urania77
16.09.07, 00:54
Na wstepie przepraszam, ze zasmiecam, ale musze komus sie wygadac a
tutaj oprocz kilku troli, sa szalenie sympatyczne osoby, ktore wiem
ze mnie zrozumieja.
U mojej Nory jest podejrzenie raka watroby, na tygodniu bedzie miala
usg i badanie krwi i wszystko sie okaze, narazie dostaje antybiotyk
i przeciwbolowe :(
Przyjechalam 100 km do brata (Nora teraz jest u niego)
zwolnilam sie dzisiaj z pracy, balam sie ze jej juz nie zobacze,
jest strasznie slabiutka i wyglada jak zalazek oswiecimia.
Z poczatku jej nie poznalam, zawsze jak przyjezdzalam biegala i
szczekala z radosci :) teraz spokojnie podeszla i przytulila sie.
Boje sie ze nie dlugo jej bedzie dane zyc, od 2 dni siedze i rycze,
nie moge sie skupic na pracy. Nie potrafie.
Ma dopiero 7,5 roku, ale to mieszanka rottka i wet powiedzial ze one
krotko zyja, boje sie ze nie dam rady wziac sie za siebie a rodzice
mowila ze nie powinnam jej meczyc i jezeli bedzie to 100% nowotwor
to beda za tym aby ja uspic.
Ja jednak mam rozne mysli z jednej strony nie chce aby cierpiala a z
drugiej a nuz moze jej sie polepszy.
Nie wiem co robic i jak sie zebrac
Pozdrawiam i sorrki za moje wypociny (jak to mowila zawsze pani od
polskiego, ze nigdy nie bede polomista)