłam poddać bezdomną kotkę sterylizacji.Stadko kotków
rozrosło się do rozmiarów nad którym już nikt nie panował.Codziennie
koty dokarmiałam i zupełnie nie przeszkadzało mi ich
sąsiedztwo.Największym zaufaniem darzyła mnie najstarsza kocica.
Przez kilka lat mocno się z nią zżyłam. Po kilku emailach ustaliłam
z panem pilotującym program, że sukcesywnie będę wyłapywać samice,
zawozić je na sterylizację, a po zdjęciu szwów odbierać.Moja pupilka
poszła na pierwszy ogień. Bardzo miałczała podczas przewozu,ale
mówiłam sobie, że robię to przecież dla jej dobra.Zabieg podobno się
udał taką dostałam informację tydzień temu. Dziś chciałam jechać po
kotkę i jakie było moje zdziwienie, gdy kierowniczka schroniska
poinformowała mnie, że podczas sprzątania boksu kotka, jeszcze ze
szwami uciekła. Jestem zrozpaczona i strasznie rozgoryczona
zachowaniem tych "profesjonalistów" zwłaszcza, że uprzedzałam że
kotka jest bardzo dzika. Jak w ogóle można ufać ludziom, którzy
przeciez ponoszą odpowiedzialność. Nie wiem co mogę dla tej biednej
kociny zrobić jak ją znależć.W dodatku jak prosiłam o szczególna
uwagę to pani krzątająca się po pomieszczeniu fuknęła, że oni wiedzą
jak zajmować się dzikimi kotami. Czy ktoś jest w stanie mi coś
doradzić?