begietka
26.03.04, 10:50
Proszę o pomoc, bo sama nie wiem,co robić. Miałam 8 lat malego naręcznego
kundelka.Odchowalsam go z pieluch,był rozpieszczany przez mnie i przez męża.
Traktowaliśmy go jak małe dziecko, pełnoprawnego członka rodziny. Ja nie
pracuję, więc większośc czasu spędzałam z nim.Kochalam go tak bardzo. Wpadł
pod samochód, gdy wyszedł na spacer z moim 16-letnim synem. Minęły dwa
tygodnie, a ja nie mogę dojśc do siebie.Mam żal do syna, że nie upilnował
mojego Dudusia, choć wiedzial, ile ten pies dla mnie znaczy...Wszyscy
namawiają mnie,żebym kupiła sobie nowego pieska...a ja boję się, czy to dobre
rozwiązanie...bo przecież drugiego takiego nie znajdę.Obawiam się, ze wciąż
będę porównywać tego nowego do Dudusia,że nie zdołal go juz tak pokochać jak
tamtego, bo on nie będzie NIM....Może ktoś był w takiej
sytuacji...poradźcie...Z jednej strony nie mogę znieść samotności w domu, z
drugiej-oprócz powyższych obaw- boję się, że mogę wziąć drugiego psa...znów
się przywiążę, pokocham go, a potem coś mu się stanie...Teraz czuję się tak,
jakbym straciła jedno ze swych dzieci...Tylko na tym forum jesteście w stanie
mnie zrozumieć...dla innych to byl tylko pies, więc dziwią się i nie potrafią
zrozumieć mej rozpaczy.....