Dodaj do ulubionych

jak tak można :( :(

28.06.07, 08:14
Dziś byłam świadkiem jak na ulicy potrącony został kot, wił się z bólu na
ulicy ale zero reakcji ze strony przejeżdżających kierowców. Ja chyba nigdy
nie zrozumiem tego świata. Wysiadłam z autobusu i poszłam w jego kierunku,
potem przybiegła właścicielka, która niedaleko mieszała i to zobaczyła kota
wzięła, mam nadzieję że z tego wyszedł. Ja nie wiem, po prostu nie wiem, jak
można beż żadnej reakcji przejechać obok cierpiącego zwierzaka :(
Obserwuj wątek
    • cat_s Re: jak tak można :( :( 28.06.07, 08:32
      Cóż... to proste niestety.
      Ktoś przejechał psa - albo kota - i wolał pojechać sobie dalej i zapomnieć o "zdarzeniu".
      Ktoś przejechał obok - i wolał nie widzieć.
      No i tak to jest.
      Niestety.

      Pozdrawiam
      cat_s
      • salimis Re: jak tak można :( :( 28.06.07, 11:13
        W zeszłym roku byłam świadkiem pewnego zdarzenia i gdyby nie moja zdecydowana
        reakcja to nie wiadomo jakby to się skończyło.Otóz przed kamienicą w której
        mieszkam znajduje się szeroki pas zieleni porośnięty drzewami,krzaczkami itp.Tu
        wlasciciele wyprowadzają swoje czworonogi gdyz miejsce jest idealne.Ktoregoś
        dnia zauważyłam trzy nastoletnie dziewczyny z psem bokserem,niby nic takiego ale
        w pobliżu byl kot i pies go wywęszył.Puścil się za nim a kot jak to kot wskoczył
        na najbliższe drzewo a raczej drzewko.Jako ze pies nie mógl się dobrać do kota
        to uczynne dziewuszki zaczęły potrząsać drzewkiem aby go strącić wprost do
        psiego pyska.Kot ledwo dawał sobie radę z utrzymaniem sie.Nie wytrzymałam i jak
        RYKłAM przez okno to chyba cala ulica mnie słyszała.Doslownie opier....łam je na
        czy świat stoi.Wzięły psa na smycz i caly czas zerkały w moje okno.Po 10
        minutach się zmyły a kot upewniwszy się że nic mu nie grozi po jakims czasie
        zeskoczył z drzewa i poszedl sobie w swoją stronę.
    • magdajeden Re: jak tak można :( :( 28.06.07, 11:23
      czasami jest tak, że warunki drogowe uniemożliwiają albo znacznie utrudniają
      takie zatrzymanie sie. Duża prędkość, brak pobocza. bezpieczeństwo ludzi jest
      jednak ważniejsze niż odruch serca wobec kota. być moze tak było w w tym przypadku.
      • annulina Re: jak tak można :( :( 28.06.07, 11:40
        Akurat w tym przypadku warunki ku temu aby zatrzymać się były, chodniki z obu
        stron itp Także nie w tym rzecz.......
        • annb Re: jak tak można :( :( 28.06.07, 15:24
          rzecz w chceniu
          niestety
          • mist3 Re: jak tak można :( :( 28.06.07, 18:18
            No cóż - ja też przychylam się do twierdzenia, że niestety zazwyczaj rzecz w
            chceniu. Ostatnio ciągle jeżdżę kilkadziesiąt kilometrów do pracy i kilka dni
            temu wzięłam z pobocza wychudzonego szczeniaczka przywiązanego sznurkiem do
            krzaka. Przede mną jechało kilka aut, żadne się nie zatrzymało - choć szczeniak
            miał na tyle długi sznurek że wychodził na pobocze.

            Ale jest i pozytywny aspekt tej sprawy - jako, że byłam kilkadziesiąt km od domu
            i miałam przed sobą 6 godzin w pracy, było mi trudno pieska przechować w
            samochodzie. Pani w jednym sklepie przechowała mi go zupełnie bezinteresownie,
            dała mu jeść i pić. W innym sklepie zoologicznym, do którego poszłam kupić smycz
            (żeby nie wracać z pieskiem chcącym się wdrapać mi na kolana), pani dała mi
            pełną reklamówkę karmy, również bezinteresownie. Są więc dobrzy ludzie na tym
            świecie.

            A temu debilowi, który przywiązał psa (a wcześniej głodził 2-miesięcznego
            malucha - wiek oszacował wet) życzę wszystkiego najgorszego.


            I jeszcze jedno - codziennie widzę ciałka przejechanych kotów. Drodzy
            właściciele kotów, mieszkający przy ruchliwej ulicy - zastanówcie się czy
            naprawdę warto narażać kota na rosyjską ruletkę.
    • mjot1 Re: jak tak można :( :( 28.06.07, 18:31
      Bo właśnie tacy jesteśmy. To jest podstawowa nasza (ludzka) cecha.

      „bezpieczeństwo ludzi jest jednak ważniejsze niż odruch serca wobec kota”
      Ta... To właśnie jest humanitaryzm (postawa jakżesz wzniosła).
      Gdy spoglądam na tworzone na jezdniach z maestrią misterne płaskorzeźby to
      marzy mi się by miast owych tzw. „odruchów serca” częstszym gościem bywał
      atawistyczny zdrowy rozsądek...

      Najniższe ukłony!
      Zadumany M.J.
      • burgundziak Re: jak tak można :( :( 28.06.07, 20:26
        świat ogarnia chora ludzka znieczulica...

        wczoraj podczas tankowania zauważyłam w trawie czarnego kotka, właściwie pół
        kota, bo był tak wychudzony... A jak zawołałam "kici, kici" to zaraz się
        odwrócił i dostojnie zafalował ogonem i poinformował mnie miaukaniem, że mnie
        słyszy i jest głodny :(

        Na szczęście przy stacji był Real, więc czym prędzej podskoczyłam po puszkę dla
        małego bidusia... Ale jak wróciłam kota nie było...
        Chodziliśmy z tą puszką dookoła stacji, wołaliśmy łobuza, ale bez efektów...
        gdzieś sobie poszedł :((
        Nie będę wspominać o reakcji ludzi, bo oczywiście przy stacji kolejka
        samochodów, a nikt nie spojrzał na kotka... a jak chodziłam z puszką i wołałam
        go to patrzeli na nas jak na wariatów i niektórzy szyderczo uśmiechali się pod
        nosem, bo przecież pomoc głodnemu zwierzęciu to takie śmieszne, a jakże
        nienaturalne i wstydliwe dla innych... Nawet nie mam siły tego opisywać, bo mnie
        szlag trafia na sama myśl, grrr

        No nic, kotek sobie poszedł, więc postanowiliśmy wrócić do domu, a puszkę wozić
        w samochodzie na wypadek pojawienia się kici... Prawie wyjeżdżamy już z
        parkingu, a tu kicia spaceruje pod płotem :))) Szybko wyskoczyłam z samochodu,
        nakarmiłam kocika - oczywiście znów wzbudziliśmy zainteresowanie - samochód na
        drodze, awaryjne i dwóch debili karmiących jakiegoś kota...
        Najadł się bidulek, ale aż się mu ogonek ze szczęścia trząsł

        Dobrze, że na nas trafił, teraz wożę puchę i jak go spotkam będę dokarmiać :)
        • raszynstraszyn Re: jak tak można :( :( 28.06.07, 20:53
          kiedy bylam dzieckiem i w czasie pierwszej młodości-bylam taka jak burgundziak...teraz dojrzalam i
          wyrosłam z tzw.litości.
          Wiem że zabrzmi to strasznie ale co daje jednorazowe nakarmienie syfiatą puszką wychudzonego
          kota?Uspokoii jedynie sumienie a kotu to pomoźe przeżyć 1 dzień dlużej, 3 dni dłużej?Po co to?
          po co oskarżenia wobec innych że "nie kupili puszki"?
          ten kot nie takiej pomocy potrzebuje i moje zdanie jest takie :albo bierzesz kota, odrobaczasz,
          kąpiesz, zasczepiasz i zostawiasz sobie lub szukasz mu domu albo zostaw go i pozwol mu
          zdechnąć...
          ale świetnie burgundziak od tego się zaczyna i nie zrozum mnie źle (wcale nie jestem złośliwa) życzę
          Ci dorośnięcia "do pomocy zwierzętem" i wyjścia z etapu litości
          • burgundziak Re: jak tak można :( :( 28.06.07, 22:28
            > kiedy bylam dzieckiem i w czasie pierwszej młodości-bylam taka jak burgundziak.
            > ..teraz dojrzalam i
            > wyrosłam z tzw.litości.

            gratuluję, takiej "dojrzałości", oczywiście pomoc jest dziecinna i głupia
            wyrosłaś z czułości, a nie z litości, masz jakieś uczucia kobieto, czy ogarnęła
            Cię całkowita pustka już?

            > Wiem że zabrzmi to strasznie ale co daje jednorazowe nakarmienie syfiatą puszką
            > wychudzonego
            > kota?Uspokoii jedynie sumienie a kotu to pomoźe przeżyć 1 dzień dlużej, 3 dni d
            > łużej?Po co to?

            "syfiatą"? Oczywiście byłaś przy tym obecna i widziałaś co kupowałam

            po drugie, skąd taka pewność, że jednorazowe nakarmienie? Oceniasz wg swoich
            ewentualnych zachowań, tak?
            Ech, przecież Ty byś sie nie zatrzymała widząc głodne zwierze - zapomniałam...

            BTW, czy nie przyszło Ci na myśl, że kot może być dziki i nie dał mi się
            schwytać ("dziecku z litością")?

            > po co oskarżenia wobec innych że "nie kupili puszki"?

            nikogo nie oskarżałam o "nie kupienie puszki" - czytaj ze zrozumieniem!
            pisałam o zachowaniu ludzi i głupich uśmieszkach, czy to dla Ciebie to samo co
            oskarżenie o nie zakupienie puszki?
            gratuluje tego Twojego, jak to nazwałaś... "dojrzenia"!

            > ten kot nie takiej pomocy potrzebuje i moje zdanie jest takie :albo bierzesz ko
            > ta, odrobaczasz,
            > kąpiesz, zasczepiasz i zostawiasz sobie lub szukasz mu domu albo zostaw go i po
            > zwol mu
            > zdechnąć...

            no tak, znajdujesz jedynie 2 rozwiązania, te drugie jakże "szlachetne"...


            > ale świetnie burgundziak od tego się zaczyna i nie zrozum mnie źle (wcale nie j
            > estem złośliwa)

            co się od tego zaczyna?

            oczywiście, że nie jesteś złośliwa, nawet do głowy mi to nie przyszło
            przecież udzielasz bardzo życiowych rad dziecinnej burgundzie "pozwól mu zdechnąć"
            wiesz, jeśli masz dzieci to im współczuję... nie chciałabym takiej nauki od
            matki, a ja nie masz to i lepiej :] (wcale nie jestem złośliwa)

            życzę
            > Ci dorośnięcia "do pomocy zwierzętem" i wyjścia z etapu litości

            a ja Ci życzę troszkę więcej tupetu "dojrzała" kobieto, która wyrosła z litości...


            Chyba pisałam coś n/t ludzkiej znieczulicy...?
            Czy dla dojrzałości i wyrośnięcia (niby) z litości charakterystyczną cechą jest
            znieczulica?

            Jeśli tak...? To wolę pozostać do końca życia z duszą i czułością dziecka...
            • cat_s Re: jak tak można :( :( 29.06.07, 05:19
              > kiedy bylam dzieckiem i w czasie pierwszej młodości-bylam taka jak
              > burgundziak...teraz dojrzalam i wyrosłam z tzw.litości.
              > Wiem że zabrzmi to strasznie ale co daje jednorazowe nakarmienie syfiatą
              > puszką wychudzonego kota? Uspokoii jedynie sumienie a kotu to pomoźe przeżyć
              > 1 dzień dlużej, 3 dni dłużej?Po co to? po co oskarżenia wobec innych że "nie
              > kupili puszki"?

              Widdzisz, ze statystycznego punktu widzenia - kupienie puszki dla bezdomnego kota może i nie ma znaczenia. A jak Ty byłabyś/byś głodna/y - też nie miałoby znaczenia?

              Nie lubię ocen - ale raczej życzyłbym Ci doznania losu bezdomnego kota a dopiero potem ferowania wyroków, o których nie masz pojęcia.

              Mimo wszystko pozdrawiam, choć nienawidzę takiego nastawienia. "Kalemu być dobrze - to jest dobrze"?

              I namawiam do przemyślenia wyżej poruszonej kwestii.

              cat_s

              P.S.

              Ale oczywiście życzę dobrego samopoczucia.
              Jak rozumiem - Ciebie na puszkę stać?
              Więc komunikuję - niektórych kotów na puszkę nie stać.
              A jak polują na ptaki - to są tępione jako szkodniki.

              Jezuuu - czy myślenie doprawdy tak boli?
              • cat_s Re: jak tak można :( :( 29.06.07, 05:24
                raszynstraszyn
                - popraw się.
                Masz oczywiście prawo do własnych poglądów - ale chyba nieco przzesadziłaś.
                Tak myślę, bo ciągle mnie nosi. A jestem nadzwyczaj spokojnym kotem.
              • beali Re: jak tak można :( :( 29.06.07, 06:21
                Staram się pomagać zwierzętom na tyle, na ile mogę w danym
                momencie. Szukam domu,zawożę do przytuliska, niektóre zostają u nas.
                Zdarza mi się minąć jakieś w potrzebie, bo akurat nie mogę pomóc.
                Kiedyś pani prowadząca przytulisko, do którego zawiozłam suńkę,
                powiedziała,aby dać tyle,ile możemy,ale jednak dać-
                miska z wodą już dużo znaczy, miska z jedzeniem jeszcze więcej
                dla błąkającego się zwierzecia.Tak samo myślę.
                • burgundziak Re: jak tak można :( :( 29.06.07, 08:04
                  Witam wszystkich,
                  dzięki za wartościowe posty, ja robię dokładnie jak beali - pomagam na tyle, na
                  ile mogę!


                  Gdyby każdy pomagał bezdomnym kotom (i nie tylko) na tyle na ile może, nawet tym
                  jednorazowym nakarmieniem "syfiatą" puszką to każdy kot dostojnie machałby ze
                  szczęścia ogonem...
                  Natomiast, gdyby każdy miał mentalność raszynstraszyn to niestety, ale żylibyśmy
                  w padlinie...

                  Życzę dobrego dzionka :)

                  Ps. W lutym tego roku na tej samej stacji mieszkał kicia, chory na koci katar,
                  złapałam małego zawiozłam do miejskiego schroniska... była późna niedzielna pora
                  - brak wetów)
                  Zaznaczyłam, że zobowiązuję się do adopcji, kot musiał przejść kwarantannę, a w
                  PN rano miał (podobno) być wet w schronisku. Pojechaliśmy i poinformowano nas,
                  że nie wiedzą dlaczego wet nie przyszedł i ma być w środę, ale oni tak nam
                  wcześniej nie wydadzą kota, bo musi minimum tydzień zostać na obserwacji. Myślę,
                  ok poczekam, przyjadę za parę dni, zabiorę łobuza i go wyleczę. Przez cały
                  tydzień czekałam z niecierpliwością, chciałam mu pomóc, ale nie chcieli mi go
                  wydać, grrr...
                  Minął tydzień... Jedziemy... i co słyszymy? "Kot miał koci katar i zdechł"
                  Przecież zapewniałam, że podejmę się leczenia! Dzwoniłam! Jeździłam, żeby pytać
                  co z nim! Nie wierzę, że zdechł, bo wcale nie był, aż w takim złym stanie.
                  Pomijam już fakt, że nie chcieli nas wpuścić do niego, bo trzymali te koty w
                  jakimś budynku, do którego niby nie można "odwiedzającym" wejść... Cały czas
                  zadaję sobie pytanie: dlaczego? Przecież kicia mógł zostać wyleczony i żyć. Po
                  prostu nie wierzę, że on sam zdechł :(
                  Ale wiem jedno, nie zawiozę do Mysłowickiego schroniska żadnego kociaka, bo może
                  wiązać się to z jego uśpieniem...
                  • raszynstraszyn Re: jak tak można :( :( 29.06.07, 09:25
                    kochani wiem że Was to zaskoczy bo bo opinię o mojej mentalności już przeczytalam ale prawda jest
                    taka że dlugo się naharowalm w schronisku dla zwierząt. I kto jak kto ale ja najlepiej wiem jak
                    wygląda zwierzęce cierpienie! ....
                    ile kotow i psow umarlo mi na rękach, ile psów i kotów przewiozlam do kliniki ...bylo tego trochę ...
                    ile to jest latania żeby caly miot kotów odkarmić, wyleczyć chociażby z glupiego świerzbowca....wiem
                    to , przetestowalam to w moim osobistym życiu..
                    dlatego nie oceniajcie mnie że dość drażliwie reaguję na "puszkę" z hipermarketu bo to jest psińco w
                    morzu rzeczywistych potrzeb ale jak pisalam wcześniej od tego się zaczyna....

                    i teraz też Was chyba zaskoczę -do dziś nie przejdę obojętnie obok cierpiącego kota ,psa czy konia..
                    pomagam im ale nie na tyle ile mogę tylko na tyle ile IM TO JEST POTRZEBNE!!!!!

                    pzdr
                    • beali Re: jak tak można :( :( 30.06.07, 20:58
                      i teraz też Was chyba zaskoczę -do dziś nie przejdę obojętnie obok cierpiącego
                      > kota ,psa czy konia..
                      > pomagam im ale nie na tyle ile mogę tylko na tyle ile IM TO JEST POTRZEBNE!!!!!

                      Niestety nie mogę tego o sobie powiedzieć, bo nie byłoby to prawdą.
                      Żyję w określonych realich, które ograniczają mnie skutecznie
                      i nie jestem w stanie każdemu napotkanemu zwierzęciu pomóc
                      na tyle, na ile tej pomocy potrzebuje i szczerze mówiąc bardzo
                      wątpię, by ktokolwiek był w stanie to zrobić.
        • kowaliska Re: jak tak można :( :( 29.06.07, 10:27
          Cieszę się że są tacy ludzie jak Ty.
          Szydercami sie nie przejmuj. Wśród nich może byli tacy, którzy prędzej czy
          później wezmą przykład. Czasem śmiech jest pierwszą reakcją na wstyd.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka