kinguch
22.05.07, 17:16
Pisałam kilka razy o moim Marianie z chorym serduchem.
Więc żeby zakończyć temat Mania, napiszę, że dziś o 4 rano dostało moje
maleństwo ataku potwornej duszności po 5minutach przeszło, o 13.30 byliśmy u
weterynarza, zemdlał, z pyszczka zaczęła sączyć się piana, potem z noska, nie
potrafił złapać oddechu. Nasza weterynarz jeszcze próbowała Go ratować dostał
leki, masaż serca, po kilku minutach takiej męczarni, zadecydowaliśmy ze już
czas na niego. Pożegnałam się z moim kochanym maluszkiem. Weterynarz podała
mu środek usypiający.
Niby można go było próbować dalej reanimować, ale gdyby nawet to się udało,
maleństwo w jego stanie powolną śmiercią zdychałoby około miesiąca. Do
ostatnich dni był ruchliwy, wesoły, mimo ciężkiego stanu, ogromnej ilości
wody w płuckach, chciał żyć. Dziś się poddał, my razem z nim.
Strasznie ciężko bez niego w domu, pusto i smutno, a koty nadzwyczaj
spokojne. Mniejszy kot Zyzik, wciąż chodzi po mieszkaniu i miauczy. Smutno
nam wszystkim bardzo…